niedziela, 31 stycznia 2016

PIERWSZA WOJNA ŚWIATOWA – niemiecka administracja cywilna w Łodzi… i zacieranie śladów carskiego panowania.



W okresie niemieckiej okupacji I wojny światowej, zgodnie z postanowieniami IV konwencji haskiej na okupowanym obszarze należało zorganizować odrębny system administracji lokalnej. 

"Gazeta Łódzka", sierpień 1915 roku.

Grand Hotel - siedziba niemieckiego dowództwa wojskowego w Łodzi. Zdjęcie ze stycznia 1915 roku.



Jeszcze zimą 1915 roku na obszarach Polski Rosyjskiej przeprowadzono rozdzielenie administracji wojskowej i cywilnej. 
W wyniku tych zmian na nowo utworzone stanowisko Prezydenta Policji dla Łodzi i Okręgu Łódzkiego mianowany został z dniem 1 lutego 1915 roku wyższy tajny radca rejencyjny (Obergeheimregierungsrat) Matthias von Oppen. Był on odtąd reprezentantem władzy państwowej, nadzorującym działalność administracji w mieście i okolicach. 



"Gazeta Łódzka", rok 1915.

Biuro prezydenta policji tymczasowo ulokowano w pomieszczeniach Gubernatorstwa Łódzkiego w wilii Jarocińskich przy pasażu Meyera 8:


Von Oppen zaczął w przyśpieszonym tempie zapoznawać się z problemami miasta. Ważnym elementem porządkowania przestrzeni miejskiej w Łodzi było także zacieranie śladów carskiego panowania w mieście, do czego przystąpiono w połowie roku 1915. 26 czerwca zdjęto ze ściany więzienia przy ulicy Milscha (Kopernika) 29/31 napisy rosyjskie, zastępując je tablicą dwujęzyczną, niemiecko-polską.
W ten sposób Łodzinskaja Tiurma zamieniła się w Lodzer Gefängiss – Więzienie Łódzkie. 

"Gazeta Łódzka", 28 czerwca 1915.

19 sierpnia 1915 roku von Oppen zarządził, aby na terenie Łodzi i podległych mu trzech powiatów do końca roku usunięto wszelkie szyldy i drogowskazy z napisami w języku rosyjskim. Już 25 i 26 sierpnia zaczęto wymieniać żeliwne tabliczki na przystankach tramwajowych.

"Gazeta Łódzka", 23 sierpnia 1915.

Do 23 września na wszystkich przystankach były już nowe tabliczki z niemieckimi i polskimi napisami. Właśnie w tym dniu zdjęto z frontonu gmachu byłego Banku Państwa wielką blaszaną tablicę z rosyjskim godłem państwowym.


Właściciele sklepów również gorliwie przystąpili do przemalowywania swoich szyldów. Ku przerażeniu władz niemieckich napisy wykonane w tym języku raziły niezliczoną ilością błędów gramatycznych i ortograficznych, a nowe formy wyrazów łączyły w sobie elementy języka polskiego, niemieckiego, rosyjskiego i jidysz. 

"Gazeta Łódzka", 1915 roku.

7 października 1915 roku zdjęto pomalowane na złoty kolor dwugłowe orły znajdujące się na iglicach dachu pałacu Poznańskich przy ulicy Ogrodowej...


… oraz na kopule kamienicy scheiblerowskiej przy ulicy Piotrkowskiej 11. Na kamienicy Scheiblerów rosyjskie godło zastąpiono trzema gwiazdami.


15 listopada 1915 roku magistrat ogłosił przetarg na przemalowanie dwujęzycznych, rosyjsko-polskich tablic z nazwami ulic. Prezydent policji zarządził zdjęcie ich, oczyszczenie, zamalowanie napisu rosyjskiego i zastąpienie go nazwą niemiecką. W tym celu przez kilka wcześniejszych tygodni urzędnicy Prezydium Policji pracowicie tłumaczyli nazwy łódzkich ulic na język niemiecki. Zadanie było tym trudniejsze, że na skutek sierpniowej inkorporacji nowych obszarów te same nazwy ulic powtarzały się kilkakrotnie. Poradzono sobie w ten sposób, że do istniejących nazw dodawano przymiotnik „nowa” lub nazwę dzielnicy. W przypadku siedmiu ulic Granicznych zastosowano ten drugi sposób. Powstały zatem ulice Zarzewer Grenzstrasse, Widzewer Grenzstrasse, Westliche (Zubardzer) Grenzstrasse i podobne.
Podczas tej operacji nie dokonywano urzędowej zmiany nazw ulic, a jedynie próbowano tłumaczyć nazwy istniejące, co miało zapewne ułatwić orientację w terenie przyjezdnym urzędnikom niemieckim. Tłumaczenie to niekiedy nie było zgrabne, jak w przypadku ulicy Drewnowskiej, którą przełożono na Holzstrasse, czyli „ulica Drewniana”.

"Gazeta Łódzka", listopad 1915 roku.

Najwyraźniej Mateusz von Oppen nie rozumiał idei podwójnych nazw ulic na tablicach w czasach rosyjskich. Za cara polskich nazw ulic z zasady nie tłumaczono na rosyjski, a jedynie zapisywano je cyrylicą z dodaniem rosyjskich końcówek, np. ulica Północna nie nazywała się Siewiernaja, jak można by sądzić, lecz Pułnocnaja, ulica Długa była Długaja, a Cegielniana – Cegielnianaja, nie zaś Dlinnaja i Kirpicznozawodskaja, jak brzmiałyby rosyjskie odpowiedniki tych nazw. Wyjątkami od zasady były nazwy ulic Orla – Orlinaja oraz Przędzalniana i Cmentarna, występujące niekiedy jako Prjadilnaja i Kładbiszczenskaja.
Niemcy konsekwentnie tłumaczyli wszystkie istniejące nazwy, starając się wiernie zachować ich znaczenie. Jedynie w kilku przypadkach zrobiono wyjątki ze względu na szacunek dla tradycji pierwszych niemieckich osadników. Ulicom Wólczańskiej, Widzewskiej i Zarzewskiej przywrócono ich tradycyjne nazwy – Spinnlinie, Buschlinie i Böhmische Linie, zaś ulicę Przejazd nazwano Meisterhausstrasse - ul. Domu Majstrów (Tkackich).

U zbiegu ulicy Piotrkowskiej i dawnej ulicy Przejazd (dziś ul. Tuwima) -  narożny Dom Majstrów Tkackich.

Ulicę Zawadzką nazwano Vorwerkstrasse, od nazwiska Henryka Vorwerka, założyciela pierwszej dużej tkalni bawełny, mieszczącej się niegdyś na północnym rogu ulic Piotrkowskiej i Zawadzkiej (dzisiaj ulica Adama Próchnika).
Kłopotliwą do tłumaczenia nazwę ulicy Dzielnej (dzisiaj Narutowicza) zmieniono na Bahnstrasse (ul. Kolejowa).

Ulica Narutowicza, widok od strony dworca kolejowego.

Nazwy ulic w wersji niemieckiej w praktyce nie były stosowane, nawet w korespondencji urzędowej używano nazw polskich.

"Gazeta Łódzka", listopad 1915 roku.
Post Scriptum:
Zmiany nazw ulic i placów w Łodzi występowały wielokrotnie na przestrzeni dziejów miasta. Takimi szczególnymi momentami, sprzyjającymi zmianom był okres pierwszej wojny światowej, okres międzywojenny (przywracano nazwy polskie, jak i upamiętniano znane postaci), następnie okupacji niemieckiej (wszystkie nazwy zmienione zostały na niemieckie pisane gotykiem, czasem tylko z zachowaniem pierwotnego sensu nazewnictwa), komunizmu (zmiany związane były z utrwalaniem władzy komunistycznej), oraz pierwsze lata w wolnej Polsce, po transformacji ustrojowej w 1989 roku (znów przywracano stare nazwy oraz zamieniano związane z komunistami na postaci kojarzące się z innymi zasługami).
Proces zmian w nazewnictwie ulic, choć już nie na tak wielką skalę jak w poprzednim wieku, wciąż jest kontynuowany. Świadczą o tym choćby decyzje radnych miasta z roku 2007, kiedy to przekształcono al. Włókniarzy w al. Jana Pawła II (na odcinku od ul. Pabianickiej do al. Mickiewicza), fragment ulicy Spornej na bł. Anastazego Pankiewicza, a aleję Przyjaźni podzielono na dwie ulice: ks. Zdzisława Wujaka (od ulicy Puszkina do Augustów) i św. Brata Alberta Chmielowskiego (od Puszkina do Widzewskiej). Decyzje takie na ogół nie są przyjmowane entuzjastycznie przez łodzian. Nowy patron oznacza przecież wydatki związane z wymianą dokumentów, a w przypadku firm – wzorów umów czy druków firmowych. 


"Nowy Kurier Łódzki", rok 1916.

źródła:
Krzysztof R. Kowalczyński. Łódź 1915-1918. Czas głodu i nadziei.
Wikipedia.pl

Fot. współczesne Monika Czechowicz 
Fot. archiwalne ze strony fotopolska.eu 
oraz ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

Zobacz jeszcze:

BAEDEKER POLECA:
Książka Krzysztofa R. Kowalczyńskiego Łódź 1915–1918. Czas głodu i nadziei omawia interesujący, lecz mało znany okres historii Łodzi i losy jej mieszkańców w czasie I wojny światowej. Autor opisuje życie łodzian od momentu zajęcia miasta przez oddziały armii niemieckiej do ostatnich dni okupacji. Ten niemal czteroletni okres pozostawił głęboki ślad w historii miasta. Informacje zawarte w książce zostały przedstawione w formie kalendarium, uzupełnionego opisami najważniejszych wydarzeń.
Publikacja wypełnia lukę w dostępnych opracowaniach dotyczących historii Łodzi. Zapoznanie się z nią pozwali Czytelnikowi lepiej zrozumieć problematykę funkcjonowania organizmu miejskiego Łodzi w okresie I wojny światowej.
Autor opisuje również codzienność mieszkańców, którzy mimo okupacji starali się normalnie żyć.
W 1917 r. wspólnymi siłami łódzkich społeczników otwarto Bibliotekę Publiczną, którą wkrótce zaczęło utrzymywać miasto. Działały teatry i kina wyświetlające najnowsze filmy europejskie i amerykańskie. Na łódzkich scenach występowali znani polscy aktorzy: Pola Negri, Konrad Tom, Karol Adwentowicz, Ludwik Solski, Kazimierz Junosza-Stępowski. Śpiewano piosenki Andrzeja Własta, bawiono się przy skeczach pióra Juliana Tuwima. To wtedy, podczas wieczorków muzycznych dla dzieci szkolnych zadebiutowało słynne, muzykalne rodzeństwo Bacewiczów.
Ten trudny, ale i ciekawy, wojenny okres w dziejach miasta został również utrwalony na licznych fotografiach i pocztówkach, które wzbogacają publikację.

piątek, 29 stycznia 2016

SZLAKIEM BAJKOWEJ ŁODZI - „Zaczarowany ołówek” z łódzkiego Se-ma-fora.



Piotrek, bohater bajki „Zaczarowany ołówek” miał bardzo dziwnego przyjaciela – krasnala. W trakcie swoich niezliczonych wędrówek Piotruś i jego piesek nieraz bywali w trudnych sytuacjach i gdy wydawało się, że znikąd nie zjawi się pomoc, nagle pojawiał się krasnal z magicznym ołówkiem. Zaczarowany ołówek potrafił materializować wszystko, cokolwiek się narysowało. Dzięki temu wszystkie przygody Piotrusia i pieska kończyły się zawsze szczęśliwie.
Animowany serial rysunkowy „Zaczarowany ołówek” został zrealizowany w Studio Małych Form Filmowych Se-ma-for w latach 1964-1977.

Serial "Zaczarowany ołówek", odcinek pt. "W cieniu sosny" - także w Łodzi, bohater filmu Piotruś stoi przy świątecznej jeszcze dekoracji, w cieniu sosny lub świerka...


Scenariusze do filmu powstały na podstawie pomysłów Adama Ochockiego.
Adam Ochocki, właściwie Adam Kałuszyner urodził się w 1913 roku w Łodzi w rodzinie żydowskiego pochodzenia. Był dziennikarzem prasowym, pisarzem, satyrykiem  i autorem  scenariuszy do filmów animowanych.
Jako siedemnastolatek rozpoczął pracę w łódzkiej agencji prasowej Polpress. Do roku 1939 był reporterem wydawanych w Łodzi „Republiki” i „Expressu Ilustrowanego”. Był również autorem tekstów wydawanego wówczas przez „Express” komiksu z rysunkami Wacława Drozdowskiego o przygodach Wicka i Wacka.
Okupację spędził w ZSRR (był m.in. więźniem łagru w Rybińsku).
Po wyzwoleniu powrócił do rodzinnej Łodzi i kontynuował pracę w „Expressie” jako sekretarz redakcji. Na tym stanowisku pracował od 1957 roku w czasopiśmie satyrycznym „Karuzela”. Współpracował z wieloma wychodzącymi wtedy tygodnikami, Rozgłośnią Polskiego Radia w Łodzi i Łódzkim Ośrodkiem Telewizyjnym. 
Był autorem scenariuszy do filmów animowanych, m.in. do "Zaczarowanego ołówka". W 1956 roku był sprawozdawcą sportowym z Olimpiady w Melbourne. Kolejne dwa lata przyniosły odcinkowe Historie dawnej Łodzi publikowane na łamach „Expressu”.
W roku 1980 roku wydał pierwszą część trylogii „Reporter przed konfesjonałem, czyli jak się w Łodzi przed wojną robiło gazetę” , drugą „Raz, dwa wziali! Wspomnienia z ZSRR 1939-1946”  w 1988 roku  i trzecią „Erika zdradza tajemnice”  w 1989 roku.  W trylogii przedstawił w satyryczny sposób swoje życie, przyjaciół i kolegów. Jest ona przede wszystkim obrazem ówczesnej Łodzi.
Był autorem zbiorów satyrycznych między innymi: „Skąd my się znamy?”  i  „To ci kwiatki!”.
Adam Ochocki zmarł 11 grudnia 1991 roku w Łodzi. 

Serial „Zaczarowany ołówek” nie zawierał dialogów, dlatego przeznaczony był dla najmłodszych dzieci, zyskał uznanie także za granicą. Serial liczy 39 odcinków, a od odcinka 27 posiada ciągłość fabuły – dzięki temu w 1991 roku zmontowano pełnometrażowy film „Podróż z zaczarowanym ołówkiem”, który wyświetlany był w kinach.


Piesek jak żywy wyskakuje z rysunku Piotrka. Na rysunku można rozpoznać krasnala, który w bajce zawsze przynosi Piotrkowi zaczarowany ołówek.
Rzeźby Piotrka i jego psa na szlaku Łodzi Bajkowej zostały odsłonięte 25 września 2011 roku, znajdują się przed Łódzkim Domem Kultury przy ulicy Traugutta 18.


Autorzy: Karol Baraniecki (projekty plastyczne postaci), Magdalena Walczak, Marcin Mielczarek (rzeźba).
 

Pozostałe postaci  Łodzi Bajkowej, które można zobaczyć w Łodzi:
- rzeźba Misia Uszatka, ul. Piotrkowska 87
- rzeźba Pingwinka Pik-Poka, al. Unii Lubelskiej 4
- rzeźba kota Filemona i Bonifacego, pl. Zwycięstwa 1
- rzeźba Plastusia, park im. Henryka Sienkiewicza
- rzeźba Trzech Misiów, Skansen Łódzkiej Architektury Drewnianej, ul. Piotrkowska 282
- rzeźba Maurycego i Hawranka ZOO, ul. Konstantynowska 8/10
- rzeźba Wróbelka Ćwirka, Palmiarnia, al. Piłsudskiego 61
- rzeźba Ferdynanda Wspaniałego u zbiegu al. Pilsudskiego i ul. Sienkiewicza.


Zobacz jeszcze:

Fotografie archiwalne ze strony:
Źródło filmu: YouTube.pl
  
Fot. Monika Czechowicz

czwartek, 28 stycznia 2016

Dom przy ulicy Kopernika 40 i… masońskie symbole.

Ulica Milscha powstała około 1873 roku i początkowo była nazywana szosą Milsza, później na planach występuje jako ulica Milsza. Dzisiejsza ulica w XIX wieku była peryferyjną, piaszczystą drogą, która prowadziła z centrum Łodzi do miejskiego lasu i do znajdującego się tuż za ulicą Łąkową browaru Teodora Milscha. Nazwa ulicy pochodziła od jego nazwiska i używano jej przez kilkadziesiąt lat.


W 1932 roku, w 550 rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika, nadano ulicy imię wielkiego astronoma. Przy ulicy Kopernika możemy podziwiać wiele budynków fabrycznych i willi o interesujących formach architektonicznych (między innymi dom Teodora Milscha, znajdujący się u zbiegu ulic Kopernika i Łąkowej) i na pewno jeszcze tutaj wrócimy. A dzisiaj oglądamy dom pod numerem 40:


Budynek ma bardzo ciekawe detale architektoniczne, a jego fasada jest z żółtej klinkierowej cegły.


Po obu stronach półokrągłego wykusza można dostrzec dwa elementy z symboliką masońską. Czy to oznacza, że właściciel domu bądź architekt należeli do masonerii? Niewykluczone, choć może jest to najzwyklejsza dekoracja elewacji.


Fabryka na tyłach budynku należała do rodziny Teepe, powstała w 1903 roku, produkowano tu rury gazowe, wodociągowe i kanalizacyjne, a także kaloryfery.
Obecnie we frontowym domu mieści się Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna.


źródła:
Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki.
Dariusz Kędzierski. Ulice Łodzi.

Fot. Monika Czechowicz
Fot. archiwalne: Archiwum Centrum Informacji w Łodzi.

Zobacz jeszcze:

wtorek, 26 stycznia 2016

GODZINA POLSKI, czyli… Łódź 100 lat temu (oraz słów kilka o gadzinowej prasie).



"Jak już donosiliśmy, wkrótce ma powstać w Łodzi nowe pismo p. t. „Godzina Polski". Na ulicach Warszawy rozlepiono olbrzymie plakaty, zawiadamiające, że w najbliższym czasie ukaże się nowe pismo p. t „Godzina Polski" Rzeczą charakterystyczna jest że plakaty drukowane są jedynie w języku polskim, dotychczas bowiem władze nie pozwalały na drukowanie ogłoszeń innych, jak tylko dwujęzycznych, t. j. w polskim i niemieckim równorzędnie.
„Godzina Polski“ pomimo, że wydawana będzie w Łodzi, w pierwszym rzędzie jest obliczona na Warszawę. Wydawcą nowego pisma będzie pan Napieralski, redaktorem zaś p. Cezary Zawiłowski, współwłaściciel berlińskiej agencyi „Wat".
            W odpowiedzi na wzmiankowane ogłoszenie, na bruku warszawskim ukazały się odezwy nawołujące nietylko do bojkotowania „Gadziny polskiej”, jak się wyraża odezwa, ale i lokali, któreby to pismo abonowały".
Ilustrowany Kurjer Codzienny, 17 grudnia 1915


„Godzina Polski”, pismo codzienne,  pojawiło się w Łodzi na początku 1916 roku.
Był to polskojęzyczny dziennik polityczny, społeczny i literacki wydawany w Warszawie i Łodzi przez władze niemieckie od 30 grudnia 1915 do 12 listopada 1918 roku, a następnie zastąpiony przez „Głos Polski”.
Wydawcami nowego dziennika byli Adam Napieralski i Cezary Zawiłowski. Wydawnictwo wchodziło w skład koncernu prasowego, do którego oprócz „Godziny” należały dwa pisma „Dziennik Polski” w Częstochowie i „Goniec Kujawski” we Włocławku. „Godzina Polski” prowadziła wyraźną politykę proniemiecką. Tytuł nowego pisma wybrano dość niefortunnie i ulica z miejsca przechrzciła „Godzinę” na „Gadzinę”. Stąd też przyjęło się określenie prasy sprzedajnej jako „prasy gadzinowej”.
„Godzina Polski” pod naczelną redakcją Cezarego Zawiłowskiego, mimo wszystko, cieszyła się dużą poczytnością, gdyż posiadała doskonały dział informacyjny. Do gazety dołączany był stały dodatek tygodniowy pod tytułem „Ilustrowany Kurier Wojenny”, zawierający sporo zdjęć z pól bitewnych.
Utworzono tajny „fundusz gadzinowy” (Reptilienfond), którego celem było pozyskiwanie przychylności dziennikarzy mających rozpowszechniać informacje propagandowe – korzystne z punktu widzenia zaborcy. Za pierwszą z takich gazet w Polsce uchodzi „Godzina Polski”.
Wobec tego, że pismo płaciło wysokie honoraria autorskie, współpracowało z nim wielu zdolnych dziennikarzy i publicystów, oczywiście anonimowo. W zespole redakcyjnym pisma znalazło się wielu dotychczasowych współpracowników „Gazety Łódzkiej”.

„Głos Polski” – dziennik polityczny, społeczny i literacki wydawany w Łodzi od 1918 do 1929 roku, kontynuacja okupacyjnej „Godziny Polskiej”.

Prasa łódzka odczuwała dotkliwie brak papieru spowodowany trudnościami wojennymi, dlatego też gazety wychodziły w objętości nie przekraczającej cztery stronice. Wyjątek stanowiła właśnie „Godzina Polski”, która obejmowała co najmniej osiem kolumn dużego formatu. Łamy dzienników przepełnione były komunikatami wojennymi i rozporządzeniami władz okupacyjnych. Z płacht zadrukowanego papieru wyzierało napiętnowane cierpieniem posępne oblicze wojny…



Gazeta "Rozwój", rok 1919.

„Godzina Polski” nazywana przez Polaków „Gadziną Polską” − ta przekręcona nazwa w okresie II wojny światowej stała się inspiracją do określenia polskojęzycznej prasy hitlerowskiej mianem gadzinówek.
Było to powszechne w czasach okupacji niemieckiej i sowieckiej określenie polskojęzycznej prasy, wydawanej przez administrację okupacyjną w Generalnym Gubernatorstwie oraz zachodnich obwodach ZSRR, w miejsce zlikwidowanych polskich tytułów prasowych.
Współpraca z prasą gadzinową była uznawana przez Polskie Państwo Podziemne za kolaborację. Najbardziej znane tytuły to: „Nowy Kurier Warszawski”, „Kurier Częstochowski”, „Goniec Krakowski”, „Dziennik Radomski”, „Goniec Codzienny”, „Ilustrowany Kurier Polski”, „Gazeta Lwowska”, „Fala”. Gadzinówkami okupanta sowieckiego były „Prawda Wileńska”, „Prawda Komsomolska”, „Wolna Łomża” i „Czerwony Sztandar” we Lwowie.


Czerwony Sztandar - gazeta wydawana w języku polskim we Lwowie przez okupacyjne władze radzieckie od 5 października 1939 roku (radziecka gadzinówka).
Nakład wynosił 40 tysięcy egzemplarzy. Redaktorem naczelnym byli J. A. Mańkowski oraz J. Markiewicz, od kwietnia 1941 roku E. W. Radecki. Swoje teksty zamieszczali na jego łamach m.in. Wanda Wasilewska, Julian Stryjkowski i Leon Chwistek. Gazeta o charakterze antypolskim propagująca komunizm i depolonizacje polskich ziem okupowanych przez ZSRR po 17 września 1939 roku.

W latach osiemdziesiątych XX wieku mianem tym określano gazety, które odzyskały prawo publikowania w okresie stanu wojennego.



źródła:
Słownik języka polskiego: Tom 2
Wacław Pawlak. Na łódzkim bruku.
Henryk Zieliński: Historia Polski 1914-1939.
Maciej Wilamowski, Konrad Wnęk, Lidia Zyblikiewicz: Leksykon polskich powiedzeń historycznych.
Marek Wąs. Gadzinowi dziennikarze.
Andrzej Kempa. Sylwetki łódzkich dziennikarzy i publicystów



Fot. ze stron:
http://weekend.gazeta.pl/
oraz ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.


Przeczytaj jeszcze:

niedziela, 24 stycznia 2016

W ROLI GŁÓWNEJ: DWORZEC KALISKI.



Dworzec Kaliski powstał na początku XX wieku na obrzeżach miasta na terenie lasu miejskiego, prawie trzy kilometry od centrum.
Już w 1862 roku powstał komitet budowy kolei żelaznej z Wrocławia do Warszawy, przecinającej Kalisz. Miała ona w Łodzi łączyć się z koleją warszawsko-wiedeńską. Jednak dopiero w 1898 roku car wyraził zgodę na realizację projektu. Prace trwały ponad dwa lata, a otwarcie ruchu na tej trasie nastąpiło w 1902 roku.
Główny budynek dworca należał do najpiękniejszych budowli użytkowych w Łodzi, zaprojektował go architekt Czesław Domaniewski, zaś secesyjne detale Jan Heurich (syn).


Przed wejściem były wysokie schody, które nadawały gmachowi monumentalny charakter.
Na plac przed dworcem prowadził specjalny wiadukt.
Także wewnątrz budynek prezentował się bardzo efektownie, jak na tamte czasy był niemal luksusowy. Dworzec miał mnóstwo eleganckich secesyjnych detali: mosiężne wykończenia, kryształowe szyby w drzwiach. Na peronach były piękne żeliwne podpory. Secesyjny wystrój był rzadkością w tego rodzaju budownictwie. W sąsiedztwie budynku dworcowego postawiono warsztaty, parowozownię, wieżę ciśnień i magazyny, a także domy dla kolejarzy.
W listopadzie 1914 roku Niemcy ostrzeliwali dworzec z armat i bombardowali z aeroplanów. Zniszczyli wtedy między innymi wieżę ciśnień, ale budynek przetrwał.
W 1918 roku łodzianie atakowali stację, na której bronili się żołnierze niemieccy. 28 września 1946 roku na stacji wydarzyła się katastrofa kolejowa, w której zginęło 21 osób, a ponad 40 zostało rannych.
Stary dworzec służył łodzianom do 1982 roku. Decyzja o przebudowie rejonu Łodzi kaliskiej zapadła szybko i nikt nie obronił cennego budynku, który nie był nawet wpisany do rejestru zabytków. Tak Łódź straciła jeden z ciekawszych obiektów. W jego miejsce w 1994 roku postawiono nowoczesną bryłę, która w żaden sposób nie może zstąpić uroczego secesyjnego budynku, który widać na starych fotografiach.


Dawny budynek dworca pojawia się w przedwojennym filmie „Skłamałam” Mieczysława Krawicza z 1937 roku.

Hela Urbankówna (grana przez Jadwigę Smosarską), uboga dziewczyna z prowincji, przybywa do Łodzi w poszukiwaniu pracy. Przyjeżdża na dworzec i zatrzymuje się przy schodach. I właśnie na dworcu zostaje dostrzeżona przez Karola Borowicza (Eugeniusz Bodo), który chce wykorzystać samotną, młodą i niedoświadczoną dziewczynę. Hela w biurze pośrednictwa pracy dostaje posadę „panny do dziecka”. Zaczyna spotykać się z Karolem, który biorąc ją „na miłość” – uwodzi i postanawia ciągnąc z niej zyski… 
Hela ucieka, gdy uświadamia sobie nikczemne zamiary Borowicza. W pociągu poznaje młode małżeństwo, które postanawia jej pomóc. Dostaje posadę korektorki w redakcji, gdzie poznaje dziennikarza, Stanisława Burskiego (Tadeusz Wesołowski), i z goracej, wzajemnej miłości wychodzi za niego. Ale jak to w melodramatach bywa, przeszłość ją dogania...

Hela (Jadwiga Smosarska) i Karol (Eugeniusz Bodo). 
Dworzec Kaliski, a przede wszystkim wspaniałe schody, pojawiają się w tym filmie w całej okazałości.

"Skłamałam", film z 1937 roku (fragment).
źródło: YouTube

Najsłynniejsze ujęcie schodów kaliskiego dworca pochodzi jednak z filmu „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza z 1959 roku. W pierwszej scenie schody kadrowane są z góry. W czasie wyświetlania napisów kamera pozostaje w jednym miejscu, podczas gdy po schodach przemieszczają się tłumy podróżnych, a w tle słyszymy muzykę Andrzeja Trzaskowskiego z piękną i nastrojową wokalizą wykonywaną przez Wandę Warską…

"Pociąg", film z roku 1959 (fragment)
źródło: YouTube

Z Warszawy na Hel wyrusza pociąg. Widać pasażerów idących po słynnych schodach Dworca Łódź Kaliska. Potem pasażerowie wsiadają – jako pierwszy lekarz (Leon Niemczyk), jako ostatni, gdyż skład już ruszył, Staszek (Zbigniew Cybulski), który chce odzyskać uczucie Marty (Lucyna Winnicka).

Kadr z filmu Jerzego Kawalerowicza "Pociąg". Zbigniew Cybulski jako Staszek.

W filmie „Ich dzień powszedni” Aleksandra Ścibora-Rylskiego (rok 1963) Nitka (Aleksandra Śląska) wyjeżdża do Nowego Targu. Mieli jechać z mężem Andrzejem (w tej roli Zbigniew Cybulski) na urlop do Rohatyni. Jednak przed wyjazdem ostro się kłócą. Zaczyna się od niekupienia środków nasennych, a kończy na żądaniach wyprowadzki.


W filmie ona jedzie z toru 4 przy peronie 4 pociągiem relacji Łódź Kaliska – Zakopane. On usiłuje zdążyć „na ich obojga” pociąg – „prosto peronem a potem na lewo między budynki” – jak tłumaczy „peronowy”. Andrzej usiłuje wskoczyć do jadącego pociągu, przeszkadza brama.
„Życie panu niemiłe” – denerwuje się na niego strażnik…

Zbigniew Cybulski i Aleksandra Śląska w filmie "Ich dzień powszedni". O filmie opowiada Stanisław Janicki.
źródło: YouTube

Zbigniew Cybulski zginął w podobnych okolicznościach cztery lata później, 8 stycznia 1967 roku. Wracając z planu zdjęciowego filmu „Morderca zostawia ślad” wpadł pod koła warszawskiego ekspresu, do którego próbował wskoczyć na trzecim peronie wrocławskiego dworca (dziś w tym miejscu znajduje się tablica pamiątkowa, którą odsłonił Andrzej Wajda w 1997 roku).

Wiesław Michnikowski jako inżynier Chrupek.

W półgodzinnej komedii Juliana Dziedziny „Otello z M-2” z 1968 roku inżynier Chrupek (grany przez Wiesława Michnikowskiego) wraca na Dworzec Kaliski z podróży służbowej. Z dworca dzwoni do żony (Iga Cembrzyńska). W słuchawce słyszy jednak męski głos…

Flm Juliana Dziedziny "Otello z M-2" (fragment).
źródło: YouTube

W serialu „Daleko od szosy” Zbigniewa Chmielewskiego z roku 1976 na dworcu Ania i Leszek (Irena Szewczyk i Krzysztof Stroiński) odgrywają swój rytuał: Leszek wsiada do stojącego pociągu i żegna się czule z Anią. Przechodzi przez pół wagonu i wtedy zakochani zaczynają się witać. Leszek wysiada z wagonu. 


Ania (Irena szewczyk) i Leszek (Krzysztof Stroiński).

Na serio żegnają się, gdy Ania wyjeżdża z mamą na wakacje do Jugosławii, w tej scenie można dokładnie zobaczyć drewniane budynki przylegające do głównego gmachu dworca, a w tle swoisty symbol tamtych czasów - saturator.

Kadr z filmu "Daleko od szosy". Odcinek 5 pt. "Pod prąd", Leszek i Ania na Dworcu Kaliskim.


Stary Dworzec Kaliski występuje także w filmie „Czerwone węże” w reżyserii Wojciecha Fiwka o strajkach robotniczych (nakręcony w roku 1981, doczekał się premiery dopiero w 1983). Dwunastoletnia Władzia Markowska przyjeżdża ze Śląska, gdzie strajkują hutnicy, do Łodzi pod opiekę rodziny robotniczej z fabryki… Scheiblera. 
Po zakończeniu strajku dziewczynka z Dworca Kaliskiego wraca do domu. W ostatnich sekwencjach filmu widać wspaniałe żeliwne podpory na peronie. Na zdjęciu obok: kadr z filmu "Czerwone węże": małżeństwo Stańczaków  (Alicja Jachiewicz i Stefan Szmidt) oraz mała Władzia (Agnieszka Wielgus). 
Film możesz obejrzeć TUTAJ.

Ostatnie kadry filmowe z wizerunkiem secesyjnego budynku, pochodzą z 1984 roku, z filmu Grzegorza Królikiewicza „Zabicie ciotki”.

Maria Klejdysz w „Zabiciu ciotki”.

Film jest ekranizacją opowiadania Andrzeja Bursy. Dwudziestoletni student spowiada się z popełnionych grzechów i wyznaje, że zabił ciotkę. Ksiądz odmawia mu rozgrzeszenia, bo chłopak nie żałuje swojego czynu. Tymczasem kolejne sceny pokazują ciotkę krzątającą się po mieszkaniu…



"Zabicie ciotki", rok 1984.
źródło: YouTube

Nowy dworzec powstał w 1994 roku. Według klasyfikacji PKP ma kategorię B. Dworzec posiada 6 peronów, które są częściowo zadaszone szklanymi wiatami na peronach. Budowla nie jest jednak interesująca pod względem architektonicznym, formą nawiązuje nieco do secesyjnej bryły, ale… brak jej klimatu i charakteru.


Nowy dworzec pojawia się w filmie „Ajlawiu” w reżyserii Marka Koterskiego (rok 1999) w paru znaczących migawkach. Przede wszystkim budynek stacji, a raczej jego śliska nawierzchnia, niemile zaskakuje Adasia Miauczyńskiego (Cezary Pazura): - Łódź, kurwa – przeklina, ślizgając się na schodach...

Cezary Pazura jako Adam Miauczyński w filmie Marka Koterskiego "Ajlawju".


Adaś – nieudany krytyk literacki – spędza niemal cały czas w pociągach relacji Łódź-Wrocław, gdzie mieszka jego ukochana Gosia (Katarzyna Figura). Oboje są po rozwodach, ale mieszkają z byłymi współmałżonkami i niemal dorosłymi dziećmi. Spotykają się, by zaznać chwili rozkoszy, ale także wzajemnie się podenerwować. Każdy powrót Miauczyńskiego do Łodzi jest pasmem udręk i frustracji.
Film możesz obejrzeć TUTAJ.


Dworzec pojawia się także w innej gorzkiej komedii z tego samego okresu „Bajlandzie” Henryka Dederki z 2000 roku. To tam w dworcowej hali podróżni oglądają spot reklamowy kandydującego na prezydenta Polski Jana Rydla (w tej roli Wojciech Pszoniak).

Tutaj też, na dworcu, bezrobotny plastyk (Olaf Lubaszenko) z żoną (Karolina Rosińska) szukają noclegu…

Film "Bajland" w reżyserii Henryka Dederki.
źródło: YouTube




W 2010 roku zdjęcia w pociągu odjeżdżającym z Dworca Kaliskiego kręcił Grzegorz Zgliński w „Wymyku”. Jeden z braci staje w obronie dziewczyny i zostaje wyrzucony z pociągu.
Dwaj bracia prowadzą wspólny biznes. Poważny incydent, do którego dochodzi w pociągu, zmusza ich do spojrzenia na siebie. Jeden z bohaterów nie staje na wysokości zadania i chce wyjść z tego z twarzą.

Robert Więckiewicz w roli Alfreda Firleja w filmie "Wymyk", rok 2010.


W czasach komuny na stacji Łódź Kaliska znajdowało się Kino Dworcowe.
Ryszard Bonisławaki: - Było ono przeznaczone dla ludzi czekających na pociąg, a mieściło się w secesyjnym głównym budynku, którego dziś już nie ma. Żeby kupić bilet, trzeba było mieć zapomnianą już dziś „peronówkę” – bilet, który uprawniał do przekroczenia bramy dworca.

Poniżej Dworzec Kaliski ok. 1970-1980 roku:

źródła:
Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki.
Joanna Podolska, Jakub Wiewiórski. Spacerownik. Łódź filmowa.
Przewodnik po filmowej Łodzi.
źródło filmów: YouTube.

Fot. archiwalne ze stron:
Filmoteka Narodowa

Fot. współczesne Monika Czechowicz

BAEDEKER POLECA:
Joanna Podolska, Jakub Wiewiórski. Spacerownik. Łódź filmowa.
Wreszcie powstał przewodnik, który zaprasza nas do wyruszenia w prawdziwie oryginalną podróż po mieście.
Autorzy spacerownika postanowili udać się w wędrówkę po Łodzi szlakiem zrealizowanych tutaj filmów, od przedwojennych po najnowsze. Podążając ich tropem, możemy z bliska przyjrzeć się miejscom, które znamy z dużego ekranu, z filmów takich jak „Ziemia obiecana”, „Jak daleko stąd, jak blisko” czy „Zakazane piosenki”. Czasami miasto było w nich głównym bohaterem, czasem stanowiło tylko tło zekranizowanej historii, a czasem przeobrażało się w Gdańsk, Stambuł, Kolonię. Z tego zadania również wywiązywało się świetnie. Książka zaprasza nas także do wyruszenia w podróż po szkole, której zawdzięczamy największych polskich reżyserów i operatorów – po dawnej Wytwórni Filmów Fabularnych, bez której nie byłoby polskiej kinematografii. Prowadzi do zapomnianych lokali, w których kwitło życie towarzyskie poza planem filmowym. W efekcie poszukiwań autorów powstał alfabetyczny spis industrialnych miejskich przestrzeni i ukrytych zakątków uwiecznionych niegdyś w kadrze. Wszystkie warte uwagi miejsca opisane są bardzo szczegółowo. W książce nie zabrakło też kadrów z filmów, których szlakiem podążamy. A trzeba dodać, że jednych i drugich nie jest mało.
«Łódź» to znaczyło «film»” - twierdził Roman Polański...
Autorzy:
Joanna Podolska – dziennikarka łódzkiego oddziału „Gazety Wyborczej” – znawczyni Łodzi i regionu, autorka poprzednich książek m.in. „Spacerownik łódzki”, „Spacerownik łódzki2”, "Spacerownik po regionie", "Spacerownik. Łódź żydowska", „Spacerownik Śladami żydów ziemii łódzkiej” i "Spacerownik. Cmentarz żydowski w Łodzi"

Jakub Wiewiórski – dziennikarz łódzkiego oddziału "Gazety Wyborczej" - znawca tematyki filmowej.