piątek, 7 kwietnia 2017

PIOTRKOWSKA 30/32 – Urania i Magda


Piotrkowska 30/32. W tym miejscu, od 1907 roku, mieścił się teatr Urania - wtedy była to ulica Cegielniana 34.

Pod koniec XIX wieku niektóre kabarety łódzkie przenosiły się z pomieszczeń gastronomicznych do odrębnych sal i budynków, przeznaczonych wyłącznie na przedstawienia kabaretowe. Do znaczniejszych teatrów kabaretowych należała „Urania” zbudowana w 1907 roku przez impresaria Teodora Junoda.

Teatr "Urania", dawna ulica cegielniana.
źródło fotografii: MIASTO ATRAKCJI, BLOG. https://miastoatrakcji.wordpress.com/2014/05/26/teatr-urania-w-lodzi-przedruk-artykulu-ze-swiata-z-1909-r/).

Lodzer Zeitung, rok 1910.

Był to długi, drewniany obiekt z miejscami siedzącymi i stojącymi, gdzie organizowano również seanse kinematograficzne. Widownia tego teatru liczyła 250 miejsc. Teatr został zbudowany przez Teodora Junoda, ojca znanego aktora filmowego – Eugeniusza Bodo (Bohdan Eugene Junod), który tu właśnie uczył się zawodu, swoje pierwsze kroki na deskach scenicznych stawiał właśnie w Uranii i debiutował na planie filmowym, mając niespełna 18 lat.  


Lodzer Zeitung, rok 1910.

Obok budynku "Uranii" znajdował się ogródek, w którym również, w porze letniej, odbywały się przedstawienia, głównie typu varietes.

Do kabaretu! Pośpieszmy się!
Życie jest głupie – siedzieć w chałupie!
Bawmy się wraz, póki jeszcze czas,
Bo człowiek żyje tylko raz!
…Tak śpiewał Ludwik Ludwikowski, aktor i kuplecista jednego z kabaretów łódzkich.

W „Uranii” organizowano także seanse kinematograficzne. Teodor Junod kierował również teatrem Variete (powstałym w 1912 roku), istniejącym w restauracji Colosseum przy Cegielnianej 16 (obecnie ulica Więckowskiego 13), na rogu z ulicą Zachodnią. Tu również działał teatr zimowy i letni. 

Nowy Kurier Łódzki, rok 1916.

Teatr Kino-Variete „Urania” był najbardziej cenioną sceną kabaretową w Łodzi.
Bardzo duże zainteresowanie mieszkańców Łodzi kabaretem wynikało może nie zawsze z niskiego poziomu kultury jak z potrzeby beztroskiej zabawy po całotygodniowej wyczerpującej pracy. Liczne rzesze biuralistów, kantorowiczów, akwizytorów, ekspedientów – w kabarecie odnajdowały dobry, acz niewybredny humor. Lekkie piosenki, zabawne kuplety, monologi, tańce solowe, występy żonglerów i akrobatów nagradzane były rzęsistymi oklaskami.
„Łodzianin ma wolny wieczór tylko w sobotę lub święta, więc po cóż ma się >>męczyć<< prawdziwą sztuką, kiedy pod opieką lekkiej muzy znajdzie wytchnienie, odpoczynek i nie potrzebuje >>myśleć<<, uśmieje się duszą całą. Przy tym należy brać pod uwagę, że różnego rodzaju inteligencja różnych wymaga rozrywek” – pisał Stefan Gorski (1882-1941) dziennikarz, publicysta, redaktor – publikował w łódzkiej prasie także pod pseudonimem Michał Nałęcz.

