poniedziałek, 23 października 2017

- czas...

Ogłoszenie z kalendarza informacyjno-adresowego "Czas", rok 1900.
Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi.

niedziela, 22 października 2017

CMENTARZ PRAWOSŁAWNY PRZY ULICY OGRODOWEJ


Cmentarz Stary przy ulicy Ogrodowej dzieli się na trzy części, na każdą prowadzi odrębna brama.
Część prawosławna jest najmniejsza. To wąski pasek oddzielający zmarłych wyznania rzymskokatolickiego i ewangelików. Początkowo zajmował tylko 0,7 ha, po powiększeniu nekropolii – zaledwie 0,9.


Najstarszy zachowany nagrobek pochodzi z 1884 roku. Wśród osób tam pochowanych w XIX stuleciu przeważali urzędnicy carscy, policjanci i wojskowi.


Tuż przy wejściu po prawej stronie stoi niewielka kapliczka pw. Zmartwychwstania Pańskiego. To tu odbywają się nabożeństwa przed pogrzebem. 


Kaplica ma ponad sto lat. Została wzniesiona około 1886 roku, w tym samym czasie co cerkiew św. Aleksego przy ulicy Jekaterynburskiej (dziś ulica Jerzego). Ma za patrona nawet tego samego świętego – Aleksego. Kilka lat temu dach budynku, który był już bardzo zniszczony, zawalił się. Kapliczka została odbudowana. Niestety, nie udało się odtworzyć jej w pierwotnej formie.


Stojące naprzeciwko kapliczki mauzoleum nieznanej rodziny ma wyraźnie bizantyjski charakter. Grobowiec pochodzi z lat 1890-1900. Bryła mauzoleum wzniesiona została z cegły na planie ośmiobocznym i nakryta typową dla prawosławia cebulastą kopułą z tłoczonej blachy, ułożonej na kształt rybiej łuski. 


Szczyt każdej z ośmiu elewacji posiada ślepe nisze arkadki, posiadające po bokach kolumienki. W wejściu znajduje się kuta dwuskrzydłowa brama. Na szczycie brak krzyża, który stał na kuli. Nie wiadomo nic o architektach, ani kim byli zmarli tam pochowani. W archiwach nie zachowały się żadne dokumenty. Budynek również został odrestaurowany.


Przy samym murze, tuż obok furtki którą można przejść na część katolicką, stoi najokazalszy w okolicy grobowiec przypominający bizantyjską świątynię. Napis cyrylicą nad wejściem informuje, że jest to grób rodziny Gojżewskich.


Konstanty Gojżewski był carskim komisarzem policji w IV cyrkule. Jego żona – Aleksandra Gojżewska ze Sztachów – była katoliczką. Zmarła 5 września 1900 roku i została pochowana po drugiej stronie muru, na części katolickiej. Na jej nagrobku można odczytać napis po polsku:
„Najukochańszej Żonie, Matce i Babce stroskany mąż”.
Konstanty zmarł pięć lat później. Oboje zostali pochowani we wspólnej krypcie, która łączy się pod ziemią, ale na dwóch różnych cmentarzach…


W 2001 roku władze miasta, włączając się w akcję ratowania zabytków Starego Cmentarza, sfinansowały odbudowę grobowca i dziś prezentuje się dość okazale. Wykonany jest z białej i brązowej cegły. Dachówka i boczne wykończenia są zielone. Kopuła w środku jest ciemnoniebieska, umieszczono na niej złote gwiazdki – w tradycji prawosławnej rozgwieżdżony firmament bardzo często zdobi sklepienie świątyni.


Pod kaplicą jest krypta grobowa. W pierwszej piwnicy bezpośrednio pod kaplicą znajduje się metalowa trumna z liściem palmy Konstantego Aleksandrowicza Gojżewskiego, w drugiej piwnicy, już w części katolickiej cmentarza, znajduje się druga trumna z czarnego metalu z krucyfiksem i figurkami aniołków - jego żony Aleksandry. W murze oddzielającym dwie części cmentarza umieszczono metalową furtkę po obu stronach kaplicy, umożliwiającą rodzinie zmarłych odwiedzanie kwater bez konieczności wychodzenia na ulicę. Kaplica Gojżewskiego, pomnik żony po drugiej stronie oraz wspólna krypta grobowa stanowią symbol wielokulturowej przeszłości dawnej Łodzi.


Inny odnowiony pomnik stoi na grobie Wiktora Michajłowicza Kaniszewa. 


Kaniszew był porucznikiem 37. Jekaterynburskiego Pułku Piechoty, który stacjonował w Łodzi. Zmarł w 1895 roku, gdy miał 31 lat. 


Na jego grobie postawiono pomnik w formie baldachimu albo raczej wojskowego namiotu, który u góry ma lambrekin. Został wykonany z brunatnoczerwonego i białego marmuru. Kamień niemal łudząco przypomina tkaninę, jej naroża „przewiązane” są sznurem z chwostami, a brzegi „obszyte” frędzlami. Spod materiału widać tablicę z inskrypcją. Na szczycie pomnika krzyż łaciński z nałożonym mniejszym krzyżem papieskim.


Warto też zwrócić uwagę na nagrobek Wasilija Wasiliewicza Kowaliewa. Urodził się w 1897 roku. Zginął w roku 1922, w  25. roku życia w Pucku. Był Rosjaninem ale służył jako marynarz w polskiej Marynarce Wojennej.


15 sierpnia 1922 roku o godzinie 17.45 w Pucku, w czasie pokazu bombardowania w ramach obchodów rocznicy „cudu nad Wisłą”, załoga wodnosamolotu nieumyślnie zrzuciła bombę lotniczą o wadze 12,5 kg w tłum widzów obserwujących pokaz. Śmierć poniosło osiem osób, wśród których był też mat Kowaljew.
Nad jego grobem stoi pomnik w formie pionowej płyty z piaskowca, której górna krawędź jest nieregularnie „złamana”. Znajduje się na niej porcelanowa fotografia przedstawiająca młodego marynarza oraz kuty krzyż łaciński i wykonane w reliefie wypukłym gałązki cierniowe, będące symbolem cierpienia. W dolnej części pomnika znajduje się trudno zauważalny relief pejzażu morskiego, rozświetlanego promieniami słońca. Inskrypcja na płycie w języku rosyjskim. Grób także został odnowiony ze środków społecznych zebranych podczas listopadowej kwesty na Starym Cmentarzu.


Pomnik Jekateriny Fieofiałkowny Swincowej (1859-1887), żony podpułkownika 37. Jekaterynburskiego Pułku Piechoty. Pomnik wykonany został z piaskowca w kształcie niewielkich skałek, w których zawieszony jest zwój z inskrypcjami. Na skałkach znajdują się kwiaty i paprocie. Na szczycie krzyż łaciński z pni drzew z owiniętymi wokół liśćmi bluszczu.


W grobie pochowany został również Fiodor Swincow, o którym inskrypcja mówi: „niemowlę”. Można się więc domyślać, biorąc pod uwagę wiek matki, że zmarli zapewne podczas porodu lub krótko potem.


Tuż obok grób braci Krjukow.
Niewielki pomnik z piaskowca na grobie braci Krjukow pochodzi z przełomu XIX i XX wieku, w kształcie steli, ściętej u szczytu dwuspadowo, pod którym znajdują się zdobienia w kształcie rozetek i wolut. Szczyt postumentu wieńczy krzyż ruski, którego górne ramiona i szczyt zakończone są trójlistnie.


Spoczywają tutaj: Grisza Krjukow (1898-1898, niemowlę), Michaił Krjukow (1889-1898), Nikołaj Krjukow (1884-1905) i Nadieżda Musztykina, zmarła w 1991 roku.


Tu spoczywa Akim Pawłowicz Awiłow. Urodził się w 1854 roku, zmarł w Łodzi w roku 1892.
Pomnik jest wykonany z jasnego, kremowego piaskowca w kształcie postumentu-steli, zwieńczonego ruskim krzyżem z trójlistnie zakończonymi ramionami. 


Na przedniej powierzchni postumentu znajduje się rosyjskojęzyczna inskrypcja, zawierająca cytat z Ewangelii wg św. Łukasza, który w polskim tłumaczeniu brzmi”
„Jezusie, wspomnij mnie, kiedy wejdziesz do swojego królestwa”.


Groby rodziny Potiechin. Obszerne podłużne pole grobowe, ogrodzone kutym ogrodzeniem były wykonane przez firmę P. Schmeller. Kraty ogrodzenia posiadają eklektyczne motywy w postaci kwiatonów i stylizowanych lilii heraldycznych na grotach prętów. Na pole grobowe prowadzi dwuskrzydłowa bramka z motywem wieńca laurowego, przewiązanego wstęgami. Na polu grobowym znajdują się cztery niskie tumby kamienne z mało czytelnymi inskrypcjami.


Grób Anatolija Nikandrowicza Kostieckijego (1883-1908), komisarza carskiej policji w Łodzi.


Pomnik jest w kształcie spiętrzonych skałek z piaskowca, na szczycie którego stoi złamana kolumna z gładkiego czarno-brunatnego marmuru. Drugi odłamany trzon wspiera się ukośnie na skałkach poniżej, nad nim znajduje się kuta rosyjskojęzyczna inskrypcja. U dołu skałek wykute są liście paproci, bluszcze i kwiaty. W sztuce nagrobnej złamana kolumna jest symbolem tragizmu przerwanego życia ludzkiego.


Tu pochowani zostali żołnierze z 40. Koływańskiego Pułku Piechoty, zginęli w latach 1905-1907 w walkach z robotnikami. Napis w języku rosyjskim precyzuje:
„Wieczna pamięć Wam wierni obrońcy Cara i Ojczyzny, z honorem wypełniliście dług przysięgi”.
Polegli w 1907 roku żołnierze:
Iwan Diemidow, Stiepan Jermakow, Iwan Chłopatnow, Nikita Rjadow, Jefim Kołodiejczuk, Matwiej Nosal, Iwan Kwardakow, Jakow Szulienin, Wasilij Sjergiejczew, Piotr Tałałasjenko.
To jeden z tych pomników, które wśród Polaków nie wzbudzają przychylnych uczuć. Żołnierze carscy strzelali do polskich robotników walczących z caratem.
Do roku 1910 w Łodzi stacjonowało dowództwo rosyjskiej 10. Dywizji Piechoty i jej I Brygada. Poza tym stacjonowały tu: 37. Jekaterynburski Pułk Piechoty i 40. Koływański Pułk Piechoty, 10 Brygada Artylerii oraz 5 Doński Pułk Kozaków. Żolnierze polegli podczas strajków robotniczych w Łodzi, gdy w schyłkowym okresie walk (trwały do kwietnia 1907 roku) łódzkich fabrykantów wsparło carskie wojsko i policja.
Kiedy w 1910 roku pułk wycofano z Łodzi do innego garnizonu, oficerowie pułku ufundowali kamienny pomnik nagrobny opatrzony inskrypcją.
W tyle pola grobowego wznosi się pomnik z czerwono-brunatnego granitu z inskrypcją od oficerów pułku. Ma kształt postumentu z krzyżem ruskim (będącym wersją krzyża prawosławnego).


Również w 1906 roku zginął „od złodziejskich ruk” Kiryłł Michajłowicz Romanow (1878-1906) – policjant z trzeciego komisariatu, a także Siergiej Iwanowicz Wnukow (1862-1906) „niewinno pogibszyj”.


Jest tu zbiorowa mogiła żołnierzy rosyjskich z 1914 roku. Stoi na niej pięć kamiennych i dwa drewniane prawosławne krzyże.


Na łódzkim cmentarzu prawosławnym znajdziemy grób Noemi Wajkranc-Szac, zmarłej w styczniu 1945 roku. Noemi pracowała w majątku ziemskim pod Łodzią. Oficer Armii Czerwonej namówił ją, by wraz z sowieckimi żołnierzami pojechała do Łodzi, już wtedy oczyszczonej z Niemców. Była być może pierwszą  Żydówką wracającą do miasta. Padły strzały w kierunku sowieckich samochodów i trafiły Noemi. Dziewczyna została pochowana przez Rosjan na cmentarzu prawosławnym przy ulicy Ogrodowej. W jej rzeczach zachował się pamiętnik, który został opublikowany w 1947 roku przez Centralną Żydowską Komisję Historyczną. Wiadomo, że Noemi była więźniem któregoś z hitlerowskich obozów koncentracyjnych, o czym świadczy podany na płycie nagrobka numer obozowy 23225 P.
Pomnik z granitu w formie gładkiej poziomej płyty. W tyle pionowa płyta, stylizowana na skałkę-głaz z rosyjskojęzyczną inskrypcją i numerem obozowym.


Tu spoczywa Rozmus Geza. Urodził się w 1898 roku w Budapeszcie, zmarł w Łodzi w 1980 roku.
Artysta malarz. Jego matka była Węgierką, a ojciec Polakiem. Po jej śmierci przyjechał z ojcem do Polski. W 1915 roku uciekł z domu i wstąpił do Legionów Polskich. W wyniku kryzysu przysięgowego w roku 1917, jako poddany austriacki, został internowany w Havelbergu na Węgrzech, potem wcielony do armii i wysłany na włoski front. W latach 1918-1921 służył w Wojsku Polskim. Po zakończeniu działań wojennych studiował rok na Wydziale Budowy Maszyn na Politechnice Lwowskiej, by podjąć w roku 1923 studia w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Potem uczył rysunku w szkole w Sokalu, a następnie w Stanisławowie. W okresie 1940-1941 przebywał w przejętym przez Rosjan Lwowie, gdzie prowadził zajęcia na Wydziale Grafiki w Państwowej Szkole Przemysłu Artystycznego. Również w okresie powojennym, w latach 1945-1947 uczył rysunku w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Od roku 1957 mieszkał w Łodzi i uczył w Liceum Sztuk Plastycznych. Był odznaczony Medalem Niepodległości oraz Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1920.

Współczesny pomnik nagrobny z interesującą plastycznie pionową płytą w kształcie koła z wpisanym krzyżem. Zaprojektował go ks. Tadeusz Furdyna.


Grób Aleksandra Jaszczyńskiego, kompozytora.
Urodził się 15 marca 1901 roku w Ostrołęce. Był kompozytorem muzyki lekkiej i tanecznej. W latach trzydziestych mieszkał i komponował w Wilnie. W 1933 roku skomponował kilka utworów poświęconych Tatianie Masłowej. Po II wojnie światowej działał w Łodzi. W drugiej połowie lat czterdziestych dużym powodzeniem cieszyło się jego tango "Skradłaś serce me", nagrane przez Tadeusza Millera w poznańskiej wytwórni „Melodie”. Większość jego piosenek ukazała się z tekstami Antoniego Jaksztasa. Współpracował ponadto z chórem cygańskim Sawina. Zmarł w 1961 roku w Łodzi.


Na tym samym cmentarzu pochowany jest także prof. Jerzy Samujłło-Sulima (1932-1981), architekt, twórca Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej, prof. Ija Lazarow-Pawłowska, etyk i filozof z Uniwersytetu Łódzkiego, z rodziny pochodzącej z Włoch i Rosji, Wiesław Caban, profesor nauk ekonomicznych i wielu innych znakomitych łodzian, tych którzy wpłynęli na dzisiejszy obraz naszego miasta.


Źródła:
Joanna Podolska, Michał Jagiełło. Spacerownik. Rosyjskimi śladami po województwie łódzkim.
Andrzej B. Czulda. Za kurtyną pamięci. Trójwyznaniowy Cmentarz Stary w Łodzi.
Cyfrowa Biblioteka Piosenki Polskiej http://www.bibliotekapiosenki.pl


Przeczytaj jeszcze:

Fot. Monika Czechowicz


czwartek, 19 października 2017

Mokosz - słowiańska bogini w Łodzi.


W ramach Festiwalu Łódź Czterech Kultur w Łodzi został odsłonięty mural „Mokosh”, tym razem w dzielnicy Widzew, na ścianie dawnych Widzewskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego WI-MA (dziś Zakład Przemysłów Twórczych).
Jego autorkami jest kobiecy duet z Manchesteru Nomad Clan czyli Cbloxx i Aylo. 


Wszyscy jadący aleją Piłsudskiego do centrum albo wracający do domu na Olechów  lub Widzew mogą zobaczyć kobiecą twarz między dwiema trochę baśniowymi kurami siedzącymi na jajkach. 


Obraz ten ma symbolizować słowiańską boginię Mokosz. Była ona przedstawiana z kłosami zbóż, kojarzona z ziemią, płodnością, seksualnością, deszczową pogodą, a także z wełną, przędzeniem i tkactwem, składano jej ofiary z kłębka wełny.
Pewnie dlatego tak dobrze wpisuje się w łódzki krajobraz, gdyż wiele kobiet pracowało tutaj przy krosnach, a potem maszynach tkackich w wielkich zakładach zajmujących się włókiennictwem. 


Ten pusty, trochę smutny, front fabryki aż zachęcał aby powstał na nim jakiś obraz. W kompleksie tym była kiedyś przędzalnia, tkalnia, farbiarnia i bielnik. Czyli to odpowiednie miejsce na portret słowiańskiej bogini.
Mokosz jak greckie Mojry, utożsamiana jest z losem i przeznaczeniem. W każdej chwili nić symbolizujące nasze życie może zostać przerwana.


Zatem bogini Mokosz na stałe pojawiła się w naszym mieście. A że Łódź jest sfeminizowanym miastem, więc znowu na ścianie powstał portret kobiety. Jest to wizerunek pełen życia i energii, choć jesienno-zimowy... (...) 

Film z realizacji ściennego obrazu można obejrzeć:  TUTAJ.


FESTIWAL CZTERECH KULTUR/ URBAN FORMS
ŁÓDŹ 2017
„MOKOSZ”
GRUPA NOMAD CLAN/ WIELKA BRYTANIA

Źródło:
Magdalena Cybulska. Gazeta Trybunalska http://gazetatrybunalska.pl

Zobacz jeszcze:

Fot. Monika Czechowicz



środa, 18 października 2017

Park im. Tadeusza Rejtana - dawny cmentarz ewngelicko-augsburski parafii św. Jana.


Park im. Tadeusza Rejtana. Nazywany jest także "Parkiem Nowe Rokicie", lub "Parkiem przy Felsztyńskiego" - 

– mieści się w Łodzi pomiędzy ulicą Piękną, Rejtana, Felsztyńskiego i al. Politechniki.


Park powstał na terenie dawnego cmentarza ewangelicko-augsburskiego, który został założony przez parafię ewangelicką św. Jana w 1898 roku w północnej części Starego Rokicia.


Zabytkowa brama prowadząca na teren parku, dawna brama cmentarna. 


Widok w stronę ulicy Felsztyńskiego. W tle chłodnia elektrociepłowni EC-2.



Jeszcze na początku lat 80. XX wieku był to cmentarz ewangelicko-augsburski, którego pamiątką  jest brama umieszczona obok kaplicy, w narożniku od strony dawnej ulicy Wiznera (dziś Felsztyńskiego).


Na cmentarzu chowano zmarłych od końca XIX wieku do lat 50. XX wieku.
Zlikwidowany został w 1983 roku a szczątki pochowanych tam osób ekshumowano i przeniesiono na cmentarz przy ulicy Sopockiej, przeniesiono tam również najcenniejsze nagrobki.



Cmentarz zajmował teren o powierzchni 6 ha, otoczony był ceglanym murem, który zachował się do dzisiaj.

Park sprawia wrażenie mrocznego, gęste korony drzew i oplatający pnie i konary bluszcz pospolity tworzą nieprzepuszczające światła sklepienie.


Deep Forest…. czyli królestwo bluszczu pospolitego.

W 2004 roku rozpoczęto przebudowę i porządkowanie parku.


Powstały nowe alejki i odnowiono plac zabaw.



W parku znajduje się także boisko i górka saneczkowa.


Aż do początku 2005 roku, pośród drzew zobaczyć można było jeszcze fragmenty płyt nagrobnych i ich elementów konstrukcyjnych.



W pobliżu dawnej bramy głównej cmentarza usytuowane zostało lapidarium, w którym zgromadzone zostały fragmenty nagrobków odnalezionych w trakcie porządkowania terenu.

Niestety, z powodu braku środków do tej pory nie odnowiono neogotyckiego domu ogrodnika (wpisanego do rejestru zabytków) ani bramy. 


Szkoda, bo to wspaniały przykład architektury cmentarnej, bardzo charakterystyczny dla Łodzi.



Z parkiem sąsiaduje wydzielony z niego i nadal działający cmentarz ewangelicko-reformowany.


Przed wejściem do parku drzewo z wiszącymi na nim… butami.


Buty, zasznurowane tak, by można je zarzucić na druty elektryczne lub gałąź drzewa można zobaczyć w różnych częściach świata, w miastach i przy wiejskich drogach. Wysoko w górze z drutów elektrycznych i drzew zwisają na splątanych sznurowadłach buty: trampki, tenisówki; są i robocze gumiaki. Ktoś je tam zarzucił, co nie było łatwe. Czasem dziesiątki, setki par butów w jednym miejscu. Po co? Przeciw komu?
Starałam się dotrzeć do jakiś informacji dotyczących tego zjawiska, zwanego czasami  "shoe-flinging" , historii na ten temat jest wiele i nie są spójne. Przytoczę fragmenty artykułu Andrzeja Osęki zamieszczonego w „Newsweeku”.

Rozległość tego zjawiska jest ogromna, wręcz globalna, a komentarzy na jego temat narosło niewiele, co wydaje się rzeczą zagadkową. Buty wiszą na nadziemnych kablach w Nowej Zelandii, Australii, Afryce, Ameryce Północnej i Południowej, we wszystkich niemal państwach Europy, także w Polsce. W Warszawie widziano je koło Pałacu Kultury, przy placu Zbawiciela, placu Politechniki, na Muranowie, na Kole. Wiszą też przed bramą do parku Rejtana w Łodzi.
Spotykam pod bramą młodych chłopców, którzy wydają mi się dobrym źródłem informacji na temat owego „wiszącego obuwia”, ale…. wymigują się od odpowiedzi. Może sami nie wiedzą o co chodzi..?

Mówi się, że na przedmieściach amerykańskich miast buty zawieszone w powietrzu wskazują, że gdzieś tu można kupić narkotyki. Lub że to teren jakiegoś gangu. Albo że w tym miejscu zginął w bójce członek bandy. Jednak przestępcza legenda jest najwyraźniej dorobiona. Buty zarzucają na elektryczne przewody ludzie rozmaici, na ogół młodzi – żeby się zabawić, zaimponować kumplom, zadziwić i zaszokować przechodniów. Czasem także, by dać jakiś znak.
W Stanach Zjednoczonych są szkoły, gdzie uczniowie ciskają butami (shoe tossing) na zakończenie roku, by wyrazić radość z tego powodu. Podobnie zachowują się niekiedy młodzi mężczyźni, wychodząc z wojska: obuwie mundurowe malują na różowo lub pomarańczowo i odrzucają jak najdalej.
Zbiorowe rzucanie butami z natury ma w sobie coś z rubasznej zabawy ludowej i coś z psikusa. W różnych krajach pijanym, gdy przysnęli, kompani ściągali buty i umieszczali na drzewie lub słupie.


Niektórzy próbują traktować ten obyczaj jako działanie artystyczne, happening, performance. Ciskający obuwiem nawiązują do działalności rysujących po murach twórców graffiti – to, co robią, nazywają shoefiti. Termin ów stworzył Ed Kohler, pracownik agencji reklamowej z Minneapolis, który też założył pierwszą stronę internetową dokumentującą zjawisko.
Według fanów rzucania butami ma ono być jedną z form sztuki ulicy – buntem przeciw oficjalnym galeriom i muzeom. Na stronie internetowej shoefiti.blogsome.com uprawiający tę działalność Wimmy i Maess powołują się na Duchampa i tradycje wyrafinowanego absurdu w plastyce i literaturze. „Trenujemy – mówią – awangardowe rzuty butem”.


Schodzone obuwie wiesza się także na gałęziach drzew. Piękne dęby, platany oblepione zostają gęsto butami, niemal przesłaniającymi liście. W tej postaci stają się popularne w okolicy, robi się im zdjęcia. Takich kultowych, jak je nazywają, shoe trees naliczono w samych Stanach ponad 70.
– mnie jednak ten zwyczaj się nie podoba, i zgadzam się Andrzejem Osęką, autorem cytowanego tutaj artykułu: but na drucie lub drzewie jest brudem w krajobrazie, odpadem rzuconym w chmury, zapaskudzeniem, zbrukaniem błękitnego nieba, lub czystej wody, czy zielonego lasu…


Smarujący po murach zostawia na nich swój tag, jakieś gryzmoły, malowidła, które stanowić mają jego podpis, jego głos. Ten, kto umieszcza w miejskim lub wiejskim pejzażu stare buty, rowery czy patelnie, ma środki wyrazu bardzo ograniczone. Jest jak ktoś, kto drapie gwoździem karoserie samochodów albo zakleja komuś zamek gumą do żucia, zanieczyszcza wycieraczkę przed drzwiami. Psuje, brudzi – nic więcej. Idąc dalej tą drogą, nie można zrobić nic innego, jak tylko rzucać ludziom przed oczy coraz to inne szpargały, jeszcze bardziej dziwaczne, w jeszcze bardziej zaskakującym miejscu. To nudne w istocie zajęcie z niepojętych przyczyn wciąż znajduje w świecie rzesze nowych amatorów.
Walczą z shoe tossing ekolodzy, którzy biorą udział w rozpoczętym przed laty w Sydney sprzątaniu świata. W dziesiątkach krajów czyszczą lasy i łąki z tego, co naniosła tam bezmyślna tłuszcza. Odzierają też drzewa z butów, wyławiają rowery i opony z jezior.
Jedni starają się więc przywrócić dramatycznie zagrożoną czystość natury, inni umyślnie, z zapałem śmiecą. Są w tym zawzięci i anonimowi jak chuligani w internecie. Złośliwie i uroczyście ponawiają anarchiczny wygłup, pomnażają anarchię wokół nas.
Andrzej Osęka


Wróćmy na chwilę do parku Rejtana, gdzie drzewa bose, bez butów stoją – a takie piękne…


W parku rosną klony, wiązy, jesiony, lipy, dęby, brzozy, jednak na szczególną uwagę zasługuje oplatający drzewa i pokrywający ziemię bluszcz pospolity. 



Decyzją Rady Miejskiej z 27 października 2004 roku dwadzieścia pięć kwitnących okazów bluszczu uznanych zostało za pomnik przyrody.


Źródła:
Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki.
Andrzej Osęka. Newsweek.pl http://www.newsweek.pl
FAKT24.PL http://www.fakt.pl
ZIELONA ŁÓDŹ http://www.zielonalodz.pl/