poniedziałek, 25 maja 2026

Druga wieża Babel: język łodzian w XIX wieku.



O tym, jakim językiem mówiono w Łodzi w początkowej fazie jej rozwoju jako miasta fabrycznego dowiadujemy się z ówczesnej prasy, literatury o tematyce łódzkiej oraz ze wspomnień. W tekstach tych język dziewiętnastowiecznego miasta jawi się jako swoisty konglomerat trzech języków: polskiego, niemieckiego i jidysz. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że w szkole obowiązywał język rosyjski. Zwracali na to uwagę ówcześni publicyści i dziennikarze, np. S. Górski w szkicu z 1904 roku charakteryzuje miasto następująco:
Szyldy na sklepach w Łodzi noszą napisy w trzech językach: rosyjskim, polskim i niemieckim - znamionuje to postęp polskości w mieście, gdzie przed kilkunastu laty trudno było rozmówić się w języku ojczystym."

"Dziennik Łódzki", rok 1889.

Pismo rządu gubernialnego mazowieckiego z 14 sierpnia 1844 roku:
"Miasto Łódź jest jednym z najznakomitszych miast fabrycznych w Królestwie, do 20 000 ludności mającym, składa się z powiększej części z samych fabrykantów z zagranicy przybyłych i tylko język niemiecki posiadających".
W pierwszej publicystycznej pracy o Łodzi, jaką był "Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym" Oskara Flatta z 1852 roku, autor nazywa Łódź "fabrycznym miastem niemieckim".

Plan Łodzi według Oskara Flatta, rok 1853.
"Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym".
(zbiory WBP)
Przeczytaj w baedekerze:

(...) W Łodzi cukiernia jest giełdą, gdzie od rana do nocy mówi się o "interesie", wylicza się kalkulacje na marmurowych stolikach, w czasie, mówi się handlowym językiem niemieckim, a po załatwieniu sprawy - po polsku lub po żydowsku... Każda okoliczność stosownie do chwili, ma swój własny język, którym porozumiewają się łodzianie.
Zjawisko mieszania różnych języków wspomina Julian Tuwim opowiadając o koledze, który "W ogóle mówił bardzo dziwnie: nowy ancung (ubranie), badecymer (łazienka), jemu siedem lat, u tatusia nasmork [...]. Inne dzieci na naszym podwórzu używały jakiegoś niemiecko-polskiego dialektu: mój tata cię pokaże, nie musisz bić Gustawa! Chcesz leberwursta?"
Powieści i opowiadania z przełomu XIX i XX wieku malują koloryt rozwijającego się miasta fabrycznego kreując bohaterów posługujących się jakąś mieszaniną języków. Na przykład w powieści "Wir" Mariana Galewicza znajdujemy właściciela fabryki, który:
"[...] całemi dniami spierał się, przeważnie po niemiecku, bo polskim językiem władał nieszczególnie, a od czasu do czasu wtrącał wyrazy żydowskie powtarzając:
- Ty musisz być chuchem, verstehst mich? ty jesteś Herman a kepełe, ale ty jesteś a meszegine bardzo często".

"Lodzer Tageblatt", 1903.

W innym miejscu pojawia się bohater charakteryzowany następująco:
"Bywalec był, otrzaskany w świecie, znał języki, szwargotał po niemiecku, klął po rosyjsku, z Żydami mógł się nawet żargonem rozmówić [...]"
W "Ziemi Obiecanej" Władysława Reymonta nie tylko bohaterowie niemieckiego pochodzenia posługują się germanizmami, choć ci częściej. Powieść obfituje w liczne przykłady:
- Jemu trzeba przytakiwać, bo to gruba fisz;
- My wszyscy jesteśmy tu po to w Łodzi, żeby zrobić geszeft, żeby zarobić dobrze;
- Wszystko poszło fein, na glanc - zaśmiał się rechocząco;
- A może pan dyrektor zechce butersznicik! - ofiarował uprzejmie Szwarc.

"Lodzer Zeitung", 1868.

Rozwój przemysłowej Łodzi spowodował niezwykle dynamiczne zmiany demograficzne. Podstawowym czynnikiem wzrostu zaludnienia był napływ ludności z kraju i zagranicy w poszukiwaniu pracy w przemyśle i handlu. Proces ten zapoczątkował napływ przybyszów głównie z krajów niemieckich. Spośród nich rekrutowali się właściciele i organizatorzy fabryk, a także sprowadzani przez nich osadnicy ze Śląska i innych terenów Niemiec.
Kontakty łodzian z przybyszami z Niemiec następowały na dwóch płaszczyznach - na płaszczyźnie zawodowej oraz na płaszczyźnie życia codziennego, codziennych kontaktów.
Język niemiecki był więc dla łodzian - głównie łódzkich robotników - językiem majstrów, specjalistów konserwujących warsztaty i urządzenia w fabrykach. Konieczność używania germanizmów przy kontaktach zawodowych wynikała nie tylko z faktu, iż owi majstrzy i inżynierowie "nie władali dostatecznie miejscowym językiem", ale także z braku rodzimej terminologii.

"Rozwój", rok 1900.

W powszechnym użyciu, również polskich robotników łódzkich fabryk, było specjalistyczne słownictwo techniczne złożone z niemieckich zapożyczeń i derywatów od nich stworzonych, np: apretura (Appretur), bela (Ballen), blat (Blatt), buda/mała fabryka (Bude), blich (Blicherei) i od tego blicharnia i blicharz, 

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1910.

...cwinerka (Zwirnen), forgan (Vorgarn), floki (Flocke), feler/błąd w tkaninie (Fehler), giszera (Geschirr), firma (Firme), grępel/zgrzeblarka (Krempel), hala/wielka sala z maszynami (Halle), hilfa (Helfe), kieta (Kette), kiebmaszyna (Kettentreibmaschine), knepować (klöppeln), muster (Muster), nuperka (Nopperein), obermajster (Obermeister), puc (Putz), pucer (Putzer), praser (Presser), rajger (Reiger), sztrek (Strecke), szus (Schuss), szpula, szpulka (Spule), trajber (Treiber), trajbernia (Treiberei), tytla (Tüte), waśmaszyna (Waschmaschine), weber (Weber), webernia (Weberei).

Lodzer Informations und Hause Kalender, 1910.

"Rozwój", rok 1914.

Kontakty tych dwóch narodowości miały także codzienny charakter. Niemcy nie izolowali się bowiem od Polaków, dosyć szybko asymilowali się, czego świadectwem były mieszane małżeństwa.

"Rozwój", rok 1903.

Sprzyjały temu warunki zamieszkania w bliskim sąsiedztwie, często w domach robotniczych lub kamienicach czynszowych. Stałe kontakty Polaków z Niemcami powodowały przenikanie do polszczyzny wielu wyrazów pospolitych niemieckiego pochodzenia. Szerokim strumieniem napływały słowa z zakresu życia codziennego, na przykład nazwy pokarmów i potraw:
absznyty/ okrawki mięsa i wędlin, ajntopf/ posiłek gotowany w jednym garnku, bludwurst/ krwawa kiszka, butersznycik/ kanapka, gryska/ rodzaj bułki, halbka/ miara wódki, kartofel, nantrot/ rodzaj placka ziemniaczanego, leberka/ wątrobiana, melzupa/ zupa mleczna zaprawiona mąką, metka/ kiełbasa z surowego mielonego mięsa, rediska/ rzodkiewka, snelka/ zupa z chleba, sznytka/ kromka chleba, waserzupa/ wodzianka, wurstzupa/ woda pozostała po gotowaniu kiełbasy i kaszanki.

Łódzki Park Kultury Miejskiej (dawniej Skansen Architektury Drewnianej), od 2009 roku integralna część Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.
Wystawa "Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie".

Pokaźną grupę stanowiły nazwy sprzętów domowych i narzędzi: bilda/ obraz, brynsztanga/ drąg żelazny, haczka, haka/ motyczka, kanka/ bańka na mleko, kastrolka/ rodzaj garnka, kruk/ kieliszek, kugle/ ozdoby na choinkę, lanszaft/ obrazek na ścianę, ryczka/ stołek, wajcha/ wystający uchwyt, waserwaga/ poziomica, a także nazwy elementów ubrania: bajda/ długa, luźna suknia, halsztuk/ rodzaj krawata, laczki/ pantofle domowe.

Łódzki Park Kultury Miejskiej (dawniej Skansen Architektury Drewnianej), od 2009 roku integralna część Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.
Wystawa "Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie".

Równie liczne są nazwy osób: bamber/ bogaty chłop, fater, fatrowski/ ojciec, hebama/ akuszerka, herszt/ przywodca bandy, kałmuk/ łakomczuch, karownik/ tragarz w cegielni, korbelkowy/ motorniczy tramwaju, kramarz/ straganiarz, lofer/ włóczęga, moruch/ murzyn, szprycmajter/ sikawkowy, zambruder/ chuligan... (...)
Warto podkreślić, że liczne germanizmy to wyrazy nacechowane emocjonalnie, na przykład: bajzel/ bałagan, bobel/ zeschnięta substancja, grat/ sprzęt kuchenny, japa/ usta, kojber/ torba z zakupami, szmelc/ byle co.

