niedziela, 11 września 2022

II WOJNA ŚWIATOWA - wrzesień 1942 roku.

1-3 września
Do ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem zostali wywiezieni wszyscy chorzy ze szpitali getta.


We wrześniu 1942 roku służba zdrowia w getcie funkcjonowała w miarę normalnie. Było siedem szpitali i siedem aptek, cztery przychodnie, dwie stacje pogotowia, w sumie ponad 2600 łóżek dla chorych. Przeprowadzano badania, nawet prześwietlenia płuc, wypisywano recepty, choć niestety częściej karty zgonu. 


Przy ulicy Łagiewnickiej mieścił się szpital nr 1 (Łagiewnicka 36) i szpital dla dzieci (Łagiewnicka 37).

Szpital przy Łagiewnickiej 36

We wrześniu 1942 roku, podczas tzw. Wielkiej Szpery, wszystkie szpitale zostały zlikwidowane. Odbyło się to w sposób bardzo brutalny. Niemcy wywieźli wszystkich chorych do Chełmna nad Nerem.


Wrzesień 1942 roku, ucieczka ze szpitala podczas tzw. wielkiej szpery.

Kronika getta łodzkiego:
Na terenie szpitali odgrywały się dramatyczne sceny. Próby ucieczki likwidowane były krwawo: kto próbował ratować się ucieczką, a został przezwładze spostrzeżony, musiał opłacić to życiem.

Ponieważ akcja odbywała się w tempie niezmiernie szybkim i wozy stale odchodziły i przybywały do szpitala, wydelegowani do punktów zbornych celem spisywania deportantów urzędnicy nie mogli nadążyć spisać przywiezionych i tylko część ujęta została spisem, inni zaś wywiezieni zostali z getta autami, a personalia ich nie zostały i może nigdy nie zostaną już ustalone.
Kronika getta łódzkiego, 1942.



Potem w dawnych budynkach szpitalnych - przy ulicy Łagiewnickiej 36 i 37 - mieściły się zakłady krawieckie, szyto w nich ubrania wojskowe i cywilne.
Poza chorymi mieszkańcami, zdecydowano również o usunięciu z getta wszystkich osób starych, powyżej 65 lat i dzieci do lat 10. 
Zdaniem nazistów był to element zbędny, bo niepracujący, którego należy się pozbyć. 

Sceny pożegnania przy płocie okalającym Centralne Więzienie w getcie, przed deportacją do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem.

3 września
W getcie zmarł na zawał serca prof. Hugo Ditz, deportowany jesienią 1941 roku z Pragi. 


Przed wojną Hugo Ditz był wykładowcą w Niemieckiej Wyższej Szkole Technicznej w Pradze, wybitnym chemikiem, autorem podstawowego dzieła encyklopedycznego z dziedziny chemii nieorganicznej, kandydatem do nagrody Nobla. W getcie pracował w labolatorium chemiczno-farmaceutycznym i napisał nowy podręcznik chemii nieorganicznej.

4 września
Na placu strażackim (siedziba Oddziału Strażacko-Kominiarskiego w getcie) przy ulicy Lutomierskiej 13 (Telegrafenstrasse) Przełożony Starszeństwa Żydów, Chaim Mordechaj Rumkowski, wygłosił przemówienie, w którym wezwał mieszkańców getta, aby na żądanie Niemców oddali swoich najbliższych - dzieci i starszych ludzi.

Przemówienie Chaima Rumkowskiego na placu strażackim wzywające mieszkańców getta do oddania dzieci.

 „Na widok starego tłum rozstępuje się jak woda. Prezes (Rumkowski) nie kroczy, jak to ma w zwyczaju, z głową i laską hardo podniesioną, tylko ze skulonymi ramionami, wzrokiem wbitym w ziemię. W mgnieniu oka zapada na dziedzińcu głucha cisza. Jest tak cicho, że można nawet słyszeć świergot ptaków po drugiej stronie muru.
Za podium służy tym razem chwiejny stolik. Na tym stoliku ktoś postawił krzesło, tak aby mówca choć o głowę przewyższał resztę tłumu. Dawid Warszawski wchodzi pierwszy na tę prowizoryczną trybunę. Ponieważ mikrofony zamontowano nieco dalej, musi wychylać się, by ich dosięgnąć, przez co wygląda cały czas, jakby miał zaraz upaść. Jednak za bardzo zbliża się do mikrofonów i z każdym słowem, jakie wypowiada, echo przetacza między głośnikami, tak jakby ciągle próbowało wpaść mu w słowo.
Warszawski mówi o ironii losu, która sprawia, że to właśnie Prezes musi podjąć tę ciężką decyzję. Wszak tyle lat przewodniczący getta poświęcił wychowaniu żydowskich dzieci. (DZIECI! – odbija się echo od ścian). W końcu próbuje apelować do zebranych o zrozumienie:
-Trwa wojna. Nad głowami codziennie wyje nam alarm lotniczy. Wszyscy musimy biec, szukać schronienia. W tej sytuacji dzieci i starcy są tylko zawadą. Dlatego lepiej będzie ich stąd zabrać.

Po tych słowach, które wśród zgromadzonych wywołują tylko niepokój i zdenerwowanie, na stół wchodzi Prezes i nachyla się do mikrofonu. Także po głosie ludzie teraz słyszą, że się zmienił. To już nie ten krzykliwy, lekko histeryczny ton komendy. Zdanie pada po zdaniu powoli, z upartą, głuchą, metaliczną nutą; tak jakby każde słowo sprawiało mu mękę:
-  Na getto spadł ogromny smutek. Żądają od nas, byśmy oddali, co mamy najdroższego – dzieci i ludzi starych. Ja nie miałem tego szczęścia, aby mieć własne dzieci, dlatego poświęciłem najlepsze lata mego życia dzieciom cudzym. Nigdy nie przypuszczałem, że to moje ręce będą składały taką ofiarę na ołtarzu. Przypadło mi w losie, że muszę dziś wyciągnąć do was ramiona i błagać: bracia i siostry, ojcowie i matki – wydajcie mi swoje dzieci…!
(…)
Miałem przeczucie, że nam coś zagraża, oczekiwałem jakiegoś ciosu i stałem dzień i noc na straży, by mu zapobiec. Nie udało mi się to, nie wiedziałem, z której strony on padnie, nie wiedziałem, co nas czeka. Nie przewidywałem, że wyniosą naszych chorych ze szpitali, macie najlepszy dowód, że moi najbliżsi i najdrożsi byli pośród nich i nic dla nich zrobić nie mogłem. Myślałem, że na tym będzie koniec, ze nas potem zostawią w spokoju. Okazuje się, że wyłoniła się nowa groźba. Taki jest żydowski los – coraz to nowe i sroższe cierpienia.
Wczoraj po południu dostaliśmy rozkaz, aby deportować 20 tysięcy ludzi z getta. Jeśli nie – powiedziano nam – „zrobimy to sami”. Stanęliśmy przed dylematem: czy zrobimy to my, czy zostawimy to im. Z myślą o tym – nie ilu zginie, ale ilu potrafimy uratować, ja i moi najbliżsi współpracownicy doszliśmy do wniosku, że jakkolwiek jest to dla nas straszne, musimy wziąć na siebie odpowiedzialność za wypełnienie tego dekretu. Ja muszę przeprowadzać tę krwawą operację. Ja muszę amputować członki, aby ratować ciało. Ja muszę odebrać wam dzieci, bo inaczej inni zgina wraz z nimi.
Nie przyszedłem, by was pocieszać, nie przyszedłem, by wam ulżyć na sercu – jestem tu, by dzielić ogrom wasze żałoby. Przyszedłem jak złodziej, by ukraść, co macie najdroższego. Nie szczędziłem sił, by ten dekret unieważnić. Gdy to okazało się niemożliwe, starałem się go złagodzić. Kazałem zrobić rejestr dzieci dziewięcioletnich i starszych, który je wyjmie spod dekretu.
Nie chcieli na to przystać. Jedyna rzecz tylko mi się udała – dzieci od lat dziesięciu wzwyż nie podlegają dekretowi. Niech to nam będzie jakąś pociechą.
Mamy w getcie wielka ilość chorych na gruźlicę, którym pozostaje tylko parę dni, może tygodni życia. Nie wiem, może ten plan jest diabelski, muszę zwrócić się do was z zawołaniem: wydajcie tych chorych, aby na ich miejsce ratować zdrowych. Ja wiem, jak każda rodzina troszczy się o swych chorych. Ale w obliczu takiej groźby musimy rozważyć i zadecydować: kto może, kto winien być uratowany? Zdrowy rozsądek dyktuje, aby ratować tych, których się da, którzy mają szansę przeżycia, a nie tych, którzy umrą tak czy owak…
Żyjemy w warunkach, gdzie nie ma dosyć środków żywności dla zdrowych, nie mówiąc już o chorych. Każdy z nas utrzymuje chorego przy życiu kosztem własnego zdrowia. Dajemy choremu naszą rację chleba, naszą kostkę cukru, nasz kęs mięsa – w rezultacie jego to nie ratuje, a my sami zapadamy na zdrowiu. Rozumiem, takie ofiary są szlachetne. Ale gdy stoi przede mną wybór, czy ratować chorych, czy zdrowych, nie mogę się długo wahać. Nakazałem lekarzom, aby wydali wszystkich nieuleczalnie chorych, aby w ich miejsce uratować tych, którzy chcą i mogą żyć…
Ja was rozumiem, matki. Widzę wasze łzy. Czuję smutek waszego serca, ojcowie, którzy jutro, gdy wam wasze dzieci zabiorą, pójdziecie jak codziennie do pracy. Wiem to wszystko i serce mi pęka. Od godziny czwartej wczoraj po południu, gdy mi obwieszczono ten dekret, jestem załamany, dzielę wasz ból, nie wiem, skąd wziąć resztki sił, by to przeżyć. Jedną rzecz wam powiem – żądanie było na 24 tysiące ofiar, 3 tysiące dziennie przez osiem dni, ale udało mi się wytargować tę cyfrę do 20 tysięcy, a może i nieco mniej, ale tylko pod warunkiem, że pójdą wszystkie dzieci do dziesiątego roku życia. Dzieci powyżej lat dziesięciu pozostają. Ponieważ dzieci i starców jest tylko 13 tysięcy, musimy dopełnić kwoty, wydając ludzi chorych.

Trudno mi mówić, siły mnie opuszczają. Zwracam się do was z apelem: pomóżcie mi wykonać tę akcję. Drżę na myśl, że broń Boże, inne ręce tę akcję przeprowadzą…
Widzicie przed sobą ruinę człowieka. To jest najtrudniejszy moment mojego życia. Wyciągam do was ramiona i błagam was: oddajcie w me ręce te ofiary, chroniąc nas od większych ofiar, chroniąc społeczność stu tysięcy Żydów… Mam obiecane, że jeśli sami dostarczymy nasze ofiary, będzie spokój. 
(Okrzyki z tłumu: „Lepiej idźmy wszyscy” i:
Panie Prezesie, nie bierzcie wszystkich dzieci; weźcie po jednym z tych rodzin, co mają więcej!”)


To puste słowa. Nie mam siły z wami dyskutować. Jak przyjdzie tu ktoś z władz, to nikt z was nawet nie piśnie. Wiem, jak to jest, kiedy się żywcem wyrywa członki z ciała. Wczoraj błagałem na kolanach, ale to się na nic nie zdało. Z miasteczek, gdzie mieszkało siedem, osiem tysięcy Żydów, tutaj przybyło żywych ledwie tysiąc. To co jest lepsze? Co wolicie, żeby przeżyło 80-90 tysięcy Żydów czy żeby wszyscy, nie daj Boże, zostali unicestwieni?... Myślcie, co chcecie. Moim obowiązkiem jest uratować tylu, ilu się da.
Nie mówię teraz do zapalczywych głów – przemawiam do waszego rozsądku i sumienia. Zrobiłem wszystko i nadal będę robić wszystko, żeby nie dopuścić do wyprowadzenia na ulicę i rozlewu krwi… Nie byłem w stanie zapobiec temu nieszczęściu, mogłem je tylko złagodzić.
Trzeba mieć serce złodzieja, żeby żądać tego, czego od was chcę. Ale postawcie się na moim miejscu i myślcie logicznie, a zrozumiecie, że nie mogę postąpić inaczej, bo liczba tych, którzy zostaną ocaleni, jest dużo większa od liczby tych, których trzeba poświęcić…”

(Pełen tekst przemówienia Rumkowskiego przeczytasz  tutaj:

Dramatyczną reakcję zebranych na placu Żydów i później mieszkańców całego getta, w większości domyślających się, że dzieci pojadą na śmierć, przedstawił w swych wspomnieniach Michał Mosze Chęciński:
Z piersi tysięcy ludzi wydobył się przejmujacy krzyk, rozpacz matek i ojców była niemal dotykalna. Tego dnia całe getto płakało i z każdego kąta płynęło wołanie do Boga.

Transport dzieci z łódzkiego getta do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem, wrzesień 1942 rok.

Rozpoczął się jeden z najbardziej dramatycznych rozdziałów historii łódzkiego getta, który przeszedł do historii pod nazwą „wielka szpera”. Nazwa szpera pochodzi od niemieckiego określenia Allgemeine Gehsperre, które oznaczało wprowadzony wówczas zakaz opuszczania domów. Mieszkańcy getta nie mogli wychodzić z mieszkań, a żydowscy policjanci pod nadzorem niemieckich żandarmów przeszukiwali dom po domu. Zabierali ludzi starych, chorych, zniedołężniałych, a także dzieci poniżej 10 lat. Niemcy uważali, że są oni w getcie niepotrzebni, bo nie mogą pracować.


W wyniku Wielkiej Szpery do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem (Kulmhof) wywieziono z Litzmannstadt Getto 15.681 osób, w tym 5862 dzieci.

Dzieci z żydowskiego sierocińca na Marysinie udają się w swą ostatnią podróż do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem.

Z pamiętnika Estery Daum, sekretarki Chaima Mordechaja Rumkowskiego:
Wszyscy czuliśmy, że jadą na śmierć. Każda akcja zaczynała się tak samo: policjanci ze Służby porządkowej okrążali kilka ulic, tworząć tzw. blok, żeby nikt się nie wydostał. Gestapowcy chodzili od domu do domu, każąc wszystkim mieszkańcom stawić się na podwórku albo na ulicy. Towarzyszyli im żydowscy policjanci. Następnie segregowali ludzi według ich zewnętrznego wyglądu, z tym, że dzieci kierowano od razu na ciężarówkę. (...) Kobiety rzucały się z pięściami na policjantów, krzycząc, żeby oddali swoje dzieci, a ich zostawili w spokoju. Czasami płakali i policjanci".

Ze wspomnień Inki Milichtajch:
Na ulicy ukazał się młody mężczyzna z dzieckiem na ręku. Był to kilkumiesięczny chłopczyk, czyściutko ubrany. Na śliniaczku widoczne imię i nazwisko dziecka. Ojciec szedł wolno jak ogłuszony i podał je Niemcowi. Tenże chwycił je i z rozmachem wrzucił pod górę do wnętrza ciężarówki. Z samochodu nie doszedł mnie żaden dźwięk. Stałam wstrząśnięta (...)".

Wielka Szpera trwała do 12 września 1942 roku.

7 września
Na placu Bazarowym (obecnie plac Piastowski, w okresie okupacji Basarplatz) za niepodporządkowanie się zarządzeniom władz niemieckich powieszono osiemnastu Żydów z Pabianic. 

Plac Bazarowy (Basarplatz)

Dawny plac Bazarowy, dzisiaj plac Piastowski.

8 września
Dowódca AK, gen. bryg. Stefan Rowecki, pseudonim "Grot", wydał Raport operacyjny nr 154/III, zawierający drugi plam powstania powszechnego, które miało się rozpocząć wówczas, kiedy klęska niemiecka skutkiem załamania się na froncie bądź bojowym, bądź wewnętrznym, stanie się niewątpliwa.

Stefan Paweł Rowecki (1895-1944)
- generał dywizji Wojska Polskiego, dowódca wojskowy i teoretyk wojskowości. Komendant Główny Związku Walki Zbrojnej od czerwca 1940 roku do lutego 1942, dowódca Armii Krajowej (komendant Sił Zbrojnych w Kraju) od 14 lutego 1942 do 30 czerwca 1943 roku.

We wrześniu 1942 roku Komenda Okręgu AK-Łódź otrzymała szczegółowe wytyczne, dotyczące zadań w planowanym powstaniu. Oddziały AK Okręgu miały opanować Łódź, a następnie rozwinąć działania w kierunku Łęczycy, Kutna i Gostynina, ażeby przenieść walki na Kujawy i do Wielkopolski (razem z oddziałami obszaru warszawskiego). Organizacja łódzka miała odtworzyć dwie wielkie jednostki wojskowe. W pierwszej kolejności miano reaktywować 10. Dywizję Piechoty, a następnie 25. Dywizję Piechoty. Obok przygotowań powstańczych i odtwarzania sił zbrojnych AK w Łodzi rozwinęła na szeroką skalę akcję propagandową, wywiad, sabotaż i dywersję. W 1944 roku, ze względu nasytuację na frontach, plan powstania powszechnego stał się nierealny. Zastąpiono go planem "Burza".

10 września
Od kwietnia 1941 roku gestapo aresztowało w Łodzi 347 osób należących do róznych organizacji konspiracyjnych: 104 osoby z Polskiej Organizacji Zbrojnej (POZ), 80 z Jedności Narodowej w Kaliszu, 73 z ZWZ-AK, 81 z Polskiej Organizacji Wolnościowej 39 (POW 39), 3 ze Straży Chłopskiej i 6 z Organizacji Wojskowej Związku Jaszczurczego.
Z aresztowanych: 73 osoby stracono, 21 zmarło podczas śledztwa, 221 zesłano do obozów koncentracyjnych, pozostałych prawdopodobnie zwolniono.

15 września
Na Bałuckim Rynku (Baluter Ring) została ostrzelana ludność żydowska. Do setek ludzi stojących w kolejkach po kartofle, przejeżdżający samochodem Niemcy otworzyli ogień z pistoletów maszynowych. Zostało zastrzelonych kilka osób. 

Mieszkańcy getta podczas rozładunku transportu z ziemniakami. Rynek Bałucki, getto łódzkie.

18 września - 1 października
Po raz drugi i ostatni zorganizowano w Łodzi dni kultury niemieckiej. Podobnie, jak rok wcześniej, odbyło się wiele koncertów muzycznych, pokazów filmowych i wystaw plastycznych. W Teatrze Miejskim wystawiono "Zbójców" Friedricha Schillera.

"Litzmannstädter Zeitung", 1942.

26 września
Została otwarta wystawa w Muzeum przy placu Wolności 14 (Deutschlandplatz). Wystawiono głównie eksponaty związane z historią Germanów i Wandalów na ziemiach polskich.

"Litzmannstädter Zeitung", 1942.

Plac Wolności dzisiaj, widoczny budynek Muzeum (Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi)

źródła:
Joanna Podolska. Litzmannstadt getto. Ślady. Przewodnik po przeszłości.
Andrzej Rukowiecki. Łódź 1939-1945. Kronika okupacji.
Steve Sem-Sandberg. Biedni ludzie z miasta Łodzi.

piątek, 9 września 2022

PIOTRKOWSKA 76 – kamienica Mojżesza Wienera, najlepsza cukiernia w mieście i jej goście.


Na mocy Protokołu Deklaracyjnego, spisanego w 1833 roku plac przy dzisiejszej Piotrkowskiej 76 objął tkacz z Prus, Gotlieb Halang. W marcu 1842 roku Halang sprzedał nieruchomość Franciszkowi Lahmertowi. Przy Piotrkowskiej stał już w tym czasie drewniany dom mieszkalny. W 1864 roku nieruchomość kupił Karol Gottlieb Schafer. Stosownie do umowy z 1846 roku sukcesorzy Karola Schafera sprzedali nieruchomość Franciszkowi Tyscherowi. Pod koniec lat 60. XIX stulecia właścicielem posesji był Leiser Rosenbaum. Natomiast w połowie lat 70. XIX wieku nieruchomość była już w rękach Ludwika Meyera, który wykupił grunt działki.

Frontową część działki, od strony ulicy Piotrkowskiej - Meyer sprzedał małżonkom Taubie i Mośkowi Działowskim. Dom powstał w 1881 roku dla Moszka Działowskiego. Neorenesansowy, nie odbiegał stylem architektonicznym od luksusowych willi i kamienic wzdłuż sąsiedniego Pasażu Meyera, choć nie dorównywał im klasą.

"Führer durch Łódź", 1898.

Dom Działowskich, jak większość budowanych ówcześnie obiektów, miał obciążoną hipotekę na rzecz Towarzystwa Kredytowego Miejskiego. W połowie 1885 roku nieruchomość została wystawiona na licytację. Zakupił ją Ludwik Meyer. W 1889 roku nieruchomość była już w rękach Mosze Arona Wienera.

"Łodzianin", rok 1899.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1900.


Kamienica należała do Moszka i Pessy Wienerów aż do roku 1920.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1908.

Piotrkowska, rok 1909. Widoczna narożna kamienica pod numerem 76.
(źródło: FotoPolska.eu)

Informator m. Łodzi, rok 1914.


Mosze Wiener wystawił okazałą kamienicę wzdłuż pasażu Meyera (dzisiaj Moniuszki 1), według projektu Gustawa Landau-Gutentegera z 1892 roku.

Gustaw Landau-Gutenteger (1862-1924)
- architekt.
Przeczytaj w baedekerze:

Informator m. Łodzi, rok 1920.

Taryfa domów z 1920 roku podaje nadal małżeństwo Mosze  i Pessę Wienerów jako właścicieli posesji.

"Łodzianin", rok 1893.
(dawna numeracja ulicy Piotrkowskiej; nr.514, dzisiaj 76)

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1903.

Mojżesz (Mosiek) Aron Wiener (1844-1926) był przemysłowcem, synem Dawida i Ruchli Landau. W 1869 roku założył w Zduńskiej Woli tkalnię i przędzalnię wełny czesankowej wraz z farbiarnią i wykończalnią, zatrudniającą w 1905 roku około 600 robotników. Kolejną fabrykę założył pod koniec XIX wieku w Łodzi i przy ulicy Cegielnianej (obecnie Jaracza 96).

Kalendarz Handlowo-Przemysłowy, rok 1909.

Kalendarz Handlowo-Przemysłowy, rok 1910.

Biuro zarządu firmy znajdowało się w domu właściciela przy Piotrkowskiej 76, a skład w Pasażu Meyera (obecnie Moniuszki) 1.


Wiener należał do grona czołowych przedsiębiorców żydowskich. Obroty obydwu firm osiągały blisko sześć milionów rubli rocznie. W 1906 roku lub w 1908 firma została przekształcona w Towarzystwo Akcyjne Wyrobów Wełnianych M. A. Wiener z kapitałem zakładowym w wysokości trzech milionów rubli. 

Informator Handlowo-Przemysłowy, rok 1912.

Fabryki Wienera zatrudniały przed 1914 roku blisko 1200 robotników.

Informator Handlowo-Przemysłowy, rok 1913.

Podczas I wojny światowej niemieccy okupanci wywieźli maszyny i doprowadzili przedsiębiorstwo do ruiny. Mimo odbudowy fabryki i uruchomienia produkcji firma chyliła się ku upadkowi. W ramach oszczędności Wiener w 1924 roku przeniósł skład i biuro do pomieszczeń fabryki, ale produkcja nie osiągnęła już dawnego poziomu, a nawet przynosiła straty, wobec czego sąd po śmierci właściciela w 1927 roku, ogłosił upadłość przedsiębiorstwa.
Mojżesz Aron Wiener był członkiem Dozoru Bożniczego (do roku 1905), a później wieloletnim prezesem łódzkiej Gminy Żydowskiej i członkiem zarządu Towarzystwa Machzykiej-Hadas. Należał do środowiska ortodoksów zrzeszonych w „Agudas Haortodoksim”. Wspierał finansowo działalność Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Dobroczynności. Mieszkał w swoim domu przy Piotrkowskiej 76. Zmarł 10 października 1926 roku w Otwocku i prawdopodobnie tam został pochowany.
Był żonaty z Dwojrą z Klingerów, córką Icka i Sury Rojzy z Lewinów.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.


W 1887 roku, Gustaw F. Reymond, cukiernik francuskiego pochodzenia otworzył tutaj kawiarnię na miarę europejską, funkcjonującą wcześniej przy Piotrkowskiej 28, czy jak ówcześnie mawiano w domu Piotrkowskiego.
Przeczytaj w baedekerze: 

"Dziennik Łódzki", rok 1887.

"Dziennik Łódzki", rok 1887.

"Dziennik Łódzki", rok 1887.

Gustaw Reymond mieszkał przy ulicy Spacerowej 770 ( dzisiaj al. Kościuszki 27) gdzie, prawdopodobnie na przełomie lat 80. i 90. XIX stulecia, wystawił dwupiętrową kamienicę frontową.

"Dziennik Łódzki", rok 1885.


Kawiarnia Reymonda mieściła się w nowo zbudowanym domu narożnym przy Piotrkowskiej 76, w sąsiedztwie dwóch największych łódzkich hoteli i teatru. Lokal był niewielki i według „Świata” wzorowany na warszawskich kawiarniach zakładanych przez Szwajcarów. Cukiernia ta istniała zaledwie pięć lat. Zdołała jednak zdobyć stałą klientelę.

Kalendarz Łódzki, rok 1888.

"Dziennik Łódzki", rok 1889.
Piotrkowska 514 (dzisiaj 76), rok 1890.
(źródło: FotoPolska.eu)

"Łodzianin", rok 1883.

Na początku lat dziewięćdziesiątych  F.G. Reymond sprzedał swoją kawiarnię cukiernikowi Aleksandrowi Roszkowskiemu (1 lipca 1891 nastąpiło otwarcie kawiarni), spokrewnionemu z rodziną Geyerów.

"Rozwój", rok 1887.

Nabywca kawiarni pochodził z ziemiańskiej rodziny z Kujaw. Zawodu uczył się w takich warszawskich cukierniach jak Blikle, Semadeni i Lourse.

Spis wystawców i okazów wystawy higieniczno-spożywczej w Łodzi, rok 1903.

Bronisław Wilkoszewski, Cukiernia A. Roszkowskiego i pasaż Meyera.
Fotografia pochodzi z wydanego w 1896 roku albumu „Widoki m. Łodzi”. Saryusz Bronisław Paweł Wilkoszewski (1847-1901), zwany "łódzkim Canaletto" był mistrzem fotografii ilustracyjnej. Udokumentował zabudowę Łodzi z końca XIX wieku przede wszystkim wille, fabryki, budynki użyteczności publicznej, obiekty sakralne, ulicę Piotrkowską. Jego zakład fotograficzny znajdował się w willi "Trianon" w Pasażu Meyera 5 (obecnie ulica Moniuszki).
Przeczytaj w baedekerze:

Roszkowski przeprowadził gruntowny remont kawiarni. Po przeróbce lokal prezentował się okazale. Zajmował obszerne pomieszczenie na parterze budynku oraz pięć pokoi na pierwszym piętrze. Sale kawiarniane, wyklejone czerwoną pozłacaną tapetą, urządzone były wedle mody secesyjnej. Ściany przyozdobiono wykonanymi przez artystów malarzy zabawnymi karykaturami znanych na gruncie łódzkim osobistości. Na piętrze kawiarni, zwanym "górką", dokąd prowadziły wewnętrzne schody, znajdowało się dziewięć bilardów oraz osobny pokój do gry w szachy. Amatorzy lektury mieli do dyspozycji czytelnię bogato zaopatrzoną w pisma krajowe i zagraniczne.

"Rozwój", rok 1902.

Gdy w 1909 roku ukazał się tekst reklamowy, kawiarnia była już gruntownie przebudowana, złożona z wielu sal, w dodatku jej właściciel mógł się pochwalić złotymi medalami przyznanymi mu na wystawach spożywczych w Paryżu i Łodzi.

"Neue Lodzer Zeitung", 1909.

Prace przy przebudowie lokalu nadzorował Deutchman, roboty stolarskie wykonał właściciel znanej łódzkiej fabryki mebli Karl Wutke (ten przybysz ze Śląska miał zakład przy Cegielnianej).

Jubuleuszowe wydanie "Lodzer Zeitung" 1863-1893.
Przeczytaj w baedekerze:

Projekt przebudowy kawiarni sporządził jeden z najbardziej znanych ówczesnych architektów łódzkich Gustaw Landau-Gutenteger, absolwent petersburskiego Instytutu Inżynierów Cywilnych. Był zadeklarowanym zwolennikiem secesji. W tym stylu budował domy w Łodzi i zaprojektował Bank Wilhelma Landaua przy ul. Senatorskiej w Warszawie.


Częściowo secesyjne też były wnętrza kawiarni, chociaż na zdjęciu zamieszczonym w „Świecie” widać głównie wielki, przeszklony bufet i stojący za nim kredens. Oba o dość zachowawczych neorenesansowych formach. Być może pochodziły jeszcze sprzed przebudowy kawiarni. Secesyjne za to były dekoracje na tapetach: czerwonych i pozłacanych.
Kawiarnia w wiek XX wchodziła z oświetleniem elektrycznym oraz centralnym ogrzewaniem. „Osobne działy dla palących, dla pań, dla sklepu ze słodyczami zapewniają wszystkim wygodę i nikogo nie krępują, na górce zaś, gdzie jest osiem bilardów i osobny pokój do gry w szachy, panuje ożywienie prawdziwie wielkomiejskie”.

Kalendarz "Rozwoju", rok 1912.

U Roszkowskiego w pierwszej dekadzie XX wieku spotykała się łódzka inteligencja, „aby informacje ostatnie ze sobą wymienić i nieraz jaką szerszą sprawę omówić. Tu istnieje stół adwokacki, gdzie pomiędzy 12 a pierwszą można całą palestrę łódzką prawie spotkać. Tu się koło łódzkich filantropek często spotyka na posiedzeniach. A nawet charakterystyczny obrazek. Pensjonarki podczas wielkiej pauzy przychodzą tu do oddziału damskiego na drugie śniadanie”.

"Łodzianka", kalendarz humorystyczny, rok 1910.

Sklep ze słodyczami reklamował m.in. czekolady i kakao warszawskich firm Wedla oraz zapomnianej dziś cukierni Riese & Piotrowski. 


U „Roszka” można było skosztować między innymi „bab petinetowych, parzonych i piaskowych, placków, tortów, ciastek deserowych, czekoladek „Palermo”, owoców w konserwie, lodów, kremów” i innych smakołyków oraz wypić kawę, herbatę, a nawet likier.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1905.

"Rozwój", rok 1908.

Wnętrze ozdobiono obrazami. Były tu m.in. wykonane przez artystów karykatury znanych postaci łódzkich, jak też obrazy pędzla Witolda Weycherta. Zresztą w kawiarni urządzane bywały wystawy artystyczne.

"Rozwój", rok 1911.


W kawiarni "Roszka" - bo tak ją potocznie nazywano - gromadzili się wszyscy, którzy mieli jakieś znaczenie w życiu kulturalnym i społecznym Łodzi. Gospodarz lokalu umiejętnie łączył wymogi interesu z zasadami życia towarzyskiego, cieszył się więc ogromną sympatią swoich gości. Roszkowski, dbały o zachowanie dla zakładu opinii "cukierni-salonu", wywiesił w jego pomieszczeniach znamienne napisy:
"Uprasza się panów o zdejmowanie kapeluszy".
Należy tu wyjaśnić, że w owych czasach w restauracjach i kawiarniach przesiadywano przeważnie w nakryciach głowy.

"Lodzer Informations und Hause Kalender", 1910.

Od godzin przedpołudniowych do północy goście kawiarni zajmowali krzesła, fotele, kanapy i w oparach aromatycznej kawy gawędzili, plotkowali, obmawiali - wszystko i wszystkich. Rozmowy prowadzono w wielu językach: polskim, niemieckim, rosyjskim, czy jidisz. Żaden z szanujących się przyjezdnych kupców nie ominął okazji, żeby wpaść do "Roszka" na "pół czarnej". Swoje stałe stoliki mieli tu dziennikarze, adwokaci, inżynierowie, aktorzy.
Do kawiarni zachodził często wydawca poczytnego "Rozwoju" Wiktor Czajewski ze swoim przyjacielem, dyrektorem teatru łódzkiego, Michałem Wołowskim. Przysiadywali się do nich dziennikarze Władysław Ratyński i Stanisław Łąpiński.

Wiktor Czajewski (1857-1922)
(źródło fotografii: https://pl.wikipedia.org/)

- literat, dziennikarz, historyk, wydawca gazet i właściciel drukarni prasowej; badacz Kurpiowszczyzny. Pierwszy w Łodzi wyposażył w 1919 roku swoją drukarnię w dwa linotypy, zakupione w Poznaniu. Drukował albumy, dzieła naukowe i dwa tytuły prasowe: "Rozwój" oraz "Goniec Wieczorny". W grudniu 1903 roku uczestniczył w powołaniu Łódzkiego Towarzystwa Teatralnego. 

Michał Wołowski (1851-1900)
- polski aktor, dyrektor teatru, dziennikarz.
Przeczytaj w baedekerze:

Zaglądał tu czasem naczelny redaktor "Gońca Łódzkiego" Antoni Mieszkowski. Do stałych bywalców kawiarni należeli korespondenci warszawskich gazet: Karol Łaganowski i Władysław Rowiński oraz poeta i satyryk Artur Glisczyński.

Artur Glisczyński (1869-1910)
- dziennikarz, publicysta, poeta, związany twórczością z Łodzią.

Stale odwiedzał lokal Roszkowskiego właściciel Salonu Artystycznego, trochę malarz, trochę literat, Zygmunt Bartkiewicz. Syn zamożnego lekarza, uchodzący za krezusa, przy czym człowiek wielkiej fantazji i szerokiego gestu, otoczony był zazwyczaj gronem przyjaciół, aktorów i malarzy.

Zygmunt Bartkiewicz (1867-1944)
- pisarz, dziennikarz i felietonista.
Przeczytaj w baedekerze:

Ze świata teatralnego, oprócz Wołowskiego, bywali w kawiarni tak znakomici aktorzy, jak Marceli Trapszo, Józef Teksel, Karol Kopczewski, a w latach późniejszych - dyrektorzy sceny polskiej w Łodzi: Marian Gawalerowicz i Aleksander Zelwerowicz.

Grzegorz Teksel (Texel) 1839-1904
- aktor, śpiewak, dyrektor teatrów, założyciel teatru Victoria (Piotrkowska 67)
(portret z 1875 roku, żródło: https://pl.wikipedia.org/)
Przeczytaj w baedekerze:

Aleksander Zelwerowicz (1877-1955)
- aktor, reżyser, dyrektor teatru, pedagog, członek Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju w 1949 roku.
(Fot. Archiwum Ilustracji WN PWN SA  ©Wydawnictwo Naukowe PWN)
Przeczytaj w baedekerze:


Po zlikwidowaniu przez Bartkiewicza Salonu Artystycznego miejscowi malarze urządzali w pomieszczeniach kawiarni Roszkowskiego wystawy i aukcje obrazów. Kolonia malarska w Łodzi była wtedy dosyć liczna. Szerszą sławą cieszyli się: Wacław Nowina-Przybylski, Leopold Pilichowski, Franciszek Łubieński, Samuel Hirszenberg.

Leopold Pilichowski (1869-1934)
- malarz.
Przeczytaj w baedekerze:

Samuel Hirszenberg (1865-1908)
- malarz.
Olga Boznańska. Portret Samuela Hirszenberga.
Przeczytaj w baedekerze:

Stały stolik u "Roszka" mieli prawnicy. Najczęściej zajmowali go rejenci: Konstanty Płachecki prezes Stowarzyszenia Śpiewaczego "Lutnia", i Jan Kamocki. Przysiadywali się do nich adwokaci: Włodzimierz Wyganowski i Aleksander Mogilnicki. Dotrzymywał im towarzystwa Leon Gajewicz, dyrektor Towarzystwa Kredytowego. Rej wśród prawników wodził Piotr Kon, znany bezinteresowny obrońca w procesach politycznych.
Wśród gości kawiarnianych nie brakowało także lekarzy. Znaczniejsi - to Karol Jonscher i Seweryn Sterling. Pierwszy z nich był wówczas wiceprezesem Towarzystwa Lekarskiego i patronował wielu poczynaniom z zakresu opieki zdrowotnej nad mieszkańcami Łodzi, drugi zaś, specjalizujący się w zwalczaniu gruźlicy, redagował jedyny łódzki periodyk naukowy "Czasopismo Lekarskie".

Karol Jonscher (1850-1907)
- lekarz i społecznik.
Przeczytaj w baedekerze:

Seweryn Sterling (1864-1932)
- lekarz, popularyzator higieny i oświaty sanitarnej, działacz społeczny.
Był twórcą łódzkiej szkoły ftyzjatrycznej, ukierunkowanej na profilaktykę gruźlicy.
(zbiory Narodowego rchiwum Cyfrowego)
Przeczytaj w baedekerze:


Jeden stolik w kawiarni "u Roszka" okupowały panie "z towarzystwa". W wielkich kapeluszach z barwnymi wstążkami i strusimi piórami robiły wrażenie ogromnych egzotycznych motyli. „Było to gniazdo towarzyskich plotek i intryg - pisał pewien pamiętnikarz - Czasami jednak stąd właśnie wychodziła inicjatywa letnich kolonii czy święconego stołu dla najbiedniejszych dzieci z Bałut lub innego przedmieścia, albo też balu na rzecz Towarzystwa Dobroczynności".
Sam gospodarz niejednokrotnie obsługiwał bardziej znakomitych gości. Siadywał zwykle przy stoliku w pierwszej salce, vis a vis wejścia.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1900.

