czwartek, 23 maja 2013

ROZKOSZE MIĘDZYWOJENNEJ ŁODZI...

Łódź w okresie dwudziestolecia międzywojennego nie różniła się od innych miast tego czasu ... i przedstawicielki najstarszego zawodu świata także i tu znajdowały zainteresowanych swymi wdziękami mężczyzn.


W mieście funkcjonowało wiele domów uciech. Także herszt łódzkiego półświatka - Ślepy Maks - posiadał kilka tego typu przedsiębiorstw, m.in. na rogu Wschodniej i Północnej i przy ulicy Łagiewnickiej. Wiele burdeli mieściło się przy ulicach, które do dziś nie cieszą się dobrą opinią, m.in. ulica Kamienna (dziś ulica Włókiennicza), ul. Solna (czytaj TUTAJ), ulica Pieprzowa (dzisiaj ulica Hersza Berlińskiego, czytaj TUTAJ), ulica Wolborska a także w innych zakazanych rewirach Bałut, (np. przy ulicy Łagiewnickiej 17 dom publiczny prowadził znany bałucki rzezimieszek Mosze Pojt, tuż obok znajdowała się ulica Pieprzowa z kilkunastoma burdelami) i Chojen (szczególnie przy ulicy Lelewela), które łodzianie w trosce o życie i zdrowie omijali szerokim łukiem...


Przed tymi przybytkami rozkoszy stały pracujące w nich kobiety i zaczepiały przechodzących mężczyzn.
Te, które nie dysponowały odpowiednim lokalem, można było spotkać w okolicach parków, np. przy ulicy Pabianickiej przy placu Leonarda (obecnie plac Niepodległości), a także jak i dziś, w parku Kolejowym przed dworcem ( teraz "w trakcie przeobrażeń") Łódź Fabryczna.
Także przy Piotrkowskiej znajdowały się miejsca służące zapomnieniu o codziennych troskach. W bramie kamienicy przy ulicy Przejazd 1 (obecnie ulica Tuwima) funkcjonowało kilka zacisznych pokoi, zwanych w tym czasie gabinetami. Przy placu Reymonta, przy ulicy Rzgowskiej 2/4 działał chętnie odwiedzany Czarny Dwór, gdzie funkcję szefowej pełniła Czarna Mańka (niesłusznie opisywana w piosenkach jako obywatelka stolicy). Najbardziej eleganckie niewiasty pracowały w dobrych hotelach, szczególnie w Grand Hotelu (czytaj TUTAJ) i Manteuffelu (czytaj TUTAJ).

Prostytutki znajdowały się w kręgu zainteresowania policji, która prowadziła ich rejestrację. Każda z zarejestrowanych kobiet otrzymywała tzw. czarną książeczkę i od tego momentu podlegała kontroli specjalnego urzędu (Urząd Sanitarno-Obyczajowy). Liczba prostytutek wahała się od 500 do 800 (większość z nich stanowiły jednak kobiety niezarejestrowane przez USO - szczególnie dużo było w tej grupie pokojówek, służących oraz robotnic). Z uwagi na ich status materialny urząd klasyfikował je na "dobrze sytuowane" (3%), "kapeluszowe" (27%) i "chustkowe" (70%). Jak donosiły ówczesne raporty, dwie trzecie z nich pracowało w tym zawodzie z powodu ubóstwa, jednak aż co czwarta zajmowała się nierządem z wyboru lub dla przyjemności.
Rozpatrując tą działalność od strony ekonomicznej, można stwierdzić, że nie były to drogie usługi. Na podrzędnych uliczkach można było skorzystać z usług cór Koryntu, mając w kieszeni jedynie... 1 zł. W droższych miejscach trzeba było przeznaczyć na to kilkanaście a nawet kilkadziesiąt złotych.
Panowie korzystający z usług tych kobiet zaopatrywali się w "Olla-Gum", o których reklama mówiła: Prędzej ci serce pęknie lub konkurencyjny produkt  Primeros reklamowany jako: Choć jest kryzys, choć jest bieda, bez Primeros żyć się nie da.
Również w tamtych czasach występował handel tzw. żywym towarem. Zdarzały się nawet sytuacje, gdy pensjonarki prywatnych burs były sprzedawane do domów publicznych w różnych miastach Polski i Europy. Sutenerską działalność prowadziło nawet stowarzyszenie "Bratnia Pomoc", które miało się zajmować zbieraniem datków dla niezamożnych dziewcząt. Specjalnie dla prostytutek władze miasta utrzymywały poradnię i szpital wenerologiczny, który znajdował się przy ulicy Tramwajowej 13 (obok mieścił się Urząd Sanitarno-Obyczajowy) i nosił imię Marii Magdaleny. Opiekę nad pacjentkami w tej placówce, poza lekarzami, prowadziły siostry ze zgromadzenia Pasterki od Opatrzności Bożej.

źródło:
Michał Koliński. Łódź między wojnami. Opowieść o życiu miasta 1918-1939.