poniedziałek, 30 września 2013

MURAL MARKA EDELMANA


Centrum Dialogu im. Marka Edelmana oraz Fundacja Klamra zrealizowali projekt "Mural Marka Edelmana w Łodzi". Mural powstał 28 września na budynku przy Bojowników Getta Warszawskiego 6a.


Marek Edelman (jid. מאַרעק עדעלמאַן; data i miejsce urodzin nieznane, przyjęto 1 stycznia 1922 w Warszawie lub 1 stycznia 1919 w Homlu,– polski działacz polityczny i społeczny żydowskiego pochodzenia, lekarz kardiolog, jeden z przywódców powstania w getcie warszawskim, kawaler Orderu Orła Białego.
Jego rodzice mieszkali w Homlu, później rodzina przeprowadziła się do Warszawy (po II wojnie światowej Marek Edelman podawał jako miejsce swoich urodzin Warszawę w celu uniknięcia repatriacji do Związku Radzieckiego). Rodzice byli zaangażowani w działalność polityczną: matka, Cecylia Edelman z domu Percowska, działała w kobiecym odłamie Bundu (Jidisze Arbeter Froj); ojciec, Natan Feliks związany był z socjalistycznymi rewolucjonistami rosyjskimi (tzw. eserowcami).
W czasie II wojny światowej Edelman należał do Powszechnego Żydowskiego Związku Robotniczego (Bund), w 1942 był wśród założycieli Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB). Pracował m.in. jako goniec w Szpitalu Bersohnów i Baumanów. W 1943 uczestniczył w powstaniu w getcie warszawskim dowodząc powstańcami na terenie tzw. szopu szczotkarzy. Po śmierci Mordechaja Anielewicza 8 maja został ostatnim przywódcą bojowników ŻOB podczas walk w getcie. 10 maja 1943 wraz z grupą żydowskich bojowców przedostał się kanałami na ulicę Prostą.
W 1944 brał udział w powstaniu warszawskim jako członek ŻOB w szeregach Armii Ludowej na Starym Mieście, a następnie, po ewakuacji kanałami, na Żoliborzu. Po upadku powstania ukrywał się wraz grupą kolegów przy ul. Promyka 43. Z uwagi na rosnące niebezpieczeństwo odkrycia przez Niemców budujących umocnienia w bezpośrednim sąsiedztwie kryjówki oraz wyczerpywanie się zapasów żywności, 15 listopada 1944 został ewakuowany przez ekipę Czerwonego Krzyża zorganizowaną przez personel szpitala w Boernerowie-Babicach. Żydowscy powstańcy zostali wyprowadzeni poza Warszawę, umieszczeni w szpitalu i zaopatrzeni w fałszywe dokumenty.
Po wojnie nie wyjechał z Polski. Od 1946 na stałe zamieszkał w Łodzi.
W 1951 ukończył studia na Akademii Medycznej w Łodzi, specjalizował się następnie w zakresie kardiologii. Do 1967 pracował w Klinice Chorób Wewnętrznych macierzystej uczelni, a następnie na oddziale kardiologii w klinice Wojskowej Akademii Medycznej. W 1972 został ordynatorem oddziału intensywnej terapii łódzkiego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Mikołaja Pirogowa.
Działalność opozycyjną rozpoczął w połowie lat 70., podejmując współpracę z Komitetem Obrony Robotników. W styczniu 1976 był jednym z sygnatariuszy skierowanego do władz PRL Listu 101 przeciwko zmianom w konstytucji. Od początku lat 80. działał w „Solidarności”, m.in. jako członek Zarządu Regionu Ziemia Łódzka. W stanie wojennym został na krótko internowany w Łęczycy. Został uwolniony w wyniku interwencji Jana Józefa Szczepańskiego, prezesa Związku Literatów Polskich. Nawiązał też kontakty z redakcją podziemnego Tygodnika Mazowsze. W 1983 odmówił władzom PRL udziału w Honorowym Komitecie Obchodów 40-lecia Powstania w Getcie, natomiast SB uniemożliwiła mu udział w obchodach niezależnych. W 1984, wraz z Jerzym Dłużniewskim, został członkiem podziemnej Regionalnej Komisji Wykonawczej Ziemia Łódzka. W drugim obiegu ukazywały się wznowienia jego książki z 1945 roku pt. „Getto walczy. Udział Bundu w obronie getta warszawskiego”. W 1988 przewodniczył Komisji ds. Mniejszości Narodowych w ramach Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Uczestniczył w obradach podzespołu do spraw zdrowia w ramach rozmów Okrągłego Stołu.
W kwietniu 1989 był przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Obywatelskiego w Łodzi, organizującego kampanię wyborczą do parlamentu. Po 1990 prowadził działalność polityczną w ramach ROAD (był członkiem-założycielem), a następnie Unii Demokratycznej, Unii Wolności (był m.in. członkiem rady politycznej partii) oraz Partii Demokratycznej. Był członkiem Komitetu Budowy Muzeum Historii Żydów Polskich.

Przez ostatnie dwa lata życia mieszkał w Warszawie u swojej przyjaciółki, Pauli Sawickiej. 2 października 2009 zmarł z powodu niewydolności oddechowej. Został pochowany 9 października na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej. 


Komitet Honorowego Muralu: Świetlica Krytyki Politycznej w Łodzi, 3fala.art.pl, Fundacja Ależ Gustawie, Stowarzyszenie Przyjaciół Starego Miasta w Łodzi.
Autorem muralu jest Dariusz Paczkowski, społecznik, street artowiec, performer, animator życia kulturalnego, koordynator ogólnopolskich akcji na rzecz demokracji i praw człowieka. 

Fot. Monika Czechowicz

Źródła: 
Centrum Dialogu Łódź

Barbara Engelking, Jacek Leociak. Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście.

Fot. archiwalne: https://pl.wikipedia.org

niedziela, 29 września 2013

Towarzystwo Wzajemnego Kredytu Przemysłowców Łódzkich - ulica F. D. Roosevelta (dawniej Ewangelicka) 15


Towarzystwo Wzajemnego Kredytu Przemysłowców Łódzkich należało do najbardziej prężnych instytucji finansowych dawnej Łodzi. Powstało ono w 1883 roku skupiając grupę przedsiębiorców reprezentujących drobny i średni kapitał: między innymi R. Wergau'a, A. Johna, P. Biedrermanna i F. Wuttkego.


"Rozwój", rok 1900.



Cel działalności instytucji dobrze wyjaśnia sama jej nazwa. Towarzystwo wzniosło w 1892 roku swoją siedzibę przy świeżo wówczas wytyczonej ulicy Ewangelickiej, łączącej ulicę Piotrkowską i Mikołajewską (obecnie Sienkiewicza), która miała odpowiednio wyeksponować bryłę wzniesionego w latach 1880-1884 kościoła ewangelicko-augsburskiego p.w. św. Jana: 



Przy południowej pierzei ulicy, pod numerem 11/13, według projektu, którego zachowana kopia sygnowana jest przez ówczesnego architekta miejskiego Łodzi Hilarego Majewskiego, wzniesiony został dwupiętrowy budynek na planie prostokąta, o harmonijnej neorenesansowej architekturze, nie wyróżniającej się jednak szczególniejszymi walorami. Obiekt dobrze spełniał swoje funkcje przez blisko dwadzieścia lat. 


"Lodzer Zeitung", wydanie jubileuszowe 1863-1913.

Nowe potrzeby i wymagania stawiane budowlom bankowym na początku XX stulecia sprawiły, że w 1903 roku zakupiono sąsiadującą z siedzibą Towarzystwa działkę pod numerem 15, z myślą o wzniesieniu nowego gmachu. Plany budowy musiały wszakże zostać na kilka lat odłożone wskutek niepokojów lat 1905-1907. Po ich wygaśnięciu Towarzystwo powróciło do myśli o budowie nowego obiektu, który stanąć miał obok dawnej siedziby i miał być z nią funkcjonalnie połączony.

"Rozwój", rok 1910.



O wykonanie planów zwrócono się, podobnie jak uczynił to łódzki Bank Handlowy, do sprawdzonej berlińskiej firmy: biura architektonicznego Wilhelma Martensa, które miało już na swoim koncie budowę kilku budynków o podobnym charakterze w Berlinie, Hamburgu i Bremie. Plany zostały wykonane na przełomie lat 1908-1909, ale ostatnie rysunki pochodzą jeszcze z początku 1910 roku. Zachowane projekty wskazują na ciekawą ewolucję proponowanej formy architektonicznej, od uproszczonych form renesansowych, z bryłą nakrytą wysokim dachem, do architektury bliskiej już modernizmowi, pozbawionej detalu, z płaskim dachem.


"Rozwój", rok 1911.



Budynek wzniesiony został w latach 1910-1911, a budowała go znana łódzka firma "Wende i Klause". Otrzymał on zwartą bryłę na planie zbliżonym do kwadratu. Fasada otrzymała modernistyczną formę, oblicowaną ciosami kamiennymi, z detalem historyzującym sprowadzonym do minimum, z prosto wyciętymi oknami w czterech kondygnacjach.



