niedziela, 15 marca 2026

Krzysztof Krawczyk - łódzki trubadur.

Mural upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w Opolu, stolicy polskiej piosenki. Zaprojektował go i wykonał Bruno Neuhamer.
Fot. baedeker łódzki

Krzysztof Krawczyk - wokalista znany z głębokiego, barytonowego głosu, gitarzysta i kompozytor. Członek zespołów Trubadurzy i Izomorf 67. Sięgał po repertuar popowy, rock and rollowy, country, kolędy, muzykę biesiadną. 

(źródło fotografii: Krzysztof Krawczyk | Jazz Forum)

Urodził się 8 września 1946 roku w Katowicach, zmarł 5 kwietnia 2021 roku w Łodzi. Pochowany został w podłódzkich Grotnikach.

Mural upamiętniający Krzysztofa Krawczyka. Odsłonięty w 2021 roku w Opolu.
Fot. baedeker łódzki

Krzysztof January Krawczyk urodził się w artystycznej, śląsko-dąbrowskiej rodzinie. Rodzice poznali się w czasie wojny, pracując razem w fabryce amunicji w Sosnowcu. Matka, Lucyna Krawczyk (1922–2006), pochodziła z Bielsko-Białej. Była aktorką i śpiewaczką, występowała m.in. w łódzkim Teatrze Muzycznym i Państwowej Operetce. Ojciec, January Krawczyk (1906–1964), urodził się w Sosnowcu. Był dyrygentem, aktorem i śpiewakiem operowym. Od 1933 roku do wybuchu II wojny światowej prowadził orkiestry dansingowe na statkach trans-atlantyckich. Po wojnie występował w Teatrze Śląskim im. Wyspiańskiego w Katowicach (1945–1947), Teatrze Miejskim w Białymstoku (1947–1948), Teatrze Polskim w Poznaniu (1948–1955). 

Państwo Krawczykowie.
(źródło fotografii: Fakt.pl )

Później rodzina Krawczyków przeniosła się do Łodzi; January występował m.in. w Państwowej Operetce, Teatrze Ziemi Łódzkiej. Wystąpił w kilku filmach, w rolach epizodycznych. Ojca "samotnego Trubadura" możemy zobaczyć m.in. w "Zezowatym Szczęściu" (1960) Andrzeja Munka, "Czasie przeszłym" (1961) Leonarda Buczkowskiego i "Panience z okienka" (1964) Marii Kaniewskiej. Zmarł z powodu choroby nowotworowej kiedy Krzysztof miał 18 lat.

January Krawczyk, ps. Sampolini (1906-1964)
- polski aktor, śpiewak (baryton liryczny) i dyrygent.
(źródło fotografii: 
Internetowy Słownik Biograficzny Artystów Scen Polskich

Krzysztof od niemowlęctwa przejawiał zainteresowanie muzyką. Podobno już w kołysce bardzo żywo reagował na muzykę taneczną, wykonując ruchy przypominające taniec. 

Mały Krzyś.
(źródło fotografii: Fakt.pl )

Mając kilka lat tańczył pod sklepem z nadajnikami radiowymi, z którego dobiegały dźwięki muzyki, wzbudzając zachwyt i aplauz przechodniów. Krzysztof Krawczyk spędził swoje dzieciństwo w teatrach, często oglądał swoich rodziców podczas prób, uwielbiał chodzić na przedstawienia.

Mały Krzyś z rodzicami.
(źródło fotografii: Fakt.pl)

Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku czterech lat – January Krawczyk wiedząc jak ważne w życiu muzyka są ćwiczenia wymagał od swojego młodziutkiego syna codziennych treningów, które trwały przynajmniej pół godziny. W 1953 roku rozpoczął naukę w klasie fortepianu w Szkole Muzycznej im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu. W 1956 roku przeniósł się do Łodzi, gdzie uczęszczał do Szkoły Muzycznej noszącej imię tego samego patrona. W liceum pobierał lekcje śpiewu, gry na gitarze nauczył się samodzielnie. Pomimo swojej miłości do muzyki, Krzysztof Krawczyk nie marzył od dziecka o tej drodze kariery. Początkowo pragnął zostać księdzem (z tego powodu rozpoczął naukę łaciny), pilotem kukuruźnika (prenumerował "Skrzydlatą Polskę" i sklejał modele samolotów). Myślał też o karierze prawniczej.
Muzykiem został dzięki fascynacji amerykańskim kinem, bluesem, jazzem, a później rock and rollem. W latach 50. dystrybucja amerykańskich filmów była znikoma, w kinoteatrach przeważały produkcje polskie i radzieckie. Krawczyk spędzał swoje dzieciństwo w Łodzi, mieście związanym z legendarną Filmówką. Ojciec zabierał go czasami na zamknięte pokazy amerykańskich filmów – tak usłyszał po raz pierwszy Louisa Armstronga. Kolejnym impulsem był rock and roll: "To było coś na kształt rewolucji – wyzwolenie z okowów starej muzyki" – wspominał Krawczyk w swojej autobiografii – "Jakbyśmy niewolniczo tkwili w muzyce przeszłości i nagle dzięki takim ludziom jak Bill Halley, Elvis Presley, a potem Beatlesi wybiliśmy się – my powojenne pokolenie – na wolność muzyczną".
W 1962 roku Krzysztof Krawczyk został wyrzucony z liceum za incydent związany ze spożyciem alkoholu. Maturę zdał chodząc do szkoły wieczorowej, już wtedy występował razem ze Sławomirem Kowalskim – późniejszym Trubadurem. Grali na różnego rodzaju szkolnych akademiach – pozwalało im to poprawić stopnie. Poznali się na organizowanej przez łódzki Młodzieżowy Dom Kultury imprezie z cyklu "Spotkanie z piosenką", podczas której każdy mógł wystąpić na scenie. Krawczyk był wtedy solistą zespołu Komety. 

Zespół Komety. 
Od lewej: Henryk Stolarski, Krzysztof Krawczyk, Tadeusz Aleksander Kawecki, konferansjer zespołu Wojtek Majewski, Marian Lichtman, Jerzy Rybiński, Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)

Zespół wokalno-instrumentalny Komety powstał w 1962 roku w Łodzi. Założycielem grupy był Jerzy Krzemiński - akordeon, gitara. Pozostałymi członkami formacji byli: Janusz Płyta - gitara; Jerzy Rybiński - gitara basowa, śpiew; Henryk Stolarski - perkusja; Krzysztof Krawczyk - śpiew; Marian Lichtman - śpiew i Aleksander Kawecki - śpiew. Konferansjerem  w czasie występów Komet był Andrzej Maciejewski. Grupa odbywała próby w Młodzieżowym Domu Kultury w Łodzi.
Repertuar Komet składał się z utworów instrumentalnych The Shadows i The Ventures oraz piosenek Billa Haleya, Elvisa Presleya, Paula Anki, Neila Sedaki, Roya Orbisona, Cliffa Richarda, The Platters i The Beatles. Zespół grał w MDK, klubie Hermes oraz w innych łódzkich klubach.
Grupa zakończyła działalność w 1964 roku -  Jerzy Krzemiński, Marian Lichtman i Krzysztof Krawczyk znaleźli się w składzie powstałego wtedy zespołu Trubadurzy. 

Zespół Komety.
Za perkusją Henryk Stolarski; od lewej: Janusz Płyta, Jerzy Krzemiński, Jerzy Rybiński, Marian Lichtman.
(źródło fotografii: Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019/archiwum Jerzego Krzemińskiego)

Sławomir Kowalewski w wywiadzie przeprowadzonym przez Bohdana Gadomskiego wspomina spotkanie z Krawczykiem:
Pamiętam, że ubrany był w długi sweter i śpiewał piosenkę "Ząb, boli mnie ząb". Nie pamiętam, jakie miejsce wtedy zajął, ale zwrócił moją uwagę. Szybko nawiązaliśmy kontakt ze sobą i w ten sposób zaczęła się nasza znajomość, która ładnie się rozwijała. Już wtedy miałem pomysł na założenie zespołu big beatowego w Łodzi, który byłby super grupą reprezentującą miasto na ogólnopolskim rynku.

Sławomir Kowalewski
- piosenkarz, gitarzysta i kompozytor. Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Marianem Lichtmanem, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku Trubadurów.
(źródło fotografii: strona Sławomira Kowalewskiego na FB/ Facebook/

W pierwszym składzie powstałego w 1963 roku zespołu Trubadurzy znaleźli się: Sławomir Kowalewski (lider zespołu, gitara basowa i śpiew), Krzysztof Krawczyk (gitara i śpiew), Bogdan Borkowski (gitara i śpiew). Po krótkim czasie dołączyła do nich Sława Mikołajczyk (śpiew). Ich największym wzorem, podobnie jak młodych zespołów na wszystkich kontynentach, byli Beatlesi. W pierwszych latach istnienia zespołu Trubadurzy często coverowali piosenki czwórki z Liverpoolu. Pomysłodawcą nazwy był Borkowski; początkowo mieli nazywać się z angielska: The Troubadours.


Krzysztof Krawczyk zapisał wspomnienia z pierwszych koncertów:
Koncert odbył się w Hali Sportowej w Łodzi, w karnawałowym okresie pomaturalnym. Amatorski zespół występował przed wielkimi gwiazdami bigbitu, Czerwono-Czarnymi.
12 tysięcy ludzi krzyczało po naszym występie: "Trubadurzy, Trubadurzy!!!". W późniejszych latach mieliśmy ogromną ilość koncertów tego typu, ale ten koncert w Łodzi był pierwszy. Pamiętam też, jak już jako pracownicy Estrady Łódzkiej graliśmy dla kilku tysięcy młodych łodziaków w Parku Poniatowskiego. Młodzież tańczyła, śpiewała, zapaliła pochodnie z gazet aż w końcu musiała interweniować milicja z psami, bo kto wie, jak by się to skończyło. Miałem wtedy 19 lat.

Trubadurzy. Fot. Jerzy Michalski/Forum

Znakiem rozpoznawczym zespołu były charakterystyczne stroje. Najpierw nosili koszule z żabotami i tużurki, czyli rodzaj żakietu o wyciętych i zaokrąglonych połach popularny w okresie biedermeier –  było to dla nich wyjątkowo niekomfortowe – kostiumy były z grubego materiału, czuli się jak w saunie.

(źródło fotografii: 

Kolejny wizerunek zespołu, czyli kostiumy przypominający stroje muszkieterów, były już o wiele wygodniejsze. Zaprojektował je Szymon Kobyliński, wybitny ilustrator,  jeden z pionierów polskiego komiksu i historyk komiksu. Inspiracją do ich nowego wizerunku były plakaty promujące spektakl "Cyrano de Bergerac" w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi, które zobaczyli na spacerze, wracając z próby. Krawczyk miał wtedy powiedzieć: "Panowie, nad czym my dyskutujemy? Przecież każdy w życiu chciał być muszkieterem".
Kolejnym charakterystycznym elementem koncertów Trubadurów była choreografia, każdej piosence towarzyszył inny performans. Estrada Łódzka, z którą byli związani kontraktem, wymagała od nich tańca z gitarami. Mikrofony były przymocowane do gitar, co nie było zbyt łatwe – konieczność występowania z dwoma kablami, jednym połączonym z mikrofonem, drugim z gitarą, była dość kłopotliwa.
W 1966 roku Trubadurzy zadebiutowali na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Za piosenkę "Ondraszku, Ondraszku" otrzymali II nagrodę w "Koncercie młodości". 

Sława Mikołajczyk & Trubadurzy - Ondraszek
(źródło: YouTube.pl)

Byli jednym z najpopularniejszych zespołów bigbitowych w Polsce, koncertowali w całym kraju. W swojej twórczości łączyli różne nurty muzyki rockowej (od psychodelii i rocka progresywnego do funk rocka), wieloosobowymi partiami wokalnymi znanymi z nurtu doo wop i inspiracjami wschodnim folklorem, szczególnie rosyjskimi romansami. To właśnie nawiązania do rosyjsko-romskiej muzyki wyznaczały charakter pierwszych płyt utworu, szczególnie słychać to w harmonii i charakterystycznych zwrotach melodycznych. 

"Dziennik Łódzki", rok 1967.

Nagrana w 1968 roku debiutancka płyta "Krajobrazy" zdobyła status Złotej Płyty. Do składu dołączył Ryszard Poznakowski (organy, pianino).

Trubadurzy, rok 1968.
Od lewej: Ryszard Poznakowski, Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk, Sławomir Kowalewski.
(źródło fotografii: Polski bigbit i nie tylko: Trubadurzy)

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Trubadurzy zdobyli ogromną popularność nie tylko w Polsce. Zostali prawdziwymi gwiazdami w Związku Radzieckim – dla tamtejszej publiczności byli powiewem Zachodu. Ich płyty wydawane przez Miełodię rozchodziły się w olbrzymich nakładach. 

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Podczas trasy w 1969 roku zagrali około 70 koncertów. Na koncertach w ZSRR zdarzało im się śpiewać po angielsku, co spotykało się zawsze z oporem radzieckich cenzorów. Trubadurzy próbowali wybrnąć z impasu argumentami o poprawnym ideologicznym pochodzeniu rock and rolla, mówili, że są to "piosenki niewolników, śpiewane przeciw swym ciemiężcom". W ten sposób zdobywali pozwolenie nawet na śpiewanie Beatlesów… 

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Występowali też m.in. w Mongolii (ponad 20 koncertów), NRD, RFN, Czechosłowacji, Bułgarii, Belgii, Holandii. Jednym z największych osiągnięć zespołu był występ na koncercie zorganizowanym z okazji Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972.

W 1969 roku z zespołu odszedł Ryszard Poznakowski. Na jego miejsce miejsce dołączyła do zespołu Halina Żytkowiak (później żona Krzysztofa Krawczyka). 

"Dziennik Łódzki", rok 1970.

"Dziennik Łódzki", rok 1971.

W 1973 roku Krawczyk rozpoczął solową karierę. 

"Dziennik Łódzki", rok 1973.

Trubadurzy. 
Od lewej: Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk, Ryszard Poznakowski, Sławomir Kowalewski.

W 1974 Polskę opuścił Marian Lichtman, który emigrował do Danii, jego rodzice wyjechali z Polski w trakcie antysemickiej nagonki w marcu 1968 roku. Wyjazd Lichtmana był wielkim ciosem dla Krzysztofa Krawczyka, byli bliskimi przyjaciółmi. 

Marian Lichtman (fot. Sebastian Skalski),
urodził się w 1947 roku w Łodzi 
- kompozytor, perkusista i wokalista.
Wraz z Krzysztofem Krawczykiem, Sławomirem Kowalewskim, Jerzym Krzemińskim i Bogdanem Borkowskim stworzył w 1963 roku zespół Trubadurzy.
(źródło fotografii: Centrum Kultury Jidysz)

"Dziennik Łódzki", rok 1974.

"Dziennik Łódzki", rok 1974.

"Dziennik Łódzki", rok 1974.

Zespół został reaktywowany w 1976 roku, w tym samym roku Krawczyk znowu go opuścił. Trubadurzy koncertują do dziś. 

"Dziennik Łódzki", rok 1975.

"Dziennik Łódzki", rok 1975.

Ciekawym epizodem z życia Krzysztofa Krawczyka był eksperymentalny Izomorf’ 67 stworzony przez poetę Andrzeja Bajkowskiego. Zespół ten istniał przez półtora roku, w okresie konfliktu w Trubadurach. Marian Lichtman w rozmowie z Andrzejem Kosmalą charakteryzował ten spór o hegemonię w zespole jako "młodzieżowe ambicyjki, zagrywki".  Nazwa eksperymentalnego składu pochodziła od uproszczonego zapisu nutowego – nazywanego izomorficznym – został on stworzony z myślą o amatorskich muzykach, którzy nie posiadali wszechstronnego wykształcenia muzycznego. Jego twórcami byli filozof Tadeusz Wójcik i muzykolog Maciej Zalewski, założyciele Studium Postępu Technicznego Muzyki "Izomorf" przy Warszawskim Towarzystwie Muzycznym. Teoria ta została opisana w pracy "Zasady izomorficznej notacji muzycznej" (Warszawa, 1962). Zapis izomorficzny promowany był w popularnym czasopiśmie "Radar".
W pierwszym składzie Izomorfu 67 występowali: Sława Mikołajczyk (śpiew), Krzysztof Krawczyk (śpiew, gitara basowa), Marian Lichtman (perkusja). Krawczyk nauczył się grać na gitarze basowej specjalnie na tę okazję. Zawieszeni Trubadurzy tworzyli piosenki inspirowane sztuką, śpiewali o obrazach Salvadora Dalego, "Słonecznikach" Van Gogha, a nawet obrazach Teofila Ociepki. Krawczyk wspominał:
Izomorf’ 67 był efemerydą na naszym rynku muzycznym. Takim ambitnym dziwolągiem muzycznym i od początku miał małe szanse. Był to bardzo trudny okres, bo nie było zarobków. Pamiętam, że z Lichtmanem potrafiliśmy w Warszawie pokonać piechotą odległość z wynajętego mieszkania na Ochocie do studenckiej stołówki na Grochowie, gdzie zupy były za darmo i myśmy się tymi zupami karmili.

"Dziennik Popularny", rok 1976.

W 1973 roku Krzysztof Krawczyk nagrał pierwszą solową płytę – "Byłaś mi nadzieją". 


Koncertował wtedy niemal na całym świecie – dojechał nawet na Kubę i Jamajkę. Nazywany był "polskim Tomem Jonesem".

"Odgłosy", rok 1976.

Ważnym momentem solowej kariery Krawczyka było spotkanie z Jerzym Milianem, muzykiem znanym z sekstetu Krzysztofa Komedy. W latach 70. był dyrektorem Orkiestry Rozrywkowej Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach – jego dorobek prawdziwie doceniany jest dopiero dzisiaj, dzięki reedycjom wydawanym przez wytwórnię GAD Records. 
"Prowadził wspaniałą orkiestrę, którą wymyślił i był z nią bardzo zżyty, złożoną z młodych muzyków, wśród których cieszył się dużym poważaniem, mimo bardzo kumpelskiego stosunku do nich" – wspominał Krzysztof Krawczyk. Napisali razem kilka wspólnych piosenek, m.in. prawdopodobnie największy hit w karierze polskiego Toma Jonesa – "Parostatek".
Innym istotnym przebojem w karierze Krawczyka był napisany w 1979 roku z Jarosławem Kukulskim utwór "To, co dał nam świat". Kukulski opowiadał w niej o swoim rozstaniu z Anną Jantar – po nagraniu piosenka nie była puszczana w radiu, przypomniano sobie o niej po tragicznej śmierci Anny Jantar.

Krzysztof Krawczyk "To co dał nam świat"
(źródło: YouTube.pl)

Krzysztof Krawczyk marzył o międzynarodowej karierze, występy na zachodnich estradach (albo chałturach) oznaczały dla Polaków olbrzymie pieniądze. W 1977 roku podpisał kontrakt z NRD-owską wytwórnią Polydor, dla której nagrał dwa single "Als wir noch kinder waren" i "Aufwiedersehen Madelaine"). Współpracował z Hansem Schlenderem, człowiekiem odpowiedzialnym za wypromowaniu na niemieckim rynku Karela Gotta. Podbój niemieckiego rynku z powodu niesnasek z wytwórnią okazał się porażką. W 1980 roku Krawczyk wyjechał na tournée dla Polonii w Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie zdecydował pozostać na dłużej.

Krystof (Krzysztof Krawczyk) - Auf Wiedersehen Madelaine (1979)
(źródło: YouTube.pl)

W latach 1980–1985 koncertował na terenie USA, wyjątkowo dużo koncertów zagrał w klubach w Las Vegas. Najczęściej były to imprezy polonijne, chociaż wciąż liczył na wielki sukces, poszerzenie swojej publiczności o anglojęzycznych mieszkańców Stanów. Wydał płytę "From a Different Place" dla wytwórni TRC, ale amerykański sen Krawczyka wciąż nie mógł się ziścić. Warunki zdawały się idealne, w kraju trwał karnawał "Solidarności", Polska często pojawiała się na nagłówkach amerykańskich gazet. Samotny trubadur w Ameryce wydał nawet singiel pt. "Solidarity" (występował jako Krystof), na którego okładce maluje farbą na murze napis: "Solidarność".

Krzysztof Krawczyk - Solidarity
(źródło: YouTube.pl)

Krzysztof Krawczyk, Nowy Jork, 1982. Fot. Cz. Czapliński.

Na emigracji nie zawsze mógł wyżyć z koncertowania. Zdarzało mu się pracować jako barman, taksówkarz, robotnik fizyczny. Wspominał, że w magazynie "Billboard" przeczytał recenzję płyty Zbigniewa Namysłowskiego, w której dziennikarz napisał: "Podobno jest to najlepszy saksofonista w Polsce, oznacza to widocznie to samo, co najlepszy hokeista lodowy w Kenii". Podobno do decyzji o powrocie namówił go Czesław Niemen, którego spotkał na jednym z amerykańskich koncertów.

"Odgłosy", rok 1983.

Wrócił do Polski w 1985 roku, chociaż w latach 1990–1994 ponownie zamieszkał w Stanach. W Nashville nagrał płytę wyprodukowaną przez Davida Briggsa, który współpracował z Deanem Martinem, Joaną Baez, Dolly Parton, B. B. Kingiem. Nagrał nawet jedną sesję nagraniową z Elvisem Presleyem. Niestety i tym razem nie zdobył amerykańskiego rynku. "Pokochałem ten kraj mimo wielu porażek i upokorzeń"  – mówił Krawczyk.   

"Odgłosy", rok 1983.

Pobyt w USA odcisnął duże piętno na muzyce Krawczyka. W 1986 roku nagrał dla Telewizji Polskiej recital country "Nie przesadza się starych drzew". Rok później nagrał "Country Album". Andrzej Kosmala wspominał, że Krawczyk miał problem ze śpiewaniem "na pół gwizdka", z luzem potrzebnym do wykonywania country, jakby od niechcenia. Dlatego przed nagraniem każdego kolejnego utworu zażywał tabletkę relanium.

Nie przesadza się starych drzew. Krzysztof Krawczyk
(źródło: YouTube.pl)

W 1994 roku Krzysztof Krawczyk nagrał album "Gdy nam śpiewał Elvis Presley", na której oprócz tytułowej piosenki znalazło się 18 polskojęzycznych coverów piosenek mistrza z Memphis. 

"Gdy nam śpiewał Elvis Presley", album The Best Of,vol.2
(źródło: YouTube.pl)

Na swojej stronie Facebookowej pisał w 2015 roku:
Elvis Presley – to kolorowe okładki płyt z tamtych lat, a na tych płytach upajający głos, który pozwalał nam mocniej przytulać dziewczyny.
Elvis Presley – to głos, który rozjaśniał naszą polską szarą rzeczywistość tamtych trudnych lat. Bo gdy nam  śpiewał Elvis Presley, świat miał trochę więcej barw! (…)
Elvis Presley – to moje życie!

"Odgłosy", rok 1986.

W czerwcu 1988 roku Krzysztof Krawczyk wraz z synem Krzysztofem i żoną Ewą ulegli wypadkowi samochodowemu. Wokalista zasnął za kierownicą fiata 125p, wjechał w drzewo. Jego żonie nic się nie stało, ojciec z synem doznali bardzo poważnych obrażeń. Lista obrażeń Krawczyka była bardzo długa: pęknięta żuchwa, uszkodzone kości policzkowe, złamana szczęka, centralne zwichnięcie stawu biodrowego i złamana noga. W wypadku jeszcze bardziej ucierpiał Krzysztof Krawczyk junior, który doznał obrażeń  ośrodkowego układu nerwowego.
Dla Krzysztofa Krawczyka wypadek, a właściwie przetrwanie wypadku i rehabilitacji był jedną z przyczyn powrotu do wiary. Duchowej pomocy poszukiwał u o. Jana Góry, poznańskiego dominikanina. Nagrał wtedy swoją interpretację "Psalmów Króla Dawida", wykorzystywał tłumaczenia Romana Brandstaettera, Anny Kamieńskiej i Czesława Miłosza. Później nagrywał wiele płyt z repertuarem religijnym (m.in. "Ave Maria", "Ojcu świętemu śpiewajmy") i świątecznym.
Album "Ave Maria" dedykował Janowi Pawłowi II. Biskup Jan Chrapek podczas papieskiej pielgrzymki do Polski w 1997 roku zaprowadził piosenkarza przed oblicze zwierzchnika kościoła katolickiego. Trzy lata później uczestniczył w oficjalnej Narodowej Pielgrzymce Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 do Rzymu, śpiewał na placu Święto Piotra.

Krzysztof Krawczyk. Ave Maria.
(źródło: YouTube.pl)

Twórczość Krzysztofa Krawczyka po 1989 roku spotykała się z powszechną krytyką prasy muzycznej, ale muzyk się nią za bardzo nie przejmował – szczególnie, że był to dla niego okres wspaniały finansowo, o czym otwarcie mówił. Po powrocie do kraju w 1995 roku jego utwory nie były zbyt chętnie puszczane w telewizji publicznej. Najpopularniejszym programem muzycznym był wtedy Polsatowski "Disco Relax" promujący disco polo, muzykę chodnikową i lokalne odmiany dance’u. Krawczyk postanowił nawiązać do młodzieżowej estetyki, chociaż najważniejszym punktem odniesienia było dla niego italo disco i włoskie canzone. Akceptował dyskotekową rytmizację, używał w swoich utworach nawet elementów rapu (w niektórych piosenkach rapował jego syn – Krzysztof Igor Krawczyk). Nagrywał nowe wersje starych przebojów, komponował też nowe utwory. Piosenkarz korzystał z popularności disco polo. 

Krzysztof Krawczyk. Amore Mio.
(źródło: YouTube.pl)

Kolejnym przełomem w twórczości Krawczyka była płyta nagrana z Goranem Bregoviciem, który kilka lat wcześniej zaistniał na polskim rynku albumem "Kayah i Bregović". Serbsko-chorwacki gwiazdor współpracował z gwiazdami z całego świata, m.in. Iggym Popem, Cesárią Évorą, Ofrą Hazą.  Bregović postanowił nagrać płytę z polskim wokalistą, ale nie znał polskiej sceny muzycznej, poprosił swoich współpracowników o dostarczenie mu płyt. Krążek z głosem Krawczyka był jednym z pierwszych, przestał słuchać dalej i zdecydował się na Krawczyka. Dziennikarka Maria Szabłowska zapytała się Bregovicia, co zaważyło na jego wyborze, ten miał odpowiedzieć, że Krawczyk ma "prawdę w głosie". Zgadzałoby się to z poradami, których samotny trubadur udziela artystom rozpoczynającym pracę na scenie:
Nie ma nic gorszego na scenie jak fałszywie brzmiąca nuta. I nie chodzi tutaj tylko o dźwięk wydobywający się z instrumentu czy gardła. Chodzi o prawdę w czystej postaci, o zgodność postawy, wyrazu twarzy, gestu i modulacji głosu, zgodność z własną duszą, często podświadomością, zgodność z własną osobowością.

Krzysztof Krawczyk & Goran Bregovic - Ojda Ojada [Official Music Video]
(źródło: YouTube.pl)

Piosenki zawarte na płycie "Daj mi drugie życie" (2001) duetu Krawczyk i Bregovic, to nowe aranżacje piosenek od dawna znajdujących się w repertuarze postjugosłowiańskiego wokalisty. Ich autorem jest Ryszard Kniat, kompozytor wielu piosenek Krawczyka. W trakcie pracy nad albumem pokazał mu interpretacje piosenek Bregovicia w wykonaniu Slobodana Salijevicia i George’a Dalarasa, zwracając mu uwagę na charakterystyczny sposób używania przez nich wibrata, potrzebny w wykonywaniu muzyki bałkańskiej.
Bregović zostawił Krawczykowi swobodę interpretacyjną, sugerując mu jedynie pewne zmiany dotyczące artykulacji. Chórki zostały nagrane przez członkinie folkowego zespołu Każdy Sobie z Oleśnicy. Lider jugosłowiańskiego zespołu Bijelo Dugme zapytany czemu nagrał płytę z muzykiem disco polo, odpowiedział: "Jeżeli Krawczyk jest disco polo, to ja jestem serbo polo albo serbo disco, jak kto woli".

Krzysztof Krawczyk i Edyta Bartosiewicz. Trudno tak (razem być nam ze sobą...)
(źródło: YouTube.pl)

W XXI wieku często nagrywał piosenki z artystami młodszymi od siebie, idolami pokolenia jego dzieci i wnuków: Edytą Bartosiewicz, Muńkiem Staszczykiem, Norbim, Andrzejem Piasecznym, Maciejem Maleńczukiem, Robertem Gawlińskim, Ras Lutą. Jego utwory były chętnie samplowane przez hip-hopowych producentów, m.in. "Zobacz co potrafię" OMP albo "Prowo" Quebonafide. W 2020 roku na pętli z "Trudno tak" nawijali Berner & B-Real z Rickiem Rossem.

Krzysztof Krawczyk - New York (DJ Duch G-Funk Mix)
(źródło: YouTube.pl)

Utwory Krawczyka doczekały się kilku popularnych remiksów: odwołujące się do vaporwave’owej estetyki "Chciałem być 2015" nagrane przez unitrΔ_Δudio czy "New York" (DJ Duch G-Funk Mix) wydane przez The Very Polish Cut Outs. Piosenkarz stał się bohaterem wielu memów (np. związanych z wywiadem z 2012 roku, w którym prowadzący ma bardzo duży problem z wymówieniem nazwy i odmianą nazwy "Trubadurzy") i przeróbek (m.in. "Parostatkiem na West Coast"). Do wszystkich reinterpretacji swojej twórczości odnosił się z dużą serdecznością i zainteresowaniem.


Krzysztof Krawczyk nagrał kilkaset albumów – oficjalne źródła mówią o 129 oficjalnych solowych płytach. Poza tym płyty z jego muzyką funkcjonowały jako dodatki do gazet i czasopism; prawdopodobnie przez każdy polskim dom przewinęła się kiedyś płyta z nagraniami Krzysztofa Krawczyka.
Magdalena Okraska w felietonie dla Radiowego Centrum Kultury Ludowej pisała:
To artysta, którego i za życia, i do śmierci bardzo zasadniczo odżegnywano od jakichkolwiek związków z kulturą wysoką czy panteonem zasłużonych dla polskiej rozrywki osób, mimo że jego utwory nucono od Gdańska po Podkarpacie, a teksty znano na blachę od imprez integracyjnych działu IT w dużej korporacji po dożynki i remizę, matkę polskiej dobrej zabawy.


Ostatnie lata swojego życia Krzysztof Krawczyk spędził z żoną Ewą w podłódzkich Grotnikach, gdzie kupili i wspólnie wyremontowali dom.


Zmarł 5 kwietnia 2021 roku, spoczął na miejscowym cmentarzu w Grotnikach.


Rodzice Krzysztofa Krawczyka oraz jego brat Andrzej również spoczywają na cmentarzu w Grotnikach.

Źródła: 
Andrzej Kosmala, Krzysztof Krawczyk. "Krzysztof Krawczyk. Życie jak wino", Warszawa 2021.
Dariusz Postolski. Łódzka scena młodzieżowa. Lata 60. i 70. XX wieku, Łódź 2019.
krzysztofkrawczyk.eu; 
polskibigbitinietylko.blogspot.com
polskieradio.pl
Krzysztof Krawczyk - Życie i twórczość | Artysta | Culture.pl

Fot. archiwalne i wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi/ wyszukał baedeker łódzki/
oraz stron:
Filmy pochodzą ze strony YouTube.pl

Fot. współczesne Monika Czechowicz/baedeker łódzki