niedziela, 30 listopada 2014

ROSYJSKA ŁÓDŹ

город Лодзь

Gdy w końcu XVIII stulecia Polska znalazła się pod panowaniem trzech zaborców: Rosji, Austrii i Prus, na terenie dzisiejszego województwa łódzkiego nie było zbyt wielu Rosjan, osiedliły się tu tylko pojedyncze rodziny.
Również w pierwszych latach istnienia Księstwa Warszawskiego, a potem Królestwa Polskiego, gdy większość terytorium Rzeczypospolitej znalazła się w obrębie carskiej Rosji, sytuacja nie zmieniła się diametralnie. W Królestwie stacjonował już co prawda oddział gwardii i pracowali oddelegowani urzędnicy kancelarii wielkiego księcia Konstantego, ale sam książę, ożeniony w 1820 roku z Polką – hrabianką Joanną Grudzińską, wielką księżną łowicką, dla której zrzekł się carskiego tronu – był początkowo zwolennikiem liberalnej polityki Rosji wobec Polski.

Książę Konstatnty i Joanna Grudzińska. Historię ich miłości poznasz TUTAJ).

Okoliczności zmieniły się wraz z wybuchem i upadkiem powstania listopadowego w 1830 roku. Na Polaków spadły represje. Wielu powstańców Rosjanie wywieźli na Sybir, części udało się uciec na Zachód. W kraju nastąpiły lata bezwzględnej dyktatury zakończone kolejnym zrywem niepodległościowym w 1861 roku.
Po powstaniu styczniowym na ziemiach polskich pojawiła się ogromna liczba carskiego wojska i żandarmerii. Rosjanie byli sprowadzani do pracy w urzędach, na poczcie, na kolei i do szkół, w których wprowadzano obowiązkowo język rosyjski. W tym czasie zaczęto w Polsce budować cerkwie...

Opoczno, cerkiew św. Księcia Włodzimierza. Okres międzywojenny.
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Opocznie zamieszczona w albumie
„Opoczno i opocznianie w dawnej fotografii”.

Zgodnie z zarządzeniem cara, prawosławne świątynie miały stawać wszędzie tam, gdzie było wojsko i wielu urzędników. A takich miejsc w naszym regionie było wiele. Carskie wojska stacjonowały między innymi w Łęczycy, w Skierniewicach, w Wieluniu i inn.
Skierniewice, cerkiew 31 Aleksiejewskiego pułku piechoty wybudowana w latach 1909-1911.
Fot. www. skierniewice.com.pl

Na naszym terenie w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX stulecia wybudowano kilkadziesiąt cerkwi, tylko kilka z nich przetrwało do dziś. W niektórych miastach i miasteczkach regionu były też prawosławne cmentarze i inne miejsca związane z obecnością Rosjan. Gdy Polska odzyskała niepodległość, wiele tych miejsc uległo zniszczeniu albo przeznaczono je na inne cele. Polacy chcieli wykreślić z historii lata upokorzeń i zaborów. Czasami wyburzane były świątynie budowane przez Greków, nie przez Rosjan. Ale dla Polaków w tamtym okresie krzyż prawosławny był symbolem nienawistnej kultury.

Dawna cerkiew prawosławna, garnizonowa (przy ul. Jekaterynburskiej, obecnie ulica Jerzego 9), dzisiaj Kościół garnizonowy pw. św. Jerzego.


Zdjęcie z lat 1900-1914 (widoczne, nieistniejące już, charakterystyczne dla prawosławia cebulaste kopuły). Fot: fotopolska.pl. 

Mimo tej atmosfery niechęci część Rosjan i ich potomków pozostała w Polsce. Wielu z nich czuje się Polakami. Co więcej: wielu z nich to polscy patrioci, wychowani w polskiej kulturze, tradycji, języku. Ale jednocześnie szanujący swoją tożsamość, zakochani w literaturze, języku i sztuce swoich przodków. Wielu Rosjan i Polaków rosyjskiego pochodzenia odegrało znaczącą rolę w rozwoju i wzbogacaniu polskiej kultury. W okresie międzywojennym napłynęła nowa fala uciekinierów z Rosji opanowanej przez bolszewików, a potem kolejna, po zakończeniu II wojny światowej – z ziem zagarniętych przez Związek Sowiecki.


Cerkiew cmentarna na Prawosławnym Cmentarzu pw. św. Aleksandra Newskiego przy ulicy Smutnej.