„Świat”, rok 1909:
Teatr „Urania” w Łodzi
We wszystkich większych miastach zachodnio-europejskich istnieją miejsca lżejszej zabawy, t.zw. music-halle, w których rozbrzmiewa wesoła lub liryczna piosenka, gimnastycy pokazują swe trudne nieraz karkołomne sztuki. Nie można się dziwić. Po ciężko przepracowanym dniu człowiek pożąda rozrywki nie wymagającej silniejszych wysiłków umysłowych. Z tej racyi cieszą się tak wieikiem powodzeniem Folies Bergère i Olympia w Paryżu, Wintergarten w Berlinie, Ronacher i Apollo w Wiedniu, Należy tylko pra­gnąć, aby tego rodzaju przybytki we­selszej muzy nie stawały się miejscem zgorszenia, aby nie panoszyła się w nich pornografia, aby program był godziwy.
W Łodzi więcej, niż gdziekolwiek dawała się czuć potrzeba takiego tea­tru. Teatr polski, doskonale prowa­dzony przez Zelwerowicza, ma swój repertuar i swoją publiczność. Nie trzeba jednak zapominać, że Łódź po­siada wśród swej ludności dużo niemców i żydów, nie znających lub słabo znających język polski, że do miasta przybywają ciągle duże zastępy cu­dzoziemców, ze Wschodu i Zachodu, których dramat polski pociągnąć nie może.
Tę potrzebę rozumieli różni spe­kulanci, którzy „raczyli polski Manchester różnorodnemi kinematografami, illusionami i tinglami. Wszystkie te przedsiębiorstwa, obliczone najczęściej na najniższe instynkty szerokich mas, długo utrzymać-się nie mogły.
Aż przed kilku laty dwóch cudzo­ziemców: szwajcar p. Junod i duńczyk p. Vortheil, zawiązali spółkę celem za­łożenia w Łodzi teatru „Variétés“ na wielką skalę i w najlepszym smaku. Byli to ludzie o lepszych aspiracyach artystycznych. Za wzór wzięli sobie nie ordynarne analogiczne cafes chantant’y niemieckie albo pornografie uprawiające beuglanty francuskie – ale wielkie music-hall’e londyńskie. I odnieśli zwycięstwo, dzięki zręcznie dobieranemu i co dwa tygodnie systematycznie zmienianemu repertuarowi, który bawił, nie szerząc zgorszenia i zepsucia, dzięki ruchliwości i dobrej organizacyi. Stała się nawet rzecz niepraktykowana. Do teatru „Urania” poczęły uczęszczać rodziny. Ojcowie nie potrze­bowali obawiać się, że produkcye sce­niczne wywołają rumieńce wstydu na obliczach córek, lub niezdrowe wypie­ki na twarzach młodych synów. Na takich solidnych podstawach oparło się powodzenie i rozwój imprezy pp. Junoda i Vortheil’a.
Teatr „Urania” mieści się we wspaniałym, umyślnie na ten cel przez właścicieli wzniesionym gmachu przy zbiegu ulic Cegielnianej i Piotrkowskiej. Jest to najbardziej może centralny punkt Łodzi. Na placu, obejmującym kilka tysięcy łokci kwadratowych, wznosi się piękny budynek teatralny. Mieści się w nim obszerna, elegancko przystrojona sala dla widzów, urządzona według najnowszych wymagań hygieny i estetyki, posiadająca centralne ogrzewanie i elektryczne wentylatory. Posiada ona galerye na lekkiem podwyższeniu, miejsce na orkiestrę, ukryte we wgłębieniu, i wreszcie dużych rozmiarów scenę. Kurtyna, starannie ozdobiona, świadczy, że dyrekcya posuwa dbałość swoją o harmonię ogólną aż do detali.
Przedstawienia odbywają się tu codziennie, pomiędzy 8 a 10 wieczorem, w niedziele zaś trwają one od 4-ej popołudniu do północy. Na wypełnienie programu potrzeba 2 godz. czasu. „Bawić, ale nie nużyć”, oto jest hasło łódzkiej „Uranii”. Niema więc tu ani nużących antraktów, ani owych umyślnie przedlużanych przerw pomiędzy numerami. Przedstawienie jest treściwe, powiedzielibyśmy – soczyste, i daje dwie godziny zabawy, tak szczelnie wypełnione, iż nuda ani na jeden moment nie jest zdolna się tu zakraść.
