poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Jedni do Ostendy, inni... do Wiśniowej Góry, czyli lato w dawnej Łodzi.


My, łodzianie przywykliśmy do tego, że w okresie lata masowo opuszczamy miasto, udając się na wyczekany urlop nad morze i jeziora, w góry i w pobliże rzek i lasów. Owo dążenie do wypoczynku w otoczeniu przyrody stało się tak powszechne i zrozumiałe, że wyjazd urlopowy do którejś z licznych miejscowości wczasowych uważamy dzisiaj za wydarzenie zupełnie normalne, nie wymagające jakiegoś komentarza. A i ci łodzianie, którzy z różnych przyczyn pozostają w mieście mogą skorzystać z wielu letnich atrakcji oferowanych przez nasze miasto...


"Rozwój", rok 1898.

A jak to bywało przed laty, powiedzmy na początku XX stulecia? Pobyt w Łodzi z nadejściem pory letniej stawał się ogromną udręką. Spiekota i kurz wypełniały nie skanalizowane miasto. W prasie łódzkiej już wiosną pojawiały się liczne anonsy o letnich mieszkaniach z werandami i ogrodami. Można je było wynająć w wielu wsiach podłódzkich. 


"Głos Polski", rok 1919.

Letnisko pod Łodzią.

W miejscowych gazetach reklamowały się zagraniczne, przeważnie niemieckie (podówczas) "bady" i "kurorty, jak Zoppot (Sopot) z osławionym kasynem gry, Kolberg (Kołobrzeg) i Reinerz (Duszniki).... ale były i propozycje zamorskich podróży.


"Republika", rok 1923.


Bogatsza Łódź wyludniała się już z początkiem lata. Arystokracja przemysłowa i finansowa porzucała swoje zajęcia, wyjeżdżając do znanych uzdrowiskowych i kąpielowych "dla poratowania zdrowia".  
Jedni udawali się na Riwierę, inni do Karlsbadu (Karlove Vary) lub nad Morze Północne, do modnej wówczas Ostendy. Częstym gościem tego kąpieliska była Anna Scheiblerowa, wdowa po jednym z najzamożniejszych przemysłowców łódzkich. W ślad za nią podążały żony i córki miejscowych fabrykantów.


Większość zamożnego mieszczaństwa łódzkiego udawała się do nie tak renomowanych jak zagraniczne, ale nie mniej skutecznych, a znacznie tańszych uzdrowisk krajowych: Ciechocinka, Buska, Nałęczowa. 


"Rozwój", rok 1900.

Ci zaś łodzianie, którzy potrzebowali leczenia sanatoryjnego, a z różnych przyczyn nie wyjechali do uzdrowisk krajowych czy zagranicznych, mieli możność korzystania z usług zakładu hydropatyczno-dietetycznego, znajdującego się w podłódzkiej wsi Rogi, na skraju łagiewnickiego lasu.
Zakład jest wzniesiony na wzgórzu, w malowniczym ustroniu, około siedem wiorst od Łodzi - pisał "Kurier Warszawski". - W dwupiętrowym budynku murowanym, przeznaczonym na pensjonat, znajdują się 24 obszerne pokoje na pierwszym i drugim piętrze, na parterze zaś mieści się czytelnia i sala bilardowa. Kurhaus znajduje się w oddzielnym, o kilka kroków położonym budynku murowanym. Tutaj mamy wanny, natryski, tusze itp. Na tyłach zakładu urządzono park, ciągnący się pół wiorsty, aż pod sam lasek dębowy..."


"Głos Poranny", rok 1931.

Wiele łódzkich rodzin okres letni spędzało na wczasach w okolicznych wsiach. Chłopskie furmanki, wymoszczone słomą, zabierały łodzian wraz ze składanymi łóżkami, pościelą i niezbędnym sprzętem domowym na "letniaki" do Wiskitna, Bedonia, Wiśniowej Góry, zwanej przez dowcipnisiów dla fasonu "Kirszenbergiem", do Bełdowa koło Aleksandrowa i wielu innych wsi, byle ładnie położonych i mających "mahoniowe" powietrze.
(Jak dziś wyglądają malownicze, warte zwiedzania wsie i miasteczka w okolicach Łodzi można obejrzeć i poczytać na blogu Mr SCOTT jedzie do ... (-:  -  prowadzonym przez entuzjastę rejonu łódzkiego i rowerowych wycieczek Pana Tadeusza Nowińskiego. Polecam!)


"Rozwój", rok 1900.

Sporą frekwencją wczasowiczów cieszył się Inowłódz nad Pilicą, gdzie spędzał wakacje z rodziną Julian Tuwim, a także młody wówczas Artur Rubinstein.
Inowłódź. Synagoga przy ulicy Tuwima. Dziś Gminna Biblioteka Publiczna i sklep spożywczy.

Lato w Parku Kolejowym (dziś park im. Stanisława Moniuszki)

Ci wszyscy, którzy w okresie letniej kanikuły musieli przebywać w Łodzi, a takich była ogromna większość, mieli do dyspozycji nieliczne parki łódzkie, zwłaszcza Helenów i Źródliska oraz las łagiewnicki.


"Głos Polski", rok 1919.


W Helenowie, naówczas bardzo popularnym, można było nie tylko posłuchać kapeli wojskowej i odetchnąć zapachem zieleni. W okresie letnim Helenów zapewniał mieszkańcom Łodzi wiele atrakcji.


"Rozwój", rok 1900.

Wycieczka do Łagiewnik wymagała już całego dnia. Jeżdżono tam własnymi i wynajętymi powozami, zabierając obfite zapasy żywności. Każdy szanujący się, a zasobny w gotówkę obywatel Łodzi musiał posiadać do własnej dyspozycji karetę, powóz lub chociażby bryczkę z parą koni. 

"Informator handlowo-przemysłowy", rok 1909.

Nie wszystkich jednakże stać było na taki luksus, toteż dużym powodzeniem cieszyły się różne "remizy", w których można było wynająć pojazdy i konie.

"Informator handlowo-przemysłowy", rok 1909.

"Wyśmienitych kilka par koni jest w każdej chwili tak na niedzielne spacery jak i w odległe miejsca podróży do wynajęcia" - głosił jeden z anonsów gazetowych.

"Informator handlowo-przemysłowy", rok 1909.

Ludzie w podeszłym wieku, a także małe dzieci z zamożnych domów pod opieką bon i służących, spędzali pogodne dni lata na spacerach i wysiadywaniu na ławkach wśród młodej zieleni Promenady zwanej też ulicą Spacerową (dziś Al. Kościuszki). 


"Głos Poranny", rok 1930.

Promenada (Al. Kościuszki) w letni dzień.


"Głos Poranny", rok 1931.

Najliczniejsza warstwa mieszkańców Łodzi, robotnicy przemysłowi, a więc ci, którym najbardziej byłby potrzebny taki wypoczynek poza miastem, nie mogli o tym nawet marzyć...
Ci robotnicy, którzy mieli krewnych na wsi, byli chociaż w tym szczęśliwym położeniu, że mogli wysłać do nich na okres letni swoje podrastające dzieci. W zamian za wikt i pobyt na świeżym powietrzu pasały one bydło i pomagały krewnym przy pracach w polu.
Dla łódzkich dzieci organizowany był także wypoczynek w mieście, znane nam "półkolonie":


"Głos Poranny", rok 1931.


Łagiewniki, ok. 1910.

Jedyną sposobność do wypoczynku w otoczeniu przyrody stwarzały robotnikom łódzkim dni wolne od pracy - w pogodne niedziele i święta udawali się oni wraz rodzinami na całodzienne "majówki" do okolicznych lasów, bądź też wylegali tłumnie na podmiejskie pola i łąki.
Takie to były "wczasy" ogromnej większości mieszkańców ówczesnej Łodzi...
Odpoczynek w podmiejskim lesie.


"Głos Polski", rok 1919.


Kąpielisko w Arturówku, jedno z ulubionych miejsc wakacyjno-miejskiego wypoczynku dzisiejszych łodzian.

Fot. współczesne Monika Czechowicz


"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1931.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego (NAC)


źródła:
Wacław Pawlak. Patrząc na starą fotografię. Szkice starołódzkie. 
Uzdrowiska Polskie. Praca zbiorowa.