sobota, 5 stycznia 2013

Eliahu - największy łódzki Rebe

Eliahu Chaim Majzel urodził się w 1821 roku w Gródku, w Guberni Mińskiej. Był potomkiem tak znakomitych rabinów, jak Macharam z Lublina, Natan Neta Spira z Krakowa, a prawnukiem Wielkiego Rabina Arona Szmula Kajdanowera.
Przed przybyciem do Łodzi sprawował funkcję Głównego Rabina Łomży. W 1874 roku objął w Łodzi urząd Głównego Rabina. Sprawował go aż do śmierci w roku 1912. Wsławił się wielką wrażliwością na sprawy socjalne członków gminy. Prowadził intensywną działalność charytatywną. Razem z przedstawicielami Kościoła katolickiego organizował darmowe kuchnie dla biedoty obu wyznań. Próbował tworzyć miejsca pracy w celu zatrudnienia bezrobotnych. Był jednym z najwybitniejszych rabinów swojej epoki. W praktyce realizował chasydzką ideę, że nikt nie jest godzien być rabinem, jeżeli osobiście nie odczuwa bólu każdego członka swojej gminy...


W 1912 roku odbył się jeden z najbardziej uroczystych pogrzebów w historii miasta. Wielotysięczny kondukt odprowadzał na cmentarz trumnę ze zwłokami Eliahu Chaima Majzla. Na całej długiej trasie do cmentarza przy ulicy Brackiej trumna była niesiona na ramionach wiernych, a grób rabina stał się miejscem kultu i pielgrzymek.
-------------------
Piszą inni:

"W jednym wszyscy są zgodni. Naczelny rabin Łodzi Eljahu Chaim Majzel umiał dokonywać rzeczy niemożliwych. Potrafił zmusić samego Boga, by odwołał wydane już na łodzian wyroki i skłonić samego Izraela Poznańskiego do dzielenia się majątkiem z bałucką biedotą. Jednak sto lat po śmierci, stał się jednym z najbardziej zapomnianych łodzian. Bo kto o nim słyszał?

W opowieściach o życiu Eljahu, zwanego po polsku Eliaszem fakty mieszają się z cudami, archiwalne dokumenty z legendami, a mądrość życiowa z bożym szaleństwem. Urodził się w 1821 roku w Gródku w guberni mińskiej i już w wieku 17 lat został tamtejszym rabinem. - Był geniuszem, bo taki młody rabin zdarza się naprawdę rzadko - mówi Symcha Keller, przewodniczący łódzkiej gminy żydowskiej.

Skromny Żyd czeka w korytarzu

Przyjechał do Łodzi w 1874 roku i już pierwszego dnia wprawił łódzkich Żydów w niemałe osłupienie.

Niestety, rabin się nie pojawiał. Zniechęceni wrócili do gminy. Tam zaś na korytarzu czekał na nich skromny, ortodoksyjny Żyd. Gdy spytali go po co przyszedł, okazało się, że to Eljahu Chaim Majzel, we własnej osobie. Na wyrzuty odparł, że niczego jeszcze dla Łodzi nie zrobił, więc na witanie z honorami nie zasługuje…

Gdy rozpoczynał pracę w Łodzi mieszkało około 40 tys. Żydów. Gdy umierał było ich prawie 200 tysięcy. Kierował więc jednym z największych skupisk żydowskich na świecie. Za jego życia stawiano synagogi, szkoły religijne, rozwijały się nowe prądy intelektualne. Ale rabin dbał nie tylko o ich życie duchowe.

- Dla rabina Majzla ważne było nie tyle orzecznictwo religijne i pisanie komentarzy do kolejnych komentarzy, co empatia dla człowieka, który potrzebuje wsparcia, dobrego słowa czy pomocy materialnej. A w rodzącym się żarłocznym łódzkim kapitalizmie było to bardzo ważne - mówi Symcha Keller.

Był inicjatorem wielu znanych łódzkich dzieł charytatywnych, bo to on często namawiał fabrykantów, by sypnęli groszem. Był dobrym duchem dla szpitala Izraela i Leonii Poznańskich przy ul. Sterlinga, szpitala Konstadta z ulicy Biegańskiego czy jego szkoły z ulicy Próchnika.

Żona rabina pilnuje płaszczy

Ale Eljahu Majzel sam wcielał swoje poglądy w życie. Jako naczelny rabin otrzymywał przyzwoitą pensję i notorycznie ją rozdawał. W rytualnej mykwie potrafił zostawić swoje przyzwoite ubranie i wrócić do domu w łachmanach jakiegoś biedaka. - W końcu żona chodziła za nim po ulicach, bo potrafił zdjąć płaszcz, przykryć jakiegoś biedaka i iść dalej bez okrycia. A rodzina nie miała już pieniędzy na kolejne płaszcze - opowiada Symcha Keller.

Eljahu Chaim miał żonę, wcześnie zmarłego syna i córkę. Po śmierci rabina gmina musiała wyasygnować dla jego rodziny zapomogę, bo została bez grosza. Dla swoich podopiecznych rabin Majzel potrafił zrobić wszystko. Na jego nagrobku odnotowano, że trzykrotnie powstrzymał epidemię cholery. Gdy do Łodzi dotarła ta straszna choroba, rabin zamknął cmentarz żydowski na kłódkę, a klucz wyrzucił do rzeki Łódki. I powiedział Bogu, że jeśli chce by Żydzi byli chowani na cmentarzach dla gojów, to niech ich sobie dalej zabiera. Stwórca nie miał więc wyjścia: epidemię szybko zakończył.

Przy kolejnej fali epidemii rabin Majzel oznajmił Bogu, że w tym tygodniu nie rozpali świec szabatowych i nie zacznie święta. Szabat bowiem symbolizuje przymierze Izraela z Bogiem, z którego - zdaniem Majzla - Stwórca zabierając niewinne dzieci i pozwalając na zarazę absolutnie się nie wywiązywał. I znów Bóg skapitulował. Żydzi przestali umierać.

Nie oznacza to, że chodził z głową w chmurach. Za swoją działalność w walce z cholerą otrzymał od władz rosyjskich odznaczenie. Prawdopodobnie prowadził więc walkę z chorobą także bardziej naukowymi metodami.
Jednocześnie zaraz po przyjeździe do Łodzi zaczął tworzyć szkoły dla biednych uczniów według zupełnie nowatorskiej na tamte czasy metody: oprócz przedmiotów religijnych uczono też w nich zawodu. Do tej pory szkoły prowadziły edukację albo tylko religijną, albo świecką.

Rabin Majzel był tzw. litwakiem. To wyjątkowo ortodoksyjna i tradycyjna odmiana judaizmu. Jednak łódzki rabin potrafił być zaskakująco nowoczesny. Został patronem bardzo nowoczesnej szkoły Konstadta przy dzisiejszej ulicy Próchnika, gdzie były takie przedmioty jak np. gimnastyka. Przychylnym okiem spoglądał także na budowę postępowej synagogi przy obecnej ulicy Kościuszki. Sam zwykle chodził się modlić do synagogi przy ul.

Kiedyś podczas studiowania psalmów dowiedział się, że umierający człowiek prosi go o ostatnią rozmowę. Rabin natychmiast zostawił psalmy, a oburzonym ludziom powiedział, że psalmy mogą odmawiać aniołowie, którzy nic lepszego do roboty nie mają. Jego zaś obowiązkiem jest pomagać innym.

Izrael Poznański zamarza w drzwiach

Potrafił też być jednak ostry dla bogatych i nieczułych fabrykantów. Jedna z najsłynniejszych historii dotyczy jego spotkania z Izraelem Poznańskim. Było to zimą, gdy temperatury spadały do 30 stopni poniżej zera, a biedota z Bałut zamarzała z braku opału. Eljasz Majzel wybrał się więc do bogatego fabrykanta po pomoc. Gdy otworzył mu drzwi lokaj, poprosił, by Poznański zszedł na dół. Wielkiemu rabinowi nawet przemysłowiec odmówić nie mógł, dlatego wkrótce Poznański pojawił się w drzwiach. A wtedy Majzel zaczął wykład o Torze.

- Rabinowi, gdy prowadzi taki wykład, pod żadnym pozorem nie wolno przeszkadzać - mówi Keller. Izrael stał w drzwiach w lekkiej bonżurce i próbował zaprosić go na herbatę, jednak Mazel zapewniał, że już kończy i brnął dalej. Po 20 minutach Poznański nie wytrzymał i krzyknął, że zamarza. - Zimno ci? - spytał rabin Majzel. - A wiesz jak czują się twoi bracia, synowie Izraela, którego imię nosisz? Chciałem, żebyś na własnej skórze poczuł, jak to jest - dorzucił rabin.

Po tym spotkaniu Izrael Poznański bez sprzeciwu wysłał na Bałuty dwa wagony węgla… Ale nie wszystko tak się udawało rabinowi. Dwa lata przed śmiercią postanowił zbudować fabrykę, w której robotnicy otrzymywaliby godziwą płacę, opiekę socjalną, przerwy na modlitwę. Ale łódzcy fabrykanci zablokowali mu kredyty. - Bali się, że nawet jeśli fabryka nie będzie przynosić wielkich zysków, to i tak najlepsi fachowcy z miasta uciekną, by pracować u rabina - mówi Keller.

Większość czasu poświęcał na pomoc Żydom, za których był odpowiedzialny. Ale wspierał też działania wspólne dla całej Łodzi, m.in. akcje wydawania biednym gorących posiłków. Tuż przed jego śmiercią przyszli do niego młodzi rabini z pytaniem, dlaczego tak wielki mędrzec nie napisał żadnej księgi. Wtedy rabin wyciągnął wielką księgę, w której zapisane były nazwiska wszystkich osób, którym pomógł. - To jest księga mojego życia - powiedział.

Czy jest to prawdą? - Na pewno te opowieści są trochę ubarwione, ale przecież nie są wymyślone - przyznaje Symcha Keller. - To wszystko nie wydarzyło się jednak kilkaset lat temu, ale całkiem niedawno. Rabin Majzel zmarł 1 maja 1912 roku. Podczas uroczystości żałobnych ulicą Piotrkowską przeszły nieprzebrane tłumy. Pogrzeb został sfilmowany przez kronikę filmową i pokazywano go w kinach.

Rabin został pochowany na cmentarzu żydowskim w Łodzi. Biały nagrobek w kształcie zwojów tory znajduje się tuż koło wejścia. - Zawsze w rocznicę śmierci rabina spotykamy się przy jego grobie i modlimy się - mówi Symcha Keller. - To była najważniejsza żydowska postać w Łodzi. Z całym szacunkiem, każdy z nich zyskiwał w Łodzi bardzo dużo. Rabin Majzel nie zyskiwał nic oprócz dobrego imienia. Wszystko oddawał - podkreśla Keller".

Źródło; Matylda Witkowska. Dziennik Łódzki

Pewien sportowiec łódzki


fot. Monika Czechowicz