czwartek, 30 kwietnia 2015

ANTONI KAMIEŃSKI. Życie przełamane polityczną tragedią.

Przyszły pierwszy wojewoda łódzki w międzywojennej Polsce urodził się 13 czerwca 1878 roku w mieście nad Łódką. Szkołę średnią – Gimnazjum Filologiczne – ukończył w Radomiu w 1896 roku. Następnie podjął studia na wydziale przyrodniczym Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, z którego został usunięty za działalność patriotyczną i samokształceniową w konspiracyjnych studenckich organizacjach. Jednak ponieważ nie otrzymał wilczego biletu, który uniemożliwiałby mu naukę na wyższych uczelniach rosyjskiego imperium Romanowów, zdecydował się w 1898 roku na kontynuowanie studiów na Wydziale Chemicznym Warszawskiego Instytutu Politechnicznego imienia Mikołaja II (późniejsza Politechnika Warszawska).

Warszawski Instytut Politechniczny imienia Mikołaja II.
8 czerwca 1898 roku car Mikołaj II wydał dekret o utworzeniu Warszawskiego Instytutu Politechnicznego im. cara Mikołaja II. Kilka miesięcy później, z początkiem jesieni, szkoła rozpoczęła nauczanie na trzech wydziałach: Mechanicznym, Chemicznym i Inżynieryjno-Budowalnym.

Kamieński ponownie popadł w konflikt z władzami uczelni, które zarzucały mu aktywną działalność patriotyczną w szeregach studenckiej samopomocowej organizacji „Bratnia Pomoc”, a przede wszystkim udział w antypaństwowej manifestacji, zorganizowanej jako wyraz sprzeciwu wobec odsłonięcia pomnika „kata Litwy” z okresu powstania styczniowego, wileńskiego gubernatora Michała Murawiewa, osławionego „Wieszatiela”. Tym razem relegowanie w 1899 roku młodego „recydywisty” z Instytutu Politechnicznego wiązało się z zakazem podejmowania przez niego studiów na rosyjskich uczelniach. W tej sytuacji Kamieński zdecydował się na wyjazd do Austrii i dokończenie edukacji na Wydziale Hutniczym w cieszącej się sławą znakomitej uczelni – Akademii Góeniczej w Loeben. Tam też uzyskał tytuł inżyniera.
Pracował następnie w hutach na Górnym Śląsku, w Śląsku Cieszyńskim i na Morawach, poszerzając swoją akademicką wiedzę o zawodowe doświadczenie.
Wybuch pierwszej wojny światowej oznaczał dla Kamieńskiego początek publicznego zaangażowania w legalne życie polityczno-społeczne. Wszedł między innymi w skład utworzonego w lipcu 1914 roku Centralnego Komitetu Narodowego.

Odezwa Centralnego Komitetu Narodowego

W tym czasie Antoni Kamieński nadal był aktywny zawodowo – pełnił między innymi odpowiedzialną funkcję dyrektora w zakładach w Stąporkowie w powiecie koneckim. Jesienią 1918 roku miał szczęście jako przewodniczący miejscowego sejmiku samorządowego przejmować władzę z rąk Austriaków. Dnia 7 listopada 1918 roku został starostą powiatu koneckiego.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości dekretem Naczelnika Państwa 19 listopada 1919 roku mianowano Kamieńskiego pierwszym wojewodą łódzkim. Stanowisko to piastował do 1 marca 1922 roku.
Jego największą zasługą było zorganizowanie od podstaw struktury Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi i starostw powiatowych. Wykazał się w tej pracy wielkim talentem administracyjnym.

Dawny pałac Izraela Poznańskiego, ówczesna siedziba Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

W gorącym, dramatycznym okresie wojny polsko-sowieckiej w lipcu i sierpniu 1920 roku, kiedy Armia Czerwona zagroziła Warszawie oraz realne wydawało się sforsowanie przez bolszewików Wisły i ich wkroczenie na zachodnie obszary Polski, Kamieński zaangażował się bez reszty w organizowanie zaplecza dla wojska oraz przygotowanie do obrony miasta i regionu przed ewentualną inwazją.
Umiejętności administracyjne, jakimi wykazał się w pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości, zadecydowały zapewne o powierzeniu mu teki ministra spraw wewnętrznych w trzech kolejnych gabinetach, kierowanych kolejno przez premierów: Antoniego Ponikowskiego, Artura Śliwińskiego i Juliana Nowaka.
Stanowisko ministra spraw wewnętrznych Kamieński piastował łącznie dziewięć miesięcy – od 10 marca do 11 grudnia 1922 roku. Odszedł jednak w atmosferze wielkiego skandalu, oskarżeń o brak kompetencji i skrajną nieudolność. Ich powodem była zadziwiająca bierność ministra i kierowanego przez niego resortu w obliczu antyprezydenckich demonstracji, organizowanych przez narodową prawicę, przeciwko wyborowi liberała Gabriela Narutowicza na stanowisko głowy państwa.