Rosjanie przybyli do Łodzi dość późno, dopiero w połowie XIX wieku. W 1862 roku wśród ludności stałej naszego miasta odnotowano dwóch Rosjan, a w 1865 roku – ośmiu. Trzydzieści lat później jest już ponad 440 Rosjan, a na początku XX wieku liczba dochodzi do prawie do 900. Pierwsi rosyjscy mieszkańcy to kupcy współpracujący z łódzkim przemysłem.
Interesujące jest, że wojsko rosyjskie przybyło do Łodzi po raz pierwszy na wyraźne życzenie fabrykantów, którzy przestraszyli się buntu robotników w 1861 roku. Do spacyfikowania proletariuszy przybyli wówczas do Łodzi kozacy stacjonujący w Łęczycy.
Fabrykanci nie odpuszczali. Chcieli mieć na miejscu wojsko i policję rosyjską. To oni ufundowali pensję dla policmajstra.
W Łodzi carskie wojsko stacjonowało na stałe od 1863 roku do wybuchu I wojny światowej. Przybył tu 37. Jaketyrenburski Pułk Piechoty, 10. Brygada Artylerii oraz 6. Sotnia 5. Dońskiego Pułku Piechoty.
Ich obecnośc zapisała się w historii i topografii Łodzi. Ze spisu wiadomo, że w 1897 roku w Łodzi stacjonowało 4412 żołnierzy, w tym 3548 (ponad 80%) Rosjan, 292 (6,6%) Żydów, 175 (4%) Niemców i 145 (3,3%) Polaków.

"Rozwój", rok 1900.

Prawosławna świątynia katedralna pod wezwaniem Aleksandra Newskiego z 1884 roku przy ulicy Kilińskiego.

Z wojskiem przybył też do Łodzi pierwszy prawosławny duchowny, który prowadził nabożeństwa dla osób cywilnych. Pierwszym miejscem, które przez dwadzieścia lat spełniało funkcję cerkwi, było mieszkanie feldfebla Andriejewa przy ulicy Nawrot 2. Łódzka parafia prawosławna powstała dopiero w 1884 roku wraz z oddaniem do użytku cerkwi pw. św. Aleksandra Newskiego.
Potem wybudowano garnizonową cerkiew św. Aleksego i kolejną świątynię pw. św. Olgi (przy obecnej ulicy Piramowicza).


Cerkiew pod wezwaniem św. Olgi przy ulicy Piramowicza 12.

Konsekwencją upadku powstania styczniowego było wprowadzenie przez carat reżimu i polityki rusyfikacyjnej, a co za tym idzie obsadzanie administracji carskimi urzędnikami sprowadzanymi z Rosji. Ci ludzie przyjeżdżali tu faktycznie na kilka lat i rzadko wiązali się z miejscem, gdzie odbywali służbę.
Ale Rosjanie byli też nauczycielami, wychowawcami, twórcami szkół rządowych i wielu z nich zamieszkało w Łodzi na stałe.
W 1878 roku we wszystkich szkołach wprowadzono język rosyjski jako obowiązkowy, a następnie wykładowy. Od 1879 roku w Łodzi funkcjonowały dwie rosyjskojęzyczne szkoły średnie – męska i żeńska. Było też wiele prywatnych szkół prowadzonych przez Rosjan. Oczywiście dla Polaków wprowadzenie obowiązkowej nauki rosyjskiego policzkiem i powodem odmowy uczenia się pod przymusem. Polscy uczniowie nigdy nie zaprzestali walki o język polski w szkołach…

Serial w reżyserii Pawła Komorowskiego „Syzyfowe prace”, na podstawie powieści Stefana Żeromskiego, zrealizowany w 2000 roku. Źródło: YouTube.pl

Lata 90-te XIX wieku w Królestwie Polskim, okres wzmożonej rusyfikacji. Marcin, syn szlachcica, daje się wciągnąć przez nauczycieli i dyrekcję gimnazjum w "naukową" działalność propagującą ideę panslawizmu - ukrytą formę rusyfikacji. Swoje zniewolenie dostrzega dopiero w atmosferze działań patriotycznych inspirowanych przez nowego kolegę, Bernarda Zygiera, wyrzuconego ze szkoły w Warszawie za działalność w konspiracyjnych kołach młodzieżowych.

Szkoła Powiatowa Realna Niemiecko-Rosyjska przy Rynku Nowego Miasta (plac Wolności 14, dzisiaj siedziba Muzeum Etnograficznego).

Rosyjskie gimnazjum męskie przy ulicy Mikołajewskiej (dziś Sienkiewicza 46)


Rosyjskie gimnazjum dla dziewcząt przy ulicy Średniej (Pomorska 16)


Szkoła Rękodzielniczo-Przemysłowa przy ulicy Pańskiej (Żeromskiego 1)

Język rosyjski był językiem urzędowym, wymaganym w szkolnictwie, sądownictwie i administracji, pojawiał się w gazetach, na szyldach, w dokumentach. Wszelkie próby ograniczenia jego użycia wymagały specjalnej zgody władz rosyjskich.


Rosyjski Bank Państwa przy ulicy Spacerowej, obecnie siedziba Narodowego Banku Polskiego, al. Kościuszki 14


Napis na budynku Reicherów przy ulicy Rewolucji 1905 roku.

W przededniu wybuchu I wojny światowej w Łodzi mieszkało 1416 Rosjan. Oczywiście, w tym badaniu nie brano pod uwagę stacjonującego w Łodzi rosyjskiego wojska, bo wtedy ta liczba byłaby znacznie większa. Generalnie Rosjanie w XIX i XX stuleciu nie stanowili nawet procenta mieszkańców naszego miasta. Natomiast liczba osób posługujących się językiem rosyjskim dochodziła nawet do 2,5%. Pewnie ta statystykę powiększali przybywający do Łodzi rosyjscy Żydzi. Do takich rosyjskojęzycznych łodzian należały rodziny Aleksandra Tansmana czy Artura Szyka (przeczytaj więcej: TANSMANSZYK )
W Łodzi wychodziła rosyjska prasa, pierwsza rosyjska gazeta „Lodzinskij Listok”, półoficjalny organ urzędowy, i „Lodzinskaja Gazeta Obljawlenij”, czyli rosyjska część „Łódzkiej Gazety Ogłoszeń”.
W Łodzi wychodziła literatura piękna po rosyjsku, działały towarzystwa muzyczne, dramatyczne, plastyczne.
Łódzcy Rosjanie sprowadzali muzyków i trupy teatralne, byli aktywni w sporcie i w działalności filantropijnej.
W okresie międzywojennym artyści przybyli z Rosji tworzyli bardzo silne środowisko awangardowe i byli współtwórcami przyszłego Muzeum Sztuki (więcej TUTAJ).

Kaplica Gojżewskich -  piękny symbol wielokulturowej przeszłości Łodzi. Znajduje się na granicy cmentarza katolickiego i prawosławnego przy ulicy Ogrodowej.  Po jednej stronie jest pochowana Aleksandra Gojżewska, która była katoliczką, po drugiej jej mąż wyznania prawosławnego.







źródło:
Joanna Podolska, Michał Jagiełło. Spacerownik. Rosyjskimi śladami po województwie łódzkim.



Baedeker poleca:
Wacław Gąsiorowski. "Księżna łowicka".
Zbeletryzowane losy Joanny Grudzińskiej, polskiej żony wielkiego księcia Konstantego.
Gąsiorowski wykorzystał historię młodej Polki, by pokazać relacje panujące w domu Konstantego, przez wiele lat rzeczywistego, choć niekoronowanego władcy Królestwa Polskiego, a w szczególności jego stosunki z bratem, Aleksandrem I, a potem z synem tegoż, Mikołajem, oraz z tymi, którzy realizowali bieżącą politykę w stosunku do Polaków: Nowosilcowem, Kołzakowem, Kurutą.
 Niezrównoważona osobowość rosyjskiego księcia miała ogromny wpływ na stosunki panujące na skrawku dawnej Polski, który miał być kolebką odrodzenia naszej ojczyzny. Fiksacja na punkcie wojska, skupiona wyłącznie na wyglądzie żołnierzy, a nie ich wartości bojowej w połączeniu z  niezwykle podejrzliwym charakterem, zrozumiałym poniekąd u człowieka wychowanego na dworze, gdzie każdy kolejny car był mordowany przez swego następcę, zmieniły życie warszawiaków w piekło. 
Joanna Grudzińska, gorliwa katoliczka, starała się łagodzić niepohamowaną naturę męża, ale przede wszystkim starała się być dobrą żoną. Niestety, nie odznaczała się ani silnym charakterem, ani wyjątkowym umysłem. Tym bardziej jej postrzeganie męża różniło się dramatycznie od jego wizerunku zewnętrznego. 
A także:
serdecznie polecam pracę poświęcą Powstaniu Styczniowemu w Łodzi i regionie, której współautorem jest pracownik MTN, p. Karol Jadczyk
"Powstanie styczniowe w Łodzi i regionie. Sudia i materiały".

Fot. współczesne Monika Czechowicz
Fot. archiwalne ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi
i inn.

piątek, 28 listopada 2014

Zmarł Stanisław Mikulski







Wczoraj, 27 grudnia 2014 roku media podały wiadomość o śmierci Stanisława Mikulskiego, wspaniałego aktora, niezapomnianego Pana Samochodzika i Hansa Klossa. 





Aktor urodził się w 1929 roku w Łodzi i tutaj spędził swoje dzieciństwo. 

Fot. z zasobów Państwowego Archiwum w Łodzi.

Dzieciństwo i młodość spędził na łódzkich Bałutach. W 1950 roku zdał maturę w VIII Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi i w tym samym roku pojawił się na ekranie
w filmie "Pierwszy start" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Następnie dostał powołanie do wojska, gdzie wraz z kolegami stworzył grupę artystyczną. Po skończeniu służby, Mikulski zdał w 1953 roku egzamin eksternistyczny przed komisją PWST w Krakowie. 

"Pierwszy start" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Rok 1950. Stanisław Mikulski jako junak Franek Mazur.

Pierwszą ważną filmową rolą dla początkującego aktora był występ u Andrzeja Wajdy w filmie "Kanał". 

"Kanał" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Rok 1957. Stanisław Mikulski w roli "Smukłego".

Mimo swoich wielu ról teatralnych oraz filmowych, aktor najbardziej kojarzony był z postacią polskiego agenta J-23 podszywającego się pod niemieckiego oficera Hansa Klossa w kultowym serialu "Stawka większa niż życie". 

"Stawka większa niż życie". 

Bohater ten przyniósł aktorowi sławę i rozgłos za granicą, ale i sprawił, że przez długi czas reżyserzy mieli problem z obsadzeniem go w innej roli. 



Wszyscy pamiętamy polski serial telewizyjny dla młodzieży, zrealizowany w 1971 roku na podstawie powieści Zbigniewa Nienackiego „Pan Samochodzik i templariusze” .

"Pan Samochodzik i Templariusze". Rok 1971.

Pan Samochodzik, w którego postać wciela się Stanisław Mikulski - historyk sztuki i detektyw amator oraz posiadacz niezwykłego samochodu, poszukuje ukrytych skarbów templariuszy.


Pan Samochodzik i jego niezwykły pojazd – oczywiście na łódzkich numerach!

W latach 1988 - 1990 Mikulski pełnił urząd dyrektora Ośrodka informacji i Kultury w Moskwie. Po odejściu z tego stanowiska aktor udał się na emeryturę. Na ekrany tv powrócił,  jednak już jako prezenter. Pomiędzy 1995, a 1998 prowadził  teleturniej "Koło fortuny", a w 2000 roku magazyn "Supergliny"przedstawiający pracę polskiej policji. W 2012 roku zgodził się, mimo podeszłego wieku, wrócić do swojej kultowej roli w filmie Patryka Vegi "Hans Kloss-stawka większa niż śmierć" opowiadającym o dalszych losach polskiego agenta. W tym samym roku miała też miejsce premiera biografii Stanisława Mikulskiego, zatytułowana "Niechętnie o sobie".



Wspomnienie i ostatni wywiad ze Stanisławem Mikulskim -  PRZECZYTAJ TUTAJ
Stanisław Mikulski niezapomniany:


"Godziny nadziei", rok 1955− jako porucznik Jan Basior

"Ewa chce spać", rok 1957 − jako policjant Piotr

"Historia współczesna", rok 1960 - jako lotnik Henryk Rak

I chociaż aktor związał swoje życie i karierę zawodową z Warszawą, to nie zapominajmy, że był rodowitym łodzianinem:


Archiwum Państwowe w Łodzi, z Ksiąg Ludności Stałej m. Łodzi 



źródła:
Archiwum Państwowe w Łodzi
YouTube.pl
Filmoteka Narodowa

czwartek, 27 listopada 2014

LITZMANNSTADT GETTO – listopad, grudzień 1941

5 listopada

Do Łodzi dotarły pierwsze transporty z Cyganami z Burgenlandu. Dla nich wyznaczono odrębny obóz na terenie getta, przy ulicy Brzezińskiej (Sultzfederstrasse, dziś ulica Wojska Polskiego) tuż obok granicy – wydzielony i zupełnie izolowany.
Zamknięto tam ponad pięć tysięcy osób.


Późną jesienią 1941 roku w kwadracie dzisiejszych ulic Wojska Polskiego (wówczas Brzezińska), Obrońców Westerplatte (wówczas Towiańskiego), Starosikawskiej i Głowackiego naziści wyodrębnili tzw. obóz cygański. Było to jakby getto w getcie. Naziści zamknęli tam ponad 5 tysięcy Cyganów: Romów i Sinti z Burgenlandu przywiezionych z pogranicza austraicko-węgierskiego.
To jeden z najbardziej tajemniczych rozdziałów w dziejach Litzmannstadt getto. Nawet sami Żydzi niewiele wiedzieli, kto tam został zamknięty, dlaczego i jaki był los tych, których potem wywieziono w nieznanym dla nich kierunku.


Obóz został zorganizowany na niewielkim obszarze 0,019 km kw. Z jednej strony graniczył ze stroną aryjską i był strzeżony przez funkcjonariuszy Schupo. Od strony getta był pilnowany przez policję żydowską. Został ogrodzony podwójnymi zasiekami z drutu kolczastego, a z dwóch stron także głęboką - prawie dwumetrową - fosą (później zasypaną z uwagi na groźbę runięcia kamienicy).
Wszystkie okna od strony zewnętrznej zabito deskami. Na teren obozu można było wchodzić tylko przez bramę przy ulicy Brzezińskiej (dziś Wojska Polskiego).


Cyganów przywieziono do Łodzi w bydlęcych wagonach w dniach 5-9 listopada 1941 roku. Wśród 5007 osób było 2689 dzieci. Mieszkali w strasznych warunkach. Na terenie obozu nie było latryn, łaźni, wody. Nie było kuchni, brakowało naczyń, nie było łyżek...
Wkrótce wybuchła epidemia tyfusu, która zdziesiątkowała ludność, w pierwszej kolejności dzieci. W ciągu siedmiu tygodni zmarło 719 Cyganów. Byli grzebani na terenie cmentarza żydowskiego w części kwater PV i PVI w zbiorowych mogiłach.


Przy ulicy Wojska Polskiego 84 znajduje się tzw. Kuźnia Romów, miejsce egzekucji ludności cygańskiej z obozu Cyganów.
Dla upamiętnienia miejsca kaźni Romów budynek dawnej Kuźni uznano za miejsce pamięci narodowej.
Zwiedzanie budynku i wystawy "I skrzypce przestały grać" dokumentującej eksterminację Romów i Sinti jest możliwe po telefonicznym zgłoszeniu:
42 291 36 27, 783 755 391 - MTN Oddział Stacja Radegast
lub 42 632 71 12 - Dział Oświatowy MTN
Szczegółowe informacje znajdziesz TUTAJ



Dziewczynka z obozu cygańskiego. Mural na ścianie budynku przy ulicy Wojska Polskiego 82. Jeden z portretów tworzących "Ścieżkę Murali Pamięci", przedstawiających wizerunki żydowskich dzieci z getta, małych więźnów z obozu dla dzieci polskich oraz portrety dzieci romskich z obozu przy dawnej ulicy Brzezińskiej (dzisiaj Wojska Polskiego).

listopad – grudzień
 
W Chełmnie nad Nerem, 70 km od łodzi powstaje ośrodek zagłady.


W niektórych resortach pracy wybuchają strajki przeciwko Chaimowi Rumkowskiemu, Przełożonemu Starszeństwa Żydów.


Mordechaj Chaim Rumkowski -
urodził się  27 lutego 1877 w Ilinie na Wołyniu, zmarł pomiędzy 30 sierpnia a ok. 1 września 1944, zginął prawdopodobnie w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.
Przemysłowiec i działacz syjonistyczny. Przełożony (Prezes) Starszeństwa Żydów w Łodzi(od kwietnia 1940 roku – Litzmannstadt) do likwidacji getta w końcu sierpnia 1944 roku. Jego działalność w tym okresie jest zazwyczaj potępiana (oskarżenie o kolaborację z nazistami), choć istnieją również mniej krytyczne oceny.
Do Łodzi przybył w 1892 roku w ramach dużej fali emigracyjnej Żydów z obszaru Cesarstwa Rosyjskiego, uciekających przed prześladowaniami etnicznymi (tzw. emigracja "Litwaków"). Na początku XX wieku prowadził w Łodzi wraz z Abem Neimanem zakład produkcji tkanin pluszowych, po I wojnie światowej pracował jako agent ubezpieczeniowy. Od 1921 członek zarządu Gminy Żydowskiej w Łodzi. Pełnił też, w latach 1925–1939, funkcję prezesa zarządu Internatu dla Dzieci Żydowskich i Fermy w "Helenówku", przy obecnej ulicy Krajowej 15, którego imponującą bazę materialną (budynek główny, zabudowania gospodarcze, gospodarstwo rolne) stworzył od podstaw.


