sobota, 31 sierpnia 2013

PATRZĄC NA STARĄ FOTOGRAFIĘ…

Na początku lat sześćdziesiątych XIX wieku fotografia w Łodzi, podobnie jak w całym kraju, była jeszcze mało rozpowszechniona, a przy tym dość kosztowna i dostępna raczej zamożniejszym warstwom społeczeństwa. Większe zainteresowanie fotografią nastąpiło w czasie powstania styczniowego, kiedy to przed wyruszeniem w pole wielu młodych partyzantów fotografowało się pojedynczo lub w grupach. Niekiedy partyzant mając na sercu podobiznę swej wybranki, walczył z wrogiem, jak ongiś rycerz średniowieczny, przepasany szarfą przez swą damę…


Powstańcy. Fotografia ze zbiorów Muzeum Historii Polski, 1863.

Ówcześni fotografowie byli ludźmi o znacznej inteligencji, biorącymi często czynny udział w życiu społecznym oraz walce z caratem. Do takich właśnie należał pierwszy fotograf łódzki – Józef Zajączkowski.
Zajączkowski pochodził z Krakowa. Praktykę fotograficzną odbył w Warszawie w znanym zakładzie Karola Breyera. W 1859 roku osiedlił się w Zgierzu i tu wsparty finansowo przez przyjaciół, otworzył atelier fotograficzne. Po trzech latach Zajączkowski przeniósł się do Łodzi, która stwarzała większe możliwości prowadzenia zakładu aniżeli Zgierz.
Łódź, chociaż była już wtedy największym po Warszawie miastem w Królestwie Kongresowym, nie posiadała dotąd fotografa. Pracownia Zajączkowskiego stała się więc obiektem żywego zainteresowania łodzian. Klientela była spora: fabrykanci, kupcy, okoliczni ziemianie. Atelier fotograficzne początkowo mieściło się przy Nowym Rynku 8 (dziś Plac Wolności), później zaś zostało przeniesione na ulicę Konstantynowską 5 (obecnie Legionów).
Był to czas powstania styczniowego. Zajączkowski, od dawna zaangażowany w ruchu wyzwoleńczym, na początku 1863 roku objął po Ignacym Radziejowskim trudną i odpowiedzialną funkcję narodowego naczelnika Łodzi. Pracownia jego, położona dogodnie w środku miasta, stała się miejscem narad kierownictwa łódzkiej organizacji powstańczej.


Portret staruszki. Fot. Józef Zajączkowski. 1863.

W sierpniu 1863 roku Józef Zajączkowski musiał opuścić Łódź. Zagrożony aresztowaniem za udział w powstaniu, uszedł za kordon graniczny do rodzinnego Krakowa, zaś władze carskie zamknęły zakład. 



Po wielu latach pierwszy fotograf łódzki spisał swoje wspomnienia z pobytu w Łodzi. Ukazały się one w zbiorze pamiętników z czasów powstania styczniowego, opracowanym przez Stefana Kieniewicza, pod tytułem Spiskowcy i partyzanci 1963.




W roku 1863 powstał w Łodzi drugi zakład fotograficzny – Dominika Zonera. Mieścił się on przy ulicy Konstantynowskiej 3 (Legionów). O właścicielu wymienionego zakładu wiemy jedynie tyle, że przybył on do Łodzi z paszportem austriackim, wydanym we Lwowie. 


Nowy Rynek w Łodzi, fotografia wykonana w atelier Dominika Zonera. Druga połowa XIX wieku.

W latach siedemdziesiątych XIX stulecia miasto otrzymało jeszcze dwa zakłady fotograficzne: Edwarda Dietricha przy ulicy dzielnej 13 (dzisiejsza Narutowicza) i Eliasza Sztummana przy ulicy Piotrkowskiej 24.


Rozwój, rok 1907.

Wybitną postacią wśród łódzkich fotografów był Bronisław Wilkoszewski. W 1886 roku otworzył on pracownię fotograficzną w willi „Trianon” przy pasażu Meyera 5 (dziś Moniuszki). Ogłaszając się w miejscowej prasie, pisał o swoim zakładzie:

„Urządzony elegancko i według najnowszych wymagań sztuki fotograficznej. Zdjęcia wykonywa sposobem momentalnym. Przyjmując zamówienia na portrety olejne podług fotografii, gwarantując dobre wykończenie i podobieństwo”.