"Rozwój", rok 1922.

"Rozwój", rok 1922.

Wśród tych zarzutów skierowanych do Kamieńskiego największy ciężar miały te, które sformułował odchodzący właśnie z funkcji Naczelnik Państwa, Józef Piłsudski. Jest faktem, że policja – ujmując to najdelikatniej – miała ogromny problem ze spacyfikowaniem manifestujących sympatyków obozu narodowego, dla których nowy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej był „kandydatem masonów, Żydów i lewicy”, „zawadą dla rozwoju demokracji” i „nie-polakiem”. Z drugiej jednak strony gwałtowny, niezwykle dynamiczny rozwój sytuacji oraz masowość i żywiołowość antyprezydenckich protestów mogły rzeczywiście zaskoczyć urzędników ministerstwa spraw wewnętrznych i ich zwierzchnika.


"Rozwój", rok 1922.

Ulica Gabriela Narutowicza w Łodzi. Widok współczesny.

Po opuszczeniu fotela ministra Kamieński zabiegał ponoć o powtórne objęcie stanowiska wojewody łódzkiego, ale w obliczu wydarzeń i ocen, które towarzyszyły jego odejściu z rządu, a które postawiły pod znakiem zapytania jego zdolności jako urzędnika państwowego i administratora, miał na to niewielkie szanse. Antyprezydencka histeria i rozruchy, którym nie potrafił przeciwdziałać, a także będący ich finałem polityczny mord na Gabrielu Narutowiczu, położyły się cieniem na dalszej karierze i życiu byłego włodarza województwa łódzkiego.
Ostatecznie w lutym 1923 roku został on dyrektorem huty srebra i ołowiu w Strzybnicy pod Tarnowskimi Górami. Później był długoletnim prezesem Modrzejowskich Zakładów Górniczo-Hutniczych. Wreszcie, w latach trzydziestych, pracował również jako sędzia handlowy w Sądzie Okręgowym w Warszawie.
Niewiele wiadomo o ostatnich latach jego życia. W okresie powstania warszawskiego przebywał w stolicy – pomagał między innymi w jadłodajni na Starym Mieście. Dokładna data jego śmierci pozostaje nieznana.

źródło:
Przemysław Waingertner. Włodarze województwa łódzkiego.
Jacek Maria Majchrowski. Kto był kim w Drugiej Rzeczypospolitej.

Fot. archiwalne: 
Narodowe Archiwum Cyfrowe, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Łodzi
Fot. współczesne Monika Czechowicz

BAEDEKER POLECA:
Przemysław Waingertner. Włodarze województwa łódzkiego.
W książce zostały przedstawione sylwetki 26 osób -  wojewodów dwudziestolecia międzywojennego, okresu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Trzeciej Rzeczypospolitej, przewodniczących Prezydium Wojewódzkiej Rady narodowej w Łodzi w latach 1950-1973 i Prezydentów Miasta Łodzi w latach 1975-1989.
W bogatej galerii znalazły się osoby z talentem administracyjnym, organizujący struktury piastowanego urzędu, odpowiedzialni za losy miasta i województwa, zaangażowani w działalność publiczną. Ludzie z wizją i marzeniami, których urzeczywistnienie stało się celem życia. Są jednak i tacy, których działania budziły kontrowersje i nie zyskały uznania opinii publicznej… (…).
Książka wypełnia lukę w literaturze historycznej, dotyczącej dziejów województwa łódzkiego i związanego z nim aparatu administracyjnego, zarówno wśród opracowań naukowych, jak i o charakterze popularnym. Czytelnik ma okazję zapoznać się nie tylko ze szczegółową biografią łódzkich włodarzy, ale także szerzej z historią regionu i państwa, które nieustannie zmieniały swe oblicze. Publikacja zachęca do głębszego poznawania dziejów swej „małej ojczyzny”.

środa, 29 kwietnia 2015

Zielony karnawał fabrycznego miasta. Stare Chojny.



W dziewiętnastowiecznej Łodzi rokrocznie pod koniec kwietnia rozpoczynał się sezon zabaw na wolnym powietrzu, zwany zielonym karnawałem. Początek dawał mu wielki odpust w parafii św. Wojciecha w Starych Chojnach. Wtedy to stojący na nadrzecznej skarpie modrzewiowy kościółek z 1643 roku wypełniali po brzegi pielgrzymi przybyli z Łodzi, Rzgowa i pobliskich miejscowości.

Odpust na Św. Wojciecha. Nad stawami Jana.
Fot. ze zbiorów Pana Józefa Sobczyńskiego.

Na odpust w Chojnach łodzianie wybierali się całymi rodzinami. Już od rana na piotrkowskiej szosie tworzył się nieprzerwany sznur ludzi podążających w kierunku chojeńskiego kościółka. Uroczystości kościelne, z udziałem łódzkiego duchowieństwa, kończyła procesja na zewnątrz świątyni.


"Rozwój", rok 1906.


Po nabożeństwie uczestnicy odpustu kierowali się na plac przykościelny. Trudno tu było oprzeć się odpustowym atrakcjom: przejażdżce na koniu karuzelowym lub podniebnemu fruwaniu na huśtawce. Liczne kramy i stoiska nęciły jarmarczną zawartością. Na placu kręciły się także koła szczęścia. Za drobną opłatą, jeśli los sprzyjał, można było wykręcić gipsową figurkę baletnicy, glinianego koguta, a w ostateczności – cukierka w barwnym opakowaniu…


Część uczestników odpustu, po obejrzeniu osobliwości odpustowo-jarmarcznych, kierowała się do położonej po drugiej stronie traktu piotrkowskiego murowanej karczmy „w całej wsi najlepiej wyglądającej”. Przez szeroko rozwarte okna karczmy płynęła skoczna muzyka, rozlegały się wrzaski podpitych gości. Stojące przed budynkiem beczki po piwie świadczyły, że wielu pielgrzymów ściągnęło na odpust nie tyle z pobożności, ile ze względu na perspektywę zabawy w karczmie. O nich to mawiano z przekąsem:

Przyszli do świętego Wojciecha na odpust wielki,
modlą się zaś do kufla albo do butelki.


Wiele osób – przy sprzyjającej pogodzie – udawało się nad pobliskie stawy należące do folwarku chojeńskiego. Rozsiadano się w cieniu starych topoli, spożywano przyniesione zapasy żywności, raczono się wódką lub piwem i wypoczywano. Na łonie przyrody nawiązywały się nowe znajomości i przyjaźnie. Niekiedy dochodziło do kłótni i bijatyk podpitych osobników. Znalazło to odzwierciedlenie w satyrycznym wierszyku:

Michał pił za wiele piwa,
pleść więc zaczął różne dziwa.
I tak od słowa do słowa,
ożywiła się rozmowa.
Ten i ów wziął się do kija,
pękła w bitwie harmonija.


Przedwieczorny chłód studził temperatury powaśnionych stron. Nadchodziła pora powrotu do domu. Trakt prowadzący do miasta ponownie zapełniał się tysiącami łodzian. Po wielkim odpuście w Starych Chojnach pozostawały tylko wspomnienia, a niekiedy pamiątka – gipsowa tancerka na staroświeckiej komodzie…

Od kieliszka, ode dwóch,
boli głowa, boli brzuch,
a od czterech, od pięcie,
to się tylko trochę kręci.


Pierwsza kaplica w Chojnach, na prawach kościoła filialnego pod zwierzchnictwem parafii św. Doroty w Mileszkach, została ufundowana w 1492 przez Stanisława z Chojen Dużych herbu Jastrzębiec.

Dawny, drewniany kościółek Św. Wojciecha.
Fot: FotoPolska

Początkowo była to drewniana świątynia, która działała jako filia parafii w Mileszkach. Samodzielną parafię erygował w 1892 roku abp Wincenty Chościak-Popiel, metropolita warszawski.


Budowa istniejącego kościoła rozpoczęła się w 1902 roku według projektu architekta Józefa Dziekońskiego. Wówczas to drewnianą budowlę rozebrano i przekazano księżom salezjanom, w 1927 roku stary drewniany kościólek przeniesiono na ulicę Pomorską, gdzie stał aż do 1961 roku obok  kościóła św. Teresy, potem został rozebrany.

"Rozwój", rok 1907.
 

Nowy kościół św. Wojciecha, znajduje się u zbiegu ulicy Rzgowskiej i św. Wojciecha. Zbudowany w stylu tzw. gotyku nadwiślańskiego, trzynawowy z dość szerokim transeptem, w końcach którego znajdują się kaplice. 


Posiada spadzisty i bardzo wysoki dach, nawy boczne mają dachy osobne, mniej spadziste.

