wtorek, 25 lutego 2014

Fresk przy Piotrkowskiej 71 - Zasłużeni dla Łodzi i… Lilli Fontelli

Na kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 71, od strony Pasażu Rubinsteina znajduje się fresk "Łódź w pigułce", na którym w 2000 roku sportretowano postacie wyłonione w konkursie "I ty możesz przejść do historii". 


Plebiscyt przeprowadził w 1997 roku Urząd Miasta Łodzi we współpracy z łódzkim oddziałem "Gazety Wyborczej". Pomysłodawcą akcji był ówczesny Architekt Miasta Łodzi Piotr Biliński oraz redakcja "Gazety". 


Autorem projektu muralu jest Krzysztof Jaśkiewicz. Postacie w konkursie zgłaszali łodzianie. 


Najczęściej typowali oni: Juliana Tuwima, Króla Władysława Jagiełłę oraz marszałka Józefa Piłsudskiego (w oknie na zdjęciu powyżej: Katarzyna Kobro).


Ostatecznego wyboru spośród 130 kandydatur dokonało jury, do którego zaproszono rektorów łódzkich uczelni. 


Fresk odsłonięto 3 listopada 2000 roku. Z „okien” łódzkiej kamienicy patrzą na nas:



Sami wielcy, zasłużeni dla miasta łodzianie…, ale 31 postaci historycznych uzupełnia wizerunek (najbardziej lubię tą część ulicznego fresku i tutaj chętnie się zatrzymuję…), łódzkiego tkacza, anonimowego Żyda i Lilli Fontelli - ulicznego śpiewaka. 


Kim był ów Fontelli? I czym się Łodzi zasłużył? Tak opowiada o nim Jerzy Krzywik Kaźmierczyk:

Między królami
…Co prawda tylko na fresku przy ulicy Piotrkowskiej, tuż przy Pasażu Rubinsteina, ale za to z królami na muralu jest umieszczony. Widnieje na tej samej ścianie z królem Władysławem Jagiełłą i królem, też Władysławem, ale piłkarzem i hokeistą. Widać go z zawieszoną na piersi bandżolą, między wąsistym tkaczem z Ziemi Obiecanej a postacią Żyda, prawdopodobnie też z tego okresu. W jakieś łódzkiej bramie stoją niby oddzielnie od tych nad nimi, ale są wśród wielce zasłużonych person miasta Łodzi. Oni, ale i Lilli Fontelli też. Człowiek nieznany z nazwiska, choć dla łodzian w latach 50. XX wieku postać bardzo znana. Najczęściej na ulicy Piotrkowskiej, w miejscach reprezentacyjnych, na skrzyżowaniu z ulicą Andrzeja, ale i przed kawiarnią „Grand Cafe” – śpiewał Lilli Fontelli. Jeszcze jak śpiewał! Głośno i… fałszywie. Obowiązkowo przybierał postawę bohaterskiego tenora. Nie chciał być anonimowy. Zapowiadał się sam: „Śpiewa Lilli Fontelli!”
Śpiewając często był ubrany w wymyślny kostium lub element stroju, który był dostosowany do danych okoliczności. Podejrzewać należy, że w tej maskaradzie brała udział „niewidoczna ręka” klezmerów z pobliskiej knajpy, którzy dla grepsu gotowi byli niejeden szmonc wymyślić. Okazja czyniła mistrzów. Lilli Fontelli śpiewał na ulicy każdego dnia to samo i niezmiennie fałszywie. Poprawić można było jedynie wizerunek artysty.
Któregoś dnia koledzy muzycy z pobliskiej „Halki” wręczyli mu nuty, ustawili jak solistę przed wyimaginowaną orkiestrą, co znacznie poprawiło wizualną atrakcyjność śpiewaka. Lilli Fontelli śpiewał jak z nut! Kiedy w mieście, w widzewskiej hali WIMA występował zespół „Mazowsze”, ktoś przyozdobił głowę ulicznego śpiewaka stylową, choć papierową czapką krakowską! Na koniec karnawału wśród wielu przebierańców przechadzających się po ulicy Piotrkowskiej, tuż przed „Grandką” stał Lilli Fontelli i śpiewał: Ach jak przyjemnie kołysać się wśród fal… Zjawiskowe było, że wykonywał swój utwór z cylindrem na głowie, na którym paliła się świeca. Z czasem Fontelli poszerzył krąg słuchaczy, uznając, że ulica Piotrkowska i jej publiczność to zbyt skromne grono dla jego talentu. Zaczął śpiewać na stadionie ŁKS-u przed i w czasie przerwy zawodów sportowych. Stał się też utrapieniem zespołów muzycznych grających w soboty i niedziele na szkolnych zabawach tanecznych. W sobie tylko znany sposób, ni stąd ni zowąd pojawiał się na scenie tuż przed orkiestrą i chociaż reagowano błyskawicznie to zawsze zdążał zrealizować swój występ. Pojawiał się zresztą wszędzie tam, gdzie grała muzyka i próbował śpiewać. Nigdy jednak nie chodził za lub przed orkiestrami dętymi, grającymi niekiedy na ulicach miasta. Chodzili inni, mentalnie jemu podobni, ale Lilli Fontelli nie!
Po raz pierwszy pojawił się w grupie młodzieży, która gromadnie, całymi szkołami korzystała z jedynego wówczas basenu kąpielowego w YMCA. Od razu stał się widoczny i słyszalny. Już wtedy śpiewał. Wszyscy mówili: „O, Heniu śpiewa!” Widocznie abberacje umysłowe jakby nie kolidowały z tym, co robił. Nikomu nie zagrażał – on tylko śpiewał. Choroba jednak coraz wyraźniej ujawniała na nim swoje piętno. Śpiewanie stawało się zawodzeniem i początkowa atrakcyjna dla gawiedzi, choć tragiczna postać Henia, zniknęła z ulicy Piotrkowskiej…

Fot. Monika Czechowicz

Postscriptum
Nazwisko Lilli Fontelli pojawia się w filmie polskim pt. Zapomniana melodia z 1938 roku i jest postacią kobiecą, którą w filmie gra znana aktorka Alina Żeliska. Dlaczego Henio przybrał ten artystyczny pseudonim właśnie z tego filmu? Choć różne były domysły, nikt się nie upierał, że zna prawdę.

Źródło:

Jerzy Krzywik Kaźmierczyk. Były dancingi i grały orkiestry w mieście Łodzi.

3 komentarze:

  1. Ciekawe jaka jest prawdziwa historia tego człowieka...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Henia z ulicy Piotrkowskiej? Nie wiem... Znam jedynie opowieść Pana Krzywika. Myślę, że jest prawdziwa.

      Usuń