środa, 11 stycznia 2023

II WOJNA ŚWIATOWA/ styczeń 1943 roku

Namiestnik Kraju Warty, Arthur Greiser, utworzył z początkiem 1943 roku Związek Wydajnych Polaków (Verband der Leistungspolen). Powoływano do niego Polaków wyróżniających się wydajną pracą, zdyscyplinowaniem i lojalnością wobec okupanta. W zamian zrównano im płace i przydziały kartkowe z przysługującymi niemieckim pracownikom. Władze niemieckie przydzielały do Związku według określonego klucza. W zakładzie zatrudniającym pięciu Polaków, wybierano jedną osobę. Jeśli zakład zatrudniał 20 Polaków, do Związku rekomendowano dwie osoby, jeśli 200 pracowników - od 3 do 6 osób. Pod koniec 1944 roku liczba zwerbowanych Polaków do Verband der Leistungspolen w Łodzi wynosiła niespełna 1800 osób.


Wspomina Maksymilian Siedlanowski, brygadzista w fabryce Izraela Poznańskiego:
Na terenie przędzalni istniała tzw. Leistungspolen. Osobiście wiedziałem o trzech takich osobach. Rekrutacja do tej grupy odbywała się na zasadzie dobrowolności. Gdy ktoś odmawiał nie był zmuszony. Ja sam odmówiłem przyjęcia mnie do tej grupy. Polacy należący do Leistungspolen byli przez załogę polską izolowani, wytykani przez wszystkich jako zaufani Niemców. Po wyzwoleniu wszyscy zmienili pracę.

Robotnicy przed wejściem do zakładów Izraela Poznańskiego, lata 30. XX wieku.
(Zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego)

1 stycznia
Namiestnik Arthur Greiser, zezwolił ludności polskiej na zakładanie kont bankowych i deponowanie na nich oszczędności, które zgromadzono po 1 stycznia 1940 roku jako tzw. nowy majątek. Polacy skorzystali z tej możliwości w małym stopniu, głównie z powodu braku oszczędności oraz braku zaufania do Niemców.

Karta z książeczki czekowej Deutsche Genossenschaftsbank AG (Niemiecki Bank Spółdzielczy), działajacego w Łodzi przy al. Kościuszki 47 (Hermann-Gӧring-Strasse 47, po zmianie nr 117).

"Lodzer Volkszeitung", 1933.

Bank Spółek Niemieckich, rok 1940.
(zbiory WBP)

Bank Spółek Niemieckich, rok 1941.
(zbiory WBP)
Przeczytaj w baedekerze:

Ogółem na terenie Łodzi działało osiemnaście niemieckich banków oraz instytucji kredytowych i oszczędnościowych. Nie ma jednak żadnych danych o wkładach oszczędnościowych ludności polskiej.

"Litzmannstädter Zeitung", 1941.

"Litzmannstädter Zeitung", 1941.

"Litzmannstädter Zeitung", 1941.

W całym Kraju Warty reglamentacją objęto sprzedaż artykułów szkolnych.

"Litzmannstädter Zeitung", 1941.
5 stycznia
Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy wydał zezwolenie na osadzanie w Prewencyjnym Obozie Policji Bezpieczeństwa dla Młodzieży Polskiej w Łodzi (Polen-Jugendverwahrllager Litzmannstadt) małoletnich w wieku 8-16 lat. W rzeczywistości przebywały w nim dziewczynki i chłopcy w wieku 2-16 lat. Starsze dziewczynki opiekowały się najmłodszymi dziećmi.


Do obozu kierowano dzieci i młodzież głównie z Poznańskiego, ze Śląska i z Łodzi. Podstawą uwięzienia najczęściej był jedynie nakaz policyjny. W obozie więziono także młodzież oskarżaną o działalność konspiracyjną lub której rodziców poszukiwano albo aresztowano za tajną działalność. Do obozu kierowano także dzieci z sierocińców, pozbawione opieki rodzicielskiej, bez środków do życia, bezdomne, oskarżone o kradzież lub nielegalny handel. Niektóre z nich po ukończeniu 16 roku życia wysyłano do obozów koncentracyjnych.

Przeczytaj w baedekerze:

Praca w obozie we wspomnieniach byłych więźniów:
Zaraz po przywiezieniu nas do obozu – na początku 1943 roku – pracowaliśmy przy budowie obozu. Esesmani zaprzęgali nas po kilkunastu do wozu naładowanego ziemią, cegłami lub gruzem i kazali nam ciągnąć. Jak nie mogliśmy uciągnąć, to esesmani lub polscy wychowawcy bili nas kijami lub batami. […]  Najcięższą pracą było walcowanie dróg. Esesmani i cywili wprzęgali nas do walca i kazali ciągnąć. Jak nie mogliśmy uciągnąć lub padaliśmy ze zmęczenia, okładali nas kijami lub batami. Walec był bardzo ciężki.
Stanisław Stępniak

Jeden w łapciarni nie zrobił normy, to wachman [strażnik] bił go, aż pękła skóra i bryzgała krew. Pobity prawdopodobnie zmarł, bo nie wrócił tam i więcej go nie widziałem. W warsztacie prostowania igieł był majster Niemiec. Widziałem kolegów pobitych do krwi i okaleczonych. Bił za niewykonanie normy, za znalezienie 2-3 igieł niedokładnie wyprostowanych; bił dzieci, które zmęczone pracą pozwoliły sobie na moment odpoczynku. Pracowały tam dzieci od 7 do 17 lat.
Zbigniew Lewandowski


7 stycznia
Wyrokiem niemieckiego Sądu Specjalnego na karę śmierci zostali skazani - Stanisław Poros i Weronika Złotowska - za dokonanie uboju kilku świń na polecenie niemieckiego żandarma. W zamian mieli otrzymać 16 marek.

23 stycznia
Łódzkie gestapo skierowało do Konzentrationslager (KL, obóz koncentracyjny) Auschwitz 325 członków Armii Krajowej (AK), Polskiej Organizacji Bojowej i Polskiej Organizacji Zbrojnej (POB-POZ).

29 stycznia
W związku z trudną sytuacją na froncie wschodnim, w sposób podniosły obchodzono dziesiątą rocznicę przejęcia władzy przez narodowych socjalistów w Niemczech. W Łodzi odbyły się uroczyste apele we wszystkich lokalach partyjnych i szpitalach wojskowych. Członkowie NSDAP zadeklarowali poświęcenie wszystkich sił na rzecz ostatecznego zwycięstwa. Przywódca partyjny w Łodzi, Fritz Waibler, w celu uczczenia walczących na froncie żołnierzy, zarządził, aby w lokalach publicznych Łodzi wszyscy Niemcy słuchali na stojąco komunikatów wojennych nadawanych przez radio.

"Litzmannstädter Zeitung", 1943.

Wyższy Dowódca SS i Policji w Kraju Warty, SS-Obergruppenführer Wilhelm Koppe, bezpośrednio odpowiedzialny za terror, wysiedlenia i eksterminację ludności polskiej oraz żydowskiej, został odznaczony przez Adolfa Hitlera Złotą Honorową Odznaką Partyjną NSDAP, a przez namiestnika Warthegau, Arthura Greisera - Odznaką Honorową Kraju Warty.

Wilhelm Koppe (1896-1975)
- Wyższy Dowódca SS i Policji w Kraju Warty i Generalnym Gubernatorstwie oraz SS-Obergruppenführer, generał Waffen-SS. Zbrodniarz hitlerowski, odpowiedzialny za masowe zbrodnie na Polakach i Żydach w czasie okupacji niemieckiej w Polsce. Sekretarz stanu do spraw bezpieczeństwa (Staatssekretar fur das Sicherheitswesen) w rządzie Generalnego Gubernatorstwa.


W więzieniu na Radogoszczu, na skutek tragicznych warunków sanitarnych, wybuchła epidemia tyfusu plamistego.
Przeczytaj w baedekerze:

Z zeznań byłego więźnia Radogoszcza - Władysława Zarachowicza:
Warunki higieniczne były okropne, zawszenie kolosalne, pluskiew niesamowite ilości. Na skutek tych warunków wybuchł tyfus plamisty w styczniu 1943 roku. Ogłoszono "szperę" [zamknięcie więzienia] przez 6 tygodni. Wtedy na tyfus umarły cztery osoby, zaś na skutek "wypędzania tyfusu" - 30 osób. Ponieważ w momencie stwierdzenia tyfusu powiedziano, że kwarantanna skończy się za 6 tygodni od ostatniego wypadku tyfusu, zaś wachmani [strażnicy] byli też izolowani i nie mogli wychodzić do miasta przeto skracali sobie ten czas w ten sposób, że każdego kto objawiał początek tyfusu, wyprowadzano wieczorem na podwórze i strzelano.