W 1896 roku Wilkoszewski wydał ozdobny album pod tytułem Widoki miasta Łodzi, zawierający 39 artystycznych fotogramów. Album ten, stanowiący dzisiaj cenny dokument, obrazujący Łódź z końca XIX wieku, ukazał się w nakładzie 2500 egzemplarzy i był do nabycia we wszystkich łódzkich księgarniach. 



Fotografie Łodzi wykonane przez Bronisława Wilkoszewskiego

Fotogramy Wilkoszewskiego świadczą, że był on znakomitym artystą i fachowcem.
Bronisław Wilkoszewski brał żywy udział w organizowaniu życia kulturalnego w ówczesnej Łodzi. Udostępniał swój lokal w willi „Trianon” dla wszelkich imprez artystycznych. Był on również jednym z założycieli wielce zasłużonego dla rozwoju kultury polskiej w Łodzi towarzystwa śpiewaczego „Lutnia”. W 1903 roku Wilkoszewski przeniósł swoją pracownię na ulicę Dzielną 13 (obecnie Narutowicza), do lokalu zajmowanego uprzednio przez Edwarda Dietricha.
Oprócz wspomnianych już fotografów, do znaczniejszych w Łodzi zaliczał się także Stanisław Piotrowicz, mający zakład przy Nowym Rynku 6. Fotograf ten spokrewniony był blisko z Marią i Konstantym Piotrowiczami, bohaterskimi uczestnikami bitwy pod Dobrą w 1863 roku (czytaj TUTAJ). 

Gazeta "Goniec Łódzki", rok 1904.

Sporym uznaniem łódzkiej klienteli cieszyło się atelier Jana Tyraspolskiego, mieszczące się przy ulicy Piotrkowskiej 76. 


Kalendarz-Informator, rok 1923.

Fotografia jeszcze na początku biegłego stulecia była czymś tak niepowszednim, że w prasie zamieszczano nawet recenzje wykonanych zdjęć, mimo że nie miały one charakteru dzieła sztuki. Na przykład w sprawozdaniu z otwarcia Teatru Wielkiego z 1901 roku, które uświetnili swoją obecnością Henryk Sienkiewicz i Henryk Siemiradzki, gazety podkreślały, że wszystkie zdjęcia z tej uroczystości wykonał fotograf Eliasz Sztumman.



W 1904 roku urządzono w Łodzi w miejscowym „Salonie Artystycznym” pierwszą wystawę fotograficzną, na której zgromadzono pokaźną liczbę 150 fotogramów. Uzyskała ona przychylną opinię prasy. Odwiedzali ją tłumnie łodzianie, jak również goście z Warszawy i całego kraju. 


Ilustrowana Republika, rok 1926.

Następne wystawy fotograficzne odbyły się w latach 1906 i 1916. Pierwsza, urządzona przez „Nową Gazetę Łódzką”, miała charakter wybitnie amatorski, druga zaś zawdzięcza swe istnienie staraniom zasłużonych miłośników fotografii, inżynierów Edwarda Wagnera i Daszewskiego.
Fotografią amatorską zajmowało się w Łodzi spore grono osób, a jednym z pierwszych fotografów-amatorów był znany przemysłowiec łódzki Henryk Grohman. Działali oni jednak w rozproszeniu. Dopiero pod koniec 1916 roku zrzeszyli się, zakładając Łódzki Klub Miłośników Fotografii. Znalazło się w nim około 60 fotografów, zarówno amatorów jak i zawodowców...


Rozwój, rok 1899.

Fotografia w Łodzi dzisiaj:



Fotofestiwal – Międzynarodowy Festiwal Fotografii w Łodzi – coroczna impreza organizowana w Łodzi przez Fundację Edukacji Wizualnej. 
Powstał w 2001 roku, jako jedno z pierwszych wydarzeń fotograficznych w Polsce. Od tamtej pory zmieniła się nie tylko fotografia ale także sposoby organizowania wydarzeń kulturalnych. Od początku Fotofestiwal śledzi te zmiany. Jego celem jest przede wszystkim stworzenie przestrzeni do prezentacji różnych form fotografii oraz forum dyskusji o sztuce i społeczeństwie, a także szukanie alternatywnych metod mówienia o fotografii i jej eksponowania.
Fotofestiwal zawsze rozpoczyna się w maju i co roku gromadzi ponad 20.000 widzów z całego świata. Wystawy główne przygotowywane są na zamówienie festiwalu i prezentują różnorodne wizje kuratorskie. Wokół nich budowany jest program i nadają one tematykę kolejnym edycjom. Ich dopełnieniem jest bogaty program wydarzeń towarzyszących, które mają stworzyć platformę wymiany doświadczeń dla różnych grup odbiorców. Widzowie, artyści, kuratorzy i nauczyciele spotykają się podczas warsztatów, przeglądu portfolio, wykładów, dyskusji i wieczornych pokazów slajdów. Wszystkie wydarzenia wpisane są w postindustrialną architekturę Łodzi – stare fabryki, kamienice oraz wille tworzą wyjątkową atmosferę dla prezentowanych fotografii.
Głównym organizatorem festiwalu jest Fundacja Edukacji Wizualnej, która od lat działa przy współpracy z Łódź Art Center, Fabryką Sztuki i Urzędem Miasta Łodzi. Organizatorzy Fotofestiwalu są także założycielami Photo Festival Union  – stowarzyszenia zrzeszającego europejskie festiwale fotografii, a sam festiwal jest członkiem Festival of Light  – podobnej organizacji o zasięgu światowym.


Dziennik Łódzki, rok 1945.

źródła: 
Wacław Pawlak. Patrząc na starą fotografię. Szkice starołódzkie.
Wilkipedia.pl

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego
i inn.


Rozwój, rok 1908.

Czytaj także:
Pierwsi fotografowie

środa, 21 sierpnia 2013

Łódź: rowerowa wyprawa wspiera hospicjum dla nieuleczalnie chorych, osieroconych dzieci.


3100 km z Łodzi do Włoch zamierzają pokonać podczas wyprawy rowerowej dwaj łódzcy studenci. Podczas podróży będą wspierać zbiórkę funduszy na wyposażenie pierwszego w centralnej Polsce stacjonarnego hospicjum dla osieroconych dzieci tworzonego przez Fundację Gajusz.
Dwaj 24-latkowie - student Akademii Muzycznej w Łodzi Marcin Powalski oraz student psychologii Maksym Lange - wyruszyli we wtorek (20 sierpnia) na wyprawę rowerową do Włoch sprzed łódzkiego magistratu.
Miejscem docelowym wyprawy są okolice Neapolu, a trasa będzie przebiegać przez Słowację, Czechy, Austrię i Słowenię. Jeśli wystarczy im czasu studenci chcą także objechać na rowerach Korsykę. 
Rowerowa wyprawa ma trwać 34 dni - 21 września studenci chcą wrócić z Neapolu do Polski samolotem. Dziennie planują przejechać od 50 do 200 km, spać będą w namiocie. Do wyprawy przygotowywali się trenując m.in. w Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich, a najbardziej obawiają się przejazdu przez Alpy.

Hospicjum dla osieroconych dzieci Fundacji Gajusz powstaje przy ul. Dąbrowskiego w Łodzi. Budynek o powierzchni prawie 2 tys. mkw., który fundacja otrzymała w 2010 roku od miasta, wymagał 
gruntownego remontu, adaptacji i wyposażenia. Placówka ma stać się domem dla nieuleczalnie chorych, osieroconych dzieci, które trafiają do Domów Opieki Społecznej bądź przebywają na oddziałach intensywnej opieki medycznej w szpitalach. W hospicjum czasowo mogłyby przebywać także chore maluchy, które na co dzień są pod opieką hospicjum domowego fundacji, a którymi nie mogą się opiekować rodzice. Hospicjum ma zacząć funkcjonować we wrześniu. Wiadomo, że na początku zamieszka w nim pięcioro maluchów. Placówka ma być jednak przygotowana na przyjęcie prawie 20 dzieci.














Fundacja Gajusz działa od ponad 14 lat. Jest organizacją pomagającą dzieciom przewlekle i nieuleczalnie chorym, głównie onkologicznie oraz ich rodzinom. Od 2005 roku prowadzi hospicjum domowe - wielospecjalistyczną, całościową opiekę nad nieuleczalnie chorymi dziećmi i ich rodzinami w domach. Współpracuje ze szpitalem dziecięcym przy ulicy Spornej w Łodzi. Opieką objęła dotąd ponad 200 dzieci.
źródło:
rynekzdrowia.pl 

Fabryka Władysława Barucha - ulica Więckowskiego 43/45. Łódź.




W 1893 roku Władysław Baruch wybudował przy ówczesnej ulicy Nowocegielnianej 15 fabrykę produkującą damskie materiały ubraniowe i tkaniny podszewkowe z wełny i półwełny.

Firma od samego początku przeżywała poważne trudności finansowe. Próbując ratować przedsiębiorstwo, właściciel w 1899 roku przekształcił je w Towarzystwo Akcyjne Władysława Barucha, którego trzon stanowili dotychczasowi wierzyciele. Rok później nosiło ono już nazwę Towarzystwo Akcyjne Manufaktury Wełny "Saksonia".

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1900.

W 1901 roku rozpoczęło się postępowanie upadłościowe na wniosek jednego z największych wierzycieli, Banku Azowsko-Dońskiego. Zakończyło się ono w 1902 roku sprzedażą Dawidowi Prussakowi fabryki i nieruchomości, które pozostały w rękach tej rodziny do 1939 roku.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1900.


Od początku istnienia fabryki jej pomieszczenia wynajmowane były innym przedsiębiorcom. Tuż po jej zbudowaniu część sal wynajmowała firma Wever i Reul. Od 1901 roku mieściła się tu także fabryka Wstążek Jedwabnych i Półwełnianych H. Czamański i Spółka.


Równolegle, w latach 1902-1907, swoją produkcję prowadził tutaj Władysław Baruch, który po likwidacji Towarzystwa "Saksonia" otworzył własną firmę. Ponadto przed 1914 rokiem mieściło się tu krótko także kilka innych przedsiębiorstw włókienniczych.


Po pierwszej wojnie światowej, obok wymienionej już fabryki Czamańskiego, funkcjonowały tu: mechaniczna skręcalnia nici Józefa Żurkowskiego, tkalnia mechaniczna Jakuba Kamińskiego, tkalnia mechaniczna Bera Krakowskiego i wiele innych.


Po drugiej wojnie światowej w zabudowaniach fabrycznych mieściło się początkowo kilka prywatnych przedsiębiorstw. Później ich użytkownikiem były Zakłady Przemysłu Odzieżowego im. Adama Próchnika. Obecnie obiekt zajmowany jest przez kilka firm.

źródło:
Jacek Kusiński, Ryszard Bonisławski, Maciej Janik. Księga fabryk Łodzi.


Fot. współczesne Monika Czechowicz
Fot. archiwalne ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi 

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

POCZĄTEK I KONIEC (ŁÓDŹ MOJA ZAKAZANA MIŁOŚĆ)




"... Dom nosił numer 9. Była to ponura prymitywna czynszówka, jakich setki stały wzdłuż ulic całej dzielnicy. Za czasów mojego dzieciństwa ulica, przy której stał ten dom, nazywała się Cegielniana.
W połowie lat dwudziestych uznano, że wszystkie ulice, które przecinały Piotrkowską, musiały się na niej zaczynać lub kończyć. Ulica otrzymała nazwę Śródmiejskiej, a dom - numer 26. Niemcy podczas okupacji zmienili oczywiście nazwę.
Po wojnie ulicę przemianowano. Śródmiejska to dziś pułkownika doktora Stanisława Więckowskiego, zasłużonego działacza niepodległościowego. Numer pozostał bez zmian.
Gdy się wchodziło przez bramę do wnętrza kamienicy, uderzał brud i smród. Podwórko wybrukowane było kocimi łbami. W głębi stały czarne przybudówki, których cel był zrozumiały, jeśli się zważy, że prawie żadne z mieszkań nie miało sanitariatu. Dół kloaczny raz na miesiąc opróżniano potężnymi czerpakami, co pozwalało lokatorom nadal korzystać z czarnych budek, a chłopi mieli dzięki temu bezpłatny nawóz. Wzdłuż muru i środkiem bramy ciągnął się rynsztok, którego zawartość nie pozostawiała wątpliwości, co do charakteru płynących w nim płynów...
Moja rodzina pochodziła z Krośniewic, przedmieścia Kutna.
Rodzina była liczna. Babka miała ośmioro dzieci. Cztery córki i czterech synów. Ta dzielna kobieta nie tylko wychowała całą ósemkę, ale zapewniła jej utrzymanie, prowadząc niewielki kiosk z warzywami.
Pierwszy opuścił dom najstarszy syn. Pod koniec dziewiętnastego wieku wyjechał do Ameryki i wszelki ślad po nim zaginął.
Następnym był najmłodszy z synów - mój ojciec. Znalazł pracę jako chłopak na posyłki w jednej z łódzkich firm. Rychło też zrozumiał, że jeśli ma coś osiągnąć, musi się uczyć, uczyć, uczyć. Na przysłowiowym przypiecku przygotował się do matury. Z chłopca na posyłki awansował na starszego sprzedawcę, szybko też zrozumiał, że przyszłość całej rodziny jest w Łodzi, toteż po kolei wszystkich sprowadził do Ziemi Obiecanej.
Starszemu bratu poradził, by został buchalterem. Drugi wyuczył się parasolkarstwa i otworzył na Piotrkowskiej własny sklep. Dwie najmłodsze siostry wyuczyły się tradycyjnego zawodu. Zostały krawcowymi.
Prawie cała rodzina zamieszkała w domu przy Cegielnianej 9. Łącznie z babką. Kto był pierwszy - trudno dociec, ale większość mieszkań zajęta została przez braci i siostry mego ojca. Również pozostałe mieszkania zajmowali krośniewiczanie, którzy przenieśli się do Łodzi.
I do tego dziwnego domu, który był czymś w rodzaju ekspozytury krośniewiczan na Łódź, rodzice moi prowadzili mnie regularnie w każdą sobotę. Zbierano się w mieszkaniu mojej babki i tu odbywał się specjalny rytuał.
Rytuał polegał na tym, że babka wnosiła na stół olbrzymi talerz gorącego grochu, sowicie posypanego pieprzem. Pierwszy próbował tego grochu mój ojciec, a następnie częstowali się nim wszyscy. Reszty dań nie pamiętam, ale pamiętam bardzo dobrze treść rozmów. Dotyczyły one wyłącznie spraw krośniewiczan sprzed lat. Były to anegdoty i historyjki, które wszyscy znali już na pamięć, ale które mimo to wszystkich ciągle serdecznie rozśmieszały. W końcu jednak nie były to już Krośniewice: był to coraz bardziej świat Szolem Alejchema - Kagrylewski, Kapcańska, Jehubca... Dopiero w wiele lat później, kiedy nikt z bohaterów tych spotkań nie żył, zrozumiałem stosunek mego ojca do twórczości Szolem Alejchema. Kiedy wystawiał z tak wielkim sukcesem Kopaczy złota - bohaterowie tej sztuki z reb Rozgowojerem na czele wywodzili się przecież z Krośniewic...
... 1 września skończył się świat Szolem Alejchema. Skończył się świat Krośniewic.
Skończyły się sobotnie spotkania na Śródmiejskiej 26 i tylko z rzadka opowiadano sobie o zwycięstwach aliantów na Bałkanach, na Zachodzie, aż w końcu i te opowieści ustały. Przyszedł dzień, kiedy powstało getto na Bałutach. I nastąpiło zamknięcie getta. Otoczyła je hitlerowska żandarmeria i druty kolczaste...
Getto wymarło z głodu. Umarł brat ojca buchalter z żoną i cudowną córką, nauczycielką języka polskiego. Ta umarła ostatnia. Umarł brat parasolnik z żoną i córką. Druga córka uciekła do Warszawy i zginęła zagazowana w Treblince. Umarły siostry mego ojca. Umarła najmłodsza - z mężem, który zwariował, i z synem. Umarła druga siostra ojca, z mężem i trojgiem dzieci. Umarli żebrząc na ulicy. Najdłużej ciągnęło się umieranie sześciu wnuków najstarszej siostry ojca... Im wszystkim wypisałem karty zgonu.
Z całej krośniewickiej rodziny zostałem sam - bez jednej łzy w oku.

... Dobry Boże - w którego wierzyli mój praojciec Abraham, mój praojciec Izaak, mój praojciec Jakub, Ty, który szybujesz w przestrzeniach ogromniejszych, niż zdoła je opanować myśl ludzka - powiedz mi:
Dlaczego?...
Dlaczego?!..
Dlaczego?!!... "

Arnold Mostowicz. Łódź moja zakazana miłość (fragment)


Fot. Monika Czechowicz
Zobacz jeszcze:
LODZERMENSCH ARNOLD MOSTOWICZ  

ŁODZIANIE

Fot. Monika Czechowicz

niedziela, 18 sierpnia 2013

ŁÓDZKIE MURALE - TUWIMA 16

To już dwudziesty czwarty wielkoformatowy mural w centrum Łodzi, stworzony w ramach Galerii Urban Forms.


Tym razem, autorem malowidła jest najważniejszy obecnie polski artysta zajmujący się sztuką w przestrzeni miejskiej, gdańszczanin – Mariusz „M-CITY” Waras. W tej chwili jest to zdecydowanie numer jeden jeżeli chodzi o street art w Polsce, jedyny artysta na świecie, który tworzy wielkoformatowe szablony.
Autor kilkuset murali w ramach autorskiego projektu m-city. Pracuje przy wykorzystaniu techniki szablonu. Do malowania stosuje się specjalne matryce wycięte zazwyczaj w tekturze lub grubej folii, które przykłada się do malowanej powierzchni, a następnie pokrywa farbą. Techniką tą można wykonać zarówno proste, jednokolorowe prace, jak i prace bardziej skomplikowane, wymagające wykonania wielu matryc i dokładnego zaplanowania kolejności nakładania farb. Głównym motywem w jego twórczości jest pejzaż miejski oraz fascynacja architekturą przemysłową.



Prace "M- CITY" można zobaczyć między innymi w Berlinie, Paryżu, Budapeszcie, Sao Paulo, Rio de Janeiro, Bolzano, Londynie, Pradze, Bogocie, Meksyku, Istambule, Melbourne, Tajwanie, Mediolanie a także w galeriach. Wielokrotnie nagradzany w różnych konkursach artystycznych.


M-CITY posiada już swoją pracę w kolekcji Galerii Urban Forms – mural przy Teatrze Powszechnym przy ulicy Legionów 21, który powstał w 2011 roku. Nowy mural powstał na ścianie przy ulicy Tuwima 16 – skrzyżowanie z ulicą Sienkiewicza. Zrealizowany przy współpracy z programem ‘Miasto 100 Kamienic’. 


Fot. Monika Czechowicz

czwartek, 15 sierpnia 2013

Niedziela w Muzeum

ms1, ul. Więckowskiego 36
25 sierpnia 2013, niedziela, g. 12.12 - 16.16  

Socrealizm to jedyna akceptowana doktryna artystyczna – taka wiadomość dla Muzeum Sztuki w latach 50. oznaczała konieczność pośpiesznego przeniesienia awangardowych dzieł do magazynu. Sierpniowa „Niedziela w Muzeum” przypomni politykę i retorykę komunistycznych władz, ale także sentymentalnie przywróci prozę życia, estetykę i rozrywki socjalistycznej rzeczywistości.

Awangarda do magazynu
Na drugim piętrze muzeum o godzinie 13.13. rozpocznie się na stylizowany na lata 50. odczyt. Małgorzata Wiktorko objaśni w nim przyczyny zamalowania „niezrozumiałej dla społeczeństwa” Sali Neoplastycznej i wprowadzenia na jej miejsce dzieł realizmu socjalistycznego.

PRL-owski festyn
Od godziny 12.12 zapraszamy do zabawy w PRL-owskim stylu. Dla dzieci odbędzie się turniej gier podwórkowych (klasy, guma, zośka, kapsle, kocia kołyska) oraz zajęcia pod opieką profesjonalnego clowna. Dla wszystkich uczestników przygotowany zostanie poczęstunek z epoki: wata cukrowa, pampuchy, kaszanka, leniwe z cukrem, kompoty owocowe – czyli bar mleczny w plenerze. Nie zabraknie także napojów z saturatora. Aby wprowadzić uczestników w odpowiedni nastrój, przygotowano okolicznościową scenografię z rekwizytami nawiązującymi do propagandowego wizerunku pracy i życia socjalistycznego człowieka. Na dziedzińcu odbędzie się kiermasz przedmiotów i książek z epoki. Oryginalną pamiątką z festynu może być także zdjęcie w stroju „przodownika pracy”. Festyn zakończy karaoke pieśni PRL-owskich. W czasie całego wydarzenia otwarta będzie kawiarnia ms cafe.

W ms1 zostanie zaprezentowana ekspozycja archiwalnych zdjęć z wydarzeń w ramach cyklu „Niedziela w Muzeum”z lat 70 i 80. Na zdjęciach zostały zarejestrowane pokazy mody, wernisaże, koncerty, wystawy, konkursy, kiermasze, spotkania z artystami oraz wydarzenia artystyczne. „Niedziela w Muzeum” wpisywała się w ideę muzeum otwartego, realizowaną przez ówczesnego dyrektora Ryszarda Stanisławskiego. Chcąc ułatwić publiczności dostęp do sztuki Stanisławski liczył się z potrzebami każdego odbiorcy, dlatego program niedzielnych imprez był zróżnicowany, a jego oferta skierowana do możliwie najszerszej grupy.


fotografie z Archiwum Muzeum ms2
źródło: 


środa, 14 sierpnia 2013

Helena Modrzejewska w Łodzi.


Helena Modrzejewska, jedna z największych polskich aktorek teatralnych, legendarna postać światowych scen teatralnych XIX wieku.
Urodziła się 12 października 1840 roku w Krakowie jako nieślubna córka wdowy po zamożnym kupcu - Józefy Blendowej. Przyrodni bracia przyszłej gwiazdy byli aktorami. Zaczynała karierę od gry w prowincjonalnych teatrach galicyjskich, już na początku kariery przyjmując pseudonim artystyczny: Modrzejewska. W starcie pomagał jej ówczesny partner życiowy i późniejszy ojciec syna, Rudolfa – aktor Gustaw Zimajer. Ich związek owiany był atmosferą skandalu (Zimajer był w separacji z żoną).


Zasłynęła nie tylko dzięki doskonałym kreacjom, ale też jako bohaterka narodowa, forsująca – mimo oporów cenzury – dramaty Słowackiego, jak również uwielbianego przez nią Szekspira. To dzięki niej w 1871 roku wystawiono w Warszawie „Hamleta” (z Modrzejewską jako Ofelią), a w 1872 - „Marię Stuart” Słowackiego (główna rola). 


Ponadto zagrała m.in. Anielę w „Ślubach panieńskich” (1871), Desdemonę w „Otellu” (1873) i Beatrice w „Wiele hałasu o nic” (1876) Szekspira.
W jej repertuarze znalazło się w sumie 260 ról – do najbardziej znanych, należą kreacje Szekspirowskie – Lady Makbet i Julii.



Zmarła w Kalifornii 8 kwietnia 1909 roku. Jej pogrzeb odbył się w Los Angeles, a szczątki zostały przetransportowane na Cmentarz Rakowicki w Krakowie i złożone w grobie matki. W 1989 roku Jan Łomnicki zrealizował odcinkowy film TV oparty na biografii aktorki, zatytułowany „Modrzejewska”. W roli głównej wystąpiła Krystyna Janda. 
Ale opowiedzmy o wizycie artystki w naszym mieście:

... Był rok 1891. Na horyzoncie teatralnym rozbłysnęła właśnie gwiazda pierwszej wielkości – Helena Modrzejewska. Po niebywałych sukcesach artystycznych za oceanem nasza wspaniała aktorka powróciła do kraju, witana entuzjastycznie przez licznych wielbicieli jej talentu.
Występy Modrzejewskiej w Warszawie potwierdziły wysoką klasę jej gry aktorskiej. O sławną tragiczkę poczęły dobijać się teatry w kraju i za granicą, a wśród nich i teatr łódzki.
W tym czasie dyrektorem sceny polskiej w Łodzi był Karol Kopczewski. Teatr łódzki walczył z dużymi trudnościami finansowymi, a z opresji kasowych ratowały go głównie gościnne występy popularnych aktorów warszawskich.
Pobyt Modrzejewskiej w Warszawie nasunął Kopczewskiemu myśl zaproszenia znakomitej artystki do Łodzi. Dyrektor sceny łódzkiej wychodził bowiem z założenia, że publiczność miejscowa, na ogół mało interesująca się teatrem, tym razem tłumnie pospieszy na występy Modrzejewskiej. Sukces kasowy takiej imprezy byłby więc zapewniony.
Przedsięwzięcie sfinansował zamożny restaurator Henryk Lange. Na występy Modrzejewskiej wybrano wygodny i dobrze urządzony teatr niemiecki „Thalia” ( CZYTAJ TUTAJ ). Taki był zresztą warunek Langego, który przy teatrze prowadził restaurację. Artystka za każdy występ miała otrzymać 900 rubli.
Dziennik Łódzki, rok 1891.

Helena Modrzejewska przybyła do Łodzi 3 marca 1891 roku. Chyba nie po raz pierwszy, gdyż podobno już w 1864 roku, a więc u progu swej kariery artystycznej, występowała tu wraz z Gustawem Zimajerem w nowo zorganizowanym zespole dramatycznym Fryderyka Sellina. 


Dziennik Łódzki, rok 1891.

Artystkę na Dworcu Fabrycznym powitali licznie zebrani wielbiciele, wręczając jej wiązanki kwiatów. Modrzejewska zatrzymała się w pokojach gościnnych Grand Hotelu. 


Dziennik Łódzki, rok 1891.

Nazajutrz wieczorem Modrzejewska wystąpiła po raz pierwszy na scenie teatru „Thalia” w roli Marii Stuart, wzbudzając na widowni niebywały entuzjazm.
„Publiczność do głębi wzruszona – pisał „Dziennik Łódzki – wyrażała swój zachwyt dla gry oklaskami, po każdej scenie wywołując wielokrotnie znakomitą artystkę, której ofiarowała piękny wieniec z napisem: Wielkiej artystce, Helenie Modrzejewskiej, Łodzianie”.
Mieszkańcy Łodzi, dotąd nie wykazujący żywszego zainteresowania sztuką dramatyczną, zdążali teraz gromadnie na występy Modrzejewskiej.
„Wieczorami o ósmej i około północy długi szereg powozów i dorożek grzmi po bruku ulicy Dzielnej, chodnikami płynie bez końca czarny tłum teatromanów, rozprawiających o przymiotach gry bohaterki” – donosił wspomniany „Dziennik”.
W następnych dniach dano kolejno: Dalię, Odettę i Adriannę Lecouvreur. 10 marca na benefis Modrzejewskiej wystawiono Damę Kameliową. Pięć występów aktorki przyniosło 9510 rubli dochodu.
 Dziennik Łódzki, rok 1891.

 Dziennik Łódzki, rok 1891.

W kilkanaście dni po pierwszych występach Modrzejewska odwiedziła Łódź ponownie, prezentując się publiczności w jednej z najciekawszych swych kreacji, jako Lady Makbet. Następnie aktorka wyjechała na gościnne występy do Pragi czeskiej. Po powrocie do kraju Kopczewski znów ją zaprosił do Łodzi. Tym razem przedstawienia odbywały się w teatrze „Victoria”. 


Dziennik Łódzki, rok 1891.

Występy swe Modrzejewska rozpoczęła w dniu 5 maja od Odetty. Drugiego dnia dano Księżnę Jerzowa. Na trzecie przedstawienie powtórzono Marię Stuart. 


Dziennik Łódzki, rok 1891.

Dziennik Łódzki, rok 1891.

Ostatni raz Modrzejewska wystąpiła w Łodzi w sztuce J. Korzeniowskiego Karpaccy górale. Rola młodej Praksedy w wykonaniu blisko pięćdziesięcioletniej aktorki nie wypadła dobrze i publiczność opuszczała teatr z uczuciem pewnego zawodu.
Niezbyt fortunne zakończenie występów Heleny Modrzejewskiej w Łodzi nie mogło oczywiście zaważyć na całokształcie jej osiągnięć artystycznych. Trzykrotny pobyt znakomitej artystki w naszym mieście zapisany został złotym zgłoskami w księdze dziejów teatru łódzkiego…

"Helena Modrzejewska - geniusz sceny"
źródło: YouTube.pl


źródła:
Wacław Pawlak. Patrząc na starą fotografię. Szkice starołódzkie.
film.wp.pl 
Fot. archiwalne ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi
i inn.
źródło filmu:
YouTube.pl


CZYTAJ JESZCZE: