sobota, 30 maja 2015

Siedziby rodu Poznańskich



Choć nazwisko Poznańskich kojarzone jest przede wszystkim z imperium przy ulicy Ogrodowej, to wkład rodziny w zabudowę miasta jest nieporównywalnie większy. Na pierwszy plan wysuwają się z pewnością pałace Poznańskich - symbole prestiżu rodziny, budowle najbardziej spektakularne i przyciągające uwagę. Obok głównej siedziby rodowej przy ulicy Ogrodowej w ciągu kilkunastu lat, na przełomie XIX i XX wieku, powstało kilka innych budynków i rezydencji należących do rodziny, wznoszonych także dla dzieci Izraela Kalmanowicza.
W 1834 roku liczna, dziewięcioosobowa rodzina Poznańskich przeprowadziła się z Aleksandrowa do Łodzi, osiadając w rewirze żydowskim na Starym Mieście w domu nr 70. Tu urodziło się najmłodsze ich dziecko - córka Gite (1838-?). Kalman, ojciec Izraela kontynuował w Łodzi swoje interesy handlowe, pozostając zrazu w cieniu kilku wcześniej osiadłych w mieście kupców żydowskich - Szmula Zalcmana, Abrama Bronowskiego, Icka Birencwajga czy Salomona Markusfelda.

Decyzją Komisji Województwa Mazowieckiego z 23 kwietnia 1834 roku Kalman Poznański nabył prawo do prowadzenia w Łodzi handlu towarami bawełnianymi i lnianymi. Z początkiem lat czterdziestych XIX wieku jego firma "handlu towarami łokciowymi i artykułami korzennymi" miała już 4.000 złp rocznego obrotu i ustępowała tylko firmom Abrama Mojżesza Prussaka, Dydje Działkowskiego, Mojżesza Pilgryma i Dawida Rosenblatta. 

W 1840 roku Kalman Poznański i sześciu innych kupców żydowskich nabyli nowe place, położone poza granicami rewiru żydowskiego i rozpoczęli bez zezwolenia władz budowę domów.
"...Gdy na południowym odcinku ulicy Piotrkowskiej Geyer stawiał pierwszy komin, na północnym jej krańcu Kalman Poznański kupował plac pod budowę domu. Plac znajdował się tuż za "rewirem żydowskim". Na szczęście Kalman dogadał się z władzami miasta, które... poszerzyły granice rewiru.
Władysław Reymont w Ziemi obiecanej, powieści o początkach kapitalizmu, zauważył:
"Piotrkowska ulica od Gajerowskiego Rynku aż do Nawrot jest fabryczną, od Nawrot do Nowego Rynku - handlową, a w dół do Starego Miasta - tandeciarsko-żydowską..."
(Michał Matys. Łódzka fabryka marzeń. Od afery do sukcesu - fragment)

Dom Poznańskiego wartości 1.500 złp był pierwszą piętrową kamienicą na Starym Mieście. Władze administracyjne aprobując samowolę budowlaną Żydów, postanowiły jednocześnie rozszerzyć rewir o trzy pierzeje Rynku Starego Miasta i części czterech ulic: Wolborskiej, Podrzecznej, Drewnowskiej i Stodolnej.

"...Kalman postawił pierwszy murowany dom w tej części Łodzi - przy Rynku Starego Miasta. Dotąd jego rodzina gnieździła się w niewielkim drewniaku. Ale Kalmanowi urodziła się kolejna córka i liczba członków rodziny wzrosła do dziesięciu osób. Potrzebowali nowego domu..."
(Michał Matys. Łódzka fabryka marzeń. Od afery do sukcesu - fragment)



Ręczny plan Rynku Starego Miasta z zaznaczonym domem Kalmana Poznańskiego.

W połowie lat 60. syn Kalmana, Izrael Poznański powiększył swój majątek nieruchomy poprzez zakup trzech domów na Starym Mieście: już w 1860 roku nabył za 7500 rubli od Jana Andrzejewskiego piętrowy murowany dom w Rynku Starego Miasta róg ulicy Drewnowskiej, gdzie w dzierżawionych pomieszczeniach mieścił się założony przez ojca skład tekstyliów, a następnie firma handlowa „I.K. Poznański”. Zamieszkał tu również Izrael ze swoją rodziną, ponadto od 1872 roku czynny był na piętrze gabinet lekarski jego siostrzeńca – doktora Henryka Tugendholda. W 1863 roku Izrael nabył za 1650 rubli posesję przy ulicy Drewnowskiej 119 i połowę piętrowego domu frontowego w Rynku (nr 140), gdzie zamieszkała córka Anna z mężem Jakóbem (Jakubem) Hertzem, i gdzie później ulokował siedzibę swojej firmy kupieckiej. 



Dom Izraela Poznańskiego przy Rynku Starego Miasta (z prawej strony). Na parterze mieściła się firma handlowa, a na piętrze pokoje mieszkalne. Wcześniej był tu sklep jego ojca Kalmana. Dom obok zakupił Poznański w 1863 roku.

Inwestowanie w nieruchomości świadczyło niewątpliwie o zamożności Poznańskiego – dla porównania: ówczesne przeciętne zarobki robotnicze wynosiły zaledwie 2 ruble tygodniowo, zaś płaca majstra ciesielskiego 1,5 rubla dziennie.
W 1862 roku zniesiony zostaje (wskutek usilnych starań Aleksandra Wielopolskiego) zakaz osiedlania się Żydów poza rewirem, od 1866 roku, w oparciu o ukaz uwłaszczeniowy włościan z 1864 roku, mieszczanie-rolnicy mogli odsprzedawać swoje grunty orne wszystkim obywatelom miasta, co stworzyło zamożniejszym kupcom i przedsiębiorcom żydowskim drogę do ekspansji poza dzielnicę staromiejską. Jako jeden z pierwszych sytuację tą potrafił wykorzystać, cechujący się dużym wyczuciem handlowym, Izrael Poznański.

Już wtedy zaczął on kupować pola i ogrody położone w dolinie rzeki Łódki po wschodniej stronie miasta. Gdy jednak w tej części osady zaczęła powstawać farbiarnia Roberta Biedermanna i browar Karola Anstadta, Poznański skierował swoje zainteresowanie na tereny nad Łódką w zachodniej części miasta. W marcu 1871 roku przystąpił do zakupu pierwszych parceli, usytuowanych poza dawną granicą Nowego Miasta (na zachód od ulicy Zachodniej na przestrzeni oddzielającej koryto Łódki od drogi wiodącej do cmentarzy miejskich).
W lipcu 1875 roku, zgodnie z projektem Majewskiego, przemysłowiec przekazał bezpłatnie na rzecz miasta część swoich gruntów w celu „wyprostowania” ulicy Ogrodowej, wiodącej ku cmentarzom miejskim. W ten sposób architekt zyskiwał dla swojej wizji urbanistycznej i długą prostą arterię komunikacyjną, oddzielającą obiekty przemysłowe od domów robotniczych, a jednocześnie zyskiwał możliwość efektownego zakomponowania tego „pasażu fabrycznego” z projektowanymi przez siebie budynkami w stylu „fortecznym”. A wizytówką „dzielnicy” Poznańskiego miał być obiekt pałacowy, usytuowany u wylotu ulicy.
Ale… pałacu jeszcze nie ma. Kolejność jest odpowiednia: najpierw fabryka, potem pałac. Na razie Poznańskiemu "musi wystarczyć" dwupiętrowy i dwuskrzydłowy narożny budynek murowany, stojący u zbiegu ulic Zachodniej i Ogrodowej, zaprojektowany przez Hilarego Majewskiego. Poznański zakupił budynek w 1877 roku od Jakóba (Jakuba) Frydrycha (wcześniejszym i pierwszym właścicielem był farbiarz Karol Kröning). Znamy ogólny widok budynku z fotografii z 1876 roku:


Dom Karola Kröninga (później Jakuba Frydrycha), od 1877 roku własność Izraela Poznańskiego. W głębi po lewej widoczna przędzalnia w budowie (fotografia z 1876 roku, ze zbiorów Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi).


Pałac Izraela Poznańskiego przy ulicy Ogrodowej.

Na przełomie XIX i XX wieku rodzina Poznańskich i Towarzystwo Akcyjne Wyrobów Bawełnianych I.K. Poznańskiego byli właścicielami w Łodzi, Warszawie i własnych dobrach ziemskich kilku obiektów o charakterze willowo pałacowym, odpowiadających ich sytuacji finansowej. Pierwszy z nich wzniesiony został w 1892 roku według projektu Hilarego Majewskiego przy ulicy Spacerowej 4 (obecnie Aleja Tadeusza Kościuszki) dla córki Izraela, Anny i jej męża Jakuba Hertza:

Pałac Jakuba Hertza i Anny z domu Poznańskiej, al.Kościuszki 4.

Kolejną rezydencję miejską wybudował w 1896 roku przy ulicy Nowo-Cegielnianej 2 (obecnie Stefana Więckowskiego 36) Maurycy Poznański, ożeniony z Sarą Silberstein (1872 1938), córką zamożnego łódzkiego przemysłowca. W okresie międzwojennym mieszkał tu bratanek Maurycego: Maurycy Ignacy Poznański. 

Pałac Maurycego Poznańskiego u zbiegu ulic Więckowskiego i Gdańskiej.

U zbiegu ulic Długiej (obecnie Gdańskiej) i Pasażu Schultza 8 (obecnie 1 Maja), wznieśli swój okazały pałac Felicja z Osserów (1867 1930) i Karol Poznańscy. Zbudowany w 1904 roku według projektu Adolfa Seligsohna obiekt jest dziś najlepiej zachowanym pałacem rodziny Poznańskich. 


Pałac Karola Poznańskiego u zbiegu ulic Gdańskiej i 1go Maja.

Od 1900 roku spółka akcyjna była też właścicielem (zaprojektowanego przez Franciszka Marię Lanciego) pałacu w Warszawie przy ulicy Pięknej 10 róg Alei Ujazdowskich, w którym mieszkał Herman Poznański, pełniący od 1899 roku funkcje prezesa zarządu Banku Dyskontowego Warszawskiego. Firma posiadała również stylowe obiekty przeznaczone do celów handlowych w Warszawie (od 1886 roku) przy ulicy Gęsiej 16 i w Łodzi (od 1891 roku) przy ulicy Piotrkowskiej 51: 


Kamienica przy Piotrkowskiej 51.

Ten ostatni dom, przebudowany w 1895 roku na eklektyczną kamienicę, mieścił na parterze skład towarów i sklep firmowy wzorem wielu innych przedsiębiorstw przemysłowych, lokujących swoje główne kantory sprzedaży w centrum miasta. 
Innym przykładem rezydencji burżuazji łódzkiej były domy o funkcjach letniskowo wypoczynkowych, usytuowane bądź we własnych dobrach ziemskich, bądź też w strefie zieleni na obrzeżach miasta. Izrael Poznański miał od 1884 roku dwór w majątku Nieznanowice w powiecie włoszczowskim (założył tam również fabrykę krochmalu, mleczarnię i wytwórnię beczek, udostępniał ponadto swą posiadłość na rzecz akcji dziecięcych kolonii letnich Zakładów Poznańskiego) oraz od 1888 roku letnią, piętrową drewnianą willę na Kozinach przy ulicy Letniej (później al. Włókniarzy 196), dziś już nieistniejąca.
Usytuowana na skraju Lasu Miejskiego służyła wypoczynkowi rodziny w okresie letnim, ale liczne piece kaflowe pozwalały na jej użytkowanie także w chłodniejszych porach roku.



Można przypuszczać, że wzniesienie willi na Kozinach związane było z rozpoczętą rozbudową domu Poznańskich u zbiegu ulic Ogrodowej i Zachodniej, któremu nadawano w tym czasie bardziej pałacowy charakter, i w willi przy ulicy Letniej rodzina mogła znaleźć schronienie w trakcie prowadzenia uciążliwych prac budowlanych.



Był to obszerny parterowy obiekt z mieszkalnym poddaszem, o ciekawych formach architektury drewnianej, nawiązujących do stylu tyrolskiego, połączonych z bogatą dekoracją snycerską wykazującą związki z drewnianym budownictwem rosyjskim. Zachowana kopia projektu willi podpisana jest przez ówczesnego architekta miejskiego Łodzi Hilarego Majewskiego, ale przypuszczać należy, że właściwym twórcą planów był, ściągnięty do Łodzi przez Izraela K. Poznańskiego ze Stuttgartu na początku lat 80. XIX wieku, architekt Juliusz Jung, który pracował dla swojego pryncypała aż do jego śmierci. Ponieważ Jung nie miał odpowiednich uprawnień do projektowania na ziemiach Cesarstwa Rosyjskiego i zachował obywatelstwo pruskie, wykonywane przez niego prace sygnował z reguły architekt miejski Hilary Majewski, a następnie Franciszek Chełmiński. 


Letniskowa willa przy ulicy Letniej jako kwatera niemieckich maszynistów lub siedziba Stowarzyszenia Niemiecki Maszynista. Ok. 1915 roku.

Mimo dewastacji dawna willa Poznańskich przetrwała do końca XX wieku. Zniszczył ją pożar w 1998 roku, co stało się pretekstem do rozbiórki obiektu rok później...


Al. Włókniarzy 196 dzisiaj. To tutaj, do 1998/99 roku stała letnia willa rodziny Poznańskich.



Mieszkający w pobliżu, jak zawsze mili i służący informacją łodzianie wspominają:
- tak, stała tutaj drewniana willa, piękna, z rzeźbieniami. Nazywano ją "Belweder"...
Inni:
- My wprowadziliśmy się już po pożarze, ale pamiętamy jeszcze fundamenty. Teraz, widzi pani - wszystko zarosła trawa i drzewa...

Przeczytaj jeszcze:
źródła:
Mirosław Jaskólski. Rodzina Poznańskich [w:] Pałac Poznańskich w Łodzi.
Mirosław Jaskólski. Historia rodu Poznańskich [w:] Imperium rodziny Poznańskich w Łodzi.
Mirosław Jaskulski, Małgorzata Laurentowicz-Granas, Maria Świątkowska, Ryszard Czubaczyński [red]. Pałac Poznańskich w Łodzi.
Michał Matys. Łódzka fabryka marzeń. Od afery do sukcesu.


Fot. współczesne Monika Czechowicz
Fot. archiwalne Archiwum Państwowe w Łodzi

środa, 27 maja 2015

KAMIENICA PRZY SIENKIEWICZA … i łódzka „Telimena”.


Ta efektowna wielkomiejska kamienica, stojąca w sąsiedztwie kościoła pw. Podwyższenia Świętego Krzyża, została wybudowana około 1914 roku. Autorem projektu był Gustaw Landau-Gutenteger.


Kamienica przy Sienkiewicza 36, róg Tuwima 20 (dawna Przejazd) została wybudowana prawdopodobnie dla rodziny Richterów. Na terenie posesji prowadzili oni skład materiałów technicznych. 
W latach międzywojennych Adolf  Richter miał tu swoje biuro. Rodzina ta handlowała m. in. artykułami technicznymi, wodociągowymi, kanalizacyjnymi, elektrotechnicznymi oraz narzędziami, motorami, maszynami parowymi a także przeróżnymi wężami, pasami, olejami i smarami itp. Jest to jedna z wybudowanych w Łodzi tzw. "białych kamienic".
W kamienicy od ulicy Sienkiewicza przez wiele lat znajdował się sklep firmy „Telimena”. Dom Mody Telimena powstał w 1957 roku w Łodzi.
Był to jeden z najstarszych domów mody w Polsce. Na początku swojej działalności firma zajmowała się projektowaniem i szyciem sukni balowych i coctailowych. Pierwszy salon Telimeny powstał przy ulicy Piotrkowskiej 78 w Łodzi, później sklepy sieci Telimena działały w całej Polsce.
Modelkami Domu Mody Telimena były m.in.: Miss Polonia 1957 Alicja Bobrowska, Miss Polonia 1958 Zuzanna Cembrowska, I wicemiss Polonia 1958 Krystyna Zajkowska, Ewa Maria Morelle, Miss Polonia 1983 Lidia Wasiak, Wicemiss Polonia 1983 Gabriela Kotkowiak, Miss Polonia 1984 Magdalena Jaworska, I Wicemiss Polonia 1984 Joanna Karska, II Wicemiss Polonia 1984 Elżbieta Mielczarek, Hanna Wilczyńska, Iwona Bielas, Elżbieta Pilarska, Jadwiga Kempara, Katarzyna Kaźmierczak, Małgorzata Niemen.
 
Ewa Frykowska, legendarna piękność Telimeny.

W latach 70. i 80. szyte przez Telimenę ubrania kojarzyły się z luksusem i nadążaniem za nowinkami w modzie. Klientki sklepu o dostawie dowiadywały się pocztą pantoflową. Szefowe i ekspedientki salonu firmowego przekupywano oferując czekoladki. Pokazy kolekcji gromadziły tłumy VIP-ów. Zaproszenia zdobywano przez znajomych i przyjaciół. W łódzkim Centralu były wtedy dwa stoiska Telimeny, a po dzieła wyobraźni projektantki – Anny Skórskiej pędziły tłumy, wyprzedzając ruchome schody.


W kreacjach łódzkiej firmy Stanisława Gierek, żona byłego I sekretarza PZPR, jeździła za granicę.
Telimena ubierała w latach 80. Annę Nehrebecką, Grażynę Szapołowską, Annę Seniuk, Irenę Jarocką, Irenę Santor, Krystynę Loskę…
Kolekcje odzieży z łódzkiego Domu Mody „Telimena” i „Hofflandu” (z lat 70.- 80.) możemy obejrzeć w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, w dziale poświęconym historii mody i odzieży.

Jedwabna suknia balowa; projekt Anny Skórskiej zrealizowany w Domu Mody "Telimena", Łódź, 1984. Zbiory Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.

Rok 1994, pokaz kolekcji wiosenno-letniej domu mody Telimena w Hotelu Victoria w Warszawie.

Jak dużym prestiżem cieszył się Dom Mody Telimena, świadczą liczne relacje w Polskiej Kronice Filmowej. Kamera towarzyszyła modelkom nie tylko podczas pokazów mody, ale również podpatrywała realizację sesji zdjęciowych. Zresztą kreacje Telimeny pojawiały się często w wydawanych wówczas w Polsce magazynach o modzie, a pokazy jej kolekcji uświetniały imprezy, jak choćby karnawałowy rejs statkiem „Stefan Batory”, o którym w 1976 roku donosiła PKF.


PRL 1974: część pierwsza: Warszawa, świąteczne dekoracje w sklepach. Część druga: Moda karnawałowa z Telimeny.
źródło: YouTube.

 
Obecnie firma realizuje głownie kolekcje odzieży korporacyjnej m.in. dla: Polskich Linii Lotniczych LOT, WARS, straży miejskiej, sieci Douglas, Philip Morris Polska.
STRONA TELIMENY: http://www.telimena.com/
Dzisiaj w miejscu dawnego sklepu „Telimeny” mieści się CUK – Centrum Usług Kserograficznych.




źródła:
Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi
ul. Piotrkowska 282
93 - 034 Łódź
Polska Niezwykła
Łódź nasze miasto (autor Jolanta Bilińska)
YouTube.pl

źródła fotografii:
FotoPolska
Narodowe Archiwum Cyfowe i inn.


Fot. współczesne Monika Czechowicz

wtorek, 26 maja 2015

HELOTYZM czyli przestrzeń zawłaszczona. Justyna Bugajczyk.



W sobotę, 23 maja w Galerii Wschodnia w Łodzi miał miejsce wernisaż wystawy Justyny Bugajczyk - Helotyzm. Ekspozycja to element tegorocznej edycji Fotofestiwalu.



Justyna Bugajczyk, artystka pochodząca z Radomska, przyjechała do Łodzi, aby studiować na łódzkiej Filmówce. Sama opisuje swoją wystawę jako pierwszą konfrontację z nowym miastem, a przede wszystkim z  mieszkaniem osoby już zmarłej, która pozostawiła po sobie osobiste rzeczy. To ukazanie powszednich czynności oraz przedmiotów obcej osoby, z którymi przyszło spotykać się na codzień. Wystawa obejmowała autoportrety Bugajczyk, jak i rzeczy codziennego użytku, np. grzebień czy flakon perfum oraz krótkie filmy i pokaz slajdów. 



To opowieść o życiu w jeszcze do niedawna czyimś mieszkaniu, korzystanie z jego mebli, jedzenie z jego talerzy. Walka z własnymi uprzedzeniami i zmieszaniem przy okazji codziennej rzeczywistości w mieszkaniu, w którym ciężko jest poczuć się „jak u siebie”.


Podczas swojego przemówienia, Justyna Bugajczyk przyznała, że bardzo zależało jej, żeby wystawa Helotyzm mogła zostać zaprezentowana właśnie w Galerii Wschodnia. Specyfika ulicy Wschodniej, traktowanie jej po macoszemu przez resztę miasta, wysokie obdrapane kamienice przeplatane sporadycznie wyremontowanymi, silącymi się na wybicie ze wschodnich ram, to wszystko doskonale oddawało ducha wystawy.


Justyna Bugajczyk:
Punktem wyjścia do powstania mojej pracy było mieszkanie w jednej z łódzkich kamienic, które przez rok zajmowałam. Wprowadzając się otoczona zostałam mnóstwem rzeczy, rzeczy bardzo osobistych (ubrania, buty, maszynki do golenia, notatki, slajdy z wakacji). Żyjąc w mieszkaniu człowieka, który umarł, używając jego mebli, jedząc z jego talerzy, wchodzimy w przestrzeń, w której mimo fizycznego braku czuje się obecność a nawet bliskość tej osoby. Żyjemy w kulturze, w której każdego człowieka można rozłożyć na przedmioty które posiada. Czy możliwy jest proces odwrotny? Wykorzystująca różne media praca którą przedstawiam, to z jednej strony dokumentacja, z drugiej artystyczne wkroczenie w cudzą strefę osobistą, a dodatkowo w przestrzeń naznaczoną śmiercią. To jakby małe archiwum rzeczy-bytów, które zarazem jest, jaki i nie-jest, wspomnieniem o konkretnej postaci, ukrytej pod inicjałem L.N., archiwum, które ma te wspomnienia wytwarzać, korzystając z naszych skrawków pamięci, emocji i doświadczeń. Natura procesu dokumentowania staje się tu naturalną tkanką artystycznego gestu. Obserwowana, zdokumentowana i zarazem powołana do nowego bytu, kolekcja przedmiotów codzienności, wysłuchana opowieść (a może podsłuchana przez uchylone drzwi cudza rozmowa), interakcja z „osieroconymi“ przedmiotami – znakami cudzej egzystencji, jej banalności i tajemnic - jest tu zawieszona między zainteresowaniem, swoistą potrzebą voyeryzmu, a nieprzyjemnym odczuciem lekkiego wstrętu. Wejście w cudzą przestrzeń, ocieranie się o inną tożsamość, naruszająca także zwyczajowe kategorie płci, budzi tu niepokój. Gdzieś czają się pytania: Co przejmujemy wchodząc w cudzą przestrzeń?
Czy kiedy wprowadzamy do użycia zapomniane przedmioty, wracają one do swojego pierwotnego właściciela, mimo jego fizycznej nieobecności?
Czy zderzone ze sobą w czasie i przestrzeni byty mieszają się w geście powtórzenia i różnicy?





Wystawa czynna od poniedziałku do piątku w godz. 17.00-19.00 lub na telefon +48 793434420, +48 792310686


Wystawa towarzyszy Fotofestiwalowi 2015.
https://www.facebook.com/events/842427522508641/

Fot. z wystawy Monika Czechowicz

poniedziałek, 25 maja 2015

ODPUST W ŁAGIEWNIKACH



Rozległy las łagiewnicki z malowniczymi wzgórzami, licznymi stawami i nasłonecznionymi polanami z dawien dawna stanowił ulubione miejsce wypoczynku łodzian, zwłaszcza zamieszkałych w północnych dzielnicach miasta.
Najtłumniej odwiedzano Łagiewniki w czasie dorocznych odpustów św. Antoniego, patrona miejscowej świątyni, i w Zielone Świątki.


"Rozwój", rok 1900.


Na odpust w Łagiewnikach, który dla wielu łodzian był pretekstem do odbycia przyjemnej wycieczki połączonej z rozrywką, wybierano się pojedynczo, parami a najczęściej całymi rodzinami. 


"Rozwój", rok 1900.


Niemal każdy z pielgrzymów, w zależności od stanu własnej kieszeni, zabierał z domu mniejsze lub większe zapasy żywności i ruszał na pielgrzymi szlak.
Ażeby skorzystać z atrakcji odpustowych, należało uprzednio przebyć ośmiokilometrowy odcinek drogi łączącej miasto z Łagiewnikami. Drogę tę przebywano rozmaicie: w eleganckich powozach, zwykłych bryczkach i na chłopskich furkach, najczęściej jednak wędrowano pieszo przy dźwiękach harmonii lub gitary i wtórze marszowej piosenki. Droga zresztą nie była zbyt uciążliwa. Tuż za Bałuckim Rynkiem zagłębiała się w gęste, cieniste lasy, dalej wiodła krętymi zagięciami po zielonych wąwozach, a przyjemny cień leśny znikał dopiero przed samą wioską. Nieoczekiwanie z gęstwiny leśnej wyłaniał się kościół i klasztor łagiewnicki.


"Rozwój", rok 1900.


W połowie drogi do Łagiewnik, u zbiegu dzisiejszych ulic Łagiewnickiej i Kasztelańskiej, stała pustelnia obok wyniosłego wzgórza, kryjącego zwłoki pięciu pustelników. Dla utrudzonych wędrówką pielgrzymów było to ulubione miejsce wypoczynku, w przecinającym drogę strumieniu pojono konie i zanurzano obolałe pieszą wędrówką stopy. Po przybyciu do Łagiewnik i krótkim odpoczynku pielgrzymi udawali się do kościoła na uroczystości odpustowe. W czasie nabożeństwa słuchano chóru kościelnego z Łodzi.

Dla pobożnych łodzian najciekawszym miejscem w Łagiewnikach był kościół i klasztor w Łagiewnikach, zbudowane na początku XVIII wieku na wzgórzu zwanym Wyględnicą. W miejscu tym pierwotnie znajdowała się kaplica wystawiona w 1676 roku ku czci św. Antoniego Padewskiego przez dziedzica włości łagiewnickich Samuela Żelewskiego. Pod posadzką świątyni, w sklepionej krypcie spoczywały zwłoki św. Rafała Chylińskiego, niegdyś chorążego „gorliwego w obronie kraju”, a następnie brata zakonnego słynącego ze świątobliwego życia. Opieczętowaną trumnę bez przerwy oblegali pielgrzymi.

W dniach odpustów przed wejściem do kościoła łagiewnickiego sadowili się liczni żebracy. Przybywali tu z Łodzi, Zgierza, Strykowa i innych okolicznych miejscowości. Zwykle już o świcie zajmowali posterunki, ponieważ zdobycie korzystnego miejsca przed bramą kościelną decydowało o wpływach do żebraczej kiesy… Wobec silnej konkurencji każdy żebrak starał się wszelkimi sposobami zwrócić na siebie uwagę litościwych pielgrzymów. Jednym pomagało w tym rzeczywiste lub pozorowane kalectwo, innym – umiejętność przekrzyczenia konkurentów do jałmużny i przekonania ofiarodawcy, że jego grosze zostały wydane właściwie.

Za mną się wstawia Panna z Częstochowy,
od niej ja każdy grosik mam gotowy.
Kto mnie wspomoże, ma cztery zdrowaśki
i u Niej łaski…
- zawodził przekonywująco żebrak.

Gdy uczestnicy uroczystości odpustowych obdarowali już żebraków jałmużną i wysłuchali dziadowskich pieśni o straszliwych zbrodniach i nadchodzącym końcu świata, udawali się na obszerny plac przed kościołem. 

Stały tu rozmaitej wielkości i kształtu kramy i stoliki, przy których sprzedawano dewocjonalia, tandetną biżuterię, zabawki dla dzieci oraz cenną pamiątkę z odpustu: cynowe figurki św. Antoniego.

W sąsiedztwie jarmarcznych straganów sadowiły się bufety pod płóciennymi namiotami. Polecały one urozmaicony zestaw dań i napojów, gorące flaczki, smaczną grochówkę, parówki z chrzanem, do tego piwo i lemoniadę. 
Ruch w bufetach był duży, ponieważ wielu odpustowiczów trzymało się zasady wypisanej nad wejściem do jednego z namiotów:

Ręka rękę myje, noga nogę kopie,
głupi ten co wodę zamiast piwa żłopie…


Sprawnie działała również gastronomia obnośna. W ruchomych bufetach można było nabyć pierniki, obwarzanki, cukierki, owoce. Na każdym kroku spotykało się sprzedawców lodów, lemoniady i kwasu chlebowego.

Po obejrzeniu osobliwości odpustowo-jarmarcznych i zakupieniu pamiątek uczestnicy pielgrzymki podążali do lasu.

Niektórzy jednak ciągnęli do kaplic rozrzuconych wokół klasztoru. Najczęściej odwiedzano położoną nad strumieniem kaplicę św.Antoniego, to jest pierwszy kościółek łagiewnicki ze studzienką i prymitywnymi malowidłami przedstawiającymi cuda tam spełnione.

Woda ze studzienki nie tylko wybornie gasiła pragnienie, ale posiadała podobno własności lecznicze, szczególnie pomocne w chorobach oczu. Napełnianą nią więc opróżnione po napojach naczynia i butelki.

Z kaplicą św. Antoniego sąsiadowała kapliczka św. Rocha i Sebastiana. Niedaleko od tego miejsca, na wprost murów klasztornych, na niewielkim kopcu wnosiła się kapliczka św. Walentego, spełniająca funkcję kościółka cmentarnego.

Na północ od klasztoru, tam gdzie teraz jest cmentarz, znajdowała się kapliczka Przemienienia Pańskiego. Wreszcie przy drodze do Łodzi (ulica Łagiewnicka) w pobliżu folwarku łagiewnickiego widniała na zalesionym wzgórzu kaplica Matki Boskiej. Wszystkie kaplice zbudowane były z drewna.

W porze obiadowej następował czas wypoczynku i zabawy. Jedni zażywali na zielonej murawie poobiedniej drzemki, inni zabawiali się grą w karty. Młodzież wolała raczej gry ruchowe: „Ślepą babkę”, „Lisa koło drogi” i inne.


Urządzano także różne gonitwy, grano w serso i piłkę. Powodzeniem cieszyły się huśtawki sporządzone domowym sposobem za pomocą mocnej liny uwiązanej końcami do pni dorodnych drzew.


Las rozbrzmiewał okrzykami, śmiechem i śpiewem. Z różnych stron płynęły tony muzyki świadczące, że zaczynał się czas ogólnej zabawy.

W Łagiewnikach na majówce

W Łagiewnikach na majówce
siadłem raz przy pięknej wdówce,
która bardzo męża chciała,
lecz powiedzieć mi nie śmiała.
Sam się jednak domyśliłem
i do wdówki podskoczyłem,
i nie tracąc dużo czasu
poszliśmy razem do lasu.

I po bardzo krótkiej chwili
Gdyśmy już w gęstwinie byli,
Szepta z cicha, ach kocham cię!
Ja na tym wnet poznałem się,
z błogiej chwili skorzystałem,
z całej siły ją kochałem,
bom bałucki cwaniak przecie
umiem siedzieć przy kobiecie.

Ona była z tego rada
i do ucha mi coś gada,
ja jej wcale nie słuchałem,
bo o innej już myślałem.
Oj da, dana, dana, dana,
ja jej wcale nie słuchałem,
bo o innej już myślałem.

Popularna piosenka śpiewana na majówkach na początku XX wieku. Ze zbiorów Tadeusza Rosiaka


Doroczny odpust w Łagiewnikach zmieniał się w ogromny festyn ludowy. Na leśnych polanach, w tumanach kurzu, przy dźwiękach harmonii wywijano skoczne polki i oberki. Rozbawieni młodzi ludzie śpiewali różne piosenki, przeważnie zasłyszane z operetek i wodewilów.

Gdy zagrają sztajera, zaraz ludek się zbiera,
gdzie taneczne są koła.
I puszczają się w tany z ukochaną kochany,
aż pot leje się z czoła.

W czasie tańców nie obowiązywała etykieta. Zrzucano marynarki. Tańczono żywiołowo z „biglem”. Ulubionymi tańcami były oberki, polki, kujawiaki. Rzadziej tańczono walczyka. Niekiedy harmonię zabawy zakłócały bijatyki podpitych tancerzy o względy dam, szybko jednak likwidowane przez bardziej statecznych uczestników zabawy.
Na tańcach, gonitwach, przeróżnych grach szybko mijały godziny. Gdy już słońce zapadało za lasem, zmęczeni emocjami świątecznej zabawy, ale radośni „majówkowicze” powracali gromadnie do dusznej, zadymionej Łodzi.


W lesie łagiewnickim, pod pozorem majówki, odbywały się również nielegalne zebrania robotnicze. W czasie tych zebrań wygłaszano pogadanki na tematy polityczne, czytano nielegalne broszury, śpiewano zakazane pieśni. Po zebraniu bawiono się przy muzyce. Była więc i najprawdziwsza majówka.

"Rozwój", rok 1903.
  
źródła:
Wacław Pawlak. Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.
[red:] Bronisława Kopczyńska-Jaworska, Jadwiga Kucharska, Jan Piotr Dekowski. Folklor robotniczej Łodzi. Pokłosie konkursu.

 
 

Opowieść o łagiewnickich majówkach i odpustach przełomu XIX i XX wieku, współczesnymi zdjęciami zilustrowała Monika Czechowicz.
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi
i inn.