poniedziałek, 31 grudnia 2018

Łódź 2019


Najlepszego w Nowym Roku 2019
dla wszystkich baedekerowiczów i miłośników Łodzi!
🎉


"Gazeta Łódzka", rok 1917.

"Gazeta Łódzka", rok 1917.

"Ilustrowana Republika", rok 1925.

"Głos Poranny", rok 1930.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1932.

"Głos Poranny", rok 1933.

"Głos Poranny", rok 1933.

"Głos Poranny", rok 1935.

Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

czwartek, 27 grudnia 2018

WIDZEWSKA MANUFAKTURA - historia miejsca.


W 1878 roku fabrykant łódzki Ludwik Meyer zakupił od chłopów Widzewa 41 mórg ziemi. Planował w Widzewie budowę dużych zakładów przemysłowych (bawełnianych), jednakże w bardzo krótkim czasie plan jego uległ zmianie.

Ludwik Meyer

W 1879 roku Meyer sprzedał całą nieruchomość, rozpoczętą budowę fabryki i materiały budowlane Juliuszowi Kunitzerowi za 15 tysięcy rubli (więcej w baedekerze tutaj: Kunitzer i Meyer ... czyli zanim powstała Widzewska Manufaktura. ).


Juliusz Kunitzer

Wybór Widzewa nie był przypadkowy. Niskie ceny ziemi, dostęp do wody (rzeka Jasień) i tania siła robocza zapewniały fabryce szybki rozwój.

Wkrótce po podpisaniu aktu notarialnego Kunitzer postawił nowoczesne przedsiębiorstwo bawełniane, które mogło przerobić surowiec od stanu wyjściowego aż po gotowy, ufarbowany wyrób.

Wówczas Kunitzer stanął przed problemem znalezienia dobrego kredytu. Jego firma była jeszcze za mała, więc musiał poszukać dobrego partnera. Pomyślał o Juliuszu Heinzlu, którego zawsze podziwiał. On również zaczynał jako tkacz, a teraz był jednym z najwybitniejszych fabrykantów. Udał się więc do niego z duszą na ramieniu. Dom przy Piotrkowskiej 104 miał być właśnie przebudowywany na pałac...



Fabryka i pałac Juliusza Heinzla przy ulicy Piotrkowskiej.

- Witam, panie Kunitzer! Co pana do mnie sprowadza? - Juliusz Heinzel przywitał gościa serdecznie.
- Interesy - odparł przybysz.
- Jakżeby inaczej! Proszę siadać! Przeczuwam, że coś mi pan zaprezentuje.
- Nie myli się pan. Jako szanowany człowiek interesu wie pan pewnie, że bawełna idzie teraz lepiej niż wełna...
- Wełna to dobry towar, zawsze znajdzie nabywców - spoważniał Heinzel.
- No tak, to oczywiste. Ale może warto też spróbować czegoś innego?
- Do rzeczy, panie Kunitzer, do rzeczy.
- Spółka bawełniana. Razem wystąpimy o kredyt i zrobimy taką produkcję, o jakiej Łódź nie słyszała.
- Teraz mówi pan w moim języku.



Juliusz Heinzel

W 1890 roku do spółki przystąpił Juliusz Heinzel, właściciel fabryki wyrobów wełnianych, znajdującej się na zapleczu jego pałacu przy ulicy Piotrkowskiej 104.




Kalendarz Informator m. Łodzi, rok 1923.


Po trzech miesiącach targów i obliczeń ustalono wartość zakładów na 450 tysięcy rubli. Wkład Heinzla wyniósł 225 tysięcy rubli.

(…) Kolejne lata przyniosły im znaczne pieniądze, a firma rosła w siłę. Powstało osiedle robotniczych domków, zwiększono liczbę maszyn.


W 1895 roku firma przekształciła się w spółkę akcyjną pod nazwą Towarzystwo Akcyjne Manufaktury Bawełnianej Heinzel i Kunitzer, które w 1910 roku przybrało nazwę Widzewska Manufaktura.
Kapitał akcyjny wyniósł 3 miliony rubli. 

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1900.


W 1888 roku udało się dociągnąć do fabryki tory kolejowe. Własna bocznica w tym czasie była warunkiem dalszego rozwoju - tak też się stało w tym przypadku.



W początkach lat 90. zbudowano nową tkalnię, powiększono przędzalnię.


Doszło jednak do zatargu z gigantem. Wszystkie ścieki, zwłaszcza farbiarskie, spływały do Jasienia. Mienił się kolorami tęczy, śmierdział. Heinzel i Kunitzer zamienili tę niewielką rzeczkę w ściek. A wszystko spływało do stawu przy posiadłości Scheiblera, skąd czerpano wodę do celów włókienniczych. W drugiej połowie XIX wieku do firmy Heinzel i Kunitzer przyniesiono pismo.
- Przyszła skarga od sąsiada - oznajmił wspólnikowi Kunitzer.
- To my mamy jakiś sąsiadów? - zdziwił się Heinzel.
- Trochę dalszych, znad jasienia. Scheiblerowie.
- Niedobrze. czego chcą?
- Zanieczyszczamy Jasień. Scheibler chce, żebyśmy wybudowali kolektor i puścili go bokiem.
- To będzie kosztować fortunę... Ale chyba nie mamy wyjścia?
- Nie mamy.


Sprawę załatwiono polubownie. Fabrykanci musieli się wspierać. Ostre konflikty były raczej rzadkie. Poczucie wspólnoty urosło zwłaszcza w czasie tzw. wojny Łodzi z Moskwą w połowie lat 80. XIX wieku. Chociaż konflikt zakończył się w pewnym zakresie zwycięstwem przemysłowców moskiewskich, to Łódź zyskała na tym wiele, mianowicie grono miejscowych fabrykantów i kupców, mówiące niemal jednym głosem w sprawach ważnych dla Łodzi. Postać Juliusza Kunitzera miała tu olbrzymie znaczenie, bo wyrósł na lidera tej grupy (…).


"Rozwój", rok 1900.


W ostatnich dwóch dekadach XIX wieku w fabryce Heinzla i Kunitzera powstało wiele nowych obiektów "niefabrycznych". Firma zbudowała ponad sto domów dla robotników, szkołę fabryczną i szpital. 




Drewniane domy robotnicze na Widzewie. Fot. Ignacy Płażewski (zbiory WBP).


Drewniane domki kunitzerowskie, lata 60. XX wieku.




Edukacja i opieka medyczna organizowane były na koszt firmy. Niestety, szkoła powstała bez zgody władz carskich i trzeba było ją zamknąć. Rosyjscy urzędnicy byli bezwzględni w tym zakresie.
Założono kasę chorych i fundusz z pieniędzy ze ściąganych kar. Chorzy dostawali zasiłki, a kwestie socjalne regulowała komisja powołana z robotników. Funkcjonowało też ubezpieczenie. Gdy zdarzał się śmiertelny wypadek przy pracy, wdowa mogła liczyć na zasiłek w wysokości 2 tysięcy dniówek zmarłego. Firma na Widzewie poszła nawet dalej. Zbudowano żłobek, a także salkę teatralną. Robotnicy mogli zaopatrywać się w sklepie, który otworzono specjalnie dla nich. Kunizer był zresztą jednym z najbardziej hojnych łódzkich filantropów i aktywnych działaczy na polu dobroczynności (…).


"Rozwój", rok 1906.
Fabryka zatrudniała początkowo 530 robotników, w 1894 roku pracowało w fabryce 1020 robotników, a w 1900 już 3320. Fabryka rozrosła się do rozmiarów dużego kombinatu bawełnianego.


W początkach XX wieku, po śmierci Juliusza Heinzla (1895) Kunizer prowadził firmę z Juliuszem Teodorem Heinzlem, synem, oraz Józefem Tanfanim, który pełnił rolę dyrektora i był zięciem zmarłego. Kryzys przełomu wieków zmusił wspólników do zaciągnięcia dużych pożyczek, między innymi w Banca Comerciale Italiana - część akcji przeszła w posiadanie finansistów włoskich, którzy z tego tytułu kontrolowali jej działalność.



W burzliwym okresie1905 roku, po wieściach o krwawej niedzieli (więcej przeczytasz TUTAJ , TUTAJ i TUTAJ), większość łódzkich fabryk stanęła w geście protestu. Sytuacja się nasilała. 


"Rozwój", rok 1905.



Juliusz Kunitzer uważał, że to bezprawie, a drogą konfrontacji nie osiągnie się niczego. Każdy dzień przestoju był dla niego katastrofalny, bo i tak miał wielkie trudności finansowe (…). W końcu zdecydował się na dramatyczny krok...

Łódź, 12 kwietnia 1905. Około dwustu osób siedzi w tkalni naszego towarzystwa od 24 godzin i nie chce wyjść. Nie mają jedzenia, a wśród nich są liczni podżegacze. Czy sądzi Pan, by było możliwe aresztować ich wszystkich w myśl przepisów o specjalnej ochronie, a potem przesłuchać i namierzyć podżegaczy? Myślę, że takie energiczne działania poskutkują odstraszająco na robotników w innych łódzkich fabrykach i przyczynią się do uspokojenia sytuacji przed Wielkanocą.