Prace budowlane przy kościele Św. Wojciecha, ok. roku 1922.
Fot: FotoPolska

Prace budowlane trwały do 1924 roku, a wieże – wzniesione według projektu Wiesława Kononowicza, a wzorowane na kościele Mariackim w Krakowie – ukończono w 1938 roku. 


Kościół został poświęcony w 1929 roku przez bpa Wincentego Tymienieckiego.


W wyposażeniu świątyni jest między innymi gotycki ołtarz główny z obrazem Matki Boskiej Pocieszenia, zwanej Matką Boską Chojeńską - – namalowany na modrzewiowej desce w latach 1600-1620.
Z uwagi na ten obraz kościół św. Wojciecha znalazł się w rejestrze Sanktuariów Maryjnych w Polsce.


Współcześnie przy kościele działa kilka bractw, poradnia rodzinna, świetlica dla ubogich dzieci „Wojtusiówka” oraz przedszkole.


Strona parafii św. Wojciecha:


Sielski nastrój Chojen zachęcał łodzian do dalekich świątecznych wędrówek w poszukiwaniu zieleni, śpiewu ptaków i słońca nie zasnutego grubą powłoką dymu. Stawy na Olechówce nęciły klimatem, zielenią i wodą. I tak jest do dziś.


Park i stawy Jana na Olechówce zajmują ponad 18 ha między ulicą Rzgowską, Kosynierów Gdyńskich i ulicą Paradną.
Od zachodu w parku znajduje się Chojeński Klub Sportowy.


Wacław Pawlak. Dawnych zabaw czar, czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi. 
[red:] Bronisława Kopczyńska-Jaworska, Jadwiga Kucharska, Jan Piotr DekowskiFolklor robotniczej Łodzi.
Marzena Bomanowska, Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki.

Fot. współczesne Monika Czechowicz
Fot. archiwalne ze strony FotoPolska (fotopolska.eu) oraz ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

wtorek, 28 kwietnia 2015

PIOTRKOWSKA 24 - Bielszowski i Stiller.


Ta jednopiętrowa kamienica frontowa została zbudowana w latach 70-tych XIX wieku. Drugie piętro dobudowano w roku 1881. Posesja należała w tym czasie do Majera Kestenberga.
W latach 70-tych XIX wieku mieścił się tutaj zakład fotograficzny Eliasza Sztumana.
Wcześniej działał w Łodzi zakład fotograficzny Józefa Zajączkowskiego (od 1862 roku  - Nowy Rynek 8, później Konstantynowska 5) i Dominika Zonera (od 1863 roku – Konstantynowska 3).

W drugiej połowie lat 90-tych XIX wieku nieruchomość przy Piotrkowskiej 24 przeszła w ręce Towarzystwa Akcyjnego Wełnianej Manufaktury Stiller i Bielszowski.
Arnold (Aron) Stiller i jego szwagier, Juliusz Bielszowski (Bielschowsky), założyli w 1875 roku fabrykę wełnianą, która od 1882 roku  mieściła się na ulicy Cegielnianej 78/82 (dzisiejsza Jaracza 52). 
Początkowo na 60 mechanicznych krosnach i w apreturze pracowało 91 robotników. W 1893 roku utworzono spółkę akcyjną. Na przełomie XIX i XX wieku zakład wykazywał roczne obroty na poziomie 1,5 mln rubli. Produkowano tu tkaniny wełniane zgrzebne i chustki.
Juliusz Bielszowski 
"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1911.

Fabryka wyrobów wełnianych  Arnolda Stillera i Juliusza Bielszowskiego.

Wspólnicy działali w wielu towarzystwach gospodarczych i społecznych, między innymi w Towarzystwie Wzajemnego Kredytu, Łódzkim Żydowskim Towarzystwie Dobroczynności, fundacji „Domu Ubogich”, komitecie szpitala „Uzdrowisko”, Łódzkim Żydowskim Towarzystwie Niesienia Pomocy Położnicom i Niemowlętom i inn.
W okresie międzywojennym kapitał spółki wynosił 3 mln złotych i był podzielony na 1500 akcji. Przedsiębiorstwo składało się z przędzalni (960 wrzecion), tkalni (600 krosien kortowych i angielskich), draparni, farbiarni i wykończalni. Zatrudniano 460 osób.
Od 1929 roku wynajmowano część hal produkcyjnych i maszyn fabryce wyrobów włókienniczych Samuela Bermana i Chaima Lichtensztajna, która zatrudniała 200 robotników i produkowała tkaniny bawełniane i wigoniowe.
Vis a vis przedsiębiorstwa, po drugiej stronie ulicy Cegielnianej (dz. Jaracza 45, róg POW), Arnold Stiller wybudował okazałą willę. Część Arnold Stiller                 północna budynku powstała w latach 1890-91.


W okresie 1899-1901 dobudowano południowy fragment pałacyku. Willa istnieje do dzisiaj.
Przy Piotrkowskiej 24 miał swoją siedzibę Dom Bankowy M. Tykocinera.
"Czas", kalendarz na rok 1901.


"Czas", kalendarz informacyjny na rok 1900.

W pierwszej połowie XX wieku przy Piotrkowskiej 24 mieściła się znana księgarnia Adolfa Słomnickiego.
"Gazeta Łódzka", rok 1915.


W 1890 roku uzyskał koncesję na prowadzenie drukarni, a dwa lata później na litografię przy Piotrkowskiej 24, Abram Monat. 
Pod koniec lat 80. XIX wieku posiadał już dwie prasy litograficzne, na których drukował wizytówki i inne druki bez zezwolenia władz. Po uzyskaniu koncesji i otwarciu tu litografii, wykonywał przeważnie druki akcydensowe. W 1901 roku sprzedał zakład spółce utworzonej prawdopodobnie przez swego krewnego Wolfa Monata i Beniamina Rosenberga. Przed I wojną światową drukarnia spółki Monat i Rosenberg opublikowała kilka statutów różnych instytucji i organizacji społecznych. Drukarnia często zmieniała lokalizację, i przed 1937 rokiem uległa likwidacji. 
Abram Monat zmarł 21 listopada 1940 roku w łódzkim getcie.

Dziennik Urzędowy m. Łodzi, rok 1919.

W okresie międzywojennym mieścił się tutaj kantor wymiany walut Józefa Hirszberga i... kolektura Loterii Państwowej.


Informator m. Łodzi z kalendarzem na rok 1920.

Kalendarz Informator na rok 1923.

"Ilustrowana Republika", rok 1928. 


"Głos Poranny", rok 1933.


Oczywiście znajdowały się tu różnego rodzaju składy i manufaktury wyrobów bawełnianych i wełnianych:

"Czas", kalendarz informacyjny na rok 1900.

"Czas", kalendarz informacyjny na rok 1900.

"Czas", kalendarz na rok 1905.

Informator m. Łodzi z kalendarzem na rok 1920.


Informator m. Łodzi z kalendarzem na rok 1924.

Kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1923.

Informator m. Łodzi z kalendarzem na rok 1924.

Informator m. Łodzi z kalendarzem na rok 1924.

Informator m. Łodzi z kalendarzem na rok 1924.

W latach 20./30. przy Piotrkowskiej 24 znajdował się skład towarów manufakturowych "Bracia Bodzechowscy", zajmujący się sprzedażą wyrobów dużych łódzkich firm: K. Steinera, S. Rosenblata, J. Kindermanna i innych.

Kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1923.

"Głos Kupiectwa", rok 1927.

"Głos Kupiectwa", rok 1927.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Kupiectwa", rok 1935.

W 1931 roku przy Piotrkowskiej 24 została otwarta wypożyczalnia książek:
"Głos Poranny", rok 1931.

W okresie międzywojennym znajdował się tu znany łodzianom zakład krawiecki mistrza Kryształa, który bardzo często reklamował swoją firmę w łódzkiej prasie:

"Lodzer Informations und Hause Kelendar", 1920.

Informator m. Łodzi z kalendarzem na rok 1920.

Kalendarz Informator na rok 1922.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Ilustrowana Republika", rok 1933. 

Łodzianie leczyli tu zęby u doktora F.Dreitzen-Fina.

Informator m. Łodzi z kalendarzem na rok 1920.

W 1932 roku otwarta została tu mechaniczna wytwórnia macy.

 "Głos Poranny", rok 1932.

Przy ulicy Piotrkowskiej 24, w 1951 roku  została uruchomiona restauracja Łódzkich Zakładów Gastronomicznych przeznaczona dla studentów. Miała ogromny "przerób", wydawano codziennie ok. 2 tysięcy posiłków dla uczącej się młodzieży łódzkiej.

źródła: 
Jacek Kusiński, Ryszard Bonisławski, Maciej Janik. Księga fabryk Łodzi.
Sławomir Krajewski, Jacek Kusiński. Ulica Piotrkowska. Spacer pierwszy.
www.piotrkowska.pl

"Rozwój", rok 1897.

Fot. archiwalne:
Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi.


"Goniec Łódzki", rok 1905.

Fot. współczesne Monika Czechowicz


"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1933.