To też zwykle rzesze całe ocze­kują na skończenie zmiany.
Odpowiednio zaopatrzony bufet, orkiestry dwie, jedna gra wewnątrz sali, druga nazewnątrz weranda do spaceru, ładnie urządzony ogródek do wypoczynku latem,—wszystko to łódz­ka publiczność umie ocenić.
Praktyczny łodzianin, przyzwycza­jony realnie wszystko obliczać, wie dobrze, jaką wartość ma umiejętnie przygotowana i zręcznie podana roz­rywka. To też z uznaniem się mówi w Łodzi o inicyatywie i zabiegliwości p. Junoda. A zwłaszcza szczerem jest to uznanie w polskich kołach publicz­ności łódzkiej, które chętne są do po­parcia na miejscu szwajcarskiej przed­siębiorczości i mają dla p. Junoda życzliwość, za jego gotowość do przy­chodzenia z pomocą łódzkim instytucyom filantropijnym. P. Junod sam ma się za szczerego przyjaciela pola­ków.
Program, jaki „Urania“ ofiaruje swoim licznym zwolennikom, bywa za­wsze nader urozmaicony. Jest to praw­dziwy zawód, istotna specyalność kie­rować podobnym teatrem i dobierać program z należytą znajomością psy­chologii widza. Piosnka, ćwiczenia gi­mnastyczne, numery, zapożyczone z cyrku, z kabaretu, z music-hall’u, tak zwane dalej „spécialités” dają dyre­ktorowi bogactwo wielkie wyboru. Ale uczynienie samego wyboru — to rzecz nie łatwa. Trzeba znać zawód dyrek­torski, mieć odpowiednie doświadczenie, a jeszcze bardziej pewne poczucie desek scenicznych, stanowiące, być może, dar osobny. PP. Junod i Vortheil posiadają właśnie wszystko, co potrzeba: i dar, i doświadczenie. I w tem leży tajemnica powodzenia niezawodnie „Uranii”. Jej programy stopniują zręcznie dawane wrażenia, a ci, co je w ten sposób otrzymują, wychodzą z przedstawienia zadowoleni i obiecu­jąc sobie tu powrócić.
Dobra rozrywka nie może być przecenioną, jako społeczna funkcya. Podobnie, jak dobre pożywienie, dobre mieszkanie, dobre ubranie — i dobra rozrywka ułatwia człowiekowi istnienie, po trudach i pracy daje mu wypoczy­nek urozmaicony i do nowych trudów i pracy go przysposabia. Te miasta, gdzie ludzie najlepiej pracują i najwię­cej zarabiają, jak Londyn i Paryż, po­siadają też najwięcej miejsc rozrywki.
A to nie jest faktem przypadko­wym bynajmniej. Praca, przełożona rozrywką, godziny, spędzane w kanto­rze, sklepie lub laboratoryum, przeple­cione od czasu do czasu godzinką, spędzoną w miejscu rozrywki, staje się żywszą, intensywniejszą, doskonalszą, no, i oczywiście, owocniejszą. To też w pracowitej Łodzi „Urania“ jest jak najbardziej na swojem miejscu.
Słówko przestrogi należy jeszcze zwrócić przeciwko tym, co by, pociągnięci przez powodzenie „Uranii“, za­pragnęli łatwym sposobem zdobyć so­bie te zyski, jakie umiejętna eksploatacya teatru musi przynosić zawodow­com. We wszystkich wielkich ogniskach ludnościowych są przedsiębiorcy tea­tralni, którym się wiedzie, i są tacy, którzy robią prędzej lub później „kla­pę“. Pierwsi są rzadcy, drugich zwykle pełno. Prowadzenie teatru „Variétés“, jak właśnie te liczne przykłady wska­zują, nie należy do łatwych. Prze­ciwnie — to sprawa trudna. Dobrze więc powinni rozważyć wszystkie szan­se powodzenia i niepowodzenia ci, któ­rzy zamyślają pp. Junodowi i Vortheil’owi uczynić zyskowną konkurencyę. Pokazać się może bowiem łatwo, że źle obrachowana spekulacya zyskowną właśnie będzie dla tych jedynie, prze­ciwko którym miała być zwróconą.
W naszym wieku wyspecyalizowaym tylko specyalność może popłacać.
Dowodem tego są właśnie kierow­nicy „Uranii”, tak dobrze ocenieni przez Łódź, która sama trwa i rozwija się dzięki temu, iż musiała się wyspecyalizować.
Fks.”

Gazeta Łódzka, rok 1915.

Po I wojnie światowej występy na scenie „Uranii” wznowiono już 31 stycznia 1915 roku programem, na który składał się koncert lekkiej muzyki, operetka „10 tysięcy marek” Gregorowicza oraz jednoaktowa farsa pod tytułem „38-letnia narzeczona”.


Gazeta Łódzka, rok 1915.

W lutym 1915 roku Junod wydzierżawił obiekt z powodu wysokich kosztów utrzymania.
W marcu 1915 roku w wynajętej Sali „Uranii” rozpoczął się „otwarty szampionat walki francuskiej” firmowany przez sześciu zapaśników z kilku krajów, a lista chętnych do zmierzenia się z nimi była otwarta dla każdego śmiałka. W ten sposób nowy użytkownik obiektu – Kółko Artystów Polskich pod kierownictwem Stefana Szoslanda – chciał sfinansować nową ofertę programową, aby wznowić działalność teatralną z dniem 7 kwietnia 1915 roku. W nowych realiach teatrzyk zmienił nazwę na Miniature.


Nowa Gazeta Łódzka, rok 1915.

Kinoteatr Urania, do którego wchodziło się od strony ulicy Jaracza, był ulubionym miejscem Juliana Tuwima.
Teodor Junod rezygnując z osobistego prowadzenia „Uranii” kontynuował działalność artystyczną na wysokim poziomie – w lutym 1915 roku w restauracji hotelu Palast zaingerował występy kabaret Bi-Ba-Bo. Teksty napisało dwóch młodych twórców: Andrzej Nullus (właściwe nazwisko Eliasz vel Edward From, dziennikarz) i Roch Pekiński, czyli… Julian Tuwim.


Godzina Polski, rok 1915.

Tuwim, zachęcony sukcesem kabaretu Bi-Ba-Bo, napisał – również pod pseudonimem – „krotochwilę ze śpiewami i tańcami na tematy aktualne” pod tytułem „Revue Łódzkie, czyli Mr. Pipkins z Chicago w redakcji Herolda Łódzkiego”. Od maja 1915 roku utwór wszedł na scenę teatru letniego teatru Corso przy ulicy Konstatntynowskiej 16.
… Ale wracajmy do dawnej „Uranii”. 
Później w tym drewnianym budynku dawał spektakle również Teatr Żydowski, w którym swoją karierę zaczynała znana aktorka i reżyserka Ida Kamińska.

Ida Kamińska

Przedstawienia żydowskich grup cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród łodzian. W 1936 roku aż 44 procent ogólnej liczby widzów teatrów łódzkich stanowiły osoby odwiedzające żydowską scenę.

Ilustrowana Republika, rok 1926.

W okresie międzywojennym mieściło się tu kino Chimera, które w późniejszych latach nosiło nazwę Czary i Urania. 


Echo, rok 1938.

W latach 30. organizowało tu swoje pokazy tak zwane Muzeum Osobliwości. Dzisiaj wydaje się to nieludzkie i budzi niesmak, ale wówczas owe pokazy cieszyły się sporą popularnością wśród łodzian.

"Głos Poranny", rok 1930.

Po II wojnie światowej drewniany budynek przy Piotrkowskiej 30 budynek został rozebrany. 


Jesienią  2013 roku, podczas prac remontowych i zmiany nawierzchni przy ulicy Piotrkowskiej, pod placem przy centrum handlowym z lat 60. XX wieku odkryto fundamenty budynku.
Po odkryciu fundamentów drogowcy wstrzymali prace i zawiadomili wojewódzkiego konserwatora zabytków. Teren zaczęli badać archeolodzy, wynajęci przez firmę Strabag, która miała ułożyć granitową kostkę na placu pod Magdą. I to oni ostatecznie mają odpowiadać za znalezisko, bo wojewódzki konserwator zabytków wyraził zgodę na kontynuowanie przez nich prac. - Nie wiadomo dokładnie fundamenty jakiego budynku odkryto, ale mapa z 1881 roku wskazuje, że stały tam dwa budynki parterowe.. Zbieg ulic Jaracza i Piotrkowskiej jest miejscem szczególnym, bowiem stały tam dwa parterowe domy murowane, w których były sklepy, zaś w podwórku wznosił się drewniany budynek, w którym przed pierwszą wojną światową znajdował się kinoteatr Urania.  Budynki narożne zburzono na przełomie lat 40. i 50 XX wieku. Jeśli chodzi o pochodzenie fundamentów, to powstały dwie hipotezy. Albo są to pozostałości drewnianych domów tkaczy z lat 20. XIX wieku, które miały murowane fundamenty, albo domów murowanych, wzniesionych w połowie XIX stulecia.


Jeden z dwóch parterowych domów, które rozebrano po II wojnie światowej (źródło: Dziennik Łódzki).

...W budynkach od ulicy Piotrkowskiej mieściło się wiele firm.


Jubileuszowe wydanie Noue Lodzer Zeitung 1863-1913.

Kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1923.

W 1920 roku Samuel Abbe został odnotowany jako właściciel firmy produkcyjno-handlowej garderoby i galanterii odzieżowej mieszczącej się w podwórku posesji przy ulicy  Piotrkowskiej 32. Mieścił się tu także skład farb, chemikaliów i towarów kolonialnych, właścicielem był Albert Schüde, urodzony w Elblągu w roku 1856, zmarł w Łodzi w 1934. Rodzina Schüde spokrewniona była ze znanym łódzkim przedsiębiorą budowlanym Johannesem Wende, a poprzez niego z właścicielem warsztatu witrażowniczego Richardem Schleinem.
W okresie międzywojennym znajdowała się popularna kawiarnia i cukiernia "Bristol".

Ilustrowana Republika, rok 1926.

Ilustrowana Republika, rok 1928.
...i wiele innych:


Rozwój, rok 1919. 

Rozwój, rok 1906.

Ilustrowana Republika, rok 1926.


"Głos Poranny", rok 1930.


W latach 60. XX wieku w miejscu tym zbudowano Dom Handlowy "Magda".

Wiosną 1960 roku prasa donosiła o projektowanym Domu Gospodyni, który miał być wzniesiony na rogu ulic Jaracza i Piotrkowskiej. Na tym miejscu, z okazji święta, 22 lipca 1961 roku urządzono skwer, prowizorycznie zaaranżowany na miejscu rozebranych budynków. Budowę Domu Gospodyni zaczęto dopiero w maju 1964 roku, planując jej dokończenie w przeciągu dwóch lat. Latem 1965 roku „Dziennik Łódzki” ogłosił konkurs wśród czytelników na nazwę realizowanego Domu Gospodyni. W październiku wybrano imię – „Magda”.


We wrześniu 1964 roku gotowe były piwnice, parter i zaczynano prace nad pierwszym piętrem. Jednak dopiero w listopadzie i grudniu 1966 roku zaczęto urządzanie wnętrz. Na parterze montowano szafy chłodnicze stoiska delikatesowego, przygotowywano wyposażenie gabinetu kosmetycznego i znajdującej się na ostatnim piętrze kawiarni na ok. 70 osób.


Dziennik Łódzki, rok 1967.

Otwarcie pawilonu odbyło się w końcu stycznia 1967 roku. W uruchomionej „Magdzie” na parterze znajdował się SAM spożywczy, na I piętrz artykuły chemiczne i gospodarstwa domowego, zaś na II piętrze kawiarnia i salon kosmetyczny. Na uwagę zasługiwało to, że w części handlowej pracowały … 33 kasy!


