Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŚPIEWOGRA ŁÓDZKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŚPIEWOGRA ŁÓDZKA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 września 2026

Jerzy Ćwikliński, aktor i reżyser Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi.

 
Jerzy Ćwikliński
(źródło fotografii: Dziennik Teatralny Jerzy Ćwikliński (1923 - 1969)

Aktor teatralny, filmowy, telewizyjny i radiowy, scenarzysta, adaptator, autor piosenek i tekstów kabaretowych. Od sezonu 1949/50 zaangażowany do Teatrze im. Jaracza w Łodzi, pracował na tej scenie (grał i niekiedy reżyserował) do końca życia.

źródło fotografii: Filmoteka Narodowa

Urodził się 19 kwietnia 1923 w Grudziądzu. Był synem Jana Ćwiklińskiego i Janiny Staszewskiej z Książków, mężem Alicji Zofii ze Stachurskich. Jako dziecko mieszkał i uczył się w Łodzi. W 1940 przybył do Warszawy; tu uczęszczał na tajne komplety i zdał maturę.
Jesienią 1944 w Otwocku wstąpił do I Armii Wojska Polskiego; przydzielony do Komendy Głównej MO (wydział polityczno-wychowawczy).
Do 1946 występował jako aktor i tancerz najpierw w teatrze przyfrontowym, a później w zespole Centralnego Teatru MO, m.in. w Lublinie, Warszawie (sezonie 1945/46 - "Studio" Teatr MO) i w objazdach.

"Przegląd Teatralny", rok 1949.

"Przegląd Teatralny", rok 1949.

W sezonie 1946/47-1948/49 występował w Teatrze Wybrzeże w Gdyni, gdzie grał m.in. Jana ("Żeglarz"), Le Beau ("Jak wam się podoba"), Rizzia ("Maria Stuart" Juliusza Słowackiego); był też uczniem Studia Dramatycznego pod kierownictwem Iwo Galla.
W 1948 zdał eksternistyczny egzamin aktorski ZASP-u.

"Express Ilustrowany", rok 1949.

Od sezonu 1949/50 zaangażowany do Teatrze im. Jaracza w Łodzi, pracował na tej scenie (grał i niekiedy reżyserował) do końca życia.

"Dziennik Łódzki", rok 1962.

Od 1964 występował także na scenie Teatrze 7.15. Grał początku role amantów, potem charakterystyczne. Utalentowany, obdarzony siłą komiczną, sukcesy odnosił przede wszystkim jako aktor komediowy.
Najważniejsze role: Chlestakow ("Rewizor"), Truffaldino ("Sługa dwóch panów"), Markiz di Forlipopoli ("Mirandolina"), Crampton ("Nigdy nie można przewidzieć"), Emanuele Giri ("Kariera Artura Ui"), Papkin ("Zemsta"), Chapelle ("Termitiera"), Tricointe ("Pani prezesowa"), Milt ('Sie kochamy") i wielokrotnie grany Nos ('Wesele").

"O dwóch takich, co ukradli księżyc", 1962. Reżyseria Jan Batory.
(źródło fotografii: Filmoteka Narodowa)

Był autorem skeczów i piosenek kabaretowych oraz tekstów piosenek do sztuk teatralnych, np. "Mirandoliny" (Łódź 1960); także autorem adaptacji i scenariuszy teatralnych bajek dla dzieci, np. "Dzieci pana majstra" Zofii Rogoszowej w reż. Kazimierza Oracza w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza (premiera 7 grudnia 1962).

"Jak rozpętałem drugą wojnę światową", rok 1969.
(źródło fotografii: Filmoteka Narodowa)

W teatrze Telewizji zagrał w spektaklu „Z chłopa król" w reż. Jerzego Gabryelskiego (premiera 9 października 1959), „Zazdrość kocmołucha" w reż. Ewy Bonackiej (premiera 27 listopada 1965) i „Teatr cudów" w reż. Irmy Czaykowskiej (premiera 10 grudnia 1967).
Zagrał także w słuchowisku Teatru Polskiego Radia „Bonaparte i Sułkowski" Romana Brandstaettera (Hrabia Karol de Nassau) w reż. Leona Łuszczewskiego i Konrada Łaszewskiego (premiera 29 grudnia 1953).

"Pierwszy pawilon", rok 1965, reżyseria Janusz Majewski.
(źródło fotografii: Filmoteka Narodowa)

W kinie zadebiutował 6 września 1959 w filmie „Pociąg" w reż. Jerzego Kawalerowicza. Ponadto wystąpił w „Pierwszym pawilonie" (1968) w reż. Janusza Majewskiego, „Bokserze" (1966) w reż. Juliana Dziedziny i „Mężu pod łóżkiem" (1970) w reż. Stanisława Różewicza.

"Bokser", rok 1966, reżyseria Julian Dziedziena.
(źródło fotografii: Filmoteka Narodowa)

Występował bardzo często jako konferansjer i aktor na koncertach i imprezach, z których dochód przeznaczano na cele społeczne.

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Zmarł w wieku 42 lat, 11 marca 1969 roku i pochowany został na cmentarzu przy ulicy Ogrodowej w Łodzi.


Zdjęcia pochodzą ze stron:
Dziennik Teatralny Jerzy Ćwikliński (1923 - 1969)
Filmoteka Narodowa 
Wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

poniedziałek, 18 maja 2026

"Wspomnienie z Helenowa" Emilii Böhme.


"Wspomnienie z Helenowa" skomponowane przez Emilię Böhme.
... Może ktoś zagra? 🎝♫🎝
Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

"Dziennik Łódzki", rok 1889.

Fot. Monika Czechowicz

środa, 29 kwietnia 2026

Niezrównany Pan Rybka – czyli rozrywki w XIX wiecznej Łodzi.

W XIX wiecznej Łodzi występy magików i iluzjonistów były częścią rodzącej się kultury rozrywkowej miasta, które bardzo szybko przeobrażało się z niewielkiej osady w przemysłową metropolię.
Teatry i sale widowiskowe, ogródki z orkiestrami i restauracjami – to miejsca rozrywki ówczesnych łodzian, mieściły się często w okolicy dzisiejszej ulicy Piotrkowskiej, gdzie skupiało się życie kulturalne.

"Dziennik Łódzki", rok 1889.

Ogródki letnie i restauracje były popularnymi miejscami spotkań, gdzie organizowano pokazy iluzji przy okazji koncertów i przedstawień. Występowały tu także wędrowne trupy artystyczne – przyjezdni artyści z Warszawy, Berlina czy Wiednia zatrzymywali się w Łodzi na kilka dni lub tygodni.


Iluzjoniści prezentowali znikające przedmioty i ludzi, sztuczki z kartami i monetami, „magnetyzm” i hipnozę (bardzo modne w XIX wieku), pokazy z wykorzystaniem światła i luster (tzw. fantasmagorie). Często łączono je z elementami teatru, komedii i muzyki, tworząc pełnowymiarowe widowiska.
Występy ogłaszano w lokalnej prasie, podkreślając „nadzwyczajne” i „niepojęte” efekty. Publiczność była bardzo zróżnicowana – od robotników po fabrykantów.

"Dziennik Łódzki", rok 1889.

W drugiej połowie XIX wieku, gdy powstawały już stałe sceny teatralne, magia sceniczna zaczęła współistnieć z bardziej „poważnym” repertuarem. Nadal jednak miała ogromną popularność jako widowisko lekkie i efektowne.

Wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
Fot. AI/baedeker łódzki

Przeczytaj w baedekerze:

wtorek, 14 kwietnia 2026

Objazdowe zwierzyńce i menażerie, ... czyli egzotyczne atrakcje w XIX wiecznej Łodzi.

"Dziennik Łódzki", rok 1888.

W XIX wiecznej Łodzi – mieście gwałtownie rozwijającego się przemysłu – nie istniał stały ogród zoologiczny w dzisiejszym rozumieniu. Jednak mieszkańcy mieli kontakt ze zwierzętami egzotycznymi dzięki objazdowym menażeriom i niewielkim zwierzyńcom, które stanowiły popularną rozrywkę epoki.
Do Łodzi regularnie przyjeżdżały wędrowne menażerie – „prywatne inicjatywy” pokazujące egzotyczne zwierzęta. Pokazy organizowano na placach targowych, w ogrodach restauracyjnych lub na obrzeżach miasta. Towarzyszyły im występy treserów, pokazy karmienia zwierząt i elementy cyrkowe. Dla wielu mieszkańców Łodzi była to pierwsza i jedyna okazja do zobaczenia egzotycznych gatunków zwierząt.

"Dziennik Łódzki", rok 1891.


W drugiej połowie XIX wieku pojawiały się w Łodzi także niewielkie, półstałe zwierzyńce – przy ogrodach restauracyjnych i letnich teatrzykach i w prywatnych parkach fabrykantów. Pełniły funkcję atrakcji spacerowej – łączono je z muzyką, gastronomią i zabawą.

"Dziennik Łódzki", rok 1888.

Stały ogród zoologiczny w Łodzi powstał dopiero w XX wieku.
Przeczytaj w baedekerze:

Archiwalia pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
Fot. AI

niedziela, 15 marca 2026

Krzysztof Krawczyk - łódzki trubadur.

Mural upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w Opolu, stolicy polskiej piosenki. Zaprojektował go i wykonał Bruno Neuhamer.
Fot. baedeker łódzki

Krzysztof Krawczyk - wokalista znany z głębokiego, barytonowego głosu, gitarzysta i kompozytor. Członek zespołów Trubadurzy i Izomorf 67. Sięgał po repertuar popowy, rock and rollowy, country, kolędy, muzykę biesiadną. 

(źródło fotografii: Krzysztof Krawczyk | Jazz Forum)

Urodził się 8 września 1946 roku w Katowicach, zmarł 5 kwietnia 2021 roku w Łodzi. Pochowany został w podłódzkich Grotnikach.

Mural upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w Opolu.
Fot. baedeker łódzki

Krzysztof January Krawczyk urodził się w artystycznej, śląsko-dąbrowskiej rodzinie. Rodzice poznali się w czasie wojny, pracując razem w fabryce amunicji w Sosnowcu. Matka, Lucyna Krawczyk (1922–2006), pochodziła z Bielsko-Białej. Była aktorką i śpiewaczką, występowała m.in. w łódzkim Teatrze Muzycznym i Państwowej Operetce. Ojciec, January Krawczyk (1906–1964), urodził się w Sosnowcu. Był dyrygentem, aktorem i śpiewakiem operowym. Od 1933 roku do wybuchu II wojny światowej prowadził orkiestry dansingowe na statkach trans-atlantyckich. Po wojnie występował w Teatrze Śląskim im. Wyspiańskiego w Katowicach (1945–1947), Teatrze Miejskim w Białymstoku (1947–1948), Teatrze Polskim w Poznaniu (1948–1955). 

Państwo Krawczykowie.
(źródło fotografii: Fakt.pl )

Później rodzina Krawczyków przeniosła się do Łodzi; January występował m.in. w Państwowej Operetce, Teatrze Ziemi Łódzkiej. Wystąpił w kilku filmach, w rolach epizodycznych. Ojca "samotnego Trubadura" możemy zobaczyć m.in. w "Zezowatym Szczęściu" (1960) Andrzeja Munka, "Czasie przeszłym" (1961) Leonarda Buczkowskiego i "Panience z okienka" (1964) Marii Kaniewskiej. Zmarł z powodu choroby nowotworowej kiedy Krzysztof miał 18 lat.

January Krawczyk, ps. Sampolini (1906-1964)
- polski aktor, śpiewak (baryton liryczny) i dyrygent.
(źródło fotografii: 
Internetowy Słownik Biograficzny Artystów Scen Polskich

Krzysztof od niemowlęctwa przejawiał zainteresowanie muzyką. Podobno już w kołysce bardzo żywo reagował na muzykę taneczną, wykonując ruchy przypominające taniec. 

Mały Krzyś.
(źródło fotografii: Fakt.pl )

Mając kilka lat tańczył pod sklepem z nadajnikami radiowymi, z którego dobiegały dźwięki muzyki, wzbudzając zachwyt i aplauz przechodniów. Krzysztof Krawczyk spędził swoje dzieciństwo w teatrach, często oglądał swoich rodziców podczas prób, uwielbiał chodzić na przedstawienia.

Mały Krzyś z rodzicami.
(źródło fotografii: Fakt.pl)

Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku czterech lat – January Krawczyk wiedząc jak ważne w życiu muzyka są ćwiczenia wymagał od swojego młodziutkiego syna codziennych treningów, które trwały przynajmniej pół godziny. W 1953 roku rozpoczął naukę w klasie fortepianu w Szkole Muzycznej im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu. W 1956 roku przeniósł się do Łodzi, gdzie uczęszczał do Szkoły Muzycznej noszącej imię tego samego patrona. W liceum pobierał lekcje śpiewu, gry na gitarze nauczył się samodzielnie. Pomimo swojej miłości do muzyki, Krzysztof Krawczyk nie marzył od dziecka o tej drodze kariery. Początkowo pragnął zostać księdzem (z tego powodu rozpoczął naukę łaciny), pilotem kukuruźnika (prenumerował "Skrzydlatą Polskę" i sklejał modele samolotów). Myślał też o karierze prawniczej.
Muzykiem został dzięki fascynacji amerykańskim kinem, bluesem, jazzem, a później rock and rollem. W latach 50. dystrybucja amerykańskich filmów była znikoma, w kinoteatrach przeważały produkcje polskie i radzieckie. Krawczyk spędzał swoje dzieciństwo w Łodzi, mieście związanym z legendarną Filmówką. Ojciec zabierał go czasami na zamknięte pokazy amerykańskich filmów – tak usłyszał po raz pierwszy Louisa Armstronga. Kolejnym impulsem był rock and roll: "To było coś na kształt rewolucji – wyzwolenie z okowów starej muzyki" – wspominał Krawczyk w swojej autobiografii – "Jakbyśmy niewolniczo tkwili w muzyce przeszłości i nagle dzięki takim ludziom jak Bill Halley, Elvis Presley, a potem Beatlesi wybiliśmy się – my powojenne pokolenie – na wolność muzyczną".
W 1962 roku Krzysztof Krawczyk został wyrzucony z liceum za incydent związany ze spożyciem alkoholu. Maturę zdał chodząc do szkoły wieczorowej, już wtedy występował razem ze Sławomirem Kowalskim – późniejszym Trubadurem. Grali na różnego rodzaju szkolnych akademiach – pozwalało im to poprawić stopnie. Poznali się na organizowanej przez łódzki Młodzieżowy Dom Kultury imprezie z cyklu "Spotkanie z piosenką", podczas której każdy mógł wystąpić na scenie. Krawczyk był wtedy solistą zespołu Komety. 

