poniedziałek, 28 marca 2016

Miasto bez kanalizacji, czyli dawne łódzkie studnie i… rynsztoki.

W połowie lat trzydziestych XIX wieku pojawiły się w Łodzi pierwsze studnie publiczne, w rynku Starego i Nowego Miasta. Były to pompy z drewnianymi wiadrami.

Rynek Nowego Miasta (pl. Wolności)

Rynek Starego Miasta (Rynek Staromiejski)

W osadzie Łódka mieszkańcy ulicy Piotrkowskiej brali wodę z rowów i z rzeki Jasieni, i tam „z powodu bieżącej wody i zapewnionej wygody” miasto początkowo nie projektowało studni.
Pierwsza studnia publiczna na Piotrkowskiej pojawiła się w 1841 roku przy rogu ulicy Nawrot (Piotrkowska 124), przy czym pieniądze na jej urządzenie wyłożyła osoba prywatna. Studnia była otwarta, a wiadro z wodą wyciągano żurawiem. Studnia miała tyle wody, że zaopatrywała kilkadziesiąt sąsiednich domów, lecz burmistrz uważał, że „zbyt szpetny przedstawia widok” i proponował przerobić ją na pompę czyli studnię zakrytą. Przeróbki dokonano cztery lata później.


W 1848 roku było w Łodzi 19 studni miejskich i 215 prywatnych. W dziesięć lat później na Piotrkowskiej znajdowały się cztery miejskie pompy żelazne z murowanym ocembrowaniem – przy rogu ulic Dzielnej (dziś Narutowicza), Przejazd (Tuwima), Nawrot i Głównej. Mimo zwiększenia ilości studzien Łódź zaczynała odczuwać brak wody. I tak, na przykład na Piotrkowskiej studnie miejskie stały zbyt blisko ścieków, łatwo więc ulegały zanieczyszczeniu. Lustro wody opadało, a studnie, wymagające dużych kosztów na ich pogłębienie, przestawały działać, podczas gdy przed 20 laty narzekano na powodzie. Zdarzały się wówczas częste uszkodzenia mostu na Piotrkowskiej przy stawie Geyera, gdzie wezbrana woda przelewała się i wymulała trakt fabryczny.
Trzeba było zbudować nowy most przez Piotrkowską.

Most przy stawie w pobliżu fabryki Geyera.

W sierpniu 1844 roku woda w górnych stawach Jasieni spływająca do stawu Geyera, tak się podniosła, że zerwała groblę przy trakcie piotrkowskim i Magistrat musiał urządzić objazd przez ogrody i podwórza fabryczne po drugiej stronie Piotrkowskiej.
Jasień, płynąc ze wschodu w kierunku południowo-zachodnim, przecinała Piotrkowską poniżej ulicy Czerwonej, następnie przyjąwszy trzy mniejsze rzeczki wpadała do Neru na zachód od Rudy Pabianickiej. Do Jasieni i do Łódki na północy, spływały wszystkie wody z terenu Łodzi. Najdłużej zatrzymywały się przy stawie Geyera przy Piotrkowskiej. Slaby był też odpływ wód powierzchniowych na Rynku Nowego Miasta (dziś plac Wolności). 

Informator handlowo-przemysłowy, rok 1911.

Z biegiem lat zmniejszały się zapasy wód łódzkich, w coraz większym stopniu wykorzystywane przez ludzi i rozwijający się przemysł włókienniczy. Postępujące karczowanie lasów również przyczyniało się do ubytku wody, bowiem ogołacane z drzew stoki Wyżyny Łódzkiej nie regulowały dostatecznie odpływu opadów. Jasień, która niegdyś poruszała kilka młynów, już na początku lat sześćdziesiątych XIX stulecia stała się strumykiem; jej głębokość na terenie Łodzi dochodziła do 36 cm, a szerokość do 230 cm. Nie przelewała się już w czasie największych przyborów wody. Sławiona przez pierwszych kolonistów dla swej czystości, stała się cuchnącym strumykiem, zbierającym wody z otwartych ścieków ulicznych.


Informator handlowo-przemysłowy, rok 1911.

Przemysł wprowadził nowy rodzaj zanieczyszczeń miasta. Do rzeczki Łódki odchodziły nieczystości z rzeźni na starym mieście, a pracujące nad rzeką farbiarnie i płuczkarnie wełny tak zanieczyściły wodę, że mieszkańcy przestali z niej korzystać. Nie lepiej było z Jasienią. Nieczystości z farbiarni znajdujących się przy Piotrkowskiej spływały do ścieków ulicznych, a z nimi do rzeki.
W latach sześćdziesiątych XIX wieku okoliczni mieszkańcy skarżyli się, że farbiarz Jakub Wagner, właściciel posesji przy Piotrkowskiej 142, „posiadając farbiarnię czynną w swym podwórzu, pozwala sobie wszystkie odchody z takowej wypuszczać przez odpływ w podwórze sąsiedniej posesji”.
Dużo skarg składano na Edwarda Hentschla, który miał farbiarnię w podwórzu posesji przy Piotrkowskiej 72 (dziś Grand Hotel). Spuszczał on wodę z farbiarni wprost do rynsztoka za pomocą podziemnej rury; zanieczyścił też studnię, z której czerpano wodę do picia. Władze nakazały aby Hentschel zainstalował podziemne rury pod Piotrkowską i odprowadzał nieczystości za miasto. Podobne nakazy skierowano do Juliusza Szefera (Piotrkowska 70), Fryderyka Sznelkego (Piotrkowska 112), Aleksandra Skrudzińskiego (Piotrkowska 210) i wielu innych farbiarzy. Fabrykanci Geyer, Lohnstein. Hoffrichter, Scheibler kierowali nieczystości wprost do Jasieni i tak zanieczyścili wodę w stawie zwanym Chachuły, że potruły się ryby, a właściciel stawu Fijałkowski zaskarżył fabrykantów do sądu.

Młyn i staw Chachuła (z przyległymi lasami) na mapie z połowy XIX wieku.

Zanieczyszczenie wód łódzkich wzmogło się bardzo od 1874 roku w związku z wprowadzeniem do farbiarni barwników mineralnych. Rynsztokami popłynęła różnokolorowa woda. Mówiono, że z jej barwy można odczytać, co produkuje przemysł łódzki. Fabrykanci mieli zainstalować filtry i baseny dezynfekcyjne, lecz okazało się to trudne do zrealizowania.
Problem sieci kanałowej i zaopatrzenia ludności w zdrową wodę, nadającą się do picia, zaostrzał się wobec rosnącego zaludnienia miasta. Brak w Łodzi i najbliższej okolicy większej rzeki odbijał się niekorzystnie na zaopatrzeniu w wodę. W 1876 roku pojawił się pierwszy projekt urządzenia wodociągów miejskich. Postulat ten coraz częściej występował w petycjach obywateli miasta i fabrykantów, kierowanych do władz miejskich i gubernialnych


"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1911.

Łodzianie alarmowali, że jeśli zabraknie wody fabrykantom, „to 25000 robotników straci utrzymanie”. Zaczęły też napływać oferty w sprawie założenia wodociągów i kanalizacji. Składali je inżynierowie Polacy i Rosjanie, ktoś z Londynu, i jeszcze inni. Szczególnie wiele tych ofert pojawiło się od połowy lat osiemdziesiątych XIX stulecia.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1905.


Informator handlowo-przemysłowy, rok 1911.

Inżynierowie Bronikowski i Słowikowski zgłosili władzom miejskim propozycję przeprowadzenia odpowiednich badań oraz sporządzenia planu kanalizacji i wodociągów. W styczniu 1886 roku powstał komitet, złożony z miejscowych fabrykantów i obywateli: Edward Herbst – prezes, Juliusz Heinzel, Gustaw Geyer, Robert Biedermann, Markus Silberstein, inżynier Wojciech Bronikowski – sekretarz).

