wtorek, 21 listopada 2017

KOŚCIUSZKO Z ULICY WRZEŚNIEŃSKIEJ

Przy ulicy Wrześnieńskiej 4 znajduje się kamienica, która na frontonie jest ozdobiona pomnikiem Naczelnego Wodza Insurekcji - Tadeusza Kościuszki.


W roku 1903 w niszy na ścianie prywatnej kamienicy przy ulicy Ciemnej (od 1929 roku ulica Wrześnieńska) znalazła się statua Tadeusza Kościuszki. Umieścili ją właściciele budynku – Maria i Stefan Szylke.
Stefan Szylke był majstrem murarskim, szybko stał się właścicielem niewielkiej parceli na Bałutach, na której w 1902 roku architekt Stefan Lemene wzniósł okazały trzypiętrowy dom mieszkalny.


Symetryczny, prosty budynek miał czytelnie zaznaczoną oś, dla jej podkreślenia utworzono na pierwszym piętrze wąską wnękę zamkniętą pełnym łukiem i osłoniętą od góry półkolistym naczółkiem. Właściciel domu zapragnął przyozdobić niszę postacią bohatera spod Racławic. Syn Stefana, Bolesław kończył właśnie dwuletnią praktykę techniczno-budowlaną w jednej z dużych firm w Łodzi i z ochotą przystąpił do projektowania i rzeźbienia figury.
Wcześniej projekty domu i rzeźby przedstawiającej „krakowiaka” powędrowały do zatwierdzenia do urzędu gubernatorskiego w Piotrkowie Trybunalskim. Szybko uzyskano niezbędne dokumenty potwierdzające zgodę, a po roku kamienica była gotowa na przyjęcie pierwszych lokatorów.


Nad wejściem, w niszy, stanął posąg Tadeusza Kościuszki, bohatera walk o niepodległość.
Aby władze carskie wyraziły na to zgodę Stefan Szylke użył podstępu. Postać Naczelnika powstała jako rzeźba ludowa "krakowiaka" (autorem posągu był znany wtedy rzeźbiarz Wacław Konopka) i tak ją zgłosił do władz - pozwolenie wydano. I wszystko zapewne było by dobrze, gdyby nie mieszkańcy, którzy przechodząc obok kamienicy ściągali czapki z głów oddając w ten sposób hołd Naczelnikowi…


Nie było wątpliwości, że odziany w sukmanę i czapkę krakuskę mężczyzna to bohater spod Racławic. Potwierdzał to nie tylko strój, odsłonięty fragment oficerskiego munduru, krzyż Orderu Virtuti Militari na piersi i szabla, ale też trzymany w prawej dłoni rulon Uniwersału Połanieckiego. Nikt z oglądających „krakowiaka” nie miał wątpliwości, że dom Szylkego jest domem polskim, podziwiano fortel i odwagę właścicieli.


Jednak wieść o tym dotarła do władz carskich, do mieszkania właścicieli przyjechał komisarz cyrkułu staromiejskiego komisariatu i nakazał usunięcie figury. Gdy rozkaz nie został wykonany Szylke trafił na trzy tygodnie do aresztu, w komisariacie zatrzymano także jego syna Bolesława. Kary i pogróżki nie skutkowały a rodzina konsekwentnie zasłaniała się decyzją gubernatora. Za posąg trzeba było zapłacić łapówkę aby pozostał na elewacji budynku. Policmajster Chrzanowski zgodził się przyjąć 100 rubli jako rekompensatę „za trudy i kłopoty”. Po odzyskaniu niepodległości Bolesław Szylke umieścił u stóp posągu tablicę z napisem "Tadeusz Kościuszko - 1903"


"Głos Poranny", dodatek ilustrowany, rok 1933.

W okresie międzywojennym, pisała o Kościuszce z ulicy Wrześnieńskiej łódzka prasa:


  "Głos Poranny", rok 1933.

"Łódź w Ilustracji", dodatek niedzielny "Kuriera Łódzkiego", rok 1933.

Ulica Wrześnieńska 4, ok. 1929-1939. Znajdowała się tu siedziba Narodowego Stronnictwa Pracy - Klubu Dzielnicy Staromiejskiej (Fot. zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego)

W latach II wojny światowej ulica Wrześnieńska weszła w obręb getta. Polacy musieli wyprowadzić się i zwolnić mieszkania dla przesiedlanych tu Żydów.
W 1939 roku  hitlerowcy wysadzili pomnik Tadeusza Kościuszki znajdujący się na Placu Wolności. Przerażeni tą wieścią nowi mieszkańcy kamienicy przy ówczesnej ulicy Kleingortnerstrasse 4 postanowili ukryć Naczelnika. W prosty sposób, przy użyciu dykty zasłonili go i pomalowali na kolor elewacji. Tak skryty przetrwał do roku 1966 kiedy to ponownie ujrzał światło dzienne.

Ulica Wrześnieńska 4, ok. 1929-1939 (Fot. zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego).

"Dziennik Łódzki", rok 1947.

Przewodnicy PTTK w 1966 roku odrestaurowali posąg i pokryli go farbą olejną.
Po tej renowacji w latach 60. ubiegłego wieku zmienił się też kształt figury. 

"Dziennik Łódzki", rok 1974.

Dzisiaj Tadeusz Kościuszko znów wygląda wspaniale  - dzięki obecnemu właścicielowi budynku Grzegorzowi Relidze. W 2016 roku została odrestaurowana cała kamienica, a wraz z nią odmłodniał Naczelnik – chroniony przez Polaków przed carską władzą i ukrywany przez Żydów przed niemieckim okupantem.


Źródła:
Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki.
Wacław Pawlak. Na łódzkim bruku.

Przeczytaj jeszcze:

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego (NAC).

Fot. współczesne Monika Czechowicz

poniedziałek, 20 listopada 2017

BLISKO, CORAZ BLIŻEJ/ ARCHIWUM TEMATYCZNE


blisko, coraz bliżej
ŚWIAT SIĘ POŁAMAŁ

niedziela, 19 listopada 2017

JACEK BIELAS BIELEŃSKI - ŁÓDZKI MARYNARZ


18 listopada w sobotę w klubie DOM niepowtarzalne wydarzenie-
urodziny Jacka Bieleńskiego.


Jacka najlepiej opisują jego teksty i muzyka. Łódzki Tom Waits, prekursor polskiego rapu, współtwórca enigmatycznego ensemble z Marylą Rodowicz "Różowe Czuby", scenarzysta, performer, marynarz Łodzi, którego okręt wraz z liczną załogą takich muzyków jak m.in. Stanisław Soyka, Włodzimierz Kiniorski pruje przez fale świata…


Jego urodziny uświetnili znani muzycy i jego przyjaciele. 


Marynarze Łodzi

Jacek Bieleński
Wojciech Michalec
Robert Tuta
Piotr Gwadera


Bielas i Marynarze znani również jako Marynarze Łodzi, to prawdziwy rock'n'rollowy zespół w najlepszym rozumieniu tych słów. Muzycy formacji są od lat obecni na polskim rynku, chociaż Marynarze to ich pierwsza wspólna kolaboracja. Motorem napędowym łódzkiego okrętu jest Jacek Bieleński i jego bezkompromisowe teksty pełne prawdy o życiu i przewrotnego humoru. Bielas znany z Plastic Bag i Pafullon jest przede wszystkim tekściarzem. Jego piosenki śpiewa wielu znanych polskich artystów od Fiolki po Marylę Rodowicz. Międzypokoleniowy hit "Dentysta Sadysta" w wykonaniu Różowych Czubów ze słowami Bieleńskiego bije obecnie rekordy oglądalności w serwisie YouTube.


Marynarze to powrót do czasów, kiedy koncerty grano używając wyłącznie gitarowych i wokalowych wzmacniaczy, cały sprzęt był analogowy i nie było ani znanych producentów ani elektronicznych zabawek pozwalających każdemu nagrać płytę we własnym domu. Ta niezwykle żywa muzyka to połączenie tradycji bluesa i country z elementami punk, ale przede wszystkim to czysty rock'n'roll. Marynarze sami nigdy nie wiedzą jak skończy się piosenka, którą zaczynają grać na koncercie, ile zwrotek zaśpiewa Jacek, ani co jest następne na set liście, której nigdy nie przygotowują. Frontman na bieżąco aranżuje utwory, a wytrawni muzycy zespoleni ze swoimi instrumentami czujnie wpasowują się w klimat danej chwili. To wszystko sprawia, że koncerty grupy są niepowtarzalne i wyjątkowe, czego dowodem jest zawsze entuzjastyczne przyjęcie na koncertach zarówno w Polsce jak i poza jej granicami.


Strona artysty:


źródła:

Fot. Monika Czechowicz