Mural
upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w
Opolu, stolicy polskiej piosenki. Zaprojektował go i wykonał Bruno Neuhamer.
Fot. baedeker łódzki
(źródło fotografii: Krzysztof Krawczyk | Jazz Forum)
Urodził się 8 września 1946 roku w Katowicach,
zmarł 5 kwietnia 2021 roku w Łodzi. Pochowany został w podłódzkich
Grotnikach.
Krzysztof
January Krawczyk urodził się w artystycznej, śląsko-dąbrowskiej
rodzinie. Rodzice poznali się w czasie wojny, pracując razem w
fabryce amunicji w Sosnowcu. Matka, Lucyna Krawczyk (1922–2006),
pochodziła z Bielsko-Białej. Była aktorką i śpiewaczką,
występowała m.in. w łódzkim Teatrze Muzycznym i Państwowej
Operetce. Ojciec, January Krawczyk (1906–1964), urodził się w
Sosnowcu. Był dyrygentem, aktorem i śpiewakiem operowym. Od 1933
roku do wybuchu II wojny światowej prowadził orkiestry dansingowe
na statkach trans-atlantyckich. Po wojnie występował w Teatrze
Śląskim im. Wyspiańskiego w Katowicach (1945–1947), Teatrze
Miejskim w Białymstoku (1947–1948), Teatrze Polskim w Poznaniu
(1948–1955).
Mural upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w Opolu.
Fot. baedeker łódzki
Państwo Krawczykowie.
(źródło fotografii: Fakt.pl )
Później rodzina Krawczyków przeniosła się do
Łodzi; January występował m.in. w Państwowej Operetce, Teatrze
Ziemi Łódzkiej. Wystąpił w kilku filmach, w rolach epizodycznych.
Ojca "samotnego Trubadura" możemy zobaczyć m.in. w
"Zezowatym Szczęściu" (1960) Andrzeja Munka, "Czasie
przeszłym" (1961) Leonarda Buczkowskiego i "Panience z
okienka" (1964) Marii Kaniewskiej. Zmarł z powodu choroby
nowotworowej kiedy Krzysztof miał 18 lat.
January Krawczyk, ps. Sampolini (1906-1964)
- polski aktor, śpiewak (baryton liryczny) i dyrygent.
(źródło fotografii:
Internetowy Słownik Biograficzny Artystów Scen Polskich
Mały Krzyś.
(źródło fotografii: Fakt.pl )
Mając kilka lat tańczył pod sklepem z nadajnikami
radiowymi, z którego dobiegały dźwięki muzyki, wzbudzając
zachwyt i aplauz przechodniów. Krzysztof Krawczyk spędził swoje dzieciństwo w
teatrach, często oglądał swoich rodziców podczas prób, uwielbiał
chodzić na przedstawienia.
Mały Krzyś z rodzicami.
(źródło fotografii: Fakt.pl)
Muzykiem został dzięki fascynacji amerykańskim kinem, bluesem, jazzem, a później rock and rollem. W latach 50. dystrybucja amerykańskich filmów była znikoma, w kinoteatrach przeważały produkcje polskie i radzieckie. Krawczyk spędzał swoje dzieciństwo w Łodzi, mieście związanym z legendarną Filmówką. Ojciec zabierał go czasami na zamknięte pokazy amerykańskich filmów – tak usłyszał po raz pierwszy Louisa Armstronga. Kolejnym impulsem był rock and roll: "To było coś na kształt rewolucji – wyzwolenie z okowów starej muzyki" – wspominał Krawczyk w swojej autobiografii – "Jakbyśmy niewolniczo tkwili w muzyce przeszłości i nagle dzięki takim ludziom jak Bill Halley, Elvis Presley, a potem Beatlesi wybiliśmy się – my powojenne pokolenie – na wolność muzyczną".
W 1962 roku Krzysztof Krawczyk został wyrzucony z liceum za incydent związany ze spożyciem alkoholu. Maturę zdał chodząc do szkoły wieczorowej, już wtedy występował razem ze Sławomirem Kowalskim – późniejszym Trubadurem. Grali na różnego rodzaju szkolnych akademiach – pozwalało im to poprawić stopnie. Poznali się na organizowanej przez łódzki Młodzieżowy Dom Kultury imprezie z cyklu "Spotkanie z piosenką", podczas której każdy mógł wystąpić na scenie. Krawczyk był wtedy solistą zespołu Komety.
Zespół Komety.
Od lewej: Henryk Stolarski, Krzysztof Krawczyk, Tadeusz Aleksander Kawecki, konferansjer zespołu Wojtek Majewski, Marian Lichtman, Jerzy Rybiński, Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)
Zespół
wokalno-instrumentalny Komety powstał w 1962 roku w Łodzi.
Założycielem grupy był Jerzy Krzemiński - akordeon, gitara.
Pozostałymi członkami formacji byli: Janusz Płyta - gitara; Jerzy
Rybiński - gitara basowa, śpiew; Henryk Stolarski - perkusja;
Krzysztof Krawczyk - śpiew; Marian Lichtman - śpiew i Aleksander
Kawecki - śpiew. Konferansjerem w czasie występów Komet był
Andrzej Maciejewski. Grupa odbywała próby w Młodzieżowym Domu
Kultury w Łodzi.
Repertuar Komet składał się z utworów
instrumentalnych The Shadows i The Ventures oraz piosenek Billa
Haleya, Elvisa Presleya, Paula Anki, Neila Sedaki, Roya Orbisona,
Cliffa Richarda, The Platters i The Beatles. Zespół grał w MDK,
klubie Hermes oraz w innych łódzkich klubach.
Grupa zakończyła
działalność w 1964 roku - Jerzy Krzemiński, Marian Lichtman
i Krzysztof Krawczyk znaleźli się w składzie powstałego wtedy
zespołu Trubadurzy.
Zespół Komety.
Za perkusją Henryk Stolarski; od lewej: Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński, Jerzy Rybiński, Marian Lichtman.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)
Sławomir Kowalewski w wywiadzie przeprowadzonym przez Bohdana Gadomskiego
wspomina spotkanie z Krawczykiem:
Pamiętam, że ubrany był w długi sweter i śpiewał piosenkę "Ząb, boli mnie ząb". Nie pamiętam, jakie miejsce wtedy zajął, ale zwrócił moją uwagę. Szybko nawiązaliśmy kontakt ze sobą i w ten sposób zaczęła się nasza znajomość, która ładnie się rozwijała. Już wtedy miałem pomysł na założenie zespołu big beatowego w Łodzi, który byłby super grupą reprezentującą miasto na ogólnopolskim rynku.
Pamiętam, że ubrany był w długi sweter i śpiewał piosenkę "Ząb, boli mnie ząb". Nie pamiętam, jakie miejsce wtedy zajął, ale zwrócił moją uwagę. Szybko nawiązaliśmy kontakt ze sobą i w ten sposób zaczęła się nasza znajomość, która ładnie się rozwijała. Już wtedy miałem pomysł na założenie zespołu big beatowego w Łodzi, który byłby super grupą reprezentującą miasto na ogólnopolskim rynku.
Sławomir Kowalewski
- piosenkarz, gitarzysta i kompozytor. Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Marianem Lichtmanem, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku Trubadurów.
(źródło fotografii: strona Sławomira Kowalewskiego na FB/ Facebook/
(źródło fotografii: ABC kultury polskiej: Krzysztof Krawczyk – król polskiej estrady)
Krzysztof
Krawczyk zapisał wspomnienia z pierwszych koncertów:
Koncert odbył się w Hali Sportowej w Łodzi, w karnawałowym
okresie pomaturalnym. Amatorski zespół występował przed wielkimi
gwiazdami bigbitu, Czerwono-Czarnymi.
12
tysięcy ludzi krzyczało po naszym występie: "Trubadurzy,
Trubadurzy!!!". W późniejszych latach mieliśmy ogromną ilość
koncertów tego typu, ale ten koncert w Łodzi był pierwszy.
Pamiętam też, jak już jako pracownicy Estrady Łódzkiej graliśmy
dla kilku tysięcy młodych łodziaków w Parku Poniatowskiego.
Młodzież tańczyła, śpiewała, zapaliła pochodnie z gazet aż w
końcu musiała interweniować milicja z psami, bo kto wie, jak by
się to skończyło. Miałem wtedy 19 lat.
Trubadurzy. Fot. Jerzy Michalski/Forum
źródło fotografii: Krzysztof Krawczyk - Życie i twórczość | Artysta | Culture.pl
Znakiem rozpoznawczym zespołu były charakterystyczne stroje. Najpierw nosili koszule z żabotami i tużurki, czyli rodzaj żakietu o wyciętych i zaokrąglonych połach popularny w okresie biedermeier – było to dla nich wyjątkowo niekomfortowe – kostiumy były z grubego materiału, czuli się jak w saunie.
(źródło fotografii:
Kolejnym
charakterystycznym elementem koncertów Trubadurów była
choreografia, każdej piosence towarzyszył inny performans. Estrada
Łódzka, z którą byli związani kontraktem, wymagała od nich
tańca z gitarami. Mikrofony były przymocowane do gitar, co nie było
zbyt łatwe – konieczność występowania z dwoma kablami, jednym
połączonym z mikrofonem, drugim z gitarą, była dość kłopotliwa.
W 1966 roku Trubadurzy zadebiutowali na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Za piosenkę "Ondraszku, Ondraszku" otrzymali II nagrodę w "Koncercie młodości".
W 1966 roku Trubadurzy zadebiutowali na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Za piosenkę "Ondraszku, Ondraszku" otrzymali II nagrodę w "Koncercie młodości".
Sława Mikołajczyk & Trubadurzy - Ondraszek
(źródło: YouTube.pl)
Byli jednym
z najpopularniejszych zespołów bigbitowych w Polsce, koncertowali w
całym kraju. W swojej twórczości łączyli różne nurty muzyki
rockowej (od psychodelii i rocka progresywnego do funk rocka),
wieloosobowymi partiami wokalnymi znanymi z nurtu doo wop i
inspiracjami wschodnim folklorem, szczególnie rosyjskimi romansami.
To właśnie nawiązania do rosyjsko-romskiej muzyki wyznaczały
charakter pierwszych płyt utworu, szczególnie słychać to w
harmonii i charakterystycznych zwrotach melodycznych.
Nagrana w 1968
roku debiutancka płyta "Krajobrazy" zdobyła status Złotej
Płyty. Do składu dołączył Ryszard Poznakowski (organy, pianino).
Trubadurzy, rok 1968.
Od lewej: Ryszard Poznakowski, Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk, Sławomir Kowalewski.
(źródło fotografii: Polski bigbit i nie tylko: Trubadurzy)
Trubadurzy zdobyli ogromną popularność nie tylko w Polsce. Zostali prawdziwymi gwiazdami w Związku Radzieckim – dla tamtejszej publiczności byli powiewem Zachodu. Ich płyty wydawane przez Miełodię rozchodziły się w olbrzymich nakładach.
"Dziennik Łódzki", rok 1969.
Podczas trasy w
1969 roku zagrali około 70 koncertów. Na koncertach w ZSRR zdarzało
im się śpiewać po angielsku, co spotykało się zawsze z oporem
radzieckich cenzorów. Trubadurzy próbowali wybrnąć z impasu
argumentami o poprawnym ideologicznym pochodzeniu rock and rolla,
mówili, że są to "piosenki niewolników, śpiewane przeciw
swym ciemiężcom". W ten sposób zdobywali pozwolenie nawet na
śpiewanie Beatlesów…
Występowali
też m.in. w Mongolii (ponad 20 koncertów), NRD, RFN,
Czechosłowacji, Bułgarii, Belgii, Holandii. Jednym z największych
osiągnięć zespołu był występ na koncercie zorganizowanym z
okazji Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972.
Trubadurzy, rok 1970.
(źródło fotografii: Niecierpliwy w nas ciskał się duch. Historia polskiego big-beatu - Super Express)
W 1973 roku Krawczyk rozpoczął solową karierę.
"Dziennik Łódzki", rok 1973.
Trubadurzy.
Od lewej: Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk, Ryszard Poznakowski, Sławomir Kowalewski.
W 1974 Polskę opuścił Marian
Lichtman, który emigrował do Danii, jego rodzice wyjechali z Polski
w trakcie antysemickiej nagonki w marcu 1968 roku. Wyjazd
Lichtmana był wielkim ciosem dla Krzysztofa Krawczyka, byli bliskimi
przyjaciółmi.
Marian Lichtman (fot. Sebastian Skalski),
urodził się w 1947 roku w Łodzi
- kompozytor, perkusista i wokalista.
Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Sławomirem Kowalewskim, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku zespół Trubadurzy.
