poniedziałek, 25 maja 2026

Druga wieża Babel: język łodzian w XIX wieku.



O tym, jakim językiem mówiono w Łodzi w początkowej fazie jej rozwoju jako miasta fabrycznego dowiadujemy się z ówczesnej prasy, literatury o tematyce łódzkiej oraz ze wspomnień. W tekstach tych język dziewiętnastowiecznego miasta jawi się jako swoisty konglomerat trzech języków: polskiego, niemieckiego i jidysz. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że w szkole obowiązywał język rosyjski. Zwracali na to uwagę ówcześni publicyści i dziennikarze, np. S. Górski w szkicu z 1904 roku charakteryzuje miasto następująco:
Szyldy na sklepach w Łodzi noszą napisy w trzech językach: rosyjskim, polskim i niemieckim - znamionuje to postęp polskości w mieście, gdzie przed kilkunastu laty trudno było rozmówić się w języku ojczystym."

"Dziennik Łódzki", rok 1889.

Pismo rządu gubernialnego mazowieckiego z 14 sierpnia 1844 roku:
"Miasto Łódź jest jednym z najznakomitszych miast fabrycznych w Królestwie, do 20 000 ludności mającym, składa się z powiększej części z samych fabrykantów z zagranicy przybyłych i tylko język niemiecki posiadających".
W pierwszej publicystycznej pracy o Łodzi, jaką był "Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym" Oskara Flatta z 1852 roku, autor nazywa Łódź "fabrycznym miastem niemieckim".

Plan Łodzi według Oskara Flatta, rok 1853.
"Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym".
(zbiory WBP)
Przeczytaj w baedekerze:

(...) W Łodzi cukiernia jest giełdą, gdzie od rana do nocy mówi się o "interesie", wylicza się kalkulacje na marmurowych stolikach, w czasie, mówi się handlowym językiem niemieckim, a po załatwieniu sprawy - po polsku lub po żydowsku... Każda okoliczność stosownie do chwili, ma swój własny język, którym porozumiewają się łodzianie.
Zjawisko mieszania różnych języków wspomina Julian Tuwim opowiadając o koledze, który "W ogóle mówił bardzo dziwnie: nowy ancung (ubranie), badecymer (łazienka), jemu siedem lat, u tatusia nasmork [...]. Inne dzieci na naszym podwórzu używały jakiegoś niemiecko-polskiego dialektu: mój tata cię pokaże, nie musisz bić Gustawa! Chcesz leberwursta?"
Powieści i opowiadania z przełomu XIX i XX wieku malują koloryt rozwijającego się miasta fabrycznego kreując bohaterów posługujących się jakąś mieszaniną języków. Na przykład w powieści "Wir" Mariana Galewicza znajdujemy właściciela fabryki, który:
"[...] całemi dniami spierał się, przeważnie po niemiecku, bo polskim językiem władał nieszczególnie, a od czasu do czasu wtrącał wyrazy żydowskie powtarzając:
- Ty musisz być chuchem, verstehst mich? ty jesteś Herman a kepełe, ale ty jesteś a meszegine bardzo często".

"Lodzer Tageblatt", 1903.

W innym miejscu pojawia się bohater charakteryzowany następująco:
"Bywalec był, otrzaskany w świecie, znał języki, szwargotał po niemiecku, klął po rosyjsku, z Żydami mógł się nawet żargonem rozmówić [...]"
W "Ziemi Obiecanej" Władysława Reymonta nie tylko bohaterowie niemieckiego pochodzenia posługują się germanizmami, choć ci częściej. Powieść obfituje w liczne przykłady:
- Jemu trzeba przytakiwać, bo to gruba fisz;
- My wszyscy jesteśmy tu po to w Łodzi, żeby zrobić geszeft, żeby zarobić dobrze;
- Wszystko poszło fein, na glanc - zaśmiał się rechocząco;
- A może pan dyrektor zechce butersznicik! - ofiarował uprzejmie Szwarc.

"Lodzer Zeitung", 1868.

Rozwój przemysłowej Łodzi spowodował niezwykle dynamiczne zmiany demograficzne. Podstawowym czynnikiem wzrostu zaludnienia był napływ ludności z kraju i zagranicy w poszukiwaniu pracy w przemyśle i handlu. Proces ten zapoczątkował napływ przybyszów głównie z krajów niemieckich. Spośród nich rekrutowali się właściciele i organizatorzy fabryk, a także sprowadzani przez nich osadnicy ze Śląska i innych terenów Niemiec.
Kontakty łodzian z przybyszami z Niemiec następowały na dwóch płaszczyznach - na płaszczyźnie zawodowej oraz na płaszczyźnie życia codziennego, codziennych kontaktów.
Język niemiecki był więc dla łodzian - głównie łódzkich robotników - językiem majstrów, specjalistów konserwujących warsztaty i urządzenia w fabrykach. Konieczność używania germanizmów przy kontaktach zawodowych wynikała nie tylko z faktu, iż owi majstrzy i inżynierowie "nie władali dostatecznie miejscowym językiem", ale także z braku rodzimej terminologii.