Główny akcent tworzy usytuowane z boku główne wejście ujęte płaskim portalem zwieńczonym masywnymi figurami symbolizującymi Handel i Przemysł. Są one dziełem prof. Hermanna Hofaensa z Berlina. Do wnętrz prowadzi niewielki, ale pełen elegancji westybul z niewysokimi schodkami, z którego przechodzi się do wypełniającej centrum gmachu sali operacyjnej nakrytej dużym przeszklonym dachem.
Budynek ten, choć ustępuje wielkością i monumentalnością form wcześniej opisanym bankom, dzięki swojej poważnej i oszczędnej fasadzie, o kształtach zwiastujących nadejście architektury modernistycznej, jak i dzięki wysmakowanym, zalicza się do najciekawszych dzieł w sztuce Łodzi przed I wojną światową.












Przeczytaj jeszcze:
ŁÓDZKI BANK HANDLOWY
KOŚCIÓŁ PW. NAJŚWIĘTSZEGO IMIENIA JEZUS


źródło:
Krzysztof Stefański. Gmachy użyteczności publicznej dawnej Łodzi.

Fot. Monika Czechowicz
Fot. archiwalne ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi


sobota, 28 września 2013

"ABRAMKA" - ULICA EDWARDA ABRAMOWSKIEGO W ŁODZI


Dzisiejsza ulica Abramowskiego powstała dopiero po 1898 roku jako łącznik pomiędzy ówczesną ulicą Widzewską (dziś Kilińskiego) a ulicą Mikołajewską (dziś Sienkiewicza). Pierwsza jej nazwa to Gubernatorska, jeszcze przez wiele powojennych lat jej dawni mieszkańcy mówili, że mieszkają "w guberni". Następnie patronem ulicy stał się Edward Abramowski. W czasie wojny zmieniono nazwę ulicy na Hermann-von-Salza-Strasse. Po wojnie powrócono do dzisiejszej nazwy ulicy.

Jeden z pierwszych budynków wzniesiono pod nr 34. 
Na tyłach domów po stronie parzystej znajdowała się od 1899 roku fabryka Albana Auricha przeniesiona tu z ulicy Sienkiewicza 9, produkująca pończochy i rękawiczki (wjeżdżało się do niej od ulicy Kilińskiego 161).



Na początku lat 50-tych po południowej stronie ulicy zburzono większość oficyn i budynków gospodarczych, w ich miejscu wykopano szeroki rów ciągnący się ciągnący się wzdłuż ulicy, równolegle do dawnego ogrodu Barcińskich (zobacz: WILLA STEFANA BARCIŃSKIEGO ).


W tym potężnym wykopie wybudowano rzędy komórek i śmietniki przeznaczone do użytku mieszkańców. Pomiędzy nimi biegnie jezdnia wyłożona trylinką. 

Z podwórek poprowadzono zejścia, a na powierzchni utworzono tereny zielone osłonięte ażurowym murkiem. 

Po wybudowaniu komórek znajdujący się za nimi ogród, zwany przez mieszkańców ulicy "polem", zamieniono na pasaż przypominający mały park.

Liczące ponad 400 m "katakumby" stały się ulubionym miejscem dziecięcych zabaw, a ich nietypową urodę wykorzystują często studenci pobliskiej Filmówki.

A może pamiętacie "katakumby" pojawiające się w teledysku zespołu Maanam, w piosence "Kreon":


MAANAM. "KREON"





Film "Jeden krok" Małgorzaty Bogajewskiej  (Film wyprodukowało stowarzyszenie Kultura Fabric QFA, premiera miała miejsce w Muzeum Kinematografii w 2010 roku ), w którym również gra "Abramka:


Tutaj możesz obejrzeć cały film:
JEDEN KROK


Na parterze bocznej oficyny znajdującej się przy Abramowskiego 25, od 1945 roku znajduje się kaplica Polskiego Kościoła Chrześcijan Baptystów. Po odebraniu świątyń (przy ulicy Nawrot 27 i Rzgowskiej 41) jest to jedyne miejsce modlitw i spotkań członków zboru.

W latach 1923-1924 w sklepie Marcjanny Sadowskiej przy Abramowskiego 29 pracowała Helena Kowalska, przyszła święta Faustyna, posłanniczka Bożego Miłosierdzia. Nad bramą wisi przypominająca o tym tablica:

Przy ulicy Abramowskiego mieszkał Karl Dedecius, twórca Instytutu Polskiego w Darmstadt, tłumacz literatury polskiej na niemiecki.
Czytaj TUTAJ



źródło:
Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki.

fot. Monika Czechowicz

piątek, 27 września 2013

ŁÓDZCY FABRYKANCI W PIEŚNIACH ROBOTNICZYCH

Pieśni, w których występował fabrykant łódzki, pojawiły się już w drugiej połowie XIX wieku, były to przede wszystkim pieśni zawodowe, z których wyłonił się gatunek pieśni buntowniczej. Ich treści wyrażały niezgodę robotników na istniejący porządek społeczny. Pierwsze łódzkie pieśni tego typu zostały zapożyczone z innych rejonów Polski, a pojawiły się tu podczas buntu 1861 roku.
Typowo łódzkie pieśni robotnicze powstały przypuszczalnie w początkach lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. Ich treści miały wymowę społeczną i wzorowane były na gatunku kolędy. W jednej z nich, powstałej w 1895 roku fabrykanci pojawili się pod postacią podłych panów, którzy ciemiężyli robotników:

Bracia gnębieni przez możnych zgraję.
Oto wolności czas nam nastaje!
Zakrzyknijmy całej ziemi:
Precz z panami, precz z podłymi
Co nas ciemiężą!
Bracia niewdzięczną zajęci pracą - 
Krwią, łzami, potem, ci się bogacą,
Co w szczęściu żyją bez trudu
Nie bacząc na nędzę ludu,
Na krwawe męki!

Treść tej pieśni jednoznacznie wskazuje na jej ludową proweniencję, podobnie jak innej, śpiewanej gwarą:

Fabryki, fabryki to nasze pałace,
Kto tam w nich pracuje nie ros se zapłace.
Niejeden zapłace, smutno se zaśpiwo,
wielkiego niescynścio zawsze się spodziwo.
Oj nie przykrzy mi się po tym mieście chodzić,
ino mi się przykrzy we fabryce robić.
Oj nie przykrzy mi się to ranne wstawanie
ino mi się przykrzy majstra narzekanie.


Robotnicy w strojach świątecznych. Fabryka I.K. Poznański (przełom XIX/XX wieku).

Kolejne pieśni z tego okresu zawierały agitację do walki o społeczne prawa robotników. Oto przykład Piosenki fachowej:

Stelmachy, gdy żądali, z kołodziejami wraz,
By lepszy "lon" im dali, skrócili pracy czas - 
Lecz gdy to nie dostali od fabrykantów złych
Wszyscy zastrajkowali - by dopiąć żądań swych!

Fabrykant pojawiał się w nich jako ten, który wykorzystywał robotnika, dając mu w zamian jedynie nędzę. Pytanie o przyczyny takiego porządku rzeczy zawiera pieśń Dlaczego?:

Dlaczego ten, co nie pracował
Rozbija się w wspaniałym gmachu,
A murarz, który go budował,
Często nad głową nie ma dachu?

Mimo gnębienia robotników przemysłowcy obawiali się jednak jakiegokolwiek przejawu ich niezadowolenia. Oto przykład:

Fabrykanci w lament, krzyki - 
Postawały im fabryki!
W to mi graj, w to mi graj,
Niech się wali, niech się pali!
A my będziem świętowali
Wszyscy razem! Hop ha!

W roli ciemiężycieli i wrogów robotników pojawiali się oni w pieśniach politycznych powstałych w kręgach działających w Łodzi dwóch partii lewicowych PS i SDKPiL. Były to pieśni z okresu rewolucji 1905 roku:

Tak się martwią cni burżuje
jak ten strajk nasz kraj rujnuje!
Stoi warsztat i fabryka - 
I drzyj tu skórę z robotnika?
Wzdycha burżuj, klnie dobrodziej:
Takie strajki? - to w nas godzi!
Walczcie sobie inną bronią,
Takie strajki skarby trwonią [...]
My wam zaśpiewamy wzajem - 
Stu burżujów nie jest krajem! [...]

W 1905 roku powstała w kręgach PPS-u pieśń typu balladowego opiewająca śmierć Juliusza Kunitzera, zastrzelonego przez członka organizacji bojowej tej organizacji 30 września 1905 roku:

W mieście Łodzi rozchodzi się nowina,
Była to sobota, coś piąta godzina,
Powracał do domu starym zwyczajem,
Kunitzer, Tamfani jadąc tramwajem.
Tam na przystanku przy Nawrot ulicy
Kunitzer żegnał swych towarzyszy - 
"Żegnajcie mu też pałacu i nieba błękicie
Bo dzisiaj, łotrze kończysz swe życie!"
Z tyłu na platformie, dwaj bojowcy stali
I każdy pojedynczo z brauninga wali.
"Lud cię prosił daremnie, prosił ze łzami,
A tyś mu się łotrze, odpłacał kozakami,
Z pracy, z warsztatu, na łeb wyrzucałeś.
Za długoletnią pracę tak się wywdzięczałeś.
Kończysz dziś swe życie - masz więc pozdrowienia
Od twych robotników wpakowanych do więzienia"
Na Promenadzie, pod pałacu murem,
Stanął tłum ludzi długim sznurem,
A każdy po cichu swe usta otwiera - 
"Już diabli wzięli nareszcie Kunitzera".

Robotnicy z fabryki Karola Scheiblera, oddział "Tivoli", ulica Kątna 5/7 (ok. 1910 rok)

Folklor pieśniowy związany z ideologią socjalistyczną okresu rewolucji 1905 roku wymierzony był również w Narodowy Związek Robotniczy i związany z nim ruch sokolnictwa, jako reprezentujący postawę lojalistyczną wobec fabrykantów. W jednej z pieśni - ironicznej w charakterze - pojawiły się nadto postacie Grohmanna i Scheiblera, nawołujące do pracy podczas strajku generalnego:

Hej! bracia Sokoły
Pracujcie jak woły,
Pracujcie jak byki,
Bo zamkną fabryki!
A Grohman co rano w swój wielki dzwon wali
Gwiżdże syrena Scheiblera!
A może ze strajkiem by poczekali - 
On tam zakłady zawiera!

Interesującym zjawiskiem było też porównanie fabrykantów do Krzyżaków:

Przed laty niedawnymi Łódź, mała mieścina
zaroiła się tłumem narodu polskiego;
A powodem do tego ta była przyczyna,
Że przybyli Prusacy rodzaju wszelkiego.
I zamożniejsi, i tacy, których psy ciągnęli,
Gdy zwąchali, że u nas da się zrobić grosze
I dopięli swych celów, jak tego pragnęli,
Bo zrobili majątki, zbierając po trosze
Wnet powstały w Łodzi przeróżne fabryki
Krwawym potem i pracą naszych robotników -
A wzbogaciwszy się rzekli: "To są buntowniki,
Rozpędzić ich trzeba, oduczyć wybryków!"
Lecz by jawnie nie wysyłać złota z polskiej ziemi,
Zwieźli prowokatorów, by lud podburzali,
By bójki i niesnaski wzbudzić między niemi
A potem fabryki zamknąć przykazali!
Gdy się wszystko już stało, tak jak uradzili,
Wnet do Vaterlandu czmychnęli jak zbóje,
Majątki zabrawszy - uciekli w tej chwili
Krzycząc: "Lokaut! niech Polak zdycha lub się truje".
O nikczemni, nie wiedzą, że Bóg wszystko widzi,
że o nędznym robaczku nawet nie zapomni,
Bo... Krzyżak, by miał złoto, nawet z Boga szydzi,
Lecz historia w swym czasie o wszystkim przypomni. [...]

Z kolei Scheibler, Geyer i Poznański występują w pieśni bojowej Łodzianka, powstałej jako wariant Warszawianki:

Dziś gdy nas gnębią różne Scheiblery,
Gdy majster każdy - szpicel i cham,
Gdy ufni w pomoc rządu Geyery
Pędzą łaknących pracy do bram,
Gdy z Koznakowem Poznański w zgodzie,
Gdy razem chłoszczą nędza i bat,
Gdy za ideę w głodzie i chłodzie
Umiera ojciec, siostra i brat!


Zdjęcie zbiorowe Oddziału Rytowni Walców Drukarskich Zakładów I.K. Poznański (rok 1936)

"Scheiblery", "Poznańscy", a także "WiMy" - jako fabrykanci - pojawili się również w pieśni z okresu strajku powszechnego w roku 1932:

Strajk dudni ulicą
Już pędzi konnica,
w powietrzu świst kul,
Kamieni grad!
Scheiblery, Poznańscy i WiMy -
W mur Gdańskiej uderzym u krat,
Gdy milkną syreny i głuchną motory
Łódź kuje nowy nasz ład!

Oprócz pieśni społeczno-politycznych o charakterze rewolucyjnym fabrykanci łódzcy pojawiali się również w tekstach pieśni popularnych, ulicznych i podwórkowych. Ich wymowa bywała niekiedy złośliwa:

Barczyński [Barciński] już jest w niebie,
woła Kohna [Kona] do siebie,
a Scheibler w bęben wali
żeby za nim poczekali!

Z kolei pieśni żartobliwe przedstawiały czasem świat na opak. W jednej z nich mianem fabrykanta lub fabrykantki określano więc robotników fabrycznych:

Jestem sobie fabrykantka, hop, hop, hejże ha,
mam kochanka szewca Janka, hop, hop, hejże ha.
Janek na kopycie kuje, hop, hop, hejże ha,
a ja w fabryce pracuję, hop, hop, hejże ha.

Fabrykant występował również w pieśniach biesiadnych, czego przykładem była choćby ta, śpiewana w zapusty. Obok "Geyera" i "Allarta" występuje w jej tekście środowisko robotnicze, identyfikujące się z określonymi fabrykantami:

Zawsze klawo jest w zapusty,
gdy nadejdzie czwartek tłusty,
nie ma w roku takiej gratki,
gdy Łódź cała ma ostatki.
Szajblerowie, groumanowskie
psy robocze alartowskie,
fabryczne to motowidło
no i gajerowskie bydło [..]
Przebierańców tam niemiara,
od Gayera nasza wiara,
andryjery i auskiery,
gremple, webry i flajgiery.


Pracownicy Tkalni Zakładów Geyera (ok. 1910 rok)

Charakter pieśni popularnych i biesiadnych nawiązywał do folkloru łódzkiego środowiska robotniczego (...). Pokazywał on codzienny wymiar kontaktów z fabrykantami łódzkimi w okresie międzywojennym, w których to kontaktach element walki klasowej schodził na plan dalszy. Pieśni te, postrzegane przez robotników jako charakterystyczne dla ich środowiska, powstawały również po II wojnie światowej. Ich treści miały wówczas charakter nostalgiczny i retrospektywny. Nawiązywały do tradycji robotniczych i lumpenproletariackich dwudziestolecia międzywojennego. W pieśniach tych fabrykanci pojawiali się jako "cienie przeszłości", tak jak cień Herbsta w restauracji "Malinowa" (słynna sala w Grand Hotelu):

Gdzie z "Esplanady" gra orkiestra,
gdzie w "Malinowej" znikł cień Herbsta,
który za dekolt fordanserek
studolarowy kładł papierek?

Lub przywołana w pamięci mieszkańców Szlezyngu sylwetka Grohmanna patrzącego na pożar własnej fabryki:

Jak fabryka w Łodzi wyła
to do ognia straż pędziła,
a my chmarom jom gonili
i przy ogniu też my byli.
Jak się szwindli narobiło
to fabrykę podpaliło,
fajerkasę się dostało,
o tym w Łodzi się gadało.
Tara ra, ogień buchał w górę fest,
tara ra, Grouman już przy ogniu jest,
tara ra, na płot, na dach się chodziło
żeby dobrze widać było, dawniej było tak.

 Robotnicy, majster, kierownik i właściciel Fabryki Steinerta, Piotrkowska 178 (rok 1934)

... I na zakończenie nieco współcześniej:

"Piosenka dla robotnika porannej zmiany"
słowa Edward Stachura
muzyka Krzysztof Myszkowski

źródła:
Maria A. Łukowska. Fabrykant łódzki we wspomnieniach robotników.
YouTube.pl

czwartek, 26 września 2013

Izrael Poznański: "Teraz chcę być kupcem"

Rodzice Izraela Poznańskiego, Kalman i Małka Poznańscy, po przekazaniu majątku synowi przenieśli się w marcu 1853 roku do Płocka. Oboje zmarli niedługo potem - Kalman w 1855 roku, a matka dwa lata później i zostali pochowani na starym cmentarzu żydowskim przy ulicy Wesołej w Łodzi.
Izrael Poznański, nie uzyskawszy statusu stałego mieszkańca Warszawy, przeniósł się z żoną na dobre do Łodzi. Miał dwa sklepy tekstylne w stolicy i w Łodzi, niewielką manufakturę oraz listy zastawne w wysokości 4 tysięcy rubli będące zapewne uposażeniem Leoni wydzielonym z majątku Mojżesza Hertza. Dość znaczne na owe czasy środki finansowe i materialne pozwoliły mu założyć w Łodzi spółkę handlową w postaci domu handlowego "Izrael K. Poznański".

Anegdota głosi, że Izrael Poznański, najmłodszy syn Kalmana, zaczynał własny interes, jeżdżąc wózkiem od bramy do bramy i zbierając stare szmaty. W jednej wersji wózek ciągnęła chuda szkapa, w innej - psy.

Możliwe, że tego rodzaju opowieści brały się z obiegowych opinii krążących wśród Polaków. Za rynkiem, przy którym mieszkali Poznańscy, rozciągały się Bałuty, czyli przedmieścia nędzy. Ściągali tam Żydzi i chłopi emigrujący do Łodzi za chlebem. Przed I wojną światową Bałuty były największą wsią na świecie, liczyły 100 tysięcy mieszkańców! Do Łodzi przyłączono je dopiero w 1915 roku.
- Żydzi z Bałut wydawali się Polakom trochę gorsi. Chodzili w chałatach, wyglądali tandetnie. Izrael Poznański burzył te wyobrażenia: szybko się dorobił, ubierał po europejsku. Tłumaczono sobie, że pewnie jakiś geszefciarz - twierdzi Mirosław Jaskulski, historyk z Muzeum Miasta Łodzi, który od trzydziestu lat gromadzi pamiątki po Poznańskim.
Karykatura Izraela pojawiła się w "Ziemi obiecanej" Władysława Reymonta. To żydowski fabrykant Szaja Mendelsohn, który z nizin społecznych doszedł na sam szczyt. Zaczynał od jeżdżenia "nędznym wozem" po okolicznych wsiach. W ten sposób Reymont dorobił Poznańskiemu "gębę" na następne stulecie. Raz puszczona w obieg anegdota zaczęła żyć własnym życiem. Powtórzył ją Paweł Hertz, prawnuk fabrykanta, w opowiadaniu "Ucieczka z krainy Lambertów", napisanym w czasach PRL.
Michał Matys. Łódzka fabryka marzeń.

Fragment filmu Andrzeja Wajdy "Ziemia obiecana" (rok 1975)

Można przypuszczać, że jego przedsiębiorstwo stopniowo rozszerzało działalność handlową, zajmując się skupem towarów włókienniczych na podstawie zleceń kupców pochodzących z całego imperium Rosyjskiego, zakupem z własnych środków towarów krajowych i zagranicznych i ich sprzedażą na rynku krajowym oraz w zachodnich guberniach Rosji.



Rubel Aleksandra I (1821-1825)

Zapewne około 1850 roku Izrael Poznański rozpoczął własną produkcję tkanin. Do połączenia działalności handlowej z działalnością produkcyjną tekstyliów zachęcało wówczas zniesienie wewnątrzpaństwowej granicy celnej między Rosją a Królestwem Polskim i wzrost popytu na tego typu wyroby od czasów wojny krymskiej (1853-1856). Sukcesy ekonomiczne tej firmy osiągnięte dzięki zaangażowaniu w różne formy aktywności gospodarczej pozwoliły Izraelowi Poznańskiemu na przejście od produkcji manufakturowej do przemysłowej.
Królestwo Polskie: 10 zł - 1,5 rubla- używana  moneta z podwójnym nominałem.

Manufaktura Izraela Poznańskiego miała charakter produkcji nakładczej, czyli rozproszonej, to znaczy, że krosna tkackie znajdowały się w domach tkaczy, którym dostarczał surowiec, a następnie odbierał gotowe tkaniny. Obniżało to koszty produkcji, bowiem taka organizacja pracy nakładczej nie wymagała budowy fabryki.
W 1859 roku manufaktura Izraela Poznańskiego wyprodukowała tkaniny wartości blisko 6 tysięcy rubli. Dysponowała 50 warsztatami tkackimi, na których 75 pracowników produkowało rocznie ponad 100 000 metrów bieżących tkanin bawełnianych, lnianych i wełnianych (kortu, nankinu i drelichu) oraz 5000 sztuk chust bawełnianych, co stawiało zakład Poznańskiego w rzędzie znaczących przedsiębiorstw tego typu w Łodzi.
W 1861 roku przy tym samym wyposażeniu i zatrudnieniu 50 czeladników oraz 18 prostych robotników firma wyprodukowała około 110 tysięcy metrów tekstyliów. Około 1867 roku wyposażenie manufaktury przeniesiono do Zduńskiej Woli, gdzie zapewne działała do początku lat siedemdziesiątych XIX wieku. W ciągu blisko dziesięciu lat (1859-1868) wartość produkcji wzrosła niemal czterokrotnie do ponad 23 tysięcy rubli.
Izraelowi szedł dobrze także inny rodzaj produkcji, miał on siedmioro dzieci, z których pierwsze - Ignacy (Izaak, 1852-1908) - przyszło na świat jeszcze w Warszawie. W Łodzi urodzili się: Herman (Chaim Pinkus, 1855-1923), Karol (Kałma, 1859-1928) i Maurycy (1868-1937) oraz Anna (Ajdla, 1857-1930), Joanna Natalia (1862-1921) i zmarła w niemowlęctwie Felicja (Fajga, 1864).




Potomkowie Izraela Poznańskiego
ß


Ignacy (Izaaak)
1852-1908
żona Bela (Boiła) z d. Tykociner
prezes zarządu Sp. Akc. I.K. Poznański 1900-1908
Herman (Chaim)
1855-1923 żona Żaneta (Jeanette) zd. Braunsztein 1863-?
Prezes zarządu Banku Dyskontowego w Warszawie
Anna (Ajdla)1857-1930 mąż Jakub Hertz
(jej wuj)
1846-1929 przemysłowiec
Karol (Kałma)1859-1928
żona Felicja zd. Osser 1867-1930
dr. chemii, dyrektor techniczny Sp. Akc. I.K.Poznański
Joanna Natalia1862-1921
mąż Zygmunt Lewiński prawnik
Felicja (Fajga)1864 – zm. niemowlę
Maurycy 1868-1937 (zm. w Nicei) żona Salomea (Sara) zd. Silberstein Delegat na Konferencję Pokojową w Paryżu założyciel Unii Narodowo-Państwowej

Nadal poważnym źródłem dochodów rodziny Poznańskich obok sprzedaży własnych wyrobów, był handel tkaninami wytwarzanymi przez innych przedsiębiorców. W 1855 roku Izrael Poznański wykupił konsens administracyjny (zezwolenie) na handel towarami bawełnianymi produkcji krajowej w Łodzi. W 1865 roku, wstępując do Zgromadzenia Kupców m. Łodzi, Izrael Poznański oświadczył dobitnie:

Będąc subiektem od roku 1852, teraz pragnę zostać kupcem.
W 1866 roku Poznański zajął się na większą skalę sprzedażą przędzy bawełnianej, a od 1869 roku także gotowych wyrobów największego przedsiębiorstwa włókienniczego w Łodzi, należącego do Karola Scheiblera. Ogółem w latach 1866-1873 otrzymał do sprzedaży komisowej tekstylia wartości około 360 tysięcy rubli, co przyniosło mu zyski w wysokości kilkudziesięciu tysięcy rubli. W handlu tekstyliami Poznański miał już wówczas wysoką pozycję - awansował z grona kramarzy do elitarnej grupy kupców. Ci ostatni musieli być członkami zgromadzenia kupieckiego i posiadać minimum 900 rubli kapitału, w zamian mogli sprowadzać towary z zagranicy i handlować nimi poza miejscem swego zamieszkania. Wiadomo, że Izrael Poznański handlował, między innymi w Odessie, towarami produkowanymi u Scheiblera.
Karol Wilhelm Scheibler przyjechał z Nadrenii, gdzie jego ojciec miał dużą fabrykę tkanin wełnianych. Szczycił się szlachetnym pochodzeniem, łączyło go pokrewieństwo z poetą Johannem Wolfgangiem Goethem.
Scheibler miał już spory majątek i był dobrze wykształcony. Włókiennictwa uczył się w Belgii, gdzie postęp techniczny przebiegał szybciej niż w Królestwie Polskim. Władysław Reymont w Ziemi obiecanej próbował wyobrazić sobie, co o Scheiblerze myślał Poznański: 
On każdego rubla, jakiego zarobił tamten, liczył za ukradziony i wydarty sobie, żył tą chimeryczną nadzieją, że go przerośnie, że przerośnie wszystkich, że ujrzy się tak wielkim nad Łodzią, jak ten komin potężny od maszyn głównych, który potworną sylwetką majaczył teraz w nocy, że zostanie królem Łodzi. 
Z samym Scheiblerem pisarz obszedł się gorzej niż z Poznańskim. Stworzył wzorowaną na nim postać fabrykanta Hermana Bucholca, który do krwi okładał laską lokaja...

"Ziemia obiecana" (fragment), reżyseria Andrzej Wajda

Wszystko to było zgodne z wyobrażeniami Reymonta o dzikim kapitalizmie i bezwzględnej rywalizacji fabrykantów. Kolejny raz wypuścił jednak czytelników w maliny. Z pewnością Poznański konkurował z Scheiblerem i próbował go doścignąć, ale przede wszystkim obaj zgodnie współpracowali.

Gdy Scheibler otworzył przędzalnię, Poznański został jego agentem handlowym i sprzedawał jego przędzę i tkaniny, potem nieraz jeszcze robili wspólne interesy...

źródła:

Michał Matys. Łódzka fabryka marzeń.
Ewa Grzelak, Małgorzata Laurentowicz-Granas, Mirosław jaskulski, Krzysztof Stefański, [red] Andrzej Machejek. Imperium rodziny Poznańskich w Łodzi.
Ryszard Czubaczyński, Mirosław Jaskulski, Małgorzata Laurentowicz-Granas, Maria Świątkowska, [red] Ryszard Czubaczyński. Pałac Poznańskich w Łodzi.