czwartek, 17 grudnia 2020

Mural poświęcony Janowi Kowalewskiemu.


Senat RP ustanowił rok 2020 Rokiem pułkownika Jana Kowalewskiego (1892-1965). W stulecie bitwy warszawskiej, izba wyższa postanowiła uczcić matematyka i genialnego kryptologa, bez którego prawdopodobnie nie byłoby triumfu odradzającej się Rzeczypospolitej nad bolszewikami.
Gdyby nie dokonania Jana Kowalewskiego, który złamał rosyjskie szyfry, byłoby nam znacznie trudniej wygrać Bitwę Warszawską. To dawało polskim sztabom możliwość podejmowania racjonalnych decyzji opartych na wiedzy. I działania naszych dowództw były przez to bardzo skuteczne.


Na ścianie budynku przy ulicy Nawrot 7 powstało wielkoformatowe malowidło poświęcone ppłk. Janowi Kowalewskiemu, który złamał bolszewickie kody podczas wojny z lat 1919-1921. Miejsce muralu jest nieprzypadkowe, bowiem Jan Kowalewski urodził się w Łodzi, a mieszkał nieopodal, przy ulicy Piotrkowskiej 132.
Mural przedstawia postać kryptologa w polskim mundurze z lat. 20. XX wieku.
- Ta ogromna praca składa się z 15 tysięcy szablonów, złożonych z liter i cyfr. Jest swego rodzaju kodem, bowiem z nich ukaże się postać Jana Kowalewskiego – powiedział Paweł Hert (Ovca) z grupy NTK, który tworzy mural.
- Od lat wspieramy w naszym mieście projekty tożsamościowe, więc pozyskaliśmy środki na stworzenie dzieła, poświęconego Janowi Kowalewskiemu. Kiedy goście naszego festiwalu Soundedit przyjeżdżają do Łodzi, z chęcią zwiedzają szlak murali. Teraz będą mieli okazję dotknąć też nieco historii – powiedział Maciej Werk z Fundacji Art Industry, która pozyskała środki na realizację dzieła z Ministerstwa Obrony Narodowej.
Oficjalne odsłonięcie muralu odbyło się 24 października, w 128. rocznicę urodzin Jana Kowalewskiego.

Tajemniczy porucznik Jan Kowalewski - pierwszy z lewej.
(zdjęcie ze zbioru Hugo Ferreiry, wnuka Jana Kowalewskiego)

Jan Kowalewski urodził się w Łodzi 23 października 1892 roku, ale jego łódzkim życiu niewiele wiadomo. Ojciec miał na imię Józef, a matka Zdzisława, z domu Kowalska. 

Z rodzicami w Merano/ Włochy, ok. 1900 roku.

Jego rodzina na pewno nie należała do ubogich. Jan Kowalewski uczył się bowiem w renomowanym w Łodzi gimnazjum, Szkole Handlowej Kupiectwa Łódzkiego. Można więc przypuszczać, że rodzina Kowalewskiego miała kupieckie korzenie.

Szkoła Zgromadzenia Kupców przy ulicy Dzielnej (obecnie Narutowicza), dzisiaj siedziba rektoratu Uniwersytetu Łódzkiego
(fot. archiwalna ze zbiorów Państwowego Archiwum w Łodzi)

W tej szkole, w 1909 roku, Jan Kowalewski zdał maturę. Niedługo po tym wyjechał do Belgii. Znalazł się w Liege, gdzie rozpoczął studia na tamtejszym uniwersytecie. Studiował chemię przemysłu. W 1912 roku uzyskał tzw. pół dyplom. Został inżynierem, a ukończył studia będące odpowiednikiem dzisiejszego licencjatu. Został chemikiem, kolorystą.

Młody Jan Kowalewski jako sportowiec. Łódź, rok 1913.

Po studiach Jan Kowalewski wrócił do Łodzi. Miał 20 lat i myślał o karierze inżyniera chemika. Zawodową praktykę odbywał w Zgierzu, w fabrykach przetworów chemicznych. Ale jeszcze przed wybuchem wojny wyjechał z Łodzi. Dostał angaż na inżyniera w Białej Cerkwi na Ukrainie. Być może wtedy na zawsze pożegnał się z rodzinnym miastem.
W Białej Cerkwi Kowalewskiego zastała wojna. W 1915 roku został zmobilizowany i jako inżynier skierowany do szkoły oficerskiej w Kijowie. Rok później ukończył ją w stopniu chorążego. 
Dostał przydział do tzw. zapasowego pułku w Teodozji. Potem walczył na froncie rumuńskim, w Bukowinie i Mołdawii. Podczas jednego z ataków gazowych został ranny. W styczniu 1917 roku otrzymał awans na podporucznika. Po obaleniu caratu brał udział w organizowani Związku Wojskowego Polaków. Kiedy w 1917 roku sformowano w Besarabii II Korpus Polski na Ukrainie, został komisarzem frontu rumuńskiego, a potem oficerem operacyjnym sztabu korpusu.
Po bitwie pod Kijowem, w maju 1918 roku, Jan Kowalewski dostał się do niemieckiej niewoli. Ale udało mu się z niej uciec; przy okazji zabrał ze sobą dokumenty korpusu. Znalazł się z nimi w ogarniętą rewolucją Moskwie. Potem pojechał do Kijowa. Należał już wtedy do Polskiej Organizacji Wojskowej. Brał udział w organizacji 4 Dywizji Strzelców Polskich generała Lucjana Żeligowskiego. Został w niej szefem wywiadu, otrzymując stopień porucznika. Przez Odessę, Besarabię, Bukowinę i Pokucie w maju 1919 znalazł się w niepodległej Polsce.


Tu zaczyna się jeden z najciekawszych epizodów życia Jana Kowalewskiego. Zostaje oddelegowany do Biura Wywiadu Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego. Organizuje Wydział II Radiowywiadu Biura Szyfrów Oddziału II Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa. Doskonale sprawdza się w tej roli. Ma zresztą ku temu wspaniałe kwalifikacje. Ścisły, matematyczny umysł, znajomość kilku języków obcych. Jako oficer służb inżynierskich znał dobrze organizację armii rosyjskiej. A Armia Czerwona odtwarzała schematy armii carskiej, służyli w niej przecież carscy oficerowie.
Co najważniejsze, Jan Kowalewski miał talent do łamania szyfrów. Jak sam potem wspominał w Radiu Wolna Europa, szyfrantem został przez przypadek. Kolega, porucznik Stanisław Sroka, miał akurat wesele siostry. Poprosił Kowalewskiego, by zastąpił go na dyżurze w sztabie generalnym. Miał segregować depesze, które napływały z nasłuchu radiowego i wysyłać w odpowiednie miejsce. Wtedy w ręce wpadła mu sterta nierozszyfrowanych depesz bolszewickich. I zaczął się bawić w jej rozszyfrowanie.
- Wcześniej jedynym źródłem moich wiadomości o szyfrach były jedynie nowelki Allana Edgara Poe - wspominał w Wolnej Europie Jan Kowalewski. - Spędziłem całą noc na tej pracy. Udało mi się rozszyfrować depesze wysłane przez tzw. „Grupę Mozyrską”. Zapełniała ona lukę między Armią Północną dowodzoną przez Tuchaczewskiego a Armią Południową, której głównym politrukiem był Stalin. W deszyfracji pomogły mi dwie rzeczy - słowo „dywizja”, które w języku rosyjskim zawierało w sobie trzy litery „i” oraz to, że depesze były podpisywane szyfrem, a raz pełnym tekstem.
Na drugi dzień po sztabie rozeszła wieść, że jest osoba, które potrafi rozszyfrowywać bolszewickie depesze. Janowi Kowalewskiemu kazano utworzyć komórkę deszyfracyjną przy sztabie generalnym. Założył całą sieć stacji nasłuchowych, które przy pomocy telegrafu były połączone ze sztabem głównym.
Jednocześnie przy rozszyfrowywaniu depesz zatrudnił znakomitych matematyków z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Lwowskiego. Byli to późniejsi profesorowie Wacław Sierpiński, Stanisław Leśniewski i Stefan Mazurkiewicz. Już w sierpniu 1919 roku udało się im przełamać klucze szyfrowe Armii Czerwonej. Polskie dowództwo otrzymało m.in. informacje co do koncentracji wojsk sowieckich, przebiegu linii frontu podczas wojny domowej na Ukrainie, na Kaukazie i w południowej Rosji. Kowalewski złamał też szyfry armii Antona Denikina, białej Floty Czarnomorskiej, a także Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej.
Pozwoliło to na śledzenie wydarzeń w Rosji. A już w styczniu 1920 roku Kowalewski rozpoczął łamanie szyfrów niemieckich.
Jak twierdzi prof. Grzegorz Nowik, to właśnie dzięki Kowalewskiemu i jego grupie Józef Piłsudski oraz polskie dowództwo otrzymało niesamowitą broń. Przydała się ona podczas wojny polsko - bolszewickiej w 1920 roku. W czasie bitwy warszawskiej dzięki rozszyfrowaniu depesz bolszewickich Piłsudski mógł podjąć skuteczne decyzje strategiczne.

Centralna stacja radiotelegraficzna na Cytadeli w Warszawie, 1918–1920

Po latach Jan Kowalewski wspominał moment, gdy Armia Konna Budionnego przełamała w 1920 roku linię frontu, co spowodowało odwrót polskich wojsk. Pierwszym sygnałem o pojawieniu się w akcji tej armii była depesza o zdobyciu polskiego pociągu pancernego, którego załogę bolszewicy wycięli szablami. Jan Kowalewski całą noc siedział nad rozszyfrowaniem tej depeszy.
- Odtąd Budionny był naszym „stałym klientem” - wspominał bohater z Łodzi. - Zmieniał szyfry, nazywał swoje dywizje nazwami szlachetnych kamieni. Na przykład „gwiazda świeci” oznaczało, że dywizja posuwa się do przodu.

Przewoźna radiostacja Marconi YB1, 
podstawowe wyposażenie w wojsku polskim w II Rzeczypospolitej
 (Fot. domena publiczna)

Jednak najważniejsze dla przebiegu bitwy warszawskiej było to, że udało się rozszyfrować depesze mówiącą o tym, że dowódca „Grupy Mozyrskiej” , która obsadzała środkowy odcinek frontu, między Armia Północą a Południową, nie daje rady i ma do obsadzenia swoimi żołnierzami coraz dłuższy odcinek frontu. To nasunęło Józefowi Piłsudskiemu kierunek kontrofensywy. Jednocześnie Kowalewski ze swoją grupą zaczęli zagłuszać bolszewickie stacje radiotelegraficzne, co uniemożliwiło kontakt między bolszewickimi armiami. Stacja na Cytadeli Warszawskiej zaczęła nadawać na rosyjskiej częstotliwości. Przez 36 godzin polscy radiotelegrafiści zaczęli wystukiwać alfabetem Morse’a Księgę Rodzaju zaczynającą się od słów: Na początku było słowo, a słowo było w Bogu... W konsekwencji IX Armia Sowiecka nie odebrała rozkazu odwrotu i została internowana na terenie Prus…

Kowalewski w czasie III Powstania Śląskiego. Górny Śląsk, rok 1921.

Po wojnie polsko - bolszewickiej Jan Kowalewski został skierowany do walki w III Powstaniu Śląskim. Józef Piłsudski odznaczył go Krzyżem Virtuti Militari, a w 1922 roku otrzymał awans na kapitana. 

Grupa oficerów polskich podczas III Powstania Śląskiego przed pałacem w Slawentzitz (Sławięcice). Na pierwszym planie stoją od prawej: kapitan Leon Bulowski, kapitan Robert Oszek (drugi z prawej), kapitan Jan Chodźko, porucznik Jan Kowalewski

W 1923 roku kapitan Kowalewski wyjechał do Japonii, gdzie tworzył służby kryptologiczne tamtejszego cesarstwa. W dowód zasług otrzymał Order Wschodzącego Słońca , najwyższy order japońskiego imperium.

Po powrocie z Tokio, Warszawa 1924 rok.
Kowalewski w gronie rodziny i... z oswojoną gęsią.

Po powrocie do kraju został majorem, skierowano go na studia do Wyższej Szkoły Wojennej w Paryżu.

Słuchacze Wyższej Szkoły Wojennej. 
Kowalewski stoi pierwszy po prawej.

Już jako podpułkownik był attache wojskowym w Moskwie. Jednak w 1933 został uznany za personę non grata i opuścił Związek Radziecki. W tym samym roku zaczął pełnić funkcję attache wojskowego w Rumunii.

Jan Kowalewski w centrum kadru z dzieckiem na kolanach jako attache wojskowy w Bukareszcie wśród oficerów rumuńskich w miejscowości Sinaia, rok 1934.
(zbiory rodziny Kowalewski-Ferreira)

Jak Kowalewski z żoną Marią ze Strzeszewskich i córką Teresą, Bukareszt 1937 roku.

Do kraju powrócił w 1937 roku. Jako człowiek związany z Piłsudskim został na krótko szefem sztabu Obozu Zjednoczenia Narodowego. Potem pracował w przemyśle zbrojeniowym. Został dyrektorem przedsiębiorstwa zajmującego się skupem surowców strategicznych.
Po wybuchu wojny znalazł się w Rumunii. Był tam prezesem Komitetu Opieki nad Uchodźcami. Następnie wyjechał do Francji, gdzie współpracował z Władysławem Sikorskim. Przed upadkiem Francji Kowalewski przez Hiszpanię dotarł do Lizbony. Oficjalnie zajmował się uchodźcami. Tak naprawdę jednak prowadził pracę wywiadowczą. Został kierownikiem Placówki Łączności z Kontynentem oraz centrali informacji z krajów kontynentu.
Ppłk Kowalewski z córką Teresą w trakcie misji w Portugalii 
(zbiory rodziny Kowalewski-Ferreira)

Na konferencji w Teheranie w grudniu 1943 roku Stalin wymienił nazwisko Kowalewskiego i zażądał jego odwołania z placówki w Lizbonie. Działalność Kowalewskiego stanowiła przeszkodę w planach Stalina sowietyzacji Europy Środkowo-Wschodniej.
20 marca 1944 roku Kowalewski wyjechał z Lizbony do Londynu. Mieszkał tam do końca życia. Był wydawcą dziennika „East Europe”, współpracował z Radiem Wolna Europa, publikował w prasie emigracyjnej. Jeszcze na 2 lata przed śmiercią rozszyfrował depesze Romualda Traugutta z czasów Powstania Styczniowego. Zmarł na raka 31 października 1965 roku. Kowalewskiego, polskiego oficera i szyfranta, walnie przyczyniła się do zwycięstwa nad bolszewikami.

Jana Kowalewski (1892-1965)

Urodzony w Łodzi Jan Kowalewski skończył studia chemiczne na uniwersytecie w Liège. Znał kilka języków i miał wybitny talent matematyczny. Gdyby nie wybuch wojny światowej, zapewne zostałby znanym naukowcem lub wybitnym inżynierem. W historii zapisał się jednak jako ojciec polskiej kryptologii i jedna z osób kluczowych dla zwycięstwa w 1920 roku. Powodem był zarówno wybitny talent Kowalewskiego do łamania szyfrów, jak i fakt, że dla wsparcia wywiadu i armii wykorzystał on najwybitniejszych polskich naukowców oraz technikę.


Autorem muralu przedstawiającego postać ppłk Jana Kowalewskiego jest Paweł Hert-Ovca z grupy NTK i powstał on oryginalną techniką polegającą na użyciu 15 tysięcy szablonów liter i cyfr. 
Dekryptaż Kowalewskiego polegał, bowiem na żmudnym przekształcaniu szeregów cyfr tworzących zaszyfrowany meldunek w słowa opisujące działania wojsk nieprzyjaciela.
Pomysłodawcą takiego sposobu obrazowania jest łódzki grafik Marek Sitkiewicz.

Jan Kowalewski od sierpnia 1919 roku złamał blisko 100 kluczy szyfrowych Armii Czerwonej i rozszyfrował 3000 depesz, co umożliwiło wgląd naczelnego dowództwa w tajemnice sowieckich sztabów. Uchodzi za jednego z autorów polskiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej.


Fot. archiwalne:
Państwowe Archiwum w Łodzi
Urząd Miasta Łodzi
Archiwum Dziennika Łódzkiego
Muzeum II Wojny Światowej
oraz ze zbiorów Hugo Ferreiry wnuka Jana Kowalewskiego

Fot. współczesne Monika Czechowicz
Przeczytaj jeszcze w baedekerze:

środa, 16 grudnia 2020

מיין שיפל/ ARCHIWUM TEMATYCZNE


wtorek, 15 grudnia 2020

II WOJNA ŚWIATOWA/ listopad i grudzień 1940 roku

6 listopada
Przełożony Starszeństwa Żydów, Chaim Mordechaj Rumkowski, powołał Najwyższą Izbę Kontroli. Pierwszą jej siedzibą był budynek przy ulicy Dworskiej 1 (obecnie ulica Organizacji WiN, w okresie okupacji Matrosengasse), a następnie przy ulicy Łagiewnickiej (Sonnleite). Prowadziła ona kontrolę działalności wszystkich wydziałów i agend administracji żydowskiej. Izbą kierowało czteroosobowe prezydium na czele z Józefem Rumkowskim (brat Chaima), jako przewodniczącym.

Przy ulicy Dworskiej 1/3 (budynek nadal stoi) mieścił się Sekretariat ds. Próśb i Zażaleń. Z czasem przeniesiony tu został również z pl. Kościelnego 4 Wydział Prezydialny, zwany także Sekretariatem Prezydialnym, który pełnił szereg funkcji biurowo-technicznych. Do jego zadań należało nie tylko redagowanie i obwieszczanie rozporządzeń Chaima Rumkowskiego, ale też wystawianie kart tożsamości. W tej samej kamienicy funkcjonowała Główna Księgowość i Oddział Ubezpieczeń, Wydział Personalny i Referat Opieki Społecznej, a także Oddział Informacji, a przez jakiś czas także Najwyższa Izba Kontroli.

Józef Rumkowski z grupą członków Żydowskiej Rady Starszych (Judenratu).
Fot: Yad Vashem Photo Archive

Od kwietnia 1940 roku działała tu także filia Poczty Głównej.


Chaim Mordechaj Rumkowski (1877-1944)

11 listopada
Wspomina więzień Radogoszcza - Kazimierz Michalski:
W dniu 11 listopada 1940 roku urządzono nam "defiladę", polegającą na tym, że musieliśmy biegać od 6 rano do 6 wieczorem po dziedzińcu. Pelzhausen dyrygował czterema gestapowcami. "Defilada" polegała na tym, że kazano nam to czołgać się po ziemi, to biegać po schodach. Gdy któryś z więźniów omdlał z wyczerpania, zatarasował drogę, inni więźniowie na niego się przewracali. Wtedy Pelzhausen z gestapowcami bili nas kijami i szczuli psami.

Budynki dawnej fabryki Samuela Abbe na Radogoszczu, w okresie II wojny światowej "Rozszerzone Więzienie Policyjne", dzisiaj mauzoleum i oddział "Radogoszcz" Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.

Apel więźniów.

Więcej na stronie baedekera TUTAJ
17 listopada
Chaim Mordechaj Rumkowski powołał Archiwum, jako piątą komórkę Wydziałów Ewidencji Ludności. Archiwum mieściło się początkowo przy ulicy Miodowej 4 (Honigweg), następnie przeniesione zostało na plac Kościelny 4 (Kirchplatz). 


Instytucja ta gromadziła wszystkie istotne dokumenty z życia getta, porządkowała je i opracowywała. W Archiwum powstała, bez zgody Niemców, Kronika getta łódzkiego - dziś nieocenione źródło historyczne do badań dziejów Litzmannstadt Getto.
Kronikę tworzyło kilkanaście osób: filozofowie, publicyści, literaci. Najpierw byli to polscy Żydzi, potem do tego grona włączono wsiedlonych do getta Żydów z Europy zachodniej. Pierwszym kierownikiem Archiwum był Stanisław Cukier-Cerski, przed wojną dziennikarz łódzkiego dziennika "Republika", od lutego 1943 funkcję tę sprawował filozof z Pragi Oskar Singer.

Dr Oskar Rosenfeld (po lewo) i dr Oskar Singer (po prawo), autorzy Kroniki Getta Łódzkiego, oraz Weksler, tzw. tajny słuchacz radia w getcie, źródło cennych informacji z zewnątrz.

Od 12 stycznia 1941 roku kronika prowadzona była po polsku jako Biuletyn Kroniki Codziennej, od września 1942 do 30 lipca 1944 - po niemiecku jako Tageschronik. Są tam informacje, które pozwalają śledzić życie mieszkańców getta prawie dzień po dniu. Wiemy, jaka była pogoda, jakie zarządzenia pojawiały się na ulicach dzielnicy zamkniętej. Ile osób zmarło, ile się urodziło. jakie były przydziały żywnościowe, a jakie ceny na czarnym rynku. Czym wreszcie żyło getto, o czym plotkowano, gdzie chodzono na koncerty.


Widok z mostu getta na budynek przy pl. Kościelnym 4.

Archiwum getta znajdowało się w niewielkim, nico odosobnionym pomieszczeniu, do którego prowadziło odrębne wejście. Nie ma jednak wątpliwości, że kronikarze pisali swoje dzieło pod kontrolą. W każdej chwili mogli się spodziewać, że ich zapiski zostaną odczytane przez Niemców, a już z pewnością przez Chaima Mordechaja Rumkowskiego. Dlatego prezentowany w kronice obraz łódzkiego getta, a zwłaszcza jego prezesa, w wielu przypadkach jest sprzeczny z tym, jak prezentują go inni ludzie, którzy również przeszli przez to piekło - autorzy dzienników i wspomnień. Nie umniejsza to jednak historycznego znaczenia tego dzieła.


W głębi posesji, mieściła się centrala gettowej sieci telefonicznej. 
W 1941 roku w getcie było 120 numerów. Posiadały je najważniejsze urzędy gminne, apteki, instytucje Wydziału Zdrowia i rewiry policyjne.

Centrala telefoniczna getta przy pl. Kościelnym.

W tej samej posesji co Archiwum (ale w oficynie) do 1942 roku funkcjonowało Kolegium Rabinackie, którym kierował rabin Szołem Trajstman. Zadaniem rabinów było wydawanie decyzji dotyczących spraw religijnych, udzielanie ślubów i rozwodów, wykonywanie obrzezań. We wrześniu 1942 roku Kolegium zostało rozwiązane, część rabinów wywieziono do Chełmna nad Nerem, część trafiła do administracji getta. Od tego czasu ślubów udzielał sam Rumkowski.


42 śluby zostały w dniu wczorajszym urządzone w nowej sali przeznaczonej specjalnie do tego celu na posesji przy pl. Kościelnym 4, gdzie znajdują się biura referatu stanu cywilnego i rabinatu. Wyjaśnić należy, iż w obecnym 49-dniowym okresie między Wielkanocą a Zielonymi Świętami wolno udzielać śluby jedynie w dwóch dniach: 5 i 17.
20 ślubów spośród powyższych 42 zawarły pary rekrutujące się spośród wygnańców z zachodu. Frekwencja tłumaczy się obawą przed rozdzieleniem w związku z akcją wysiedleńczą.
Kronika getta łódzkiego, 6 maja 1942, t.1, s. 511.

Przy placu Kościelnym 4 znajdowała się siedziba Wydziałów Ewidencji Ludności, w tym Biura Meldunkowego, Urzędu Stanu Cywilnego, Wydziału Statystycznego i Archiwum. 

19 listopada
Została otwarta dla Niemców Miejska Szkoła Muzyczna w dawnym pałacu Poznańskich przy ulicy Gdańskiej 32 (Danzinger Strasse). Szkoła organizowała koncerty kameralne i tzw. małe wieczory muzyki, które odbywały się na dziedzińcu pałacowym.

Gdańska 32. Pałac wzniesiony w latach 1904-1908 dla syna słynnego łódzkiego fabrykanta Izraela Kalmanowicza Poznańskiego - Karola, jednego z dyrektorów spółki akcyjnej wyrobów bawełnianych. 

"Litzmannstädter Zeitung", 1942.

21 listopada
Z Meldunku Organizacyjnego gen. Stefana Roweckiego do gen. Kazimierza Sosnkowskiego:
Łódź - stan ilościowy: 249 plutonów, 410 oficerów, 2489 podof., 19 665 szer. służby czynnej zaprzysiężonych i 7268 szer. re. upatrzonych, stan dostateczny do spełniania zadań, uzbrojenia brak, bezpieczeństwo pracy znacznie gorsze niż na terenie GG.

Stefan Rowecki                                         Kazimierz Sosnkowski
(1895-1944)                                                     (1885-1969)
25 listopada
Polakom zabroniono kupować mleko przed godziną 9.00 i objęto reglamentacją pełnotłuste mleko dla dzieci.

28 listopada
Raport łódzkiego gestapo donosił o istnieniu na terenie miasta szesnastu polskich organizacji konspiracyjnych.

1 grudnia
Na zakup artykułów włókienniczych wprowadzono dla Polaków tzw. Spinnstoffkarte (karty odzieżowe), inne dla mężczyzn, kobiet, młodzieży i dzieci. Roczna karta dla mężczyzny zawierała kupony liczące razem 70 punktów. Na zakup jednego ubrania ze sztucznego włókna potrzebne było 80 punktów, obrania roboczego - 30-42 punkty, koszuli - 20-24 punkty, butów z drewnianym spodem - ok. 40 punktów.
Niemcom - na Reichskleiderkarte (kartę odzieżową Rzeszy) przysługiwała znacznie większa liczba artykułów do nabycia. Mimo to Polacy ubierali się zdecydowanie lepiej i bardziej elegancko od ludności niemieckiej. Braki nadrabiali pomysłowością w wszelkiego rodzaju przeróbkach.

Karty na artykuły odzieżowe dla Polaków

dla mężczyzny                                                                dla kobiety

dla dziewczyny                                                              dla dziecka

Wspomina Ursula Mechler, mieszkanka Łodzi narodowości niemieckiej:
Moja matka pracowała podczas wojny w sądzie, pewnego razu powiedziała: Wiesz co, u nas w urzędzie zatrudniono wiele Niemek. Jedna z nich podeszła do mnie i spytała, jak to jest możliwe, że w drugim wagonie siedzą zawsze takie eleganckie kobiety. Wtedy nie wiedziała jeszcze, że drugi wagon był zarezerwowany dla Polaków, a wiele Polek starało się ubierać bardzo szykownie.

Od sierpnia 1940 roku Polakom zezwolono na jazdę tramwajem tylko w drugim lub trzecim wagonie. Gdy na linii kursował pojedynczy wagon, był podzielony na dwie części - dla Niemców przednia część, a dla Polaków tylna.

Łódzkie tramwaje nie były wyraźnie oznakowane napisem: Nur für Deutsche. Informowała o tym tylko niewielka tabliczka umieszczona nad wejściem na przedni pomost oraz podobna w środku.

8 grudnia
Podczas przekraczania granicy getta została zastrzelona Polka - Stanisława Bartczak.
Wypadki postrzeleń osób próbujących przekraczać ogrodzenie getta spowodowały, że nielegalny handel z dzielnicą żydowską w Łodzi stopniowo zamierał. Władze niemieckie wymieniły także oddziały pilnujące granicy getta, w miejsce łódzkich volksdeutschów sprowadzono policjantów z Rzeszy.

Brama wjazdowa do getta, Bałucki Rynek.

12 grudnia
Burmistrz, Karl Marder, wydał zarządzenie zabraniające Polakom dokonywania zakupów przed godziną 10.00 we wszystkich sklepach spożywczych oraz zakazujące korzystania ze sklepów przy ulicy Piotrkowskiej (Adolf-Hitler-Strasse), od placu Wolności (Deutschlandplatz) do ulicy Głównej (Rudolf-Hess-Strasse, następnie Ostlandstrasse). Osobnym zarządzeniem nakazał sprzedawcom pod groźbą kary obsługiwać w pierwszej kolejności Niemców.

Widok na ulicę Piotrkowską w kierunku północnym. Lata okupacji 1939-1945 i dzisiaj.

17 grudnia
Burmistrz Poddębic, gdy przejeżdżał przez Łódź, zapisał w swym dzienniku:
Niemieccy urzędnicy kolejowi i policjanci, niemiecka mowa, niemieckie napisy. Nic nie przypomina, że tutaj przed dobrym rokiem znajdowało się centrum państwa polskiego.

Ryszard Małecki "Pod herbem wandalów":
Każde wejście do centrum Łodzi, która tak bardzo, jakkolwiek tylko powierzchownie, zmieniła swój wygląd, mogło wywołać przekonanie, że jest się w zupełnie obcym mieście, choć przy jego ulicach stały nadal te same, znane z dzieciństwa budynki. Niemieckie szyldy, napisy, rozbrzmiewająca wokół niemiecka krzykliwa mowa, gromady różnorodnie umundurowanych Niemców stwarzały atmosferę, w której rdzenny łodzianin Polak, czuł się zagubiony i zagrożony.

Centrum miasta w okresie okupacji niemieckiej 1939-1945.

19 grudnia
Zakazano Polakom w całym Kraju Warty kupować mąkę pszenną i pieczywo pszenne.

30 grudnia
W getcie wprowadzono system kartek żywnościowych.

Otwarcie sklepu spożywczego w getcie.
31 grudnia
Łódź liczyła 646 961 mieszkańców.

Struktura narodowościowa mieszkańców Łodzi w grudniu 1940 roku:
Polacy - 367 706 (56,9%)
Żydzi - 154 788 (23,9%)
Niemcy - 120 515 (18,6%)
inne narodowości - 3952 (0,6%)

źródła:
Andrzej Rukowiecki. Łódź 1939-1945. Kronika okupacji.
Joanna Podolska. Litzmannstadt-Getto. Ślady. Przewodnik po przeszłości.

Fot. archiwalne pochodzą ze stron:
Yad Vashem Photo Archive
Ghetto Fighters House Archives
Bayerische Staatsbibliothek
HISTORY OF SORTS https://dirkdeklein.net
www.lodzghetto.ago.ne
oraz zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

Przeczytaj jeszcze:

BAEDEKER POLECA:
Andrzej Rukowiecki. Łódź 1939-1945. Kronika okupacji.
1 września 1939 roku okupacja hitlerowska wdarła się w życie Polaków, nieodwracalnie przeobrażając je na sześć długich lat. Zmiany, które okupant przeprowadził w organizacji codziennego życia mieszkańców polskich miast, ze względu na swoją bezwzględność i brutalność, mogą wydawać się współczesnemu czytelnikowi niewyobrażalne.
Już 9 listopada 1939 roku Łódź została wcielona do III Rzeszy, 11 kwietnia 1940 roku otrzymała niemiecką nazwę Litzmmanstadt. W zamyśle hitlerowskich władz miała stać się miastem promieniującej kultury niemieckiej.
Wraz z napływem ludności niemieckiej Łódź zaczęła zmieniać swoje oblicze. Czy ówczesnym łodzianom spacerującym po ukochanej ulicy Piotrkowskiej przeszło kiedykolwiek przez myśl, że jej nazwa będzie brzmiała Adolf-Hitler-Straße? Reorganizacja polskiej administracji była jednak tylko wstępem do zmian, które na zawsze odmieniły Miasto Czterech Kultur. Masowe wysiedlenia ludności żydowskiej i polskiej z obszaru Łodzi oraz stworzenie Litzmannstatd Getto zapisały się bolesną kartą w historii miasta.
Obraz tamtych lat, dzień po dniu, ukazuje Andrzej Rukowiecki w książce Łódź 1939–1945. Kronika okupacji. Autor nie poprzestaje w swojej publikacji jedynie na odnotowaniu faktów. Ilustruje je fragmentami z dzienników, które tworzą wstrząsający zapis przeżyć okupowanej ludności. Zmagania mieszkańców Łodzi z hitlerowskim terrorem przybierały także formę walki o człowieczeństwo, które próbowali ocalić, niosąc pomoc potrzebującym, nawet za cenę własnego życia. Zamieszczone w Kronice nazwiska osób pomordowanych przez nazistów są nie tylko świadectwem bohaterstwa i patriotyzmu łodzian, ale elementem współtworzącym narodową pamięć i tożsamość.
Do książki dołączono bezpłatny dodatek - plan Litzmannstadt z 1943 roku.