(…) W rzeczywistości pacyfikacja była dość brutalna. Chociaż żołnierzy podburzał dyrektor Luckenbach, całą odpowiedzialnością za zajście robotnicy obciążyli fabrykanta. Miało to się na nim zemścić w okrutny sposób. On jednak zupełnie nie był tych spraw świadomy. Pozostał więc w Łodzi, nawet gdy większość fabrykantów opuściła miasto. Nie mógł wiedzieć, że Polska Partia Socjalistyczna wydała na niego wyrok...
(o tragicznej śmierci Juliusza Kunitzera przeczytasz TUTAJ)


"Rozwój", rok 1905.





Informator Handlowo-Przemysłowy, rok 1913.

Po I wojnie światowej przedsiębiorstwo zostało rozbudowane i przekształcone w kombinat bawełniany. Dla własnych potrzeb uruchomiono w Widzewskiej Manufakturze produkcję maszyn włókienniczych.

Kalendarz-informator, rok 1923.


"Głos Polski", rok 1922.

W okresie międzywojennym głównymi akcjonariuszami byli Oskar Kon i jego rodzina.




"Głos Polski", rok 1922.



Oskar Kon

"Głos Poranny", rok 1925.

"Głos Poranny", rok 1930.


"Głos Poranny", rok 1930.


"Echo", rok 1930.


Liczne kombinacje finansowe Oskara Kohna doprowadziły dwukrotnie do ogłoszenia upadłości spółki.



"Głos Poranny", rok 1931.




"Głos Poranny", rok 1931.


"Głos Poranny", rok 1935.




"Głos Poranny", rok 1931.
"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1935.


Księga adresowa m. Łodzi i woj. łódzkiego 1937/1939.
 
W latach 1939-1945 Widzewska Manufaktura została włączona do koncernu składowego Hermana Geringa. Przedsiębiorstwo podporządkowano niemieckiemu przemysłowi chemicznemu, a w szczególności grupie "Zellwole Kunstcide Ring". Utworzono nową spółkę akcyjną "Zellgarn Aktiengesellschaft", w której udziałowcami stali się kapitaliści niemieccy oraz zrzeszenia gospodarcze. Przedsiębiorstwo przestawiło się na produkcję sztucznych włókiem wiskozowych.


Szczeliny przeciwlotnicze znajdujące się na terenie WIMY.


W 1944 roku do zakładów przyłączono Zakłady Przemysłu Włókienniczego "Polana". Przedsiębiorstwo to powstało w 1936 roku. Grupa fabrykantów utworzyła koncern, który wykupił od włoskiej firmy "Snia Viscosa" patent na produkcję wełny sztucznej z kazeiny, zwanej lanital. Była to jedyna w Polsce fabryka produkująca włókna wełnopodobne. Ministerstwo Przemysłu i Handlu zagwarantowało firmie "Polana" wyłączność użytkowania patentu. W okresie okupacji zakład został rozbudowany. Wykonywał on zamówienia dla Wermachtu.


Po wyzwoleniu Widzewska Manufaktura została przejęta na własność państwa. 18 lipca 1949 roku powstały Widzewskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego. W sąsiedztwie utworzono dodatkowo dwa niezależne zakłady wyodrębnione z jej dawnego terenu. Zakład Włókien Chemicznych "Anilana" powstał na bazie budynków fabrycznych "Zellgarn".




Początkowo po 1945 roku były tu dwie instytucje: Wytwórnia Tworzyw Antykorozyjnych i Wytwórnia Włókien Celulozowych. W 1947 roku powstało trzecie przedsiębiorstwo: Wytwórnia Włókien Białkowych. W lipcu 1951 roku te trzy wytwórnie połączono w jedno przedsiębiorstwo pod nazwą Łódzkie Zakłady Włókien Sztucznych.



W czerwcu 1963 roku w związku z wprowadzeniem do produkcji nowego włókna syntetycznego - anilany, zmieniono nazwę na Zakłady Włókien Sztucznych (Chemicznych) "Anilana".


Zakład produkował włókna celulozowe, białkowe, anilanę oraz tworzywa antykorozyjne i jedwab szklany. 



Kombinat Maszyn Włókienniczych "Wifama" jako samodzielne przedsiębiorstwo został wyodrębniony w 1945 roku z Widzewskiej Manufaktury. W 1961 roku nastąpiło połączenie Widzewskiej Fabryki Maszyn Włókienniczych z Łódzkimi Zakładami Maszyn Włókienniczych pod nazwą Widzewskie Zakłady Maszyn Włókienniczych "Wifama". Widzewska Fabryka Maszyn produkowała przeważnie maszyny do szycia, a Widzewskie Zakłady Maszyn wyspecjalizowały się w produkcji maszyn przędzalniczych i tkackich. Tajemnicą poliszynela było, że produkowane były tam również części dla przemysłu zbrojeniowego...




W jednym z dawnych budynków WIMY swoją siedzibę Liceum dla młodzieży, Technikum i Liceum dla dorosłych.

Oficjalna strona szkoły: 
szkolypilsudskiego.edu.pl

Zakłady Przemysłu Bawełnianego WI-MA S.A. to już historia. Pięć lat po wprowadzeniu się tam pierwszych kreatywnych, w 2016 roku przedsiębiorstwo zmieniło nazwę na "Zakłady Przemysłów Twórczych WIMA w Łodzi".


Mural "Mokosh" powstały na ścianie dawnych Widzewskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego WI-MA (dziś Zakład Przemysłów Twórczych), w 2017 roku w ramach Festiwalu Łódź Czterech Kultur. Jego autorkami jest kobiecy duet z Manchesteru Nomad Clan czyli Cbloxx i Aylo.


W 2001 roku pierwsza grupa twórcza rozpoczęła działalność w WIMIE, dawnej fabryce Juliuszów Kunitzera i Heinzla. 



Pojawienie się tam Bajkonuru, sceny wydarzeń kulturalnych, sali prób i studia nagraniowego, dało impuls do realizacji pomysłu "Kreatywni w Wi-Mie". Prezes Stanisław Zaręba wymyślił, że zrobi z Wi-My miejsce tętniące kulturą alternatywną. Blisko 60 tysięcy m kw. poprzemysłowej powierzchni oddał w użytkowanie artystom...





Funkcjonują tu firmy, fundacje i stowarzyszenia zajmujące się kulturą i sztuką. 




Odnaleźli tu swoje miejsce fotografowie, aktorzy, filmowcy, projektanci, muzycy, majsterkowicze oraz absolwenci łódzkich uczelni artystycznych. - To ludzie, którzy chcą czegoś więcej i tworzą sektor kreatywny - mówi Stanisław Zaręba.
Łącznie na terenie fabryki działa blisko 40 takich firm. To oznacza, że 1/3 najemców hal po dawnych Zakładach Przemysłu Bawełnianego Wi-Ma S.A. należy do tzw. sektora kreatywnego.








Po terenie dzisiejszej WIMY oprowadzał mnie Pan Stanisław Zaręba - bardzo dziękuję za poświęcony mi czas i wiele interesujących historii dotyczących tego miejsca.


Fontanna i … drzewo rosnące na terenie WIMY, posadzone przez robotników. Ok. 1 maja zakwita biało-czerwonymi kwiatami... Muszę tu wrócić w maju i to zobaczyć!




"Manufaktura Fryzur" na terenie WIMY. Salon prowadzi … pra, pra, pra... wnuczka Juliusza Heinzla. 
Wracamy do miejsc... lub opisujemy je, zachowujemy w pamięci i... kreatywnie zmieniamy.
Warto odwiedzić Wimę.

Zegar nad bramą prowadzącą na teren WIMY.

Przeczytaj jeszcze:
Kunitzer i Meyer ... czyli zanim powstała Widzewska Manufaktura. 
Zabójstwo Juliusza Kunitzera. 
Willa Widzewskiej Manufaktury przy al. J. Piłsudskiego 133.
Wojna Łodzi z Moskwą
PASAŻ LUDWIKA MEYERA 
Mokosz - słowiańska bogini w Łodzi.


źródła:
Marcin Jakub Szymański, Błażej Torański. Fabrykanci. Burzliwe dzieje łódzkich bogaczy.
Jacek Kusiński, Ryszard Bonisławski, Maciej Janik. Księga fabryk Łodzi.
Gazeta Wyborcza lodz.wyborcza.pl



"Głos Poranny", rok 1931.



BAEDEKER POLECA:
Marcin Jakub Szymański, Błażej Torański. Fabrykanci. Burzliwe dzieje łódzkich bogaczy.

Panorama łódzkich rodzin fabrykanckich. W książce odnajdziemy wszystkie nacje, wyznania i społeczności. Historie rodów oparte są na dokumentach i na relacjach potomków założycieli fabryk - nie tylko włókienniczych. Zakłady dawały właścicielom bogactwo, a rzeszom ludzi - pracę. Fabrykanci spadali czasem z bardzo wysokiego pułapu finansowego na samo dno. Czasami wynosili się z głębokiego dna na wyżyny społeczne i finansowe. Jedne z największych fortun w Europie, zapierające dech w piersiach wzloty i upadki, wielkie interesy i głośne bankructwa.



Poznańscy, Grohmanowie, Urbanowcy i Gehligowie 

- wielkie łódzkie dynastie.

Kto i na czym zbijał fortuny oraz co się stało ze znanymi

łódzkimi rodzinami w czasie wojny i po jej zakończeniu?

Co dziś robią potomkowie bohaterów?

Ilu z nich przeżyło wojenną zawieruchę,

co się stało z pałacami, co ocalało z ich dziedzictwa?

Fot. współczesnej WIMY Monika Czechowicz



"Głos Poranny",  rok 1931.


Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi
oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego (NAC)



Księga adresowa m. Łodzi 1937-1939.