Z zeznań byłego więźnia Radogoszcza - Józefa Jankowskiego:
Warunki higieniczne były okropne, wszy gnieździły się nawet w skórze, pluskiew była niesłychana ilość. Wprawdzie chodzilismy do mycia codziennie, ale odbywało się ono przy biciu kijami i batami tak, że każdy z nas starał się jak najszybciej wyjść z łaźni, by uniknąć bicia po gołym ciele. Apele odbywały się pięć razy dziennie, polegały na tym, że więźniowie musieli biec z pięter na podwórze, przy czym na schodach, co pięć metróali SS-mani i bili batami. Nie oszczędzali nawet starców 80-letnich. W czasie tych apeli ludzie mieli wybijane oczy i poprzecinane głowy.


styczeń/luty
Na skutek denuncjacji dokonanej przez konfidenta o pseudonimie "Rekin", gestapo rozbiło dużą grupę harcerzy związanych z pismem "Na Zachodnim Szańcu" (organ Związku Jaszczurczego w Łodzi). Aresztowano między innymi: ks. Lucjana Jaroszkę - redaktora gazetki i duchowego opiekuna grupy, Zbigniewa Artura Marquarta, Henryka Wojtkiewicza, Jana Mędrzaka, Władysława Pałkę, Jana Zimowskiego, Eugeniusza Balcerzaka i Bolesława Denderskiego.
Nierozpoznany agent o pseudonimie "Rekin" polecił przybocznemu harcerskiej grupy, Marianowi Włodarczykowi, pseudonim "Skifa", ponownie nawiązać zerwane kontakty konspiracyjne. Marian Włodarczyk zorganizował kolejny zespół prasowy, który rozpoczął wydawać trzecią edycję biuletynu "Wiadomości Radiowe".

"Wiadomości Radiowe"

Do zespołu należeli między innymi: Anna Orłowska, pseudonim "Maja", Zygmunt Grzelak, Jerzy Kapuziak, pseudonim "Mały Jurek".

Anna Orłowska                                                  Zygmunt Grzelak

Aresztowanie Mariana Włodarczyka w kwietniu 1943 roku przerwało pracę wydawniczą Związku Jaszczurczego na terenie Łodzi.

źródło:
Andrzej Rukowiecki. Łódź 1939-1945. Kronika okupacji.
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego oraz Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

Fot. współczesne Monika Czechowicz

wtorek, 10 stycznia 2023

Piotr Kon - adwokat łódzkich robotników.

Piotr Kon (1865-1937) - adwokat, obrońca w procesach działaczy ruchu robotniczego na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego, działacz Organizacji Radykalnej Inteligencji „Wolność” w Łodzi. W dziejach łódzkiej palestry uznawany za jednego z jej najwartościowszych przedstawicieli.

(źródło fotografii: Narodowe Archiwum Cyfrowe/NAC)

Kon urodził się w Warszawie w rodzinie mieszczańskiej. Po ukończeniu gimnazjum podjął studia prawnicze w Warszawie i Petersburgu, które ukończył zdobywając tytuł adwokata przysięgłego. Pracował jako sędzia śledczy w Moskwie, do kraju wrócił w 1892 roku osiadając w Łodzi. Zamieszkał przy ulicy Św. Benedykta 3 (dzisiaj ulica 6 Sierpnia).

Lata 1900-1901, ul. Benedykta, widok z ul. Piotrkowskiej.
(źródło fotografii: https://fotopolska.eu/)

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1902.

W procesach sądowych Kon był obrońcą robotników oskarżonych o działalność polityczną, m.in. uczestników buntu tkaczy łódzkich w 1892 roku. Szczyt działalności Kona przypadł na lata 1905–1909, czas tzw. Rewolucji 1905 roku, kiedy to bronił m.in. zabójców łódzkiego przemysłowca Mieczysława Sielbersteina (bez powodzenia, orzeczono karę śmierci)...

"Rozwój", rok 1907.

"Rozwój", rok 1907.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.
Przeczytaj w baedekerze:

... Kon bronił oskarżonych o agitację i przechowywanie nielegalnej literatury, Jakuba Frontczaka, Marii Kakszty i Bencjana Gorochowa. Doprowadził do zakończenia lokautu w łódzkim przemyśle włókienniczym.

"Rozwój", rok 1907.

"Rozwój", rok 1907.

Kon był zasłużonym obrońcą. Pisano o nim:
Niemal jedyny wśród palestry łódzkiej swą wytężoną a bezinteresowną pracą ogarniał w latach zmagań z caratem wszystkich więźniów politycznych, bez różnicy przynależności partyjnej i organizacyjnej, który odważnie narażał się na szykany i represje władz rosyjskich, który wreszcie nie uląkł się nawet słynnego Kazankowa i jego groźby zesłania do Narymskiego Kraju.
"Ilustrowana Republika", dziennik z 11 czerwca 1929 roku.

Po wkroczeniu do Łodzi wojsk niemieckich 6 grudnia 1914 roku doprowadził do uwolnienia więźniów przetrzymywanych w więzieniu przy ulicy Milsza ( dzisiaj Kopernika) 29.

Dawne więzienie przy ulicy Milsza 29 (dziś ul. Kopernika, budynek zajmuje Komisariat Policji)

"Czas", kalendarz informacyno-adresowy, rok 1913.
Przeczytaj w baedekerze:

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku Kon został członkiem honorowym Stowarzyszenia byłych Więźniów Politycznych, odznaczono go również Orderem Odrodzenia Polski i Krzyżem Niepodległości. Był działaczem Organizacji Radykalnej Inteligencji „Wolność”. Na prośbę Stowarzyszenia magistrat miasta Łodzi przyznał Piotrowi Konowi emeryturę „za wybitną działalność obrończą w latach 1905–1909”. Adwokat emerytury nie przyjął, tłumacząc się w liście do Prezydenta Łodzi dobrym stanem zdrowia.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.

W okresie II Rzeczypospolitej utrzymywał kontakt z Polską Partią Socjalistyczną. W 1920 roku wraz z Aleksym Rżewskim, ówczesnym prezydentem miasta Łodzi, przemawiał podczas uroczystości pochówku rewolucjonistów 1905 roku w grobowcu na ul. Konstantynowskiej.
Kon był obrońcą kupców łódzkich: Lewsona, Solomona i Abrama Wojdysławskich oraz ich współpracowników: Szmula Ptasznika, Estery Ptasznik, Blata Spinmana w procesie o podpalenie składu przędzy (wydarzenie z dnia 15 stycznia 1926 roku).

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

Namiętnością Kona była gra w karty. Załamany trudną sytuacją materialną, na co złożył się m.in. również fakt niepobierania opłat od ubogich za udzielanie porad prawnych, oraz sytuacją polityczną kraju, popełnił samobójstwo 22 lutego 1937 roku w Łodzi.

"Ilustrowana Republika", rok 1937.


Pochowany został w części ewangelicko-augsburskiej Starego Cmentarza w Łodzi. W uroczystości pogrzebowej wzięli udział m.in. przedstawiciele władz wojewódzkich, samorządowych, Wojska Polskiego oraz Naczelnej Rady Adwokackiej.

"Ilustrowana Republika", rok 1937.
Źródła:
Jerzy Urbankiewicz. Za płotem „Paradyzu”.
Marek Budziarek. Łodzianie.
Wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
Fot. archiwalne ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego oraz strony https://fotopolska.eu/

Fot. współczesne Monika Czechowicz

Grembach


Drewniaki, murowane famuły, ulice brukowane kocimi łbami, zamurowane okna obok sielankowych willi. Osiedle zawarte jest w kwadracie ulic Czechosłowackiej/Nowogrodzkiej/Mazowieckiej i Niciarnianej. 
I tutaj jak w przypadku innych rejonów miasta czas jakby się zatrzymał, tylko niektóre oznaki cywilizacji przypominają, że żyjemy w XXI wieku.
W początkach XIX wieku przybyli tu niemieccy osadnicy. Nazwa Grembach najprawdopodobniej wywodzi się od słowa niemieckiego Grenzbuhl - czyli miejsce położone na krańcach miasta, wzgórze graniczne. 
Grembach - takiej nazwy nie ma na dzisiejszym planie Łodzi, mimo że na okolicznych murach odmieniana jest na różne sposoby: Grembach, Grembaszek, GRBch i w wersji humorystycznej "Grembach baraki, fajne chłopaki".

Użycie niemiecko brzmiącej nazwy odróżnia tu swoich od obcych i odsyła do początków Łodzi przemysłowej. W XIX wieku na terenie dzisiejszego osiedla Stoki, którego częścią jest Grembach, osiedlili się rzemieślnicy niemieccy. Tkaczy i rolników z Magdeburgii, Saksonii i Śląska ściągnęła do wsi Widzew pod Łodzią perspektywa otrzymania ziemi i otwarty dla wyrobów tekstylnych rynek rosyjski. 
Z przemieszania języków i kultur powstała spolszczona nazwa osiedla - nie wiadomo, czy pierwotnie Niemcy nazywali je Grünbach (Zielony Potok, odnoga rzeki Jasień płynąca dziś w tych okolicach podziemnym kanałem, jego źródła znajdowały się na dzisiejszej Radiostacji, pomiędzy obecnymi ulicami Narutowicza i Pomorską, płynął na południe, równolegle do ulicy Niciarnianej i wpadał do Jasieni, obecnie przebiega pod ziemią w kierunku ulicy Tunelowej) czy Grenzbühl, czyli wzgórze graniczne, miejsce, gdzie miasto definitywnie się kończy. Echo drugiej nazwy pobrzmiewa w polskim określeniu Podgórze, używanym na mapach od początku XX wieku.
Podgórze - zwyczajowo wyodrębnione, obecnie nieposiadające ugruntowania prawnego osiedle we wschodniej części Łodzi na Widzewie.

Przez lata w XX wieku wśród mieszkańców ukształtowała się niemiecko brzmiąca nazwa Grembach, nadana jeszcze przez niemieckich kolonistów, którzy zamieszkiwali do II wojny światowej w tej okolicy. Być może ci koloniści przybyli bezpośrednio z niemieckiej miejscowości o nazwie Grömbach, lub poprzez dzisiejszą Łaznowską Wolę, przed II wojną światową noszącą również tę nazwę. Jednak wszyskie mapy z początku XXI wieku określają tereny tego osiedla tylko polską nazwą.

WSpółczesna mapa wschodniej części Łodzi.

Podgórze jako polska nazwa nie jest dosłownym tłumaczeniem przyjętych dla określenia tego osiedla nazw niemieckich (według różnych interpretacji oznaczających zielone miejsce lub zielony strumień). Osiedla nie należy też mylić z ulicą Podgórze na Stokach, położoną ponad kilometr od Grembachu.


Inny podział miasta (stworzony w 2005 roku specjalnie dla potrzeb Systemu Informacji Miejskiej) zalicza Podgórze do obszaru SIM Niciarniana. Z nazwą tą jednak nie utożsamiają się mieszkańcy. POwstała ona niejako w sposób urzędniczy, sztuczny, nieodzwierciedlający w pełni miejscowej historii i tradycji (sugerowano się prawdopodobnie obecnością fabryki nici, ulicy i dworca kolejowego o nazwie Niciarniana, jednak nigdy powszchnie nazwa Niciarniana nie funkcjonowała dla określenia całego osiedla - co najwyżej, używano jej tylko dla pewnej części tego obszaru).

Fabryka Nici "Ariadna" przy ul. Niciarnianej.
Przeczytaj w baedekerze:
Ostatecznie pozostawiono nazwę Podgórze w oficjalnej terminologi administracji. Nazwa jest nieustematyzowana sposobem zapisu i wymowy, zarówno co do wersji niemieckiej (Grunbach, Grünbach lub Gruenbach), jak i polskiej (Grinbach, Grynbach i Grembach - ta ostatnia najczęściej spotykana).


Na mapie rewirów policyjnych z 1913 roku widnieje nazwa Grynbach, a przez dekady XX wieku, po dzień dzisiejszy mówi się Grymbach, choć według nomenklatury administracyjnej jest to część widzewskiego osiedla Stoki-Sikawa-Podgórze. To miejsce stanowi jednak osobliwy fragment łódzkiej historii i oddaje klimat dawnego osiedla fabrycznego, w którego załukach czas się zatrzymał, ale... nie zawsze było tam bezpiecznie.


U schyłku XIX wieku, w centralnej części osiedla, z inicjatywy fabrykanta Juliusza Kunitzera, powstała pierwsza na ziemiach polskich fabryka nici (dzisiaj nosząca nazwę "Ariadna"). Zbudowano przy niej, posiadające niezwykle słabe warunki sanitarne, mieszkania dla robotników.


Przy osiedlu powstała też stacja kolejowa Łódź Niciarniana, na którą przyjeżdżali zamieszkujący pod Łodzią robotnicy pracujący w fabryce. Dla potrzeb fabryki stworzono też nieistniejącą już towarową bocznicę kolejową.

W niedalekim sąsiedztwie Centralnego Szpitala Klinicznego przy ulicy Czechosłowackiej a także zakładów "Ariadna" znajduje się małe osiedle parterowych domków familijnych z czerwonej cegły. Stanowią one część osiedla Stoki i serce Grembachu.
To jedno z najbardziej wyjątkowych miejsc na mapie Łodzi i najbardziej łódzka część Grembachu - osiedle familijne, na którym mieści się 96 lokali mieszkalnych, potocznie nazywanych "familokami".
Domy zostały wybudowane w latach 1906-1908 dla pracowników pierwszej na ziemiach polskich fabryki nici, należącej do Juliusza Kunitzera. Dziś to zakłady Ariadna SA, ale tu wciąż mówi się o nich „Niciarka”.
Po wybudowaniu tunelu z dworca Łódź Fabryczna powoli zbliża się tu miasto. Stary Grembach odchodzi na naszych oczach.
"Echo", rok 1937.


Bez specjalnego celu niewielu zapuszcza się w tę okolicę, a osoby z zewnątrz natychmiast zwracają na siebie uwagę.
Przybysza witał niegdyś napis "Grembach baraki, fajne chłopaki", a mieszkańcy nazywają swoje lokum przewróconymi wieżowcami, bo tak ponoć baraki wyglądają z lotu ptaka. 
Baraki to 96 mieszkań w dwóch rzędach parterowych famuł, część z nich stanowią lokale socjalne, niektóre przebudowano, łącząc w większe mieszkania, standardowo 32 metry kwadratowe. Są zabytkiem, podobnie jak pokunitzerowska ceglana fabryka przy Niciarnianej.
Wokół miniaturowe ogródki, kwiaty w doniczkach. Niestety, zimą i jesienią, po najmniejszym deszczu droga jest prawie nieprzejezdna.
W zarośniętym przejściu pomiędzy ogródkami działkowymi i murem wiedzie ścieżka - jeśli nie zna się tego skrótu, można się naprawdę przestraszyć. Miejsce świetne do załatwiania ciemnych porachunków.
"Dziennik Łódzki", rok 1967.

Tutaj kończy się miasto. Wylot Czechosłowackiej to pola uprawne, od południa Grembach zamykają stadion RTS Widzew i tory kolejowe, na północy dostęp powietrza odcina bryła Centrum Kliniczno-Dydaktycznego Uniwersytetu Medycznego. Pomiędzy nimi enklawa mieszająca czas i przestrzeń.

W połowie lat 70. XX wieku na polach przyległych do osiedla rozpoczęto budowę szpitala. W tym czasie puszczono pogłoskę, że Grambach przeznaczony jest do wywłaszczenia i rozbiórki. Tak się jednak nie stało. Miasto zatroszczyło się nieco o warunki życia na tym osiedlu i wybudowało kanalizację.


Wydaje się, że wszyscy o tym miejscu zapomnieli, mimo że pofabryczne i zabytkowe, to nie to samo co Księży Młyn...

Serce Grembachu przy Czechosłowackiej to raj dla fotografa, ale życie tutaj - to już zupełnie inna historia.
Grembach ma się jednak czym czym pochwalić.
Powstał tu, w 1979 roku - zespół BSC Grembach Łódź - najbardziej utytułowany polski klub piłki nożnej plażowej (dawniej też klub futsalowy) z Łodzi, wielokrotny Mistrz Polski, zdobywca Pucharu i Superpucharu Polski.