czwartek, 29 maja 2014

WIELKI FILM O ŁODZI

- Nienawidzę Łodzi - niejednokrotnie podkreślał Andrzej Wajda od czasu ukończenia łódzkiej Szkoły Filmowej. Może dlatego zrobił później najbardziej kojarzący się z Łodzią film w kinematografii polskiej, dla wielu najlepszy w dorobku reżysera - "Ziemię obiecaną" na podstawie głośnej powieści Władysława Stanisława Reymonta.
Filmowa legenda głosi, że na pomysł adaptacji powieści Andrzej Wajda wpadł podczas... strzyżenia przydomowego trawnika. Była wiosna 1973 roku. - Zmęczony i niezadowolony zająłem się pracami domowymi. Krystyna posiała własnie trawnik i, jak nam doradzali znawcy, pierwszy raz należało go przystrzyc nożycami. Na kolanach pokonałem powierzchnię nieco większą od stołu i stwierdziłem, że wolę robić filmy. Natychmiast poczułem się lekki i rześki - wspomina reżyser. To jednak nie Andrzej Wajda miał ponoć pierwszy zainteresować się realizacją "Ziemi obiecanej". Z projektem takim nosił się Andrzej Żuławski, którego zainspirował dokument o doskonale zachowanych w Łodzi pałacach fabrykantów. Uderzyły go bogactwo wnętrz i fakt, że aby przystąpić do zdjęć, nie trzeba było budować dekoracji. - Wszystko jest do wzięcia - mówił podekscytowany.

Pałac Izraela Poznańskiego od strony ogrodów.

Ale Andrzej Wajda działał szybciej i był skuteczniejszy. Zgłosił gdzie trzeba "Ziemię obiecaną" i latem 1973 roku przystąpił do zdjęć. "Zaczęła się wspaniała przygoda z miastem, które każdego dnia odkrywało przed nami coraz to nowe fragmenty swojej niezwykłej przeszłości" - napisał Andrzej Wajda. Napisał tak o Łodzi!

Karol Borowiecki (Daniel Olbrychski), Maks Baum (Andrzej Seweryn) i Moryc Welt (Wojciech Pszoniak)

Pierwsza połowa lat 70. XX wieku była w Polsce dobrym czasem dla filmowych superprodukcji. Państwo wyłożyło pieniądze na "Potop", ale wtedy powstały też chociażby "Noce i dnie" Jerzego Antczaka. Pomysł przeniesienia na ekran "Ziemi obiecanej" wydał się socjalistycznym decydentom znakomity - była to okazja do pokazania bezwzględności krwawego kapitalizmu i uciemiężenia braci robotniczej. Z drugiej strony, ekipa Gierka łudziła społeczeństwo mirażami większej swobody gospodarczej. Wyszło, jak wyszło, inaczej.



- Ci trzej chłopcy nie oglądają się na innych, stawiają wszystko na jedną kartę, by zrealizować swoją ideę. I publiczność nie stanęła po stronie biednych tkaczek i robotników, tylko po stronie tych, którzy walczą o swoje, ryzykują. 

Moryc, Karol i Maks

"Ziemia obiecana" kosztowała ponad 30 ówczesnych milionów złotych, ale w Łodzi sytuacja była szczególna. Tu wszystko, co było potrzebne filmowcom, znajdowało się w zasięgu ręki. Witold Sobociński, główny autor zdjęć do filmu (zdjęcia kręciły jednocześnie dwie ekipy i trzech operatorów, by nadać akcji nerwowego rytmu przemysłowej Łodzi), wspominał, że gdy rozpoczynał pracę, uświadomił sobie, że sceneria Łodzi lat 70. niewiele różniła się od tej z czasów Reymonta.
- Wystarczyły kosmetyczne zabiegi, aby kamera mogła, zgodnie z naszą koncepcją, wykonywać obroty 360 stopni i nie chwytać w obiektyw niepożądanych kadrów. Ulica Moniuszki, na której kręciliśmy scenę pogrzebu niemieckiego fabrykanta Bucholca, wymagała jedynie wyłożenia jej kostką brukową:

W tej scenie bohaterowie idą ulicą Moniuszki, dawnym pasażem Meyera

W jednej z fabryk stały wówczas, wciąż używane, maszyny tkackie z końca XIX wieku! "Zdałem sobie sprawę, że zakonserwowana i zmumifikowana Łódź czeka po prostu na mój film" - podsumował Andrzej Wajda. "Mieliśmy szczęście, bo przecież już w latach 80. te fabryki zaczęły umierać. A wtedy zamykaliśmy ruch na ulicach przyległych do Piotrkowskiej, z nawet na samej Piotrkowskiej, przebieraliśmy się w te piękne stylowe kostiumy z końca XIX wieku i Łódź fantastycznie się adaptowała na potrzeby filmu" - dodawał Daniel Olbrychski.


"Ziemię obiecaną" kręcono szybko - wszystkie zdjęcia powstały w niespełna 90 dni. Na planie nie było więc czasu na wątpliwości i konflikty. One pojawiały się przed rozpoczęciem pracy, podczas dobierania obsady. Rolę Lucy Zuker reżyser zaproponował początkowo Violetcie Villas. Diwa jednak zrezygnowała w swoim stylu - miała nie przybyć na ostatnią przymiarkę kostiumów, informując Wajdę w nagłym telegramie, że wszystkiemu winien jest... czarny kot, który przebiegł jej drogę. Ostatecznie, lubieżną Lucy wyśmienicie zagrała Kalina Jędrusik.

Seksowna Lucy Zuker, czyli Kalina Jędrusik

Aktorka tak mocno wypełniła swoją postać seksem, że Andrzej Wajda zaproponował jej, by wystąpiła przed kamerą całkiem nago. Jędrusik uznała jednak, że to już będzie przesada. Pewnie miała rację.Wystarczyły dwie sceny erotyczne z grającym Karola Borowieckiego Danielem Olbrychskim, by zapadła widzom w pamięć. A domagający się golizny Wajda i tak przygotowując w 2000 roku odnowioną, krótszą, przemontowaną wersję swojego filmu (uzupełnioną o ujęcia z wersji serialowej) usunął smakowitą sekwencję rozgrywającą się w pociągu...
Gdy w 2008 roku miesięcznik "Film" okrzyknął "Ziemię obiecaną" polskim filmem wszech czasów, a kolejowy seks duetu Jędrusik - Olbrychski otrzymał nominację w kategorii "najlepsza scena erotyczna", Wajdę zapytano, dlaczego scenę tę nakręcił.
- Byliśmy młodzi - powiedział.


O sukcesie filmu zadecydowała w dużej mierze trafna obsada trzech głównych bohaterów. Najpóźniej do tego grona dołączył Wojciech Pszoniak, który początkowo miał grać męża Lucy Zuker.
- Przeczytałem scenariusz i przyszedłem zachwycony do Andrzeja - opowiadał aktor. - Mówię mu: świetnie, biorę tę rolę. Tylko trzeba dopisać dużo scen. Widzisz, jak wyglądam, jestem ładnym chłopcem, musisz wytłumaczyć widzom, dlaczego żona zdradza mnie z Olbrychskim...

"Ładny chłopiec" Moryc Welt, czyli Wojciech Pszoniak

Dla Andrzeja Seweryna "Ziemia obiecana" była przełomem w aktorskiej karierze, filmem, który pozwolił mu dołączyć do polskiej czołówki.

"Sentymentalny Niemiec" Maks Baum, czyli Andrzej Seweryn

Daniel Olbrychski zaś był już wtedy gwiazdą, szczególnie po dwóch "sienkiewiczowskich" filmach - "Panu Wołodyjowskim" i świeżo wówczas święcącym triumfy na ekranach "Potopie". To on też miał być najbardziej aktywnym pomysłodawcą pozaplanowych spotkań aktorów... Wie o tym wiele Hotel Grand, gdzie artyści mieszkali. No i Piotrkowska, którą przemierzyli wzdłuż i wszerz. 

Przedsiębiorczy Karol Borowiecki, czyli Daniel Olbrychski


Sam Olbrychski uwielbiał samotne spacery Piotrkowską o poranku, przed śniadaniem, by obserwować, jak ulica budzi się ze snu...
Jeden ze spacerów Daniela Olbrychskiego, Wojciecha Pszoniaka i Andrzeja Seweryna ulicą Piotrkowską został uwieczniony na filmie, który wykorzystano jako materiał promujący produkcję Wajdy. Aktorzy przemierzają Piotrkowską śpiewając piosenkę ze słowami Jonasza Kofty i muzyką Zygmunta Koniecznego. Ładną i łódzką:



Niezwykłemu rytmowi Łodzi poddał się też autor wyśmienitej muzyki do "Ziemi obiecanej", Wojciech Kilar. Jego kompozycje docenił Andrzej Wajda.
- Kiedy kręciliśmy "Ziemię obiecaną" - wspominał reżyser - Wojciech Kilar przyjechał ze swoją orkiestrą z Katowic, ci muzycy byli mu niezwykle oddani. Rozkładali się ze sprzętem, na ekranie fragmenty naszego filmu. Nagle on uruchomił tą orkiestrę. Gdy zagrali, zbiegła się cała ekipa. "Andrzej - mówią - nareszcie wiemy jaki film zrobiliśmy". Taki to był udział Kilara w naszej pracy...


"Ziemia obiecana" to jeden z największych przebojów polskiego kina, znany również na świecie. Sensację wywołał w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie oglądając film Wajdy, który nominowano do Oscara, nie mogli wyjść ze zdumienia: Jak to możliwe, że w tej biednej, komunistycznej Polsce zbudowano tak wspaniałe scenografie?



"Ziemia obiecana" przegrała rywalizację o Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny z głośnym "Dersu Uzała" w reżyserii Akiry Kurosawy. Wstydu nie było. I nie ma wstydu do dziś. Siła tego obrazu podtrzymuje mit i tęsknotę za Łodzią obiecaną...

"Sen o wielkiej Łodzi", fragment filmu Andrzeja Wajdy "Ziemia obiecana"

źródła:
Dziennik Łódzki. Dariusz Pawłowski
Youtube.pl