"Rozwój", rok 1898.

"Dziennik Łódzki", rok 1885.

Drugą po Polakach pod względem liczebności nacją w Łodzi pod koniec XIX wieku byli Żydzi. W przeciwieństwie do mniejszości niemieckiej Żydzi łódzcy od początku izolowali się od innych grup ludności, podkreślając swoją odrębność kulturową, wyznaniową, a dużej mierze także zawodową - 70% ludności zajmującej się wówczas w Łodzi handlem stanowili właśnie Żydzi.


Brak integracji Żydów z innymi grupami narodowościowymi zaznaczył się także na poziomie językowym. Leksykalne wpływy z jidysz na język polski nie były liczne.
Język jidysz wykształtował się około X wieku na bazie języka wysokoniemieckiego. Wpływ hebrajskiego przejawiał się w nim szczególnie w słownictwie religijno-obyczajowym. Tym samym należy on do grupy języków germańskich, wiele zaś słów brzmi tak samo jak w jidysz, jak i w niemczyźnie. Z tego powodu niejednokrotnie trudno rozstrzygnąć, które wyrazy zostały przejęte z jidysz, a które są pochodzenia niemieckiego. Do takich należą między innymi borg/ kredyt, borgować/ kredytować, geszeft/ interes, geszefciarz/ człowiek robiący interesy.

"Najer Fołksbłat", 1926.

Były w użyciu łodzian dość liczne wyrazy żydowskie obecne w polszczyźnie ogólnej czy to w odmianie literackiej, czy potocznej. Znane i stosowane było słownictwo dotyczące religii i obyczajów żydowskich, jak: cadyk/ przewodnik duchowy chasydów, chała, chałka/ bułka, często słodka, chałat/ długa wierzchnia szata męska noszona przez zachowawczych Żydów, także przeniesione na żartobliwe określenie każdego wierzchniego okrycia, cheder/ żydowska szkoła wyznaniowa dla chłopców, goj/ każdy kto nie jest Żydem, koszerny/ o żywności przygotowanej według zaleceń religii żydowskiej, maca/ ciasto żydowskie, łodzianie nazywali tak też placki z ciasta makaronowego pieczone na blasze kuchni, mykwa/ łaźnia żydowska, pejs/ kosmyk włosów zwieszający się nad uchem, rabin/ zwierzchnik żydowskiej gminy wyznaniowej, szabas, siabes, szabat/ cotygodniowe święto żydowskie, trefny/ o żywności: nieczysty, niekoszerny.

"Ilustrowana Republika", rok 1928.

Łódzki Park Kultury Miejskiej (dawniej Skansen Architektury Drewnianej), od 2009 roku integralna część Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.
Wystawa "Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie".

Jest także w polszczyźnie ogólnej szereg słów o proweniencji żydowskiej, które w ustach łodzian dość często się pojawiały, niekiedy w nieco zmienionym znaczeniu: bachor/o dziecku, belfer/ o nauczycielu, cymes/ coś dobrego do jedzenia, geszeft/ interes, kiepełe/ głowa, rozum, spryt, łapserdak/ łobuz, gałgan, nicpoń, machlojka/ nieczysty interes, melina/ mieszkanie, w którym sprzedaje się alkohol lub przebywają przestępcy, także kryjówka złodziei i złodziejskich łupów, myszygiene/ człowiek narwany, bzik, plajta, plajtować/ bankructwo, zbankrutować, rejwach/ hałas, zamieszanie, siksa/ młoda dziewczyna, podlotek, sitwa/ klika, paczka, zgrana grupa (zwykle w nieczystych interesach), szaber/ przywłaszczenie rzeczy, szacher/ oszust, krętacz, sznaps/ wódka, szwindel/ oszustwo, ślamazarny/ zbyt powolny, niezdarny.

Carski oficer z rodziną. Nieznane atelier fotograficzne w Łodzi.

Ludność narodowości rosyjskiej zaczęła napływać do Łodzi na początku lat 50. XIX stulecia. Początkowo były to pojedyncze rodziny. Dopiero po powstaniu styczniowym, w związku z nasileniem polityki rusyfikacyjnej, wzmógł się systematyczny napływ i pod koniec stulecia Rosjanie stanowili - nie licząc wojska - nieco ponad 1% mieszkańców miasta.

Oficer 40. Koływańskiego Pułku Piechoty z damą.
Łódzkie atelier fotograficzne Jakuba (Jakowa) Tyraspolskiego,
Piotrkowska 76.

Na początku XX wieku ich liczba wzrosła i w latach 1905-1909 doszła do 3% ogółu mieszkańców. Byli to przede wszystkim reprezentanci władz zaborczych. Język rosyjski był językiem oficjalnym, urzędowym, wymaganym w szkolnictwie, sądownictwie, administracji kolejowej itd.

Dawne koszary przy ulicy św. Jerzego 10/12
(dawna ulica Jekaterynburska)
Przeczytaj w baedekerze:
oraz:

Rozluźnienie i ograniczenie rygoru używania języka rosyjskiego w różnych sferach komunikacyjnych wymagało zgody "Najwyższego Ukazu". Urzędy łódzkie podejmowały starania o uzyskanie pozwolenia u władz carskich na wprowadzenie języka polskiego w różnych dziedzinach życia.

"Goniec Łódzki", rok 1905.

Na przykład w lipcu 1905 roku "Goniec Łódzki" donosił, ze uzyskano zgodę na używanie języka polskiego w rozmowach z interesantami, o ile ci pierwsi zwrócą się w tym języku. Dozwolono dalej, aby obok napisów rosyjskich były umieszczane i polskie, oraz aby bilety osobowe drukowano w obu językach, natomiast w biurowości kolejowej miał być używany nadal język rosyjski. 

"Goniec Łódzki", rok 1905.

Język rosyjski jako narzucony łodzianom w sposób administracyjny był nieakceptowany, identyfikowany z wrogą władzą zaborczą. Toteż zostawił bardzo słaby ślad w polszczyźnie mówionej mieszkańców miasta. Należy tu wymienić zaledwie kilka wyrazów: apaiać/ znów, ponownie, barachło/ byle co, bardach, bardak/ bałagan, chaziaj/ gospodarz, zwykle bogaty, chłam/ byle co, coś bezwartościowego, jewrej/ przezwisko żyda, kojko/ łóżko, pryjuta/ licha budowla, rodzaj szopy, komórki, rabiata, rebiata/ kilkoro dzieci, raniec/ tornister, spryt/ spirytus, stakan/ szklanka, sztof/ miara objętości, znaczy się/ to jest, mianowicie, żulik/ chlebek turecki.

"Lodzinskij Listok", 1905.

Utrwaliły się także nieliczne zapożyczenia semantyczne, np: lekkie/ płuca zwierzęce, obowiązkowo/ koniecznie, srogi/ surowy, uważać, uważanie/ szanować, szacunek.

"Lodzinskij Listok", 1905.

Więcej rusycyzmów o charakterze doraźnym zaznaczyło się w mowie dziewiętnastowiecznej młodzieży szkolnej. W tekstach Juliana Tuwima znaleźć można perekzamenowkę/ egzamin poprawkowy, ochrannika/ pracownika ochrany, tajnej policji w carskiej Rosji, są też ledzieńce/ cukierki i sacharmaroż (z ros. sachar+marożenoje) lody.
W języku łodzian pojawiały się też wyrazy w zmienionej pod wpływem rosyjskim postaci gramatycznej, np. telegrama i terytoria. Pod wpływem języka rosyjskiego silnie rozpowszechniła się w Łodzi konstrukcja z przyimkiem na: na teatrze, na fabryce, na Marysinie itp.


Polska ludność w Łodzi to głównie przybysze z pobliskich wsi. Docierali tu z okolic Rzgowa, Pabianic, Piotrkowa, Sieradza, a od północy z terenów Łęczyckiego. Wraz z rozwojem miasta postępowała jego ekspansja terytorialna, w następstwie czego okoliczne wsie przekształcały się w robotnicze dzielnice wchłaniając ich mieszkańców wraz z miejscową gwarą. Tym samym języki obce współistniały obok języka polskiego nasyconego dialektyzmami wywodzącymi się z gwar łęczycko-sieradzkich okalających miasto. Były to zarówno cechy gramatyczne, jak i słownikowe (słownikowo gwarowe), takie jak:
- wymowa typu: corny ptok, świniok/ czarny ptak, świniak
- wymowa typu: bida, kobita, mliko/ bieda, kobieta, mleko
- wymowa typu: do dumu, na kuniec, rynka, zump/ do domu, na koniec, ręka, ząb
- wymowa typu: łoko, łupadła, łusma godzina/ oko, upadła, ósma godzina
- wymowa typu: niese, biere, piere, wieze/ niosę, biorę, piorę, wiozę
- wymowa typu: capka, syja/ czapka, szyja. Podobnie jak w poprzednich wiekach, łodzianom w XIX wieku zdarzało się mazurzenie. Na tym tle powstawały hiperpoprawne formy, które w literaturze wykorzystywano do charakteryzacji postaci mieszkańca miasta niedawno przybyłego ze wsi, który ma trudności z właściwą repartycją głosek szumiących. Tak u Zygmunta Bartkiewicza mówi stróż: Minęli te caszy, kiedy każdemu trza było czapkować.
- w dialogach robotników widoczne są też liczne formy przyimków we, ze: Pan prezes przecie wie, że we fabryce na ten przykład, to jak we młynie (...)
- wymowa typu: my chodzili, my robili, my dostali/ chodziliśmy, robiliśmy, dostalismy
- wymowa typu: weźta, zróbta, idźta/ weźcie, zróbcie, idźcie
- słownictwo gwarowe, np: gad/ robactwo, insekty, każde stworzenie szkodliwe, owad, zwierzę, ptak, gora/ ognisko, kabziaty/ obwisły, nadmiernie otłuszczony, łabuzie/ tatarak, wąsiona/ gąsiennica, inszy, inakszy/ inny, ojce/ rodzice.
"Dziennik Łódzki", rok 1890

Procesy adaptacyjne dokonywały się wolno i nierównomiernie, Łódź nie miała bowiem własnych tradycji miejskich, a co za tym idzie bogatego mieszczaństwa i inteligencji. W XIX wieku znajomość literackiego języka polskiego, nawet w górnych warstwach społecznych, była rzadkością. Tuż po zakończeniu I wojny światowej 60% mieszkańców miasta to analfabeci. Proces kształtowania się polszczyzny miejskiej dokonywał się zatem bardzo wolno. Brak prestiżowej odmiany, jaką byłaby polszczyzna literacka, utrudniał proces wyzbywania się gwary i obcych naleciałości. Fabrykanci z reguły jej nie znali. W życiu prywatnym, towarzyskim kultywowano odrębności narodowe. Dopiero początkowe lata XX wieku przyniosły pewne zmiany w strukturze narodowościowej mieszkańców miasta (wzrost liczby ludności polskiej, zmniejszająca się liczba ludności niemieckiej), stopniowy, choć niewielki, wzrost poziomu wykształcenia, co wpływało na zmianę warunków rozwoju i funkcjonowania języka miejskiego.

"Dziennik Łódzki", rok 1889.

"Dziennik Łódzki", rok 1890.

źródła:
Elżbieta Umińska-Tytoń/ Uniwersytet Łódzki, Wydział Filologiczny [w:] Łódź. Historia miasta poprzez wieki. Tom 2, 1820-1914/ red. Jarosław Kita.
Stefan Gorski. Łódź spółczesna. Obrazki i szkice publicystyczne.
Julian Tuwim. Książki, Chopin i Inowłódź.
Marian Galewicz. Wir. Powieść z niedawnych czasów.
Zygmunt Bartkiewicz. Złe miasto.

"Lodzer Zeitung", 1868.

"Dziennik Łódzki", 1890.

"Lodzinskij Listok", 1914.

"Najer Folksblat", 1926.

Wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi oraz Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego.

Przeczytaj jeszcze:
"Rozwój", rok 1910.

BAEDEKER POLECA:
Łódź. Historia miasta poprzez wieki.
Historia miast przeżywa obecnie rozkwit, o czym świadczą liczne tomy przedstawiające dzieje światowych aglomeracji i mniejszych ośrodków miejskich. Rozmaite aspekty życia miejskiego przybliżane są w naukowych monografiach, esejach, a także w historiach literackich, kryminalnych czy kulinarnych. Poszukiwanie lokalnych tożsamości stanowi przeciwwagę dla procesów kulturowej unifikacji i globalizacji ? jest odkrywaniem swoistego miejskiego genius loci. Odnosi się to także do Łodzi, mającej od sześciu wieków prawa miejskie, a od dwóch ? status jednego z najważniejszych ośrodków miejskich w Polsce. Pomimo istnienia ogromnej liczby publikacji o mieście nad Łódką, odczuwalny jest brak nowego syntetycznego opracowania jego pełnej historii. Oddawana w ręce Czytelników wielotomowa publikacja, będąca efektem prac licznego zespołu autorskiego, ma na celu zaradzić temu niedostatkowi. 

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego