wtorek, 11 lutego 2014

WAMPIR Z GAŁKÓWKA

W latach 1952-1967 wśród mieszkanek Łodzi budził lęk Stanisław Modzelewski, który w kryminalnych annałach zapisany został jako Wampir z Gałkówka. Jego siedem śmiertelnych ofiar pochodziło z okolic Łodzi.


Urodził się w 1930 roku w powiecie łomżyńskim. W warszawie zdobył zawodowe prawo jazdy, służbę wojskową jako kierowca odbył w Gałkówku. W 1952 roku zawarł związek małżeński z łodzianką. Krótko potem w lesie pod Gałówkiem znaleziono zwłoki uduszonej 67-letniej Józefy P., pierwszej ofiary Wampira. W grudniu 1952 roku Modzelewski zamieszkał z żoną w Łodzi. Na przełomie lat 1952/1953 w okolicach Tuszyna zgwałcił i udusił kolejne dwie kobiety. Na początku 1955 roku pod Gałkówkiem w pobliżu torów kolejowych znaleziono zwłoki jego kolejnej ofiary. Sytuacja powtórzyła się rok później. Jedną z ofiar była 18-letnia Helena W. – uczennica łódzkiego technikum. W 1956 roku znaleziono jego dwie kolejne ofiary.


Siedem innych kobiet, mieszkających w Łodzi i okolicy, miało więcej szczęścia – udało im się uciec z rąk napastnika. Między innymi na będącą w zaawansowanej ciąży dziewczynę Modzelewski napadł w okolicy ulicy Dumnej. Bita kablem kobieta skutecznie wzywała pomocy. Napastnika spłoszył, oddając dwa strzały w powietrze, strażnik z pobliskiej fabryki. 
Łódzka prokuratura w 1957 roku umorzyła śledztwa w sprawie morderstw. Milicja nie potrafiła wykryć sprawcy. Kierowała się przekonaniem, że zbrodni, w większości popełnianych niedaleko torów kolejowych dokonuje pracownik PKP. Zresztą kilka kobiet, które przeżyły atak, zeznawało, że sprawca był w mundurze.
Modzelewski na 11 lat zaprzestał napadów. We wrześniu 1967 roku w Warszawie zaatakował 87-letnią Marię G., swoją sąsiadkę z czasów, gdy mieszkał w stolicy. Udusił ją i pociął jej ciało żyletką... 
14 września 1967 roku do komendy dzielnicowej w Warszawie-Śródmieście wpłynęło zgłoszenie o nieszczęśliwym wypadku. Starsza pani, mieszkająca sama w kamienicy przy ulicy Siennej, utopiła się w wannie. Na miejsce został wysłany milicjant, który miał dopełnić rutynowych formalności. Wśród nich było między innymi dostarczenie ciała do zakładu medycyny sądowej, gdzie - standardowo w takich wypadkach - przeprowadzano sekcję zwłok.
Gdy lekarz przystąpił do oględzin, od razu zaczął mieć wątpliwości, co do przyczyn śmierci 87-letniej Marii G. Otarcia naskórka, sine ramiona i kolana oraz rany cięte na pośladkach zadane prawdopodobnie żyletką - to nie były ślady, jakie zwykle widywał na ciałach topielców. Szczegółowe badania medyczne potwierdziły te przypuszczenia. Ktoś wepchnął kobiecie knebel w usta, a później udusił! Rany na ciele świadczyły o tym, że przed śmiercią, staruszka stoczyła walkę z zabójcą i była przez niego torturowana.  Sprawa trafiła do wydziału kryminalnego stołecznej komendy. Prokurator i policjanci rozpoczęli wnikliwe śledztwo. Pukali do drzwi mieszkań w kamienicy przy ulicy Siennej. Pytali sąsiadów, czy ktoś zauważył coś niepokojącego, czy starsza pani miała wrogów. Wszyscy współpracowali z milicją. Byli zdruzgotani okrutną zbrodnią i zależało im, by zabójca został jak najszybciej schwytany. Tylko jedne drzwi były stale zamknięte. A nieobecność gospodarza była coraz bardziej podejrzana... 


Kilka dni później Modzelewski został zaaresztowany i w trakcie przesłuchań przyznał się nie tylko do ostatniego, ale i sześciu innych morderstw oraz ataków na kobiety. Ponadto miał odpowiadać za nielegalne posiadanie broni i dwa rozboje na mężczyznach, którym ukradł zegarki. Spisał wszystko w formie oświadczenia, w którym przedstawił makabryczne wydarzenia.  Podczas rozpraw przestawiono opinie biegłych psychiatrów. Na podstawie ich badań nie można było jednoznacznie stwierdzić, czy maniak seksualny jest poczytalny. Ich zdania znacznie różniły się od siebie. Pewne było, że ma niewykształcone dostatecznie uczucia wyższe, spaczony popęd płciowy i skłonności sadystyczne. Uznano jednak, że żadne z tych zaburzeń nie świadczą o jego ograniczonej poczytalności, toteż mógł odpowiadać przed sądem za każde swoje morderstwo. Po trwającym 11 dni procesie, Sąd Wojewódzki w Łodzi 5 lutego 1969 roku skazał oskarżonego na karę śmierci. Jego adwokat w kwietniu złożył wniosek o rewizję wyroku do Sądu Najwyższego, ale ten odrzucił prośbę. Również państwo odmówiło mu łaski.
Seryjny morderca zawisł na szubienicy w listopadzie 1969 roku w mokotowskim więzieniu przy ulicy Rakowieckiej 37 w Warszawie.


Maciej Żurawski nakręcił  25-minutowy, telewizyjny film dokumentalny z serii Paragraf 148 – kara śmierci, pt. Stanisław Modzelewski – Wampir z Gałkówka.

Z całą pewnością Stanisław Modzelewski dołączył do niechlubnej galerii najbardziej zwyrodniałych morderców czasów PRL-u, a wśród współczesnych mieszkańców Łodzi i okolic, ciągle jeszcze żywa jest pamięć o tamtych ponurych wydarzeniach.

źródła:
Ewa Niedźwiecka. Łódź w PRL-u. Opowieść o życiu miasta 1945-1980.
www.galkowek.pl
fotografie:
thinkstok
nasygnale.pl