Zespół Komety. 
Od lewej: Henryk Stolarski, Krzysztof Krawczyk, Tadeusz Aleksander Kawecki, konferansjer zespołu Wojtek Majewski, Marian Lichtman, Jerzy Rybiński, Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)

Zespół wokalno-instrumentalny Komety powstał w 1962 roku w Łodzi. Założycielem grupy był Jerzy Krzemiński - akordeon, gitara. Pozostałymi członkami formacji byli: Janusz Płyta - gitara; Jerzy Rybiński - gitara basowa, śpiew; Henryk Stolarski - perkusja; Krzysztof Krawczyk - śpiew; Marian Lichtman - śpiew i Aleksander Kawecki - śpiew. Konferansjerem  w czasie występów Komet był Andrzej Maciejewski. Grupa odbywała próby w Młodzieżowym Domu Kultury w Łodzi.
Repertuar Komet składał się z utworów instrumentalnych The Shadows i The Ventures oraz piosenek Billa Haleya, Elvisa Presleya, Paula Anki, Neila Sedaki, Roya Orbisona, Cliffa Richarda, The Platters i The Beatles. Zespół grał w MDK, klubie Hermes oraz w innych łódzkich klubach.
Grupa zakończyła działalność w 1964 roku -  Jerzy Krzemiński, Marian Lichtman i Krzysztof Krawczyk znaleźli się w składzie powstałego wtedy zespołu Trubadurzy. 

Zespół Komety.
Za perkusją Henryk Stolarski; od lewej: Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński, Jerzy Rybiński, Marian Lichtman.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)

Sławomir Kowalewski w wywiadzie przeprowadzonym przez Bohdana Gadomskiego wspomina spotkanie z Krawczykiem:
Pamiętam, że ubrany był w długi sweter i śpiewał piosenkę "Ząb, boli mnie ząb". Nie pamiętam, jakie miejsce wtedy zajął, ale zwrócił moją uwagę. Szybko nawiązaliśmy kontakt ze sobą i w ten sposób zaczęła się nasza znajomość, która ładnie się rozwijała. Już wtedy miałem pomysł na założenie zespołu big beatowego w Łodzi, który byłby super grupą reprezentującą miasto na ogólnopolskim rynku.

Sławomir Kowalewski
- piosenkarz, gitarzysta i kompozytor. Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Marianem Lichtmanem, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku Trubadurów.
(źródło fotografii: strona Sławomira Kowalewskiego na FB/ Facebook/

W pierwszym składzie powstałego w 1963 roku zespołu Trubadurzy znaleźli się: Sławomir Kowalewski (lider zespołu, gitara basowa i śpiew), Krzysztof Krawczyk (gitara i śpiew), Bogdan Borkowski (gitara i śpiew). Po krótkim czasie dołączyła do nich Sława Mikołajczyk (śpiew). Ich największym wzorem, podobnie jak młodych zespołów na wszystkich kontynentach, byli Beatlesi. W pierwszych latach istnienia zespołu Trubadurzy często coverowali piosenki czwórki z Liverpoolu. Pomysłodawcą nazwy był Borkowski; początkowo mieli nazywać się z angielska: The Troubadours.


Krzysztof Krawczyk zapisał wspomnienia z pierwszych koncertów:
Koncert odbył się w Hali Sportowej w Łodzi, w karnawałowym okresie pomaturalnym. Amatorski zespół występował przed wielkimi gwiazdami bigbitu, Czerwono-Czarnymi.
12 tysięcy ludzi krzyczało po naszym występie: "Trubadurzy, Trubadurzy!!!". W późniejszych latach mieliśmy ogromną ilość koncertów tego typu, ale ten koncert w Łodzi był pierwszy. Pamiętam też, jak już jako pracownicy Estrady Łódzkiej graliśmy dla kilku tysięcy młodych łodziaków w Parku Poniatowskiego. Młodzież tańczyła, śpiewała, zapaliła pochodnie z gazet aż w końcu musiała interweniować milicja z psami, bo kto wie, jak by się to skończyło. Miałem wtedy 19 lat.

Trubadurzy. Fot. Jerzy Michalski/Forum

Znakiem rozpoznawczym zespołu były charakterystyczne stroje. Najpierw nosili koszule z żabotami i tużurki, czyli rodzaj żakietu o wyciętych i zaokrąglonych połach popularny w okresie biedermeier –  było to dla nich wyjątkowo niekomfortowe – kostiumy były z grubego materiału, czuli się jak w saunie.

(źródło fotografii: 

Kolejny wizerunek zespołu, czyli kostiumy przypominający stroje muszkieterów, były już o wiele wygodniejsze. Zaprojektował je Szymon Kobyliński, wybitny ilustrator,  jeden z pionierów polskiego komiksu i historyk komiksu. Inspiracją do ich nowego wizerunku były plakaty promujące spektakl "Cyrano de Bergerac" w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi, które zobaczyli na spacerze, wracając z próby. Krawczyk miał wtedy powiedzieć: "Panowie, nad czym my dyskutujemy? Przecież każdy w życiu chciał być muszkieterem".
Kolejnym charakterystycznym elementem koncertów Trubadurów była choreografia, każdej piosence towarzyszył inny performans. Estrada Łódzka, z którą byli związani kontraktem, wymagała od nich tańca z gitarami. Mikrofony były przymocowane do gitar, co nie było zbyt łatwe – konieczność występowania z dwoma kablami, jednym połączonym z mikrofonem, drugim z gitarą, była dość kłopotliwa.
W 1966 roku Trubadurzy zadebiutowali na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Za piosenkę "Ondraszku, Ondraszku" otrzymali II nagrodę w "Koncercie młodości". 

Sława Mikołajczyk & Trubadurzy - Ondraszek
(źródło: YouTube.pl)

Byli jednym z najpopularniejszych zespołów bigbitowych w Polsce, koncertowali w całym kraju. W swojej twórczości łączyli różne nurty muzyki rockowej (od psychodelii i rocka progresywnego do funk rocka), wieloosobowymi partiami wokalnymi znanymi z nurtu doo wop i inspiracjami wschodnim folklorem, szczególnie rosyjskimi romansami. To właśnie nawiązania do rosyjsko-romskiej muzyki wyznaczały charakter pierwszych płyt utworu, szczególnie słychać to w harmonii i charakterystycznych zwrotach melodycznych. 

"Dziennik Łódzki", rok 1967.

Nagrana w 1968 roku debiutancka płyta "Krajobrazy" zdobyła status Złotej Płyty. Do składu dołączył Ryszard Poznakowski (organy, pianino).

Trubadurzy, rok 1968.
Od lewej: Ryszard Poznakowski, Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk, Sławomir Kowalewski.
(źródło fotografii: Polski bigbit i nie tylko: Trubadurzy)

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Trubadurzy zdobyli ogromną popularność nie tylko w Polsce. Zostali prawdziwymi gwiazdami w Związku Radzieckim – dla tamtejszej publiczności byli powiewem Zachodu. Ich płyty wydawane przez Miełodię rozchodziły się w olbrzymich nakładach. 

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Podczas trasy w 1969 roku zagrali około 70 koncertów. Na koncertach w ZSRR zdarzało im się śpiewać po angielsku, co spotykało się zawsze z oporem radzieckich cenzorów. Trubadurzy próbowali wybrnąć z impasu argumentami o poprawnym ideologicznym pochodzeniu rock and rolla, mówili, że są to "piosenki niewolników, śpiewane przeciw swym ciemiężcom". W ten sposób zdobywali pozwolenie nawet na śpiewanie Beatlesów… 

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Występowali też m.in. w Mongolii (ponad 20 koncertów), NRD, RFN, Czechosłowacji, Bułgarii, Belgii, Holandii. Jednym z największych osiągnięć zespołu był występ na koncercie zorganizowanym z okazji Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972.

W 1969 roku z zespołu odszedł Ryszard Poznakowski. Na jego miejsce miejsce dołączyła do zespołu Halina Żytkowiak (później żona Krzysztofa Krawczyka). 

"Dziennik Łódzki", rok 1970.

"Dziennik Łódzki", rok 1971.

W 1973 roku Krawczyk rozpoczął solową karierę. 

"Dziennik Łódzki", rok 1973.

Trubadurzy. 
Od lewej: Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk, Ryszard Poznakowski, Sławomir Kowalewski.

W 1974 Polskę opuścił Marian Lichtman, który emigrował do Danii, jego rodzice wyjechali z Polski w trakcie antysemickiej nagonki w marcu 1968 roku. Wyjazd Lichtmana był wielkim ciosem dla Krzysztofa Krawczyka, byli bliskimi przyjaciółmi. 

Marian Lichtman (fot. Sebastian Skalski),
urodził się w 1947 roku w Łodzi 
- kompozytor, perkusista i wokalista.
Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Sławomirem Kowalewskim, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku zespół Trubadurzy.
(źródło fotografii: Centrum Kultury Jidysz)

"Dziennik Łódzki", rok 1974.

"Dziennik Łódzki", rok 1974.

"Dziennik Łódzki", rok 1974.

Zespół został reaktywowany w 1976 roku, w tym samym roku Krawczyk znowu go opuścił. Trubadurzy koncertują do dziś. 

"Dziennik Łódzki", rok 1975.

"Dziennik Łódzki", rok 1975.

Ciekawym epizodem z życia Krzysztofa Krawczyka był eksperymentalny Izomorf’ 67 stworzony przez poetę Andrzeja Bajkowskiego. Zespół ten istniał przez półtora roku, w okresie konfliktu w Trubadurach. Marian Lichtman w rozmowie z Andrzejem Kosmalą charakteryzował ten spór o hegemonię w zespole jako "młodzieżowe ambicyjki, zagrywki".  Nazwa eksperymentalnego składu pochodziła od uproszczonego zapisu nutowego – nazywanego izomorficznym – został on stworzony z myślą o amatorskich muzykach, którzy nie posiadali wszechstronnego wykształcenia muzycznego. Jego twórcami byli filozof Tadeusz Wójcik i muzykolog Maciej Zalewski, założyciele Studium Postępu Technicznego Muzyki "Izomorf" przy Warszawskim Towarzystwie Muzycznym. Teoria ta została opisana w pracy "Zasady izomorficznej notacji muzycznej" (Warszawa, 1962). Zapis izomorficzny promowany był w popularnym czasopiśmie "Radar".
W pierwszym składzie Izomorfu 67 występowali: Sława Mikołajczyk (śpiew), Krzysztof Krawczyk (śpiew, gitara basowa), Marian Lichtman (perkusja). Krawczyk nauczył się grać na gitarze basowej specjalnie na tę okazję. Zawieszeni Trubadurzy tworzyli piosenki inspirowane sztuką, śpiewali o obrazach Salvadora Dalego, "Słonecznikach" Van Gogha, a nawet obrazach Teofila Ociepki. Krawczyk wspominał:
Izomorf’ 67 był efemerydą na naszym rynku muzycznym. Takim ambitnym dziwolągiem muzycznym i od początku miał małe szanse. Był to bardzo trudny okres, bo nie było zarobków. Pamiętam, że z Lichtmanem potrafiliśmy w Warszawie pokonać piechotą odległość z wynajętego mieszkania na Ochocie do studenckiej stołówki na Grochowie, gdzie zupy były za darmo i myśmy się tymi zupami karmili.

"Dziennik Popularny", rok 1976.

W 1973 roku Krzysztof Krawczyk nagrał pierwszą solową płytę – "Byłaś mi nadzieją". 


Koncertował wtedy niemal na całym świecie – dojechał nawet na Kubę i Jamajkę. Nazywany był "polskim Tomem Jonesem".

"Odgłosy", rok 1976.

Ważnym momentem solowej kariery Krawczyka było spotkanie z Jerzym Milianem, muzykiem znanym z sekstetu Krzysztofa Komedy. W latach 70. był dyrektorem Orkiestry Rozrywkowej Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach – jego dorobek prawdziwie doceniany jest dopiero dzisiaj, dzięki reedycjom wydawanym przez wytwórnię GAD Records. 
"Prowadził wspaniałą orkiestrę, którą wymyślił i był z nią bardzo zżyty, złożoną z młodych muzyków, wśród których cieszył się dużym poważaniem, mimo bardzo kumpelskiego stosunku do nich" – wspominał Krzysztof Krawczyk. Napisali razem kilka wspólnych piosenek, m.in. prawdopodobnie największy hit w karierze polskiego Toma Jonesa – "Parostatek".
Innym istotnym przebojem w karierze Krawczyka był napisany w 1979 roku z Jarosławem Kukulskim utwór "To, co dał nam świat". Kukulski opowiadał w niej o swoim rozstaniu z Anną Jantar – po nagraniu piosenka nie była puszczana w radiu, przypomniano sobie o niej po tragicznej śmierci Anny Jantar.

Krzysztof Krawczyk "To co dał nam świat"
(źródło: YouTube.pl)

Krzysztof Krawczyk marzył o międzynarodowej karierze, występy na zachodnich estradach (albo chałturach) oznaczały dla Polaków olbrzymie pieniądze. W 1977 roku podpisał kontrakt z NRD-owską wytwórnią Polydor, dla której nagrał dwa single "Als wir noch kinder waren" i "Aufwiedersehen Madelaine"). Współpracował z Hansem Schlenderem, człowiekiem odpowiedzialnym za wypromowaniu na niemieckim rynku Karela Gotta. Podbój niemieckiego rynku z powodu niesnasek z wytwórnią okazał się porażką. W 1980 roku Krawczyk wyjechał na tournée dla Polonii w Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie zdecydował pozostać na dłużej.

Krystof (Krzysztof Krawczyk) - Auf Wiedersehen Madelaine (1979)
(źródło: YouTube.pl)

W latach 1980–1985 koncertował na terenie USA, wyjątkowo dużo koncertów zagrał w klubach w Las Vegas. Najczęściej były to imprezy polonijne, chociaż wciąż liczył na wielki sukces, poszerzenie swojej publiczności o anglojęzycznych mieszkańców Stanów. Wydał płytę "From a Different Place" dla wytwórni TRC, ale amerykański sen Krawczyka wciąż nie mógł się ziścić. Warunki zdawały się idealne, w kraju trwał karnawał "Solidarności", Polska często pojawiała się na nagłówkach amerykańskich gazet. Samotny trubadur w Ameryce wydał nawet singiel pt. "Solidarity" (występował jako Krystof), na którego okładce maluje farbą na murze napis: "Solidarność".

Krzysztof Krawczyk - Solidarity
(źródło: YouTube.pl)

Krzysztof Krawczyk, Nowy Jork, 1982. Fot. Cz. Czapliński.

Na emigracji nie zawsze mógł wyżyć z koncertowania. Zdarzało mu się pracować jako barman, taksówkarz, robotnik fizyczny. Wspominał, że w magazynie "Billboard" przeczytał recenzję płyty Zbigniewa Namysłowskiego, w której dziennikarz napisał: "Podobno jest to najlepszy saksofonista w Polsce, oznacza to widocznie to samo, co najlepszy hokeista lodowy w Kenii". Podobno do decyzji o powrocie namówił go Czesław Niemen, którego spotkał na jednym z amerykańskich koncertów.

"Odgłosy", rok 1983.

Wrócił do Polski w 1985 roku, chociaż w latach 1990–1994 ponownie zamieszkał w Stanach. W Nashville nagrał płytę wyprodukowaną przez Davida Briggsa, który współpracował z Deanem Martinem, Joaną Baez, Dolly Parton, B. B. Kingiem. Nagrał nawet jedną sesję nagraniową z Elvisem Presleyem. Niestety i tym razem nie zdobył amerykańskiego rynku. "Pokochałem ten kraj mimo wielu porażek i upokorzeń"  – mówił Krawczyk.   

"Odgłosy", rok 1983.

Pobyt w USA odcisnął duże piętno na muzyce Krawczyka. W 1986 roku nagrał dla Telewizji Polskiej recital country "Nie przesadza się starych drzew". Rok później nagrał "Country Album". Andrzej Kosmala wspominał, że Krawczyk miał problem ze śpiewaniem "na pół gwizdka", z luzem potrzebnym do wykonywania country, jakby od niechcenia. Dlatego przed nagraniem każdego kolejnego utworu zażywał tabletkę relanium.

Nie przesadza się starych drzew. Krzysztof Krawczyk
(źródło: YouTube.pl)

W 1994 roku Krzysztof Krawczyk nagrał album "Gdy nam śpiewał Elvis Presley", na której oprócz tytułowej piosenki znalazło się 18 polskojęzycznych coverów piosenek mistrza z Memphis. 

"Gdy nam śpiewał Elvis Presley", album The Best Of,vol.2
(źródło: YouTube.pl)

Na swojej stronie Facebookowej pisał w 2015 roku:
Elvis Presley – to kolorowe okładki płyt z tamtych lat, a na tych płytach upajający głos, który pozwalał nam mocniej przytulać dziewczyny.
Elvis Presley – to głos, który rozjaśniał naszą polską szarą rzeczywistość tamtych trudnych lat. Bo gdy nam  śpiewał Elvis Presley, świat miał trochę więcej barw! (…)
Elvis Presley – to moje życie!

"Odgłosy", rok 1986.

W czerwcu 1988 roku Krzysztof Krawczyk wraz z synem Krzysztofem i żoną Ewą ulegli wypadkowi samochodowemu. Wokalista zasnął za kierownicą fiata 125p, wjechał w drzewo. Jego żonie nic się nie stało, ojciec z synem doznali bardzo poważnych obrażeń. Lista obrażeń Krawczyka była bardzo długa: pęknięta żuchwa, uszkodzone kości policzkowe, złamana szczęka, centralne zwichnięcie stawu biodrowego i złamana noga. W wypadku jeszcze bardziej ucierpiał Krzysztof Krawczyk junior, który doznał obrażeń  ośrodkowego układu nerwowego.
Dla Krzysztofa Krawczyka wypadek, a właściwie przetrwanie wypadku i rehabilitacji był jedną z przyczyn powrotu do wiary. Duchowej pomocy poszukiwał u o. Jana Góry, poznańskiego dominikanina. Nagrał wtedy swoją interpretację "Psalmów Króla Dawida", wykorzystywał tłumaczenia Romana Brandstaettera, Anny Kamieńskiej i Czesława Miłosza. Później nagrywał wiele płyt z repertuarem religijnym (m.in. "Ave Maria", "Ojcu świętemu śpiewajmy") i świątecznym.
Album "Ave Maria" dedykował Janowi Pawłowi II. Biskup Jan Chrapek podczas papieskiej pielgrzymki do Polski w 1997 roku zaprowadził piosenkarza przed oblicze zwierzchnika kościoła katolickiego. Trzy lata później uczestniczył w oficjalnej Narodowej Pielgrzymce Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 do Rzymu, śpiewał na placu Święto Piotra.

Krzysztof Krawczyk. Ave Maria.
(źródło: YouTube.pl)

Twórczość Krzysztofa Krawczyka po 1989 roku spotykała się z powszechną krytyką prasy muzycznej, ale muzyk się nią za bardzo nie przejmował – szczególnie, że był to dla niego okres wspaniały finansowo, o czym otwarcie mówił. Po powrocie do kraju w 1995 roku jego utwory nie były zbyt chętnie puszczane w telewizji publicznej. Najpopularniejszym programem muzycznym był wtedy Polsatowski "Disco Relax" promujący disco polo, muzykę chodnikową i lokalne odmiany dance’u. Krawczyk postanowił nawiązać do młodzieżowej estetyki, chociaż najważniejszym punktem odniesienia było dla niego italo disco i włoskie canzone. Akceptował dyskotekową rytmizację, używał w swoich utworach nawet elementów rapu (w niektórych piosenkach rapował jego syn – Krzysztof Igor Krawczyk). Nagrywał nowe wersje starych przebojów, komponował też nowe utwory. Piosenkarz korzystał z popularności disco polo. 

Krzysztof Krawczyk. Amore Mio.
(źródło: YouTube.pl)

Kolejnym przełomem w twórczości Krawczyka była płyta nagrana z Goranem Bregoviciem, który kilka lat wcześniej zaistniał na polskim rynku albumem "Kayah i Bregović". Serbsko-chorwacki gwiazdor współpracował z gwiazdami z całego świata, m.in. Iggym Popem, Cesárią Évorą, Ofrą Hazą.  Bregović postanowił nagrać płytę z polskim wokalistą, ale nie znał polskiej sceny muzycznej, poprosił swoich współpracowników o dostarczenie mu płyt. Krążek z głosem Krawczyka był jednym z pierwszych, przestał słuchać dalej i zdecydował się na Krawczyka. Dziennikarka Maria Szabłowska zapytała się Bregovicia, co zaważyło na jego wyborze, ten miał odpowiedzieć, że Krawczyk ma "prawdę w głosie". Zgadzałoby się to z poradami, których samotny trubadur udziela artystom rozpoczynającym pracę na scenie:
Nie ma nic gorszego na scenie jak fałszywie brzmiąca nuta. I nie chodzi tutaj tylko o dźwięk wydobywający się z instrumentu czy gardła. Chodzi o prawdę w czystej postaci, o zgodność postawy, wyrazu twarzy, gestu i modulacji głosu, zgodność z własną duszą, często podświadomością, zgodność z własną osobowością.

Krzysztof Krawczyk & Goran Bregovic - Ojda Ojada [Official Music Video]
(źródło: YouTube.pl)

Piosenki zawarte na płycie "Daj mi drugie życie" (2001) duetu Krawczyk i Bregovic, to nowe aranżacje piosenek od dawna znajdujących się w repertuarze postjugosłowiańskiego wokalisty. Ich autorem jest Ryszard Kniat, kompozytor wielu piosenek Krawczyka. W trakcie pracy nad albumem pokazał mu interpretacje piosenek Bregovicia w wykonaniu Slobodana Salijevicia i George’a Dalarasa, zwracając mu uwagę na charakterystyczny sposób używania przez nich wibrata, potrzebny w wykonywaniu muzyki bałkańskiej.
Bregović zostawił Krawczykowi swobodę interpretacyjną, sugerując mu jedynie pewne zmiany dotyczące artykulacji. Chórki zostały nagrane przez członkinie folkowego zespołu Każdy Sobie z Oleśnicy. Lider jugosłowiańskiego zespołu Bijelo Dugme zapytany czemu nagrał płytę z muzykiem disco polo, odpowiedział: "Jeżeli Krawczyk jest disco polo, to ja jestem serbo polo albo serbo disco, jak kto woli".

Krzysztof Krawczyk i Edyta Bartosiewicz. Trudno tak (razem być nam ze sobą...)
(źródło: YouTube.pl)

W XXI wieku często nagrywał piosenki z artystami młodszymi od siebie, idolami pokolenia jego dzieci i wnuków: Edytą Bartosiewicz, Muńkiem Staszczykiem, Norbim, Andrzejem Piasecznym, Maciejem Maleńczukiem, Robertem Gawlińskim, Ras Lutą. Jego utwory były chętnie samplowane przez hip-hopowych producentów, m.in. "Zobacz co potrafię" OMP albo "Prowo" Quebonafide. W 2020 roku na pętli z "Trudno tak" nawijali Berner & B-Real z Rickiem Rossem.

Krzysztof Krawczyk - New York (DJ Duch G-Funk Mix)
(źródło: YouTube.pl)

Utwory Krawczyka doczekały się kilku popularnych remiksów: odwołujące się do vaporwave’owej estetyki "Chciałem być 2015" nagrane przez unitrΔ_Δudio czy "New York" (DJ Duch G-Funk Mix) wydane przez The Very Polish Cut Outs. Piosenkarz stał się bohaterem wielu memów (np. związanych z wywiadem z 2012 roku, w którym prowadzący ma bardzo duży problem z wymówieniem nazwy i odmianą nazwy "Trubadurzy") i przeróbek (m.in. "Parostatkiem na West Coast"). Do wszystkich reinterpretacji swojej twórczości odnosił się z dużą serdecznością i zainteresowaniem.


Krzysztof Krawczyk nagrał kilkaset albumów – oficjalne źródła mówią o 129 oficjalnych solowych płytach. Poza tym płyty z jego muzyką funkcjonowały jako dodatki do gazet i czasopism; prawdopodobnie przez każdy polskim dom przewinęła się kiedyś płyta z nagraniami Krzysztofa Krawczyka.
Magdalena Okraska w felietonie dla Radiowego Centrum Kultury Ludowej pisała:
To artysta, którego i za życia, i do śmierci bardzo zasadniczo odżegnywano od jakichkolwiek związków z kulturą wysoką czy panteonem zasłużonych dla polskiej rozrywki osób, mimo że jego utwory nucono od Gdańska po Podkarpacie, a teksty znano na blachę od imprez integracyjnych działu IT w dużej korporacji po dożynki i remizę, matkę polskiej dobrej zabawy.


Ostatnie lata swojego życia Krzysztof Krawczyk spędził z żoną Ewą w podłódzkich Grotnikach, gdzie kupili i wspólnie wyremontowali dom.


Zmarł 5 kwietnia 2021 roku, spoczął na miejscowym cmentarzu w Grotnikach.


Rodzice Krzysztofa Krawczyka oraz jego brat Andrzej również spoczywają na cmentarzu w Grotnikach.

Źródła: 
Andrzej Kosmala, Krzysztof Krawczyk. "Krzysztof Krawczyk. Życie jak wino", Warszawa 2021.
Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019.
krzysztofkrawczyk.eu; 
polskibigbitinietylko.blogspot.com
polskieradio.pl
Krzysztof Krawczyk - Życie i twórczość | Artysta | Culture.pl

Fot. archiwalne i wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi/ wyszukał baedeker łódzki/
oraz stron:
Filmy pochodzą ze strony YouTube.pl

Fot. współczesne Monika Czechowicz/baedeker łódzki