"Rozwój", rok 1900.

W powszechnym użyciu, również polskich robotników łódzkich fabryk, było specjalistyczne słownictwo techniczne złożone z niemieckich zapożyczeń i derywatów od nich stworzonych, np: apretura (Appretur), bela (Ballen), blat (Blatt), buda/mała fabryka (Bude), blich (Blicherei) i od tego blicharnia i blicharz, 

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1910.

...cwinerka (Zwirnen), forgan (Vorgarn), floki (Flocke), feler/błąd w tkaninie (Fehler), giszera (Geschirr), firma (Firme), grępel/zgrzeblarka (Krempel), hala/wielka sala z maszynami (Halle), hilfa (Helfe), kieta (Kette), kiebmaszyna (Kettentreibmaschine), knepować (klöppeln), muster (Muster), nuperka (Nopperein), obermajster (Obermeister), puc (Putz), pucer (Putzer), praser (Presser), rajger (Reiger), sztrek (Strecke), szus (Schuss), szpula, szpulka (Spule), trajber (Treiber), trajbernia (Treiberei), tytla (Tüte), waśmaszyna (Waschmaschine), weber (Weber), webernia (Weberei).

Lodzer Informations und Hause Kalender, 1910.

"Rozwój", rok 1914.

Kontakty tych dwóch narodowości miały także codzienny charakter. Niemcy nie izolowali się bowiem od Polaków, dosyć szybko asymilowali się, czego świadectwem były mieszane małżeństwa.

"Rozwój", rok 1903.

Sprzyjały temu warunki zamieszkania w bliskim sąsiedztwie, często w domach robotniczych lub kamienicach czynszowych. Stałe kontakty Polaków z Niemcami powodowały przenikanie do polszczyzny wielu wyrazów pospolitych niemieckiego pochodzenia. Szerokim strumieniem napływały słowa z zakresu życia codziennego, na przykład nazwy pokarmów i potraw:
absznyty/ okrawki mięsa i wędlin, ajntopf/ posiłek gotowany w jednym garnku, bludwurst/ krwawa kiszka, butersznycik/ kanapka, gryska/ rodzaj bułki, halbka/ miara wódki, kartofel, nantrot/ rodzaj placka ziemniaczanego, leberka/ wątrobiana, melzupa/ zupa mleczna zaprawiona mąką, metka/ kiełbasa z surowego mielonego mięsa, rediska/ rzodkiewka, snelka/ zupa z chleba, sznytka/ kromka chleba, waserzupa/ wodzianka, wurstzupa/ woda pozostała po gotowaniu kiełbasy i kaszanki.

Łódzki Park Kultury Miejskiej (dawniej Skansen Architektury Drewnianej), od 2009 roku integralna część Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.
Wystawa "Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie".

Pokaźną grupę stanowiły nazwy sprzętów domowych i narzędzi: bilda/ obraz, brynsztanga/ drąg żelazny, haczka, haka/ motyczka, kanka/ bańka na mleko, kastrolka/ rodzaj garnka, kruk/ kieliszek, kugle/ ozdoby na choinkę, lanszaft/ obrazek na ścianę, ryczka/ stołek, wajcha/ wystający uchwyt, waserwaga/ poziomica, a także nazwy elementów ubrania: bajda/ długa, luźna suknia, halsztuk/ rodzaj krawata, laczki/ pantofle domowe.

Łódzki Park Kultury Miejskiej (dawniej Skansen Architektury Drewnianej), od 2009 roku integralna część Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.
Wystawa "Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie".

Równie liczne są nazwy osób: bamber/ bogaty chłop, fater, fatrowski/ ojciec, hebama/ akuszerka, herszt/ przywodca bandy, kałmuk/ łakomczuch, karownik/ tragarz w cegielni, korbelkowy/ motorniczy tramwaju, kramarz/ straganiarz, lofer/ włóczęga, moruch/ murzyn, szprycmajter/ sikawkowy, zambruder/ chuligan... (...)
Warto podkreślić, że liczne germanizmy to wyrazy nacechowane emocjonalnie, na przykład: bajzel/ bałagan, bobel/ zeschnięta substancja, grat/ sprzęt kuchenny, japa/ usta, kojber/ torba z zakupami, szmelc/ byle co.

"Rozwój", rok 1898.

"Dziennik Łódzki", rok 1885.

Drugą po Polakach pod względem liczebności nacją w Łodzi pod koniec XIX wieku byli Żydzi. W przeciwieństwie do mniejszości niemieckiej Żydzi łódzcy od początku izolowali się od innych grup ludności, podkreślając swoją odrębność kulturową, wyznaniową, a dużej mierze także zawodową - 70% ludności zajmującej się wówczas w Łodzi handlem stanowili właśnie Żydzi.


Brak integracji Żydów z innymi grupami narodowościowymi zaznaczył się także na poziomie językowym. Leksykalne wpływy z jidysz na język polski nie były liczne.
Język jidysz wykształtował się około X wieku na bazie języka wysokoniemieckiego. Wpływ hebrajskiego przejawiał się w nim szczególnie w słownictwie religijno-obyczajowym. Tym samym należy on do grupy języków germańskich, wiele zaś słów brzmi tak samo jak w jidysz, jak i w niemczyźnie. Z tego powodu niejednokrotnie trudno rozstrzygnąć, które wyrazy zostały przejęte z jidysz, a które są pochodzenia niemieckiego. Do takich należą między innymi borg/ kredyt, borgować/ kredytować, geszeft/ interes, geszefciarz/ człowiek robiący interesy.

"Najer Fołksbłat", 1926.

Były w użyciu łodzian dość liczne wyrazy żydowskie obecne w polszczyźnie ogólnej czy to w odmianie literackiej, czy potocznej. Znane i stosowane było słownictwo dotyczące religii i obyczajów żydowskich, jak: cadyk/ przewodnik duchowy chasydów, chała, chałka/ bułka, często słodka, chałat/ długa wierzchnia szata męska noszona przez zachowawczych Żydów, także przeniesione na żartobliwe określenie każdego wierzchniego okrycia, cheder/ żydowska szkoła wyznaniowa dla chłopców, goj/ każdy kto nie jest Żydem, koszerny/ o żywności przygotowanej według zaleceń religii żydowskiej, maca/ ciasto żydowskie, łodzianie nazywali tak też placki z ciasta makaronowego pieczone na blasze kuchni, mykwa/ łaźnia żydowska, pejs/ kosmyk włosów zwieszający się nad uchem, rabin/ zwierzchnik żydowskiej gminy wyznaniowej, szabas, siabes, szabat/ cotygodniowe święto żydowskie, trefny/ o żywności: nieczysty, niekoszerny.

"Ilustrowana Republika", rok 1928.

Łódzki Park Kultury Miejskiej (dawniej Skansen Architektury Drewnianej), od 2009 roku integralna część Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.
Wystawa "Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie".

Jest także w polszczyźnie ogólnej szereg słów o proweniencji żydowskiej, które w ustach łodzian dość często się pojawiały, niekiedy w nieco zmienionym znaczeniu: bachor/o dziecku, belfer/ o nauczycielu, cymes/ coś dobrego do jedzenia, geszeft/ interes, kiepełe/ głowa, rozum, spryt, łapserdak/ łobuz, gałgan, nicpoń, machlojka/ nieczysty interes, melina/ mieszkanie, w którym sprzedaje się alkohol lub przebywają przestępcy, także kryjówka złodziei i złodziejskich łupów, myszygiene/ człowiek narwany, bzik, plajta, plajtować/ bankructwo, zbankrutować, rejwach/ hałas, zamieszanie, siksa/ młoda dziewczyna, podlotek, sitwa/ klika, paczka, zgrana grupa (zwykle w nieczystych interesach), szaber/ przywłaszczenie rzeczy, szacher/ oszust, krętacz, sznaps/ wódka, szwindel/ oszustwo, ślamazarny/ zbyt powolny, niezdarny.

Carski oficer z rodziną. Nieznane atelier fotograficzne w Łodzi.

Ludność narodowości rosyjskiej zaczęła napływać do Łodzi na początku lat 50. XIX stulecia. Początkowo były to pojedyncze rodziny. Dopiero po powstaniu styczniowym, w związku z nasileniem polityki rusyfikacyjnej, wzmógł się systematyczny napływ i pod koniec stulecia Rosjanie stanowili - nie licząc wojska - nieco ponad 1% mieszkańców miasta.

Oficer 40. Koływańskiego Pułku Piechoty z damą.
Łódzkie atelier fotograficzne Jakuba (Jakowa) Tyraspolskiego,
Piotrkowska 76.

Na początku XX wieku ich liczba wzrosła i w latach 1905-1909 doszła do 3% ogółu mieszkańców. Byli to przede wszystkim reprezentanci władz zaborczych. Język rosyjski był językiem oficjalnym, urzędowym, wymaganym w szkolnictwie, sądownictwie, administracji kolejowej itd.

Dawne koszary przy ulicy św. Jerzego 10/12
(dawna ulica Jekaterynburska)
Przeczytaj w baedekerze:
oraz:

"Goniec Łódzki", rok 1905.

"Goniec Łódzki", rok 1905.

Rozluźnienie i ograniczenie rygoru używania języka rosyjskiego w różnych sferach komunikacyjnych wymagało zgody "Najwyższego Ukazu". Urzędy łódzkie podejmowały starania o uzyskanie pozwolenia u władz carskich na wprowadzenie języka polskiego w różnych dziedzinach życia.

"Goniec Łódzki", rok 1905.

"Goniec Łódzki", rok 1905.

Na przykład w lipcu 1905 roku "Goniec Łódzki" donosił, ze uzyskano zgodę na używanie języka polskiego w rozmowach z interesantami, o ile ci pierwsi zwrócą się w tym języku. Dozwolono dalej, aby obok napisów rosyjskich były umieszczane i polskie, oraz aby bilety osobowe drukowano w obu językach, natomiast w biurowości kolejowej miał być używany nadal język rosyjski. 

"Goniec Łódzki", rok 1905.

Język rosyjski jako narzucony łodzianom w sposób administracyjny był nieakceptowany, identyfikowany z wrogą władzą zaborczą. Toteż zostawił bardzo słaby ślad w polszczyźnie mówionej mieszkańców miasta. Należy tu wymienić zaledwie kilka wyrazów: apaiać/ znów, ponownie, barachło/ byle co, bardach, bardak/ bałagan, chaziaj/ gospodarz, zwykle bogaty, chłam/ byle co, coś bezwartościowego, jewrej/ przezwisko żyda, kojko/ łóżko, pryjuta/ licha budowla, rodzaj szopy, komórki, rabiata, rebiata/ kilkoro dzieci, raniec/ tornister, spryt/ spirytus, stakan/ szklanka, sztof/ miara objętości, znaczy się/ to jest, mianowicie, żulik/ chlebek turecki.

"Lodzinskij Listok", 1905.

Utrwaliły się także nieliczne zapożyczenia semantyczne, np: lekkie/ płuca zwierzęce, obowiązkowo/ koniecznie, srogi/ surowy, uważać, uważanie/ szanować, szacunek.

"Lodzinskij Listok", 1905.

Więcej rusycyzmów o charakterze doraźnym zaznaczyło się w mowie dziewiętnastowiecznej młodzieży szkolnej. W tekstach Juliana Tuwima znaleźć można perekzamenowkę/ egzamin poprawkowy, ochrannika/ pracownika ochrany, tajnej policji w carskiej Rosji, są też ledzieńce/ cukierki i sacharmaroż (z ros. sachar+marożenoje) lody.
W języku łodzian pojawiały się też wyrazy w zmienionej pod wpływem rosyjskim postaci gramatycznej, np. telegrama i terytoria. Pod wpływem języka rosyjskiego silnie rozpowszechniła się w Łodzi konstrukcja z przyimkiem na: na teatrze, na fabryce, na Marysinie itp.


Polska ludność w Łodzi to głównie przybysze z pobliskich wsi. Docierali tu z okolic Rzgowa, Pabianic, Piotrkowa, Sieradza, a od północy z terenów Łęczyckiego. Wraz z rozwojem miasta postępowała jego ekspansja terytorialna, w następstwie czego okoliczne wsie przekształcały się w robotnicze dzielnice wchłaniając ich mieszkańców wraz z miejscową gwarą. Tym samym języki obce współistniały obok języka polskiego nasyconego dialektyzmami wywodzącymi się z gwar łęczycko-sieradzkich okalających miasto. Były to zarówno cechy gramatyczne, jak i słownikowe (słownikowo gwarowe), takie jak:
- wymowa typu: corny ptok, świniok/ czarny ptak, świniak
- wymowa typu: bida, kobita, mliko/ bieda, kobieta, mleko
- wymowa typu: do dumu, na kuniec, rynka, zump/ do domu, na koniec, ręka, ząb
- wymowa typu: łoko, łupadła, łusma godzina/ oko, upadła, ósma godzina
- wymowa typu: niese, biere, piere, wieze/ niosę, biorę, piorę, wiozę
- wymowa typu: capka, syja/ czapka, szyja. Podobnie jak w poprzednich wiekach, łodzianom w XIX wieku zdarzało się mazurzenie. Na tym tle powstawały hiperpoprawne formy, które w literaturze wykorzystywano do charakteryzacji postaci mieszkańca miasta niedawno przybyłego ze wsi, który ma trudności z właściwą repartycją głosek szumiących. Tak u Zygmunta Bartkiewicza mówi stróż: Minęli te caszy, kiedy każdemu trza było czapkować.
- w dialogach robotników widoczne są też liczne formy przyimków we, ze: Pan prezes przecie wie, że we fabryce na ten przykład, to jak we młynie (...)
- wymowa typu: my chodzili, my robili, my dostali/ chodziliśmy, robiliśmy, dostalismy
- wymowa typu: weźta, zróbta, idźta/ weźcie, zróbcie, idźcie
- słownictwo gwarowe, np: gad/ robactwo, insekty, każde stworzenie szkodliwe, owad, zwierzę, ptak, gora/ ognisko, kabziaty/ obwisły, nadmiernie otłuszczony, łabuzie/ tatarak, wąsiona/ gąsiennica, inszy, inakszy/ inny, ojce/ rodzice.
"Dziennik Łódzki", rok 1890

Procesy adaptacyjne dokonywały się wolno i nierównomiernie, Łódź nie miała bowiem własnych tradycji miejskich, a co za tym idzie bogatego mieszczaństwa i inteligencji. W XIX wieku znajomość literackiego języka polskiego, nawet w górnych warstwach społecznych, była rzadkością. Tuż po zakończeniu I wojny światowej 60% mieszkańców miasta to analfabeci. Proces kształtowania się polszczyzny miejskiej dokonywał się zatem bardzo wolno. Brak prestiżowej odmiany, jaką byłaby polszczyzna literacka, utrudniał proces wyzbywania się gwary i obcych naleciałości. Fabrykanci z reguły jej nie znali. W życiu prywatnym, towarzyskim kultywowano odrębności narodowe. Dopiero początkowe lata XX wieku przyniosły pewne zmiany w strukturze narodowościowej mieszkańców miasta (wzrost liczby ludności polskiej, zmniejszająca się liczba ludności niemieckiej), stopniowy, choć niewielki, wzrost poziomu wykształcenia, co wpływało na zmianę warunków rozwoju i funkcjonowania języka miejskiego.

"Dziennik Łódzki", rok 1889.

"Dziennik Łódzki", rok 1890.

źródła:
Elżbieta Umińska-Tytoń/ Uniwersytet Łódzki, Wydział Filologiczny [w:] Łódź. Historia miasta poprzez wieki. Tom 2, 1820-1914/ red. Jarosław Kita.
Stefan Gorski. Łódź spółczesna. Obrazki i szkice publicystyczne.
Julian Tuwim. Książki, Chopin i Inowłódź.
Marian Galewicz. Wir. Powieść z niedawnych czasów.
Zygmunt Bartkiewicz. Złe miasto.

"Lodzer Zeitung", 1868.

"Dziennik Łódzki", 1890.

"Lodzinskij Listok", 1914.

"Najer Folksblat", 1926.

Wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi oraz Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego.
Fot. AI/baedeker łódzki

Przeczytaj jeszcze:
"Rozwój", rok 1910.

BAEDEKER POLECA:
Łódź. Historia miasta poprzez wieki.
Historia miast przeżywa obecnie rozkwit, o czym świadczą liczne tomy przedstawiające dzieje światowych aglomeracji i mniejszych ośrodków miejskich. Rozmaite aspekty życia miejskiego przybliżane są w naukowych monografiach, esejach, a także w historiach literackich, kryminalnych czy kulinarnych. Poszukiwanie lokalnych tożsamości stanowi przeciwwagę dla procesów kulturowej unifikacji i globalizacji ? jest odkrywaniem swoistego miejskiego genius loci. Odnosi się to także do Łodzi, mającej od sześciu wieków prawa miejskie, a od dwóch ? status jednego z najważniejszych ośrodków miejskich w Polsce. Pomimo istnienia ogromnej liczby publikacji o mieście nad Łódką, odczuwalny jest brak nowego syntetycznego opracowania jego pełnej historii. Oddawana w ręce Czytelników wielotomowa publikacja, będąca efektem prac licznego zespołu autorskiego, ma na celu zaradzić temu niedostatkowi. 

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego

czwartek, 21 maja 2026

Imperium Emila Haeblera.

Powstanie kolei obwodowej zadecydowało 1906 roku o rozszerzeniu naszego miasta. Przyłączono wówczas do Łodzi wsie: Żubardź, Doły, Widzew, Dąbrowę, Rokicie, Karolew i Brus, dzięki czemu obszar miasta zwiększył się do 38,1 km kwadratowych. W 1907 roku uruchomiono elektrownię przy ulicy Targowej i tym samym miasto nabrało europejskiego charakteru.
Z większych inwestycji przemysłowych tego okresu należy wymienić firmę włókienniczą powstałą dzięki kapitałowi belgijskiemu - przedsiębiorstwo Emila Haeblera.


Ulica Dąbrowskiego 23/25 (teren dawnego przedsiębiorstwa Emila Haeblera):

Emil Karol Haebler (Häbler)
- pochodzący z Saksonii Emil Haebler był rzutkim przedsiębiorcą. Jego działania były związane zarówno z produkcją drzewną (tartak i produkcja skrzyń), oraz hutami szkła ("Kara" i "Hortensja") w stolicy guberni - Piotrkowie, jak i składami węgla i produkcją włókienniczą w dynamicznie rozwijającej się Łodzi.

Jubileuszowe wydanie "Lodzer Zeitung", 1863-1913.

"Führer durch Lodz", 1893.

W styczniu 1897 roku teren przy ulicy Dąbrowskiego kupił Emil Haebler pod budowę fabryki. Wzniósł tu dużą i nowoczesną przędzalnię bawełny oraz apreturę, farbiarnię i dom dla pracowników przedsiębiorstwa.


W 1900 roku Emil Haebler wyjechał do Brukseli i tam założył spółkę akcyjną o nazwie Rosyjskie Przemysłowe i Handlowe Towarzystwo Dawnych Przedsiębiorstw Emila Haeblera. W skład spółki wchodziły obie huty szkła, tartak w Piotrkowie oraz przędzalnia w Łodzi. W tym samym czasie zrzekł się poddaństwa rosyjskiego, uzyskał obywatelstwo belgijskie i wystąpił o tytuł barona.
W 1907 roku należące do niego huty szkła w Piotrkowie zostały kupione przez to samo belgijskie towarzystwo akcyjne, ale kontynuowały działalność jako odrębne zakłady.

"Przegląd Włókienniczy", rok 1925.

Podręczny Rejestr Handlowy, rok 1926.

Założone przez niego konsorcjum otrzymało w 1926 roku nową nazwę: 
Belgijska Spółka Akcyjna " Société Industrielle et Commerciale des Anciens Esstablisment Emile Haebler" - Towarzystwo Przemysłowe i Handlowe dawnych Przedsiębiorstw Emila Haeblera.

Imperium Haeblerów obejmowało zakłady bawełniane w Łodzi oraz dwie huty szkła w Piotrkowie: "Hortensja" i "Kara".

Zabudowania dawnej huty "Hortensja" w Piotrkowie Trybunalskim.

Zabudowania dawnej huty "Kara" w Piotrkowie Trybunalskim.

"Ilustrowana Republika", rok 1927.

"Ilustrowana Republika", rok 1927.

Dziesięć lat Polski niepodległej w życiu powiatu łódzkiego 1918-1928.


W okresie międzywojennym przędzalnią na Dąbrowie oraz tartakiem i hutami szkła w Piotrkowie kierowali bezpośrednio synowie Emila Haeblera - Achim i Armin. Obaj mieszkali w Łodzi i posiadali obywatelstwo niemieckie.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.

Ciężkie warunki pracy oraz niskie płace doprowadziły w latach 30. do wystąpień robotniczych i strajków okupacyjnych w zakładach bawełnianych przy ul. Dąbrowskiego.

"Echo", rok 1936.

"Głos Poranny", rok 1938.

"Głos Poranny", rok 1938.

"Głos Poranny", rok 1938.

"Głos Poranny", rok 1938.

Pomimo, iż bracia Haebler byli synami Żydówki (ich matką była Franciszka Mannaberg, córka współwłaściciela odlewni żelaza "Mannaberg i Goldammer"), należeli do Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP). Ich antypolska postawa mogła być przyczyną ucieczki z Łodzi w sierpniu 1939 roku. Miesiąc później fabryka na Dąbrowie została zbombardowana, a jej właściciele otrzymali z tego tytułu odszkodowanie od władz Rzeszy.

"Głos Poranny", 5 sierpnia 1939 roku.


Przędzalni już nie odbudowano. W 1942 roku teren pofabryczny przejęły tramwaje łódzkie, które po sąsiedzku już w 1928 roku rozpoczęły budowę zajezdni tramwajowej (zajezdnię zbudowano przy zbiegu ulic Kilińskiego i Dąbrowskiej (obecnie Dąbrowskiego). Jej adres to Kilińskiego 245, jednak w powszechnym użyciu i dokumentach, a także na tablicach zjazdowych w tramwajach, funkcjonowała pod nazwą „zajezdnia Dąbrowskiego”).


"Echo", rok 1928.

"Rozwój", rok 1928.

Zajrzeliśmy też do Piotrkowa Trybunalskiego - aby zobaczyć w jakiej kondycji są budynki po dawnych hutach szkła należących niegdyś do Haeblerów.

Huta Hortensja.
Powstała w 1889 roku, a po II wojnie światowej została upaństwowiona i działała pod nazwą Huta Szkła Gospodarczego "Hortensja". Piotrków Trybunalski, ul. 1 Maja 21.

Huta Kara.
Powstała w 1897 roku nieopodal Huty Szkła „Hortensja”. Jej pierwszym i długoletnim właścicielem był Emil Haebler. Piotrków Trybunalski, ul. Topolowa 1a

Huta Szkła "Hortensja"


Huta Szkła Gospodarczego (HSG) „Hortensja” w Piotrkowie Trybunalskim powstała w 1889 roku pod nazwą Fabryka Szkła „Anna”, produkowane były tam cylindry do lamp naftowych oraz szkło taflowe.
Fabryka szkła „Anna” w 1907 roku została wykupiona przez Emila Karola Haeblera, właściciela konkurencyjnej huty szkła „Kara”, która produkowała również szkło taflowe, butelkowe, szklanki, klosze i cylindry. Nowy właściciel zmienił nazwę huty na „Hortensja” od imienia jednej z córek. Po przejęciu huty nastąpiła jej rozbudowa wraz z poszerzeniem oferowanego asortymentu o szkło stołowe takie jak: szklanki, kieliszki, spodki, wazony.

Huta Hortensja, rok 1911.

Podczas I wojny światowej produkcja szkła została wstrzymana z powodu braku surowca oraz odpowiednich warunków pracy. W latach 1914-1918 Haeblerowie mieszkali na południu Austro-Węgier, zaś hutą w Piotrkowie zarządzali menedżerowie: Jan Barta i Ignacy Cenek.

Huta Hortensja.

Po wojnie huta została uruchomiana w 1923 roku i była zarządzana przez synów Emila Haeblera, Achima i Armanda. W tym czasie została rozbudowana i w 1921 roku zatrudniała już około 500 pracowników. Ciężkie warunki pracy oraz niskie płace doprowadziły, tak samo jak w Łodzi do wystąpień robotniczych i strajków okupacyjnych. 

"Dziennik Narodowy", rok 1928.

"Panorama", dodatek niedzielny "Ilustrowanej Republiki", rok 1929.

Przed wybuchem II wojny światowej obecni zarządcy huty „Hortensja” bracia Haebler wyjechali do Niemiec.

"Ilustrowana Republika", rok 1928.

5 września 1939 roku wkroczyli do Piotrkowa Niemcy. Wskutek bombardowania miasta ucierpiało kilka budynków zakładu, niemal natychmiast wprowadzono zmiany administracyjne. „Hortensja” została wpisana do niemieckiego rejestru handlowego w Łodzi, a 4 kwietnia 1942 roku zgermanizowano nazwę spółki na Industrie und Handelsgesellschaft dem vormaligen Unternehmungen Emil Haebler Aktiengesellschaft. Niemcy oszacowali wartość przedsiębiorstw należących do Spółki i na tej podstawie wypuścili papiery wartościowe Towarzystwa Akcyjnego dla „Hortensji” i „Kary”.
Po zakończeniu wojny huta została uruchomiona przez mieszkańców Piotrkowa Trybunalskiego, a następnie została przekształcona w zakład państwowy, zmieniono nazwę na „Huta Szkła Gospodarczego Hortensja” (HSG „Hortensja”). W czasach PRL huta została całkowicie przebudowana, unowocześniona i zautomatyzowana, ilość pracowników w latach 70 przekraczała 2 tysiące. Nowe inwestycje w hucie pozwoliły na zwiększenie ilości oferowanych produktów o szkła: barwione, warstwowe, matowione. Wyroby Huty szkła „Hortensja” były eksportowane do 120 krajów.

Hala huty "Hortensja" od strony północnej.
(źrodło: K. Badziak, W. Puś, S. Pytlas. Szklana Hortensja. Dzieje huty w Piotrkowie Trybunalskim, Łódź 1982/ Dawny Piotrków - archiwalne zdjęcia i pocztówki m. Piotrków Trybunalski)


Na początku lat 90 XX wieku po przemianach ustrojowych  huta Hortensja zaczęła mieć pierwsze problemy finansowe, które spowodowane były wzrostem cen gazu oraz mniejszym zainteresowaniem wyrobami rodzimymi. Huta w tamtych latach nastawiła się głównie na eksport na rynki zachodnie. Niestety pomimo różnych starań huta przestała działać w 1994 roku i została przejęta przez syndyk. W 1995 roku Ministerstwo Przekształceń Własnościowych zaprosiło potencjalnych interesantów do rozmów w sprawie kupna większościowego pakietu udziałów Huty Szkła Gospodarczego „Hortensja”. Próba sprzedaży zakładu nie powiodła się jednak i zakład upadł w 2004 roku.

Huta Szkła Okiennego "Kara”


Huta Szkła Okiennego „Kara” powstała w 1897 roku nieopodal Huty Szkła „Hortensja”. Jej pierwszym i długoletnim właścicielem był Emil Haebler, który nazwał hutę imieniem jednej ze swych córek – Karoliny. Haebler w 1897 roku zrezygnował z dzierżawy sąsiedniej huty i zbudował w Piotrkowie własną hutę "Kara".
W 1907 roku Przemysłowo-Handlowe Towarzy­stwo Akcyjne Dawnych Przedsiębiorstw Emila Haeblera zakupiło także drugą, konkurencyjną hutę "Hortensja". Wtedy też ostatecznie ustaliła się nazwa. W 1907 roku obie huty "Kara" i "Hortensja" zakupiło Belgijskie Towarzystwo Akcyjne pod nazwą Przemysłowo-Handlowe Towarzy­stwo Akcyjne Dawnych Przedsiębiorstw Emila Haeblera. Rozwijająca się prężnie huta, sukcesywnie zwiększała wartość produkcji i zatrudnienie: w roku 1898 pracowało w niej około 100 robotników, a w 1905 roku – już 300. Zakład specjalizował się głównie w produkcji szkła taflowego, butelkowego oraz wszelkiego rodzaju gąsiorków, szklanek, kloszy i cylindrów.
W okresie międzywojennym „Kara” zasłynęła jako miejsce strajków robotniczych. W 1936 roku huta „Kara” w znacznej części spaliła się w pożarze. 

Huta Szkła Okiennego "Kara" - wygląd zabudowań po pożarze, rok 1936.
(źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe/NAC)

Do tego czasu produkcja w zakładzie odbywała się ręcznie, bez udziału parku maszynowego, co zmieniło się w ostatnich latach przed II wojną światową, gdy hutę zmechanizowano. 

"Ilustrowana Republika", rok 1928.


W czasie okupacji przedsiębiorstwo po­zostawało pod zarządem niemieckim i wówczas znacząco je rozbudowano.
Po drugiej wojnie światowej hutę upaństwowiono, rozbudowano oraz doinwestowano. W okresie PRL-u była ona jednym z największych producentów szkła taflowego w kraju, który część swych wyrobów eksportował. 

Huta "Kara, rok 1967. Fot. Andrzej Wach.

Zmiana ustroju w 1989 roku stała się przyczyną upadku zakładu.
Ostatecznie Huta Szkła Okiennego „Kara” przestała istnieć w roku 2005. Wtedy na części jej majątku rozpoczęła pracę huta Feniks. Także ta działalność nie miała powodzenia. 


W 2022 roku doszło do zwolnień grupowych, a huta została postawiona w stan likwidacji.
Wracamy do Łodzi – jeszcze raz miejsce po dawnych zakładach bawełnianych Emila Haeblera przy ul. Dąbrowskiego:

"Ilustrowana Republika", rok 1928.
baedeker łódzki: ŁÓDZKIE TOWARZYSTWO ELEKTRYCZNE - Targowa-Tuwima-Kilińskiego

"Panorama", dodatek niedzielny "Ilustrowanej Republiki", rok 1929.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, 
Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi oraz strony:

Fot. współczesne Monika Czechowicz/ tutaj: kominy na terenie dawnej huty "Hortensja" i  dawnej huty "Kara" w Piotrkowie Trybunalskim/