W 1888 roku cała Łódź żyła wizytą i występami w ogrodzie Paradyzu (dzisiaj Piotrkowska 175) trupy artystycznej Syngalezów z Cejlonu (dzisiejsza Sri Lanka).
"Dziennik Łódzki", rok 1888.
"Dziennik Łódzki", rok 1888.
"Dziennik Łódzki", rok 1888.
"Dziennik Łódzki", rok 1888.
Wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
Mural
upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w
Opolu, stolicy polskiej piosenki. Zaprojektował go i wykonał Bruno Neuhamer.
Fot. baedeker łódzki
Krzysztof
Krawczyk - wokalista znany z głębokiego, barytonowego głosu,
gitarzysta i kompozytor. Członek zespołów Trubadurzy i Izomorf 67.
Sięgał po repertuar popowy, rock and rollowy, country, kolędy,
muzykę biesiadną.
Urodził się 8 września 1946 roku w Katowicach,
zmarł 5 kwietnia 2021 roku w Łodzi. Pochowany został w podłódzkich
Grotnikach.
Mural upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w Opolu.
Fot. baedeker łódzki
Krzysztof
January Krawczyk urodził się w artystycznej, śląsko-dąbrowskiej
rodzinie. Rodzice poznali się w czasie wojny, pracując razem w
fabryce amunicji w Sosnowcu. Matka, Lucyna Krawczyk (1922–2006),
pochodziła z Bielsko-Białej. Była aktorką i śpiewaczką,
występowała m.in. w łódzkim Teatrze Muzycznym i Państwowej
Operetce. Ojciec, January Krawczyk (1906–1964), urodził się w
Sosnowcu. Był dyrygentem, aktorem i śpiewakiem operowym. Od 1933
roku do wybuchu II wojny światowej prowadził orkiestry dansingowe
na statkach trans-atlantyckich. Po wojnie występował w Teatrze
Śląskim im. Wyspiańskiego w Katowicach (1945–1947), Teatrze
Miejskim w Białymstoku (1947–1948), Teatrze Polskim w Poznaniu
(1948–1955).
Państwo Krawczykowie.
(źródło fotografii: Fakt.pl )
Później rodzina Krawczyków przeniosła się do
Łodzi; January występował m.in. w Państwowej Operetce, Teatrze
Ziemi Łódzkiej. Wystąpił w kilku filmach, w rolach epizodycznych.
Ojca "samotnego Trubadura" możemy zobaczyć m.in. w
"Zezowatym Szczęściu" (1960) Andrzeja Munka, "Czasie
przeszłym" (1961) Leonarda Buczkowskiego i "Panience z
okienka" (1964) Marii Kaniewskiej. Zmarł z powodu choroby
nowotworowej kiedy Krzysztof miał 18 lat.
January Krawczyk, ps. Sampolini (1906-1964)
- polski aktor, śpiewak (baryton liryczny) i dyrygent.
(źródło fotografii:
Internetowy Słownik Biograficzny Artystów Scen Polskich
Krzysztof
od niemowlęctwa przejawiał zainteresowanie muzyką. Podobno już w kołysce bardzo żywo
reagował na muzykę taneczną, wykonując ruchy przypominające
taniec.
Mały Krzyś.
(źródło fotografii: Fakt.pl )
Mając kilka lat tańczył pod sklepem z nadajnikami
radiowymi, z którego dobiegały dźwięki muzyki, wzbudzając
zachwyt i aplauz przechodniów. Krzysztof Krawczyk spędził swoje dzieciństwo w
teatrach, często oglądał swoich rodziców podczas prób, uwielbiał
chodzić na przedstawienia.
Mały Krzyś z rodzicami.
(źródło fotografii: Fakt.pl)
Naukę
gry na fortepianie rozpoczął w wieku czterech lat – January
Krawczyk wiedząc jak ważne w życiu muzyka są ćwiczenia wymagał
od swojego młodziutkiego syna codziennych treningów, które trwały
przynajmniej pół godziny. W 1953 roku rozpoczął naukę w klasie
fortepianu w Szkole Muzycznej im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu. W
1956 roku przeniósł się do Łodzi, gdzie uczęszczał do Szkoły
Muzycznej noszącej imię tego samego patrona. W liceum pobierał
lekcje śpiewu, gry na gitarze nauczył się samodzielnie. Pomimo
swojej miłości do muzyki, Krzysztof Krawczyk nie marzył od dziecka
o tej drodze kariery. Początkowo pragnął zostać księdzem (z tego
powodu rozpoczął naukę łaciny), pilotem kukuruźnika
(prenumerował "Skrzydlatą Polskę" i sklejał modele
samolotów). Myślał też o karierze prawniczej. Muzykiem
został dzięki fascynacji amerykańskim kinem, bluesem, jazzem, a
później rock and rollem. W latach 50. dystrybucja amerykańskich
filmów była znikoma, w kinoteatrach przeważały produkcje polskie
i radzieckie. Krawczyk spędzał swoje dzieciństwo w Łodzi, mieście
związanym z legendarną Filmówką. Ojciec zabierał go czasami na
zamknięte pokazy amerykańskich filmów – tak usłyszał po raz
pierwszy Louisa Armstronga. Kolejnym impulsem był rock and roll: "To
było coś na kształt rewolucji – wyzwolenie z okowów starej
muzyki" – wspominał Krawczyk w swojej autobiografii –
"Jakbyśmy niewolniczo tkwili w muzyce przeszłości i nagle
dzięki takim ludziom jak Bill Halley, Elvis Presley, a potem
Beatlesi wybiliśmy się – my powojenne pokolenie – na wolność
muzyczną". W
1962 roku Krzysztof Krawczyk został wyrzucony z liceum za incydent
związany ze spożyciem alkoholu. Maturę zdał chodząc do szkoły
wieczorowej, już wtedy występował razem ze Sławomirem Kowalskim –
późniejszym Trubadurem. Grali na różnego rodzaju szkolnych
akademiach – pozwalało im to poprawić stopnie. Poznali się na
organizowanej przez łódzki Młodzieżowy Dom Kultury imprezie z
cyklu "Spotkanie z piosenką", podczas której każdy mógł
wystąpić na scenie. Krawczyk był wtedy solistą zespołu Komety.
Zespół Komety.
Od lewej: Henryk Stolarski, Krzysztof Krawczyk, Tadeusz Aleksander Kawecki, konferansjer zespołu Wojtek Majewski, Marian Lichtman, Jerzy Rybiński, Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)
Zespół
wokalno-instrumentalny Komety powstał w 1962 roku w Łodzi.
Założycielem grupy był Jerzy Krzemiński - akordeon, gitara.
Pozostałymi członkami formacji byli: Janusz Płyta - gitara; Jerzy
Rybiński - gitara basowa, śpiew; Henryk Stolarski - perkusja;
Krzysztof Krawczyk - śpiew; Marian Lichtman - śpiew i Aleksander
Kawecki - śpiew. Konferansjerem w czasie występów Komet był
Andrzej Maciejewski. Grupa odbywała próby w Młodzieżowym Domu
Kultury w Łodzi.
Repertuar Komet składał się z utworów
instrumentalnych The Shadows i The Ventures oraz piosenek Billa
Haleya, Elvisa Presleya, Paula Anki, Neila Sedaki, Roya Orbisona,
Cliffa Richarda, The Platters i The Beatles. Zespół grał w MDK,
klubie Hermes oraz w innych łódzkich klubach.
Grupa zakończyła
działalność w 1964 roku - Jerzy Krzemiński, Marian Lichtman
i Krzysztof Krawczyk znaleźli się w składzie powstałego wtedy
zespołu Trubadurzy.
Zespół Komety.
Za perkusją Henryk Stolarski; od lewej: Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński, Jerzy Rybiński, Marian Lichtman.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)
Sławomir Kowalewski w wywiadzie przeprowadzonym przez Bohdana Gadomskiego
wspomina spotkanie z Krawczykiem: Pamiętam,
że ubrany był w długi sweter i śpiewał piosenkę "Ząb,
boli mnie ząb". Nie pamiętam, jakie miejsce wtedy zajął, ale
zwrócił moją uwagę. Szybko nawiązaliśmy kontakt ze sobą i w
ten sposób zaczęła się nasza znajomość, która ładnie się
rozwijała. Już wtedy miałem pomysł na założenie zespołu big
beatowego w Łodzi, który byłby super grupą reprezentującą
miasto na ogólnopolskim rynku.
Sławomir Kowalewski
- piosenkarz, gitarzysta i kompozytor. Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Marianem Lichtmanem, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku Trubadurów.
(źródło fotografii: strona Sławomira Kowalewskiego na FB/ Facebook/
W
pierwszym składzie powstałego w 1963 roku zespołu Trubadurzy
znaleźli się: Sławomir Kowalewski (lider zespołu, gitara basowa i
śpiew), Krzysztof Krawczyk (gitara i śpiew), Bogdan Borkowski
(gitara i śpiew). Po krótkim czasie dołączyła do nich Sława
Mikołajczyk (śpiew). Ich największym wzorem, podobnie jak młodych
zespołów na wszystkich kontynentach, byli Beatlesi. W pierwszych
latach istnienia zespołu Trubadurzy często coverowali piosenki
czwórki z Liverpoolu. Pomysłodawcą nazwy był Borkowski;
początkowo mieli nazywać się z angielska: The Troubadours.
Krzysztof
Krawczyk zapisał wspomnienia z pierwszych koncertów:
Koncert odbył się w Hali Sportowej w Łodzi, w karnawałowym
okresie pomaturalnym. Amatorski zespół występował przed wielkimi
gwiazdami bigbitu, Czerwono-Czarnymi.
12
tysięcy ludzi krzyczało po naszym występie: "Trubadurzy,
Trubadurzy!!!". W późniejszych latach mieliśmy ogromną ilość
koncertów tego typu, ale ten koncert w Łodzi był pierwszy.
Pamiętam też, jak już jako pracownicy Estrady Łódzkiej graliśmy
dla kilku tysięcy młodych łodziaków w Parku Poniatowskiego.
Młodzież tańczyła, śpiewała, zapaliła pochodnie z gazet aż w
końcu musiała interweniować milicja z psami, bo kto wie, jak by
się to skończyło. Miałem wtedy 19 lat.
Znakiem rozpoznawczym zespołu były charakterystyczne stroje. Najpierw nosili koszule z żabotami i tużurki, czyli rodzaj żakietu o wyciętych i zaokrąglonych połach popularny w okresie biedermeier – było to dla nich wyjątkowo niekomfortowe – kostiumy były z grubego materiału, czuli się jak w saunie.
Kolejny wizerunek zespołu,
czyli kostiumy przypominający stroje muszkieterów, były już o
wiele wygodniejsze. Zaprojektował je Szymon Kobyliński, wybitny
ilustrator, jeden z pionierów polskiego komiksu i historyk
komiksu. Inspiracją do ich nowego wizerunku były plakaty promujące
spektakl "Cyrano de Bergerac" w Teatrze im. Stefana Jaracza
w Łodzi, które zobaczyli na spacerze, wracając z próby. Krawczyk
miał wtedy powiedzieć: "Panowie, nad czym my dyskutujemy?
Przecież każdy w życiu chciał być muszkieterem".
Kolejnym
charakterystycznym elementem koncertów Trubadurów była
choreografia, każdej piosence towarzyszył inny performans. Estrada
Łódzka, z którą byli związani kontraktem, wymagała od nich
tańca z gitarami. Mikrofony były przymocowane do gitar, co nie było
zbyt łatwe – konieczność występowania z dwoma kablami, jednym
połączonym z mikrofonem, drugim z gitarą, była dość kłopotliwa. W
1966 roku Trubadurzy zadebiutowali na Krajowym Festiwalu Piosenki
Polskiej w Opolu. Za piosenkę "Ondraszku, Ondraszku"
otrzymali II nagrodę w "Koncercie młodości".
