środa, 5 grudnia 2018

... zanim stanęła na stacji lokomotywa

1847-1852 - powstaje droga bita z Łodzi do Rokicin - stacji kolei Warszawsko-Wiedeńskiej - pierwszego dla Łodzi dworca kolejowego, oddalonego od naszego miasta o 26 kilometrów.

1862 - rusza kolej Warszawsko-Bydgoska, dla łodzian najbliższa stacja znajduje się w Kutnie (… to 50 kilometrów), dojazd do stacji odbywa się omnibusami lub furmankami...

"Dziennik Łódzki", rok 1892.


Kolej żelazna to dla miasta przemysłowego podstawowa inwestycja. Przemysł rozwija się, przybywa zakładów i przybywa towarów. Bez handlu przemysł nie ma szans na rozwój, bez transportu handel nie istnieje. W drugiej połowie XIX wieku w Łodzi pracuje już 50 tysięcy wrzecion, tysiące krosien, roczna produkcja to pięć milionów rubli, ponad siedem tysięcy robotników codziennie podejmuje pracę. Gdzieś niezbyt daleko od Łodzi kursują już pociągi, najbliżej biegnie linia warszawsko-wiedeńska. I co? Wydawałoby się, że to przemysłowcy pierwsi podniosą sprawę nowoczesnej komunikacji. Co ich hamuje? Wizja konieczności poniesienia niemałych nakładów finansowych przy niepewnych korzyściach w przyszłości? Z ulgą przyjmują rozwiązanie mniej niż połowiczne - dworzec kolejowy w odległych Rokicinach, dokąd trzeba będzie jeździć jakimś omnibusem, a towary wozić zwykłymi furmankami. I to jakby zadowala tych najbardziej potrzebujących, bo nie widać bardziej energicznych inicjatyw, żeby sytuację tę zmienić, ulepszyć. Władze miejscowe zrobiły to, na co było je stać - "wyprowadziły trakt bity, wiążący Łódź bezpośrednio z najbliższą stacją kolei żelaznej, Rokicinami, odległą o mil trzy przeszło" (Oskar Flatt).

I to ma wystarczyć?
Kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1893.

Byłoby dużą przesadą twierdzić, że w tej materii nic się nie działo. Starania podejmowano, ale trzeba pamiętać, że były to lata zaboru. Taka idea, jak budowa linii kolejowej, to była inwestycja strategiczna, sprawa leżąca w rękach samego cara. Prezydent Łodzi Franciszek Traeger już w 1858 roku czynił w tej mierze starania, śląc raporty do gubernatora warszawskiego. Na razie bez skutku. 

Franciszek Traeger

Rodziły się pomysły, jaką drogą połączyć się z koleją warszawsko-wiedeńską tak, aby było najkrócej i najtaniej. Jedna z koncepcji wytyczała drogę przez Zgierz, Ozorków i Krośniewice do Bydgoszczy. Włączyli się, co oczywiste, przemysłowcy. Ludwik Geyer optował na przykład za projektem, aby linia przebiegała przez Rudę Pabianicką, Rzgów i Tuszyn do stacji Baby na trasie kolei warszawskiej. Żaden z pomysłów nie uzyskał zgody władz carskich. Sprawa ruszyła z miejsca, kiedy do zabiegów wokół stworzenia drogi żelaznej włączył się Karol Scheibler.

Ludwik Geyer                            Karol Scheibler

Scheibler nawiązał kontakt z młodym warszawskim bankierem i przedsiębiorcą kolejowym Janem Blochem i wspólnie zawiązali komitet założycielski ds. budowy kolei żelaznej Fabryczno-Łódzkiej. Szybko dołączyli do nich przedstawiciele sfer przemysłowych i handlowych Warszawy i Łodzi i wkrótce przedłożono projekt carowi Aleksandrowi II. Tym razem car okazał łaskawość i w lipcu 1865 roku podpisał stosowny ukaz. Nie bez znaczenia w tych zabiegach była osoba hrabiego Teodora (Fiodora) Berga, namiestnika carskiego w Królestwie Polskim, który projekt popierał, a z którym w zażyłych stosunkach pozostawał Karol Scheibler.

Aleksander II                           Fiodor Berg

Linia kolejowa miała przebiegać już nie z Rokicin do Łodzi, ale nieco bliżej - z Koluszek. Koszty szacowano na 1 milion 300 tysięcy rubli. Suma ta akcjonariuszy Towarzystwa Drogi Żelaznej Fabryczno-Łódzkiej nie przerażała. Zyski, i to znaczne, były zaplanowane niejako z góry.

Kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1893.

Roboty ruszyły niezwłocznie jeszcze tego lata, roku 1865. Budowano mosty na trasie, przejazdy tunelowe, zapory, czyli podnoszone szlabany, domki dróżnicze itp. Tory kładziono jednocześnie z Łodzi i z Koluszek. Po 62 dniach ekipy spotkały się, wieńcząc rozpoczętą budowę. Uroczystość otwarcia linii odbyła się 19 listopada 1865 roku. Tempo zaiste imponujące! W lipcu aprobata ze strony cara, w sierpniu podpisanie umowy i zatwierdzenie statutu Towarzystwa Drogi Żelaznej, 1 września początek robót w terenie, a 19 listopada - wszystko w tym samym roku! - rusza uroczyście pierwszy skład pociągu na świeżo położonych torach. Zadziwia i tempo robót, i znakomita organizacja. Szkoda, że wówczas nie budowano jeszcze u nas autostrad...

"Rozwój", rok 1898.

Już wcześniej istniały koncepcje przecięcia linią kolejową miasta ze wschodu na zachód tak, aby od razu połączyć Łódź z innymi regionami kraju. Plan prezydenta Rosickiego zakładał poprowadzenie torów obok "Ogrodu Angielskiego" przez tereny przemysłowe (między innymi obok zakładów Scheiblera, Grohmanna, Geyera i innych) w kierunku Pabianic. Rachunek ekonomiczny podyktował jednak zarządowi Towarzystwa inne rozwiązanie i w ten sposób stację końcową kolei fabrycznej ulokowano, możliwie jak najbliżej ulicy Piotrkowskiej, na przedłużeniu ulicy Krótkiej (dziś ulica Traugutta). W ten sposób tory przecięły nie tylko ulicę Targową, ale i Widzewską (dziś Kilińskiego). Znacznie utrudniało to życie mieszkańcom wschodniej części miasta, dlatego końcówkę torów cofnięto nieco, uwalniając od przecięcia ulicę Widzewską i w 1868 roku wybudowano dworzec kolejowy w miejscu, gdzie do dziś stoi (od 2016 roku nowy) budynek stacji Łódź Fabryczna.

Łódź Fabryczna - przełom XIX i XX wieku.

Dworzec Fabryczny, budynek według projektu Adolfa Schimmelpfenniga, 
fotografia z roku 1930.

Łódź Fabryczna - koniec XX wieku.

Łódź Fabryczna dzisiaj.

Kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1893.

Obecność dworca kolejowego w sercu miasta wymogła zmiany urbanistyczne. Centrum zaczęło się w sposób naturalny kształtować w pobliżu dworca kolejowego, ożywił się odcinek Piotrkowskiej między ulicą Przejazd (dziś Tuwima) i Dzielną (Narutowicza), powstały nowe ulice, a tuż przed dworcem utworzono park miejski zwany "Kolejowym".

Park Kolejowy (widok na dawny budynek dworca).

Dawny park Kolejowy, dziś park im. Stanisława Moniuszki.

Uruchomienie kolei miało od razu wymierne znaczenie dla rozwoju łódzkiego okręgu przemysłowego. Tańszy transport oznaczał między innymi obniżenie cen węgla kamiennego i surowców. W pierwszym roku po otwarciu przewieziono 5 tysięcy ton towarów, a po 15 latach już 40 tysięcy ton surowców, paliwa i gotowych wyrobów. Wkrótce była to najbardziej obciążona linia kolejowa w całym Królestwie, a akcjonariuszom Towarzystwa dawała dochody wyższe niż początkowo planowano (30% dywidendy przy ograniczonych do minimum wydatkach na jej utrzymanie).

Kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1893.

Tymczasem burzliwy rozwój przemysłu łódzkiego dyktował nowe potrzeby. Linia do Koluszek szybko przestała wystarczać. Spoglądano z Łodzi na zachód i północ, wymieniano często Kalisz jako węzeł przyszłej drogi żelaznej. Już w 1866 roku zgłoszono projekt budowy kolei Łódź-Kalisz, istniały równolegle inne pomysły, zakładające połączenie Warszawy z Europą zachodnią: Łódź-Poznań i Łódź-Wrocław. I w tym przypadku te pierwsze próby nie były w stanie uzyskać zgody władz carskich. Dopiero w 1898 roku zezwolono Towarzystwu Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej na opracowanie projektu kolei Warszawa-Kalisz. I dopiero w roku 1900 ukaz carski zatwierdzał projekt budowy, ale na warunkach trudnych do przyjęcia. Chodziło o szerokość torów stosowaną na kolei rosyjskiej, to jest 1524 mm, podczas gdy w całej Europie rozstaw szyn wynosił 1435 mm. Były to wymogi strategiczne, na które Towarzystwo Drogi Żelaznej musiało się zgodzić.

"Rozwój", 15 listopada 1902 roku.

Otwarcie linii Warszawa-Kalisz przez Łódź nastąpiło 15 listopada 1902 roku, a rok później zbudowano imponujący budynek Dworca Kaliskiego, który przetrwał do lat 80. ubiegłego wieku.

Dawny budynek Dworca Kaliskiego.

Rozwój", rok 1912.

Dworzec Kaliski 2013.

Dworzec Kaliski dzisiaj/2026.

Szerokość torów została zmieniona w czasie I wojny światowej na polecenie okupacyjnych władz niemieckich, kiedy dopasowano je do standardów europejskich.

Dworzec Kaliski, zdjęcie z okresu I wojny światowej 1914-1918.

"Rozwój", rok 1913.

Kolej kaliska miała znaczący wpływ na rozwój nie tylko Łodzi, ale przede wszystkim Kalisza. Kolej ta przed wybuchem I wojny światowej dawała akcjonariuszom czysty zysk w wysokości 16 milionów rubli.
"Gazeta Łódzka", rok 1913.

Przeczytaj jeszcze:
Nowy Dworzec Łódź Fabryczna
Dworzec Fabryczny i... najlepsza meta w PRL-u 
W ROLI GŁÓWNEJ: DWORZEC KALISKI.
GODZINA 2.00. ŁÓDŹ FABRYCZNA.
PARK IM. STANISŁAWA MONIUSZKI 
źródła:
Leszek Skrzydło. Rody i rodziny. Rody nie tylko fabrykanckie.
Historia kolei w Polsce. Praca zbiorowa.

"Rozwój", rok 1902.

"Express Wieczorny Ilustrowany", rok 1924.


"Republika", rok 1924.

"Ilustrowana Republika", rok 1928.

"Głos Poranny", rok 1938.

"Głos Poranny", rok 1938.
źródła fotografii archiwalnych:
Wikipedia https://pl.wikipedia.org
Muzeum Cyfrowe cyfrowe.mnw.art.pl
Transport Publiczny https://www.transport-publiczny.pl
Archiwum Włodzimierza Pffeifera
zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi

"Dziennik Łódzki", rok 1966.

"Dziennik Łódzki", rok 1971.

Fot. współczesne Monika Czechowicz

niedziela, 2 grudnia 2018

Eliahu - największy łódzki Rebe


Eliahu (Eliasz) Chaim Majzel urodził się w 1821 roku w Gródku, w Guberni Mińskiej. Był potomkiem tak znakomitych rabinów, jak Macharam z Lublina, Natan Neta Spira z Krakowa, a prawnukiem Wielkiego Rabina Arona Szmula Kajdanowera.
Przed przybyciem do Łodzi sprawował funkcję Głównego Rabina Łomży. W 1874 roku objął w Łodzi urząd Głównego Rabina. Sprawował go aż do śmierci w roku 1912. Wsławił się wielką wrażliwością na sprawy socjalne członków gminy. Prowadził intensywną działalność charytatywną. Razem z przedstawicielami Kościoła katolickiego organizował darmowe kuchnie dla biedoty obu wyznań. Próbował tworzyć miejsca pracy w celu zatrudnienia bezrobotnych. Był jednym z najwybitniejszych rabinów swojej epoki. W praktyce realizował chasydzką ideę, że nikt nie jest godzien być rabinem, jeżeli osobiście nie odczuwa bólu każdego członka swojej gminy...


Był najdłużej pełniącym swoją funkcję rabinem w Łodzi. Za jego czasów nastąpiła rozbudowa gminnych synagog i znaczny rozwój szkolnictwa żydowskiego. Znany był z dbałości o odpowiedni poziom wykształcenia podległych sobie rabinów, a także z niezwykłej dobroczynności i działalności charytatywnej. Między innymi razem z przedstawicielami Kościoła katolickiego organizował darmowe kuchnie dla biedoty obu wyznań. Potrafił łagodzić spory pomiędzy ortodoksami i chasydami a żydami postępowymi. Cieszył się ogromną popularnością wśród łódzkiej społeczności żydowskiej. Doprowadził także do powstania szpitala żydowskiego (obecnie Szpital Kliniczny im. dr. Seweryna Sterlinga). Zmarł 1 maja 1912 roku w Łodzi.


"Rozwój", 3 maja 1912 roku.

W 1912 roku odbył się jeden z najbardziej uroczystych pogrzebów w historii miasta. Wielotysięczny kondukt odprowadzał na cmentarz trumnę ze zwłokami Eliahu Chaima Majzla. Na całej długiej trasie do cmentarza przy ulicy Brackiej trumna była niesiona na ramionach wiernych, a grób rabina stał się miejscem kultu i pielgrzymek.

"Rozwój", rok 1912.

Eliahu został pochowany na Nowym Cmentarzu Żydowskim przy ulicy Brackiej w Łodzi. Co roku w jorcajt rabina, do jego grobu pielgrzymują liczni Żydzi z całego świata. 


Obejście grobowe Eliasza Chaima Majzla, prosty nagrobek w formie otwartych rodałów Tory. Słowa rozpoczynające epitafium opisują rabina "Człowiek boży, święty...".
Obok spoczywają jego syn Natan oraz Gabriel Segal (rabin dozoru bożniczego) ich podwójna macewa to odzwierciedlenie tablic dekalogu.

Piszą inni:

"W jednym wszyscy są zgodni. Naczelny rabin Łodzi Eljahu Chaim Majzel umiał dokonywać rzeczy niemożliwych. Potrafił zmusić samego Boga, by odwołał wydane już na łodzian wyroki i skłonić samego Izraela Poznańskiego do dzielenia się majątkiem z bałucką biedotą. Jednak sto lat po śmierci, stał się jednym z najbardziej zapomnianych łodzian. Bo kto o nim słyszał?
W opowieściach o życiu Eljahu, zwanego po polsku Eliaszem fakty mieszają się z cudami, archiwalne dokumenty z legendami, a mądrość życiowa z bożym szaleństwem. Urodził się w 1821 roku w Gródku w guberni mińskiej i już w wieku 17 lat został tamtejszym rabinem. - Był geniuszem, bo taki młody rabin zdarza się naprawdę rzadko - mówi Symcha Keller, przewodniczący łódzkiej gminy żydowskiej.

Skromny Żyd czeka w korytarzu

Przyjechał do Łodzi w 1874 roku i już pierwszego dnia wprawił łódzkich Żydów w niemałe osłupienie.
Niestety, rabin się nie pojawiał. Zniechęceni wrócili do gminy. Tam zaś na korytarzu czekał na nich skromny, ortodoksyjny Żyd. Gdy spytali go po co przyszedł, okazało się, że to Eljahu Chaim Majzel, we własnej osobie. Na wyrzuty odparł, że niczego jeszcze dla Łodzi nie zrobił, więc na witanie z honorami nie zasługuje…

Gdy rozpoczynał pracę w Łodzi mieszkało około 40 tys. Żydów. Gdy umierał było ich prawie 200 tysięcy. Kierował więc jednym z największych skupisk żydowskich na świecie. Za jego życia stawiano synagogi, szkoły religijne, rozwijały się nowe prądy intelektualne. Ale rabin dbał nie tylko o ich życie duchowe.

- Dla rabina Majzla ważne było nie tyle orzecznictwo religijne i pisanie komentarzy do kolejnych komentarzy, co empatia dla człowieka, który potrzebuje wsparcia, dobrego słowa czy pomocy materialnej. A w rodzącym się żarłocznym łódzkim kapitalizmie było to bardzo ważne - mówi Symcha Keller.

Był inicjatorem wielu znanych łódzkich dzieł charytatywnych, bo to on często namawiał fabrykantów, by sypnęli groszem. Był dobrym duchem dla szpitala Izraela i Leonii Poznańskich przy ul. Sterlinga, szpitala Konstadta z ulicy Biegańskiego czy jego szkoły z ulicy Próchnika.

Żona rabina pilnuje płaszczy

Ale Eljahu Majzel sam wcielał swoje poglądy w życie. Jako naczelny rabin otrzymywał przyzwoitą pensję i notorycznie ją rozdawał. W rytualnej mykwie potrafił zostawić swoje przyzwoite ubranie i wrócić do domu w łachmanach jakiegoś biedaka. - W końcu żona chodziła za nim po ulicach, bo potrafił zdjąć płaszcz, przykryć jakiegoś biedaka i iść dalej bez okrycia. A rodzina nie miała już pieniędzy na kolejne płaszcze - opowiada Symcha Keller.

Eljahu Chaim miał żonę, wcześnie zmarłego syna i córkę. Po śmierci rabina gmina musiała wyasygnować dla jego rodziny zapomogę, bo została bez grosza. Dla swoich podopiecznych rabin Majzel potrafił zrobić wszystko. Na jego nagrobku odnotowano, że trzykrotnie powstrzymał epidemię cholery. Gdy do Łodzi dotarła ta straszna choroba, rabin zamknął cmentarz żydowski na kłódkę, a klucz wyrzucił do rzeki Łódki. I powiedział Bogu, że jeśli chce by Żydzi byli chowani na cmentarzach dla gojów, to niech ich sobie dalej zabiera. Stwórca nie miał więc wyjścia: epidemię szybko zakończył.

Przy kolejnej fali epidemii rabin Majzel oznajmił Bogu, że w tym tygodniu nie rozpali świec szabatowych i nie zacznie święta. Szabat bowiem symbolizuje przymierze Izraela z Bogiem, z którego - zdaniem Majzla - Stwórca zabierając niewinne dzieci i pozwalając na zarazę absolutnie się nie wywiązywał. I znów Bóg skapitulował. Żydzi przestali umierać.

Nie oznacza to, że chodził z głową w chmurach. Za swoją działalność w walce z cholerą otrzymał od władz rosyjskich odznaczenie. Prawdopodobnie prowadził więc walkę z chorobą także bardziej naukowymi metodami.
Jednocześnie zaraz po przyjeździe do Łodzi zaczął tworzyć szkoły dla biednych uczniów według zupełnie nowatorskiej na tamte czasy metody: oprócz przedmiotów religijnych uczono też w nich zawodu. Do tej pory szkoły prowadziły edukację albo tylko religijną, albo świecką.
Rabin Majzel był tzw. litwakiem. To wyjątkowo ortodoksyjna i tradycyjna odmiana judaizmu. Jednak łódzki rabin potrafił być zaskakująco nowoczesny. Został patronem bardzo nowoczesnej szkoły Konstadta przy dzisiejszej ulicy Próchnika, gdzie były takie przedmioty jak np. gimnastyka. Przychylnym okiem spoglądał także na budowę postępowej synagogi przy obecnej ulicy Kościuszki. Sam zwykle chodził się modlić do synagogi przy ul.
Kiedyś podczas studiowania psalmów dowiedział się, że umierający człowiek prosi go o ostatnią rozmowę. Rabin natychmiast zostawił psalmy, a oburzonym ludziom powiedział, że psalmy mogą odmawiać aniołowie, którzy nic lepszego do roboty nie mają. Jego zaś obowiązkiem jest pomagać innym.

Izrael Poznański zamarza w drzwiach

Potrafił też być jednak ostry dla bogatych i nieczułych fabrykantów. Jedna z najsłynniejszych historii dotyczy jego spotkania z Izraelem Poznańskim. Było to zimą, gdy temperatury spadały do 30 stopni poniżej zera, a biedota z Bałut zamarzała z braku opału. Eljasz Majzel wybrał się więc do bogatego fabrykanta po pomoc. Gdy otworzył mu drzwi lokaj, poprosił, by Poznański zszedł na dół. Wielkiemu rabinowi nawet przemysłowiec odmówić nie mógł, dlatego wkrótce Poznański pojawił się w drzwiach. A wtedy Majzel zaczął wykład o Torze.

- Rabinowi, gdy prowadzi taki wykład, pod żadnym pozorem nie wolno przeszkadzać - mówi Keller. Izrael stał w drzwiach w lekkiej bonżurce i próbował zaprosić go na herbatę, jednak Mazel zapewniał, że już kończy i brnął dalej. Po 20 minutach Poznański nie wytrzymał i krzyknął, że zamarza. - Zimno ci? - spytał rabin Majzel. - A wiesz jak czują się twoi bracia, synowie Izraela, którego imię nosisz? Chciałem, żebyś na własnej skórze poczuł, jak to jest - dorzucił rabin.

Po tym spotkaniu Izrael Poznański bez sprzeciwu wysłał na Bałuty dwa wagony węgla… Ale nie wszystko tak się udawało rabinowi. Dwa lata przed śmiercią postanowił zbudować fabrykę, w której robotnicy otrzymywaliby godziwą płacę, opiekę socjalną, przerwy na modlitwę. Ale łódzcy fabrykanci zablokowali mu kredyty. - Bali się, że nawet jeśli fabryka nie będzie przynosić wielkich zysków, to i tak najlepsi fachowcy z miasta uciekną, by pracować u rabina - mówi Keller.

Większość czasu poświęcał na pomoc Żydom, za których był odpowiedzialny. Ale wspierał też działania wspólne dla całej Łodzi, m.in. akcje wydawania biednym gorących posiłków. Tuż przed jego śmiercią przyszli do niego młodzi rabini z pytaniem, dlaczego tak wielki mędrzec nie napisał żadnej księgi. Wtedy rabin wyciągnął wielką księgę, w której zapisane były nazwiska wszystkich osób, którym pomógł. - To jest księga mojego życia - powiedział.

Czy jest to prawdą? - Na pewno te opowieści są trochę ubarwione, ale przecież nie są wymyślone - przyznaje Symcha Keller. - To wszystko nie wydarzyło się jednak kilkaset lat temu, ale całkiem niedawno. Rabin Majzel zmarł 1 maja 1912 roku. 

Podczas uroczystości żałobnych ulicą Piotrkowską przeszły nieprzebrane tłumy. Pogrzeb został sfilmowany przez kronikę filmową i pokazywano go w kinach.
Rabin został pochowany na cmentarzu żydowskim w Łodzi. Biały nagrobek w kształcie zwojów tory znajduje się tuż koło wejścia.

 - Zawsze w rocznicę śmierci rabina spotykamy się przy jego grobie i modlimy się - mówi Symcha Keller. - To była najważniejsza żydowska postać w Łodzi. Z całym szacunkiem, każdy z nich zyskiwał w Łodzi bardzo dużo. Rabin Majzel nie zyskiwał nic oprócz dobrego imienia. Wszystko oddawał". 

Źródła:
Włodzimierz Małek. Zabytkowy Cmentarz Żydowski w Łodzi.
Matylda Witkowska. Dziennik Łódzki

Fot. Monika Czechowicz
Fot. archiwalne ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi