poniedziałek, 3 lutego 2020

Czy Łódź jest miastem zabytkowym?

Postawione wyżej pytanie, z perspektywy współczesnego czytelnika, wydaje się retoryczne. Zwłaszcza teraz, kiedy w cieniu oczyszczonych murów "Manufaktury" możemy rozprawiać o historycznej wartości łódzkich pałaców, kamienic i fabryk jak o rzeczy niepodważalnej. Trzeba jednak pamiętać, że w ciągu powojennych dekad nie było to oczywiste.


W okresie tym możemy obserwować niezwykle istotny proces oswajania się z dziedzictwem historycznym Łodzi.
W pierwszych latach powojennych architektoniczna substancja miasta była traktowana jak balast. Nieuregulowany układ urbanistyczny, komunikacyjne niedogodności, zanieczyszczenie i uciążliwości związane z zakładami przemysłowymi, wszystko to potwierdziło wizję miasta nieatrakcyjnego. Spojrzeniu takiemu sprzyjało dziedzictwo okupacji, w wyniku której zniknęła stąd znacząca część ludności, zwłaszcza elit, które kształtowały wizerunek miasta. Na to wszystko nałożyć trzeba fakt pojawienia się w Łodzi setek tysięcy napływowej ludności, której znaczna część postrzegała to miejsce jako rodzaj poczekalni. Jako taka - nie zasługiwała ona na inwestycyjne zainteresowanie.
"Dziennik Łódzki", rok 1948.
Odważne redefiniowanie miejsca Łodzi i wizji jej zmian bardziej było widoczne w teoretycznych postulatach, a nie w rzeczywistych realizacjach. 
"Dziennik Łódzki", rok 1948.

Na tym etapie to, co niosła łódzka architektura było bardziej ciężarem niż zasługującym na uwagę dziedzictwem.
W 1948 roku "Dziennik Łódzki" publikował rysunek ukazujący futurystyczny drapacz chmur ze śmigłowcem na dachu, w jego cieniu stał niewielki, parterowy drewniak.

"...Za trzysta lat zburzenie domów tkackich na ul. Piotrkowskiej będzie jeszcze trudniejsze, jako obiektów o wartości muzealnej" - podpis rysunku zamieszczonego w "Dzienniku Łódzkim" w kwietniu 1948 roku.

"Dziennik Łódzki", rok 1948.

Sytuacja niewiele się zmieniła w okresie socrealistycznych planów. W ówczesnych projektach można dostrzec charakterystyczny dla totalitaryzmów rozmach z wizją szerokich ulic i wielkich placów, współtworzących scenograficzne tło dla wiecujących ludzi.

Projekt szkoły ZMP u zbiegu ulic Karolewskiej i Wileńskiej, szkic z 1951 roku.

Często jednak propozycje te zakładały wykrojenie wolnego miejsca w dawnej tkance miasta, kosztem nie tylko ruder, lecz i cennych, dobrze zachowanych gmachów. Ten obojętny, a czasem wręcz wrogi stosunek do dawnej architektury był uwarunkowany również przesłankami ideologicznymi. Stare budynki kojarzono z kapitalistyczną i pełną wyzysku przeszłością. Poza tym był to czas kiedy jeszcze nie doceniano spuścizny XIX-wiecznej architektury historyzującej i industrialnej. W myśl ówczesnych, upolitycznionych projektów lekarstwem na łódzki krajobraz architektoniczny miały być klasycyzujące i pseudorenesansowe projekty socrealistyczne.

Atmosferę taką oddaje tekst Mariana Plichala, opublikowany jesienią 1949 roku na łamach "Dziennika Łódzkiego". Artykuł krytycznie oceniał przestrzenną koncepcję właśnie budowanego osiedla Starego Miasta. Autor tekstu narzekał na zbyt wąskie, mało oświetlone ulice. Podobnie krytycznie mówił o zwężonym odcinku przedłużonej al. Kościuszki między ulicami Żwirki i Bandurskiego. Przywołując z uznaniem teksty Strzemińskiego ubolewał nad mało śmiałymi realizacjami, które zbytnio szanowały stare budynki. Wystąpienie Piechala kończyło się znamiennym wezwaniem:
(...) ale przecież względy na rozsypujące się rudery fabrycznej, czynszowej, ohydy sprzed pierwszej wojny światowej, powinny tutaj ustąpić śmiałym planom wielkiej Łodzi przyszłości, godnej rozmachu i piękna ustroju społecznego, ku któremu zdążamy!

Panorama północno-wschodniej części Łodzi, fotografia wykonana przez Ignacego Płażewskiego. Zdjęcie prawdopodobnie zostało wykonane z budynku znajdującego się u zbiegu ulic Sienkiewicza i Narutowicza. Gmach powstał w latach 1951-1955. Pierwotnie funkcjonował jako wieżowiec "Centrali Tekstylnej", od 1956 roku stał się siedzibą Łódzkiego Ośrodka Telewizji.
(zbiory Muzeum Miasta Łodzi)

Podobny stosunek do starej zabudowy, jaki prezentował swych artykułach Marian Piechal, można było wyczytać z relacji, jaką w lutym 1950 roku zamieścił również "Dziennik Łódzki". Była to charakterystyka rocznej działalności łódzkiego ZOR-u, którego prestiżową inwestycją była budowa Starego Miasta (osiedle nr 6). Prezentowane w gabinecie dyrektora projekty Łodzi, przewidywały usunięcie znacznych części dawnej zabudowy, która miała ustąpić miejsca nowym budynkom. Tworzone wówczas wizje placów i ulic zakładały usunięcie całych kwartałów starej zabudowy, która w tym czasie jednoznacznie kojarzyła się z niechlubną przeszłością.

"Dziennik Łódzki", 14 lutego 1950 roku.
 
Dopiero na początku lat 60. wyraźnie zaczynały być słyszalne głosy, sugerujące, że łódzkie dziedzictwo architektoniczne jest cenne. W końcu 1960 roku w Łodzi odbywała się sesja Stowarzyszenia Historyków Sztuki poświęcona sztuce XX wieku. Jednym z pierwszych wygłoszonych referatów był tekst profesora Mieczysława Wallisa "O nowy stosunek do secesji". Na marginesie tego wystąpienia w "Dzienniku Łódzkim" pojawiła się niewielka notka podpisana "M" - mówiła ona o potrzebie zmiany podejścia do łódzkich, starych budowli. 

"Dziennik Łódzki", 9 listopada 1963 roku.

Innym głosem była publikacja Mieczysława Jagoszewskiego z listopada 1963 roku pod znamiennym tytułem "Kamienne kwiaty ulicy Piotrkowskiej". Na samym wstępie autor przytaczał wypowiedź z ówcześnie odbytej sesji publicystów kulturalnych: Za 50 lat ulica Piotrkowska stanie się celem wycieczek ściągających tu z całej Polski. Tekst jest świadectwem rozbudzającej się fascynacji stylistyczną mieszanką łódzkiej ulicy. Jednak znacznie bardziej istotnym był postulat zachowania charakteru ulicy Piotrkowskiej.

Widok na północną część dzisiejszej ulicy Piotrkowskiej i poniżej dawna zabudowa ulicy, część południowa, Piotrkowska 274/276, lata 50.60. (zbiory WBP).


U zbiegu ulic Targowej i Tylnej - typowy dla początków Łodzi przemysłowej dom rzemieślniczy. Należał do Traugotta Grohmanna - ojca rodu łódzkich fabrykantów.

Kilka dni później ta sama gazeta donosiła o rozbiórce kolejnego, drewnianego domku tkaczy przy ulicy Sienkiewicza, zauważając przy okazji, że już niewiele ich zostało wzdłuż ulic: Piotrkowskiej, Nawrot i Kilińskiego. Autor notki zdając sobie sprawę z konieczności usuwania tych obiektów z centrum i kończył postulatem zorganizowania skansenu, w którym można by było ocalić te obiekty i odtworzyć wygląd znikającej Łodzi.
"Dziennik Łódzki", rok 1963.

Skansen Łódzkiej Architektury Drewnianej, od 2009 roku integralna część Centralnego Muzeum Włókiennictwa. Znajdują się tu obiekty typowe dla zabudowy Łodzi i okolicy z przełomu XIX/XX wieku. Pomysł utworzenia skansenu narodził się na przełomie lat 50. i 60. XX wieku, jego pomysłodawcą była Krystyna Kondratiuk, ówczesny dyrektor muzeum.

W tym samym czasie trwały kolejne wyburzenia, zaplanowane w projekcie poszerzania ulic dzięki czemu miasto uzyskiwało "szeroki oddech".
Jednym z najpiękniejszych budynków znajdujących się przy alei Kościuszki i jednocześnie jednym z najwspanialszych przykładów secesji w naszym mieście jest kamienica zlokalizowana pod numerem 93 (dawna kamienica Zygmunta Deutschmana), dawniej Spacerowa/Promenada 49. W latach 70. XX wieku było głośno o tej kamienicy nie tylko z powodu jej urody, ale również dlatego, że podczas wytyczania przyszłej trasy W-Z prowadzono batalię o jej zachowanie i niedopuszczenie do zburzenia. Ostatecznie ulicę nieco zwężono i kamienicę udało się ocalić...
W 1967 roku już wyraźnie mówiono o konieczności zmiany koncepcji urbanistycznych tak, aby można było zachować istniejącą substancję centrum. Zaczynało się również mówić o modernizowaniu starych budynków i umiejętnym uzupełnianiu istniejącej tkanki miejskiej.

W tym samym czasie wyraźnie słyszalne są już głosy o potrzebie ochrony ulicy Piotrkowskiej. Zakładano jednak wyjątki pozwalające na konieczne przebicia ulic Narutowicza i Głównej. W końcu lat 60. pojawiły się postulaty, by umiejętnie i w sposób konsekwentny prowadzić inwestycje w śródmieściu. Chodziło o to, aby ilość rozpoczętych prac pozwalała na ich pełną realizację.

Ciekawa była również wypowiedź architektów Jana Michalewicza i Zdzisława Lipskiego, którzy zwracali uwagę na konieczność zintegrowania starego i nowego Śródmieścia. Na tym etapie dyskusji dotyczyło to głównie ulicy Piotrkowskiej, na odcinku od ulicy Głównej do ulicy Narutowicza. Istniejący już kontrast rosnącego szklano-żelbetonowego "city" i starych budynków łódzkich, należało więc zaakceptować. Zdawano sobie jednak sprawę z konieczności zadbania o takie inwestycje, które podtrzymają klimat głównej ulicy.

W związku z tymi postulatami SARP zaplanował na jesień 1970 roku rozpisanie konkursu architektonicznego "Klimaty". Miał on wyłonić propozycje modernizacji centrum, ale już z wyraźnym wykorzystaniem i wyeksponowaniem istniejącej, starej tkanki zabudowy.

Przełomowe znaczenie w procesie "uzabytkowienia" Łodzi miała inicjatywa ówczesnego miejskiego konserwatora zabytków, Antoniego Szrama. Na jego wniosek w 1970 roku zespół w składzie: W. Bald, H. Jaworski i I. Popławska przygotowali publikację pt. "Studium historyczno-architektoniczne miasta Łodzi", w którym po raz pierwszy wytyczone zostały strefy ochrony konserwatorskiej w mieście. Wnioski zawarte w opracowaniu wpłynęły następnie na miejscowy plan ogólny miasta, przyjęty w 1971 roku. W kolejnych dekadach władze Łodzi nie zawsze jednak respektowały decyzje konserwatora, przykładem mogą być losy budynku dworca kolejowego Łódź Kaliska...
Pod koniec 2007 roku ŁZE Teren kupiło od miasta kamienicę przy Piotrkowskiej 58. Dwa lata później, w 2009 roku, otrzymawszy zgodę od wojewódzkiego konserwatora zabytków, wyburzyło ją. Jednak ze starego budynku miała ocaleć ściana frontowa do wysokości parteru i fundamenty, a warunkiem było przekazanie na własność miasta lokali dla zamieszkałych w kamienicy lokatorów a także - rekonstrukcja kamienicy do 2011 roku...
Pusty plac po kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej 58.

Stojący tu budynek, architektonicznie, niestety nie był już atrakcyjny, bowiem jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia został pozbawiony ozdobnych detali, ale jego położenie zadecydowało o wpisaniu go do Rejestru Zabytków Zespołu Urbanistycznego Ulicy Piotrkowskiej.

Dawna kamienica przy Piotrkowskiej 58 i wizualizacja jej rekonstrukcji (ze strony Urbanity.pl).
Dawna kamienica Dawida Szmulewicza przy ulicy Piotrkowskiej 37. Niedawno odrestaurowana, odzyskała dawny blask.

Przywołane powyżej relacje i oceny, pokazują fascynujący proces zmiany nastawienia do istniejącej, starej architektury łódzkiej. Nawiązując do tytułowego pytania, można zaryzykować sąd, że w ciągu lat 60. ubiegłego stulecia Łódź dopiero stawała się miastem zabytkowym. Proces ten dokonywał się w powiązaniu ze stopniową zmianą nastawienia do architektury przełomu XIX i XX wieku. Sprzyjał temu rosnący dystans czasowy, który czynił zachowane budynki coraz atrakcyjniejszymi. Trudno przecenić głosy historyków sztuki i publicystów, którzy w latach 60. zaczęli podkreślać wartość łódzkich budowli. Wypowiedzi te dopiero w przyszłości miały stworzyć podstawy bardziej powszechnej świadomości o artystycznej wartości tutejszej architektury. Aby mogło to w pełni zadziałać, potrzeba było kilkudziesięciu lat oswajania się łodzian z ich przeszłością.

Detale dawnego pałacu I. K. Poznańskiego, ulica Ogrodowa. Dziś siedziba Muzeum Miasta Łodzi. Właśnie zakończono prace konserwatorskie, budowla pięknie się prezentuje.

Historyczna i emocjonalna wartość architektonicznych obiektów nie może funkcjonować w oderwaniu od przeszłości miejsca. Tak długo jak historia Łodzi była "stymulowana" przez komunistyczną, sztuczną wizję miasta robotniczego, istniejący krajobraz architektoniczny mógł jawić się jako niechlubny balast i to bez względu na to, jak o nim wypowiadali się nieliczni zapaleńcy i znawcy architektury. Trzeba było czasu, aby nowe pokolenia mieszkańców naszego miasta zaakceptowały tę spuściznę jako wartość. Jak się okazało - było to w pełni możliwe dopiero w naszym czasie, w warunkach wolności, która pozwoliła na przyjęcie całego bogactwa przeszłości, w jego - nie ukrywajmy - trochę idealizowanej postaci...

Detale dawnej kamienicy Dawida Izraela Sendrowicza z 1897 roku.
 Ulica Piotrkowska 12.

Tak więc Łódź stawała się miastem zabytkowym, awansując z poziomu nieakceptowanego zespołu miejskiego, wymagającego radykalnej przebudowy, do wizji, w której nowe powinno harmonijnie łączyć się ze starym.
 
Fragmenty dawnego pałacu i zabudowań fabrycznych I. K. Poznańskiego odbijają się w taflach elewacji nowego hotelu Puro, ulica Ogrodowa.

Od powstania - na początku XX wieku - pierwszych secesyjnych obiektów, do chwili gdy zaczęto sygnalizować ich zabytkową wartość minęło ponad pięćdziesiąt lat. Przyszedł więc moment na zadanie kolejnego pytania - czy budowle lat 50. i 60 zasługują na miano zabytkowych? Odpowiedź jest stosunkowo prosta w odniesieniu do budownictwa socrealizmu, którego charakterystyczne, klasycyzujące formy już od wielu lat mają swoich amatorów. Może trochę trudniej pokochać późniejsze "pudełkowe" gmachy..., jednak - na naszych oczach - dokonuje się właśnie przewartościowanie także tej architektury. Z pewnością nie da się obronić tezy, że wszystko co pochodzi z powojennego okresu wymaga zachowania. Lecz nie ulega wątpliwości, że powstało wtedy wiele budynków i wiele przekształceń, które już na trwałe (choć czasem boleśnie) wpisały się w krajobraz miasta i zasługują na szczególną uwagę. Zanim więc podjęta zostanie decyzja o kolejnej rozbiórce lub radykalnej przebudowie, podyktowana estetycznym dyskomfortem, może warto choć przez chwilę zastanowić się nad przyszłą oceną dzisiejszych działań - pamiętając równocześnie o tym, że secesja nie od razu budziła zachwyt.

Obecna zabudowa Starego Rynku, powstała w latach 50. XX stulecia. Otaczające rynek kamienice z podcieniami zbudowano w stylu historyzmu socrealistycznego.

Piotr Gryglewski
[w:] Piotr Gryglewski, Robert Wróbel, Agnieszka Ucińska. Łódzkie budynki 1945-1970.

Fot. Monika Czechowicz
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi, Muzeum Miasta Łodzi oraz strony Urbanity.pl

źródła:
Piotr Gryglewski, Robert Wróbel, Agnieszka Ucińska. Łódzkie budynki 1945-1970.
Urbanity.pl

Przeczytaj jeszcze:
MUZEUM WŁÓKIENNICTWA W ŁODZI – SKANSEN ARCHITEKTURY DREWNIANEJ. 
Kamienica Zygmunta Deutschmana, al. Kościuszki 93.

BAEDEKER POLECA:
Piotr Gryglewski, Robert Wróbel, Agnieszka Ucińska. Łódzkie budynki 1945-1970.
- książka przedstawiająca realizacje architektoniczne z lat 1945-1970 z podziałem na trzy fazy: lata powojenne 1945-1948, okres socrealizmu 1949-1956, epokę gomułkowską 1957-1970. Prezentacja różnych dziedzin budownictwa odbywa się z uwzględnieniem projektów oraz przemian układu urbanistycznego miasta: przedstawiony został opis koncepcji, które miały prowadzić do uporządkowania układu miejskiego (nowe arterie komunikacyjne, akcja poszerzania ulic, worzenie parków i placów).
Wydawnictwo Księży Młyn.