czwartek, 13 września 2012

Historia pewnej torebki

Na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia moi rodzice zamieszkali w Łodzi, przy ulicy Pomorskiej (w tamtych czasach Marcelego Nowotki…). Moja mama, miła dziewczyna z małego miasteczka na Kujawach była przerażona ogromem miasta, mówiła, ze kiedy śpi, tramwaje jeżdżą jej po stopach… Z tego „wielkomiejskiego zagubienia” pomagała jej wyzwolić się jej pierwsza łódzka przyjaciółka i sąsiadka, Pani Helena. „prawdziwa łodzianka” już od może całych piętnastu lat, właścicielka pięknego obfitego biustu, równie okazałego natapirowanego rudego koka i …lekkich wąsików. Kiedy pojawiłam się na świecie, pomagała mojej mamie być mamą. Dla mnie była uosobieniem kobiecości. Moja mama, szczupła i drobna, wyglądała przy niej jakby miała piętnaście lat. Pani Helena często wpadała na kawę i zawsze miała ze sobą (chociaż mieszkała drzwi obok) skórzaną, szarą torebkę, zamykaną na dwa srebrne zatrzaski, jak w starych portmonetkach. Kiedy moja mama i pani Helena ruszały z posad bryłę świata przy aromatycznej kawce, ja… zakradałam się i przeglądałam zawartość tajemniczej szarej torebki… Nie, nie – oczywiście byłam grzecznym dzieckiem i nie miałam złych zamiarów! Ta torebka była po prostu dla mnie jakimś innym światem. W tamtych szarych i „niekobiecych” czasach, zawierała skarby dla mnie niesamowite: puder „Pollena-Lechia”, dwie, trzy prawie zużyte pomadki w jaskrawych czerwieniach, papierosy „Płaskie”, zawinięte w parę pończoch „na zapas” , jakieś grzebyki, jakieś koraliki, spineczki, fotografie, papiery ze stempelkami. A wszystko to w niesamowitym bałaganie, pomieszane ze sobą (moja mama wtedy chyba wcale nie miała torebki, nie malowała się, nie paliła papierosów…). Oczywiście Pani Helena dobrze wiedziała, że ja siedzę w jej torebce przy każdej możliwej okazji, i kiedyś (miałam wtedy trzy, może cztery lata) powiedziała ruszając wąsikiem: „Moniczko, pamiętaj, że prawdziwa kobieta ma ZAWSZE bałagan w torebce. Tak już po prostu JEST”. Dla mnie nasza sąsiadka była prawdziwą kobietą i zapamiętałam to. Teraz, czy noszę plecaki, czy eleganckie torebki, czy to mając w pamięci słowa Pani Heleny, czy też po prostu z własnej skłonności do nieporządku – kobiecy bałagan mam w nich zawsze. Można zajrzeć i zobaczyć!

2 komentarze:

  1. Sympatyczne i takie dziewczyńskie ;)
    Ad tramwajów to trudno nas przebić, bo mieszkając na Gdańskiej przy Zielonej, po powrocie z 3 miesięcznych wakacji tramwaje przejeżdżały nam przez środek pokoju stołowego :P
    Ad torebek to moje wspomnienie z nimi związane jest z innej bajki... w latach 40/50 w naszym mieszkaniu systematycznie czerwoni dokonywali rewizji. Była to dla mnie atrakcja (do czasu) i aktywnie pomagałem smutnym panom. W szafach było najwięcej mamy torebek, które dumnie prezentowałem oprawcom, a rodzice z bratem siedzący przy okrągłym stole usiłowali mnie zdalnie zneutralizować, bez powodzenia. Dlatego torebki damskie zajmują w moich wspomnieniach poczesne miejsce...
    Mojej małżonce kupiłem swojego czasu, oprócz markowych torebek, organizer który może nie załatwia sprawy, ale przenosi go do aktualnej torebki bo nie musi wywracać w nerwach torebkę i wytrząsać, tylko wyciąga organizer używając tych samych niecenzuralnych słów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wróć...
    Twoje wspomnienie jest czarowne i chwyta za serce w cudownym klimacie

    OdpowiedzUsuń