wtorek, 17 listopada 2015

LITZMANNSTADT GETTO – ulica Dworska (Matrosengasse, dziś ul. Organizacji WiN), fabryka Leona Glazera i…” Bajka o królewiczu i cudownym kraju”.


Ulica Dworska zaczynała się tuż przy Bałuckim Rynku, gdzie funkcjonował Zarząd Getta i dlatego w budynkach znajdujących się najbliżej placu mieściły się ważne urzędy i instytucje. 
Kronikarz getta Oskar Singer nazwał ulicę Dworską tętnicą, a nawet brzuchem getta, bo przy niej ulokowano najważniejsze wydziały: Zaopatrzenia, Kuchni, Transportu, a także biura Centrali Mleczarskiej.


Przy ulicy Dworskiej 1/3 (budynek nadal stoi) mieścił się Sekretariat ds. Próśb i Zażaleń. Z czasem przeniesiony tu został również z pl. Kościelnego 4 Wydział Prezydialny, zwany także Sekretariatem Prezydialnym, który pełnił szereg funkcji biurowo-technicznych. Do jego zadań należało nie tylko redagowanie i obwieszczanie rozporządzeń Chaima Rumkowskiego, ale też wystawianie kart tożsamości. W tej samej kamienicy funkcjonowała Główna Księgowość i Oddział Ubezpieczeń, Wydział Personalny i Referat Opieki Społecznej, a także Oddział Informacji, a przez jakiś czas także Najwyższa Izba Kontroli.

Od kwietnia 1940 roku działała tu także filia Poczty Głównej.


Po przeciwnej stronie w walącym się, parterowym, drewnianym budynku (ulica Dworska 4) mieściło się biuro Wydziału Węglowego. Został utworzony już 8 maja 1940 roku, kilka dni po zamknięciu getta. Na wielkim placu znajdującym się z tyłu budynku gromadzono drewno, węgiel i torf. Opał przychodził poprzez Bałucki Rynek albo przez Stację Radogoszcz (Radegast).
Plac węglowy wydawał w zimowych miesiącach 2 mln kg węgla miesięcznie. Dziś w tym miejscu stoją bloki.


Przy ulicy Dworskiej 6 był oddział Towarów Kolonialnych i Chleba, pod numerem 20 Oddział Kuchen (oba budynki już nie istnieją).
Nie ma też kamienicy spod nr 5, gdzie była między innymi kuchnia Wydziału Aprowizacji, pozostał budynek stojący w głębi:


Przetrwał natomiast budynek Wydziału Transportowego (nr 7):


... a także kaplica ewangelicko-augsburska stojąca na rogu z ulicą Łagiewnicką, dziś kościół metodystów (ulica Organizacji WiN 2):


Bałucki Rynek, brudny plac w najbrudniejszej Łodzi, to teraz serce i mózg getta. Tam wpada tętnica getta – Matrosengasse. Tu stopniowo zakładają swoje siedziby ważne resorty administracyjne: Centralny Sekretariat, Wydział Kuchni, Wydział Transportu, Centrala Mleczarska. Tu jest także brzuch getta – Wydział Zaopatrzenia, a obok niego straszący brudem duży plac – róg ulic Matrosen i Hanseatenstrasse. Prezes przekazuje go swojemu współpracownikowi Lazarowi Naumannowi: „Tu jest twoje królestwo! Napełnij je węglem i drewnem, musimy gotować i potrzebujemy ciepła”.
Oskar Singer, Przemierzając szybkim krokiem getto.

Pracownicy Wydziału Węglowego są umundurowani, podobnie jak Służba Porządkowa lub straż. Noszą czapki i opaski na ramieniu z emblematami węglowymi. Na czapkach dystynkcje. Zwykły robotnik nosi żółtą opaskę ze swoim numerem. Grupowi noszą żółtą i srebrną, a urzędnicy administracyjni oznaczeni są dwoma srebrnymi paskami i jednym żółtym.
Oskar Singer, Przemierzając szybkim krokiem getto.

Kontrola przy wyjściu ze składu opału przy ulicy Dworskiej.

W ubiegłym tygodniu władze niemieckie zarządziły opróżnienie znajdującego się na terenie getta kościoła parafii św. Trójcy (ulica Dworska 2) z ławek i sprzętu kościelnego, które wywiezione zostały przez Bałucki Rynek do miasta. Gmach kościoła przeznaczony został na składnicę materiałów służących do wyrobów kożuchów dla wojska. Zaznaczyć warto, iż wszystkie pozostałe kościoły znajdujące się w getcie są od pierwszej chwili zamknięte, stanowiąc jakby wydzieloną z getta integralnie obcą własność.
Kronika getta łódzkiego, 21 grudnia 1941.


Według informacji Wydziału Kuchen przy ulicy Drewnowskiej 20 w dniu 9 bm. zamknięte zostaną następujące kuchnie gminne: nr 302, 322, 348, 363, 415, 434 i 451. Jako powód zamknięcia Wydział Kuchen podaje ogromny spadek liczby konsumentów. W kuchni przy ulicy Zgierskiej 26 spadła ona z ok. 1800 w okresie świąt do 120.
Kronika getta łódzkiego, 21 grudnia 1941.

Kamienica frontowa przy ulicy Dworskiej 14, w której od jesieni 1940 roku mieściła się szkoła, nie przetrwała do dzisiejszych czasów. Tak jak i znajdująca się na jej tyłach fabryka. Od stycznia 1941 roku funkcjonowała tam wytwórnia sukien i bielizny. W pamięci mieszkańców getta, a także wielu badaczy, pozostała ona jednak ważnym miejscem w topografii łódzkiego getta.

Getto w Łodzi - ulica Dworska 14 (dzisiaj Organizacji WiN) Fabryka Leona Glazera / Litzmannstadt Ghetto (w tle widoczny Kościół Dobrego Pasterza, poniżej widok współczesny).


Fabryką wyrobów bieliźniarskich i sukien kierował Leon Glazer. Na początku 1941 roku w fabryce pracowało tylko 77 maszyn do szycia i 157 osób, ale z miesiąca na miesiąc liczby te rosły. W styczniu 1942 roku było już 800 maszyn, przy których na dwie zmiany pracowało ponad 1500 osób. Resort szył bieliznę damską i męską, a także dziecięcą. Stąd pochodziły eleganckie suknie i biustonosze, pościel i dodatki krawieckie. Odzież ta była dumą getta. Oprócz dorosłych w fabryce pracowało kilkaset dzieci. Szyły ubrania dla ludzi, ale też sukieneczki dla lalek, które wędrowały do niemieckich sklepów z zabawkami.
Fabryka Glazera i pracujące w niej dzieci pozostały zarówno na wielu archiwalnych fotografiach, jak i w literaturze.
To w tej fabryce powstała wspaniale ilustrowana „Bajka o królewiczu i cudownym kraju”, która opowiada historię dzieci z łódzkiego getta.


Bajka o królewiczu i cudownym kraju

Bajka o królewiczu i cudownym kraju
gdzie mimo głodu i nieurodzaju
3 pokolenia pracowały w chwile radosne
poprzez zimę, jesień, lato, wiosnę
Pod ciężkim jarzmem
Ugina się dziecię
„Czy zawsze już będzie tak na tym świecie?”
ściska się bólem serce królewicza
na widok smutnego dziecięcia oblicza
i wśród dworskiej ciszy, podczas kurów pienia,
ulatują w przestworza monarsze marzenia.
Zamarzły rzeki, zamarzły stawy,
Śnieg otulił ziemię puszystym kobiercem,
mimo to jednak król nasz łaskawy,
oddaje się sprawie duszą i sercem.
W ciepłe letnie popołudnie,
gdy słońce świeciło cudnie,
na łące przy ruczaju,
aniołowie oznajmili:
Że ten, kto chce zostać w Raju,
ten nie tracąc ani chwili,
musi zacząć bieg do mety.
Ten, kto potknie się niestety
wyrzucony będzie z Raju,
wróci do starego kraju.
A z daleka już przeszkoda,
leży w poprzek niby kłoda,
kto się nie potyka, ni o nią uderza,
ten pasowany jest na rycerza,
a rycerz taki już znakomity
przyjęty zostaje do dworskiej świty.
Pracują wszyscy na kraju chwałę
i godziny całe
spędzają nad maszynami.
Suknie wylatują już drzwiami,
pasków układają się całe stosy
od nich zależą przecież Raju losy.
Kto przy tej przeszkodzie się nie złamie,
kto teraz całe wyniesie ramię,
kto wyjdzie teraz z czołem wzniesionym,
sowicie zostanie wynagrodzony.
Przeszły już przez drogę śliską,
ale teraz są już blisko.
Oto stanął domek cały
niepozorny jest i mały.
Przez otwarte już podwoje,
płacząc drepce parek troje:
igła z załzawionym oczkiem
a z nią szpulka drobnym kroczkiem
i nożyczki w swych podrygach,
też zawodzą; tuż jak fryga
szpulka z główką przekrzywioną;
obok z miną rozzłoszczoną
maszyna się wtacza,
taboret rozpacza
Wszystkim w oczach złość się świeci
„Ładny los! Idą do dzieci!”
Teraz kolej jest na kłótnie
„usadowicie się w małej sali”
mówi szpulka rezolutnie
„bo nam tutaj miejsce dali”
i wlatuje wiele dzieci
wszystko do maszyny leci
gdzie już wielki jest ogonek
rozpoczął się pracy dzionek.
Pot dziewczynce spływa z czoła,
„Oto stanął domek mały...”
bezradnym wzrokiem błądzi dookoła
To przez psotne te chochliki, które figle swe i zbytki
Wyprawiają w sposób brzydki
jej się ciągle psują szyki.
Hej! zniknęły już przeszkody!
przełamane wszystkie lody!
Chochliki nie przeszkadzają,
dzieci z nich pociechę mają.
Zmykaj, Smutku! Zmykaj! Wiej!
Radość u nas!
Hej! Hej! Hej!
Kłopot ten wnet ulatuje
i już każdy się raduje.
W jasnym obszernym pokoju
zapomina o pracy, znoju;
gdy z formą własnej roboty,
która skacze aż ze ściany
z wielkiej uciechy i ochoty
idzie w tany.
I wzięli się pod rękę Smutek razem z Troską
musieli wyminąć Szkółkę Glazerowską
a królewna Radość i książę Wesele
w tejże słynnej Szkółce przebywają wiele.
Skacze się wesoło z tą radością złotą
a do pracy się zasiada z księżniczką Ochotą
A ten urwis Psota przewraca im stołki
podczas pracy czy po pracy wywraca koziołki.
Dni płyną bajecznie, dni płyną tęczowo
każdy dzień przynosi Radość kolorową.
Choć jeszcze na polach leżą białe śniegi,
już powiększone krawcowych szeregi.
na oścież otwarto domku podwoje
przez nie wstępują nowych dziewcząt roje!
A gdy się otwarły bramy
Zawołały: „już wkraczamy!”
„Psotne te chochliki...”
Blask z ich twarzy wkoło bije:
„Hejże!!! Hurra!!! Niech nam żyje!!!
Płynną, jak wezbrana struga.
Pełna sala jedna, druga.
Już są pełne korytarze,
Coraz widać nowe twarze.
„Och! jak ciasno! już nie mogę!
Przez komin wytknęłam nogę!
A rękę przez szparę w ścianie!
Och! Nie mogę już kochanie!
Leżymy, jak śledzie w beczce!
Moja głowa w cudzej teczce!
Och! Ratujcie! Już nie mogę!!!
...Patrzcie?!... Tam!... Wskazują drogę!”
Świt... zza góry słońce wysyła promienie,
zza krzewów gdzieniegdzie wyłaniają się cienie
i znikają powoli. Słońce blaskiem złotym
oświeca szczyt góry i już w chwilę potym
wychylają z traw główki niezapominajki,
otaczające zamek... jak z bajki.
Lekko otwierają się jego wrota,
i nadbiega wesoła brać złota
„Hej! hej! hu! ha! hip! hip! Hola!”
Sapią dziateczki, jak małe miechy,
z niemi się budzą z snów zimowych pola.
Ile wesela! Ile uciechy!
Wszystko odżywa, w powietrzu czuć wiosnę,
wznoszą się ku niebu okrzyki radosne.
Rozśpiewana dziatwa w tym kwitnącym maju,
wkracza zwycięsko do Zamku – Raju.
Jej wciąż szczęście towarzyszy;
z dala się błagania słyszy.
Z niemi ciągle radość kroczy,
tam smutek przesłania oczy.
Dziatkom, zapłakanym srodze,
co tyle przeszkód mają na swej drodze,
wznoszą oczy swe do góry,
kędy niedosiężne mury,
tam, gdzie fosa się rozlewa,
tam, gdzie złote bractwo śpiewa,
gdzie weselem i rozkoszą
wzbrały mury.
Tam się wznoszą ich błagania
od wieczora do zarania.
Wspinają się wąską ścieżyną pod górę,
wkrąg otaczają ich bory ponure,
krzewy nastraszają swe kolce cierniste,
czeluścią zieją jamy przepaściste,
w których podstępnie czyhają węże jadowite,
śliskie i lepkie. Gady rozmaite
pęłzną pod nogi. Potwory, stonogi
lepią się do nóg. Przebyli bór.
U rozstaju dróg odetchnęli swobodnie,
lecz... złudna szczęścia chwila,
bo potwory smok z ziemi się wychyla.
Znów się zaczyna walka zażarta,
jakże pokonać takiego czarta,
znów się zaczyna bój,
i nowe troski i nowy znój.
Jedne się cofnęły, trudem zwyciężone,
a drugie szły naprzód wciąż nieustraszone,
bo silna wola zwyciężyć musi!
nic ich nie pokona, nic ich nie skusi.
Nie zlękli się Baby Jagi, ni kota, ni sowy,
nie zlękli się smoka, choć ten był trójgłowy,
wnet okrzyk z piersi wyrywa się chórem,
oto stanęły przed potężnym murem.
Mur był wysoki, gruby i nie do przebycia,
a przed nim fosa toczyła swe wody,
cóż to?!... Królewicz wychodzi z ukrycia,
w cudownych szatach, piękny i młody.
Dzieciom zdumienie otwiera oczy
bo król był przepiękny, bo król był uroczy.
Przerzuca przez fosę most duży, zwodzony;
podaje dziatwie prawicę,
radość bije z oczu, jest rozpromieniony
szczęściem jaśnieją mu lice.
Ranek był cudny. Korony drzew
lekki wietrzyk kołysał i łagodny wiew
ochładzał dziatek twarze. Trawy obfi te w rosę
goiły poranione, słabe nogi bose.
Wprowadzono je do jasnej, przestronnej komnaty,
tam ukazał im się Anioł strojny w cudze szaty.
Jego widok spędził z twarzyczek troski
bo wszystkich owionął czar dziwny, czar boski
On trzymał wagę i złotą strzałę,
rozdzielał dziewczynki duże i małe.
W ten sposób dwie grupy nowe
zaczęły kursy zawodowe.


Bajka z historią w tle...W Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie przechowywany jest album z niezwykłymi rysunkami ilustrującymi wierszowaną opowieść pt. „Bajka o królewiczu i cudownym kraju”. Jest to zakamuflowana przypowieść o getcie i jego mieszkańcach. Wstrząsająca, biorąc pod uwagę prawdopodobną datę jej powstania i przesłanie, jakie z sobą niesie. Opowieść w formie albumu powstała prawdopodobnie w 1942 roku, w trakcie deportacji z getta, a może nawet później. Od stycznia do czerwca 1942 roku Niemcy wywieźli wtedy z getta ponad
55 tysięcy osób. Deportacji mogli uniknąć tylko ci, którzy pracowali. To wtedy, by ratować przed wywózką najmłodszych mieszkańców, zaczęto zatrudniać w różnorodnych resortach pracy dzieci. Najmłodsi byli zatrudniani m.in. w fabrykach krawieckich, kamaszniczych, metalowych. Praca była dla nich szansą na przeżycie, więc zabiegali o nią wszyscy. Małe dziewczynki musiały szyć na maszynach, wycinały wkładki do butów, plotły warkocze ze słomy. Chłopcy prostowali igły, przybijali podeszwy. Praca była często ponad ich siły.

Przy fabryce Glazera działała tzw. szkółka, gdzie dzieci w przerwach
w pracy mogły się trochę uczyć i bawić. Powstał tam nawet dziecięcy teatrzyk, o którym opowiadają ci, którzy przeżyli wojnę. Był też chór i zajęcia plastyczne.

Dzieci z fabryki Leona Glazera.

Nie udało się ustalić, kto był autorem bajki o królewiczu, ani wspaniałych rysunków.
Jest dokumentem wyjątkowym. Ta bajka była próbą zapalenia światła w mroku… Choć z pozoru to zwykła opowiastka dla dzieci o chochlikach przeszkadzających dziewczynkom pracować i o królewiczu, który je ratuje z opresji, można odczytać z niej wiele na temat losów mieszkańców getta. Album zawiera 17 rysunków świetnych technicznie. Bez wątpienia ich autorem nie był amator, ale ktoś dobrze znający rzemiosło artystyczne. Królewiczem pokazanym w albumie był Leon Glazer, a aniołem Maryla Diamant, kierująca szkółką. Ich twarze zostały wycięte z fotografi i i wklejone (kolaż to jedna z ulubionych form plastycznych w getcie). Tekst napisany został piękną polszczyzną. Prawdopodobnie był przepisywany przez kilka
różnych osób, sądząc z charakteru pisma najpewniej robiły to także dzieci. Być może „Bajka…” powstała nawet po tym, jak z getta wywieziono kilka tysięcy małych dzieci do 10 roku życia. Naziści uznali, że one, podobnie jak chorzy i starcy powyżej 65. roku życia, są bezużyteczne, bo nie mogą pracować. Dzieci wywożono w dramatycznych okolicznościach, zwłaszcza na początku września 1942 roku. Ten okrutny moment przeszedł do historii pod nazwą
„wielka szpera”. Te, którym udało się przeżyć, były zatrudnione w resortach bądź ukrywane przez rodziny.

Małe dzieci w ogóle zniknęły z getta… Album z „Bajką o królewiczu…” został znaleziony po wojnie w ruinach getta przez Abrahama Jasni. Po jego śmierci w 1971 roku został przekazany do Yad Vashem przez jego żonę.
Album zawiera 18 stron. Siedemnaście z nich stanowią ilustracje wykonane farbami wodnymi. Rewers strony z ilustracją zawiera tekst rymowanego wiersza po polsku, opisującego ilustrację na awersie. Strony nie są numerowane, przez co w Bajce Dzieci z Getta Łódzkiego nieznany pozostaje nie tylko autor, ale i kolejność opisanych wydarzeń. Bajkę Dzieci z Getta Łódzkiego można interpretować na wiele sposobów i daje ona wgląd w bardzo różne aspekty życia codziennego dzieci przetrzymywanych w getcie łódzkim.

Przy dawnej ulicy Dworskiej stoją do dziś sąsiednie budynki, pod nr 10 i 16, gdzie także działały zakłady krawieckie.

Ulica Dworska 16.

Fot: archiwalne ze stron:
Archiwum Państwowe w Łodzi

Fot. współczesne Monika Czechowicz

źródła:
Oskar Singer. Przemierzając szybkim krokiem getto.
Joanna Podolska. Litzmannstadt-Getto. Ślady. Przewodnik po przeszłości.


BAEDEKER POLECA:
Joanna Podolska. Litzmannstadt-Getto. Ślady. Przewodnik po przeszłości.

Autorka oprowadza czytelników po terenie zamkniętej dzielnicy. Każdy rozdział dotyczy innego fragmentu łódzkiego getta -ulicy, instytucji, budynku, kwartału ulic. Prezentowane są m.in. kamienice, w których w czasie wojny funkcjonowały poszczególne resorty, szkoły, domy modlitwy, kuchnie, urzędy. Autorka pisze o placu Bazarowym, który był miejscem publicznych egzekucji, o stacji Radegast, skąd wyjeżdżały transporty Żydów do obozów zagłady i o centralnym więzieniu. Ale przypomina też, że w getcie kwitło życie kulturalne, a w domu kultury występowali wyśmienici żydowscy artyści. Nie zapomina również o tym, że na terenie zamkniętej dzielnicy naziści utworzyli dwa odrębne obozy: dla Cyganów z Burgenlandu oraz obóz dla dzieci polskich. Każdy opis jest wzbogacony o cytaty zaczerpnięte z dzienników i reportaży, które powstawały w czasie wojny, m.in. Dawida Sierakowiaka czy Jakuba Poznańskiego i z powojennych pamiętników. Są również cytaty z "Kroniki getta łódzkiego". Mapka zamieszczona przy każdym rozdziale pozwala czytelnikowi odnaleźć dane miejsce w topografii współczesnej Łodzi.
Jak pisze autorka, książka jest próbą odszukania śladów tamtej tragedii w topografii Łodzi. "By pamięć o niej przetrwała".
Jest to również świetny przewodnik dla osób, które chcą poznać bliżej historię łódzkiego getta.