Sława Mikołajczyk & Trubadurzy - Ondraszek
(źródło: YouTube.pl)
Byli jednym
z najpopularniejszych zespołów bigbitowych w Polsce, koncertowali w
całym kraju. W swojej twórczości łączyli różne nurty muzyki
rockowej (od psychodelii i rocka progresywnego do funk rocka),
wieloosobowymi partiami wokalnymi znanymi z nurtu doo wop i
inspiracjami wschodnim folklorem, szczególnie rosyjskimi romansami.
To właśnie nawiązania do rosyjsko-romskiej muzyki wyznaczały
charakter pierwszych płyt utworu, szczególnie słychać to w
harmonii i charakterystycznych zwrotach melodycznych.
"Dziennik Łódzki", rok 1967.
Nagrana w 1968
roku debiutancka płyta "Krajobrazy" zdobyła status Złotej
Płyty. Do składu dołączył Ryszard Poznakowski (organy, pianino).
Trubadurzy, rok 1968.
Od lewej: Ryszard Poznakowski, Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk, Sławomir Kowalewski.
Trubadurzy zdobyli ogromną popularność nie tylko w Polsce. Zostali prawdziwymi gwiazdami w Związku Radzieckim – dla tamtejszej publiczności byli powiewem Zachodu. Ich płyty wydawane przez Miełodię rozchodziły się w olbrzymich nakładach.
"Dziennik Łódzki", rok 1969.
Podczas trasy w
1969 roku zagrali około 70 koncertów. Na koncertach w ZSRR zdarzało
im się śpiewać po angielsku, co spotykało się zawsze z oporem
radzieckich cenzorów. Trubadurzy próbowali wybrnąć z impasu
argumentami o poprawnym ideologicznym pochodzeniu rock and rolla,
mówili, że są to "piosenki niewolników, śpiewane przeciw
swym ciemiężcom". W ten sposób zdobywali pozwolenie nawet na
śpiewanie Beatlesów…
"Dziennik Łódzki", rok 1969.
Występowali
też m.in. w Mongolii (ponad 20 koncertów), NRD, RFN,
Czechosłowacji, Bułgarii, Belgii, Holandii. Jednym z największych
osiągnięć zespołu był występ na koncercie zorganizowanym z
okazji Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972.
W 1974 Polskę opuścił Marian
Lichtman, który emigrował do Danii, jego rodzice wyjechali z Polski
w trakcie antysemickiej nagonki w marcu 1968 roku. Wyjazd
Lichtmana był wielkim ciosem dla Krzysztofa Krawczyka, byli bliskimi
przyjaciółmi.
Marian Lichtman (fot. Sebastian Skalski),
urodził się w 1947 roku w Łodzi
- kompozytor, perkusista i wokalista.
Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Sławomirem Kowalewskim, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku zespół Trubadurzy.
Zespół został reaktywowany w 1976 roku, w tym
samym roku Krawczyk znowu go opuścił. Trubadurzy koncertują do
dziś.
"Dziennik Łódzki", rok 1975.
"Dziennik Łódzki", rok 1975.
Ciekawym
epizodem z życia Krzysztofa Krawczyka był eksperymentalny Izomorf’
67 stworzony przez poetę Andrzeja Bajkowskiego. Zespół ten istniał
przez półtora roku, w okresie konfliktu w Trubadurach. Marian
Lichtman w rozmowie z Andrzejem Kosmalą charakteryzował ten spór o
hegemonię w zespole jako "młodzieżowe ambicyjki, zagrywki".
Nazwa eksperymentalnego składu pochodziła od uproszczonego zapisu
nutowego – nazywanego izomorficznym – został on stworzony z
myślą o amatorskich muzykach, którzy nie posiadali wszechstronnego
wykształcenia muzycznego. Jego twórcami byli filozof Tadeusz Wójcik
i muzykolog Maciej Zalewski, założyciele Studium Postępu
Technicznego Muzyki "Izomorf" przy Warszawskim Towarzystwie
Muzycznym. Teoria ta została opisana w pracy "Zasady
izomorficznej notacji muzycznej" (Warszawa, 1962). Zapis
izomorficzny promowany był w popularnym czasopiśmie "Radar". W
pierwszym składzie Izomorfu 67 występowali: Sława Mikołajczyk
(śpiew), Krzysztof Krawczyk (śpiew, gitara basowa), Marian Lichtman
(perkusja). Krawczyk nauczył się grać na gitarze basowej
specjalnie na tę okazję. Zawieszeni Trubadurzy tworzyli piosenki
inspirowane sztuką, śpiewali o obrazach Salvadora Dalego,
"Słonecznikach" Van Gogha, a nawet obrazach Teofila
Ociepki. Krawczyk wspominał: Izomorf’
67 był efemerydą na naszym rynku muzycznym. Takim ambitnym
dziwolągiem muzycznym i od początku miał małe szanse. Był to
bardzo trudny okres, bo nie było zarobków. Pamiętam, że z
Lichtmanem potrafiliśmy w Warszawie pokonać piechotą odległość
z wynajętego mieszkania na Ochocie do studenckiej stołówki na
Grochowie, gdzie zupy były za darmo i myśmy się tymi zupami
karmili.
"Dziennik Popularny", rok 1976.
W
1973 roku Krzysztof Krawczyk nagrał pierwszą solową płytę –
"Byłaś mi nadzieją".
Koncertował wtedy niemal na całym
świecie – dojechał nawet na Kubę i Jamajkę. Nazywany był
"polskim Tomem Jonesem".
"Odgłosy", rok 1976.
Ważnym
momentem solowej kariery Krawczyka było spotkanie z Jerzym Milianem,
muzykiem znanym z sekstetu Krzysztofa Komedy. W latach 70. był
dyrektorem Orkiestry Rozrywkowej Polskiego Radia i Telewizji w
Katowicach – jego dorobek prawdziwie doceniany jest dopiero
dzisiaj, dzięki reedycjom wydawanym przez wytwórnię GAD Records.
"Prowadził wspaniałą orkiestrę, którą wymyślił i był z
nią bardzo zżyty, złożoną z młodych muzyków, wśród których
cieszył się dużym poważaniem, mimo bardzo kumpelskiego stosunku
do nich" – wspominał Krzysztof Krawczyk. Napisali razem kilka
wspólnych piosenek, m.in. prawdopodobnie największy hit w karierze
polskiego Toma Jonesa – "Parostatek". Innym
istotnym przebojem w karierze Krawczyka był napisany w 1979 roku z
Jarosławem Kukulskim utwór "To, co dał nam świat".
Kukulski opowiadał w niej o swoim rozstaniu z Anną Jantar – po nagraniu piosenka nie była
puszczana w radiu, przypomniano sobie o niej po tragicznej śmierci
Anny Jantar.
Krzysztof Krawczyk "To co dał nam świat"
(źródło: YouTube.pl)
Krzysztof
Krawczyk marzył o międzynarodowej karierze, występy na zachodnich
estradach (albo chałturach) oznaczały dla Polaków olbrzymie
pieniądze. W 1977 roku podpisał kontrakt z NRD-owską wytwórnią
Polydor, dla której nagrał dwa single "Als wir noch kinder
waren" i "Aufwiedersehen Madelaine"). Współpracował
z Hansem Schlenderem, człowiekiem odpowiedzialnym za wypromowaniu na
niemieckim rynku Karela Gotta. Podbój niemieckiego rynku z powodu
niesnasek z wytwórnią okazał się porażką. W 1980 roku Krawczyk
wyjechał na tournée dla Polonii w Stanach Zjednoczonych Ameryki,
gdzie zdecydował pozostać na dłużej.
Krystof
(Krzysztof Krawczyk) - Auf Wiedersehen Madelaine (1979)
(źródło: YouTube.pl)
W
latach 1980–1985 koncertował na terenie USA, wyjątkowo dużo
koncertów zagrał w klubach w Las Vegas. Najczęściej były to
imprezy polonijne, chociaż wciąż liczył na wielki sukces,
poszerzenie swojej publiczności o anglojęzycznych mieszkańców
Stanów. Wydał płytę "From a Different Place" dla
wytwórni TRC, ale amerykański sen Krawczyka wciąż nie mógł się
ziścić. Warunki zdawały się idealne, w kraju trwał karnawał
"Solidarności", Polska często pojawiała się na
nagłówkach amerykańskich gazet. Samotny trubadur w Ameryce wydał
nawet singiel pt. "Solidarity" (występował jako Krystof),
na którego okładce maluje farbą na murze napis: "Solidarność".
Krzysztof Krawczyk - Solidarity (źródło: YouTube.pl)
Krzysztof Krawczyk, Nowy Jork, 1982. Fot. Cz. Czapliński.
Na
emigracji nie zawsze mógł wyżyć z koncertowania. Zdarzało mu się
pracować jako barman, taksówkarz, robotnik fizyczny. Wspominał, że
w magazynie "Billboard" przeczytał recenzję płyty
Zbigniewa Namysłowskiego, w której dziennikarz napisał: "Podobno
jest to najlepszy saksofonista w Polsce, oznacza to widocznie to
samo, co najlepszy hokeista lodowy w Kenii". Podobno do decyzji
o powrocie namówił go Czesław Niemen, którego spotkał na jednym
z amerykańskich koncertów.
"Odgłosy", rok 1983.
Wrócił
do Polski w 1985 roku, chociaż w latach 1990–1994 ponownie
zamieszkał w Stanach. W Nashville nagrał płytę wyprodukowaną
przez Davida Briggsa, który współpracował z Deanem Martinem,
Joaną Baez, Dolly Parton, B. B. Kingiem. Nagrał nawet jedną sesję
nagraniową z Elvisem Presleyem. Niestety i tym razem nie zdobył
amerykańskiego rynku. "Pokochałem ten kraj mimo wielu porażek
i upokorzeń" – mówił Krawczyk.
"Odgłosy", rok 1983.
Pobyt
w USA odcisnął duże piętno na muzyce Krawczyka. W 1986 roku
nagrał dla Telewizji Polskiej recital country "Nie przesadza
się starych drzew". Rok później nagrał "Country Album".
Andrzej Kosmala wspominał, że Krawczyk miał problem ze śpiewaniem
"na pół gwizdka", z luzem potrzebnym do wykonywania
country, jakby od niechcenia. Dlatego przed nagraniem każdego
kolejnego utworu zażywał tabletkę relanium.
Nie
przesadza się starych drzew. Krzysztof Krawczyk
(źródło: YouTube.pl)
W
1994 roku Krzysztof Krawczyk nagrał album "Gdy nam śpiewał
Elvis Presley", na której oprócz tytułowej piosenki znalazło
się 18 polskojęzycznych coverów piosenek mistrza z Memphis.
"Gdy nam śpiewał Elvis Presley", album The Best Of,vol.2
(źródło: YouTube.pl)
Na swojej stronie Facebookowej pisał w 2015 roku: Elvis Presley – to kolorowe okładki płyt z tamtych lat, a na tych płytach upajający głos, który pozwalał nam mocniej przytulać dziewczyny. Elvis Presley – to głos, który rozjaśniał naszą polską szarą rzeczywistość tamtych trudnych lat. Bo gdy nam śpiewał Elvis Presley, świat miał trochę więcej barw! (…) Elvis Presley – to moje życie!
"Odgłosy", rok 1986.
W
czerwcu 1988 roku Krzysztof Krawczyk wraz z synem Krzysztofem i żoną
Ewą ulegli wypadkowi samochodowemu. Wokalista zasnął za kierownicą
fiata 125p, wjechał w drzewo. Jego żonie nic się nie stało,
ojciec z synem doznali bardzo poważnych obrażeń. Lista obrażeń
Krawczyka była bardzo długa: pęknięta żuchwa, uszkodzone kości
policzkowe, złamana szczęka, centralne zwichnięcie stawu
biodrowego i złamana noga. W wypadku jeszcze bardziej
ucierpiał Krzysztof Krawczyk junior, który doznał obrażeń
ośrodkowego układu nerwowego. Dla
Krzysztofa Krawczyka wypadek, a właściwie przetrwanie wypadku i
rehabilitacji był jedną z przyczyn powrotu do wiary. Duchowej pomocy
poszukiwał u o. Jana Góry, poznańskiego dominikanina. Nagrał
wtedy swoją interpretację "Psalmów Króla Dawida",
wykorzystywał tłumaczenia Romana Brandstaettera, Anny Kamieńskiej
i Czesława Miłosza. Później nagrywał wiele płyt z repertuarem
religijnym (m.in. "Ave Maria", "Ojcu świętemu
śpiewajmy") i świątecznym. Album
"Ave Maria" dedykował Janowi Pawłowi II. Biskup Jan
Chrapek podczas papieskiej pielgrzymki do Polski w 1997 roku
zaprowadził piosenkarza przed oblicze zwierzchnika kościoła
katolickiego. Trzy lata później uczestniczył w oficjalnej
Narodowej Pielgrzymce Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 do Rzymu,
śpiewał na placu Święto Piotra.
Krzysztof Krawczyk. Ave Maria.
(źródło: YouTube.pl)
Twórczość
Krzysztofa Krawczyka po 1989 roku spotykała się z powszechną
krytyką prasy muzycznej, ale muzyk się nią za bardzo nie
przejmował – szczególnie, że był to dla niego okres wspaniały
finansowo, o czym otwarcie mówił. Po powrocie do kraju w 1995 roku
jego utwory nie były zbyt chętnie puszczane w telewizji publicznej.
Najpopularniejszym programem muzycznym był wtedy Polsatowski "Disco
Relax" promujący disco polo, muzykę chodnikową i lokalne
odmiany dance’u. Krawczyk postanowił nawiązać do młodzieżowej
estetyki, chociaż najważniejszym punktem odniesienia było dla
niego italo disco i włoskie canzone.
Akceptował dyskotekową rytmizację, używał w swoich utworach
nawet elementów rapu (w niektórych piosenkach rapował jego syn –
Krzysztof Igor Krawczyk). Nagrywał nowe wersje starych przebojów,
komponował też nowe utwory. Piosenkarz korzystał z popularności
disco polo.
Krzysztof Krawczyk. Amore
Mio.
(źródło: YouTube.pl)
Kolejnym
przełomem w twórczości Krawczyka była płyta nagrana z Goranem
Bregoviciem, który kilka lat wcześniej zaistniał na polskim rynku
albumem "Kayah i Bregović". Serbsko-chorwacki gwiazdor
współpracował z gwiazdami z całego świata, m.in. Iggym Popem,
Cesárią Évorą, Ofrą Hazą. Bregović postanowił nagrać
płytę z polskim wokalistą, ale nie znał polskiej sceny muzycznej,
poprosił swoich współpracowników o dostarczenie mu płyt. Krążek
z głosem Krawczyka był jednym z pierwszych, przestał słuchać
dalej i zdecydował się na Krawczyka. Dziennikarka Maria Szabłowska
zapytała się Bregovicia, co zaważyło na jego wyborze, ten miał
odpowiedzieć, że Krawczyk ma "prawdę w głosie".
Zgadzałoby się to z poradami, których samotny trubadur udziela
artystom rozpoczynającym pracę na scenie: Nie
ma nic gorszego na scenie jak fałszywie brzmiąca nuta. I nie chodzi
tutaj tylko o dźwięk wydobywający się z instrumentu czy gardła.
Chodzi o prawdę w czystej postaci, o zgodność postawy, wyrazu
twarzy, gestu i modulacji głosu, zgodność z własną duszą,
często podświadomością, zgodność z własną osobowością.
Krzysztof Krawczyk & Goran Bregovic - Ojda Ojada [Official Music Video]
(źródło: YouTube.pl)
Piosenki
zawarte na płycie "Daj mi drugie życie" (2001) duetu
Krawczyk i Bregovic, to nowe aranżacje piosenek od dawna
znajdujących się w repertuarze postjugosłowiańskiego wokalisty.
Ich autorem jest Ryszard Kniat, kompozytor wielu piosenek Krawczyka.
W trakcie pracy nad albumem pokazał mu interpretacje piosenek
Bregovicia w wykonaniu Slobodana Salijevicia i George’a Dalarasa,
zwracając mu uwagę na charakterystyczny sposób używania przez
nich wibrata, potrzebny w wykonywaniu muzyki bałkańskiej. Bregović
zostawił Krawczykowi swobodę interpretacyjną, sugerując mu
jedynie pewne zmiany dotyczące artykulacji. Chórki zostały nagrane
przez członkinie folkowego zespołu Każdy Sobie z Oleśnicy. Lider
jugosłowiańskiego zespołu Bijelo Dugme zapytany czemu nagrał
płytę z muzykiem disco polo, odpowiedział: "Jeżeli Krawczyk
jest disco polo, to ja jestem serbo polo albo serbo disco, jak kto
woli".
Krzysztof Krawczyk i Edyta Bartosiewicz. Trudno tak (razem być nam ze sobą...)
(źródło: YouTube.pl)
W
XXI wieku często nagrywał piosenki z artystami młodszymi od
siebie, idolami pokolenia jego dzieci i wnuków: Edytą Bartosiewicz,
Muńkiem Staszczykiem, Norbim, Andrzejem Piasecznym, Maciejem
Maleńczukiem, Robertem Gawlińskim, Ras Lutą. Jego utwory były
chętnie samplowane przez hip-hopowych producentów, m.in. "Zobacz
co potrafię" OMP albo "Prowo" Quebonafide. W 2020
roku na pętli z "Trudno tak" nawijali Berner & B-Real
z Rickiem Rossem.
Krzysztof
Krawczyk - New York (DJ Duch G-Funk Mix)
(źródło: YouTube.pl)
Utwory
Krawczyka doczekały się kilku popularnych remiksów: odwołujące
się do vaporwave’owej estetyki "Chciałem być 2015"
nagrane przez unitrΔ_Δudio czy "New York" (DJ Duch G-Funk
Mix) wydane przez The Very Polish Cut Outs. Piosenkarz stał się
bohaterem wielu memów (np. związanych z wywiadem z 2012 roku, w
którym prowadzący ma bardzo duży problem z wymówieniem nazwy i
odmianą nazwy "Trubadurzy") i przeróbek (m.in.
"Parostatkiem na West Coast"). Do wszystkich
reinterpretacji swojej twórczości odnosił się z dużą
serdecznością i zainteresowaniem.
Krzysztof Krawczyk nagrał kilkaset albumów – oficjalne źródła mówią o 129 oficjalnych solowych płytach. Poza tym płyty z jego muzyką funkcjonowały jako dodatki do gazet i czasopism; prawdopodobnie przez każdy polskim dom przewinęła się kiedyś płyta z nagraniami Krzysztofa Krawczyka. Magdalena Okraska w felietonie dla Radiowego Centrum Kultury Ludowej pisała: To artysta, którego i za życia, i do śmierci bardzo zasadniczo odżegnywano od jakichkolwiek związków z kulturą wysoką czy panteonem zasłużonych dla polskiej rozrywki osób, mimo że jego utwory nucono od Gdańska po Podkarpacie, a teksty znano na blachę od imprez integracyjnych działu IT w dużej korporacji po dożynki i remizę, matkę polskiej dobrej zabawy.
Ostatnie
lata swojego życia Krzysztof Krawczyk spędził z żoną Ewą w
podłódzkich Grotnikach, gdzie kupili i wspólnie wyremontowali dom.
Zmarł 5 kwietnia 2021 roku,
spoczął na miejscowym cmentarzu w Grotnikach.
Rodzice Krzysztofa Krawczyka oraz jego brat Andrzej również spoczywają na cmentarzu w Grotnikach.
Źródła:
Andrzej Kosmala, Krzysztof Krawczyk. "Krzysztof Krawczyk. Życie
jak wino", Warszawa 2021.
Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019.