niedziela, 1 czerwca 2014

W DNIU DZIECKA...


Na skraju parku im. Szarych Szeregów, na wysokości ulicy Brackiej, znajduje się pomnik Martyrologii Dzieci (Pomnik Pękniętego Serca).

Pomnik Pękniętego Serca został odsłonięty 9 maja 1971 roku. Powstał według projektu Jadwigi Janus i Ludwika Mackiewicza. Upamiętnia dzieci zamordowane w tak zwanym prewencyjnym obozie policji bezpieczeństwa dla młodzieży polskiej w Łodzi, który Niemcy utworzyli na terenie getta.



Ośmiometrowy pomnik przypomina pęknięte serce, do którego jest przytulony chudy chłopiec. W sercu widać pustą przestrzeń w kształcie dziecka. Ponoć zarys tej postaci zaprojektowano na podstawie zdjęcia byłego więźnia obozu dla dzieci Edwarda Barana.


Obok rzeźby znajduje się pamiątkowa tablica z napisem: "Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć".


W grudniu 1942 roku na terenie łódzkiego getta, w obrębie dzisiejszych ulic Brackiej, Emilii Plater, Górniczej i Spornej, wyodrębniono Polenjungendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt, obóz dla polskich dzieci i młodzieży. Był to tak zwany obóz przy ulicy Przemysłowej przeznaczony dla dzieci i młodzieży w wieku 8-16 lat, oficjalnie dla kryminalistów lub młodocianych przestępców pozbawionych opieki, będących zatem elementem niebezpiecznym. Faktycznie były to dzieci Polaków, którzy byli w hitlerowskich więzieniach.


Do stycznia 1945 roku przeszło przez obóz około 5 tysięcy dzieci. Mali więźniowie ciężko pracowali, dzieci były głodzone i bite. 


W czasie trwania obozu zmarła jedna trzecia więzionych tu dzieci, zwłaszcza podczas epidemii tyfusu na przełomie lat 1942/1943.


Dziś po Polenjungendverwahrlager pozostał tylko budynek dawnej komendy przy ulicy Przemysłowej 34. Natomiast w Szkole Podstawowej nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi (przy Emilii Plater 28/32 - szkoła widoczna w tle na fotografii powyżej), funkcjonuje szkolne muzeum, są tam zdjęcia i pamiątki związane z małymi więżniami.


źródło:
Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki.


Przeczytaj jeszcze:
Obóz dla polskich dzieci w Łodzi
Pomnik Martyrologii Dzieci w Łodzi



Post Scriptum, czyli sprawa Eugenii Pol (Pohl):

12 grudnia 1970 roku to data niezwykłej wagi dla byłych więźniów obozu przy ulicy Przemysłowej. Tego dnia zostaje aresztowana Eugenia Pol — jedna z najokrutniejszych wychowawczyń obozu dziecięcego. Dlaczego ramię sprawiedliwości dosięgło sprawczynię tak późno? Pytanie to wydaje się uzasadnione, jeśli wspomnieć, że Eugenia Pol od chwili ucieczki po wyzwoleniu obozu mieszkała przez dwadzieścia pięć lat w Łodzi w swoim domu przy ulicy Chełmońskiej 16 a. Wszystko wskazuje na to, iż pani Eugenia miała jakiegoś poważnego protektora na wysokim stanowisku, którego usłużna ręka zmieniła w rejestrze meldunkowym nazwisko Pol (lub Pohl, po przyjęciu volkslisty) na Poll, tym samym utrudniając jej znalezienie. Kim był tajemniczy protektor oprawczyni? Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy.
2 kwietnia 1974 roku zakończył się proces 51-letniej Eugenii Pol przed Sądem Wojewódzkim w Łodzi. Oskarżona dostała karę 25 lat pozbawienia wolności. Zebrani na sali więźniowie byli rozczarowani wyrokiem — liczyli na dożywocie, czego zresztą żądał prokurator. „Dlaczego tak mało — przecież  udowodniono jej kilka mordów, między innymi na Urszuli Kaczmarek” — żali się była więźniarka Apolonia Beda.
Czy Eugenię Pol uważać powinniśmy za ofiarę faszystowskiej wynaturzonej propagandy czy za zimną wyrachowaną sadystkę?
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że psychika Eugenii kształtowała się w znacznym stopniu w wojennych realiach obozowych. Podejmując bowiem pracę jako „wychowawczyni” w obozie, miała jedynie 18 lat. Była zatem niemal rówieśnicą niektórych starszych więźniów. Co sprawiło, że w młodej kobiecie wyzwoliły się tak nieludzkie i niekobiece instynkty, co kazało jej męczyć małe, niewinne dzieci? Może praca w obozie, nieźle zresztą płatna, była jej sposobem na przeżycie niemieckiej agresji, była „tylko” pracą, niewdzięczną, ale zawsze...? Młodej, wchodzącej w dorosłość dziewczynie mogła imponować faszystowska ideologia zwycięskich Niemiec: kult potęgi i siły, nacjonalizm narodu panów.
Co dzień przystojna nastolatka przekraczała obozową bramę i zmieniała na kilka godzin cywilne ubranie na niemiecki uniform „wychowawcy” — ipso facto — oprawcy i kata.
Ironią losu, ewenementem, a nawet anomalią pozostanie dla nas fakt, że po zakończeniu wojny Eugenia Pol pracowała jako przedszkolanka! Jej pracodawcy twierdzą nawet, że była bardzo dobrym wychowawcą i pedagogiem! (Własnych dzieci nigdy nie miała, nie wyszła też za mąż.)
Okrutny żart losu czy demoniczna przewrotność skłoniły ją do podjęcia takiej pracy? Być może był to sposób na ukrycie się — któż podejrzewałby bowiem zajmującą się troskliwie dziećmi przedszkolankę o sadystyczną, dzieciobójczą przeszłość. A może powojenne zajęcie pozwalało uciszyć wyrzuty sumienia?
Te i inne pytania zostaną już chyba w zawieszeniu. Eugenia Pol jest dzisiaj blisko 80-letnią staruszką. Byli obozowicze zrzeszeni w Klubie Kolbego przy ul. Tatrzańskiej twierdzą, że nadal żyje, mieszka w Łodzi, najprawdopodobniej na osiedlu Dąbrowa. Z więzienia Eugenia Pol została zwolniona wcześniej „za dobre sprawowanie”. Kara była skromna, chociaż mówi się, że polskie współwięźniarki „dały jej tam do wiwatu”.

Czy w sercu pani Pol jest choć jedna rysa spowodowana zbrodnią, której była świadkiem i w której uczestniczyła..?











1 czerwca 2013 roku - Dzień Dziecka - łodzianie poświęcili pamięci pomordowanych dzieci Polenjungendverwahrlager.

fot. Monika Czechowicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz