czwartek, 27 października 2016

LUSTRA ŁÓDZKIE/ PRÓCHNIKA


Ulica Próchnika 21.
Fot. Monika Czechowicz

środa, 26 października 2016

BAŁUTY. POWIEŚĆ O PRZEDMIEŚCIU.


Igor Rakowski-Kłos:
Jisroel (Yisroel) Rabon (1900-1941) był jednym z najbardziej utalentowanych i najmniej sympatycznym pisarzem w historii Łodzi. Jego twórczość nie nadaje się do czytania dzieciom przed snem. W "Bałutach" prostytutki klną, zwłoki kotów płyną rynsztokami, a pijani mężczyźni wyrywają języki rozwścieczonym psom.


Jisroel Rabon o kobietach, z którymi romansował, mówił bez delikatności. Nie zdarzyło się, by postawił komuś kawę. Gdy żartował z kogoś, to po to, by wyśmiać. Często się kłócił i obrażał. Słowem, należał do ludzi, którym lepiej nie wchodzić w drogę. Jicchok Janasowicz poznał go w kawiarni Pod Szklanką przy ulicy Południowej 6 (dziś Rewolucji 1905 roku):
"Sam jego wygląd jakby odstręczał i sprawiał, że wierzyło się we wszystkie historie o nim i o jego «aspołecznych" zachowaniach. Był trochę wyższy od przeciętnej, miał zielonkawo bladą twarz upstrzoną wielkimi dziobami, pozostałością po przebytej w dzieciństwie ospie. Przyczyniało się to do wrażenia, że tego człowieka lepiej unikać dla własnego dobra. Owo wrażenie potęgowało się jeszcze, kiedy wpadał w gniew. Twarz robiła mu się wtedy czerwona, a dzioby jarzyły zielonkawo, co odpychało i napawało przerażeniem. Ze straszną twarzą kontrastowały oczy, brązowe i łagodne, jak u zaspanej kury. Miał też bardzo ładne ręce, z palcami skrzypka".


A mimo to Rabon był w Łodzi szanowany za talent i znany jako pisarz. Był wpływową postacią łódzkiego życia kulturalnego - założył między innymi dwa czasopisma literackie, a sam debiutował już jako 15-latek humorystycznymi wierszami. 


W późniejszych latach, aby się utrzymać, hurtowo tworzył powieści sensacyjne w odcinkach dla łódzkiej prasy żydowskiej. Napisał ich kilkadziesiąt, podpisując się różnymi pseudonimami. Pod swoim nazwiskiem publikował felietony, eseje i wiersze. Udało mu się wydrukować w formie książek tomy z poezją i dwie powieści: "Ulica" i "Bałuty". Ta ostatnia książka, wydana w 1934 roku, dopiero teraz została przełożona na język polski. Według Chone Shmeruka, badacza literatury żydowskiej, "Bałuty", mimo że niedokończone, należą do "najważniejszych artystycznych osiągnięć międzywojennej prozy jidyszowej w Polsce".
"Bałuty" Rabona są tak przyjemne, jak twarz autora. Bohaterem książki jest Josl Berger, siedmio-ośmioletni chłopiec, który po śmierci rodziców próbuje utrzymać się na powierzchni życia. A życie na Bałutach nigdy nie należało do najłatwiejszych - tuż przed pierwszą wojną światową, gdy rozgrywa się powieść, nieskanalizowane i wąskie uliczki tętniły wszystkimi społecznymi patologiami. 


Ludzie tu mieszkający rzadko zapuszczali się na ulicę Piotrkowską, a wnętrz fabrykanckich pałaców nie mogli sobie nawet wyobrazić. Rabon opisał bałuckie życie, akcentując jego okrucieństwo, nędzę i zezwierzęcenie. Powieść zaczyna się od zabawy w Grabince. Było to miejsce po lesie, w którym na początku XX wieku działały nielegalne gorzelnie, zatrzymywały się cygańskie tabory, a desperaci targali się na życie. Wcześniej leśne polany zasłynęły jako miejsce egzekucji powstańców styczniowych. Dziś tutaj - między Łagiewnicką, Inflancką a Franciszkańską - stoją PRL-owskie bloki.


W "Bałutach" na wyrębie obok rzeczki mieszkańcy odpoczywają, upijają się i dają upust namiętnościom. Kobiety tańczą, a "twarze chłopców robią się wilgotne jak pyski koni w przegrzanych stajniach. Oczy wyłażą im z orbit, mięśnie napiją się i drżą. U wielu z nich widać języki kołyszące się w otwartych ustach jak u psów, które gonią za sukami". Jeden z nich, zamroczony wódką "w końcu wyczerpany zległ na ziemi bez ruchu, tyłkiem do ziemi. Z ust niczym z krowiej mordy, ciekły mu wymiociny". Między pijanymi, rozochoconymi ludźmi a psami wypuszczonymi z pobliskiej rzeźni dochodzi do walki. Łódzki pisarz nie oszczędził szczegółów: 

"Wielu chłopaków upuściło sztaby i noże, a kiedy naskakiwał na nich jakiś pies, wkładali mu pięści do pyska i szarpali za język. Psy przednimi łapami wbijały się w ręce człowieka, rozdzierały mu skórę zabłoconymi pazurami, chcąc się uwolnić i wyły z bólu i rozpaczy. Chłopacy szarpali je za mokre, ciepłe języki. Ręce pokrywała ślina i krew, która lała się strumieniem z psich pysków. Jeden z chłopaków właśnie wyrwał jeszcze drżący język. Pies uciekł brocząc krwią. Nie mógł już szczekać ani wyć. Ciężko dyszał, z jego płuc wydobywał się świst. To było teraz jego wycie".


Ale pisarz nie kończy tylko na opisach ludzkich zwłok obgryzanych przez myszy i końskich odchodach walających się po ulicach. Obok ludzi, którzy kierują się agresją i żądzą, Rabon portretuje postaci nieprzystosowane do bałuckiego świata: właściciela przenośnego kinematografu czy dziewczyny czytającej nad wiek poważne lektury. Wszyscy oni jednak są wyśmiewani i porzuceni na poboczu życia.


- To jest książka o słabych, którzy nie mają szans, żeby przeżyć w okrutnym świecie - mówiła podczas premiery książki Izabela Olejnik, tłumaczka. - Są wśród nich dzieci, kobiety i zwierzęta. Widać, że Rabon ma dla nich wiele współczucia i identyfikuje się z nimi.


"Bałuty" to nie powieść autobiograficzna, ale Rabon wychował się na Bałutach i dorastał w kamienicy przy ulicy Pieprzowej 15 (dziś Berlińskiego) w otoczeniu prostytutek, złodziei i handlarzy szmat. Nie patrzył więc na łódzką biedę z zewnątrz - znał ją od podszewki jako dziecko i człowiek dorosły. Podobno jedynymi cennymi przedmiotami u niego w domu były książki. Odebrał tylko podstawowe wykształcenie - jako dziecko chodził do szkoły religijnej. Zarabiał na utrzymanie m.in. malowaniem plakatów oraz grafik.


Jako nastolatek samodzielnie nauczył się języków obcych na tyle dobrze, by tłumaczyć na jidysz najwybitniejszych niemieckich, francuskich i rosyjskich poetów. - Zwłaszcza w jego esejach widać, że potrafi stosować język z wyższej półki - zapewnia Olejnik. - Był człowiekiem obeznanym z polską i europejską literaturą.
Literatura jednak nie uratowała mu życia. Kilka tygodni po wejściu niemieckiego wojska do Łodzi Rabon uciekł do sowieckiego Białegostoku. Tam naraził się władzom, wygłaszając sądy sprzeczne z obowiązującą ideologią wobec literatury. Schronił się więc w Wilnie, które niedługo także stało się częścią Związku Radzieckiego. Latem 1941 roku miasto zajął Wehrmacht i łódzki pisarz został zamordowany w Ponarach - miejscu kaźni wileńskich Żydów.




Polskie wydanie "Bałut" oprócz powieści zawiera szkice o autorze i Bałutach oraz recenzje jego twórczości zarówno z lat 30., jak i późniejsze. Większość z nich została przetłumaczona z jidysz.


Jisroel Rabon
Bałuty. Powieść o przedmieściu
Przekład Natalia Krynicka i Izabela Olejnik
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
Łódź  2016
(fot. ze strony http://lodz.wyborcza.pl/)




Źródło:
Igor Rakowski-Kłos : Słabi nie mieli szans. Wstrząsająca książka o Bałutach.

Fot. współczesne Monika Czechowicz  (wszystkie przedstawiają ulicę Hersza Berlińskiego, dawną Pieprzową)

Przeczytaj jeszcze:

wtorek, 25 października 2016

SZLAKIEM BAJKOWEJ ŁODZI.

W Łodzi powstaje rodzinny szlak turystyczny „Łódź Bajkowa". Jego zadaniem jest uhonorowanie kultowych bohaterów animacji (i oczywiście ich twórców), którzy na stałe wpisali się w historię polskiego kina i telewizji. Wiadomo już, jacy bohaterowie bajek wyprodukowanych w Łodzi będą mieć swoje pomniki. Rzeźb ma być 17, i będą stawiane jeszcze przez kilka lat. 
Na młodszych i starszych łodzian na "bajkowym szlaku" już czekają: 

Bonifacy i Filemon, przed wejściem do Muzeum Kinematografii. Plac Zwycięstwa 1.

 Plastuś, w parku im. Henryka Sienkiewicza. 

Bohaterowie filmu "Zaczarowany ołówek", czyli Piotruś i jego piesek. Ulica Traugutta 18. 

Wróbelek Ćwirek przed wejściem do Palmiarni, al. Piłsudskiego 

Maurycy i Hawranek przed wejściem do ZOO, ulica Konstantynowska 

Ferdynand Wspaniały, przed wejściem do Galerii Łódzkiej, u zbiegu ulicy Sienkiewicza i al. Piłsudskiego.

Miś Uszatek, przed siedzibą Centrum Informacji Turystycznej i Biura Promocji, Turystyki i Współpracy z Zagranicą UMŁ, ulica Piotrkowska 87.

Mały Pingwinek Pik-Pok przed Aquaparkiem Fala, al. Unii Lubelskiej 4.

Trzy Misie na terenie Skansenu Łódzkiej Architektury Drewnianej przy ulicy Piotrkowskiej 282.


Miś Coralgol na placu zabaw u zbiegu ulic Sienkiewicza i Traugutta.

Muminek przed wejściem do Ogrodu Botanicznego.

Fot. Monika Czechowicz

SZLAK ŁODZI BAJKOWEJ – PINGWINEK PIK-POK
Miś Colargol na Bajkowym Szlaku w Łodzi.

archiwum baedekera [H]


H
HALA SPORTOWA
HALA TARGOWA GÓRNIAK
Henryk Ross. Od świtu do zmierzchu.
Henryk Sienkiewicz – park i ulica jego imienia w Łodzi.
Henryk Szwajcer - legenda filmu
Herbaciarnia „Niebieskie migdały”, czyli mała podróż w czasie.
Herby i pieczęcie miasta Łodzi.
Hotel Pietryna
HOTEL POLONIA PALAST
Hotel Puro i… Miska.
Hotel Savoy i… cały ten jazz!
Hotel Savoy. Łódź, ulica Traugutta 6.
Hydrobus Politechniki Łódzkiej.

***


ARCHIWUM BAEDEKERA - czyli linki do notatek, po to żeby łatwiej Wam było spacerować z baedekerem po Łodzi. 

poniedziałek, 24 października 2016

Gry i zabawy łódzkie


Ulica Legionów.
Fot. Monika Czechowicz

niedziela, 23 października 2016

SIEDEM MURALI NA 800 LAT


Jubileusz 800-lecia zatwierdzenia Zakonu Braci Kaznodziejów przez papieża Honoriusza, który dominikanie obchodzą w bieżącym roku, jest okazją do zaznaczenia ich obecności w naszym mieście. Łódź znana jest jako miasto murali, dlatego wybór takiej formy wyrazu zdaje się być niejako oczywisty.


Projekt grupy twórców chrześcijańskich VERA ICON nawiązuje do wydarzenia opisanego w Libellusie bł. Jordana z Saksonii „Książeczce o Początkach Zakonu Kaznodziejów”. Przedstawiony jest tam opis wizji jaką miał św. Dominik. Zobaczył on „wysokie i piękne drzewo, na którego gałęziach mieszkała wielka liczba ptactwa. Drzewo się zatrzęsło, a gnieżdżące się na nim ptaki uciekły.”


Wizję tą ojciec Dominik przyjął jako znak rozesłania braci, co dla młodej wspólnoty było posunięciem zaskakującym. To wydarzenie ma charakter emblematyczny dla misji Zakonu: iść aż na krańce świata, by głosić Ewangelię o miłości Boga do człowieka.

Pierwszy mural powstał przy ulicy Próchnika. Przedstawia trzy wielkie orły szybujące nad granią. (Próchnika 15).
Projekt murali na 800-lecie Dominikanów w Łodzi to także malowidło na ścianie przy skrzyżowaniu ulic Pomorskiej i Kilińskiego przedstawiające wizję św. Dominika.

Różnorodne niebieskie ptaki siedzące na drzewku pomarańczowym rozlatują się na wszystkie strony, przypominając wezwanie zakonu do głoszenia Ewangelii. Dookoła ukazany jest ciemny las symbolizujący świat.


Aby lepiej wyrazić idee projektu, twórcy postanowili przedstawić lecące niebieskie ptaki także na innych ścianach, tak aby wizja ich rozproszenia była czytelna. Murale towarzyszące wyrażają także prawdy dotyczące Zakonu Dominikanów.

Drugi mural namalowany jest na ścianie kamienicy na skrzyżowaniu Zielonej i Wólczańskiej, tuż obok klasztoru (Wólczańska 27).


Przedstawia chmarę niebieskich ptaków, które wlatują przez okno i odmienione wylatują po drugiej stronie. 


Poniżej, na gałęzi ogołoconego drzewa siedzi zakonnik. Jest pogrążony w lekturze. - Malowidło zatytułowane jest "Contemplare et contemplata aliis tradere". To znaczy: kontemplować i dzielić się owocami kontemplacji - tłumaczy ojciec Tomasz Biłka, dominikanin, malarz i poeta, współtwórca murali. 


Niebieskie ptaki wyrażają duchowy sens lektury. Te, które dopiero mają wlecieć przez okno są ukazane symbolicznie, niedokładnie. Dopiero kontemplacja je przemienia. Wylatują bardziej żywe, prawdziwe. I lecą dalej aby przekazać dobrą nowinę.

Nieco dalej, na bocznej ścianie kamienicy przy ulicy Zielonej ukazane zostaną ptaki budujące wspólnie wielkie gniazdo – kościół. Innocenty III, tuż przed spotkaniem ze św. Dominikiem, miał wizję, w której Dominik podtrzymuje kościół na Lateranie. Niebieskie ptaki, które dotarły także tutaj, w tym przypadku wyrażają duchowy sens wspólnego budowania kościoła.
Przy ulicy Żeromskiego pojawi się mural obrazujący walkę duchową. To co małe wygrywa z tym co wielkie. Walka duchowa objawia się w kontekście głoszenia prawdy. W końcu Veritas! brzmi wezwanie Zakonu. Można tu jako porównanie przytoczyć fragment fresku Andrea di Bonaiuto w Kościele Santa Maria Novella we Florencji – dominikanie nawracający heretyków.
Ostatni mural w tej serii planowany jest przy ulicy Legionów. Wyraża on treść wiary chrześcijańskiej. Treścią ludzkiego życia jest pragnienie. Przyjmujemy dar Chrystusa, czyli wody żywej. Z niej chcemy czerpać.


Oficjalne zamknięcie projektu nastąpiło 25 września, ale baedeker odszukał na razie przedstawione tutaj trzy murale. Być może później pojawią się następne...


Ptaki są motywem przewodnim wszystkich sześciu murali. Nie przez przypadek. Ptaki były obecne w wizji św. Dominika, która została opisana w "Libellusie" bł. Jordana z Saksonii. "Książeczka o Początkach Zakonu Kaznodziejów" jest głównym źródłem informacji o życiu Św. Dominika i początkach dominikanów.

Zaczynem do powstania wielkoformatowych malowideł jest jubileusz 800-lecia utworzenia Zakonu Braci Kaznodziejów. Oprócz ojca Tomasza Biłki biorą w nim udział osoby z grupy twórców chrześcijańskich VERA ICON. Wśród artystów jest Paulina Nawrot, Aleksandra Adamczuk, Jacek Hajnos, Karolina Tłuczek i Konrad Koch.


Baedeker stara się zachować neutralny charakter – przedstawiam te murale, ponieważ uważam, że pozytywnie wpisują się w łódzki street-art. nic nie ujmując łódzkiej przestrzeni miejskiej. I w takich kategoriach, czysto wizualno-artystycznych są przeze mnie pozytywnie odbierane.
Więcej na: www.dominikanie.pl

źródła:
Dziennik Łódzki.
Gazeta Wyborcza.

Fot. Monika Czechowicz

piątek, 21 października 2016

archiwum baedekera [G]


G
Gwiazdka w Łodzi. 

***



ARCHIWUM BAEDEKERA - czyli linki do notatek, po to żeby łatwiej Wam było spacerować z baedekerem po Łodzi. 

czwartek, 20 października 2016