(źródło fotografii: Centrum Kultury Jidysz)
Zespół został reaktywowany w 1976 roku, w tym
samym roku Krawczyk znowu go opuścił. Trubadurzy koncertują do
dziś.
Ciekawym
epizodem z życia Krzysztofa Krawczyka był eksperymentalny Izomorf’
67 stworzony przez poetę Andrzeja Bajkowskiego. Zespół ten istniał
przez półtora roku, w okresie konfliktu w Trubadurach. Marian
Lichtman w rozmowie z Andrzejem Kosmalą charakteryzował ten spór o
hegemonię w zespole jako "młodzieżowe ambicyjki, zagrywki".
Nazwa eksperymentalnego składu pochodziła od uproszczonego zapisu
nutowego – nazywanego izomorficznym – został on stworzony z
myślą o amatorskich muzykach, którzy nie posiadali wszechstronnego
wykształcenia muzycznego. Jego twórcami byli filozof Tadeusz Wójcik
i muzykolog Maciej Zalewski, założyciele Studium Postępu
Technicznego Muzyki "Izomorf" przy Warszawskim Towarzystwie
Muzycznym. Teoria ta została opisana w pracy "Zasady
izomorficznej notacji muzycznej" (Warszawa, 1962). Zapis
izomorficzny promowany był w popularnym czasopiśmie "Radar".
W pierwszym składzie Izomorfu 67 występowali: Sława Mikołajczyk (śpiew), Krzysztof Krawczyk (śpiew, gitara basowa), Marian Lichtman (perkusja). Krawczyk nauczył się grać na gitarze basowej specjalnie na tę okazję. Zawieszeni Trubadurzy tworzyli piosenki inspirowane sztuką, śpiewali o obrazach Salvadora Dalego, "Słonecznikach" Van Gogha, a nawet obrazach Teofila Ociepki. Krawczyk wspominał:
Izomorf’ 67 był efemerydą na naszym rynku muzycznym. Takim ambitnym dziwolągiem muzycznym i od początku miał małe szanse. Był to bardzo trudny okres, bo nie było zarobków. Pamiętam, że z Lichtmanem potrafiliśmy w Warszawie pokonać piechotą odległość z wynajętego mieszkania na Ochocie do studenckiej stołówki na Grochowie, gdzie zupy były za darmo i myśmy się tymi zupami karmili.
"Dziennik Łódzki", rok 1975.
"Dziennik Łódzki", rok 1975.
W pierwszym składzie Izomorfu 67 występowali: Sława Mikołajczyk (śpiew), Krzysztof Krawczyk (śpiew, gitara basowa), Marian Lichtman (perkusja). Krawczyk nauczył się grać na gitarze basowej specjalnie na tę okazję. Zawieszeni Trubadurzy tworzyli piosenki inspirowane sztuką, śpiewali o obrazach Salvadora Dalego, "Słonecznikach" Van Gogha, a nawet obrazach Teofila Ociepki. Krawczyk wspominał:
Izomorf’ 67 był efemerydą na naszym rynku muzycznym. Takim ambitnym dziwolągiem muzycznym i od początku miał małe szanse. Był to bardzo trudny okres, bo nie było zarobków. Pamiętam, że z Lichtmanem potrafiliśmy w Warszawie pokonać piechotą odległość z wynajętego mieszkania na Ochocie do studenckiej stołówki na Grochowie, gdzie zupy były za darmo i myśmy się tymi zupami karmili.
"Dziennik Popularny", rok 1976.
(źródło fotografii: Krzysztof Krawczyk - Byłaś Mi Nadzieją - polskienagrania.com.pl)
Koncertował wtedy niemal na całym
świecie – dojechał nawet na Kubę i Jamajkę. Nazywany był
"polskim Tomem Jonesem".
Ważnym
momentem solowej kariery Krawczyka było spotkanie z Jerzym Milianem,
muzykiem znanym z sekstetu Krzysztofa Komedy. W latach 70. był
dyrektorem Orkiestry Rozrywkowej Polskiego Radia i Telewizji w
Katowicach – jego dorobek prawdziwie doceniany jest dopiero
dzisiaj, dzięki reedycjom wydawanym przez wytwórnię GAD Records.
"Prowadził wspaniałą orkiestrę, którą wymyślił i był z
nią bardzo zżyty, złożoną z młodych muzyków, wśród których
cieszył się dużym poważaniem, mimo bardzo kumpelskiego stosunku
do nich" – wspominał Krzysztof Krawczyk. Napisali razem kilka
wspólnych piosenek, m.in. prawdopodobnie największy hit w karierze
polskiego Toma Jonesa – "Parostatek".
Innym istotnym przebojem w karierze Krawczyka był napisany w 1979 roku z Jarosławem Kukulskim utwór "To, co dał nam świat". Kukulski opowiadał w niej o swoim rozstaniu z Anną Jantar – po nagraniu piosenka nie była puszczana w radiu, przypomniano sobie o niej po tragicznej śmierci Anny Jantar.
Innym istotnym przebojem w karierze Krawczyka był napisany w 1979 roku z Jarosławem Kukulskim utwór "To, co dał nam świat". Kukulski opowiadał w niej o swoim rozstaniu z Anną Jantar – po nagraniu piosenka nie była puszczana w radiu, przypomniano sobie o niej po tragicznej śmierci Anny Jantar.
Krzysztof Krawczyk "To co dał nam świat"
(źródło: YouTube.pl)
Krystof
(Krzysztof Krawczyk) - Auf Wiedersehen Madelaine (1979)
(źródło: YouTube.pl)
W latach 1980–1985 koncertował na terenie USA, wyjątkowo dużo koncertów zagrał w klubach w Las Vegas. Najczęściej były to imprezy polonijne, chociaż wciąż liczył na wielki sukces, poszerzenie swojej publiczności o anglojęzycznych mieszkańców Stanów. Wydał płytę "From a Different Place" dla wytwórni TRC, ale amerykański sen Krawczyka wciąż nie mógł się ziścić. Warunki zdawały się idealne, w kraju trwał karnawał "Solidarności", Polska często pojawiała się na nagłówkach amerykańskich gazet. Samotny trubadur w Ameryce wydał nawet singiel pt. "Solidarity" (występował jako Krystof), na którego okładce maluje farbą na murze napis: "Solidarność".
Krzysztof Krawczyk - Solidarity
(źródło: YouTube.pl)
(źródło: YouTube.pl)
Krzysztof Krawczyk, Nowy Jork, 1982. Fot. Cz. Czapliński.
(źródło fotografii: PORTRET z HISTORIĄ Krzysztof Krawczyk)
Na emigracji nie zawsze mógł wyżyć z koncertowania. Zdarzało mu się pracować jako barman, taksówkarz, robotnik fizyczny. Wspominał, że w magazynie "Billboard" przeczytał recenzję płyty Zbigniewa Namysłowskiego, w której dziennikarz napisał: "Podobno jest to najlepszy saksofonista w Polsce, oznacza to widocznie to samo, co najlepszy hokeista lodowy w Kenii". Podobno do decyzji o powrocie namówił go Czesław Niemen, którego spotkał na jednym z amerykańskich koncertów.
Wrócił
do Polski w 1985 roku, chociaż w latach 1990–1994 ponownie
zamieszkał w Stanach. W Nashville nagrał płytę wyprodukowaną
przez Davida Briggsa, który współpracował z Deanem Martinem,
Joaną Baez, Dolly Parton, B. B. Kingiem. Nagrał nawet jedną sesję
nagraniową z Elvisem Presleyem. Niestety i tym razem nie zdobył
amerykańskiego rynku. "Pokochałem ten kraj mimo wielu porażek
i upokorzeń" – mówił Krawczyk.
Pobyt
w USA odcisnął duże piętno na muzyce Krawczyka. W 1986 roku
nagrał dla Telewizji Polskiej recital country "Nie przesadza
się starych drzew". Rok później nagrał "Country Album".
Andrzej Kosmala wspominał, że Krawczyk miał problem ze śpiewaniem
"na pół gwizdka", z luzem potrzebnym do wykonywania
country, jakby od niechcenia. Dlatego przed nagraniem każdego
kolejnego utworu zażywał tabletkę relanium.
Nie
przesadza się starych drzew. Krzysztof Krawczyk
(źródło: YouTube.pl)
"Gdy nam śpiewał Elvis Presley", album The Best Of,vol.2
(źródło: YouTube.pl)Na swojej stronie Facebookowej pisał w 2015 roku:
Elvis Presley – to kolorowe okładki płyt z tamtych lat, a na tych płytach upajający głos, który pozwalał nam mocniej przytulać dziewczyny.
Elvis Presley – to głos, który rozjaśniał naszą polską szarą rzeczywistość tamtych trudnych lat. Bo gdy nam śpiewał Elvis Presley, świat miał trochę więcej barw! (…)
Elvis Presley – to moje życie!
Elvis Presley – to kolorowe okładki płyt z tamtych lat, a na tych płytach upajający głos, który pozwalał nam mocniej przytulać dziewczyny.
Elvis Presley – to głos, który rozjaśniał naszą polską szarą rzeczywistość tamtych trudnych lat. Bo gdy nam śpiewał Elvis Presley, świat miał trochę więcej barw! (…)
Elvis Presley – to moje życie!
W czerwcu 1988 roku Krzysztof Krawczyk wraz z synem Krzysztofem i żoną Ewą ulegli wypadkowi samochodowemu. Wokalista zasnął za kierownicą fiata 125p, wjechał w drzewo. Jego żonie nic się nie stało, ojciec z synem doznali bardzo poważnych obrażeń. Lista obrażeń Krawczyka była bardzo długa: pęknięta żuchwa, uszkodzone kości policzkowe, złamana szczęka, centralne zwichnięcie stawu biodrowego i złamana noga. W wypadku jeszcze bardziej ucierpiał Krzysztof Krawczyk junior, który doznał obrażeń ośrodkowego układu nerwowego.
Dla Krzysztofa Krawczyka wypadek, a właściwie przetrwanie wypadku i rehabilitacji był jedną z przyczyn powrotu do wiary. Duchowej pomocy poszukiwał u o. Jana Góry, poznańskiego dominikanina. Nagrał wtedy swoją interpretację "Psalmów Króla Dawida", wykorzystywał tłumaczenia Romana Brandstaettera, Anny Kamieńskiej i Czesława Miłosza. Później nagrywał wiele płyt z repertuarem religijnym (m.in. "Ave Maria", "Ojcu świętemu śpiewajmy") i świątecznym.
Album "Ave Maria" dedykował Janowi Pawłowi II. Biskup Jan Chrapek podczas papieskiej pielgrzymki do Polski w 1997 roku zaprowadził piosenkarza przed oblicze zwierzchnika kościoła katolickiego. Trzy lata później uczestniczył w oficjalnej Narodowej Pielgrzymce Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 do Rzymu, śpiewał na placu Święto Piotra.
Krzysztof Krawczyk. Ave Maria.
(źródło: YouTube.pl)
Twórczość Krzysztofa Krawczyka po 1989 roku spotykała się z powszechną krytyką prasy muzycznej, ale muzyk się nią za bardzo nie przejmował – szczególnie, że był to dla niego okres wspaniały finansowo, o czym otwarcie mówił. Po powrocie do kraju w 1995 roku jego utwory nie były zbyt chętnie puszczane w telewizji publicznej. Najpopularniejszym programem muzycznym był wtedy Polsatowski "Disco Relax" promujący disco polo, muzykę chodnikową i lokalne odmiany dance’u. Krawczyk postanowił nawiązać do młodzieżowej estetyki, chociaż najważniejszym punktem odniesienia było dla niego italo disco i włoskie canzone. Akceptował dyskotekową rytmizację, używał w swoich utworach nawet elementów rapu (w niektórych piosenkach rapował jego syn – Krzysztof Igor Krawczyk). Nagrywał nowe wersje starych przebojów, komponował też nowe utwory. Piosenkarz korzystał z popularności disco polo.
Krzysztof Krawczyk. Amore
Mio.
(źródło: YouTube.pl)
Nie ma nic gorszego na scenie jak fałszywie brzmiąca nuta. I nie chodzi tutaj tylko o dźwięk wydobywający się z instrumentu czy gardła. Chodzi o prawdę w czystej postaci, o zgodność postawy, wyrazu twarzy, gestu i modulacji głosu, zgodność z własną duszą, często podświadomością, zgodność z własną osobowością.
Krzysztof Krawczyk & Goran Bregovic - Ojda Ojada [Official Music Video]
(źródło: YouTube.pl)
Bregović zostawił Krawczykowi swobodę interpretacyjną, sugerując mu jedynie pewne zmiany dotyczące artykulacji. Chórki zostały nagrane przez członkinie folkowego zespołu Każdy Sobie z Oleśnicy. Lider jugosłowiańskiego zespołu Bijelo Dugme zapytany czemu nagrał płytę z muzykiem disco polo, odpowiedział: "Jeżeli Krawczyk jest disco polo, to ja jestem serbo polo albo serbo disco, jak kto woli".
Krzysztof Krawczyk i Edyta Bartosiewicz. Trudno tak (razem być nam ze sobą...)
(źródło: YouTube.pl)
W
XXI wieku często nagrywał piosenki z artystami młodszymi od
siebie, idolami pokolenia jego dzieci i wnuków: Edytą Bartosiewicz,
Muńkiem Staszczykiem, Norbim, Andrzejem Piasecznym, Maciejem
Maleńczukiem, Robertem Gawlińskim, Ras Lutą. Jego utwory były
chętnie samplowane przez hip-hopowych producentów, m.in. "Zobacz
co potrafię" OMP albo "Prowo" Quebonafide. W 2020
roku na pętli z "Trudno tak" nawijali Berner & B-Real
z Rickiem Rossem.
Krzysztof
Krawczyk - New York (DJ Duch G-Funk Mix)
(źródło: YouTube.pl)
(źródło fotografii: Krzysztof Krawczyk – Wikipedia, wolna encyklopedia)
Krzysztof Krawczyk nagrał kilkaset albumów – oficjalne źródła mówią o 129 oficjalnych solowych płytach. Poza tym płyty z jego muzyką funkcjonowały jako dodatki do gazet i czasopism; prawdopodobnie przez każdy polskim dom przewinęła się kiedyś płyta z nagraniami Krzysztofa Krawczyka.
Magdalena Okraska w felietonie dla Radiowego Centrum Kultury Ludowej pisała:
To artysta, którego i za życia, i do śmierci bardzo zasadniczo odżegnywano od jakichkolwiek związków z kulturą wysoką czy panteonem zasłużonych dla polskiej rozrywki osób, mimo że jego utwory nucono od Gdańska po Podkarpacie, a teksty znano na blachę od imprez integracyjnych działu IT w dużej korporacji po dożynki i remizę, matkę polskiej dobrej zabawy.
Magdalena Okraska w felietonie dla Radiowego Centrum Kultury Ludowej pisała:
To artysta, którego i za życia, i do śmierci bardzo zasadniczo odżegnywano od jakichkolwiek związków z kulturą wysoką czy panteonem zasłużonych dla polskiej rozrywki osób, mimo że jego utwory nucono od Gdańska po Podkarpacie, a teksty znano na blachę od imprez integracyjnych działu IT w dużej korporacji po dożynki i remizę, matkę polskiej dobrej zabawy.
Ostatnie
lata swojego życia Krzysztof Krawczyk spędził z żoną Ewą w
podłódzkich Grotnikach, gdzie kupili i wspólnie wyremontowali dom.
Zmarł 5 kwietnia 2021 roku,
spoczął na miejscowym cmentarzu w Grotnikach.
Rodzice Krzysztofa Krawczyka oraz jego brat Andrzej również spoczywają na cmentarzu w Grotnikach.
Źródła:
Andrzej Kosmala, Krzysztof Krawczyk. "Krzysztof Krawczyk. Życie
jak wino", Warszawa 2021.
Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019.
krzysztofkrawczyk.eu;
polskibigbitinietylko.blogspot.com
polskieradio.pl
Krzysztof Krawczyk - Życie i twórczość | Artysta | Culture.pl
Fot. archiwalne i wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi/ wyszukał baedeker łódzki/
oraz stron:
Krzysztof Krawczyk - Życie i twórczość | Artysta | Culture.pl
Fot. archiwalne i wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi/ wyszukał baedeker łódzki/
oraz stron:
Polski bigbit i nie tylko: Trubadurzy
Niecierpliwy w nas ciskał się duch. Historia polskiego big-beatu - Super Express
Niecierpliwy w nas ciskał się duch. Historia polskiego big-beatu - Super Express
Filmy pochodzą ze strony YouTube.pl


.jpg)










%20%E2%80%94%20kopia.jpg)





