We wrześniu 1899 roku Roszkowski otworzył filię przy Piotrkowskiej 107. Na początku 1902 roku filia została przeniesiona na Piotrkowską 103.

"Rozwój", rok 1903.

Piotrkowska 103/105, dzisiaj.

Piotrkowska 107.

"Rozwój", rok 1908.

W rękach Aleksandra Roszkowskiego kawiarnia znajdowała się 21 lat. Przez ten czas zdołała wejść do dziejów wielkiej literatury. To u Roszkowskiego w roku 1896 przesiadywał Władysław Reymont, podglądając gości i szukając charakterystycznych postaci do „Ziemi Obiecanej” (publikowanej po raz pierwszy w odcinkach w latach 1897-1898). 
Tu bywa często jeden z głównych bohaterów powieści, Moryc Welt. Nieodmiennie zamawia „melanż”. Tutaj też zastanawia się, od kogo może pożyczyć pieniądze na budowę fabryki. 

„Cudne miasto — szepnął Moryc, stojąc na rogu pasażu Meyera i przymrużonymi oczyma, patrząc po tych nieskończenie długich groblach domów, co ściskały ulice. — Cudne miasto, ale co ja na tym zarobię — myślał drwiąco i wszedł do cukierni narożnej, już zapchanej prawie po wierzch”.

  „Melanż! — zawołał na chłopaków, biegających we wszystkie strony, wcisnął się na jakieś miejsce wolne, przerzucił machinalnie ostatni „Berliner Börsen Courier” i znowu zapadł w rozmyślania; myślał, skąd wydostać pieniędzy, a potem, jak urządzić, aby na tym bawełnianym interesie, o który zrobił z przyjaciółmi układ kilka godzin temu, zarobić jak najwięcej. Maurycy Welt za bardzo był łódzkim „Gründerem”, żeby mógł mieć jakie wahania sumienia, przeszkadzające mu zrobić dobry interes chociażby na skórze przyjaciół, jeśli ten interes sam mu szedł w ręce”.

Moryc Welt (Wojciech Pszoniak), Karol Borowiecki (Daniel Olbrychski) i Maks Baum (Andrzej Seweryn)
- bohaterowie "Ziemi Obiecanej", powieści Władysława Stanisława Reymonta.
Kadr z filmu w reżyserii Andrzeja Wajdy z 1974 roku.
(źródło fotografii: https://old.radiolodz.pl/)
Przeczytaj w baedekerze:

„Melanż! — rzucił znowu kelnerom, którzy w gwarze i tłoku, jaki napełnił cukiernię, kręcili się pomiędzy stolikami, z tacami kaw i herbat nad głowami. Zegar z kukułką wykukał pierwszą. Z cukierni zaczął się wolny odpływ na ulicę, na spacer. Moryc wciąż siedział, naraz oczy mu rozbłysły, rozczesał palcami swoją wspaniałą, aksamitną brodę, wcisnął mocno binokle na nos i zaczął prędko mrugać oczami. (…) Zaczął się rozglądać po cukierni, po wąskim, ciemnym i długim pokoju, prawie już pustym, bo tylko pod oknami siedziało kilkunastu młodych ludzi, zatopionych w wielkich płatach gazet”. Gdy przychodziło do płacenia, krzyczał: „Kelner! Zal!”.

W ekranizacji „Ziemi Obiecanej” Andrzeja Wajdy w cukierni panuje nieopisany ruch i rejwach. Lokal przypomina raczej salę giełdy niż kawiarnię. Moryc Welt (Wojciech Pszoniak), jak wielu innych mężczyzn w meloniku, Bum Bum (Marek Walczewski) w cylindrze, Żydzi w jarmułkach. Wszystko to prawda. W tym czasie mężczyźni często nie zdejmowali nakryć głowy w kawiarniach. Ale nie u Roszkowskiego. Tu miało być elegancko.

„Pan Roszkowski zachowuje swojemu lokalowi charakter godziwych salonów, gdzie mężczyźni siedzą z odsłonięta głową” – czytamy w artykule reklamowanym na łamach warszawskiego tygodnika „Świat” z 1909 roku. Jak już było wspomniane, przy wejściu wisiał napis z prośbą, by panowie zdejmowali nakrycie głów. Oczywiście nie dotyczyło to kobiet, dla których w kawiarni była wydzielona oddzielna sala. „Tu spotkać można wszystkie piękne i eleganckie łodzianki, tym bardziej, że nowe futro, sensacyjny kapelusz, modna nowość nigdzie tak dobrze pokazaną być nie może, jak u Roszkowskiego”.


Narożne okna były niegdyś zwieńczone półkoliście. Po wojnie je wyprostowano, tak jak zbito z parteru efektowne boniowanie, tynkując ścianę na gładko.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1912.

Kawiarnia miała swoją niepowtarzalną atmosferę. Wszystko skończyło się w 1913 roku gdy Roszkowski sprzedał kawiarnię swemu krewniakowi Bolesławowi Gostomskiemu, prowadzącemu wcześniej cukiernię na terenie istniejącego jeszcze "Paradyzu", przy Piotrkowskiej 175, a sam wyjechał do Szwajcarii. 

"Rozwój", rok 1912.

Gdy dziwiono się czemu pozbywa się tak doskonałego interesu ponoć mówił: " mnie wystarczy na najdłuższe życie, on jest młodszy, niech się dorabia".

Niestety nie starczyło, bo nadeszła I wojna światowa i papiery wartościowe, w których Roszkowski ulokował swe oszczędności, straciły wartość.
Po pierwszej wojnie światowej wrócił do Łodzi, zmarł w 1935 roku.

Piotrkowska, grudzień 1914 roku. Widoczne wejście do cukierni.
(źródło: FotoPolska.eu)

"Rozwój", rok 1912.

"Śmiech", tygodnik humorystyczno-satyryczny, rok 1912.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1913.

"Gazeta Łódzka", rok 1913.

Jubileuszowe wydanie "Lodzer Zeitung 1863-1913" .

Kawiarnia Gostomskiego przejęła na pewien czas bogate tradycje "Roszka", nie wytrzymała jednak konkurencji sąsiadującej z nią kawiarni Grand Hotelu.

Bronisław Wilkoszewski, "Widoki m. Łodzi, Grand Hotel i Restautacyja"
(zbiory WBP)
Przeczytaj w baedekerze:
Informator Handlowo-Przemysłowy, rok 1914.

"Lodzer Informations und Hause Kalender", 1914.

Kawiarnia Bolesława Gostomskiego funkcjonowała również w czasie I wojny światowej.

Jednodniówka "Ratujcie Dzieci" z 11 czerwca 1916 roku.

.... i w wyzwolonej Polsce:

Kalendarz Kościuszkowski, rok 1918.

Kalendarz Informacyjno-Handlowy, rok 1919.
Niestety, w latach 20. XX wieku cukiernia Gostomskiego traciła na popularności. W 1923 roku prasa codzienna donosiła o szczurach biegających w nocy za witryną lokalu…

"Rozwój", rok 1920.

"Rozwój", rok 1921.

Kalendarz Informator, rok 1922.

"Republika", rok 1923.

"Nowiny", rok 1924.

"Ilustrowana Republika", rok 1925.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.


"Głos Poranny", rok 1932.

W 1932 roku, po długim remoncie, otworzyła tutaj podwoje nowa cukiernia, "Ziemiańska", o której łódzka prasa pisała jako o filii znanej cukierni warszawskiej, prowadzonej przez Karola Albrechta.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1932.
"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1932.

Nie jest jasne jak długo "Ziemańska" była firmowana przez warszawskiego restauratora, baedeker odnalazł tylko jedną reklamę z jego nazwiskiem:

"Głos Poranny", rok 1932.

... w każdym razie już w 1933 roku jako właściciel podawany jest Józef Piątkowski.

"Głos Poranny", rok 1933.

"Głos Poranny", rok 1933.

"Głos Poranny", rok 1933.

"Głos Poranny", rok 1933.

"Głos Kupiectwa", rok 1935.

Józef Piątkowski w tym czasie skupił w swym ręku już trzy kawiarnie łódzkie. Poza "Ziemiańską" należały do niego lokale przy Piotrkowskiej 126 (wcześniej cukiernia Tadeusza Szaniawskiego), "SiM" (od "Sztuka i Moda" lub "Szyk i Moda") przy pl. Wolności 4, posiadał również kawiarnię w Pabianicach przy pl. Zamkowym 7.

"Najer Fołksbłat", 1933.
Przeczytaj w baedekerze:

"Głos Poranny", rok 1936.

Księga Adresowa m. Łodzi 1937-1939.


"Łódź w Ilustracji", rok 1935.

"Łódź w Ilustracji", rok 1935.

"Głos Poranny", rok 1936.

Caffe "Corso", 1940-1944.
(źródło: FotoPolska.eu)

Kwiarnia podczas drugiej wojny światowej w okupowanej Łodzi zamieniła się w konditorei und caffe „Corso”. 

Caffe "Corso"/Kaffee Korso, 1940-1944.
(źródło: zbiory WBP)

Ulica Piotrkowska, widoczne wejście do kawiarni "Corso" ("Korso"), wrzesień 1939 roku.
(źródło: FotoPolska.eu)

Caffe "Corso", 1940-1944.
(źródło: FotoPolska.eu)

Było to wnętrze nowoczesne, któremu charakter nadawały podświetlane panele z mlecznego szkła, a w wystroju przewodni motyw stanowił prostokąt. Motyw ten konsekwentnie powtórzony został w szklanym daszku nad wejściem. Być może wystrój ten pochodził jeszcze z czasów przedwojennej „Ziemiańskiej”. Za to całkiem nowe były tu portrety hitlerowskich notabli, m.in. Goeringa i Goebbelsa...

Wnętrze kawiarni i cukierni "Corso", ok. 1940-1942.
(źródło: FotoPolska.eu)


Po II wojnie działała tu upaństwowiona kawiarnia Łodzianka.

Piotrkowska 76, widoczne wejście do "Łodzianki"
(Archiwum Państwowe w Łodzi/ FotoPolska.eu).

"Dziennik Łódzki", rok 1951.

"Dziennik Łódzki", rok 1964.

"Łodzianka", lata 80. XX stulecia.
(źródło: FotoPolska.eu)

 W przewodniku Stanisława Liszewskiego „Łódź i okolice” z 1982 roku oznaczona była gwiazdką jako kawiarnia szczególnie polecana...

Po ostatniej wojnie w dawnym lokalu Roszkowskiego 
znalazła pomieszczenie kawiarnia "Łodzianka".

"Dziennik Łódzki", rok 1985.

W latach późniejszych mieściły się tu różne placówki handlowe nie związane z branżą cukierniczą.


Dzisiaj ma tu swoją siedzibę Bank PKO SA, a "górkę" zajmuje biuro notarialne.


Inne firmy, które znalazły swoje miejsce przy Piotrkowskiej 76:

"Dziennik Łódzki", rok 1884.

W kamienicy należącej jeszcze do pierwotnego właściciela, Pana Działowskiego, funkcjonował sklep kolonialny i delikatesy Leopolda Janiszewskiego. W ramach rozwoju prowadzonego interesu, w 1885 roku, Janiszewski umożliwił wynajmowanie pokoi gościnnych, a dla nocujących podróżnych uruchomił restaurację.

"Dziennik Łódzki", rok 1885.

"Dziennik Łódzki", rok 1885.

Kilka lat później, gdy właścicielem kamienicy stał się Ludwik Meyer mieścił się tu sklep Weikerta i Drechslera z żelaznymi łóżkami, welocypedami, wózkami dziecięcymi, łyżwami i sankami.

Kalendarz Łódzki, rok 1888.


"Gazeta Łódzka", rok 1913.

Umieścił tu jedną ze swoich kwiaciarni Wojciech Salwa.

Wojciech Salwa (1879-1944)
fotografia ze strony 
Klubu Sympatyków Rudy Pabianickiej
Przeczytaj w baedekerze:


"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1900.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1905.


Na przełomie XIX i XX wieku, na trzecim piętrze zbudowanej kilka lat wcześniej kamienicy od strony pasażu Meyera, otworzył jedno ze swoich atelier (Warszawa, Petersburg, Odessa, Woronież) Jakub Tyraspolski, posiadacz nobliwego tytułu fotografa nadwornego.

"Rozwój", rok 1908.

Informator Handlowo-Przemysłowy, rok 1909.

Informator Handlowo-Przemysłowy, rok 1911.

"Rozwój", rok 1911.

"Rozwój", rok 1911.

W roku 1908 Tyraspolski sprzedał zakład Feliksowi Buchcarowi. Można domniemywać, że w 1920 roku zakład ponownie zmienił właściciela, którym został brat Feliksa, Jan Buchcar. Tyraspolski cały czas firmował atelier swoim nazwiskiem.

"Rozwój", rok 1920.

Kalendarz Informator, rok 1923.

"Republika", rok 1924.

"Republika", rok 1925.

"Kurier Łódzki", rok 1926.

Rejestr Handlowy, rok 1926.

Atelier fotograficzne Jakuba Tyraspolskiego działało do wybuchu II wojny światowej.

"Lodzer Zeitung", 1939.

Fotografie wykonane w łódzkim atelier Jakuba Tyraspolskiego.
(zbiory Muzeum Miasta Łodzi)
Przczytaj w baedekerze:


Z Piotrkowską 76 łączy się również historia rodziny Kopczyńskich, łódzkich piekarzy.
W 1849 roku Ignacy Kopczyński, młynarz (piekarz) kupił nieruchomość przy Piotrkowskiej 93. Z nastaniem nowego pokolenia, profesja piekarska rodziny Kopczyńskich została wprowadzona na nowe tory. Sprawcami postępu i dynamicznego rozwoju, byli synowie Ignacego, Walenty i Józef Kopczyńscy. Przełomowy okres nastąpił w latach 90. XIX stulecia; w nowej dwupiętrowej kamienicy frontowej kamienicy przy Piotrkowskiej 93 rozpocząła działalność piekarnia Józefa Kopczyńskiego.

Piotrkowska 93.

Wkrótce, przy ulicy Juliusza 14 (dzisiaj ul. Dowborczyków 31), Walenty wybudował pierwszą łódzką piekarnię mechaniczną.

"Rozwój", rok 1900.

"Rozwój", rok 1905.

"Rozwój", rok 1907.

Na początku XX wieku Kopczyńscy zajmowali niekwestionowane, pierwsze miejsce w obszarze piekarnictwa. Firma, występująca pod szyldem "Walenty Kopczyński", posiadała liczne filie na terenie całego miasta, w tym kilka na Piotrkowskiej, a gówny magazyn znajdował się przy Piotrkowskiej 76.

"Rozwój", rok 1912.

Firma zopatrywała na zasadzie wyłączności wiele łódzkich sklepów. W 1912 roku mechaniczna piekarnia "Walenty Kopczyński" wystawiła swój pawilon na wystawie Rzemieślniczo-Przemysłowej, która zlokalizowana była pomiędzy ulicą Dzielną (dzisiaj ul. Narutowicza), a Wierzbową, na terenie dzisiajszego parku im. Sienkiewicza.

Pawilon piekarni mechanicznej Walentego Kopczyńskiego.
Przeczytaj w baedekarze:

"Rozwój", rok 1913.

"Lodzer Zeitung", 1913.

Informator Handlowo-Przemysłowy, rok 1914.

"Lodzer Zeitung", 1914.

"Rozwój", rok 1914.

Po I wojnie światowej ster rodzinnego przedsiębiorstwa objęło trzecie pokolenie Kopczyńskich. Stanisław Kopczyński, syn Walentego, był czynnym uczestnikiem życia społecznego i politycznego Łodzi, a w 1935 roku kandydował w wyborach do Sejmu IV Kadencji.
Kopczyńscy byli w okresie międzywojennym najlepiej rozpoznawalną marką łódzkich piekarni.


W latach 20. i 30. XX wieku przy Piotrkowskiej 76 mieściła się kwiaciarnia przedsiębiorstwa ogrodniczego "Marysin" posiadającego własne uprawy w Rudzie Pabianickiej.

Informator m. Łodzi z kalendarzem, rok 1920.

"Hasło Łódzkie", dodatek ilustrowany "Kuriera Łódzkiego", rok 1929.

Kwiaciarnie przedsiębiorstwa "Marysin" znajdowały się przy Piotrkowskiej 76, 6 i 161.

"Głos Poranny", rok 1936.

"Głos Poranny", rok 1937.



W latach 30. ubiegłego stulecia przy Piotrkowskiej 76 mieściło się biuro i skład firmy bliźniaków Mojżesza i Tobiasza Pikielnych. Ich braćmi byli również  Abram i Jochel Pikielni (założyciele firmy A.i J. Pikielny), którzy mieli swoją siedzibę przy Piotrkowskiej 64. 

"Głos Poranny", rok 1937.

"Głos Poranny", rok 1938.
Piotrkowska 64.

"Głos Poranny", rok 1932.

W okresie międzywojennym firma Mojżesza Pikielnego nosiła nazwę Fabryka Wyrobów Wełnianych i Bawełnianych "M. i T. Pikielni" (od 1923 roku była to spółka akcyjna). Dopiero w 1923 roku, gdy do spółki akcyjnej przystąpili Eitingowie, fabryka odzyskała dawną świetność sprzed I wojny światowej.
Przeczytaj w baedekerze:

"Głos Kupiectwa", rok 1935.

Według "Rocznika Przemysłu i Handlu" z 1932 roku zarząd firmy stanowili: Borys Eitingon (prezes) a jego brat Naum, Mojżesz Pikiwlny i jego syn Maks oraz Tobiasz Pikielny i jego zięć Izaak Hochaman byli członkami zarządu. W 1934 roku (po odejściu Eitingonów i śmierci Tobiasza) Mojżesz został prezesem spółki a jego synowie Maks i Wiliam oraz sukcesorzy Tobiasza: Izaak Hochman i synowie Józef (inzynier) i Herman (dr prawa) tworzyli zarząd firmy.

"Głos Poranny", rok 1936.

W połowie lat 30. XX wieku Mojżesz Pikielny założył skład konsygnacyjny w Warszawie przy ul. Długiej 55 i przedstawicielstwo w Tel Awiwie (Shereshewsky & Wojtinsky). Zarząd i biuro mieściły się w Łodzi przy ul. Moniuszki 3.
W 1938 roku od spadkobierców Tobiasza odkupił wszystkie akcje i wraz z synami został jedynym wlaścicielem przedsiębiorstwa. Był orezesem aż do momentu wybuchu wojny w 1939 roku, kiedy firmę, tak jak i inne przedsiębiorstwa prowadzone przez Żydów skonfiskowała administracja niemiecka.

"Głos Poranny", rok 1937.

Po wybuchu wojny uciekł z rodziną do Warszawy i tam zamknięty w warszawskim getcie zginął w 1943 roku, w bliżej nieznanych okolicznościach.
Mojżesz Pikielny był filantropem i społecznikiem: był członkiem zarządu Internatu dla dzieci żydowskich i Fermy w Helenówku gm. Radogoszcz przy (obecnie) Krajowej 15, budynek już nie istnieje. Był członkiem zarządu Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Muzycznego i Literackiego "Hazomir" )"Słowik"). Odgrywał istotną rolę w Towarzystwie Żydowskich Szkół Średnich powołanym w 1912 roku, w 1899 roku był jednym z organizatorów Łódzkiego Towarzystwa Dobroczynności. Żonaty z Jettą z Weisagierów, miał dwóch synów: Maksa (1899-1970) i Wiliama (1903-1939), który podczas ucieczki z Łodzi zginął we wrześniu 1939 roku w czasie bombardowania.

"Głos Poranny", rok 1938.

Groby rodziny Pikielnych na Cmentarzu Żydowskim przy ulicy Brackiej.

Wracamy na ulicę Piotrkowską. Bywało tu ciekawie:

"Rozwój", rok 1914.

"Rozwój", rok 1914.

W latach 30. XX wieku przy Piotrkowskiej 76 mieścił się salon kosmetyczny.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1933.


I wiele innych firm:

"Dziennik Łódzki", rok 1889.

"Dziennik Łódzki", rok 1892.

"Rozwój", rok 1903.

"Rozwój", rok 1914.

Kalendarz Informator, rok 1923.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

"Republika", rok 1924.

"Republika", rok 1925.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

"Ilustrowana Republika", rok 1927.

"Ilustrowana Republika", rok 1927.


... i po II wojnie światowej:

Książka Adresowa, rok 1947.

"Dziennik Łódzki", rok 1966.

"Dziennik Łódzki", rok 1966.

"Dziennik Łódzki", rok 1985.

Lata 1973-1980. Ulica Piotrkowska, widoczna kamienica nr 76.
(źródło: FotoPolska.eu)

W latach 90. XX stulecia mieściła się tu lubiana przez łodzian restauracja "Czarny Koń".

"Odgłosy", rok 1992.


Dzisiaj przy Piotrkowskiej 76 mieści się między innymi bistro La Vende.



Na zakończenie Piotrkowska 76 w nocnej odsłonie, w czasie trwającego Light Move Festival, od lat cieszącego się wśród łodzian wielką popularnością:


... i sensacyjnie:

"Ilustrowana Republika", rok 1927.


Źródła:
Wacław Pawlak. Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.
Jacek Kusiński, Ryszard Bonisławski, Maciej Janik. Księga fabryk Łodzi.
Ireneusz Ihnatowicz. Przemysł łódzki w latach 1860-1900.
Ignacy Schiper. Dzieje handlu żydowskiego na ziemiach polskich.
Wacław Puś. Żydzi w Łodzi w latach zaborów 1793-1914.
Marek Szukalak. Słownik biograficzny Żydów łódzkich i z Łodzią związanych.
oraz:
Encyklopedia PWN
Piotr Machlański. Szlak ulicy Piotrkowskiej.


...i jeszcze wspomnienia o "Roszku" w łódzkiej prasie z lat 60. i 90. ubiegłego stulecia:

"Panorama Dziennika Łódzkiego", rok 1963.

"Odgłosy", rok 1991.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi, Narodowego Archiwum Cyfrowego, Muzeum Miasta Łodzi
oraz stron:
Archiwum Ilustracji WN PWN SA ©Wydawnictwo Naukowe PWN
https://pl.wikipedia.org/
https://old.radiolodz.pl/

"Ilustrowana Republika", rok 1925.

Fot. współczesne Monika Czechowicz