poniedziałek, 26 czerwca 2017

Spacerkiem po „Pietrynie”.



Najprostszą a zarazem najtańszą formą wypoczynku, a poniekąd i rozrywki, sporej części mieszkańców Łodzi przełomu XIX i XX wieku były spacery po jej znaczniejszych ulicach. Zazwyczaj łączono je z przeglądem oryginalniejszych wystaw sklepowych, a niekiedy też zakupami. Rozległość miasta sprawiała, że mieszkańcy poszczególnych dzielnic mieli odrębne miejsca spacerowe. Na przykład dla obywateli staromiejskich był to ciąg ulicy Zgierskiej z przyległym placem Kościelnym, zaś dla mieszkańców południowej części miasta – Górny Rynek (plac Reymonta) z wybiegającymi z niego ulicami Rzgowską i Zarzewską (Przybyszewskiego).
Ulubioną  promenadę łodzian, zwłaszcza zamieszkałych w śródmieściu, stanowiła ulica Piotrkowska. Ciągnęli gromadnie na „Pietrynę”, ażeby odetchnąć wielkomiejską atmosferą tej ulicy przejawiającą się między innymi w oryginalnej zabudowie, bogactwie wystaw sklepowych i ożywionym ruchu ulicznym.


Większość spośród spacerowiczów nie wykazywała wszakże głębszego zainteresowania architektonicznym bogactwem „Pietryny”. Raczej pociągał ich charakter handlowy ulicy, przy której usadowiły się najznaczniejsze sklepy i magazyny w mieście.
Znaczenie ulicy Piotrkowskiej, stanowiącej przedmiot dumy mieszkańców Łodzi, przedstawił zwięźle pieśniarz miasta Artur Glisczyński:

Ma Ringstrasse Wiedeń stary,
Berlin – lip aleję boską,
Paryż słynie przez bulwary,
a Łódź nasza – przez Piotrkowską.

Interesujący obraz tłumu, wypełniającego ulicę Piotrkowską w niedzielny dzień przedstawił Władysław Reymont w „Ziemi Obiecanej”:
„…Masy robotników poubieranych świątecznie w letnie, jasne ubrania, w krzyczące kolorowe krawaty, w czapki o mocno błyszczących daszkach lub w wysokie, dawno wyszłe z mody kapelusze, z parasolami w rękach zalewały Piotrkowską (…) robotnice w cudacznych, jaskrawych kapeluszach, w sukniach do figury, w jasnych pelerynkach, to znowu w chustach kraciastych na ramionach dreptały (…) wolno, rozpierając się łokciami w tłumie, ochraniając często w ten sposób sztywne , mocno wykrochmalone suknie albo rozpięte nad głowami parasolki, które jak wielkie motyle o tysiącach barw chwiały się nad tą szarą, wciąż płynącą rzeką ludzką”.


W ciągu dnia „Pietryna” parokrotnie zmieniała swoje oblicze. Przed wieczorem chodniki jej zapełniali inni spacerowicze.
„…Tłumy (…) ubrane elegancko, damy w modnych kapeluszach, w bogatych okrywkach, mężczyźni w drogich czarnych paltach, w hawelokach z pelerynami – pisał Reymont – Żydzi w długich surdutach zabłoconych. Żydówki, przeważnie piękne, w aksamitach, którymi zamiatały błoto na trotuarach. Wrzawa napełniała ulicę, przepychano się ze śmiechem, tłoczono, spacerowano w górę ulicy, aż do Przejazd lub Nawrot i z powrotem”.


Spacer po dawnej „Pietrynie” rozpoczynano zazwyczaj od przylegającego do ratusza Hotelu Polskiego.

"Goniec Łódzki", rok 1904.

W domu tym mieścił się znany z dobrego zaopatrzenia skład win, spirytualiów oraz towarów kolonialnych i delikatesów J. Wolskiego.

"Rozwój", rok 1910.

W witrynach sklepu piętrzyły się piramidy owoców południowych: winogron, ananasów, bananów, pomarańczy. 

Gazeta "Rozwój", rok 1919.

W sąsiedniej kamienicy, w długim, wąskim pomieszczeniu znajdowała się księgarnia i antykwariat Sz. Mittlera. Za szybą wystawy sklepowej widniały podniszczone egzemplarze wydawnictw zeszytowych: „Sherlock Holmes”, „Arsen Lupin”, „Jack Teksas” i inne. Była to wówczas ulubiona lektura młodzieży.


Z tego miejsca było już tylko kilka kroków do rogu ulicy Zawadzkiej (Próchnika). Narożny sklep w imponującym gmachu Karola Scheiblera zajmowała wytwórnia kapeluszy K. Göpperta. 

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1913.

Można tu było nabyć cylindry i inne kapelusze według najnowszych fasonów. 


Nieco dalej, poza ulicą Zawadzką, w pomieszczeniach budynku Hotelu Hamburskiego uwagę spacerowiczów przyciągały eleganckie okna firmy B. Hertzenberg i J. Rappaport.

"Neue Lodzer Zeitung", rok 1910.

Robiły tu zakupy miejscowe elegantki. W szerokich, ze smakiem urządzonych wystawach widniały piękne wieczorowe suknie koronkowe, aksamity, welwety, eleganckie jedwabne spódniczki i bluzki, a także firanki, obrusy, dywany smyrneńskie.


Na lewym narożniku ulicy Ceglanej (Więckowskiego) w niezwykle udanym architektonicznie budynku bankiera Wilhelma Landaua mieścił się magazyn jubilerski i skład zegarków szwajcarskich A. Kantora. 

"Goniec Łódzki", rok 1905.

Właściciel zakładu polecał brylanty, perły, tabakierki, papierośnice srebrne, dewizki męskie i damskie oraz złote obrączki. W tym samym domu znajdował się powszechnie znany skład galanterii metalowej L. Heniga. W witrynach tej firmy prezentowano piękne wyroby platerowane i srebrne, sztućce, lustra w ozdobnych ramach, żyrandole i kandelabry, wazony, a także obrazy olejne.
Za ulicą Ceglaną sklepy na ulicy Piotrkowskiej ciągnęły się już w zwartym szeregu. Każdy z nich starał się prześcignąć sąsiada bogactwem i elegancją wystaw.
Wyróżniał się tu sklep M. Cjubowa, którego wystawa przenosiła wyobraźnię spacerowiczów na Bliski Wschód. Leżały tu wyroby kaukaskiej sztuki metalowej, artystycznie obrobione kamienie, jedwabne kolorowe szale orientalne, sztylety i sztyleciki.
W pierwszym domu za ulicą Zieloną miała pomieszczenie księgarnia R. Schatkego. Przed jej witrynami gromadziła się młodzież szkolna, zainteresowana globusami różnej wielkości i mapami. Na wystawie księgarskiej nie brakowało też interesujących książek; leżały tu między innymi „Stara baśń” i „Pamiętniki kwestarza”.

"Łodzianin", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1893.

Do najelegantszych sklepów należał mieszczący się o kilka domów dalej skład obuwia Petersburskiego Towarzystwa „Skorochód”. W witrynach sklepu błyszczały buciki damskie zwykłe i balowe, zimowe z futrzaną podszewką, eleganckie lakierki dla panów, wysokie buty myśliwskie.


Wielu spacerowiczów przystawało przed hotelem Victoria. Wielki afisz przyklejony na ścianie budynku informował, że właśnie w Teatrze Polskim, mieszczącym się w głębi dziedzińca hotelowego, można obejrzeć sztukę "Półdziewice" Marcelego Prevosta w wykonaniu zespołu pod dyrekcją Mariana Gawalewicza.

"Rozwój", rok 1905.

Rząd sklepów rozmaitych branż ciągnących się zwarcie do ulicy Andrzeja (Struga) zamykała pierwsza łódzka piekarnia mechaniczna W. Kopczyńskiego i sąsiadująca z nią w narożnym parterowym budynku apteka M. Bartoszewskiego.
Spacerowicze czyniący przegląd ciekawszych wystaw sklepowych „Pietryny” zawracali w tym miejscu, przechodząc na przeciwną stronę ulicy. Robiono to z dużą ostrożnością, bowiem występował tu znaczny ruch pojazdów i łatwo było wpaść pod rozpędzoną dorożkę czy też inny pojazd „napędzany owsem”. Nad bezpieczeństwem przechodniów czuwał na tym skrzyżowaniu ulic policjant „stójkowy” w białej bluzie.


"Rozwój", rok 1908.

Po wschodniej stronie ulicy Piotrkowskiej, w narożnej kamienicy o interesującej architekturze mieścił się renomowany magazyn z odzieżą E. Schmechla. 


W wielkich witrynach sklepu prezentowano eleganckie płaszcze, kostiumy, ubrania męskie i damskie najwyższej jakości.

"Łodzianka", rok 1903.

Zainteresowanie palaczy budził ulokowany w parterowym domku sklep tabaczny. Niepokaźna witryna zarzucona była dużym wyborem cygar, tytoniu, fajek i cybuszków. Pokazano także urozmaicony asortyment papierosów, między innymi „Kosmos” i „Sport” z fabryki Braci Polakiewicz oraz „Złota rączka” i „Dobre” wyrobu Towarzystwa Tabacznego I. L. Szereszewskiego.

Gazeta "Rozwój", rok 1897.

W powrotnym kierunku obiektem zainteresowania wielu osób była witryna cukierni Roszkowskiego, położonej przy rogu pasażu Meyera (Moniuszki). 


Za szybą pyszniły się ozdobne torty, lukrowane babki, strucle makowe, wyborne pierniki toruńskie. Niektórzy przechodnie, zmęczeni przydługim spacerem i nieco zgłodniali, przekraczali próg niezmiernie popularnej wśród łodzian cukierni „Roszka”. W tym samym domu mieścił się duży sklep Weikerta i Dreschlera. Były w nim do nabycia łóżka żelazne, welocypedy, wózki dziecięce, łyżwy i sanki.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1905.

