środa, 9 czerwca 2021

Teatr Scheiblerowski na Księżym Młynie. Michał Wołowski i idea teatru ludowego.


Zachowała się opowieść, że podczas pierwszego w Łodzi przedstawienia teatralnego, które odbyło się 6 stycznia 1844 roku w szopie zajazdu na rogu placu Kościelnego i ulicy Zgierskiej, "jedna z łodzianek, przejęta sytuacją, w której "czarny charakter" nikczemnej dopuszczał się zbrodni, tak dalece się zapomniała, że rzuciła... kłębkiem bawełny w Fijałkowskiego, aktora grającego rolę zbrodniarza, wolając: Masz łotrze!"
Ów "zbrodniarz" uwiódł tytułową "Marię Joannę  czyli kobietę z gminu" (autorstwa Adolpha Philippe'a Dennery'ego i Juliena Malliana), więc reakcję tej łodzianki łatwo usprawiedliwić. Jeśli miała przy sobie kłębek bawełny, to mogła mieszkać i pracować w jednym z drewnianych domów przy ulicy Piotrkowskiej, w których stały warsztaty tkackie (Stare Miasto było dzielnicą żydowską). Mogła też pracować w największej w tym czasie przędzalni bawełny należącej do Ludwika Geyera, a poruszanej już maszyną parową (chociaż do pl. Kościelnego na te występy byłoby jej chyba za daleko...) 

"Biała Fabryka" Ludwika Geyera przy ulicy Piotrkowskiej

W jakim języku mówiła owa łodzianka? Rozstrzygnięcie tej ważnej kwestii zostawmy pismu rządu gubernialnego mazowieckiego z 14 sierpnia 1844 roku:
"Miasto Łódź jest jednym z najznakomitszych miast fabrycznych w Królestwie, do 20 000 ludności mającym, składa się z powiększej części z samych fabrykantów z zagranicy przybyłych i tylko język niemiecki posiadających".
Ci fabrykanci oddawali się w Łodzi ulubionym rozrywkom i pielęgnowali niemieckie zwyczaje. Otrzymali już w roku 1820 pozwolenie na utworzenie Towarzystwa Strzeleckiego (więcej w baedekerze TUTAJ) oraz organizację corocznej parady i Zabawy Strzeleckiej, zwanej "Fajką". Odbywała się ona w Zielone Świątki w ogrodzie Quella (Kwela - Źródliska) przy Wodnym Rynku (dzisiaj pl. Zwycięstwa), wkrótce (od roku 1854) posiadłości Karola Scheiblera.

Dom Łódzkiego Towarzystwa Strzeleckiego

Wodny Rynek

Zieone Świątki na Wodnym Rynku

Park Źródliska I (czytaj w baedekerze TUTAJ)

Park Źródliska II (czytaj w baedekerze TUTAJ)

"Rozwój", rok 1908.

"Rozwój", rok 1909.

W latach 40. XIX wieku to Ludwik Geyer okazywał najwięcej troski o rozrywki łodzian. Swój dom przy ulicy Piotrkowskiej 280 przeznaczył na "Tanz-kränchen", czyli zabawy taneczne dla swoich pracowników (występowały tu także wędrowne trupy teatralne)

Piotrkowska 280 dzisiaj.

Geyer patronował również powstalemu w 1846 roku Łódzkiemu Męskiemu Towarzystu Śpiewaczemu (Lodzer-Männer-Gesang-Verein), które doczekało się swojej własnej siedziby przy ulicy Piotrkowskiej 243.

Informator Handlowo-Przemysłowy, rok 1914.

Piotrkowska 243, dawna siedziba Lodzer-Männer-Gesang-Verein

Jednocześnie to rosnące wciąż miasto przyciągało spragnionych zysku i sukcesu artystów, zaspokajających najniższe gusta. Narzekał na to w 1860 roku miejscowy nauczyciel Franciszek Rybka:
"Łódź (...) jest jednym z najbezpieczniejszych portów, do których zwolennicy muz przeróżnego rodzaju dobijają, a to z dwóch powodów: 1) że u nas z małym wyjątkiem cała ludność miasta stanowi jedną klasę robotniczą, która czy to zimową czy letnią porą dopiero po pracy tej wieczorem zaczyna żyć, a w nocy bawi się; 2) że pomyślny byt naszych miszkańców jest w stosunku prostym pracy, a w odwrotnym przyjemności, tj. im lepiej idzie handel, tym więcej pracują, a mniej się bawią".
Te zabawy łodzian Rybka opisał, nie kryjąc złośliwości:
"W roku zeszłym [1859] oprócz mnóstwa skoczków, akrobatów, magików, jeźdźców konnych, kataryniarzy, menażerii, psich i małpich teatrów, podróżujących artystów etc. etc. słyszeliśmy i znakomitości artystyczne, lecz ach! sale koncertowe były puste; za to właściciel psiego i małpiego teatru zrobił, jak to się mówi: ein gutes Geschäft". ("Gazeta Codzienna", 1860)

"Dziennik Łódzki", rok 1891.

Oczwywiście, ten rodzaj widowisk znajdował i później widzów. Tym bardziej, że po roku 1864 do "miasteczka Łódź" - jak powszechnie mawiano - zaczęli ściągać z okolicznych wsi uwolnieni z poddaństwa niepiśmienni chłopi. To oni tysiącami wypełnili tkalnie i farbiarnie rosnących w "amerykańskim tempie" nowych fabryk włókienniczych.

Robotnicy przed fabryką Karola Scheiblera. 
Fot. archiwalna ze strony http://www.fabrykancka.pl/

Aż do roku 1884 Łódź nie miała prasy polskiej, w odróżnieniu od Niemców, którzy od 1863 roku czytali "Lodzer Anzeiger", przekształcony w "Lodzer Zeitung" - stąd wiadomości o publiczności łódzkiej czerpiemy z przygodnych korepondencji.

Józef Teksel (Texel) 
(czytaj w baedekerze TUTAJ)

Grób Józefa Teksla, Stary Cmantarz przy ulicy Ogrodowej w Łodzi.

Na początku 1878 roku, kiedy Łódź opuścił Józef Teksel, z którego inicjatywy został wybudowany murowany gmach teartalny (Victoria, przy ulicy Piotrkowskiej 67, otwarta 2 października 1877 roku, czytaj w baedekerze TUTAJ), piotrkowski "Tydzień" zastanawiał się, dlaczego to drugie w Królestwie, liczące 75 tysięcy ludności miasto, nie jest w stanie utrzymać widowisk teatralnych. I udzielił następującej odpowiedzi:
"Przyczyna (...) leż w małym upodobaniu inteligencji i zamożności łódzkiej w rozrywkach umysłowych".
Ponieważ inteligencja polska stanowiła w Łodzi bardzo nieliczną warstwę, więc korespondent wskazał na klasę spoleczną, która dotąd nie była w ogóle brana pod uwagę, gdy narzekano na pustki w teatrze, czyli na robotników.
"Sztuka wyższa - dowodził - jest, oprócz nabożeństwa w świątyniach, odbywanego w dnie wolne od pracy, jedynym pokrzepieniem robotnika, strudzonego pracą codzienną, mającą na celu powszedni tylko pożytek".
Autor tych śmiałych słów nie zastanawiał się jeszcze nad organizacją i repertuarem przedstawień robotniczych. Nie pytał też, czy nędznie opłacanego robotnika stać będzie na bilet. Przerażony "niskimi skłonnościami ludności robotniczej", czyli alkoholizmem, odpowiedzialność za jej wychowanie nakładał na "tę część ludności miejskiej, która [będąc] w prawidłowym stanie swego zycia społecznego braci swojej, niższej od niej duchem i zamożnością, przewodniczyć winna".

"Tydzień", rok 1878.

(źródło FotoPolska.eu)

Piotrkowska 67, budynek dawnego teatru Victoria (czytaj w baedekerze TUTAJ)

"Dziennik Łódzki", rok 1886.

"Lodzer Zeitung", 1895.

Pogląd o "użyciu teatralnych widowisk jako czynnika oświaty ludowej" podzielano wówczas powszechnie. Władysław Łoziński, wygłaszający na przykład we Lwowie Pogadanki teatrlane, tak oto pisał o "bardzo zbawiennych skutkach teatrów ludowych:
"Jeżeli do nas, stojących od ludu tyle wyżej wykształceniem, dzielniej przemawia słowo żywe od pisanego, a sztuka dramatyczna dzielniej od zywego słowa - jakżeż skutecznym byłby ten wpływ teatralnych widowisk na umysł ludu! (...) Każdy morał, każdy wypadek historyczny, przemówiłby niezwykle żywo do umysłów wieśniaczych, utkwiłby im głęboko w sercu i pamięci".

Władysław Łoziński (1843-1913)
- polski powieściopisarz, historyk i encyklopedysta, badacz przeszłości kultury polskiej, sekretarz Ossolineum, Prezes Rady Wykonawczej Macierzy Polskiej, kolekcjoner dzieł sztuki, 
członek Towarzystwa Historycznego we Lwowie.
https://pl.wikipedia.org/


Lwowski publicysta zwrócił się więc do "pięknych pań", aby zostały "jenialnymi inicjatorkami" takich przedstawień:
"patrzcież, oto macie śliczny sposób zabawy, coś zupełnie nowego, lepszego niż niejeden nudny dyskursik i niż wszystkie zużyte i jałowe 'jeux innocents'! (...)

Dawne osiedle robotnicze przy zakładach Karola Scheiblera.
Księży Młyn.

W fabrycznej Łodzi takich cierpiących na nudy dam jeszcze nie było, co nie oznacza, że w przyszłości inteligencja nie zaczęła organizować przedstawień amatorskich dla robotniczej widowni - czynili tak na przyklad w latach 90. XIX wieku urzędnicy od Scheiblera.
Ale jak się okazało, wspomniana przez korespondenta "Tygodnia" robotnicza "brać" sama trafiła do teatru łódzkiego, szukając tutaj rozrywki. Zajmowała wtedy najwyższe kondygnacje, czyli nienumerowane miejsca na galerii...


W Victorii, która mogła pomieścić 600 osób, na najtańszych miejscach tłoczyło się około 200 widzów. Miejsca nienumerowane posiadał również Teatr Letni w ogrodzie Sellina przy ulicy Konstantynowskiej 14/16 (dzisiaj ul. Legionów). 

Fryderyk Sellin
(o Sellinie w baedekerze TUTAJ).

"Rozwój", rok 1898.

"Rozwój", rok 1900.

"Rozwój", rok 1900.

"Rozwój", rok 1900.

O tym, że miejsca nienumerowane zapełniały się świadczą obserwacje Łucjana Kościeleckiego, sekretarza i felietonisty "Dziennika Łódzkiego". Kiedy Julian Grabiński latem 1887 roku w dniu otwarcia nowej synagogi dał nieopatrznie przedstawienie, "w kasie znalazło się około 10 rubli, przeważnie za bilety 25 kopiejkowe". Zabrakło bowiem w teatrze żydowskiej i także polskiej inteligencji. Jedynie "poczciwy ludek, tam dalej i na galerii, był w zwykłym komplecie".

"Dziennik Łódzki", rok 1887.

Niepozbawiony racji był więc sąd Wiktora Czajewskiego: "dyrektorzy i przedsiębiorcy teatralni najliczniejszą publiczność zbierali spośród ludzi pracujących. (...) teatry prowincjonalne, opierając swój byt na robotniku, były tym samym teatrami ludowymi".

Wiktor Czajewski (1857-1922)
- literat, dziennikarz, historyk, wydawca gazet i właściciel drukarni prasowej.
https://pl.wikipedia.org/

W 1901 roku była już na ukończeniu budowa Teatru Wielkiego przy ulicy Konstantynowskiej 14 (dzisiaj ulica Legionów).


Okazały gmach, zaprojektowany przez architekta Adolfa Zeligsona, a budowany kosztem popularnego na gruncie łódzkim cukiernika i zarazem przedsiębiorcy teatralnego Fryderyka Sellina, odpowiadał ambicjom mieszkańców wielkiego ośrodka przemysłowego.

"Rozwój", rok 1900.

Na przełomie lat 80. i 90. XIX wieku - wzorem innych miast - w Łodzi liczącej prawie 150 tysięcy mieszkańców zaczęto urządzać w niedziele i święta "przedstawienia popołudniowe dla mniej zamożnej publiczności". Tę zasługę przypisujemy kolejnym dyrektorom sceny polskiej: Łucjanowi Kościeleckiemu (1888-1890), Karolowi Kopczewskiemu (1890-1891), Czesławowo janowskiemu (1891-1895) i Michałowi Wołowskiemu (1895-1900).

"Rozwój", rok 1898.

Wiktor Czajewski, który przybył do Łodzi w 1897 roku i założył tu nową polską gazetę o pozytywistycznym tytule "Rozwój", nie krył jednak zastrzeżeń wobec tej skądinąd pożytytecznej działalności:
"dobierany repertuar nie odpowiada bynajmniej zadaniu przedstawień popularnych. Wreszczie na te przedstawienia uczęszczało przeważnie mniej zamożne mieszczaństwo, często też ci, co nie chcą zarwać nocy, bawili się w teatrze na przedstawieniach popularnych - ale nie robotnicy. Ceny biletów na te przedstawienia nie były tak bardzo niskie, a w sali więcej się napotykało ludzi średnio zamożnych".
Wiktor Czajewski - niedoszły organizator teatru ludowego w Warszawie - własnie w Łodzi dostrzegł szansę jego utworzenia:
"ze względu na ilość robotników miałby tu taki teatr najważniejsze zadania".
Tych robotników pod koniec XIX wieku było 72% wśród około 200 tysięcy łodzian (20% stanowiło drobnomieszczaństwo, 5% inteligencja i 3% burżuazja).

Dawne osiedle robotnicze przy zakładach Karola Scheiblera.
Księży Młyn.

Wiktrowi Czajewskiemu i jego współpracownikom udało się przekonać Zarząd Towarzystwa Akcyjnego Manufaktur Bawełnianych K. Scheiblera, aby taki teatr powstał w ich posiadłości, czyli w fabrycznym osiedlu przy ulicy Przędzalnianej. Można więc powiedzieć, że to nie robotnicy poszli do teatru, ale że to teatr przyszedł do robotników. Ponieważ zdarzyło się to najprawdopodobniej po raz pierwszy na ziemiach polskich ("Kurier Codzienny" z 1883 roku wspomina, że odbędą się takie przedstawienia na osiedlu robotniczym w Żyrardowie, ale nie jest pewne czy przedsięwzięcie doszło do skutku), zainteresowanie tą inicjatywą było ogromne. I to nie tylko w Łodzi.

Dawne osiedle robotnicze przy zakładach Karola Scheiblera.
Księży Młyn.

"Rozwój", rok 1898.

"Rozwój", rok 1898.

"Wczorajsze [w dniu 4 września 1898 roku] przedstawienie popularne teatru łódzkiego w sali Bauma, Tow. akcyjn. wyrob. bawełn. Scheiblera zgromadziło przeszło 600 osób, przeważnie robotników fabrycznych.
Było to pierwsze przedstawienie rozpoczynające szereg takichże przedstawień, które odbywać się będą w każdą niedzielę i święta o godz. 3-ej po południu. 
Na czwartek [8 września 1898 roku], jako w dzień świąteczny zapowiedziano komedię [Karla] Laufsa i Jakaluj'ego pt. "Straszny kometa".
Tak w dniu 5 września 1898 roku "Rozwój" informował o otwarciu "teatru popularnego" na Księżym Młynie. Na początek wystawiono, piętnującą pociąg do kieliszka, komedię w dwóch aktach Józefa Korzeniowskiego Majster i czeladnik oraz "wesołą jednoaktową komedię" Dwóch głuchych [Julesa Moineeaux], tłumaczoną z francuskiego. Jednocześnie zapewniono, że to "pierwsze przedstawienie teatralne popularne" będzie grane " po cenach niezmiernie niskich; najdroższe bowiem miejsce kosztuje kop. 30, najtańsze kop. [kopiejek] 10".

"Rozwój", rok 1898.

