"Ilustrowana Republika", 17 listopada 1928 roku.
-
Przyszliście tu w związku ze sprawą zabójstwa Tyszerów-
powiedział Łaniucha na widok policjantów. W międzyczasie jeden ze stróżów
prawa poszedł do pralni. Odebrał z niej zakrwawione ubranie
Łaniuchy. Łaniucha został zabrany na komisariat. Już podczas
pierwszego przesłuchania przyznał się do zabójstwa Tyszerów, a
także Borowskiej."Hasło Łódzkie", 17 listopada 1928.
"Rozwój", 17 listopada 1928.
W
czasie śledztwa Łaniucha szczegółowo opowiedział o tym jak dokonał
zbrodni. Poszedł na ulicę Piotrkowską. Było to 11 listopada około
godziny 15.00. Zapukał do mieszkania Tyszerów. Otworzyła je
Borowska. Za jej pośrednictwem poinformował Tyszerów, że chce
kupić pianino. Po chwili na dół zeszła Maria Tyszerowa. Łaniucha
wybrał instrument. Maria usiadła za biurkiem i w sąsiednim pokoju
zaczęła wypisywać rachunek. Tymczasem Łaniucha wyciągnął dwie
koperty. Zamiast pieniędzy były w niej kawałki gazet. Ale podał
jej właścicielce sklepu z fortepianami. Gdy Maria Tyszerowa
wypisywała rachunek ten wyciągnął toporek i uderzył ją w tył
głowy. Zadał kilka ciosów. Potem zaciągnął kobietę w róg
sklepu i... czekał na jej męża.
"Hasło Łódzkie", 18 listopada 1928.
"Express Wieczorny Ilustrowany", 18 listopada 1928.
"Echo", 19 listopada 1928.
Bronisław Tyszer pojawił się po
pół godzinie.
-
Poprosiłem, by zagrał mi na pianinie - zeznawał w śledztwie
Łaniucha. Gdy zasiadł do instrumentu, morderca zadał mu ciosy w
tył głowy. Tym samym toporkiem, którym zabił Marię.
"Echo", 19 listopada 1928.
Potem
ściągnął obrączkę z palca Marii Tyszerowej i zegarek. Chciał
włamać się do sejfu, ale mu się nie udało. Zabrał jeszcze
futro, mały zegar stojący, srebrne łyżeczki i opuścił skład.
Ukrył łupy.
"Hasło Łódzkie", 19 listopada 1928.
"Ilustrowana Republika", 19 listopada 1928.
Nie dawało mu jednak spokoju, że pozostał świadek
zbrodni - Józefa Borowska.
Wrócił
więc na ul. Piotrkowską 117. Chciał namówić Józię, by z nim
wyszła z domu. Ale kobieta nie chciała. Uciekł się więc do
fortelu. Poszedł do kawiarni Piątkowskiego i namówił jednego z
gońców, by mu pomógł. Ten poszedł na górę, wręczył 5 złotych
Borowskiej.
-
Jestem od państwa Tyszerów - powiedział. - Kazali, by wzięła
pani taksówkę i natychmiast pojechała na ul. Tatrzańską.
Kobieta
wyszła przed bramę. Tam spotkała Łaniuchę. Ten oświadczył jej,
że też musi zobaczyć Tyszerów, pojadą więc razem taksówką.
Dojechali do zbiegu ul. Tatrzańskiej i Milionowej. Łaniucha
zakomunikował, że auto się zepsuło i dalej pójdą pieszo. Potem
uderzył ją w głowę toporkiem, tym samym którym zabił Tyszerów…
"Express Wieczorny Ilustrowany", 20 listopada 1928.
Tyszerowie należeli do bardzo zamożnych łodzian. Bronisława nazywano „królem hipotek”.
"Ilustrowana Republika", rok 1928.
Bronisław Tyszer był
właścicielem i współwłaścicielem kilku domów oraz placu w
centrum Łodzi. Przymierzał się do kupna kamienicy przy ul.
Zielonej 48. Był już umówiony na podpisanie umowy. Jego żona
Maria była wdową po Józefie Grzegorzewskim, właścicielu składu
fortepianów.
"Republika", rok 1925.
Kalendarz Handlowo-Przemysłowy, rok 1926.
Morderca
Tyszera i jego żony miał 19 lat. Jego ojciec zajmował się
handlem, brat Eugeniusz pracował w kancelarii adwokackiej.
"Echo", 17 lutego 1929 roku.
-
Matki nie mamy, umarła- mówił Eugeniusz Łaniucha, brat Stanisława, dziennikarzom którzy odwiedzili
dom Łaniuchów. - Ojciec był zajęty handlem. Staśkiem nie miał
się kto opiekować. Mój brat był na ogół bardzo skryty. Przed
ojcem nigdy się nie zwierzał, ze mną rzadko rozmawiał o sobie.
Nigdy nie wiedzieliśmy, gdzie idzie. Tyle razy prosiłem, żeby
poszedł ze mną do kina, ale się wykręcał.Rodzina
przyznała, że bywał romantyczny i pisał wiersze. Lubił też
łowić ryby.
"Echo", 17 lutego 1929 roku.
"Hasło Łódzkie", dodatek ilustrowany, rok 1929.
Proces
Stanisława Łaniuchy, który odbył się w lutym 1929 roku, wywołał
w Łodzi ogromne zainteresowanie.
"Echo", 21 lutego 1929 roku.
"Głos Polski", 21 lutego 1929 roku.
"Hasło Łódzkie", 21 lutego 1929.
Stanisław Łaniucha skończył
szkołę powszechną. Był niezłym uczniem. Nauczyciele stwierdzili,
że był zdolny, sprytny, ale leniwy. Często bił się z kolegami.
Po skończeniu szkoły zdobył zawód lakiernika. Przed zabójstwem
pracował u stroiciela fortepianów, Fuldego przy ul. Gdańskiej 112.
Zajmował się lakierowaniem tych instrumentów. Nie należał jednak
do gorliwych pracowników. Być może dlatego stracił pracę u
Tyszerów? Pracował tam osiem miesięcy. Przed sądem opowiadał, że
Tyszerowa miała go wysłać na praktyki do Warszawy, a może nawet
do Lipska. Jednak tego nie zrobiła. Maria Tyszerowa miała go też
oszukać przy wypłacie. Miał dostać 240 zł, a wypłaciła mu
tylko 200 zł. Doszło do sprzeczki i Łaniucha stracił pracę.
Znalazł zatrudnienie w innym miejscu, ale nie na długo. Gdy był
bez pracy zgłosił się do Marii Tyszer. Prosił, by go zatrudniła.
Nie chciała o tym słyszeć. Kazała mu wyjść. On nie miał
zamiaru. Poprosiła o pomoc męża. Ten wziął Staśka za kołnierz
i wyprowadził na ulicę.
-
Wtedy postanowiłem, że ich zabiję - opowiadał przed sądem."Express Wieczorny Ilustrowany", 21 lutego 1929.
Jego
ojciec Józef Łaniucha, drobny łódzki kupiec, przekonywał, że
syn dziwnie się zachowywał. Na przykład niemal zawsze się śmiał,
choć nie było do tego powodu, a dwa razy, zupełnie
niespodziewanie, zemdlał. Nie można było go potem docucić.
Marzył, by zostać marynarzem. Pracował, ale często zmieniał
pracodawców. Józef przyznał też, że jego żona otruła się pięć
lat wcześniej.
"Głos Polski", 22 lutego 1929 roku.
Sąd
nie miał litości dla Stanisława Łaniuchy. Za trzy morderstwa
skazał go na karę śmierci.
"Hasło Łódzkie", 22 lutego 1929.
Gdy Łaniucha opuszczał salę sądową krzyknął:
„Niech żyją piękne kobietki!”.
"Rozwój", 22 lutego 1929 roku.
"Express Wieczorny Ilustrowany", 22 lutego 1929 roku.
"Echo", 22 lutego 1929 roku.
"Ilustrowana Republika", 23 lutego 1929.
Przed
sądem Łaniucha nie korzystał z pomocy adwokata.
"Express Niedzielny Ilustrowany", 24 lutego 1929.
"Ilustrowana Republika", 26 lutego 1929.
"Hasło Łódzkie", 26 lutego 1929 roku.
Łaniucha zapowiedział, że
nie będzie apelował od wyroku. Do apelacji jednak doszło. Łaniucha
był niepełnoletni, więc złożył ją ojciec.
"Ilustrowana Republika", 25 lutego 1929 roku.
"Express Wieczorny Ilustrowany", 28 lutego 1929.
"Ilustrowana Republika", 1 marca 1929 roku.
"Ilustrowana Republika", 8 marca 1929.
Sąd Apelacyjny w Warszawie zamienił wyrok śmierci dla Łaniuchy na dożywotnie więzienie.
Oskarżony jest osobnikiem niezrównoważonym, dość silnie psychopatycznym, na co wskazuje jego zamknięcie się w sobie i jego wzmożony onanizm oraz ataki nerwowe...
"Ilustrowana Republika", 5 maja 1929.
"Hasło Łódzkie", 5 maja 1929.
Co się stało z Łaniuchą? Został skazany na dożywotnie więzienie...
"Głos Poranny", 7 maja 1929 roku.
"Hasło Łódzkie", 7 maja 1929 roku.
"Express Wieczorny Ilustrowany", 7 maja 1929 roku.
"Echo", 31 maja 1929.
Ostatecznie wiosną 1929 roku Stanisław Łaniucha został osadzony w świętokrzyskim więzieniu. Nadzieje na uwolnienie oczywiście były mrzonką. Jego proces był niezwykle medialny, a zamiana wyroku śmierci na dożywotnie więzienie na pewno rozczarowała rodziny ofiar i zbulwersowanych okrucieństwem jego czynu łodzian.
"Rozwój", 16 czerwca 1929 roku.
Pali papierosy namiętnie, ale nie czyta książek...
"Ilustrowana Republika", 10 lipca 1929 roku.
W sierpniu 1929 roku Stanisław Łaniucha stanął znów przed sądem.
"Ilustrowana Republika", 2 sierpnia 1929 roku.
Wyrok jednak został podtrzymany i Łaniucha został skazany na dożywocie.
"Ilustrowana Republika", 18 września 1929 roku.
- morderca przyjął wyrok obojętnie...
"Hasło Łódzkie", 18 września 1929 roku.
Jeszcze
kilka lat później pisała o nim prasa. W lutym 1932 roku w roku Łaniucha próbował
wraz z niejakim Szczecińskim, współwięźniem z celi, zbiec z więzienia w Górach Świętokrzyskich, gdzie był osadzony.
"... tarli cegły muru za pryczą, pył zaś potajemnie wyrzucali do ubikacji więziennej."
"Ilustrowana Republika", rok 1932.
Sprawa
morderstwa i osoby samego Łaniuchy budziła emocje jeszcze przez
kilka lat…
"Echo", 15 lipca 1934 roku.
Po prawie 10 latach więzienia, wiosną 1938 roku Stanisław Łaniucha wniósł na ręce Prezydenta Rzeczypospolitej prośbę o łaskę.
"Ilustrowana Republika", rok 1938.
Nie został jednak ułaskawiony. Nie wiadomo gdzie i kiedy zmarł.
Kamienica
przy Piotrkowskiej 117 już nie istnieje, i pewno już nieliczni łodzianie ją pamiętają.
Miała
ona być świadkiem jeszcze jednego sensacyjnego wydarzenia w 1937 roku:
"Głos Poranny", rok 1937.
Piotrkowska 117 dzisiaj.
Źródła:
Wacław
Pawlak. W rytmie fabrycznych syren.
Bronisława
Kopczyńska-Jaworska, Jadwiga Kucharska, Jan Piotr Dekowski [red].
Folklor robotniczej Łodzi.
Przeczytaj
jeszcze w baedekerze:
i przy okazji:
"Głos Poranny", rok 1938.
"Odgłosy", rok 1967.
Wycinki
prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w
Łodzi.
Fot.
współczesne Monika Czechowicz