piątek, 22 lipca 2016

Łódź, Hotel Savoy i… cały ten jazz!



Letni ogródek restauracji "Halka" przy ul. Moniuszki 1 w Łodzi (fot.ze zbiorów MMŁ)



…Jeżeli ulica Moniuszki chwaliła się swoją oryginalnością, że kiedyś była prywatną, że pierwsze oświetlenie miała, że w YMCA jazz grano, no i „Honoratka” naprzeciwko „Halki” była – wszystko to prawda. Ale za to wprost z ulicy Traugutta, równoległej do Moniuszki, wchodziło się do sławnych sal „Grand Hotelu”: „Malinowej”, „Złotej” i „Syreny”. Również do kina Goldberga, a po jego likwidacji, Teatru Miniatur Syrena, w 1948 roku do Teatru Satyry Osa, później Teatru 7.15.



Letnią porą po południu cała ulica słyszała jak w ogródku – z wejściem od ulicy Traugutta – grała Caravanę orkiestra „Braci Łopatowskich”.


Prawdziwą chlubą i ozdobą tej ulicy jest jednak Hotel Savoy. Jak pięknie musiał wyglądać tuż po wybudowaniu… 

"Godzina Polski", rok 1917.

Gazeta "Rozwój", rok 1919.


Lodzer Informations und Hause Kalender, 1919.


Samotnie, dumnie drapał chmury, bo był najwyższym budynkiem w Łodzi.


"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1914.


"Godzina Polski", rok 1917.


"Rozwój", rok 1921.



Tu ciekawostka dla współczesnych developerów. Ten budynek postawiono w dwa lata. Budowę rozpoczęto jesienią 1909 roku, a zakończono na początku 1911 roku i to z kłopotami, bo nijaki Cynamon ociągał się z robotami, za co go później wywalono. 

Luksusowy to był hotel. Z wielkim zachwytem opisywał go wędrowiec z dalekiej Rosji, będący gościem hotelu… Savoy został opisany w książce pt. „Hotel Savoy” Josepha Roth’a:
„To było dość zabawne miasto. Mieszkało w nim wiele dziwnych ludzi, czegoś podobnego nie spotyka się na świecie”.
Co i kogo miał na myśli Roth, odnaleźć można na kartkach książki o hotelu Savoy w mieście, które we wszystkich opisach przypomina naszą Łódź.

Swoją drogą hotele Savoy były często wymieniane jako miejsca atrakcyjne również ze względu na ciekawe zdarzenia, które miały w nich miejsce. W hotelu w Nowym Yorku grała orkiestra Bennego Goodmana i śpiewała  Ella Fitzgerald. Na pamiątkę nagrali kultową płytę „Stompin’ At The Savoy”.

Ella Fitzgerald i Luis Amstrong. Stompin’ At The Savoy
źródło: YouTube.pl

W londyńskim Savoy’u w 1919 roku grał, po raz pierwszy w europie, zespół „Dixieland Jass Band” z Ameryki, wzbudzając powszechny zachwyt!

Dixieland Jass Band
źródło: YouTube.pl


"Ekspress Wieczorny Ilustrowany", rok 1923.


"Rozwój", rok 1924.

W naszym łódzkim hotelu Savoy też najprzedniejsze orkiestry grały. Chociażby salonowa orkiestra 37. Jekaterynburskiego Pułku Piechoty, później orkiestra „Braci Łopatowskich”, ale i orkiestra „Promenada” J. Szuberskiego. Przez długie lata jeszcze inne kapele – jedna lepsza od drugiej – występowały w restauracji hotelowej.

Orkiestra „Braci Łopatowskich”


Tak się jakoś ułożyło, że trzy łódzkie knajpy: w hotelu Savoy, „Malinowa” i „Tivoli” stanowiły jakby zaczarowany i przysłowiowy Trójkąt Bermudzki.


Wytrawni danserzy, ale też inne społeczności, co to bez zabawy żyć nie mogły, w tym trójkącie zatracali swoje życie, błąkając się między tymi lokalami – taki mieli zwyczaj, a może to magia tego trójkąta tak na nich działała? W każdym razie modne było przebywanie jednego wieczora w każdej z nich.


"Republika", rok 1925.