Co zrozumiałe, anonse o "prawdziwie popularnych przedstawieniach" zaczęły się regularnie ukazywać od końca sierpnia 1898 roku w miejscowej prasie (oprócz "Rozwoju" także w nowopowstałym "Gońcu Łódzkim"). Pisano, że "dzięki inicjatywie Tow. akcyjnego zakładów bawełnianych p. Karola Scheiblera urządza je zawsze gotów do czynów obywatelskich dyrektor teatru Michał Wołowski".
Inicjatywa ta od razu też została pochwalona:
"Łodzi przypadł piękny zaszczyt pierwszej wprowadzić w czyn myśl teatru ludowego, bo niezawodnie za przykładem panów Scheiblerów pójdą inni fabrykanci".

"Rozwój", rok 1898.

Kiedy na trzeci z kolei spektakl (11 września 1898 roku, Popychadło Jana Szutkiewicza) wiele osób nie dostało się "z powodu braku miejsc", a ci, którzy już byli w środku, bawili się "doskonale", "Goniec Łódzki" zawyrokował:
"Przedstawienia te mają przyszłość zapewnioną". Także w następnych tygodniach spektakle odbywały się "w zapełnionej doszczętnie salce Bauma".

Ulica Przędzalniana dzisiaj.

"Salka Bauma" to czynna od 1885 roku resursa przy ulicy Przędzalnianej 68, w której miesciła się raestauracja i sala taneczna. Dzierżawiący ją od Scheiblerów August Baum ustawił tutaj krzesła i ławki, na ktorych zasiadało około 600 osób.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1908.

Księży Młyn

"Rozwój", rok 1898.

"Rozwój", rok 1898.

Księży Młyn

Scena u Bauma była mała i niewygodna, garderoby ciasne, ale nie pomniejszało to entuzjazmu ani organizatorów, czyli Anny z Wernerów Scheiblerowej (wdowy po Karolu Scheiblerze, więcej w baedekerze TUTAJ) oraz Edwarda Wagnera i Jana Surzyckiego - dyrektorów fabryki, ani też Michała Wołowskiego, dyrektora Teatru Polskiego. To jego aktorów wraz z dekoracjami - co wywoływało sensację wśród łodzian - przewożono co tydzień wozami Scheiblerowskiej strazy ogniowej z gmachu Victorii przy ulicy Piotrkowskiej do prowizorycznego teatru przy ulicy Przędzalnianej.


Michał Wołowski (1851-1900)
- polski aktor, dyrektor teatru, dziennikarz.

"Rozwój", rok 1900.

Michał Wołowski przygotował dla robotniczej widowni specjalny zestaw "odpowiednich" sztuk, określanych mianem "ludowe", a więc odznaczających się przystępnością, melodramatyzmem i moralnym wydźwiękiem.
Były to między innymi: Trójka hultajska Johanna Nepomuka Nestroya, Mizantrop i druciarz Józefa Korzeniowskiego, Ulicznik paryski Alfreda Bayarda, Émile'a Louisa Vanderbrucha i Eugène'a Scribe'a, Talizman niewidzialności Carla Ludwiga Costenoble'a, Maria Joanna, kobieta z gminu Dennery'ego i Milliana, Ubodzy w Paryżu Edouarda Briseeeeebarre'a i Eugène'a Nusa. Do rzędu ludowych sztuk, granych w Victorii i na Księżym Młynie, zaliczyć też należy Małkę Szwarcenkopf Gabrieli Zapolskiej i Popychadło Jana Szutkiewicza.

"Rozwój", rok 1903.

"Rozwój", rok 1898.

Ponieważ ten repertuar wydawał się zbyt szczupły i nade wszystko "trącący myszką", Michał Wołowski ogłosił konkurs na "swojską" sztukę "mieszczańsko-ludową". Miała ona budzić "lepsze uczucia, uszlachetniać, podnosić morale". Wołowski zadeklarował na nagrody 105 rubli oraz dochód z Wieczorów Fredrowskich w teatrze Victoria. Niestety, te rachuby zawiodły. Fredro wzbudził jednak entuzjazm w Teatrze Scheiblerowskim. Zemsta była tu zagrana dwukrotnie. Właśnie rozszerzenie repertuaru o sztuki grane w Victorii, jak komedie Wicek i Wacek Zygmunta Przybylskiego czy Grube ryby Michała Bałuckiego, a nade wszystko o sztuki historyczne Towarzysz pancerny Michała Wołowskiego (według Pamiętników Jana Chryzostoma Paska) i Miód kasztelański Ignacego Kraszewskiego, na których scheiblerowscy robotnicy "bawili się wybornie", prowokowały do zastanowienia się nad modelem teatru ludowego (popularnego).

Robotnicy z fabryki Karola Scheiblera, oddział "Tivoli", ulica Kątna 5/7 (ok. 1910 roku)

Do takiej refleksji skłaniało także zachowanie się robotniczej publiczności:
"świat to inny" - pisano - ale "podczas calej zabawy porządek w niczym nie był zakłócony".
Zaobserwowano "nabożne słuchanie sztuki". Losy bohaterów scenicznych wywoływały płacz lub smiech, nie sklaniały jednak do zachowań niewłaściwych. Inaczej niż w Victorii widzowie na Księżym Młynie nie spóźniali się po każdym antrakcie i nie czynili zamętu, uniemożliwiającego "spokojnego wysłuchania pierwszych scen"; "nie ma też przedwczesnego opuszczania sali przed końcem sztuki, słowem widzowie szanują pracę artystów i autora jak przystało na ludzi cywilizowanych".

Imperium bawełniane Karola Scheiblera
 
Aktorzy także odnosili się z szacunkiem do tak niecodziennych widzów, co zauważył i pochwalił recenzent "Rozwoju":
"grano nie z lekceważeniem, lecz z szacunkiem dla sztuki i słuchaczy, licząc się widocznie z celem i doniosłością przedsięwzięcia; (...) dawno nie widzieliśmy artystów naszych grających w ogóle i w najdrobniejszych szczegółach tak wspaniale, jak to miało miejsce na wczorajszym przedstawieniu "Grubych ryb" na Księżym Młynie. Była to prawdziwa biesiada artystyczna".

"Rozwój", rok 1898.

Tak spełniało się zamierzanie inicjatorów tej pierwszej sceny ludowej:
"Teatr, harmonijny związek sztuki, oddziaływuje na kilka zmysłów, budzi poczucie i krzewi zamiłowanie do piękna, a zywe słowo płynące ze sceny przemawia do duszy słuchacza". Wiktor Czajewski stwierdził wprost:
"Robotnicy powoli zaczęli zżywać się z teatrem i w nim smakować, a Zarząd Towarzystwa akcyjnego spostrzegł, że obyczaje pracujących znacznie uległy zmianie na ich korzyść".

Księży Młyn

Teatr był dostępny dla większości pracowników, którzy mogli kupić bilety w zakładowym sklepie spozywczym, a ich cena nie była wysoka (od 10 do 30 kopiejek); tygodniowy zarobek robotnika wynosił 5-7 rubli. Nie dziwi więc, że w kolejne niedziele w sali Bauma widziano osoby "przeważnie ze sfer robotniczych".

"Rozwój", rok 1898.

Jednocześnie, co podniosło rangę Teatru Scheiblerowskiego, w "Gońcu Łódzkim" znalazło się omówienie "zabaw ludowych za granicą", a wśród nich "ludowego teatru" w Niemczech i Austrii.

"Rozwój", rok 1898.

Księży Młyn

"Rozwój", rok 1898.

Nadzieja, że w Łodzi "fabrykanci dźwigną teatr specjalny", nie spełniła się. Nieoczekiwanie po 21 spektaklach, 4 stycznia 1899 roku na wystawieniu Zemsty zakończyla się działalność teatralna na Księżym Młynie. 
Rozeszły się plotki, że winien był kasjer, który popełnił defraudację, ale Michał Wołowski wyjaśniał później: "przyczyna przerwy w widowiskach leżała w konieczności przeróbki sali teatralnej, a nie w jakiś sympatiach lub antypatiach narodowosciowych zarządu". W tym zarządzie fabryki Scheiblera zasiadali Niemcy, nieprzychylni patriotycznemu wychowaniu w sali Bauma. (...) mieli ponoć krzyczeć:
"siejecie polszczyznę zamiast wolać: umoralniajcie ludzi!".
Michał Wołowski przyjechawszy do Łodzi (w 1895 roku) pragnął pojednać narodowości składające się na ludność miasta. Już w pierwszym numerze "Rozwoju" (w grudniu 1897 roku), którego został stałym współpracownikiem, zdecydowanie zwalczał oskarżenia, skierowane przez polską i rosyjską prasę "przeciwko tak zwanym 'hakatystom' łódzkim". Twierdził bowiem, że "ten hakatyzm to najzwyczajniejsza kaczka dziennikarska". Ta próba pogodzenia przez Wołowskiego łódzkich Niemców i Polaków grzeszyła naiwnością.
"Widać jednakże z tych rad - wspominała redakcja "Rozwoju" z okazji 15-lecia pisma - że nie znał on ani Łodzi, ani łodzian, w dodatku nie rozumiał żadnego obozu".

"Rozwój", rok 1897.

Michał Wołowski, nazywany często "marzycielem", nie brał również pod uwagę ostrzeżeń, jakie kierował w jego stronę tak doświadczony dyrektor jak Łucjan Kościelecki - twórca w roku 1888 stałej sceny polskiej w Łodzi, którą był zmuszony opuścić po dwu latach z powodu... bankructwa.
"Przedsiębiorstwo prywatne - dowodził Kościelecki - choćby najsumienniejsze pod względem etycznym i artystycznym, nie może mieć nic wspólnego z ideą teatru ludowego. Teatr dla ludu istnieć może przy stałej dopłacie do budżetu swojego. Taki teatr powinien być instytucją miejską, jeśli w ogóle powołany będzie do życia".
"Rozwój" konsekwentnie jednak głosił, że z Scheiblerów powinni wziąć wzór "inni nasi fabrykanci przez szlachetną konkurencję czynienia dobrze dla tych, których praca stwarzała ich miliony".

Domy robotnicze na Księżym Młynie.

Pomimo porażki teatru ludowego na Księżym Młynie, która zbiegła się z końcem łódzkiej dyrekcji i śmiercią Michała Wołowskiego (18 maja 1900 roku), pamiętano o jego działalności:
"Do zasług śp. Wołowskiego dla sprawy teatru polskiego w Łodzi dodać należy powołanie do życia, o wiele wcześniej od Warszawy, teatru ludowego".

"Rozwój", rok 1900.

Zasługi Michała Wołkowskiego przypomniała publikacja przygotowana z okazji nadzwyczajnego święta w Łodzi - otwarcia w roku 1901 Teatru Wielkiego (własność Fryderyka Sellina przy ul. Konstantynowskiej 14, przeczytaj w baedekerze TUTAJ. Poproszony o nakreślenie kształtu "teatru jutrzejszego" znakomity krytyk warszawski, 62-letni wówczas Władysław Bogusławski, wskazał:
"... trzy zasadnicze formy, jakby trzy stopnie życia, świadomości i piękna: teatr ludowy, zstępujący w tłum z posłannictwem rozbudzenia drzemiącej w nim duszy poetycznymi ludu tradycjami; teatr mieszczański, wojujący, mający za zadanie zgłębiać wspólczesną rzeczywistość bystrym wejrzeniem Ibsena, Tołstoja, Hauptmanna; wreszczie 'teatr duszy', który wywoływać będzie wyższą ludzkość w zwierciadle historii, legendy i symbolu" (...)


Przeczytaj jeszcze w baedekerze:

źródła:
Anna Kuligowska-Korzeniowska. Teatr Scheiblerowski na Księżym Młynie [w:] O Scheiblerach jeszcze więcej. Red. Ewa M. Bladowska
Oskar Flatt. Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym, Warszawa 1853.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi
oraz strony https://pl.wikipedia.org/

Fot. współczesne Monika Czechowicz

BAEDEKER POLECA:
O Scheiblerach jeszcze więcej. Red. Ewa M. Bladowska

Książka, w której autorzy – przedstawiciele świata nauki i kultury – dzielą się z czytelnikami swoją najnowszą wiedzą na temat rodziny największego łódzkiego przemysłowca Karola Scheiblera. Opisane są w niej początki kariery fabrykanta, pałacowe tajemnice, kolej scheiblerowska oraz wpływ na rozwój kultury w Łodzi.
Wydawnictwo Hamal/ Andrzej Machajek
Partner wydania - organizator "Spotkań z Scheiblerami" Muzeum Kinematografii w Łodzi
Redakcja Ewa M. Bladowska