13 października 1939 został mianowany arbitralną decyzją szefa Zarządu Cywilnego Łodzi – dr. D. Leistera, zwierzchnikiem Żydów w Łodzi (następnie getta Litzmannstadt, które formalnie powstało w lutym 1940 roku) z tytułem "Przewodniczący Starszeństwa Żydów w Łodzi" (Der Ältester der Juden in Lodz/Litzamnnstadt), jako jedyny pozostały w tym czasie członek zarządu Gminy Żydowskiej w tym mieście. W getcie najczęściej określano go mianem "Prezesa", bez wymieniania nazwiska, ale nieoficjalnie, szczególnie przez osoby mu niechętne lub zwalczające go, "Chaimem Groźnym" lub "królem Chaimem".
Jego działalność na tym stanowisku wywołuje do dziś wielkie kontrowersje. Krytycy zarzucają mu wprost współpracę z Niemcami, która miała się wyrażać w zmuszaniu więźniów łódzkiego getta do wyniszczającej pracy na rzecz Trzeciej Rzeszy  oraz pomocy w ich eksterminacji – w odróżnieniu np. od Adama Czerniakowa z warszawskiego getta.
Hasłem, którym Rumkowski kierował się podczas organizacji łódzkiego getta a następnie kierowania jego codziennym życiem, było: Unser einziger Weg ist Arbeit (Naszą jedyną drogą (wyjściem) jest praca).
Ta idea, to jedna z kluczowych kwestii w ocenie okupacyjnej działalności Rumkowskiego. Jego obrońcy podnoszą, że dzięki wzorowej organizacji getta w Łodzi i korzyściom ekonomicznym jakie przynosiło ono Niemcom, przetrwało aż do końca sierpnia 1944. Między innymi dzięki temu z żadnego innego getta na ziemiach polskich nie uratowało się tak wielu Żydów (szacuje się, że ok. 10 000). Takie argumenty przedstawia w swojej książce Anatol Chari, który usprawiedliwia Rumkowskiego i tłumaczy jego działania błędną kalkulacją polityczną. Faktem jest
również, że w tym getcie nie było aż tak drastycznych różnic w poziomie życia jak w getcie warszawskim; szczególnej jego opiece podlegały dzieci i młodzież. Tymczasem np. Marek Edelman o działalności Rumkowskiego mówił:
"To głupoty. To dzięki Rumkowskiemu Hans Biebow nie musiał mobilizować żołnierzy, bo wszystko miał na tacy. To bzdura, że przetrwało tylu łódzkich Żydów, bo Rumkowski zorganizował getto jako obóz pracy dla Niemców. W Warszawie też szopy produkowały tysiące mundurów dla niemieckiej armii, a w którymś momencie Niemcy powiedzieli stop".
Marek Edelman   
Po wizycie Rumkowskiego w warszawskim getcie w maju 1941 roku (m.in. w celu pozyskania dla łódzkiego getta lekarzy) Emanuel Ringelblum w swojej Kronice getta warszawskiego wrzesień 1939 – styczeń 1943 (Warszawa 1988) zapisał:
"Jest to starzec lat około siedemdziesięciu, człowiek o niezwykłych ambicjach i trochę stuknięty. Opowiadał cuda o łódzkim getcie. Jest tam państwo żydowskie z 400 policjantami, z trzema więzieniami (...) Uważa się za pomazańca bożego."
Adam Czerniaków, prezes warszawskiego Judenratu, z którym podczas tej wizyty Rumkowski spotkał się osobiście, pisał o nim w swoim pamiętniku:
"Jest to samochwalec. Zarozumiały i głupi. Szkodliwy, bo wmawia władzom, że u niego jest dobrze".

Kierownik niemieckiej administracji getta (Gettoverwaltung) – Hans Biebow.

W ocenach Rumkowskiego w tym zakresie koniecznym jest między innymi uwzględnienie oceny działalności kierownika niemieckiej administracji getta (Gettoverwaltung) – Hansa Biebowa, który z przyczyn osobisto-merkantylnych, był bardzo zainteresowany jak najdłuższym trwaniem łódzkiego getta. W 1944 roku uzyskał nawet w tym zakresie poparcie ministra uzbrojenia i amunicji – Alberta Speera, chociaż los łódzkiego getta i jego więźniów i tak był przesądzony z powodu nazistowskiej koncepcji "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej" (die Endlösung der Judenfrage) oraz zależny personalnie od decyzji Heinricha Himmlera, jej kluczowego wykonawcy. Kwestia relacji Rumkowski – Biebow jest jedną z bardziej frapujących w dziejach łódzkiego getta.
Kolejną ważną kwestią w ocenie Rumkowskiego jest jego postawa podczas tzw. "Wielkiej Szpery" we wrześniu 1942 roku, kiedy to pierwszego dnia tego miesiąca otrzymał od gestapo bezdyskusyjne polecenie przygotowania do wywiezienia z getta wszystkich dzieci do 10. roku życia, starców powyżej 65. i chorych. Komunikując to polecenie więźniom getta wygłosił 4 września, na placu ćwiczeń straży pożarnej getta, do ludności getta swoje najsłynniejsze a jednocześnie wstrząsające w aspekcie ogólno-humanitarnym przemówienie, znane dziś pod tytułem Oddajcie mi swoje dzieci...

"Ponury podmuch uderzył getto. Żądają od nas abyśmy zrezygnowali z tego co mamy najlepszego – naszych dzieci i starszych. Nie mogłem mieć własnych dzieci, więc oddałem swoje najlepsze lata dzieciom. Żyłem i oddychałem z dziećmi, nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę musiał uczynić tę ofiarę na ołtarzu własnymi dłońmi. W moim wieku, muszę rozłożyć ręce i błagać: Bracia i siostry! Oddajcie mi je! Ojcowie i matki – dajcie mi swoje dzieci! Wczoraj po południu dali mi rozkaz wysłania więcej niż 20.000 Żydów poza getto a jeśli nie „My to zrobimy”. Pytanie jakie powstało to czy powinniśmy to wziąć na siebie, zrobić to sami, czy zostawić to innym do zrobienia?” Więc, my – to znaczy Ja i moi najbliżsi współpracownicy pomyśleliśmy najpierw nie o tym ilu zniknie ale jak wielu jest możliwe ocalić. I doszliśmy do konkluzji, że jakby nie było to dla nas trudne, powinniśmy wcielić ten rozkaz w życie własnymi rękami. Muszę przygotować tę trudną i krwawą operację, muszę odciąć gałęzie aby ocalić pień. Muszę zabrać dzieci, ponieważ jeżeli tego nie zrobię, inni mogą być także zabrani. (...) Udało mi się uratować te [dzieci], które mają lat dziesięć lub więcej. Niech to będzie pociechą w waszym nieszczęściu. Żądanie było na 24 000 ofiar, ale udało mi się stargować te cyfrę do 20 000, może i mniej, ale pod warunkiem, że pójdą wszystkie dzieci do lat dziesięciu. Ponieważ starców i dzieci jest tylko 13 000, musimy dopełnić kwoty, wydając ludzi chorych. Co wolicie: żeby przeżyło 80–90 000 Żydów czy żeby wszyscy zostali unicestwieni?" (…)

Chaim Rumkowski w trakcie przemówienia do mieszkańców getta.

W podobnej sytuacji Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. Ostatecznie Niemcy, niezadowoleni z tempa dostarczania ofiar do wywiezienia, już na drugi dzień, przejęli wykonawstwo akcji, wciągając do pomocy gettowską policję i funkcjonariuszy straży pożarnej, obietnicą ochrony zagrożonych deportacją członków ich rodzin. Od tego momentu akcja w ich wykonaniu przybrała niezwykle brutalny charakter. W jej trakcie osoby stawiające jakikolwiek opór lub odnalezione w kryjówkach były natychmiast rozstrzeliwane. Według Ichcaka Rubina nie było żadnego porozumienia Rumkowskiego z Niemcami, nie został o niej nawet nieoficjalnie uprzedzony; nie udało mu się uratować ojca swojej świeżo poślubionej żony. W sumie w wyniku "Szpery" w dniach 5-12 września 1942 wywieziono 15 682 osoby, ponadto zabito na miejscu około 200. Wszystkie jej ofiary zginęły w ośrodku zagłady w Chełmnie n. Nerem (Kulmhof am Nehr).
Ostatnią znaczącą kwestią w ocenach Rumkowskiego są zarzuty, iż w czasie pełnienia funkcji Przełożonego Starszeństwa Żydów w Litzmannstadt (Łodzi) miał się dopuścić przestępstw na tle seksualnym, wykorzystując podległe mu pracownice (mocno dyskusyjna, ocierająca się o konfabulację, sprawa Lucille Eichengreen).
27 grudnia 1941 roku ożenił się powtórnie z dużo młodszą od siebie (ur. w 1907 roku w Łodzi) prawniczką – Reginą Weinberger.

Regina Weinberger

Po „Wielkiej Szperze” pozycja Rumkowskiego w getcie znacznie osłabła i ciągle malała na rzecz Arona Jakubowicza – kierownika Centralnego Biura Resortów Pracy i Marka Kliegera – szefa Oddziału Specjalnego (Sonderkomando), nieomal oficjalnego agenta gestapo w getcie. Przejawem tego było coraz częstsze kontaktowanie się z nim Hansa  Biebowa poprzez te dwie osoby.
29 sierpnia 1944 wraz z żoną, przysposobionym synem – Stanisławem Steinem, bratem Józefem i jego żoną – Heleną, został wywieziony ostatnim transportem z Łodzi do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz i tam zginął w nieustalonych okolicznościach. Najczęściej powtarzaną i przytaczaną w wielu publikacjach wersją jest, że rozpoznany przez Żydów-więźniów po przybyciu na rampę obozu oświęcimskiego, zginął przez nich zatłuczony lub nawet wrzucony żywcem do pieca krematoryjnego, co jednak nie znalazło jednoznacznego potwierdzenia.


7 grudnia
Przyjeżdżają do getta pierwsze transporty Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z Kraju Warty, między innymi z Ozorkowa, Strykowa, Pabianic, Brzezin, Włocławka.

Włocławskie getto. Fot: www.naszwloclawek.pl

16 grudnia
Rumkowski otrzymuje od Niemców informację o konieczności wysiedlenia z getta 20 tysięcy osób…
 
fot. wspólczesne Monika Czechowicz
fot. archiwalne: www.naszwoclawek.pl. Oblicza Historii, Wirtualny Sztetl i inn.

źródła:
Monika Polit. "Moja żydowska dusza nie obawia się dnia sądu" Mordechaj Chaim Rumkowski; Prawda i zmyślenie.
 Adam Czerniaków Dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939–23 VII 1942, opracowanie i przypisy Marian Fuks.
E. Cherezińska. Byłam sekretarką Rumkowskiego.
Andrzej Strzelecki. W swoim opracowaniu pt. Deportacja Żydów z getta łódzkiego do KL Auschwitz i ich zagłada 
W. Bereś, K. Burnetko. Marek Edelman: życie. Po prostu.
Joanna Podolska. Litzmannstadt-Getto. Przewodnik po przeszłości.
Źródła kalendarium (podaję za Joanną Podolską):
Julian Baranowski, Łódzkie getto 1940-1944. Vademecum, Archiwum Państwowe w Łodzi & Bilbo, Łódź 2003
Marek Budziarek, Łódź, Loodsch, Litzmannstadt. Wycinki z życia mieszkańców okupowanego miasta, Literatura, Łódź 2003.
Icchak (Henryk) Rubin, Żydzi w Łodzi pod niemiecką okupacją 1939-1945, Kontra, Londyn 1988.
The Last Ghetto. Life in the Lodz Ghetto 1940-1944, red. Michal Unger, Yad Vashem 1995.

środa, 26 listopada 2014

CZY JESTEŚ PRAWDZIWYM ŁODZIAKIEM?



Choć językoznawcy twierdzą, że nie ma gwary łódzkiej, to istnieje wiele zwrotów charakterystycznych dla regionu łódzkiego.
Kilka z nich przyjęło się też w całym kraju, choć korzenie mają w okolicach Łodzi.
Sprawdź, czy jesteś prawdziwym łodziakiem, a może 
Łodzianinem. Przejdź do Quizu:


… i przeczytaj:

SŁOWNIK ŁÓDZKO-POLSKI

fot. Monika Czechowicz
źródło:

wtorek, 25 listopada 2014

Plac Wolności Sztuki w Łodzi.



Fragmenty starej posadzki ulic Piotrkowskiej, Jaracza i Struga znalazły się przed głównym wejściem do Akademii Sztuk Pięknych. W ten sposób przed uczelnią powstał plac Wolności Sztuki.

Zniszczony dziedziniec Akademii Sztuk Pięknych od strony ulicy Wojska Polskiego zamienił się w reprezentacyjną przestrzeń. Posadzka została wyłożona różnymi rodzajami kostki brukowej. Po bokach stanęły ławki, a w północnej części zostały ustawione rzeźby studentów ASP i zasadzone drzewo.

O wyjątkowości placu Wolności Sztuki, bo tak się odnowiony dziedziniec nazywa, stanowi jego nawierzchnia. To elementy starej posadzki wyremontowanych w ostatnim czasie śródmiejskich ulic: Piotrkowskiej, Jaracza i Struga. Najwięcej jest z tej pierwszej. 

Kostka, którą wyeksponowano przed akademią, była latami ukryta pod warstwą betonu. Tabliczki wzorowane na tych, które tworzą pomnik Łodzian Przełomu Tysiącleci, wskazują, z którego odcinka pochodzą poszczególne elementy nawierzchni. Obok kostki z ulicy Piotrkowskiej widać charakterystyczny klinkier z ulicy Jaracza i kamienną posadzkę z ulicy Struga.

- Pomysł na plac narodził się za sprawą kawy wypitej wtedy z wiceprezydentem, a teraz wiceprezesem Banku Gospodarstwa Krajowego - Radosławem Stępniem. Szukał pomysłu na wykorzystanie kostek z remontowanych ulic, a my sposobu na zagospodarowanie jednego z naszych dziedzińców. Główne wejście do gmachu szkoły straciło nieco na znaczeniu po wzniesieniu budynków Centrum Promocji Mody i Centrum Nauki i Sztuki od strony al. Palki - mówi prof. Jolanta Rudzka-Habisiak, rektor ASP.


Akademia zamierza organizować na nowym placu różne wydarzenia, od wystaw, przez pikniki, po kiermasze. - Na pierwszy zapraszamy już 13 grudnia. Nasi studenci zaprezentują wtedy swoje prace - zapowiada prof. Rudzka-Habisiak.
Edyta Westrych-Maćkowiak, autorka projektu przestrzeni: - Plac będzie nie tylko miejscem prezentacji sztuki i okresowych wystaw, ale przede wszystkim miejscem, gdzie można przysiąść, zatrzymać się na chwilę w cieniu drzew i zanurzyć się w sztukę tworzenia…
W pobliżu placu Wolności Sztuki możemy oglądać inne prace:

Przeczytaj jeszcze:


źródło:
Wyborcza.pl
Aleksandra Hac
Fot. Monika Czechowicz