sobota, 19 stycznia 2013

Powstanie listopadowe w Łodzi: „przybysze, a sprawa polska”.

Łódź w tym okresie była już miastem wielonarodowym. Już na początku  XIX wieku nastąpił duży napływ ludności żydowskiej, później przybywali  sukiennicy,  tkacze lnu i bawełny z Niemiec. Wielu z nich wzbogaciło się szybko, ale proces asymilacyjny trwał powoli i problemy absorbujące społeczeństwo polskie dla przybyszów były obce. Stąd nieliczni z nich poparli dążenia Polaków w czasie powstania listopadowego, i to w początkowej jego fazie.
Wśród sympatyków powstania był fabrykant Karol Seanger, pełniący wówczas funkcję dowódcy Straży Bezpieczeństwa w Nowym Mieście. Fabrykantów łódzkich, będących przecież przybyszami z obcych stron, bardziej niż dążenia wolnościowe Polaków interesował spokój sprzyjający rozwojowi przemysłu. Jak podają źródła, 19 grudnia 1830 roku pastor Metzner w wygłoszonym po niemiecku kazaniu powiedział:
„Przeklęta niech będzie ręka, która podnosi się przeciw cesarzowi”.
Wraz z upadkiem powstania przyszły też represje. Trwający kryzys pogłębiony zostaje zarządzeniem władz carskich likwidującym unię celną Królestwa Polskiego z Cesarstwem Rosji. Nastąpił wówczas okres, w którym o rozmiarach i tempie rozwoju Łodzi decydował już tylko przemysł bawełniany. Gdy sytuacja polityczna i gospodarcza kraju ustabilizowała się, przybyli dawniej majstrowie stopniowo zaczęli się usamodzielniać, a jednym z pierwszych, któremu to się udało, był Karol Steinert, który w roku 1834 założył własną drukarnię i farbiarnię bawełny. Ale to już zupełnie inna historia…