niedziela, 6 marca 2016

Ulica Milscha – browar, willa… i „Leśniczówka”.



Ulica Milscha powstała około 1873 roku i początkowo była nazywana szosą Milsza, później na planach występuje jako ulica Milsza. Dzisiejsza ulica w XIX wieku była peryferyjną, piaszczystą drogą, która prowadziła z centrum Łodzi do miejskiego lasu i do znajdującego się tuż za ulicą Łąkową browaru Teodora Milscha. Nazwa ulicy pochodziła od jego nazwiska i używano jej przez kilkadziesiąt lat.


W 1932 roku, w 550 rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika, nadano ulicy imię wielkiego astronoma. Przy ulicy Kopernika możemy podziwiać wiele perełek architektonicznych, między innymi willę Teodora (czy jak podają inne źródła Hermanna Juliusza) Milscha, znajdującą się u zbiegu ulic Kopernika i Łąkowej.


Na samym rogu ulic Kopernika i Łąkowej stoi willa z ogrodem. Budynek powstał przed 1880 rokiem, rozbudowany w roku 1882. Projekt rozbudowy wykonał Edward Kreuzberg (Creutzburg), architekt przybyły do Łodzi z Warszawy, który być może był też twórcą części pierwotnej budynku.


Edward Kreuzberg wykonał projekt na zlecenie Teodora Milscha, przedsiębiorcy, właściciela browaru i tzw. „Leśniczówki” , budynku restauracyjnego położonego na skraju Lasu Miejskiego (w części zwanej „Laskiem Milscha”). Architekt zaprojektował także dla Milscha browar i… był żonaty z jego córką.



Taki możemy przeczytać opis browaru Milscha w powieści „Ziemia obiecana” Władysława Reymonta:
"(...) Kazał stangretowi jechać do lasku Milscha.
Przed starym browarem, olbrzymim budynkiem, na pół zrujnowanym, który niby trup leżał już za miastem, kazał zatrzymać konie i zaczekać na siebie. Obszedł te opuszczone mury z powybijanymi oknami, bez drzwi, bez bram, z dachami pozapadanymi, ze ścianami porozwalanymi, co się rudą cegłą rozsypywały w grząskie błoto, obszedł jakieś parkany osłaniające składy i po rozmiękłym zagonie, zapadając się po kostki w błoto, wszedł do tak zwanego lasku Milscha. (...) przystanął na chwilę pod ścianami restauracji letniej, przypierającej do lasu, która teraz była zamknięta, okna miały kagańce okiennic, wielkie werandy były zapchane stołami i krzesłami i drzwi pozabijane deskami, tylko pomiędzy nagimi drzewami, nad żółcącymi się żwirem uliczkami bieliły się nieposprzątane ławki, zarzucone gnijącymi liśćmi (...)"


W XIX wieku coraz większą popularność zyskiwało spędzanie wolnego czasu, zwłaszcza w sobotnie popołudnia i niedziele, w plenerze, w parkach, ogrodach prywatnych, a przede wszystkim w lesie miejskim. Urządzano tam w gronie rodzinnym, sąsiedzkim lub pracowniczym pikniki, zwane wówczas od miesięcy ich organizowania majówkami, czerwcówkami, lipcówkami, sierpniówkami a nawet wrześniówkami. Rozkładano koce i kosze z przygotowanym przez siebie jedzeniem i piciem, śpiewano i słuchano muzyki wygrywanej na jakimś prostym instrumencie. Spędzano tak nieraz cały dzień i wracano do domu najczęściej późnym wieczorem. Jednak przynoszenie całodziennego wyżywienia do miejsc oddalonych od centrum miasta o kilka kilometrów przy braku komunikacji miejskiej (tramwaje uruchomiono pod koniec 1898 roku, natomiast linie podmiejskie docierały do takich miejsca dopiero na początku XX wieku) było dosyć uciążliwe. Co więcej jedzenie to spożywano „na zimno”, bowiem strażnicy leśni rygorystycznie przestrzegali przepisów i nie dopuszczali do rozpalania w lesie ognisk.


Miejscowi przedsiębiorcy, wykorzystując „modę piknikową”, zaczęli urządzać ogrodzone tereny leśnie i ogródki na posesjach miejskich i podmiejskich, które powszechnie określano mianem „lasków” i „ogrodów” i w których swobodnie można było urządzać „wurstpikniki” bez potrzeby narażania się na kary administracyjne za niszczenie lasu i rozpalanie ognisk.
Z czasem na tych wydzielonych, prywatnych terenach wznoszono bufety, piwiarnie, a także większe obiekty restauracyjne z salami do tańca, werandami dla muzyków, altanami, sztucznymi lub naturalnymi stawami i tym podobnymi urządzeniami ogrodowymi.


Jeden z pierwszych takich ogrodów restauracyjnych (poza Paradyzem, czytaj TUTAJ), urządził w latach sześćdziesiątych XIX wieku Bogumił Neumann przy ulicy Piotrkowskiej 11 „w domu Unbehauna”, uruchamiany dla gości z początkiem „sezonu gastronomicznego”, po ustąpieniu chłodów, zazwyczaj w połowie maja.


Popularnym ogrodem restauracyjnym było Elisium Reinholda Wisnowskiego na Księżym Młynie (czytaj TUTAJ), letni ogród restauracyjny posiadali wówczas także Traugott Lande (Średnia 4) oraz Andrzej Fischer (Średnia 37). O miejscach tych pisano:
… Od samego rana w niedzielę zaroiły się masy ludu na ulicach miasta; po południu zaś wszystkie uprzywilejowane miejsca spacerowe poza miastem przepełnione publicznością. A więc procesyje ludku ciągnęły do ogrodu Anstadtów, do lasku Milsza, do lasku kolejowego, do Kweli, słowem wszędzie zawrzało życiem, na pociechę restauratorów i różnych przedsiębiorców, którzy z powodu ciągłych dreszczów i chłodów całkiem potracili miny.Wieczorem część mieszkańców okolic Wólki słuchała koncertu orkiestry wojskowej w Paradyzie, inni znów orkiestry Wisenberga i Steinchauera w ogrodzie tak zwanym „Linden-Garten”.

Kacza zabawa w Elisium (1864).

Takie spacery podmiejskie stały się ostatecznie stałym elementem obyczajowości niezamożnej ludności Łodzi na przełomie XIX i XX wieku. W 1889 roku kronikarz zanotował swoje wrażenia:
…Niedzielne spacery poza miasto stanowią szczególniej ulubioną rozrywkę dla łodzian. Toteż ubiegłej niedzieli każda miejscowość zamiejska, obfitująca w świeże powietrze, ściągała do siebie prawdziwy wylew spacerowiczów i chociaż ci rozdzielili się, pełno ich było w lasku Milsza, w lesie kolejowym, w lasku scheiblerowskim (Kweli) i w lesie przy szosie konstantynowskiej. Nawet lasek zwany „Grabinką” poza Bałutami, nie świecił pustkami. A wszędzie panowało życie, radość i wesele… Inni ludzie niż w mieście. W jednem miejscu spacerowicze bawili się słuchaniem koncertu popularnego, w drugim mniej wybredni słuchali katarynki, w innych zaś podzieleni na grupy, tańczyli w takt polki lub walca wygrywanych na harmonijce, albo też bawili się w gry różne. Starzy odmłodzeni, młodzi w swoim żywiole, zapomnieli o ciężkich warunkach bytu i z werwą, jaką wlać może w serce odmładzająca przyroda, używali całą duszą chwil wolnych.


Na pikniki jeździły głównie rodziny robotnicze, które z różnych względów (koszty, czas wolny od pracy) nie stać było na wyjazdy „do wód” czy wynajem willi podmiejskich. Wykorzystywali to miejscowi restauratorzy, którzy w ogrodach i laskach przy wylotach dróg na skrajach lasu miejskiego otwierali obiekty gastronomiczne i rozrywkowe. Jedną z takich najliczniej uczęszczanych dróg podmiejskich była szosa Milscha, przy której na wydzielonym zadrzewionym terenie wybudowano zapewne około 1880 roku tak zwaną „Leśniczówkę” (Waldschlösschen). Jej właścicielem był piwowar Teodor Milsch, właściciel browaru powstałego w 1878 roku przy tejże ulicy pod numerem 53.

Ulica Kopernika 53 dzisiaj.

W drugiej połowie XIX wieku część zakładów przemysłowych różnych branż, w tym także spożywczej, decydowała się na rozbudowę własnego sektora handlowego. Browary, a niekiedy także wytwórnie wódek, podejmowały starania o koncesję na prowadzenie własnych lokali gastronomicznych (restauracji, piwiarń, ogródków piwnych, barów i tym podobnych), w których zbywali swoje produkty. Zazwyczaj otwierano takie zakłady w centrum miasta, ale niekiedy też, tak jak w przypadku „Leśniczówki”, na jego obrzeżach (nie zapominajmy, że w latach 70. XIX wieku łódzka cywilizacja miejska kończyła się przy ulicy Łąkowej. Dalej ciągnęły się już tylko lasy, po których jedyną pamiątką są parki „Zdrowie” i „Poniatowski”).

Nieistniejąca (od końca lat 30.) restauracja z ogrodem "Leśniczówka" (Waldschloesschen) należąca pierwotnie do piwowara Teodora Milscha, przy ulicy Milscha (Milsza) - obecnie Kopernika . Dawne miejsce popularnej rozrywki łodzian.


Obok dzierżawionego od miasta zajazdu w Paradyzie „Leśniczówka” była pierwszym tego rodzaju lokalem gastronomicznym, opierającym się przede wszystkim na usługach kulinarnych i zabawach ogrodowych urządzanych z dala od centrum Łodzi. Znajdował się tam obszerny, piętrowy, drewniany budynek z salą taneczną i z dobudowanym w 1895 roku bufetem oraz kuchnią. 
Od strony wschodniej zdobiły go duże werandy, a nad dachem wznosiła się wieloboczna wieżyczka z czterema oknami. Gazowe lampy oświetlały wnętrza i stoliki stojące w ogródku oraz kręgielnię i przystań dla łódek - obok restauracji były cztery sztuczne zbiorniki wodne ( w tym duży staw z łódkami spacerowymi, zimą wyrąbywano ze stawów lód służący do schładzania piwa podawanego w restauracji od wiosny do jesieni), muszla koncertowa i kilka altan ogrodowych.
Projekt muszli koncertowej w ogrodzie Leśniczówki (1895).

W 1895 roku zbudowano jeszcze muszlę koncertową i werandę – obie z drewna. 
Projekt drewnianych altan w "Leśniczówce".

Wejście do ogrodu na co dzień było bezpłatne (opłaty pobierano tylko wtedy, gdy odbywał się koncert lub urządzano zabawy czy pokazy), zaś restauracja, mało wykwintna, zapraszała głównie średnio i mniej zamożnych łodzian. Głównym „daniem” było oczywiście piwo z pobliskiego browaru Milschów – oferowano dla mężczyzn jasne bawarskie, pilzneńskie i monachijskie, dla kobiet i dzieci słabsze procentowo piwo ciemne jałowcowe.



Poza smacznym piwem wytwarzanym w browarze, można było posmakować także różnych trunków i prostych dań serwowanych na gorąco. Dodatkowe dochody właściciele ogrodu uzyskiwali z zabaw, koncertów, z występów „artystycznych” różnych magików i kuglarzy, a także z zawodów sportowych i para sportowych – odbywały się tutaj między innymi wzloty balonów, pokazy skoków do wody (na przykład skoki z wieży do stawu… na rowerze!) i wyścigi pływackie. A szczęśliwcy mogli liczyć na wygranie loteryjnych fantów...
W 1885 zanotowano:
…W lokalu letnim Milscha pod laskiem miejskim odbędzie się dzisiaj ciekawe widowisko. Oprócz zwykłego koncertu, produkować się będzie szybkobieg Leontini i linoskok Casiomini, który z wysokości 60 stóp ponad powierzchnią stawku, wykona skok do wody. O 6-ej wieczorem puści się balonem w nadpowietrzne szlaki pan Sprintz. A zatem sport wodny, lądowy i nadpowietrzny; za 30 kop. Nie można chyba pożądać więcej wrażeń.


W 1884 roku na afiszu zachęcającym do odwiedzenia ogrodu oraz wysłuchania występów kapel Wiesenberga i Steinhauera (grały głównie walce i polki) dopisano:
„Każdemu z gości wolno w stawku p.Milscha łowić ryby gratis, 15 kop. wejście”.
Jednak amatorzy wędkowania łowili ryby poza ogrodzonym i przeznaczonym dla „płatnych” gości miejscem za darmo…
Ogród tętnił życiem zwłaszcza w dni słoneczne w porze wiosennej, letniej i jesiennej, a także zimą urządzano tutaj ślizgawki na zamarzniętym stawie.


Kolejny dzierżawca Lesniczówki Gustaw Ryszak (Ryschak) jako jeden z pierwszych w Łodzi zainstalował w lokalu gastronomicznym połączenie telefoniczne.
W 1885 roku ukazała się w prasie informacja:
„Zakład Milscha pod laskiem, jedna z najbardziej uczęszczanych restauracyj letnich otwartym będzie w krótkim czasie do użytku publiczności. Nowy dzierżawca pan Falzman postarał się o zupełne odnowienie zakładu”.

Od tego roku codziennie o godziny 14.00 do późnego wieczora sprzed Hotelu Polskiego przy ulicy Piotrkowskiej 3 do Leśniczówki kursowały specjalne omnibusy Juliana Krupińskiego. Cena biletu od osoby w jedną stronę wynosiła 10 kopiejek (linię tramwajową ulicą Milsza od św. Andrzeja do Łąkowej poprowadzono w lipcu 1900 roku. Dalszy odcinek od Łąkowej do stacji Łódź Kaliska uruchomiono dopiero w październiku 1913 roku). Trudności komunikacyjne były powodem różnych nieporozumień:
„W willi Milscha pod laskiem zaszło było nieporozumienie pomiędzy gospodarzem restauracji a stangretami, z powodu, że nie pozwolono tym ostatnim stawać powyżej restauracji pod laskiem, jak to bywało dawniej. Nowe to rozporządzenie p. Falcmana nie wydaje się nam szczęśliwem ze względu na gości, którzy do swych powozów podążać muszą aż na plac, gdzie stoją dorożki. Wartoby też zajazd przed samą restauracyją zlewać dobrze wodą, ażeby tumany kurzu nie dolegały gościom zebranym poza baryerką. Wody przecież nie brak w stawie?”


W sezonie letnim zakład restauracyjny „Leśniczówka” był czynny już od godziny piątej, gdy rozpoczynała koncert zaangażowana do ogrodu orkiestra. Wejście na teren kompleksu rozrywkowego było wówczas płatne w granicach 15-30 kopiejek dla dorosłych i 5-10 kopiejek dla dzieci, zależnie od przygotowanych atrakcji.
Z biegiem lat zmieniali się właściciele browaru, w 1886 roku nabył go Robert Schnerr, który w latach 1888-1889 wydzierżawiał lokal znanemu łódzkiemu cukiernikowi Janowi Szmagierowi. Ten otworzył tutaj bufet z zakąskami, słodyczami (zwłaszcza szeroko reklamowanymi pączkami) i napojami „chłodzącymi”, a zimą dodatkowo wypożyczał łyżwy. Oczywiście funkcjonowała także restauracja – jak podkreślał Szmagier:
… przyjąwszy zdolnego kucharza wydaję smacznie przyrządzane jedzenia na porcye oraz przyjmuję zamówienia na śniadania i kolacje. Zawsze można dostać mleka prosto od krowy oraz mleko zsiadłe na porcye. Łazienki dla amatorów zimnych kąpieli i odrestaurowane łódki, codziennie koncert.


Atmosferę tego miejsca z 1896 roku przedstawił sugestywnie Władysław Reymont w „Ziemi obiecanej” :
„Kilkaset drzew i drzewek o liściach pożółkłych i spieczonych rzucało mizerny cień na wydeptane trawniki i na piaszczyste dróżki i alejki, dymiące tumanami kurzu, który rozwłóczył się po ogródku i opadał na drzewa i setki białych sto­łów i na tłumy przy nich rozsiadłe, rozkoszujące się piwem, jakie zabrudzeni garsoni roznosili ustawicznie. Wojskowa orkiestra na estradzie grała sentymental­nego walca, a w głównym budynku restauracyjnym, otoczonym werandami, tańczono z zapałem pomimo tropikalnego gorąca; tancerze byli bez surdutów, a nie­którzy i bez kamizelek,ale tym siarczyściej bili obca­sami w podłogę i mocno pokrzykiwali.
Pomagali im z zapałem liczni widzowie, cisnący się do drzwi i okien pootwieranych, przez które podawano zmęczonym piwo, a wielu niecierpliwszych tańczyło na werandzie i na trawnikach, w obłokach kurzawy i przy akompaniamencie strzałów w strzelnicy i głuchym, warczącym turkocie wyrzucanych w kręgielni kuł.
Na małej sadzawce, o martwej, zaropiałej wodzie, kołysało się kilka łódek, kilka tkliwych par smażyło się na słońcu i pracując wiosłami, śpiewało bardzo czułymi głosami niemiecką piosenkę o gaju, piwie i miłości…”

Rozwój, rok 1898.

W 1900 roku ogród przeszedł na własność Towarzystwa Akcyjnego Browaru „Łódź”, a w 1910 roku – Rudolfa Langego. W 1912 roku nabyli go J. Silberstein i M. Kohn – tym samym zmienili się również właściciele „Leśniczówki”, którą wypuszczali w dzierżawę kolejnym restauratorom. W 1891 roku ogród dzierżawił Edward Hentschel, a w 1910 roku niejaki Gloger, który zbudował tam nową scenę.


Ogrody Milscha z pijalnią piwa mieściły się w rejonie skrzyżowania ulicy Włókniarzy i Kopernika. Po uruchomieniu dworca kolei kaliskiej w 1902 roku oraz powstaniu w sąsiedztwie kolejnych fabryk okolica straciła walory rekreacyjne. Lasek Milscha zaczęto parcelować na działki budowlane i wkrótce przecięto go przedłużoną w kierunku dworca ulicą Kopernika. Już w końcu XIX wieku obiekt zaczął podupadać, ale jeszcze po rewolucji 1905 roku w budynku restauracyjnym swoją siedzibę miały bezpartyjne związki zawodowe, które organizowały w ogrodzie zabawy związkowe, koncerty orkiestr robotniczych i występy chórów. Po przymusowej likwidacji związków zawodowych przez władze carskie w pomieszczeniach „Leśniczówki” urządzono lokale mieszkalne.



W maju 1911 roku magistrat łódzki nabył grunty „Leśniczówki” za 10 tysięcy rubli w celu przeprowadzenia przez jej teren linii tramwajowej łączącej dotychczasową krańcówkę przy ulicy Łąkowej z dworcem kolei kaliskiej. Już wówczas pisano, że jest to koniec „Leśniczówki”. Jednak dopiero w maju 1913 roku miasto zaczęło prowadzić tam niwelację gruntu pod bruk przedłużenia ulicy Milsza do stacji kolejowej Łódź Kaliska.
Latem 1920 roku w sali tanecznej „Leśniczówki” kwaterowali uciekinierzy z terenów zajętych przez Armię Czerwoną. Drewniana rozsypująca się willa trwała jeszcze przez kilkanaście lat wśród resztek zieleni, odgradzających ją od zakładów tytoniowych. Została rozebrana pod koniec lat 30. XX wieku. Dziś nie ma po niej śladu.

Zakłady tytoniowe sąsiadujące z ogrodami „Leśniczówki”, znajdowała się tu parowa przędzalnia i tkalnia kortów oraz wyrobów wełnianych Karola Kretschmera, zbudowana w 1895 roku. Dziś hotel „Tabaco Park".

Kopernika 53/ 53a - pod tym adresem stał niegdyś Browar Milscha.

W 1886 roku browar Milscha przeszedł w ręce Roberta Schnerra, który wykorzystał swoje dwudziestoletnie doświadczenie w warzeniu piwa i rozwinął produkcję przerwaną na kilka miesięcy, w 1900 roku pożarem zakładu. Wznowiono produkcję i utworzono Towarzystwo Akcyjne Browaru „Łódż”.


W 1910 roku browar stał się własnością Rudolfa Lange, a od 1912 roku należał do J. Silbersteina i M. Kohna. Dewastacja urządzeń produkcyjnych w latach I wojny światowej doprowadziła do zamknięcia browaru. Po 1925 roku powstały na jego miejscu fabryki włókiennicze.


Pod numerem 53a mieściła się Mechaniczna fabryka Pończoch Kotonowych B-ci Beniamina i Moszka Brandów, zatrudniająca 45 robotników. W latach powojennych upaństwowiona, stała się oddziałem Zakładów Przemysłu Dziewiarskiego „Iwona”.
Po 1970 roku zbudowano na jej terenie biurowiec i magazyny „Ruchu” (pod numerem 53):


Willa przy Kopernika 46 należała najprawdopodobniej do Teodora Milscha (być może do Hermanna Juliusza Milscha , wg. Krzysztofa Stefańskiego [w: Łódzkie wille fabrykanckie]). 



To piękny, neorenesansowy budynek z przeszkloną werandą. W 1912 roku willa została nabyta przez Cech Rzeźników Łódzkich. 



W 1938 roku willa została poddana częściowej przebudowie. 

Cech Rzeźników utracił prawa do willi w okresie PRL, gdy budynek został upaństwowiony. Mieścił się w nim m.in. dom kultury (klub „Karolek”), stołówka zakładów Harnama Rena-Kord, mających siedzibę przy ulicy Łąkowej (w budynku zakładu jest obecnie hotel). 



1945 roku parter budynku został zaadaptowany na restaurację (w 1947 roku powstał projekt autorstwa Stanisława Kowalskiego nadbudowy drugiego piętra, ale nie został zrealizowany). Mieściła się tu restauracja „Kometa”, a potem przez wiele lat znana restauracja „Kaprys”.



Obecnie w budynku mieści się „Keja Pub”, gdzie można posłuchać piosenek żeglarskich, biura i sala redutowo-weselna.


W 2012 roku wykonano częściową renowację północnej części willi. Obecnym właścicielem willi jest Spółdzielnia Rzemieślnicza Branży Spożywczej, Cech Rzeźników i Wędliniarzy.


Willa reprezentuje formy dojrzałego renesansu włoskiego, z elementami „stylu toskańskiego” (wieża). Charakterystyczne dla tego stylu elementy widać w boniowanej elewacji, opaskach okiennych, licznych gzymsach. Prostokątne otwory okienne podzielone zostały przez liczne półkolumienki z kapitelem jońskim. Trzony kolumn zdobi roślinny motyw i delikatne żłobkowanie. Nad oknami umieszczono pary aniołków. 



Bryła jest silnie rozczłonkowana, z trzykondygnacyjną wieżą, do której prowadzi tajemnicze wejście. Po bokach umieszczono symetrycznie bogato rzeźbione drewniane werandy. Budynek wieńczyła oryginalnie okazała attyka, obiegająca cały dach, wieżę zaś wysoka iglica.



Wszystkie współczesne zdjęcia są takie... zimowe, wiem. Ale idąc ostatnio ulicą Kopernika, zmarznięty baedeker pomyślał o wiośnie, o piwnych ogródkach, o tym jak kiedyś musiało być tu miło, zielono i ... "zabawowo"...


źródła:
Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki.
Dariusz Kędzierski. Ulice Łodzi.
Krzysztof Stefański. Łódzkie wille fabrykanckie.
Mirosław Jaskulski. Piwo, flaki garnuszkowe, petersburskie
bliny i kawior astrachański, czyli z dziejów gastronomii łódzkiej do 1918 roku.
Jacek Kusiński, Ryszard Bonisławski, Maciej Janik. Księga fabryk Łodzi.
Marcin Jakub Szymański. Browary Łodzi i regionu.






Źródła zdjęć archiwalnych:
Mirosław Jaskulski. Piwo, flaki garnuszkowe, petersburskie
bliny i kawior astrachański, czyli z dziejów gastronomii łódzkiej do 1918 roku.




Fot. współczesne Monika Czechowicz

BAEDEKER POLECA:

Książka Mirosława Jaskulskiego Piwo, flaki garnuszkowe, petersburskie bliny i kawior astrachański, czyli z dziejów gastronomii łódzkiej do 1918 r. jest wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy w jednej publikacji przestawiona została szczegółowa historia gastronomii łódzkiej.
Autor podzielił książkę na trzy części: Gastronomia w okresie przedrozbiorowym, Szynkarstwo łódzkie w pierwszej połowie XIX wieku, Gastronomia łódzka na przełomie XIX i XX wieku. Mirosław Jaskulski w przystępny i ciekawy sposób omawia zmiany, które na przestrzeni lat zachodziły w łódzkich karczmach, np. stosunek do klienta, zawartość menu, warunki sanitarne. Przedstawione zostały także osoby związane z gastronomią. Autor przygotował ich szczegółowy spis, znajdujący się na końcu książki.
Nie brakuje też ciekawostek, część z nich z pewnością zaskoczy czytelnika, jak np. śniadaniowe menu w lokalu „Rektyfikacji Warszawskiej” (ul. Piotrkowska 10) z października 1898 roku: poniedziałek – żur na kiełbasie z ziemniakami (barszcz polski), wtorek – kołduny litewskie na bulionie, środa – golonka z grochem purée, czwartek i niedziela – flaki garnuszkowe z grzankami, piątek – ryba po żydowsku i pierogi leniwe, sobota – pierożki z mięsem.
Unikatowe zdjęcia, dopełniające całości, pozwolą czytelnikom przenieść się w czasie. Przeszłość została zatrzymana na czarno-białych fotografiach.