Na
ścianie kamienicy przy wjeździe do centrum Poddębic znajduje się
mural, który został zrealizowany przez artystę Piotra Topczyłko,
na zamówienie gminy Poddębice. Zakres prac obejmował wykonanie
malowidła z wykorzystaniem farb fotokatalitycznych. W projekcie
zostały użyte farby KNOxOUT, wykorzystujące energię światła
do rozkładania szkodliwych zanieczyszczeń powietrza i
przekształcania ich w mniej szkodliwe substancje.
Piotr
Topczyłko o sobie: Moim priorytetem zawsze były mural,
ale na nich nie kończy się moja działalność. Tworzę również
ilustracje
cyfrowe, grafiki na ubrania oraz animacje. Pracowałem
jako concept
artist w
branży gier, gdzie kreowałem mroczny świat dark fantasy.
Zrealizowałem wiele projektów komercyjnych dla parków rozrywki,
miast czy firm odzieżowych.
Od 15 maja pasaż oświetla 14 neonów, odtwarzających charakterystyczne logotypy nieistniejących już kin w Łodzi, takich jak Polesie, Bałtyk, Zachęta czy Włókniarz.
Młoda
dziewczyna w ludowym stroju z papierową wycinanką na szczytowej
ścianie bloku przy ul. Łódzkiej.
Mural
został zrealizowany dzięki dotacji Urzędu Marszałkowskiego
Województwa Łódzkiego na promocję regionu, a inspirowany
dziedzictwem lokalnej sztuki ludowej. – To
jest nawiązanie do tego, aby pamiętać, skąd pochodzimy – mówiła
Klaudia Rutkowska, autorka muralu. Postać dziewczynki z wycinanką
nawiązuje do ludowych tradycji powiatu piotrkowskiego. – Bardzo
dużą inspiracją była moja mama, to jej obraz z młodości,
zlepiony z kilku zdjęć. To jest nawiązanie do tego, żeby pamiętać
skąd pochodzimy i jaką kulturę mamy „za sobą” –
mówi młoda artystka. Praca powstała w wyniku konsultacji m.in. z
mieszkańcami Piotrkowa podczas warsztatów, ale także z
pracownikami Działu Strojów Ludowych i Tkanin oraz Działu Plastyki
Ludowej Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Bohaterka
muralu ma na sobie strój z wzorami charakterystycznymi dla plecionki
zdobiącej pasiaki piotrkowskiego stroju ludowego. Obok
niej namalowane są papierowe wycinanki z podpisanymi autorkami –
regionalnymi twórczyniami ludowymi Marcjanną Durą i Marią
Gronostaj.
Ten
mural nie tylko zmienia krajobraz miasta, jest też
wspaniałym
hołdem dla sztuki ludowej. Pokazuje, że możemy łączyć to, co
stare z tym, co nowe i jest kolejnym przystankiem do tego, abyśmy
razem odkrywali wspólnie dziedzictwo województwa łódzkiego. Źródło: https://www.piotrkowski24.pl/
"State of mind" to instalacja ceramiczna stworzona z elementów czterech kolekcji gresów szkliwionych Ceramiki Paradyż, które układają się w kompozycję ilustracyjną.
Autorem mozaiki na ścianie sąsiadujacej z Teatrem Nowym jest Bartek Bojarczuk. To wyjątkowa praca - zwykle mozaiki składają się z niewielkich, nieregularnych elementów mozolnie budujących większą całość, ale tutaj technika jest inna. Każdy, nawet najmniejszy fragment powstał specjalnie dla tej mozaiki i miał od razu przypisane miejsce. Takich precyzyjnie wyciętych elementów wykorzystano aż 900. Powielajace się, geometryczne kształty, widziane z róznych perspektyw głowy - tą instalacją z pogranicza ozaiki i muralu artysta chciał pokazać wnętrze ludzkiego umysłu i ulotność biegnących w różne strony myśli. "State of mind" ("Stan umysłu") ma być chwilą na zatrzymanie i przyjrzenie się im z bliska.
Praca przedstawia wnętrze umysłu bliżej nieokreślonej osoby. Autor stara się odpowiedzieć na bardzo trudne pytanie: jak zwizualizować coś tak ulotnego jak ludzkie myśli.
Formy rozszczepienia, różne drogi, jakie wyobrażamy sobie w ułamku sekundy uchwycone zostały w obrazie, zastopowane za pomocą magicznego pilota, na którym wciśnięto "pauzę". Natłok myśli, niczym czarna dziura, przyciąga postać, która zbyt łatwo nie poddaje się grawitacji, walcząc, aby pozostać na powierzchni.
Zarówno treściowo, jak i formalnie praca swobodnie koresponduje z muralem rosyjskiego artysty o pseudonimie Morik, który znajduje się po drugiej stronie ulicy Zachodniej - na ścianie budynku przy ulicy Więckowskiego 9.
Mural
upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w
Opolu, stolicy polskiej piosenki. Zaprojektował go i wykonał Bruno Neuhamer.
Fot. baedeker łódzki
Krzysztof
Krawczyk - wokalista znany z głębokiego, barytonowego głosu,
gitarzysta i kompozytor. Członek zespołów Trubadurzy i Izomorf 67.
Sięgał po repertuar popowy, rock and rollowy, country, kolędy,
muzykę biesiadną.
Urodził się 8 września 1946 roku w Katowicach,
zmarł 5 kwietnia 2021 roku w Łodzi. Pochowany został w podłódzkich
Grotnikach.
Mural upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w Opolu.
Fot. baedeker łódzki
Krzysztof
January Krawczyk urodził się w artystycznej, śląsko-dąbrowskiej
rodzinie. Rodzice poznali się w czasie wojny, pracując razem w
fabryce amunicji w Sosnowcu. Matka, Lucyna Krawczyk (1922–2006),
pochodziła z Bielsko-Białej. Była aktorką i śpiewaczką,
występowała m.in. w łódzkim Teatrze Muzycznym i Państwowej
Operetce. Ojciec, January Krawczyk (1906–1964), urodził się w
Sosnowcu. Był dyrygentem, aktorem i śpiewakiem operowym. Od 1933
roku do wybuchu II wojny światowej prowadził orkiestry dansingowe
na statkach trans-atlantyckich. Po wojnie występował w Teatrze
Śląskim im. Wyspiańskiego w Katowicach (1945–1947), Teatrze
Miejskim w Białymstoku (1947–1948), Teatrze Polskim w Poznaniu
(1948–1955).
Państwo Krawczykowie.
(źródło fotografii: Fakt.pl )
Później rodzina Krawczyków przeniosła się do
Łodzi; January występował m.in. w Państwowej Operetce, Teatrze
Ziemi Łódzkiej. Wystąpił w kilku filmach, w rolach epizodycznych.
Ojca "samotnego Trubadura" możemy zobaczyć m.in. w
"Zezowatym Szczęściu" (1960) Andrzeja Munka, "Czasie
przeszłym" (1961) Leonarda Buczkowskiego i "Panience z
okienka" (1964) Marii Kaniewskiej. Zmarł z powodu choroby
nowotworowej kiedy Krzysztof miał 18 lat.
January Krawczyk, ps. Sampolini (1906-1964)
- polski aktor, śpiewak (baryton liryczny) i dyrygent.
(źródło fotografii:
Internetowy Słownik Biograficzny Artystów Scen Polskich
Krzysztof
od niemowlęctwa przejawiał zainteresowanie muzyką. Podobno już w kołysce bardzo żywo
reagował na muzykę taneczną, wykonując ruchy przypominające
taniec.
Mały Krzyś.
(źródło fotografii: Fakt.pl )
Mając kilka lat tańczył pod sklepem z nadajnikami
radiowymi, z którego dobiegały dźwięki muzyki, wzbudzając
zachwyt i aplauz przechodniów. Krzysztof Krawczyk spędził swoje dzieciństwo w
teatrach, często oglądał swoich rodziców podczas prób, uwielbiał
chodzić na przedstawienia.
Mały Krzyś z rodzicami.
(źródło fotografii: Fakt.pl)
Naukę
gry na fortepianie rozpoczął w wieku czterech lat – January
Krawczyk wiedząc jak ważne w życiu muzyka są ćwiczenia wymagał
od swojego młodziutkiego syna codziennych treningów, które trwały
przynajmniej pół godziny. W 1953 roku rozpoczął naukę w klasie
fortepianu w Szkole Muzycznej im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu. W
1956 roku przeniósł się do Łodzi, gdzie uczęszczał do Szkoły
Muzycznej noszącej imię tego samego patrona. W liceum pobierał
lekcje śpiewu, gry na gitarze nauczył się samodzielnie. Pomimo
swojej miłości do muzyki, Krzysztof Krawczyk nie marzył od dziecka
o tej drodze kariery. Początkowo pragnął zostać księdzem (z tego
powodu rozpoczął naukę łaciny), pilotem kukuruźnika
(prenumerował "Skrzydlatą Polskę" i sklejał modele
samolotów). Myślał też o karierze prawniczej. Muzykiem
został dzięki fascynacji amerykańskim kinem, bluesem, jazzem, a
później rock and rollem. W latach 50. dystrybucja amerykańskich
filmów była znikoma, w kinoteatrach przeważały produkcje polskie
i radzieckie. Krawczyk spędzał swoje dzieciństwo w Łodzi, mieście
związanym z legendarną Filmówką. Ojciec zabierał go czasami na
zamknięte pokazy amerykańskich filmów – tak usłyszał po raz
pierwszy Louisa Armstronga. Kolejnym impulsem był rock and roll: "To
było coś na kształt rewolucji – wyzwolenie z okowów starej
muzyki" – wspominał Krawczyk w swojej autobiografii –
"Jakbyśmy niewolniczo tkwili w muzyce przeszłości i nagle
dzięki takim ludziom jak Bill Halley, Elvis Presley, a potem
Beatlesi wybiliśmy się – my powojenne pokolenie – na wolność
muzyczną". W
1962 roku Krzysztof Krawczyk został wyrzucony z liceum za incydent
związany ze spożyciem alkoholu. Maturę zdał chodząc do szkoły
wieczorowej, już wtedy występował razem ze Sławomirem Kowalskim –
późniejszym Trubadurem. Grali na różnego rodzaju szkolnych
akademiach – pozwalało im to poprawić stopnie. Poznali się na
organizowanej przez łódzki Młodzieżowy Dom Kultury imprezie z
cyklu "Spotkanie z piosenką", podczas której każdy mógł
wystąpić na scenie. Krawczyk był wtedy solistą zespołu Komety.
Zespół Komety.
Od lewej: Henryk Stolarski, Krzysztof Krawczyk, Tadeusz Aleksander Kawecki, konferansjer zespołu Wojtek Majewski, Marian Lichtman, Jerzy Rybiński, Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)
Zespół
wokalno-instrumentalny Komety powstał w 1962 roku w Łodzi.
Założycielem grupy był Jerzy Krzemiński - akordeon, gitara.
Pozostałymi członkami formacji byli: Janusz Płyta - gitara; Jerzy
Rybiński - gitara basowa, śpiew; Henryk Stolarski - perkusja;
Krzysztof Krawczyk - śpiew; Marian Lichtman - śpiew i Aleksander
Kawecki - śpiew. Konferansjerem w czasie występów Komet był
Andrzej Maciejewski. Grupa odbywała próby w Młodzieżowym Domu
Kultury w Łodzi.
Repertuar Komet składał się z utworów
instrumentalnych The Shadows i The Ventures oraz piosenek Billa
Haleya, Elvisa Presleya, Paula Anki, Neila Sedaki, Roya Orbisona,
Cliffa Richarda, The Platters i The Beatles. Zespół grał w MDK,
klubie Hermes oraz w innych łódzkich klubach.
Grupa zakończyła
działalność w 1964 roku - Jerzy Krzemiński, Marian Lichtman
i Krzysztof Krawczyk znaleźli się w składzie powstałego wtedy
zespołu Trubadurzy.
Zespół Komety.
Za perkusją Henryk Stolarski; od lewej: Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński, Jerzy Rybiński, Marian Lichtman.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)
Sławomir Kowalewski w wywiadzie przeprowadzonym przez Bohdana Gadomskiego
wspomina spotkanie z Krawczykiem: Pamiętam,
że ubrany był w długi sweter i śpiewał piosenkę "Ząb,
boli mnie ząb". Nie pamiętam, jakie miejsce wtedy zajął, ale
zwrócił moją uwagę. Szybko nawiązaliśmy kontakt ze sobą i w
ten sposób zaczęła się nasza znajomość, która ładnie się
rozwijała. Już wtedy miałem pomysł na założenie zespołu big
beatowego w Łodzi, który byłby super grupą reprezentującą
miasto na ogólnopolskim rynku.
Sławomir Kowalewski
- piosenkarz, gitarzysta i kompozytor. Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Marianem Lichtmanem, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku Trubadurów.
(źródło fotografii: strona Sławomira Kowalewskiego na FB/ Facebook/
W
pierwszym składzie powstałego w 1963 roku zespołu Trubadurzy
znaleźli się: Sławomir Kowalewski (lider zespołu, gitara basowa i
śpiew), Krzysztof Krawczyk (gitara i śpiew), Bogdan Borkowski
(gitara i śpiew). Po krótkim czasie dołączyła do nich Sława
Mikołajczyk (śpiew). Ich największym wzorem, podobnie jak młodych
zespołów na wszystkich kontynentach, byli Beatlesi. W pierwszych
latach istnienia zespołu Trubadurzy często coverowali piosenki
czwórki z Liverpoolu. Pomysłodawcą nazwy był Borkowski;
początkowo mieli nazywać się z angielska: The Troubadours.
Krzysztof
Krawczyk zapisał wspomnienia z pierwszych koncertów:
Koncert odbył się w Hali Sportowej w Łodzi, w karnawałowym
okresie pomaturalnym. Amatorski zespół występował przed wielkimi
gwiazdami bigbitu, Czerwono-Czarnymi.
12
tysięcy ludzi krzyczało po naszym występie: "Trubadurzy,
Trubadurzy!!!". W późniejszych latach mieliśmy ogromną ilość
koncertów tego typu, ale ten koncert w Łodzi był pierwszy.
Pamiętam też, jak już jako pracownicy Estrady Łódzkiej graliśmy
dla kilku tysięcy młodych łodziaków w Parku Poniatowskiego.
Młodzież tańczyła, śpiewała, zapaliła pochodnie z gazet aż w
końcu musiała interweniować milicja z psami, bo kto wie, jak by
się to skończyło. Miałem wtedy 19 lat.
Znakiem rozpoznawczym zespołu były charakterystyczne stroje. Najpierw nosili koszule z żabotami i tużurki, czyli rodzaj żakietu o wyciętych i zaokrąglonych połach popularny w okresie biedermeier – było to dla nich wyjątkowo niekomfortowe – kostiumy były z grubego materiału, czuli się jak w saunie.
Kolejny wizerunek zespołu,
czyli kostiumy przypominający stroje muszkieterów, były już o
wiele wygodniejsze. Zaprojektował je Szymon Kobyliński, wybitny
ilustrator, jeden z pionierów polskiego komiksu i historyk
komiksu. Inspiracją do ich nowego wizerunku były plakaty promujące
spektakl "Cyrano de Bergerac" w Teatrze im. Stefana Jaracza
w Łodzi, które zobaczyli na spacerze, wracając z próby. Krawczyk
miał wtedy powiedzieć: "Panowie, nad czym my dyskutujemy?
Przecież każdy w życiu chciał być muszkieterem".
Kolejnym
charakterystycznym elementem koncertów Trubadurów była
choreografia, każdej piosence towarzyszył inny performans. Estrada
Łódzka, z którą byli związani kontraktem, wymagała od nich
tańca z gitarami. Mikrofony były przymocowane do gitar, co nie było
zbyt łatwe – konieczność występowania z dwoma kablami, jednym
połączonym z mikrofonem, drugim z gitarą, była dość kłopotliwa. W
1966 roku Trubadurzy zadebiutowali na Krajowym Festiwalu Piosenki
Polskiej w Opolu. Za piosenkę "Ondraszku, Ondraszku"
otrzymali II nagrodę w "Koncercie młodości".
Sława Mikołajczyk & Trubadurzy - Ondraszek
(źródło: YouTube.pl)
Byli jednym
z najpopularniejszych zespołów bigbitowych w Polsce, koncertowali w
całym kraju. W swojej twórczości łączyli różne nurty muzyki
rockowej (od psychodelii i rocka progresywnego do funk rocka),
wieloosobowymi partiami wokalnymi znanymi z nurtu doo wop i
inspiracjami wschodnim folklorem, szczególnie rosyjskimi romansami.
To właśnie nawiązania do rosyjsko-romskiej muzyki wyznaczały
charakter pierwszych płyt utworu, szczególnie słychać to w
harmonii i charakterystycznych zwrotach melodycznych.
"Dziennik Łódzki", rok 1967.
Nagrana w 1968
roku debiutancka płyta "Krajobrazy" zdobyła status Złotej
Płyty. Do składu dołączył Ryszard Poznakowski (organy, pianino).
Trubadurzy, rok 1968.
Od lewej: Ryszard Poznakowski, Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk, Sławomir Kowalewski.
Trubadurzy zdobyli ogromną popularność nie tylko w Polsce. Zostali prawdziwymi gwiazdami w Związku Radzieckim – dla tamtejszej publiczności byli powiewem Zachodu. Ich płyty wydawane przez Miełodię rozchodziły się w olbrzymich nakładach.
"Dziennik Łódzki", rok 1969.
Podczas trasy w
1969 roku zagrali około 70 koncertów. Na koncertach w ZSRR zdarzało
im się śpiewać po angielsku, co spotykało się zawsze z oporem
radzieckich cenzorów. Trubadurzy próbowali wybrnąć z impasu
argumentami o poprawnym ideologicznym pochodzeniu rock and rolla,
mówili, że są to "piosenki niewolników, śpiewane przeciw
swym ciemiężcom". W ten sposób zdobywali pozwolenie nawet na
śpiewanie Beatlesów…
"Dziennik Łódzki", rok 1969.
Występowali
też m.in. w Mongolii (ponad 20 koncertów), NRD, RFN,
Czechosłowacji, Bułgarii, Belgii, Holandii. Jednym z największych
osiągnięć zespołu był występ na koncercie zorganizowanym z
okazji Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972.
W 1974 Polskę opuścił Marian
Lichtman, który emigrował do Danii, jego rodzice wyjechali z Polski
w trakcie antysemickiej nagonki w marcu 1968 roku. Wyjazd
Lichtmana był wielkim ciosem dla Krzysztofa Krawczyka, byli bliskimi
przyjaciółmi.
Marian Lichtman (fot. Sebastian Skalski),
urodził się w 1947 roku w Łodzi
- kompozytor, perkusista i wokalista.
Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Sławomirem Kowalewskim, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku zespół Trubadurzy.
Zespół został reaktywowany w 1976 roku, w tym
samym roku Krawczyk znowu go opuścił. Trubadurzy koncertują do
dziś.
"Dziennik Łódzki", rok 1975.
"Dziennik Łódzki", rok 1975.
Ciekawym
epizodem z życia Krzysztofa Krawczyka był eksperymentalny Izomorf’
67 stworzony przez poetę Andrzeja Bajkowskiego. Zespół ten istniał
przez półtora roku, w okresie konfliktu w Trubadurach. Marian
Lichtman w rozmowie z Andrzejem Kosmalą charakteryzował ten spór o
hegemonię w zespole jako "młodzieżowe ambicyjki, zagrywki".
Nazwa eksperymentalnego składu pochodziła od uproszczonego zapisu
nutowego – nazywanego izomorficznym – został on stworzony z
myślą o amatorskich muzykach, którzy nie posiadali wszechstronnego
wykształcenia muzycznego. Jego twórcami byli filozof Tadeusz Wójcik
i muzykolog Maciej Zalewski, założyciele Studium Postępu
Technicznego Muzyki "Izomorf" przy Warszawskim Towarzystwie
Muzycznym. Teoria ta została opisana w pracy "Zasady
izomorficznej notacji muzycznej" (Warszawa, 1962). Zapis
izomorficzny promowany był w popularnym czasopiśmie "Radar". W
pierwszym składzie Izomorfu 67 występowali: Sława Mikołajczyk
(śpiew), Krzysztof Krawczyk (śpiew, gitara basowa), Marian Lichtman
(perkusja). Krawczyk nauczył się grać na gitarze basowej
specjalnie na tę okazję. Zawieszeni Trubadurzy tworzyli piosenki
inspirowane sztuką, śpiewali o obrazach Salvadora Dalego,
"Słonecznikach" Van Gogha, a nawet obrazach Teofila
Ociepki. Krawczyk wspominał: Izomorf’
67 był efemerydą na naszym rynku muzycznym. Takim ambitnym
dziwolągiem muzycznym i od początku miał małe szanse. Był to
bardzo trudny okres, bo nie było zarobków. Pamiętam, że z
Lichtmanem potrafiliśmy w Warszawie pokonać piechotą odległość
z wynajętego mieszkania na Ochocie do studenckiej stołówki na
Grochowie, gdzie zupy były za darmo i myśmy się tymi zupami
karmili.
"Dziennik Popularny", rok 1976.
W
1973 roku Krzysztof Krawczyk nagrał pierwszą solową płytę –
"Byłaś mi nadzieją".
Koncertował wtedy niemal na całym
świecie – dojechał nawet na Kubę i Jamajkę. Nazywany był
"polskim Tomem Jonesem".
"Odgłosy", rok 1976.
Ważnym
momentem solowej kariery Krawczyka było spotkanie z Jerzym Milianem,
muzykiem znanym z sekstetu Krzysztofa Komedy. W latach 70. był
dyrektorem Orkiestry Rozrywkowej Polskiego Radia i Telewizji w
Katowicach – jego dorobek prawdziwie doceniany jest dopiero
dzisiaj, dzięki reedycjom wydawanym przez wytwórnię GAD Records.
"Prowadził wspaniałą orkiestrę, którą wymyślił i był z
nią bardzo zżyty, złożoną z młodych muzyków, wśród których
cieszył się dużym poważaniem, mimo bardzo kumpelskiego stosunku
do nich" – wspominał Krzysztof Krawczyk. Napisali razem kilka
wspólnych piosenek, m.in. prawdopodobnie największy hit w karierze
polskiego Toma Jonesa – "Parostatek". Innym
istotnym przebojem w karierze Krawczyka był napisany w 1979 roku z
Jarosławem Kukulskim utwór "To, co dał nam świat".
Kukulski opowiadał w niej o swoim rozstaniu z Anną Jantar – po nagraniu piosenka nie była
puszczana w radiu, przypomniano sobie o niej po tragicznej śmierci
Anny Jantar.
Krzysztof Krawczyk "To co dał nam świat"
(źródło: YouTube.pl)
Krzysztof
Krawczyk marzył o międzynarodowej karierze, występy na zachodnich
estradach (albo chałturach) oznaczały dla Polaków olbrzymie
pieniądze. W 1977 roku podpisał kontrakt z NRD-owską wytwórnią
Polydor, dla której nagrał dwa single "Als wir noch kinder
waren" i "Aufwiedersehen Madelaine"). Współpracował
z Hansem Schlenderem, człowiekiem odpowiedzialnym za wypromowaniu na
niemieckim rynku Karela Gotta. Podbój niemieckiego rynku z powodu
niesnasek z wytwórnią okazał się porażką. W 1980 roku Krawczyk
wyjechał na tournée dla Polonii w Stanach Zjednoczonych Ameryki,
gdzie zdecydował pozostać na dłużej.
Krystof
(Krzysztof Krawczyk) - Auf Wiedersehen Madelaine (1979)
(źródło: YouTube.pl)
W
latach 1980–1985 koncertował na terenie USA, wyjątkowo dużo
koncertów zagrał w klubach w Las Vegas. Najczęściej były to
imprezy polonijne, chociaż wciąż liczył na wielki sukces,
poszerzenie swojej publiczności o anglojęzycznych mieszkańców
Stanów. Wydał płytę "From a Different Place" dla
wytwórni TRC, ale amerykański sen Krawczyka wciąż nie mógł się
ziścić. Warunki zdawały się idealne, w kraju trwał karnawał
"Solidarności", Polska często pojawiała się na
nagłówkach amerykańskich gazet. Samotny trubadur w Ameryce wydał
nawet singiel pt. "Solidarity" (występował jako Krystof),
na którego okładce maluje farbą na murze napis: "Solidarność".
Krzysztof Krawczyk - Solidarity (źródło: YouTube.pl)
Krzysztof Krawczyk, Nowy Jork, 1982. Fot. Cz. Czapliński.
Na
emigracji nie zawsze mógł wyżyć z koncertowania. Zdarzało mu się
pracować jako barman, taksówkarz, robotnik fizyczny. Wspominał, że
w magazynie "Billboard" przeczytał recenzję płyty
Zbigniewa Namysłowskiego, w której dziennikarz napisał: "Podobno
jest to najlepszy saksofonista w Polsce, oznacza to widocznie to
samo, co najlepszy hokeista lodowy w Kenii". Podobno do decyzji
o powrocie namówił go Czesław Niemen, którego spotkał na jednym
z amerykańskich koncertów.
"Odgłosy", rok 1983.
Wrócił
do Polski w 1985 roku, chociaż w latach 1990–1994 ponownie
zamieszkał w Stanach. W Nashville nagrał płytę wyprodukowaną
przez Davida Briggsa, który współpracował z Deanem Martinem,
Joaną Baez, Dolly Parton, B. B. Kingiem. Nagrał nawet jedną sesję
nagraniową z Elvisem Presleyem. Niestety i tym razem nie zdobył
amerykańskiego rynku. "Pokochałem ten kraj mimo wielu porażek
i upokorzeń" – mówił Krawczyk.
"Odgłosy", rok 1983.
Pobyt
w USA odcisnął duże piętno na muzyce Krawczyka. W 1986 roku
nagrał dla Telewizji Polskiej recital country "Nie przesadza
się starych drzew". Rok później nagrał "Country Album".
Andrzej Kosmala wspominał, że Krawczyk miał problem ze śpiewaniem
"na pół gwizdka", z luzem potrzebnym do wykonywania
country, jakby od niechcenia. Dlatego przed nagraniem każdego
kolejnego utworu zażywał tabletkę relanium.
Nie
przesadza się starych drzew. Krzysztof Krawczyk
(źródło: YouTube.pl)
W
1994 roku Krzysztof Krawczyk nagrał album "Gdy nam śpiewał
Elvis Presley", na której oprócz tytułowej piosenki znalazło
się 18 polskojęzycznych coverów piosenek mistrza z Memphis.
"Gdy nam śpiewał Elvis Presley", album The Best Of,vol.2
(źródło: YouTube.pl)
Na swojej stronie Facebookowej pisał w 2015 roku: Elvis Presley – to kolorowe okładki płyt z tamtych lat, a na tych płytach upajający głos, który pozwalał nam mocniej przytulać dziewczyny. Elvis Presley – to głos, który rozjaśniał naszą polską szarą rzeczywistość tamtych trudnych lat. Bo gdy nam śpiewał Elvis Presley, świat miał trochę więcej barw! (…) Elvis Presley – to moje życie!
"Odgłosy", rok 1986.
W
czerwcu 1988 roku Krzysztof Krawczyk wraz z synem Krzysztofem i żoną
Ewą ulegli wypadkowi samochodowemu. Wokalista zasnął za kierownicą
fiata 125p, wjechał w drzewo. Jego żonie nic się nie stało,
ojciec z synem doznali bardzo poważnych obrażeń. Lista obrażeń
Krawczyka była bardzo długa: pęknięta żuchwa, uszkodzone kości
policzkowe, złamana szczęka, centralne zwichnięcie stawu
biodrowego i złamana noga. W wypadku jeszcze bardziej
ucierpiał Krzysztof Krawczyk junior, który doznał obrażeń
ośrodkowego układu nerwowego. Dla
Krzysztofa Krawczyka wypadek, a właściwie przetrwanie wypadku i
rehabilitacji był jedną z przyczyn powrotu do wiary. Duchowej pomocy
poszukiwał u o. Jana Góry, poznańskiego dominikanina. Nagrał
wtedy swoją interpretację "Psalmów Króla Dawida",
wykorzystywał tłumaczenia Romana Brandstaettera, Anny Kamieńskiej
i Czesława Miłosza. Później nagrywał wiele płyt z repertuarem
religijnym (m.in. "Ave Maria", "Ojcu świętemu
śpiewajmy") i świątecznym. Album
"Ave Maria" dedykował Janowi Pawłowi II. Biskup Jan
Chrapek podczas papieskiej pielgrzymki do Polski w 1997 roku
zaprowadził piosenkarza przed oblicze zwierzchnika kościoła
katolickiego. Trzy lata później uczestniczył w oficjalnej
Narodowej Pielgrzymce Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 do Rzymu,
śpiewał na placu Święto Piotra.
Krzysztof Krawczyk. Ave Maria.
(źródło: YouTube.pl)
Twórczość
Krzysztofa Krawczyka po 1989 roku spotykała się z powszechną
krytyką prasy muzycznej, ale muzyk się nią za bardzo nie
przejmował – szczególnie, że był to dla niego okres wspaniały
finansowo, o czym otwarcie mówił. Po powrocie do kraju w 1995 roku
jego utwory nie były zbyt chętnie puszczane w telewizji publicznej.
Najpopularniejszym programem muzycznym był wtedy Polsatowski "Disco
Relax" promujący disco polo, muzykę chodnikową i lokalne
odmiany dance’u. Krawczyk postanowił nawiązać do młodzieżowej
estetyki, chociaż najważniejszym punktem odniesienia było dla
niego italo disco i włoskie canzone.
Akceptował dyskotekową rytmizację, używał w swoich utworach
nawet elementów rapu (w niektórych piosenkach rapował jego syn –
Krzysztof Igor Krawczyk). Nagrywał nowe wersje starych przebojów,
komponował też nowe utwory. Piosenkarz korzystał z popularności
disco polo.
Krzysztof Krawczyk. Amore
Mio.
(źródło: YouTube.pl)
Kolejnym
przełomem w twórczości Krawczyka była płyta nagrana z Goranem
Bregoviciem, który kilka lat wcześniej zaistniał na polskim rynku
albumem "Kayah i Bregović". Serbsko-chorwacki gwiazdor
współpracował z gwiazdami z całego świata, m.in. Iggym Popem,
Cesárią Évorą, Ofrą Hazą. Bregović postanowił nagrać
płytę z polskim wokalistą, ale nie znał polskiej sceny muzycznej,
poprosił swoich współpracowników o dostarczenie mu płyt. Krążek
z głosem Krawczyka był jednym z pierwszych, przestał słuchać
dalej i zdecydował się na Krawczyka. Dziennikarka Maria Szabłowska
zapytała się Bregovicia, co zaważyło na jego wyborze, ten miał
odpowiedzieć, że Krawczyk ma "prawdę w głosie".
Zgadzałoby się to z poradami, których samotny trubadur udziela
artystom rozpoczynającym pracę na scenie: Nie
ma nic gorszego na scenie jak fałszywie brzmiąca nuta. I nie chodzi
tutaj tylko o dźwięk wydobywający się z instrumentu czy gardła.
Chodzi o prawdę w czystej postaci, o zgodność postawy, wyrazu
twarzy, gestu i modulacji głosu, zgodność z własną duszą,
często podświadomością, zgodność z własną osobowością.
Krzysztof Krawczyk & Goran Bregovic - Ojda Ojada [Official Music Video]
(źródło: YouTube.pl)
Piosenki
zawarte na płycie "Daj mi drugie życie" (2001) duetu
Krawczyk i Bregovic, to nowe aranżacje piosenek od dawna
znajdujących się w repertuarze postjugosłowiańskiego wokalisty.
Ich autorem jest Ryszard Kniat, kompozytor wielu piosenek Krawczyka.
W trakcie pracy nad albumem pokazał mu interpretacje piosenek
Bregovicia w wykonaniu Slobodana Salijevicia i George’a Dalarasa,
zwracając mu uwagę na charakterystyczny sposób używania przez
nich wibrata, potrzebny w wykonywaniu muzyki bałkańskiej. Bregović
zostawił Krawczykowi swobodę interpretacyjną, sugerując mu
jedynie pewne zmiany dotyczące artykulacji. Chórki zostały nagrane
przez członkinie folkowego zespołu Każdy Sobie z Oleśnicy. Lider
jugosłowiańskiego zespołu Bijelo Dugme zapytany czemu nagrał
płytę z muzykiem disco polo, odpowiedział: "Jeżeli Krawczyk
jest disco polo, to ja jestem serbo polo albo serbo disco, jak kto
woli".
Krzysztof Krawczyk i Edyta Bartosiewicz. Trudno tak (razem być nam ze sobą...)
(źródło: YouTube.pl)
W
XXI wieku często nagrywał piosenki z artystami młodszymi od
siebie, idolami pokolenia jego dzieci i wnuków: Edytą Bartosiewicz,
Muńkiem Staszczykiem, Norbim, Andrzejem Piasecznym, Maciejem
Maleńczukiem, Robertem Gawlińskim, Ras Lutą. Jego utwory były
chętnie samplowane przez hip-hopowych producentów, m.in. "Zobacz
co potrafię" OMP albo "Prowo" Quebonafide. W 2020
roku na pętli z "Trudno tak" nawijali Berner & B-Real
z Rickiem Rossem.
Krzysztof
Krawczyk - New York (DJ Duch G-Funk Mix)
(źródło: YouTube.pl)
Utwory
Krawczyka doczekały się kilku popularnych remiksów: odwołujące
się do vaporwave’owej estetyki "Chciałem być 2015"
nagrane przez unitrΔ_Δudio czy "New York" (DJ Duch G-Funk
Mix) wydane przez The Very Polish Cut Outs. Piosenkarz stał się
bohaterem wielu memów (np. związanych z wywiadem z 2012 roku, w
którym prowadzący ma bardzo duży problem z wymówieniem nazwy i
odmianą nazwy "Trubadurzy") i przeróbek (m.in.
"Parostatkiem na West Coast"). Do wszystkich
reinterpretacji swojej twórczości odnosił się z dużą
serdecznością i zainteresowaniem.
Krzysztof Krawczyk nagrał kilkaset albumów – oficjalne źródła mówią o 129 oficjalnych solowych płytach. Poza tym płyty z jego muzyką funkcjonowały jako dodatki do gazet i czasopism; prawdopodobnie przez każdy polskim dom przewinęła się kiedyś płyta z nagraniami Krzysztofa Krawczyka. Magdalena Okraska w felietonie dla Radiowego Centrum Kultury Ludowej pisała: To artysta, którego i za życia, i do śmierci bardzo zasadniczo odżegnywano od jakichkolwiek związków z kulturą wysoką czy panteonem zasłużonych dla polskiej rozrywki osób, mimo że jego utwory nucono od Gdańska po Podkarpacie, a teksty znano na blachę od imprez integracyjnych działu IT w dużej korporacji po dożynki i remizę, matkę polskiej dobrej zabawy.
Ostatnie
lata swojego życia Krzysztof Krawczyk spędził z żoną Ewą w
podłódzkich Grotnikach, gdzie kupili i wspólnie wyremontowali dom.
Zmarł 5 kwietnia 2021 roku,
spoczął na miejscowym cmentarzu w Grotnikach.
Rodzice Krzysztofa Krawczyka oraz jego brat Andrzej również spoczywają na cmentarzu w Grotnikach.
Źródła:
Andrzej Kosmala, Krzysztof Krawczyk. "Krzysztof Krawczyk. Życie
jak wino", Warszawa 2021.
Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019.