Zrealizowany w sercu Śródmieścia budynek, swoimi prostymi i oszczędnymi formami kontrastował z otoczeniem. Wokół „Magdy” pozostała nienaruszona struktura dawnej zabudowy, w wyraźny sposób odbiegając od nowej budowli. Zastosowane tutaj rozwiązanie urbanistyczne ilustruje ówczesny stosunek do śródmiejskiej zabudowy Łodzi, którą chciano takimi zabiegami, często brutalnymi, unowocześnić. Należy jednak podkreślić to, że budynek swoją wysokością dostosowywał się do pobliskiej zabudowy.


Czasy świetności budynek „Magdy” zdaje się mieć dawno za sobą. Osoby, które pamiętają jego wygląd sprzed kilkudziesięciu lat, najbardziej żałują neonów, które ozdabiały fasadę. Szczególnie trójkątów, które błyszczały od strony ulicy Jaracza.
W budynku „Magdy” znajdował się pierwszy w Łodzi „Mc Donald”.

(Fot: FILMWEB http://www.filmweb.pl)

Dom Handlowy „Magda” pojawia się w filmie „Wesela nie będzie” Waldemara Podgórskiego z 1978 roku. Wchodzi tam główny bohater Wojtek (Krzysztof Stroiński), aby zrobić zakupy na imieniny dla swojej dziewczyny Małgośki (Anna Dymna). W filmie widoczny jest dom handlowy z zewnątrz i fragment ulicy Piotrkowskiej w pobliżu.


Na placu przed budynkiem Magdy możemy podziwiać jedną z rzeźb Galerii Wielkich Łodzian.
Idea galerii powstała w 1999 roku i od tej pory Piotrkowska dekorowana była plenerowymi rzeźbami z brązu, stojącymi na jej chodnikach. Rzeźby upamiętniają ludzi związanych z Łodzią, ale są także "użytkowe", pełnią funkcję ławeczek, na których można przysiąść, odpocząć, sfotografować się... Pomysłodawcą galerii jest Marcel Szytenchelm, łódzki aktor i reżyser.


"Twórcy Łodzi przemysłowej", czyli pomnik naszych wielkich": Izraela
Poznańskiego, Karola Scheiblera i Ludwika Grochmana.

Tuż obok, jeden z „łódzkich zdrojów”.

Łódzkie zdroje - publiczne uliczne źródła wody pitnej, ustawione w Łodzi na ulicy Piotrkowskiej. Zostały uruchomione w czerwcu 2009 roku w ramach programu "Fontanny dla Łodzi", pod honorowym patronatem Prezydenta Miasta Łodzi. Woda w 90% pochodzi z ujęć głębinowych.
Zdroje w kształcie kolumn z misami, ozdobione motywami dzieci i ryb, znajdują się w czterech miejscach na ulicy Piotrkowskiej: w Pasażu Schillera, w Pasażu Rubinsteina, przy skrzyżowaniu z ulicą Roosevelta oraz przy domu handlowym "Magda".


źródła:
Dariusz Kędzierski. Ulice Łodzi.
Michał Koliński. Łódź między wojnami. Opowieść o życiu miasta 1918-1939.
Przewodnik po filmowej Łodzi.
Krzysztof R. Kowalczyński. Łódź 1915-1918. Czas głodu i nadziei.
Wacław Pawlak. Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.
Piotr Gryglewski, Robert Wróbel, Agnieszka Ucińska. Łódzkie budynki 1945-1970.
Gazeta Wyborcza http://lodz.wyborcza.pl/



Fot.archiwalne: 
FILMWEB http://www.filmweb.pl)
Dziennik Łódzki http://www.dzienniklodzki.pl/
Narodowe Archiwum Cyfrowe
http://www.e-teatr.pl
Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi


Fot. współczesne Monika Czechowicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz