poniedziałek, 26 listopada 2012

ŁÓDZKA PRASA


Fundamentalna Bibliografia prasy łódzkiej Wiesławy Kaszubiny zaczyna się od 1863 roku od gazety „Łódzkie Ogłoszenia – Lodzer Anzeiger”. Ukazała się ona 2 grudnia 1863 roku, liczyła cztery kolumny, kosztowała 20 złotych polskich lub 3 ruble, prenumeratorów miała trzystu. Potrzebę wydawania pisma zrodził właśnie stan wojenny, którym objęte zostało miasto z powodu powstania styczniowego. Po prostu zaistniała konieczność szybkiego informowania przez władze o przepisach i represjach, nic zatem dziwnego, że drukarz Jan Petersilge uzyskał zezwolenie na wydawanie gazety.
Początkowo „Łódzkie Ogłoszenia – Lodzer Anzeiger” ukazywały się dwa razy w tygodniu i były w gruncie rzeczy spisem zarządzeń, przepisów porządkowych, ogłoszeń handlowych, przemysłowych i prywatnych różnej treści. Jako swego rodzaju „gazeta policyjna” nie cieszyły się jednak wzięciem i – mimo obowiązku prenumerowania – liczba abonentów nie była duża, a i tak zaczęła po jakimś czasie znacznie się zmniejszać. Tak więc żywot „Łódzkich Ogłoszeń” skończył się w 1865 roku, kiedy to
Jan Petersilge zmienia tytuł na „Lodzer Zeitung – Gazeta Łódzka” , a dział polski powierza nauczycielowi Franciszkowi Rybce.
Liczba polskiej inteligencji zaczęła w Łodzi rosnąć i Jan Petersilge, aby pozyskać polskich czytelników prowadza do gazety w 1880 roku stały dział polski, przekształcony po roku w samodzielny tygodniowy dodatek pt. „Gazeta Łódzka”. Nie trwało to jednak długo, zaledwie parę miesięcy. Od maja 1881 roku „Lodzer Zeitung” stała się gazetą wyłącznie niemiecką.


Dopiero po trzech latach, w 1884 roku, Łódź uzyskuje samodzielny organ prasowy w języku polskim pt. „Dziennik Łódzki”. Twórcą i kierownikiem pisma był Henryk Elzenberg (1849-1899), trzydziestoparoletni wówczas prawnik, absolwent Szkoły Głównej, współpracownik „Przeglądu tygodniowego” i autor Pogadanek z ekonomii politycznej. Nominalnym wydawcą był Stefan Kossuth, naczelny inżynier w zakładach Scheiblera. I to właśnie fortuna Scheiblerów powołała do życia „Dziennik Łódzki” – niezupełnie platonicznie zresztą. Zygmunt Gostkowski, autor wnikliwego studium na temat tego pisma, tak stwierdza:
„Przemysłowcy moskiewscy w swej kampanii przeciwko przemysłowcom łódzkim posługiwali się między innymi publicystyką prasową. Wiele pism rosyjskich przyjęło na siebie rolę rzeczników sprawy fabrykantów moskiewskich. Ukazujące się w nich artykuły starały się wydobywać na światło dzienne wszelkie ujemne fakty dotyczące przemysłowców łódzkich, w szczególności mówiące o ich stosunku do Rosji, traktowaniu robotników, praktykach handlowych itp. W tej kampanii przeciwko przemysłowi łódzkiemu, w którym na plan pierwszy wysuwa się Scheiblera, prasa polska Królestwa zajmowała na ogół stanowisko dla Łodzi nieprzychylne. W ten sposób fabrykanci łódzcy na gruncie publicystyki prasowej stali się bezbronni. Jedynym zaś społeczno-literackim pismem polskim, które zdecydowanie stanęło po ich stronie w walce z fabrykantami moskiewskimi, był właśnie „Dziennik Łódzki”.



Innymi słowy, inicjatywa i działania Henryka Elzenberga trafiły w Łodzi na podatny grunt.
„Dziennik Łódzki” był pismem inteligencji, kontynuował program warszawskiego pozytywizmu, szerzył kulturę polską w wielonarodowym środowisku łódzkim. W dziedzinie społecznej pismo cechowało się umiarkowaniem, ale podejmowało krytykę stosunków narodowościowych, wypowiadało się w obronie robotników.
Idylla nie trwała jednak zbyt długo – zaledwie osiem lat. W 1892 roku gubernator piotrkowski
Konstanty Miller zamyka gazetę. Drukarnię bardzo szybko kupił Jan Petersilge. Po upadku „Dziennika Łódzkiego” inteligencja polska pozbawiona została własnego pisma na lat pięć. Dopiero bowiem 2 grudnia 1897 roku Wiktor Czajewski zakłada „dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki ilustrowany” – „Rozwój”. Jeśli nie liczyć zawieszenia pisma w czasie I wojny światowej oraz krótkotrwałych przerw w latach 1907-1909 „Rozwój” ukazywał się w Łodzi trzydzieści cztery lata – do 1931 roku.

Z pismem współpracowali dawni członkowie redakcji „Dziennika Łódzkiego”, jak Zygmunt Kułakowski i Karol Łaganowski, także StanisławKsiążek i Antoni Książek, Stanisław Łąpiński, dyrektor teatru Michał Wołowski.
Po latach historyk oceni, że „Rozwój” stał na gruncie zachowawczym, że jawnie sympatyzował z Narodową Demokracją, a w okresie rewolucji 1905-1907 niejednokrotnie występował przeciwko walczącemu proletariatowi. Zapewne tak było. Pismo jednak ma ogromne zasługi na polu kulturalnym – to właśnie
Wiktor Zajewski wydał dla swoich czytelników Pana Tadeusza, to „Rozwój” popierał ideę utworzenia w Łodzi biblioteki publicznej.
W rok po ukazaniu się „Rozwoju” na czasopiśmienniczej mapie Łodzi pojawia się „Goniec Łódzki”. Pierwszy numer ukazuje się 21 grudnia 1889 roku, a ostatni w marcu 1906 roku. „Goniec Łódzki” był przeciwnikiem „Rozwoju” i choć wydawał go hr.
Henryk Łubieński, pismo było wrażliwe na sprawy społeczne, zdecydowanie postępowe z wyraźnymi sympatiami socjalistycznymi.
W okresie rewolucji 1905 roku redakcja opowiedziała się po stronie walczącego proletariatu, co w rezultacie doprowadziło do likwidacji pisma.
Jak pisze
Janina Jaworska w pracy Łódź. Dzieje miasta, na przełomie XIX- XX wieku zaczęły pojawiać się w Łodzi pierwsze tygodniki i miesięczniki. Początkowo niemieckie – potem także polskie. Pierwszym polskim miesięcznikiem było „Czasopismo Lekarskie” (1899-1908), będące organem Towarzystw Lekarskich Prowincjonalnych Królestwa Polskiego, redagowane przez dra Stefana Sterlinga. W tym samym czasie podejmowano – udane, ale efemeryczne w rezultacie – próby wydawania tygodników kulturalno-literackich. Należały do nich „Ognisko Rodzinne” (1899-1900), wydawane przez Ludwika Fiszera i redagowane przez Antoniego Mieszkowskiego oraz „Świat” (1901) wydawany krótko przez Leopolda Zonera. Pierwszy tygodnik adresowany był do masowego odbiorcy, drugi raczej do inteligencji.
Wróćmy jednak do prasy codziennej. Po likwidacji „Gońca Łódzkiego” na placu boju pozostał nie tylko „Rozwój”. W tym czasie bowiem powstał (w kwietniu 1906 roku) „Kurier Łódzki”, wydawany przez Stanisława Książka.
Współpracownicy pisma rekrutowali się z byłego grona redakcyjnego „Gońca Łódzkiego” i w ogóle można powiedzieć, że „Kurier” przejął tradycję tej gazety, a także jej prenumeratorów. Tytuł się zmienił – pozostały dawna forma i treść. W czasie łódzkiego lokautu „Kurier” brał w obronę robotników, czym naraził się władzom carskim i po wielokrotnych bojach z cenzurą został zlikwidowany w sierpniu 1911 roku. Przez następne osiem lat (1911-1919) Antoni Książek wydaje więc „Nowy Kurier Łódzki”. Zachowano poprzedni kierunek postępowo-demokratyczny i antyklerykalny. W „Nowym Kurierze Łódzkim” publikowali m.in. Tadeusz Miciński i młody Julian Tuwim, który po latach napisze w wierszu Łódź: „Bo jakiś Książek drukował mnie, po dwie kopiejki od wiersza”.
W Łodzi zaczynają się pojawiać coraz to inne tytuły. Jest oczywiście wiele efemeryd, choć niektóre interesujące. W latach 1906-1911
Alfons Dziaczkowski wznawia „Dziennik Łódzki”, w lutym 1912 roku pojawia się wydawana przez Janka Grodka, powstaje pierwszy tygodnik satyryczno-humorystyczny „Śmiech” (1912-1914), redagowany przez Dziaczkowskiego… Czasopiśmienniczy rynek Łodzi zaczyna się zapełniać. W okresie 1918-1939, według niepełnych zapewne danych, zawartych w Bibliografii prasy łódzkiej, w Łodzi ukazywało się, krócej lub dłużej, ponad czterdzieści polskich gazet, nie licząc tygodników, czasopism specjalistycznych i handlowych. Najważniejsze były jednak dwa tytuły: „Republika” i „Kurier Polski”.
Powstaje zatem koncern „Republika”. Prezesem spółki jest Maurycy Poznański, współwydawcy się zmieniali – do samej wojny pozostała tylko „wielka trójka”: Poznański, Marian Ołtaszewski i Władysław Polak. „Republika – dziennik polityczny, społeczny, literacki i handlowy” zaczęła się ukazywać w styczniu 1923 roku, po dwóch latach została zawieszona, ale odrodziła się w postaci „Ilustrowanej Republiki” w lipcu 1925 roku i trwała czternaście lat, aż do września 1939 roku.„Republika” była łódzkim mocarstwem prasowym. Koncern wydawał 20 mutacji „Expressu Ilustrowanego”, „Co Tydzień Powieść”, „Karuzelę”, „Wędrowca”, „Ilustrację Łódzką”, „Republikę Dzieci”, „Rewię mody” i wiele innych. Interesujące wspomnienia o pracy w tym koncernie prasowym opublikował w 1980 roku Adam Ochocki.
Koncern „Republika” pozostawał cały czas w rękach reprezentantów przemysłu włókienniczego – Maurycy Poznański był jednym z liderów tej gałęzi przemysłu. „Republika” miała charakter dziennika bogatego mieszczaństwa, zamieszczała jednak bardzo dużo materiałów sensacyjnych. Akces „Republiki” do obozu prorządowego nastąpił dość szybko i nigdy nie wiązała się ona bliżej z żadną partią polityczną.
Redagowana była jednak w duchu liberalizmu, także jeśli chodzi o współpracowników. Początkowo dział literacki prowadził tu komunista
Witold Wandurski, a z Krakowa pisywał do „Republiki” Tadeusz Peiper.
Odradza się na dziewiętnaście lat „Kurier Łódzki”, który ponownie trafia na rynek czytelniczy Łodzi w marcu 1920 roku i trwa do września 1939 roku. Wydawcą był
Jan Stypułkowski, w redakcji zasiadali m.in. Czesław Gumkowski, Stanisław Chruszczewski, Henryk Rudnicki, a dodatek literacki redagował Jan Zygmunt Jakubowski.
„Kurier” także wydawał inne tytuły, m.in. „Łódź w ilustracji”, „Mały Kurier” (dla dzieci), „Kurier Filmowy”, „Łódzkie Echo Wieczorne” oraz kalendarze. Wydawnictwo Jana Stypułowskiego miało charakter bardziej niż „Republika” określony. Jeszcze w 1939 roku nie jest uwzględnione w wykazie prasy prorządowej. Później jednak „Kurier Łódzki” także znalazł się grupie pism przychylnych poczynaniom rządu, ale poważniejszej roli politycznej nie odegrał. Uchodził za organ Chrześcijańskiej Demokracji i tak jest przez większość badaczy dziejów prasy sytuowany. Wokół tych dwóch rekinów prasowych pływało w łódzkiej prasie mnóstwo maleńkich rybek. Były więc pisma dla filatelistów i ateistów, dla harcerzy i dla polonistów, dla nauczycieli i prawników, dla przyjaciół zwierząt i dla miłośników radia… Sam tylko wykaz tytułów zajmuje w Bibliografii prasy łódzkiej około dwudziestu stron. Nie sposób je wszystkie wymienić, a co dopiero omawiać. Zresztą nie ma chyba takiej potrzeby. O kilku jednak tytułach spoza dwóch łódzkich koncernów prasowych trzeba wszelako wspomnieć.
Otóż równe dwadzieścia lat ukazywało się w Łodzi pisemko humorystyczne, które miało wówczas opinię jednego z najbardziej pornograficznych pism w Polsce. Chodzi o „Wolną Myśl – Wolne Żarty”, które w 1919 roku zaczął redagować Edmund Kokorzyczki.
Pokaż treść!Łódź, pozbawiona przez wiele lat czasopisma humorystycznego, przyjęła nowe pismo życzliwie i nakład tygodnika dochodził do 30 tysięcy egzemplarzy, co było w owym czasie ilością zawrotną. Po śmierci Kokorzyckiego w 1926 roku pismo przejęła jego żona Helena, która prowadziła je do wiosny 1939 roku, kiedy to „Wolną Myśl – Wolne Żarty” zamknięto wreszcie za pornografie.
W latach międzywojennych ukazywało się w Łodzi także sporo pism (niestety często efemerycznych) społeczno-kulturalnych. Na baczniejszą uwagę zasługują cztery: „Meteor”, „Wymiary”, „Prądy” oraz „Osnowy Literackie”.
„Meteor” był organem grupy młodych poetów łódzkich. Drukowany był w Warszawie, ale było to bez wątpienia pismo łódzkie, tak je zresztą klasyfikują wszyscy badacze. Zespół „Meteora” tworzyli:
Władysław Bieńkowski, Mila Elin, Stefan Flukowski, Tadeusz Orzelski, Światopełk Karpiński, Roman Kołoniecki, Lucjan Korzeniowski, Jan Ostaszewski, Marian Piecha, Włodzimierz Słobodnik, Kazimierz Sowiński i Grzegorz Timofiejew. „Meteor” ukazywał się krótko – wydano w 1928 roku tylko trzy numery. Kontynuacją „Meteora” były „Prądy”, wydawane przez Mariana Piechala i Grzegorza Timofiejewa. Ukazywały się nieregularnie w latach 1931-1932.
O wiele więcej szczęścia miał wydawca „Wymiarów” –
Tadeusz Sarnecki, bowiem w latach 1938-1939 udało mu się (wspólnie z Grzegorzem Timofiejewem) wydać aż 12 numerów. Numer trzynasty był już gotowy i miał się ukazać we wrześniu 1939 roku. Wymienione tu trzy czasopisma miały charakter lewicowy, „Osnowy Literackie” natomiast redagowała grupa poetycka o nastawieniu prorządowym. Wchodzili w jej skład m.in. Marian Adamczyk-Zaremba, Tadeusz Holcgreber, Lucjan Żak, Zdzisław Suwalski. Od maja 1938 roku do czerwca 1939 roku wydano sześć numerów pisma.



I tak oto nieuchronnie zbliżyliśmy się do 1 września 1939 roku. Ostatnią gazetą w języku polskim (ale już nie polską), wydawaną w Łodzi w 1939 roku, była „Gazeta Łódzka”. Ukazało się kilkadziesiąt numerów – pierwszy 22 września 1939 roku. Był to dziennik władz okupacyjnych w języku polskim. Kosztował 5 fenigów, nakład miał niewielki: 5 tysięcy egzemplarzy – szybko też ten ślad polskości zlikwidowano. Oficjalnym dziennikiem władz niemieckich stała się „Litzmannstadter Zeitung”. W okresie okupacji o łódzkiej prasie – nawet nielegalnej – mówić raczej trudno. Gazety, które w tym czasie rzeczywiście się ukazały, miały zasięg ograniczony i trudno traktować je równoprawnie z wysokonakładową prasą konspiracyjną Generalnej Guberni.




Kiedy mamy do czynienia z materiałami z okresu okupacji niemieckiej, określenie „prasa polska” – jest nadużyciem. Jest to najczęściej prasa niemiecka, wydawana w języku niemieckim i czasami polskim . Prasa polska to prasa nielegalna i konspiracyjna. Jeszcze 9 września pojawił się, za zgodą wojskowych władz niemieckich, pierwszy, a zarazem jedyny, numer popołudniówki „Przyjaciel Narodu”, pod redakcją Henryka Rabczyńskiego, a od 22 września ukazało się kilkadziesiąt numerów oficjalnej „Gazety Łódzkiej” w języku polskim, po czym i ten tytuł został zamknięty.
10 września 1939 roku niemieckie władze okupacyjne wznowiły wydawanie dziennika „Freie Presse”, zawieszonego w dniu wybuchu wojny. Po dwóch tygodniach gazeta przyjęła tytuł „Deutsche Lodzer Zeitung. Mit den amtlichen Bekanntmachungen der deutschen Militär- und Zivilbehörden” (Niemiecka Gazeta Łódzka. Z urzędowymi obwieszczeniami niemieckich władz wojskowych i cywilnych). Gazeta wychodziła jako „Lodzer Zeitung” od 12 listopada do 31 grudnia 1939 roku, 1 stycznia następnego roku zmieniła tytuł na „Lodscher Zeitung”, a od 12 kwietnia tegoż roku, gdy Łódź przemianowano na Litzmannstadt, ukazywała się pod tytułem „Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt” (Gazeta Litzmannstadtu z urzędowymi ogłoszeniami dla miasta i powiatu łódzkiego). Numeracją roczników gazeta nawiązywała do hakatystycznej u zarania „Lodzer Freie Presse” (1918-1923), później „Freie Presse”, a od 1933 roku gazety jawnie prohitlerowskiej. Naczelnym redaktorem dziennika został Niemiec z Rzeszy - Karl Scharping, zaś kierownikami działów dotychczasowi pracownicy „Freie Presse”: Adolf Kargel, Hugo Wieczorek, Horst Markgraf i Max Ludwig. To właśnie ta gazeta przez kolejne lata okupacji, aż do stycznia 1945 roku, wpajała łódzkim Niemcom jad nienawiści do wszystkiego co polskie, szerząc hasła nazistowskiej propagandy. W „Litzmannstädter Zeitung” - gazecie przeznaczonej dla niemieckiej ludności miasta i stacjonujących w nim jednostek wojska i policji, publikowano oprócz doniesień agencyjnych m.in. ogłoszenia policyjne, informacje o życiu miasta i artykuły przesycone goebbelsowską propagandą. Zatrudnieni w redakcji „Litzmannstädter Zeitung” dziennikarze zachłystywali się osiągnięciami lokalnej administracji w zakresie budowy sieci wodociągów i kanalizacji, modernizacji budynków, szpitali, ośrodków sportowych i teatrów, zaś nieetatowi współpracownicy uzasadniali związek Łodzi z III Rzeszą zasługami niemieckich osadników - twórców potęgi Łodzi przemysłowej w XIX wieku. Tymczasem łódzcy Żydzi zaczęli boleśnie odczuwać dolegliwości wojny, ale o tym, jak również o prześladowaniach ludności polskiej i żydowskiej już niemieckojęzyczna prasa nie informowała swoich czytelników, przez co nie jest w pełni wiarygodnym źródłem dla historyka.
Hitlerowcy dokonywali zbrodni ludobójstwa również na swoich rodakach - otwartych lub skrytych przeciwnikach narodowego socjalizmu. W grudniu 1939 roku został zamordowany dziennikarz Karol Henryk Schultz, a Aleksander Hoefig, były redaktor tygodnika „Der Deutsche Wegweiser”, aresztowany 9 października 1939 roku za działalność w partii Związku Niemców w Polsce, i osadzony w obozie w Radogoszczu, został 27 października tegoż roku przekazany do obozu przejściowego w Rawiczu, a stamtąd do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie poniósł śmierć. Prześladowania uniknął Aleksander Rudolf Milker, syn Aleksandra (1867-1924), po śmierci ojca redaktor naczelny gazety „Neue Lodzer Zeitung”. Zagrożony aresztowaniem zbiegł do Francji. Przez cały okres okupacji ukrywał się przed gestapo Emil Zerbe (1897-1954), poseł na sejm RP, współtwórca i przewodniczący Deutsche Arbeitspartei, współwłaściciel i redaktor jej organu „Lodzer Volkszeitung”, członek Rady Miejskiej w Łodzi.

Łódź została wyzwolona 19 stycznia 1945 roku. W pięć dni później Henryk Rudnicki i Aleksander Litwin w drukarni przy Piotrkowskiej 86 złożyli pierwszą po latach niewoli polską gazetę. Nazywała się „Wolna Łódź”, liczyła dwie strony, kosztowała 20 groszy i ukazało się jej sześć numerów. Do Łodzi zaczynają napływać nowi ludzie. Wobec całkowitego zniszczenia Warszawy wiadomo już, że Łódź będzie przez jakiś czas pełniła rolę „zastępczej stolicy”.
Do Łodzi przenoszą się redakcje centralnych pism. Powstaje organ PPR „Głos Ludu” organizowany przez
Romana Werfla, przybywa Jerzy Borejsza ze swoją „Rzeczpospolitą”, Jan Dąbrowski z redakcją PPS-owskiego „Robotnika”, instaluje się płk Henryk Werner z redakcją „Polski Zbrojnej”.
Po paru miesiącach jednak nastąpił odpływ – centralne redakcje wyjechały do Warszawy. W ich miejsce powstają: „Głos Robotniczy”, „Dziennik Łódzki” (jako prasowa ekspozytura SW „Czytelnik”) oraz „Kurier Popularny”. „Głos” jest peperowski, „Kurier” pepesowski, a „Dziennik” dla niezdecydowanych. 



Od 1947 roku skład łódzkiej prasy uzupełnia jeszcze „Express Ilustrowany”. Od grudnia 1948 roku, czyli od Zjazdu Zjednoczeniowego, przestaje wychodzić „Kurier Popularny” i odtąd już przez ponad 40 lat pozostaje z łódzkimi czytelnikami na dobre i na złe „Głos Robotniczy”.


 „Dziennik Łódzki” natomiast zmieniał swoją nazwę – a to na „Łódzki Express Ilustrowany”, a to na „Dziennik Popularny” – niezależnie zresztą od woli zespołu i rzeczywistej potrzeby, ale w wyniku różnorakich zakrętów i decyzji administracyjnych. Po Październiku 1956 roku odrodził się na nowo „Express Ilustrowany”, przyłączony w latach pięćdziesiątych do „Dziennika Łódzkiego”. Po znanym exodusie w latach 1948-1949 Łódź nagle opustoszała. Wywędrowały do odbudowującej się Warszawy zespoły redakcyjne wszystkich periodyków, przeniosły się instytucje, teatry (m.in. znakomity zespół Leona Schillera), naukowcy, artyści, pisarze. Był to poważny upływ krwi z organizmu miasta. Lata, które potem nastąpiły, charakteryzowała posucha w życiu kulturalnym w ogóle, a w dziedzinie czasopiśmiennictwa w szczególności.

Sytuacja zmieniła się dopiero na przełomie lat 1954/1955. W tym czasie zaczęło ukazywać w Łodzi nowe pismo literacko-społeczne, które po kilkumiesięcznym żywocie udało się przekształcić w regularny dwutygodnik pn. „Kronika”.
Pierwszy numer „Łodzi Literackiej” ukazał się z datą lipiec-sierpień 1954. Zamierzona jako miesięcznik „Łódź Literacka” ukazywała się nieregularnie. W zespole redakcyjnym żartowano wówczas, że jest to miesięcznik pojawiający się co kwartał raz na pół roku. Ogółem wydano 5 numerów „Łodzi Literackiej” – ostatni jej numer ukazał się z datą luty-marzec 1955. Od początku redaktorem tego pisma, a następnie redaktorem „Kroniki” aż do jej upadku był
Jan Koprowski.
„Łódź Literacka” nie ograniczała się wyłącznie
                do piór miejscowych, choć głównie i przede wszystkim z nich korzystała. Warto przypomnieć, że właśnie na łamach „Łodzi Literackiej” Adolf Rudnicki ogłosił po raz pierwszy swój 

Jan Koprowski, poeta, krytyk i tłumacz 
piękny szkic o Leonie Schillerze Gwiazdy nad Łodzią, a specjalną kolumnę pisma poświęcono pamięci zmarłej w grudniu 1954 roku Zofii Nałkowskiej. Z autorów pozałódzkich drukowali m.in. Mieczysław Jastrun, Seweryn Polak, Artur Sandauer, Tadeusz Różewicz i Gustaw Morcinek.
Na łamach pięciu numerów „Łodzi Literackiej” znalazły się nazwiska prawie wszystkich pisarzy tu zamieszkałych, którzy publikowali zarówno swoje utwory oryginalne, jak też tłumaczenia z języków obcych. Już wówczas jednak było jasne, że pismo ukazujące się w tak nieregularnych odstępach czasu nie jest w stanie uchwycić wartkiego strumienia aktualnych wydarzeń, nade wszystko zaś nie może twórczo i skutecznie wpływać na poczynania kulturalne ani kształtować smaku i opinii odbiorców sztuki. Była więc „Łódź Literacka” pismem po trosze akademickim, oderwanym od istotnych problemów swojego czasu, mogącym jedynie peryferyjnie uczestniczyć w dyskusjach i sporach literackich.

W większym stopniu stało się to możliwe w „Kronice”, dwutygodniku kulturalno-społecznym, choć i ta częstotliwość wydawania – jak pokazało później doświadczenie – nie zdała w pełni egzaminu.„Kronika” wychodziła przez dwa i pół roku, a biorąc ściślej, od maja 1955 roku do 15 listopada 1957 roku. Ogółem wydano 61 numerów pisma. Trzon zespołu redakcyjnego pozostał przez cały okres ten sam, zmieniło się jedynie paru redaktorów działów.
61 numerów „Kroniki”, które ukazywały się od maja 1955 do listopada 1957 roku, to rzetelny, prawdziwy zapis sytuacji społeczno-kulturalnej w Łodzi. Nieraz jeszcze do roczników „Kroniki” sięgnie badacz dziejów kulturalnych Łodzi. Jakby bowiem nie osądzać tego pisma – to jedno można powiedzieć z całą pewnością: dokumentowało ono wydarzenia artystyczne i kulturalne Łodzi w sposób możliwie wszechstronny.
W niespełna cztery miesiące po likwidacji „Kroniki” 5 marca 1958 roku ukazał się pierwszy numer tygodnika „Odgłosy”. Podtytuł głosił: „Tygodnik Łódzki” – to dopiero po latach, kiedy pismo okrzepło i zdobyło sobie czytelników zdecydowano się przyznać, że jest to tygodnik społeczno-kulturalny. Początkowo był tylko łódzki – drukował komiksy, jakieś Opowieści Białego Kapitana, powieści kryminalne. Zmieniał się jednak czytelnik, rosły jego wymagania – zaczęły się zmieniać „Odgłosy”.

„Odgłosy” redagowali kolejno: Wiesław Stefan Jażdżyński, Wacław Biliński, Jan Koprowski i Jerzy Wawrzak. Było to pismo, które na wszystkich swoich etapach zapisało się trwale w historii kultury Łodzi. Przeżywało oczywiście różne załamania i kryzysy, ale zawsze potrafiło się podnieść w porę i nawiązać kontakt z rzeczywistością. To znaczy z czytelnikami (…)

Kiedy 3 marca 1958 r., ukazał się w Łodzi pierwszy numer tygodnika społeczno-kulturalnego "Odgłosy" - nie wróżono mu zbyt długiej egzystencji. Ów pesymizm miał swoje historyczne uzasadnienie. Na przestrzeni stuletniej historii łódzkiej prasy nie zdarzyło się, aby pismo o takim charakterze utrzymało się dłużej niż 2-3 lata. "Meteor", "Wymiary", "Osnowy Literackie", Wiesław Stefan Jażdżyński
"Odnowa" z lat dwudziestych i trzydziestych istniały zaledwie od kilku do kilkunastu miesięcy... Po wojnie "Kuźnica" i "Wieś" uciekły szybko do Warszawy w latach Wielkiego Exodusu końca lat czterdziestych.
Latem 1954 roku pojawiła się swego rodzaju forpoczta "Odgłosów" czyli "Łódź Literacka". Pierwszy numer ukazał się z datą "lipiec-sierpień 1954 r.". Miał to być miesięcznik, ale ukazywał się nieregularnie. W zespole redakcyjnym żartowano wówczas, że jest to miesięcznik pojawiający się, co kwartał, raz na pół roku. Ogółem wydano 5 numerów - ostatni z datą "luty-marzec 1955 r." Od początku redaktorem pisma, a następnie redaktorem "Kroniki" był Jan Koprowski. Łamy "Kroniki" ozdabiały wtedy m.in. nazwiska Tadeusza Kotarbińskiego czy Jana Szczepańskiego.
"Kronice" jednak zmarło się po niespełna trzech latach, bo choć ją wszyscy bardzo chwalili, to mało kto chciał ją kupować. Wiosną 1958 roku zaczęły się ukazywać "Odgłosy". Dziś niewielu pamięta, że początkowo było to coś na kształt niedzielnego magazynu gazety codziennej. W pierwszych numerach był nawet... komiks pt. Pustynne szczury, czy coś w tym rodzaju, w każdym razie główną troską redakcji było: skokietować Czytelnika.
W tej sytuacji niewesoło rysowały się perspektywy tygodnika społeczno-kulturalnego. Nic też dziwnego, że jubileusz setnego numeru (dwa lata) obchodzono bardzo uroczyście, podobnie jak pięciolecie. Od samego początku redakcja pamiętała o tym, że "Odgłosy" ukazują się w Łodzi - mieście szkoły i wytwórni filmowej. Wraz z powstaniem pisma rozwijała się też w Łodzi telewizja. Tak więc kolumnę telewizyjną redagował od samego początku
Wiesław Machejko, a kolumnę filmową najpierw Edward Etler, a po nim Janusz Weychert, mało znany jako reżyser, ale redaktor doskonały. (…)
Przemiany ustrojowe w Polsce ukatrupiły to dobre i wysoko nakładowe czasopismo. Likwidacja koncernu RSW-Prasa, przejęcie tytułu przez samozwańczą "spółdzielnię" dziennikarską, a potem prywatnego właściciela... To dzieje tak żenujące, że nawet nie warte wymienienia nazwisk tych, którzy "Odgłosy" wówczas pogrzebali.
Przez "Odgłosy" przewinęło się ponad pół setki etatowych dziennikarzy. Oczywiście stałych współpracowników było co najmniej dwa razy tyle. A był przecież i taki czas (początek lat sześćdziesiątych), że na łamach "Odgłosów" drukowali reportaże na przykład
Jerzy Ambroziewicz, Stefan Bratkowski, Bohdan Drozdowski, Stefan Kozicki, Janusz Roszko czy Jerzy Urban. To dziś historia i klasyka polskiego reportażu!
W wydanym ostatnio (2003) multimedialnym "Leksykonie PWN" pod hasłem "Odgłosy" znajdujemy krótką notatkę: "Tygodnik społeczno-literacki wydawany 1958-90 w Łodzi". Tylko tyle. Dla Łodzi, jej kultury i historii "Odgłosy' znaczyły wiele więcej i w dziejach naszego miasta nie da się tego czasopisma zbyć jednym zdaniem. (…)



"Karuzela" - czasopismo humorystyczno-satyryczne o największym w PRL nakładzie przestała się kręcić, kiedy w jej mechanizm włożono żelazny łom, którym osławiona Komisja Likwidacyjna RSW - Prasa rozwalała skutecznie kolejne polskie gazety. Zostało wtedy pole do ekspansji zagranicznych koncernów prasowych, głównie niemieckich. W jakim stopniu była to świadoma i zaprogramowana przez twórców "polskiej rewolucji" dywersja - a w jakim stopniu zwykła głupota, historia oceni. Dziś wiadomo tylko tyle, że Jerzy Drygalski, główny macher tej komisji, późniejszy wiceminister przekształceń własnościowych w rządzie Krzysztofa Bieleckiego został w roku 2005 aresztowany. Oczywiście nie za zniszczenie polskiej prasy tylko za wyprowadzenie milionów złotych z państwowej firmy "Uniontex", którą też "prywatyzował”. Za zniszczenie polskiej prasy pewno nigdy nie odpowie, bo realizował przecież zaprogramowaną polityczną strategię. Ale właśnie ta na poły operetkowa postać jest grabarzem także legendarnej "Karuzeli".
Czasopismo to powstało w parę tygodni po polskim Październiku ‘56 - zrazu jako pismo trochę na wariackich papierach, bo bez lokalu, bez telefonu i bez zespołu. Twórcą "Karuzeli" był
Leopold Beck - redaktor międzywojennej prasy wiedeńskiej, potem redaktor warszawskiego "Roju" - wtedy pracujący w "Dzienniku Łódzkim". Sekretarzem "Karuzeli" został Adam Ochocki, doświadczony redaktor przedwojennej "Republiki" i "Expressu Ilustrowanego", felietonista i satyryk. Ten znakomity tandem stworzył czasopismo niezwykłe, które osiągnęło niebywały nawet na tamte lata nakład 600 tysięcy egzemplarzy! Mimo istniejących wtedy na polskim rynku prasowym paru tego rodzaju pism, "Karuzela" wiodła zdecydowany prym.
Stopka redakcyjna pierwszego numeru "Karuzeli" z dnia 9 stycznie 1957 roku głosiła: "Redaguje się samo. Redaktor przyjmuje na przystanku tramwajowym przy ul. Mickiewicza i alei Kościuszki. Kierownik muzyczny: Jan Czarny. Choreografia: Karol Baraniecki. Kolegium nie ma, ale będzie. Kolportaż ustny: Horacy Safrin. Telefon zepsuty, winda nieczynna. Jan Sztaudynger przyjmuje owacje i prezenty w dni nieparzyste. Z pozdrowieniem - Leopold Beck". Rozszyfrujmy tę notkę: otóż twórca "Karuzeli"
Leopold Beck i jej redaktor naczelny do roku 1966 mieszkał w domu na rogu alei Kościuszki i Mickiewicza. Wymienione nazwiska to znani łódzcy satyrycy.
Drugim redaktorem naczelnym "Karuzeli" był dziennikarz PAP
Wojciech Drygas zdolny organizator, choć jako satyryk nie zapisał się w dziejach łódzkiej prasy. Ale cały czas niezmiennie sekretarzem redakcji był nadal Adam Ochocki - aż do roku 1978.



Z upływem lat "Karuzela" poszerzała krąg współpracowników - w różnych latach pisywało do niej ponad 500 autorów! Wśród stałych autorów "Karuzeli" znajdziemy m.in. nazwiska pisarzy Stefanii Grodzieńskiej, Jana Huszczy, Zygmunta Fijasa, Mariana Piechala, Jerzego Urbankiewicza... Rysowali w czasopiśmie przez całe lata m.in. Szymon Kobyliński, Eryk Lipiński, Karol Baraniecki, Kazimierz Mozolewski, Halina Skibińska oraz stali graficy Stanisław Ibis Gratkowski i Jerzy Ibis Jankowski.
Ale kiedy skończyła się Polska Ludowa i rozpoczęła działanie osławiona Komisja Likwidacyjna, czasopismo z trudem wegetowało przez jakiś czas, aż wreszcie zmarło cichą śmiercią w roku 1990…




Stefania Grodzieńska

Najpopularniejsze gazety łódzkie dzisiaj:

DZIENNIK ŁÓDZKI – WIADOMOŚCI DNIA

Najpoważniejszy z lokalnych dzienników, powstały w wyniku połączenia „Dziennika Łódzkiego” i „Wiadomości dnia”. Duża ilość informacji miejskich i regionalnych.


 

EXPRESS ILUSTROWANY

Bardzo popularna gazeta, wabiąca czytelników krótkimi informacjami i dużą dawką sensacji.


 

GAZETA WYBORCZA

Regionalny dodatek największego polskiego dziennika. Bardzo dobry informator o weekendowych imprezach (piątki).




METRO

Łódzka mutacja bezpłatnego dziennika.


 

NASZE MIASTO

Łódzka mutacja bezpłatnego pisma.


 

DZIEŃ DOBRY

Łódzka mutacja bezpłatnego tygodnika.


KALEJDOSKOP

Miesięcznik.  Zamieszcza recenzje, felietony, wywiady poświęcone literaturze, sztukom plastycznym, muzyce, teatrowi i filmowi, a także turystyce. Zasadniczo wypełniają go zestawy informacji o imprezach kulturalnych organizowanych w Łodzi i województwie, głównie kalendaria z miesięcznym repertuarem filharmonii, teatrów, kin, muzeów i galerii. Obok materiałów informacyjnych KALEJDOSKOP zamieszcza artykuły o charakterze przekrojowym, które układają się w tematy przewodnie poszczególnych numerów. Jego trzon stanowią łódzcy dziennikarze i krytycy wspierani przez pracowników merytorycznych muzeów, szkół artystycznych i ośrodków kultury działających w Łodzi. KALEJDOSKOP inicjuje lub włącza się w akcje promocyjne pomyślane jako wsparcie działań młodych artystów (m.in. Łódzki Debiut Roku).
źródła:

Dawid Lasociński, Ryszard Bonisławski, Michał Koliński. Łódź. Przewodnik Turystyczny.
Jerzy Wilmański. Dzieje prasy łódzkiej.
Andrzej Kempa. Germanizacja Łodzi w nazistowskiej prasie 
z lat 1939-1943.
Die Germanisierung von Lodz im Spiegel der nazionalsozialistischen Presse (1939-1943) [red. Krystyna Radziszewska i Jörg Riecke].