czwartek, 1 stycznia 2015

PIERWSZA WOJNA ŚWIATOWA – początek 1915 roku, czyli Łódź sto lat temu…

Łódź po opanowaniu jej przez Niemców znalazła się jak gdyby za kulisami wojny. Działania wojenne przesunęły się na wschód, ale czuło się ich bliskość, gdyż przez miasto przeciągały w stronę frontu niemieckie oddziały wojskowe. Natomiast w kierunku odwrotnym, przeważnie nocą, podążały transporty rannych. W tym celu zmobilizowano także wagony tramwajowe.
Na umęczonych przejściami wojennymi mieszkańców posypały się nakazy i zakazy władz okupacyjnych. W związku z nadchodzącym karnawałem 1915 roku wspomniane władze wydały zakaz urządzania publicznych zabaw tanecznych, gdyż „nie licują one z powagą wojny”. Zabroniono również odbywania zabaw w kółkach zamkniętych. 


Zarządzenie to łodzianie potraktowali jako kiepski żart. Komu bowiem w takim czasie była w głowie zabawa..?


Niemieccy okupanci od pierwszej chwili usadowienia się w Łodzi przystąpili do bezlitosnej grabieży, którą przeobrazili w rygorystycznie stosowany system. Skończył się okres prosperity łódzkiego przemysłu. Dokonane przez niemieckich okupantów rekwizycje oraz masowe demontaże maszyn i urządzeń spowodowały zatrzymanie pracy większości przedsiębiorstw lub ich poważne ograniczenie. Najwartościowsze maszyny wywieziono do Niemiec. Dodatkowo brakowało surowców i paliwa, w tym przede wszystkim węgla.
Największe sprzeciwy budziło demontowanie maszyn po to, by wydobyć z nich miedziane i mosiężne części, wskutek czego stawały się one bezużyteczne. Nie pomagały żadne sprzeciwy i skargi społeczeństwa. Systematyczne niszczenie łódzkiego przemysłu wzbudzało wśród miejscowej ludności głębokie wzburzenie. Rozumiano, że Niemcom chodziło nie tylko o uzyskanie materiałów potrzebnych dla wojska, ale także o zniszczenie konkurenta i uniemożliwienie mu wykorzystania ewentualnej, powojennej koniunktury. Straty wówczas poniesione nie zostały zrekompensowane i poziom produkcji z roku 1913 nie został przed 1939 roku nigdy osiągnięty.


Na Komitet Obywatelski posypały się rekwizycje wszelkiego rodzaju. Rekwirowano konie, rowery, różne sprzęty, worki, materace. Władze niemieckie traktując Komitet Obywatelski jako przedstawicielstwo miejscowej ludności, zwracały się do niego z szeregiem żądań, częstokroć niemożliwych do spełnienia. Za nie wykonanie owych żądań nakładano na miasto wysokie kary pieniężne. O wielkość dostaw i kontrybucje Komitet Obywatelski prowadził nieustanne boje. Niestety, w większości wypadków były one bezskuteczne.
Największą troską członków Komitetu Obywatelskiego było zaprowiantowanie miasta. Władze niemieckie ogołociły z żywności okolice Łodzi, rekwirując zboże i ziemniaki. W tej sytuacji Komitet Obywatelski chcąc wydostać od okupanta większe racje chleba dla ludności, niż to leżało w zamierzeniach władz, musiał czynić w tym kierunku wiele zabiegów.


Pierwsza wojenna zima dawała się mocno we znaki mieszkańcom Łodzi. Nędza wśród nich była ogromna. Niemal każdego dnia zdarzały się wypadki śmierci na ulicach, spowodowane głodem i wycieńczeniem. Najdotkliwiej jednak ludność odczuwała brak opału. Nadchodzące do miasta niewielkie transporty węgla władze okupacyjne przeznaczały na zaopatrzenie elektrowni i gazowni. Przydziały drzewa dla mieszkańców były tak znikome, że zaledwie wystarczały na ugotowanie posiłku. W nieogrzanych mieszkaniach woda zamarzała w kubłach.
Na skutek braku opału dokonywano masowych kradzieży drzewa z okolicznych lasów. Wprawdzie zarządzeniem okupanta wstęp do lasu dozwolony był jedynie osobom zaopatrzonym w kwity na otrzymane drzewo, ale nie przestrzegano tego zarządzenia. Już przed świtem setki mężczyzn i kobiet wyposażonych w piły, siekiery, toporki, liny i inne narzędzia wyruszały do pobliskich lasów, gdzie dokonywały nielegalnego wyrębu drzewa. Interweniujący milicjanci napotykali na zdecydowany opór. Dochodziło do starć i bójek, niekiedy kończących się użyciem broni palnej przez milicjantów. Skutki tych interwencji były znikome. Pod toporami zdeterminowanej ludności padły znaczne połacie lasu, zwłaszcza w posiadłościach barona Juliusza Heinzla – Julianowie i Marysinie.


Wymarznięci łodzianie rozebrali także wiele drewnianych ogrodzeń, stajni, szop, domków letniskowych.
W miejscowości wypoczynkowej Kały pod Łodzią drewniane wille, czasowo opuszczone przez właścicieli, rozebrane zostały do fundamentów…


źródła:
Wacław Pawlak. Na łódzkim bruku.
Jacek Kusiński, Ryszard Bonisławski, Maciej Janik. Księga fabryk Łodzi.


Fot. Foto Polska