                                       Markus Silberstein                    Edward Herbst


              Juliusz Heinzel                     Gustaw Geyer                    Robert Biedermann

Przez kilka lat komitet radził nad sprawą wodociągów i kanalizacji, lecz wszystko rozbiło się o brak kapitałów (urządzenia miały kosztować około 4 milionów rubli).
Z każdym rokiem stan sanitarny Łodzi pogarszał się. Rynsztokami nadal plynęły nieczystości z farbiarni i apretur. 30 procent wód rynsztokowych pochodziło z podwórzy, skąd spływały pomyje i inne brudy. Kwasy i alkalia fabryczne tylko częściowo dezynfekowały uliczne ścieki. Wywożone z miasta fekalia rozlewały się na ulicach, a śmieci z odkrytych wozów rozsypywały się po drodze. Śmieci z Piotrkowskiej wywożono niedaleko – zrzucano na przedłużeniach przecznic Piotrkowskiej, szczególnie ulic Dzielnej (Narutowicza), Cegielnianej (Jaracza)  i Południowej (Rewolucji 1905 roku). Zimą, przy oczyszczaniu chodników i rynsztoków i rynsztoków, odganiano śnieg łopatami na środek ulicy.
Celem poprawienia warunków zabroniono zakładania nowych fabryk w centrum Łodzi, a przede wszystkim na Piotrkowskiej. Magistrat czynił też starania, aby fabryki z Piotrkowskiej usunąć na peryferie miasta. Sądzono, że przyczyni się do tego zbudowanie kolei obwodowej, bowiem fabrykanci byliby zainteresowani w przeniesieniu swych przedsiębiorstw bliżej kolei. Istniały też inne powody, skłaniające właścicieli do usuwania się ze śródmieścia: brak wody, niemożność rozszerzenia terenów fabrycznych i opłacalność zamiany budynków fabrycznych na domy czynszowe – szczególnie na Piotrkowskiej, gdzie komorne rosło w miarę wzrostu znaczenia tej ulicy jako głównej arterii wielkiego miasta, centrum handlowego i skupiska lokali rozrywkowych.


Informator handlowo-przemysłowy, rok 1911.

Widok na ulicę Piotrkowską dzisiaj.

Coraz bardziej odczuwano w Łodzi brak dobrej wody do picia. Fabryki pochłaniały ogromne ilości wód podskórnych. W studniach domowych poziom wody stale się obniżał. Studnie miejskie przy zbiegu Piotrkowskiej z ulicami Nawrot i Św. Anny przestały działać. Inne, zlokalizowane przy rogach ulic Przejazd, Dzielna itd., zostały zlikwidowane. W większości studzien prywatnych woda nie nadawała się do picia.


Informator handlowo-przemysłowy, rok 1911.

W 1900 roku funkcjonująca przy Magistracie komisja zaprosiła do współpracy inżyniera Williama Heerleina Lindleya, znanego hydrologa. W ciągu następnych kilku lat opracował on projekt urządzeń kanalizacyjnych i wodociągowych. Miały one czerpać wodę z tzw. Niebieskich Źródeł rzeki Pilicy pod Tomaszowem. Jednak władze miejskie nie poparły tego projektu.

Dr inż. William Heerlein Lindley (1853-1917)

Kilka lat temu, na ulicy W.H. Lindleya został zamontowany pamiątkowy właz ku czci Heerleina Lindleya. Poświęcona jemu tablica znajduje się również pod ziemią, w kanale przy ulicy Karolewskiej.


Około roku 1904 rozpoczęło się zakładanie w centrum Łodzi podziemnych rur betonowych o średnicy 60-100 cm, którymi odprowadzano wody z rynsztoków poza granice miasta. Pierwszy kanał biegł od Piotrkowskiej w pobliżu ulicy Zawadzkiej (dziś Próchnika) do skrzyżowania Konstantynowskiej (Legionów) z Długą (Gdańska), przecinał ulicę Szkolną i Ogrodową, i dalej szedł otwartym rowem do Łódki. Drugi kanał ciągnął się od ulicy Wólczańskiej przy moście na ulicy Zielonej, przecinał Długą i szedł do skrzyżowania ulicy Benedykta (dziś 6 Sierpnia) z Pańską (Żeromskiego).
Następny ciągnął się odkrytym rowem między ulicami Pańską i Lipową na południe, przecinał ulicę Zakątną i wpadał do rzeki Karolewki. Niektóre z kanałów doprowadzano do określonych obiektów, np. do Banku Państwa.

Rosyjski Bank Państwa przy ulicy Spacerowej, obecnie siedziba Narodowego Banku Polskiego, al. Kościuszki 14.

Informator handlowo-przemysłowy, rok 1912.

Dużą część miasta nadal odwadniały odkryte cuchnące rowy, zaś przy mostach kanały-rury były otwarte. W czasie ulewnych dreszczów woda zatrzymywała się i wylewała na ulice. Najczęściej zdarzało się to przy moście na ulicy Wólczańskiej, bowiem wody z ulic Widzewskiej (Kilińskiego), Mikołajewskiej (Sienkiewicza) i Dzielnej (dziś Narutowicza) płynęły rynsztokami przez Dzielną i Krótką (dziś R. Traugutta) do dwóch żelaznych poprzecznych mostków na Piotrkowskiej i stąd przez Zieloną i Benedykta (6 Sierpnia) do drewnianego mostu na przechodzącym przez Wólczańską rowie. Z powodu wąskich rynsztoków i powolnego spływu oraz małego mostu na ulicy Wólczańskiej, w okresie ulewnych dreszczów i przy topnieniu śniegu olbrzymie masy wody skupiały się na skrzyżowaniu Dzielnej z Piotrkowską, zalewając jezdnię i chodniki na wysokość przeszło pół metra. Tamowało to ruch pieszy i kołowy na Piotrkowskiej, stawały tramwaje, niszczyła się drewniana nawierzchnia jezdni. Częściowa poprawa nastąpiła w 1909 roku, gdy na odcinkach Piotrkowskiej, Zielonej i Benedykta zainstalowano podziemne rury betonowe. Jeszcze w 1914 roku mieszkańcy ulicy Krótkiej (Traugutta) zwracali się do prezydenta miasta z prośbą, aby wąskie rynsztoki zastąpić podziemnym kanałem i połączyć go z kanałem na ulicy Benedykta. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej Łódź – wielkie, przeszło półmilionowe miasto, nie posiadało kanalizacji ani wodociągów, stanowiąc pod tym względem unikat w całym świecie.

"Gazeta Łódzka" z 28 marca 1916 roku.

"Łódzkie Echo Wieczorne", rok 1925.


"Rozwój", rok 1931.

źródło:
Anna Rynkowska. Ulica Piotrkowska.

Przeczytaj jeszcze:


źródła fotografii:
WIMBP w Łodzi

Fot. współczesne Monika Czechowicz

Informator handlowo-przemysłowy, rok 1912.
BAEDEKER POLECA:
Anna Rynkowska. Ulica Piotrkowska.





Książka "Ulica Piotrkowska" Anny Rynkowskiej (1903-1984) jest bodaj najlepszą i kultową już niemal monografią, poświęconą sławnej łódzkiej ulicy. Po zakończonej niedawno kompleksowej modernizacji popularnej Pietryny, Wydawnictwo Łódzkie przypomniało to opracowanie wydając je w formie reprintu pierwszej i jedynej edycji, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Łódzkiego w 1970 roku.