wtorek, 20 marca 2018

„Mosze, Mosze, i na co ci te nagie sziksy?” Życie i malarstwo Maurycego Mędrzyckiego.

Maurycy Mędrzycki (Maurice Mendjizki, Mendjizky) urodził się w 1890 roku w Łodzi. Jego ojciec trudnił się blacharstwem w warsztacie mieszczącym się w piwnicy domu przy ulicy Cegielnianej (dzisiaj ulica Jaracza), gdzie znajdowało się mieszkanie rodziny.

Autoportret, rok 1930.

Przypuszczalnie uczęszczał do szkoły rysunku Jakuba Kacenbogena (Katzenbogena). Zaprzyjaźnił się z architektem Gustawem Landau-Gutentegerem, który pomógł mu sfinansować wyjazd na studia artystyczne. W 1906 roku trafił do École des Beaux-Arts w Paryżu, związał się ze środowiskiem École de Paris.

 Park z tulipanami, rok 1919.

Przedstawiał się jako Maurice Mendjizky, choć polski konsulat w Paryżu wystawił mu paszport na Mojsze Zelik Mędrzyżecki. Na jego partnerkę w kręgach Académie de la Grande Chaumière wołano madame Mendjizky. Japoński malarz Fujita, który po francusku mówił słabo, skracał to nazwisko do „madame Ski”. Potem zostało tylko „Ki”, wreszcie „Kiki”. I pod tym pseudonimem była najbardziej znana w Paryżu. Kiki de Montparnasse – modelka, przyjaciółka i muza artystów.

Kiki de Montparnasse, rok 1921.

Maurycy miał talent aktorski, często na prośbę przyjaciół udawał pisarza Szaloma Asza lub malarza Adolfa Baslera. Czy na te właśnie cechy zwróciła uwagę Kiki? Dzisiaj już się tego nie dowiemy. Para poznała się w artystycznych kręgach Montparnasse’u i szybko zamieszkała razem na rue de Perceval. Dziewczyna została jego muzą, choć sama twierdziła, że modelką była kiepską. To właśnie Maurycy jest autorem jej pierwszych portretów i aktów.

Kiki de Montparnasse, rok 1920.

Dalsze losy młodego malarza są zagmatwane. Wrócił do Polski, by odbyć służbę w armii carskiej, z której zdezerterował. Pojechał do Francji i na zaproszenie Renoira odwiedził go na Lazurowym Wybrzeżu. Tutaj miał poznać Modiglianiego i Chaima Soutine’a, ale wojna pokrzyżowała plany. Mędrzycki został ranny i dwa lata spędził w szpitalu.

Portret młodej kobiety (Kiki), rok 1920.

Prawdopodobnie kilkakrotnie odwiedził Łódź, dzieląc się swymi doświadczeniami z miejscowymi malarzami i rzeźbiarzami. Jachiel Jeszaja Trunk przytoczył w swoich wspomnieniach zabawną anegdotę, o wizycie Icchaka Lejbusza Pereca w jego łódzkim mieszkaniu:
„Mosze Mędrzycki rozpostarł przed nami swoje płótna. Nie miały w sobie nic z prymitywu à la Menachem Mendel, ani z monumentalności łódzkich malarzy. Była tu widoczna francuska szkoła malarska, którą w czasie pobytu w Paryżu nasiąkło to robotnicze dziecko, oraz spora kultura malarska i oko dla koloru i rysunku […] Niedaleko od nas stała mama Moszego z garnkiem w ręku […] Gdy pokazał nam serię męskich i kobiecych aktów, […] ta prosta Żydówka potrząsnęła głową i rzekła: Oj, Mosze, Mosze, i na co ci te nagie sziksy? Lepiej by ci było zostać blacharzem, jak ojciec i pracować na dachach…

Pejzaż fowistyczny z Saint-Paul, rok 1920.

W 1921 roku Mędrzycki wziął udział w pierwszej wystawie zorganizowanej w Café du Montparnasse. W La Rotonde pokazał swoje akty, czym wywołał mały skandal. Krytyk Maximilien Gauthier pisał o nim, że był absolutnym nonkonformistą i w swoich pracach nie podlizywał się klasie średniej. Zyskiwał coraz większą sławę i wydawało się, że jest na najlepszej drodze, by dostać się w szeregi najznamienitszych malarzy Paryża. Właśnie wtedy Maurycy pokazał, jak mało dba o takie sprawy. Splotły się ze sobą dwa wydarzenia. Po pierwsze, rozstał się z Kiki, która związała się z fotografem Manem Rayem. Po drugie, wyjechał na Lazurowe Wybrzeże. Zniknął z paryskich kawiarni i zajął się malowaniem prowansalskich pejzaży.
W tym samym roku wziął jeszcze udział w wystawie sztuki żydowskiej w Łodzi.

Pejzaż z Saint-Jannet, rok 1923.

Mędrzycki trafił do Saint-Paul de Vence, jednego z najbardziej urokliwych zakątków na południu. Była tam mała oberża La Robinson. Co tydzień odbywały się w niej wieczorki taneczne. Maurycy – niedoszły student konserwatorium – zauważył, że pianista, choć nut nie znał, całkiem nieźle grał jazzowe improwizacje. Zagadał go kiedyś i zaprzyjaźnili się. Któregoś razu muzyk zwrócił uwagę, że malarz zawsze przychodzi sam. – Poznam cię z moją szwagierką, jest bardzo ładna – stwierdził. Tak Mędrzycki poznał osiemnastoletnią Rose Rajbaut, która rok później została jego żoną. La Robinson zaś zmienił nazwę na La Colombe d’Or i stał się na wiele lat ulubionym hotelem i restauracją artystów. Dziś we wnętrzach zobaczymy podarowane właścicielom prace Picassa, Braque’a, Légera i wielu innych.

Rose i Serge, matka z synem, rok 1931.

Rose urodziła Maurycemu dwóch synów: Claude’a i Serge’a. Sprawy finansowe wciąż były dla niego mało ważne. Jeśli sprzedał obraz i mógł żyć przez trzy miesiące, to nie sprzedawał kolejnego. Malował pejzaże w Saint-Tropez, Antibes, Cagnes-sur-Mer i portrety – szczególnie lubił malować dzieci. 

Portret dziecka z błękitnymi oczami, rok 1925.

Przez pewien czas mieszkał w Pradze, powrócił jednak do Francji. W latach 30. w jego paryskim domu spotykała się bohema. Serge wspominał, że ojciec szedł do brasserie La Coupole około piątej, wracał o ósmej na kolację, prowadząc ze sobą kilku artystów. Matka gotowała miskę spaghetti z pomidorami, które „pachniało jak Prowansja”. Potem rozmowy ciągnęły się bez końca. 

Portret ojca Rose, rok 1926.

Prace powstałe w okresie międzywojnia wykazują silny wpływ postimpresjonizmu. Malował wówczas głównie pejzaże, martwe natury, akty i portrety.

Kwiaty w wazonie, rok 1938.

Gdy w Niemczech do władzy doszli faszyści, Mędrzycki zaczął publicznie bić na alarm. Przeczuwał wojnę, wiedział, że na prześladowaniach Żydów się nie skończy. Potem zaangażował się w ruch oporu. W Paryżu Niemcy wpadli do jego mieszkania, gdzie była nielegalna drukarnia. Aresztowali Rose – nie zobaczył jej aż do wyzwolenia. Przeniósł się z synami do Nicei, gdzie również wydawał nielegalną gazetę i organizował ruch oporu. O mało nie przypłacił tego życiem, gdy Niemcy otoczyli dom siostry jego żony. Z opowieści przyjaciół wynikało, że wyszedł stamtąd, czytając na głos Biblię, i zdezorientowani żandarmi pozwolili mu przejść. Dopiero potem dowiedział się, że w ich szeregach działał członek ruchu oporu, któremu udało się powstrzymać atak. 

Droga, las prowansalski, rok 1920.

Za walkę z okupantem przyszło mu jednak zapłacić. Starszy syn Claude, lekarz i członek ruchu oporu, został schwytany i zamordowany ledwie kilka dni przed wyzwoleniem Nicei. W ręce gestapo wpadł też Serge, ale udało mu się przeżyć. Mędrzycki nigdy nie wybaczył sobie śmierci syna, uważając, że wraz z nim umarł on sam. Długa rozłąka i śmierć Claude’a sprawiły, że rozpadło się jego małżeństwo. Po wojnie rozpoczął pracę nad rysunkami przedstawiającymi getto warszawskie, dręczony przez wspomnienie śmierci syna. Gdy serię zobaczył Pablo Picasso, stwierdził: „To jest arcydzieło, prawdziwa symfonia czerni i bieli”.
Niedługo potem zdiagnozowano u Maurycego nowotwór języka. Poddał się operacji, potem drugiej, ale było już za późno. Zmarł w Saint-Paul de Vence w rocznicę śmierci syna. Obok niego został też w Nicei pochowany. 
Młodszy syn Serge poszedł w ślady ojca – został artystą, stara się również zachować pamięć o Maurycym. – Tato, dlaczego wszystko ścierasz z obrazu? Był bardzo ładny! – wspominał zapamiętaną z dzieciństwa scenę. – Bo wiem, że mogę to zrobić lepiej.

Kwiaty w wazonie, rok 1938.

Maurycy Mędrzycki z Łodzi trafił na Montparnasse do paryskiej bohemy, a stamtąd do Prowansji. Wędrował po miasteczkach francuskiego południa, przenosząc na płótno wibrujące w słońcu kolory…

Pejzaż prowansalski, 1946.

Źródła:
Irmina Gadowska. Żydowscy malarze w Łodzi w latach 1880-1919.
Staszek Gieżyński. WERANDA https://www.weranda.pl

Prace artysty pochodzą ze stron: