poniedziałek, 14 stycznia 2013

Łódź. Cmentarz Prawosławny pw. św. Aleksandra Newskiego.



Łódź była miastem wielonarodowym, wielokulturowym, a tym samym miastem różnych wyznań. Na mapie miasta dominują cmentarze rzymskokatolickie i komunalne, ale poza nimi są (lub były) cmentarze dla mieszkańców miasta innych wyznań: Żydów, prawosławnych, mariawitów, ewangelików, baptystów, czy... mahometan.


W słoneczny zimowy dzień wybrałałam się na Cmentarz Prawosławny pw. Św. Aleksandra Newskiego.


Cmentarz zlokalizowany jest w północnej części Łodzi na obszarze dzielnicy Bałuty. Wraz z cmentarzem rzymskokatolickim, komunalnym oraz wojskowym stanowi większy kompleks cmentarzy nazywany "cmentarzami na Dołach". Cmentarz prawosławny od północy ograniczony jest ulicą Smutną od południa ulicą Telefoniczną. Od zachodu graniczy z cmentarzem komunalnym a od wschodu z rzymskokatolickim.






Najstarsze groby w tej części nekropolii pochodzą z 1907 roku.


... Ale uwagę przyciąga przede wszystkim piękna kaplica z czerwonej cegły -  to prawosławna cerkiew cmentarna.



Cerkiew pod wezwaniem Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy, należy do parafii św. Aleksandra Newskiego w Łodzi, w dekanacie Łódź diecezji łódzko-poznańskiej Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.
Cerkiew wzniesiono tu 1904 roku, a wpisano do rejestru zabytków 20 grudnia 1983 roku.
Zarówno cerkiew, jak i brama , która prowadzi na cmentarz - zostały zaprojektowane przez Franciszka Chełmińskiego.



Tuż przy murze znajduje się grób Katarzyny Kobro, której prace do dziś inspirują innych artystów, zachwycają historyków sztuki i zwykłych śmiertelników. Spoczywa tu wielu ludzi, którzy tworzyli historię naszego miasta, tych znanych i tych zupełnie już zapomnianych…








Z trudem odczytuję zaśnieżone napisy – niektóre są po polsku, inne pisane cyrylicą.
fot. Monika Czechowicz

3 komentarze:

  1. Nemecek, od razu nasuwa mi się skojarzenie z moimi ukochanymi "Chłopcami z placu broni" :)

    P.S Węgrem każdy być może ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to smutna historia była... Pamiętasz? Zdaje się, że ten Nemacek chory był na gruźlicę, czy inną przypadłość powalającą ludność (nie tylko węgierską :)na pocz.XX wieku i umarło mu się... PS: swojego czasu ("swojego czasu" - co to znaczy?) czytałam sporo lit.węgierskiej (sentymenty rodzinno-wspomnieniowe) - oni tam wszyscy umierają "na koniec" - łagodnie, tzn. w naturalny sposób (zwykle dzieciątka), lub dramatycznie: wynoszą krzesło "na podwórko" i strzelają sobie w łeb (wersja dla dorosłych)...

      Usuń
  2. Nom, smutna ale dopiero pod koniec.

    Oni są skomplikowani, z jednej strony radośni, a zaraz potem posępni.

    OdpowiedzUsuń