Niestety, nadszedł czas zaniechania i orkiestry już tu nie grają. Być może to właśnie one same – te i pozostałe – zapadły się w tajemną dziurę czasu i przestrzeni, tego wyimaginowanego trójkąta, trójkąta łódzkiego.


Jako że w hotelach Savoy coś ważnego musiało być lub się zdarzyć, w naszym łódzkim ważny był lokal na pierwszym piętrze. Mieścił się tam Klub Pickwicka.



Orkiestry tu nie grały, bo i po co? Nie starczyłoby miejsca dla orkiestry i tańczących literatów. Kropka. Tu nie było przymileń i mizdrzenia się do ładnych panienek. Tu toczyły się zażarte dyskusje, spory o literaturę, teatr, film. Zwłaszcza ta najmłodsza muza, była przedmiotem ożywionych dyskusji wśród młodszej społeczności zacnego klubu. Powód był dość czytelny. Blisko, bo na ulicy Łąkowej szczypała – ta muza – zalotnie ludzi filmu, kusząc ich wielkimi literami w czołówce i czerwonym dywanem, po którym idzie się po Oskara. Wizje takiej przyszłości mogły się przecież ziścić, ale trzeba było je twórczo przedyskutować. Najlepiej oczywiście przy barze z widokiem na ścianę trunków wszelakich. Takim właśnie miejscem spotkań ludzi sztuki i kultury był Klub Pickwicka. Ludzi, w tym klubie bywających, w ramy pozłacane należałoby oprawić, a przygód, jakich doznali wystarczyłoby na kilka powieści…


Były też i złe spotkania, nawet podłe. Wtedy jak partia robotnicza ustami wielu artystów skarżyła na Edmunda Wiercińskiego za reżyserię „Elektry”, czyniąc z tak szacownego klubu salę sądową. Bezprawny sąd nad twórczą wizją artysty. Takie prawo i takie czyny w Klubie Pickwicka? Niestety, były i takie czasy.
Edmund Wierciński (1899-1955) - aktor, reżyser, pedagog.
W okresie międzywojennym Wierciński wiele eksperymentował jako reżyser, poszukiwał nowych rozwiązań formalnych. Był jednym z pierwszych inscenizatorów w Polsce, którzy realizowali zasadę integralności dzieła scenicznego; mistrzowsko przeprowadzał psychologiczną analizę wystawianego tekstu. Przed teatrem stawiał zadania społeczno-wychowawcze. Jego ideałem był teatr, którego źródła tkwiły w polskim teatrze romantycznym i twórczości Wyspiańskiego. Tworzył teatr postępowy, wyrażający aktualne treści społeczno-polityczne (Sprawa Dreyfusa Wilhelma Herzoga i Hansa Joségo Rehfischa 1931, Czarne Getto Eugene’a O’Neilla 1932). Wydobywał warstwę znaczeń przenośnych, symbolicznych, zarówno w sztukach z repertuaru współczesnego: Sen (1927), Łyżki i księżyc Emila Zegadłowicza (1928), Metafizyka dwugłowego cielęcia Stanisława Ignacego Witkiewicza (1928), jak i klasycznego: Ksiądz Marek Słowackiego (1936). Po okresie poszukiwań i eksperymentów wystawiał kameralne sztuki realistyczno-psychologiczne (Głupi Jakub Tadeusza Rittnera (1936), Lato w Nohant Jarosława Iwaszkiewicza 1936). W ostatnich przedstawieniach powojennych unikał eksperymentów, bliski był mu klasyczny teatr poetycki: Cyd Wyspiańskiego według Pierre'a Corneille'a (1948), Fantazy (1948) i Horsztyński (1953) Słowackiego, Lorenzaccio Alfreda de Musseta (1955).


Ale ogólnie rzecz biorąc Klub Pickwicka było to wesolutkie miejsce. W Savoy’u już od 1945 roku mieszkali artyści Teatru Miniatur Syrena.
Teatr założył satyryk Jerzy Jurandot w 1945 roku w Łodzi jako Spółdzielnię Pracy Aktorów pod nazwą Teatr Miniatur „Syrena”. Przeniesiony w 1948 roku do Warszawy, w 1951 roku został upaństwowiony i działał jako Teatr Syrena (1948–55, 1957–62 i od stycznia 1967 do dziś), a także jako Teatr Satyryków „Syrena” (1955–57) i Teatr Buffo „Syrena” (1962–67). Od 1967 roku nosi nazwę Teatr Syrena.


Gdzie po spektaklu spotykali się artyści i poeci? Oczywiście w Klubie Pickwicka. W jednym rządku wzdłuż lady barowej można było zobaczyć wybitnych przedstawicieli kultury polskiej: Jerzego Jurandota rozdzielającego Gozdawę od Stępnia, Dziewońskiego i Kazimierza Rudzkiego obok siebie, czyli nieustający monolog Dudka, a także Adolfa Dymszę przedrzeźniającego Ludwika Sempolińskiego…

Adolf Dymsza w piosence "Ach pardon" (słowa Marian Hemar, muzyka Andzrej Panufnik).
Źródło: YouTube.pl.

Przy stoliku poetów rozmawiali Gałczyński z Tuwimem. Obok, zadumany siedział wielki Węgrzyn.
Panie: Maria Bielicka, Mira Zimińska, Hanna Skarżanka obsiadły stolik przystrojony wazonem róż i zaśmiewały się słuchając Stefanii Grodzieńskiej.
Słychać było dźwięki pianina, Leon Schiller, czyli Lulek, w pelerynie okrywającej kiedyś romantycznego poetę, z głową zwróconą w kierunku Ildefonsa, grał i śpiewał kuplety z „Zielonego Balonika”…
Nad tym całym zgiełkiem panowała, rozdzielając uśmiechy, pani Axer, kierowniczka tego wyjątkowego miejsca…


źródła:
Notka jest fragmentem książki „Były dancingi i grały orkiestry w mieście Łodzi. Opowieść o muzyce, knajpach i nocnym życiu PRL-u”, której autorem jest Kazimierz Krzywik Kaźmierczyk.
oraz:

Fot. współczesne Monika Czechowicz


Fot. archiwalne ze stron:
oraz ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.


Posłuchaj:


"Rozwój", rok 1927.


BAEDEKER POLECA:
Kazimierz Krzywik Kaźmierczyk. Były dancingi i grały orkiestry w mieście Łodzi. Opowieść o muzyce, knajpach i nocnym życiu PRL-u.
Książka zabierze Państwa w podróż do miejsc, doskonale znanych łodzianinowi w czasach PRL-u, w których grały najlepsze ówczesne orkiestry (m.in. „Bracia Łopatowskich”, Krochmalskiego, „Braci Wander”). O godzinie jedenastej rano czytelnik będzie mógł posłuchać opowieści przy klezmerskim stoliku w „Grand Café”, popołudnie spędzi na studiowaniu osobistego pamiętnika muzyka, by wieczorem obejrzeć niesamowity bal i posłuchać m.in. „La Cumparasita” w sali „Malinowej”. A skąd autor wie jak było? Sam to wszystko przeżył lub był naocznym świadkiem, często niesamowitych przygód łódzkich muzykantów. Dzisiaj dzieli się swoimi wspomnieniami i zaprasza do lektury każdego, kto pragnie dowiedzieć się skąd muzycy zza żelaznej kurtyny znali boogie-woogie, rock & rolla, na czyją prośbę pierwszy raz zagrali piosenkę „Theo, wir fahr'n nach Lodz!”, czemu autor kupował buty z Romanem Polańskim, co oznacza słowo neskim i jaką rolę w całej historii odegrała Michalina Tatarkówna-Majkowska. Opowieść Jerzego Krzywika Kaźmierczyka jest pełna zaskakujących i zabawnych historii, obrazujących czasy, w których kwitła muzyka taneczna w mieście Łodzi.

Jerzy Krzywik Kaźmierczyk - muzyk amator, bajarz, autor wspomnień o „rozrywkowej Łodzi” z czasów Polski Ludowej.
W jednym z wywiadów Jerzy Krzywik Kaźmierczyk powiedział: „Szkoda, ażeby mrok zapomnienia objął ciekawy, pod każdym względem, fragment naszej łódzkiej historii. Historii muzyków, muzykantów i klezmerów oraz miejsc, gdzie grali, wspominanych z sentymentem przez nich samych, ale i przez nas – łodzian, a także przez gości ze świata, którzy niejedną noc przetańczyli na łódzkich dancingach”.

Jerzy Krzywik Kaźmierczyk jest autorem kilku książek, nawiązujących do historii powojennej Łodzi. Są to publikacje pt.:  „Były dancingi i grały orkiestry w mieście Łodzi. Opowieść o muzyce, knajpach i nocnym życiu PRL-u”, „Lorneta z meduzą. Wędrówki łódzką nocą” czy „Jazz w mieście”. Napisał również „Paskudne lata. Wspomnienia z okupowanej Łodzi”. Wszystkie książki wydane zostały przez Dom Wydawniczy Księży Młyn w Łodzi.

wtorek, 19 lipca 2016

SZLAKIEM BAJKOWEJ ŁODZI - TRZY MISIE



Kuba, Misia i Bartek to trzy urocze pluszowe misie, bohaterowie polsko-austriackiego serialu animowanego, wyprodukowanego przez Se-ma-for przy współpracy z Apollo Film Austria.
Serial oparty został na kanwie opowiadań Margarete Thiele.

"Niezwykłe przygody pluszowych misiów", film z roku 1990.
źródło: YouTube.pl

Powstały dwie serie serialu „Trzy misie”  - razem 26 odcinków. Z odcinków 14-26 zmontowano film „Niezwykłe przygody pluszowych misiów”.


Reżyserem i scenografem „Trzech misiów” jest Tadeusz Wilkosz.
 (fot. ze strony silesiadzieci.pl)

Tadeusz Wilkosz  – reżyser filmów animowanych, scenarzysta i scenograf.
Zajmuje się głównie animacją lalkową. W 1956 roku ukończył studia na Wydziale Grafiki Filmowej w Wyższej Szkole Przemysłu Artystycznego w Pradze. Po praktyce w czeskich studiach filmów animowanych rozpoczął pracę w Studiu Filmów Lalkowych w Tuszynie, przekształconym później w Studio Małych Form Filmowych Se-ma-for. W roku 1959 zadebiutował filmem „Mysie figle”. Jako reżyser zrealizował w Se-ma-forze ponad 30 filmów lalkowych, następnych 100 powstało pod jego kierownictwem artystycznym, przy współudziale scenariuszowym i autorstwie projektów plastycznych.
Jest twórcą (scenariusz, scenografia, kierownictwo artystyczne, reżyseria niektórych odcinków) ulubionych bohaterów trzech telewizyjnych seriali dla dzieci: Przygody Misia Colargola, Trzy Misie i Pingwin Pik-Pok.

Czwarty miś Tadeusza Wilkosza  – Coralgol.

Filmy Tadeusza Wilkosza docenione zostały zarówno w kraju, jak i na świecie, zdobywając liczne nagrody i wyróżnienia.
Filmografia pełnometrażowa:
Colargol na Dzikim Zachodzie (1977)
Colargol zdobywcą kosmosu (1978)
Colargol i cudowna walizka (1979)
Niezwykłe przygody pluszowych misiów (1990)
Mamo, czy kury potrafią mówić? (1997)
Tajemnica kwiatu paproci (2004) - jest to 134 pozycja w filmografii reżysera i jego 6 film pełnometrażowy.


Pomnik na szlaku Łodzi Bajkowej został odsłonięty 25 listopada 2012 roku, znajduje się na terenie Skansenu Łódzkiej Architektury Drewnianej przy ulicy Piotrkowskiej 282.
Autorzy pomnika: Tadeusz Wilkosz (projekt postaci) i Marcin Mielczarek (rzeźba).

źródła:
pl.wikipedia.org
Kto jest kim w Polsce. Informator biograficzny.

Przeczytaj jeszcze:

Fot. Monika Czechowicz


sobota, 16 lipca 2016

M jak MACEBA. Symbolika meceb - Nowy Cmentarz Żydowski w Łodzi.


Maceba wywodzi się z tradycji ludów semickich (musub, mussab, i asyryjskie massabati). Wiązano je często jako święte kamienie z meteorytami. Wiara w zamknięte w nich demony rozpowszechniona była w Syrii i Fenicji, natomiast nie ugruntowała się wśród Żydów, chociaż kamienie te miały dla nich równie symboliczne znaczenie.



Była więc maceba pierwotnie zwyczajnym kamieniem, który nie łączył się jedynie z symbolem śmierci. Znana była w starożytności, wznoszono ją dla celów kultowych, w miejscu objawienia bożego, wydarzeń, układów i porozumień. W czasach biblijnych Mojżesz ustawił dwanaście maceb u podnóża góry Synaj dla upamiętnienia i uczczenia porozumienia z Bogiem. Podobne znaczenie miało dwanaście kolumn ustawionych przez Jozuego w czasie przejścia przez rzekę Jordan, symbolizujących dwanaście plemion Izraela. Inny zaś charakter miała maceba Absaloma w Dolinie Królów. Była kamieniem dziękczynnym w zamian za obdarowanie go męskim potomstwem.
Maceby stawiano także nad mogiłami: „ a Jakub postawił na jej grobie pomnik a pomnik ten jest na grobie Racheli po dziś dzień”.



W literaturze rabinicznej i talmudycznej, maceba utożsamiona jest z pomnikiem nagrobnym nad mogiłami zmarłych Żydów. Pierwotnie stanowiła wyłącznie znak a nie przedmiot artystycznej wypowiedzi kamieniarza. W Talmudzie istnieje niewiele wzmianek o macebach. Znamienna jest uwaga, że kto czyta napis wykonany na macebie gubi pamięć zmarłego…


Maceba  nie oparła się jednak wpływom kultury greckiej. Wprowadzenie skromnej ornamentyki uczyniło pierwszy poważny wyłom z tradycji. Z czasem umieszczano coraz częściej na niej imiona zmarłego, wzbogacając je różnego rodzaju benedykcjami. Ewolucja skromnych napisów w rozwinięte treściowo inskrypcje, pełne zawiłej frazeologii dokonywała się w ciągu wieków. W czasach nowożytnych stały się istotną częścią składową maceby, dopełnieniem jej rzeźbiarskiej symbolicznej części.
Wystąpiło to na szeroką skalę w XVI wieku, a rozwinęło w XVII, XVIII i trwało w XIX wieku. Natomiast nawet w bogato dekorowanych macebach unika się postaci ludzkiej i zwierząt w myśl zakazu „nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek co jest w górze i co jest na ziemi i w dole i tego co jest w wodzie i pod ziemią”.


Nie uniknięto przedstawienia zwierząt, a postacie występują pars pro toto,  na przykład ręki trzymającej pióro, dzban czy jagi, oraz dłoni wrzucającej monetę do ofiarnej puszki. Niemilknące spory co do zasięgu zakazu przedstawień figuralnych i jego interpretacje, owocowały na cmentarzach żydowskich odstępstwami. Jedni nie dopuszczali przedstawień plastycznych służących bałwochwalstwu, inni zaś kwestionowali to, rozszerzając zakaz na wszelką sztukę figuralną. Spory te miały miejsce między innymi wśród Żydów polskich.



Długa była ewolucja maceby od zwykłego anonimowego kamienia do symbolu znaku – celu modłów, zwierzeń, wyznań i próśb osobistych obleczonego w mniej lub bardziej dekoracyjną szatę. Stając się sama symbolem śmierci zamykała w swoich rzeźbiarskich kształtach nie tylko pamięć o zmarłych ale wiarę Żydów w jej warstwie eschatologicznej.


Maceba nad mogiłą zmarłego była ostatnim etapem i ukoronowaniem rytuału pogrzebowego, który posiada bogatą tradycję. Twierdzono bowiem, że pogrzeb jest rozkoszą dla duszy zmarłego i jedynie po stosownym pogrzebaniu ciała dusza może znaleźć się przed obliczem Boga.



 (…) Żydzi otaczali swoje cmentarze czcią i opieką. Wszelkie czynności, które mogły być odbierane jako profanacja były zabronione. Należało do nich również jedzenie i picie oraz chodzenie w szatach obrzędowych. Istniał również zakaz zrywania roślinności i używania ich do celów prywatnych, przez co cmentarze z biegiem czasu stawały się zapuszczone i mroczne. Zwyczaj ten z pewnością powstał później, gdyż w starożytności mówiono, że „żydowskie cmentarze są czyste niczym pałace”.


Żydzi ortodoksyjni występowali ostro wobec wszelkich przejawów braku szacunku wobec cmentarzy, nie dopuszczając nawet do składania kwiatów na grobach lub siadania na nagrobkach. Surowo zabraniano wypasu zwierząt na cmentarzach, o czym przekonały się władze wojskowe w Łodzi w 1919 roku…


Od XVI wieku wraz z nasileniem się tendencji kabalistycznych, macebom nadawano znaczenie mistyczne. Miały one związek z duszą ludzką i współuczestniczyły w jej oczyszczeniu.


Maceba składa się nieodmiennie z trzech części: niewysokiego, gładkiego cokołu, części środkowej z inskrypcją i górnej reliefowej, w której umieszczane są płaskorzeźby o treści odnoszącej się do osoby zmarłego.



Swoje motywy dekoracyjne czerpały maceby ze sztuki miejscowej i stylów panujących w danej epoce. 



U Żydów polskich aszkenazyjskich, preferujących macebę jako typ nagrobka, symbolika i zdobnictwo utrwaliły się na początku XVII wieku i wywodzą się z dekoracji synagog. Swoją kompozycją nawiązują do architektury świętej szafy ołtarzowej. I tak epitafium, ujęte jest po bokach półkolumnami bądź pilastrami, które wspierają wydzieloną płaskorzeźbioną partię nagrobka. Często pojawia się motyw kotary zasłaniającej szafę ołtarzową.


Nagrobne znaki na macebie dotyczą bezpośrednio zmarłego i jego przymiotów, przeważnie jednak w odniesieniu do sfery religijnej jego życia lub pośrednio poprzez treści Talmudu i innych pism religijnych. W takim też aspekcie znaki odnoszą się do symboliki imienia, nazwiska, rodu, zawodu, śmierci i symboliki przymiotów osobistych zmarłego.


Otwarte dłonie w geście błogosławieństwa umieszczano na grobach kapłanów (kohen), potomków z rodu kapłanów Świątyni Jerozolimskiej, wykonawców obrzędów kultowych.


Szafki z książką lub pełne książek oznaczają groby rabinów, uczonych lub osób powołanych do czytania Tory. 



Książki symbolizują wiedzę w ogóle i oznaczają ludzi biegłych w piśmiennictwie religijnym (nauczyciele).


Szafki z umieszczoną wyżej koroną wiedzy oznaczają, że zmarły był uczonym w piśmie.


Znaki umieszczone pośrodku są najważniejsze: na przykład książki umieszczone z koroną u góry i rękami kapłana obok oznaczają uczonego pochodzącego z rodu kapłańskiego, zaś książki i naczynia rytualne oznaczają lewitę i człowieka nauki.

Świeczniki pojedyncze lub trzy i pół-ramienne są najstarszymi symbolami śmierci.


Świeczka jest symbolem duszy człowieka. 



Świeczniki rzeźbiono na macebach kobiet, ponieważ zapalanie i błogosławienie świec szabatowych jest obowiązkiem kobiety żydowskiej.


Świece ujęte dekoracjami, profitkami w kształcie liści występują najczęściej jako złamane. Motywem im towarzyszącym jest kotara spięta ozdobnymi taśmami. Rzadko występuje menora lub świecznik dziewięcioramienny.


Dzban i misę oraz dłoń trzymającą pochylony dzbanek, z którego spływa woda do miski rzeźbiono Lewitom, potomkom domu Lewiego, pełniącym powinności religijne w Świątyni Jerozolimskiej. Do nich należało również obmywanie rąk kapłanów przed błogosławieństwem. W macebach regułą było umieszczanie przy nazwisku Kohen, Kogan, Kohan itp. oraz przy odmianach Lewit, Lewite, Lewita – wymienionych znaków. Cechy te posiadają również maceby kapłanów i Lewitów gdy nazwiska zmarłych nie zdradzają pokrewieństwa etymologicznego z brzmieniem hebrajskim.


Puszka ofiarna to symbol dobroczynności, jedna z podstawowych cnót w judaizmie. Znaki te mogą też oznaczać działalność zmarłego jako skarbnika lub zbierającego datki na cele dobroczynne. Bardzo często puszki ofiarne występują w zestawieniu ze świecznikami i głoszą chwałę kobiety dobroczynnej.
Do bardziej popularnych należą również statki ze złamanym masztem. Mają one być plastycznym wyobrażeniem nazwiska Shiff lub mogą odnosić się do terenów Jeremiasza. Hebrajskie znaczenie tego słowa jest dwojakie: płacz i okręt.


Ptaki są alegorią dusz sprawiedliwych, które siedzą na tronie Pana i śpiewają jego chwałę. Wyobrażane są w locie, bądź jako siedzące na złamanych drzewach, dziobiące owoce z kosza lub trzymające w dziobie książkę. Wśród nich najczęściej pojawia się gołąb lub orzeł. Gołąb jako biblijny symbol pokoju oznacza na macebach zgodę i miłość. Orzeł zaś opiekuńczo osłania koronę Tory, jako symbol mocy Pana. Ptakom, głównie gołębiom i orłom, towarzyszą zazwyczaj kosze kwiatów lub winogron. Winne grona symbolizują lud Izraela, który jak winorośl zabrana z Egiptu rozrósł się na Ziemi Obiecanej. Przedstawione na macebie przedstawiają owocną pracę oraz bogactwo mineralne i duchowe.


Do najczęściej spotykanych wyobrażeń zwierząt należą lew lub lwy. Lew oznacza z reguły transpozycję rzeźbiarską imienia Lejb, Arie lub Jehuda. Znakiem plemienia Judy jest bowiem lew.
Wyobrażenie jelenia – rzadziej spotykane – to znak pokolenia Naftalego (jeleń – Hersz, Cwi lub Naftali). To współbrzmienie imienia zmarłego, z nazwą zwierzęcia pojawia się również w innych układach (na przykład ptak – Fajgel, a owca to Rachel).
Nie zawsze jednak pod wyobrażeniem lwa, orła, jelenia lub tygrysa kryje się imię zmarłego, gdyż mogą się one odnosić do biblijnego wersetu:
„bądź wytrzymały jak tygrys, lekki jak orzeł, rączy jak jeleń, silny jak lew aby móc wypełnić wolę ojca twego w niebiosach.”
Lew, symbol pokolenia Judy rodu Dawida, był uosobieniem siły i potęgi. „Gdy lew zaryczy, któż by się nie bał? Gdy wszechmocny Pan każe, któż by nie prorokował?”
Wyobrażenie studni to aluzja do spotkania Racheli z Jakubem. 



Często występującym motywem jest korona. Symbolizuje ona Torę a więc Prawo – pobożność i uczoność, ale także głowę rodziny i wierność małżeńską. Towarzyszy jej często komentarz: „Biada nam, spadła korona z naszych głów”, a pochylona korona jest tego ilustracją. Jest to jeden z najbardziej wieloznacznych motywów.


Czynności zawodowe pozostają prawie wyłącznie w sferze działalności religijnej. Lancet oznacza mohela, róg funkcję trębacza noworocznego, a rodał – czynności lektora w domu modlitwy. Emblematy zawodów występują zazwyczaj pojedynczo, bez dodatkowych plastycznych komentarzy.
Instrumenty muzyczne mają wymowę dwojaką: oznaczają muzyka lub ilustrację muzyczną psalmów odmawianych w synagogach. Mogą się też odnosić do imienia Miriam według wersetu „i wzięła prorokini Miriam bęben w swe ręce”.



Imiona były inspiracją do odtwarzania scen biblijnych kojarzących się z imieniem zmarłego. Symbolika ta wyraźnie występuje w mozaice mauzoleum Izraela i Leonii Poznańskich. W biblijnych wersetach występuje imię Jakuba Izraela, patriarchy, którego potomstwo dało początek dwunastu plemionom Izraela. Wybór ten nie jest przypadkowy. To aluzja do roli Izraela Poznańskiego stojącego na czele społeczności żydowskiej w Łodzi.


Symbolika śmierci nie jest dominującą w macebach, jako że sama maceba jest jej materialnym odbiciem.


Tarcza Dawida występuje samodzielnie oraz rzadziej w zestawieniu z innymi znakami. Razem z menorą należą do najważniejszych symboli judaizmu. 



Używana była już w starożytności jako magiczny znak nie tylko przez Żydów, a w średniowieczu przez chrześcijan. Od XVIII wieku utrwala się jako symbol Izraela. Tutaj odnosi się do poczucia przynależności narodowej.


Dekoracja łódzkich maceb w większości wywodzi się ze sztuki ludowej. Rośliny, zwierzęta, ornamentyka nie pozbawiona oryginalnego piękna – zastygłe w swojej dosłowności i warsztatowej nieporadności, bliskie są sztuce prymitywnej. Wiele z nich usiłuje kopiować wzory z XVIII wieku. Naiwny realizm reliefów nie degraduje maceb. Ich wartości nie należy upatrywać w kunszcie rzeźbiarskim.  Tworzone były ręką kamieniarza dla potrzeb konkretnych odbiorców i przez nich akceptowane. Patrzyli oni na otaczającą ich rzeczywistość i sztukę zgodnie ze swoimi o niej wyobrażeniami, przez pryzmat wierzeń religijnych i obyczajów ludu. W pewnej też mierze na formalnej jakości nagrobków zaważyła częściowa obróbka maszynowa.


Znaki maceb nie zawsze są jednoznaczne, często nie można rozstrzygnąć, które z nich mają znaczenie symboliczne, a które stworzyła wyobraźnia twórcy, jego zmysł dekoracyjny i poczucie estetyki. Symbolika ich jest więc pełna aluzji i metafor odnoszących się do wydarzeń biblijnych, na co w znacznej mierze miała również wpływ reguła zakazująca przedstawień figuralnych. Jest również stygmatem wiary Żydów i ich trwania w diasporze.


Historia nowego cmentarza żydowskiego w Łodzi jest krótka, ale przecież już ponad stuletnia i tak burzliwa i ekspansywna jak historia miasta. Jest zapisem świata kultury, która odeszła.


źródła:
Izaak Kersz. Szkice z dziejów Gminy Żydowskiej oraz cmentarza w Łodzi.
Bronisław Podgrabi. Cmentarz Żydowski w Łodzi.


Wszystkie zdjęcia pochodzą z Nowego Cmentarza Żydowskiego w Łodzi.
Fot. Monika Czechowicz



BAEDEKER POLECA:
Bronisław Podgrabi. Cmentarz Żydowski w Łodzi.

Album czarno-białych fotografii ukazujących piękno tego cmentarza oraz jego historię.
We wschodniej części miasta, na powierzchni 41 ha znajduje się największy w Europie cmentarz żydowski. Utworzony w 1892 roku, początkowo służył jako miejsce pochówku ofiar epidemii cholery. Zespół otoczony jest od południa i wschodu powojennym osiedlem Doły i zespołem szkolnym, dodatkowo chroni go wysoki, ceglany mur z ozdobną bramą od strony ulicy Chryzantem. Nekropolia ta zawiera dziś ok. 160 tysięcy nagrobków, są wśród nich prawdziwe dzieła sztuki i architektury. Największe wznosili wielcy przemysłowcy: Poznańscy, Sibersteinowie, Prussakowie, Stillerowie, Jarocińscy, Osserowie i in. Mniejsze pomniki znajdują się na grobach znanych lekarzy, adwokatów i kupców, a tradycyjne macewy, z symbolicznymi rzeźbami na grobach ludzi głęboko wierzących. Są tu także groby rodziców Juliana Tuwima i Artura Rubinsteina oraz rozległe pole grzebalne ofiar getta. Przed wejściem na cmentarz znajduje się dom przedpogrzebowy i pomnik pomordowanych w łódzkim getcie Żydów. W zachodniej części tej nekropolii znajduje się pomnik nad zbiorowymi mogiłami żołnierzy AK i Szarych Szeregów. Od kilkunastu lat cmentarz otoczony został ochroną, która uniemożliwia rabunek i dewastację. Niektóre z grobowców poddano pracom konserwatorskim. Cmentarz ten zamknięty jest w soboty i w święta żydowskie, odwiedzających mężczyzn obowiązuje nakrycie głowy. Tekst polsko-angielski.