środa, 30 stycznia 2013

LODZERMENSCH ARNOLD MOSTOWICZ



Arnold Mostowicz urodził się 6 kwietnia 1914 roku jako syn Ignacego Moszkowicza i Erby z d. Goldstein. W okresie dzieciństwa i młodości mieszkał w Łodzi. Następnie wyjechał do Francji, gdzie krótko przed wybuchem II wojny światowej ukończył studia medyczne. W połowie lipca 1939 roku powrócił do Polski. We wrześniu 1939 roku pracował w szpitalach polowych w Warszawie, a następnie przeniósł się do Łodzi. W getcie mieszkał przy Starym Rynku 9, a także Franciszkańskiej 12. Pracował w szpitalu chorób zakaźnych, w pogotowiu ratunkowym oraz jako lekarz sanitarny.
Podczas likwidacji getta w sierpniu 1944 roku został wywieziony do Auschwitz, a stamtąd do innych obozów, ostatnim do którego trafił był Dörnhau (Kolce) – filia obozu Gross-Rosen (Rogoźnica). W wyniku wyniszczenia organizmu spowodowanego tyfusem oraz gruźlicą, zrezygnował z pracy jako lekarz, pozostał na Dolnym Śląsku i zajął się dziennikarstwem. Publikował dla wielu czasopism kulturalno-społecznych i literackich, pod różnymi pseudonimami. W roku 1973 przeszedł na emeryturę. Od roku 1975 zajmował się pisaniem książek dotyczących popularyzacji wiedzy i astronautyki, a także wspomnień z lat dzieciństwa, młodości oraz przeżyć z getta, hitlerowskich obozów zagłady. Wystąpił w dokumentalnym filmie Fotoamator  Dariusza Jabłońskiego, w którym opowiadał o łódzkim getcie:


"Fotoamator" w reżyserii Dariusza Jabłońskiego.
żrródło: YouTube

W roku 1991 został przewodniczącym Stowarzyszenia Żydów Kombatantów w czasie II Wojny Światowej, a także współorganizował Fundację Polsko-Niemieckie Pojednanie. Od 1995 sprawował funkcję prezydenta fundacji Monumentum Iudaicum Lodzense, a także brał udział w ratowaniu łódzkiego cmentarza żydowskiego przy ulicy Brackiej.
 






Na mocy uchwały Rady Miejskiej z 8.04.1998 roku został honorowym obywatelem miasta Łodzi.
Żonaty z Jadwigą (również ocalałą), miał dwóch synów: Ryszarda (ur. 1947) oraz Jerzego (1949–1963). Zmarł 3.02.2002 roku w Warszawie i został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

 


Ze wspomnień Jerzego Wilmańskiego:
„Kiedy żył, nie wypadało mówić, że uosabia ową nieuchwytną żydowsko-polską specyfikę Łodzi. Pewno sam by się żachnął na takie sformułowanie. Arnold Mostowicz (1914-2002) nie lubił celebry i – mówiąc po łódzku – napuszonego picu.
Pamiętam takie zdarzenie sprzed paru lat, kiedy to ówczesny prezydent Łodzi wydał uroczysty obiad dla VIP-ów, w odrestaurowanej, ekskluzywnej knajpie „Esplanada”. I wśród tych atłasów, złoceń i sztukaterii zaczęto się nasadzać duserami, że tak miło się spotkać, zupełnie jak przed wojną w legendarnej „Esplanadzie”… Wtedy wstał Arnold Mostowicz i powiedział mniej więcej tak: To bardzo piękny lokal, ale przed wojną mało łodzian miało do niego dostęp. Przed wojną Łódź to były cuchnące rynsztoki, dojmująca bieda, praca ponad siły, ludzie wyzyskiwani i poniżani… Trochę zwarzył Mostowicz elegancką, nowobogacką atmosferę tym oczywistym przypomnieniem przedwojennej Łodzi, ale on zawsze bardziej cenił prawdę niż pic.
Jeszcze w roku 1998 w wywiadzie dla „Kroniki Miasta Łodzi” udzielonym Joannie Podolskiej mówił: „Dla mnie Łódź jest miastem, które właściwie od samego zarania było miastem niekochanym. Za czasów rosyjskich – co jest zrozumiałe, bo to było miasto stałych ruchów rewolucyjnych. Ale też niekochane w okresie międzywojennym, bo było inne niż pozostałe miasta polskie. Łódź była jedynym miastem, które wytworzyło swoją specyficzną burżuazję. Była to burżuazja, która bardzo odbiegała od wyobrażenia o trzecim stanie ze strony myśli szlacheckiej. To była burżuazja żydowsko-niemiecka. To, co dziś określa się słowem lodzermensch, to był zwykły łódzki mieszczanin. Tyle, że nie był to mieszczanin z czystego pnia polskiego, tylko najczęściej z pnia żydowskiego, który zresztą w tym czasie bardzo się asymilował, ale tego się na ogół nie uwzględnia. Dlatego właśnie Łódź była miastem niekochanym. I może z tych samych powodów ja to miasto tak kocham. Jest to miasto, którego jedna trzecia ludności została wymordowana. Z tą częścią ludności ja byłem związany pochodzeniem. Bo nie zainteresowaniami. Ja coraz bardziej wiązałem się z kulturą polską, czym zdecydowanie odbiegałem od zainteresowań mojego ojca, który był jidyszystą i reżyserem w teatrze żydowskim. Ale on to przyjmował ze zrozumieniem. I nigdy nie robił mi z tego powodu wyrzutów. W każdym razie Łódź była miastem, w którym rozegrała się bardzo ważna część mojego życia. Które zawsze wspominam, do którego chętnie wracam”.
W czasach, w których towarzyskim nietaktem było mówienie o rewolucji społecznej, Arnold Mostowicz mówił publicznie: „Łódź powinna się chlubić swoją wielonarodową przeszłością. Tym, że ją stworzyły różne nacje, że te kultury przez wiele dziesięcioleci współistniały. Powinna się chlubić nawet przeszłością rewolucyjną w najpiękniejszym znaczeniu, jakie można temu słowu przypisać. To nieważne, ze potem to słowo zostało zbrukane i zdewaluowało się. Łódź miała też cudowną orkiestrę, miała wspaniałych plastyków, miała wcale niezłą literaturę. Jest mnóstwo rzeczy, którymi Łódź może i powinna się chlubić”.
Kim był ten niezwykły człowiek, któremu los nie oszczędził rozpaczy, dramatów, bólu i cierpień oraz tylu śmierci najbliższych mu osób?
Arnold Mostowicz urodził się w Łodzi w 1914 roku, ale na studia medyczne wyjechał do Francji. Ukończył je tuż przed wybuchem wojny i już we wrześniu 1939 roku pracował w szpitalach oblężonej Warszawy. Potem trafił do getta w rodzinnym mieście Łodzi, gdzie pracował jako lekarz w pogotowiu i szpitalu chorób zakaźnych. Patrzył na śmierć najbliższych i nic im nie mógł pomóc. Pisał po latach: „Getto wymarło z głodu. Umarł brat ojca, buchalter, z żoną i cudowną córką, nauczycielką języka polskiego. Ta umarła ostatnia. Umarł brat parasolnik z żoną i córką. Druga córka uciekła do Warszawy i zginęła zagazowana w Treblince. Umarły siostry mojego ojca. Umarła najmłodsza z mężem i trojgiem dzieci. Umarli żebrząc na ulicy. Najdłużej ciągnęło się umieranie sześciu wnuków najstarszej siostry ojca… Im wszystkim wypisywałem karty zgonów”.
Potem Los nie oszczędził Mostowiczowi wywózki do Oświęcimia i tułaczki po innych obozach. Po wojnie nie wrócił już do medycyny, bo obozowa gruźlica mu to uniemożliwiła. Początkowo poświęcił się dziennikarstwu – od 1945 roku zaczyna pracę w „Trybunie Dolnośląskiej”. Przez wiele lat redagował popularne warszawskie „Szpilki”, z których musiał odejść w pamiętnym roku 1968. Pisarstwem i popularyzacją nauki zajął się po przejściu na emeryturę, ale do końca życia współpracował z lewicowym miesięcznikiem „Dziś”.
Wierny ideałom społecznej sprawiedliwości i braterstwa narodów, przeciwstawiał się wszelkim przejawom szowinizmu, ksenofobii, nienawiści rasowej i narodowej. Był liczącym się w świecie kronikarzem machiny zagłady – od 1991 roku przewodniczył Stowarzyszeniu Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w czasie II wojny światowej, był też współorganizatorem Fundacji Polsko-Niemieckiej Pojednanie oraz zasiadał w jej władzach.
Kiedy w roku 1995 powstała w Łodzi Fundacja Monumentum Iudaicum Lodzense, której celem jest opieka nad dziedzictwem łódzkich Żydów, a głównie nad żydowskim cmentarzem – Mostowicz został jej prezydentem. Powtarzał wciąż: „Chodzi nam o przywrócenie pamięci o zamordowanym narodzie żydowskim, o przypomnienie zasług łódzkich Żydów dla ich miasta”.
Jego książkę Łódź, moja zakazana miłość spina piękna klamra: dwa ważne i pamiętne przemówienia. Jedno, wygłoszone w 1998 roku w Łodzi z okazji nadania mu zaszczytnego tytułu Honorowego Obywatela Miasta . Drugie, w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie w imieniu Żydów polskich przemawiał do kilkudziesięciu przywódców państw z okazji 50-tej rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu.
Był człowiekiem renesansu. Miał wszechstronne zainteresowania, imponował szeroką wiedzą i głębią refleksji. Napisał parę książek poświęconych biologii. Za serię książek Biologia zmienia człowieka, Biologia zmienia medycynę oraz Biologia uczy myśleć otrzymał prestiżową nagrodę imienia Bruno Winawera. Jednocześnie zajmowała go problematyka nierozwiązanych zagadek przeszłości ludzkiej cywilizacji. Jako pierwszy w Polsce tłumaczył i popularyzował głośne w świecie odkrywcze książki na ten temat Josepha Blumricha, Carla Sagana, Maurice’a Chateleina i wielu innych. Intrygowały go tajemnice egipskich piramid, którym poświęcił fascynującą książkę. Paleoastronautyka stała się wówczas jego wielką pasją.
A potem wrócił do miasta swojej młodości, pisząc takie książki jak Żółta gwiazda i czerwony krzyż, Ballada o Ślepym Maksie czy Łódź – moja zakazana miłość. Tę ostatnią powinien przeczytać każdy łodzianin, bez względu na to, jaki procent krwi polskiej, żydowskiej czy niemieckiej płynie w jego żyłach. Książka kończy się rozdzierającym serce pytaniem:

„…Dobry Boże – w którego wierzyli praojciec Abraham, mój praojciec Izaak, mój praojciec Jakub, Ty, który szybujesz w przestrzeniach ogromniejszych niż zdoła je opanować myśl ludzka powiedz mi: Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?”

Ale na to pytanie nie ma odpowiedzi, nie zna jej przecież nikt; nie znał jej również tak mądry i doświadczony przez Los człowiek jak Arnold Mostowicz”.

Zobacz jeszcze:
ŁÓDŹ MOJA ZAKAZANA MIŁOŚĆ
OPOWIEŚĆ O ŚLEPYM MAKSIE

źródła:
Jerzy Wilmański. Łódzkie portrety pamięciowe.
A. Kempa A. Szukalak M. Żydzi dawnej Łodzi.
J. Podolska, Zmarł Arnold Mostowicz, [w:] „Gazeta Łódzka” z 5.02.2002.