Po minięciu pałacyku Ludwika Geyera i Grand Hotelu spacerowicze docierali do najznaczniejszego w Łodzi sklepu z papierem i materiałam biurowymi A. I. Ostrowskiego. Z dużym zainteresowaniem oglądali eksponowany w witrynie sklepowej bogaty wybór pocztówek, w tym z widokami Łodzi, wydawanych przez wymienioną firmę.

"Ilustrowany Express Wieczorny", rok 1923.

Nieco dalej, w domu u zbiegu z ulicą Dzielną (Narutowicza) mieścił się dobrze zaopatrzony skład win i towarów kolonialnych M. Sprzączkowskiego. Firma polecała „ odstałe wina węgierskie, francuskie, hiszpańskie i reńskie, stare tokaje, maślacze, koniaki kuracyjne, tudzież likiery, wódki i araki krajowe i zagraniczne”. Sprzączkowski posiadał przedstawicielstwo składu herbaty „Piotra Orłowa” i nad wejściem do jego sklepu wisiał wielki szyld tej firmy.

"Łodzianin", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1923.

Idąc w kierunku Nowego Rynku (pl. Wolności), spacerujący nie pomijali interesującej witryny największej w Łodzi księgarni L. Fiszera, prowadzącej szeroką działalność wydawniczą. Na wystawie prezentowano spory wybór książek szkolnych.

"Dziennik Łódzki", rok 1884.

W sąsiedztwie księgarni mieściła się apteka i instytut wód mineralnych F. Müllera. Zmęczeni upałem przechodnie zaspokajali tu pragnienie szklanką wody sodowej.
Dalej znajdowała się restauracja E. Rokoczyńskiego. Gromadzili się przed nią młodzi mężczyźni, oglądając prezentowane w gablocie zdjęcia mocno roznegliżowanej „szansonety”, występującej w tym lokalu.

"Dziennik Łódzki", rok 1884.


W pobliżu ulicy Południowej (Rewolucji 1905 roku) miało siedzibę przedstawicielstwo amerykańskiej fabryki maszyn do szycia Singera. Umieszczona w witrynie sklepowej oryginalna maszyna singerowska była przedmiotem szczególnego zainteresowania łódzkich gospodyń.

"Rozwój", rok 1907.

Sto metrów dalej – już za ulicą Południową – przechodnie zatrzymywali się przy Magazynie Wiedeńskim, prezentującym w swoich wystawach na manekinach eleganckie ubiory męskie i damskie.
Przegląd zawartości wystaw sklepowych ulicy Piotrkowskiej kończył się przy wielkich witrynach Magazynu Żyradowskiego. 

"Nowy Kurier Łódzki", rok 1916.

Pokazane tu przez firmę Hielle i Ditrich lniane wyroby: płótna, bielizna stołowa, serwety, ręczniki, kapy na łóżka, firanki mogły ucieszyć każdą kobietę prowadzącą gospodarstwo domowe.


Spacery po „Pietrynie” część łodzian chętnie odbywała wieczorem, kiedy zapłonęły światła latarni ulicznych. W ich łagodnym, błękitnawym świetle ulica Piotrkowska zyskiwała na urodzie. Osobliwy nastrój wzmacniał dwuszereg rzęsiście oświetlonych wystaw sklepowych. Wieczorne spacery po centralnej arterii Łodzi upodobała sobie w szczególności młodzież szkolna. Łódzki deptak sprzed pierwszej wojny światowej tak zapisał się w pamięci Juliana Tuwima:
„Rojne i gwarne były te łódzkie street-parties. Odchodziło nieustające dowalanie się do panien, frojlanek i baryszeń, śmiechy, chichoty, perskie oczy, głośne wyrażanie opinii o urodzie przepływających madmuazelek, tej i owej rzucało się kwiatek, tę lub inną z niewysłowioną galanterią chwytało się w przejściu za rączkę, wreszcie przechodziło się – i oto znów marzenie o cudzie: że ta właśnie stanie się tą właśnie – jedyną na całe życie”.


W porze „rytualnego” spaceru młodzieży chodniki na ulicy Piotrkowskiej od Grand Hotelu do ulicy Nawrot zapchane były do granic możliwości. Zwrócił na to uwagę felietonista łódzkiego „Ogniska Rodzinnego”:
„U nas wiecznie chce się uważać ulicę Piotrkowską za całą Łódź. Ulica ta, istotnie dziś mająca cechy wielkiego miasta, jest dziś już stanowczo za wąska w stosunku do ruchu, jakim się zresztą szczyci. Ponieważ zaś wątpię, czy do przyjemności mogą należeć poszturchiwania się wzajemne, sądzę, że byłoby lepiej gdybyśmy wieczorami szukali sobie na przechadzki miejsc przestronniejszych niż chodniki na Piotrkowskiej”.


Nie trzeba było daleko szukać, gdyż takie przestronne miejsce znajdowało się pod bokiem ulicy Piotrkowskiej. Była nim al. Spacerowa (al. Kościuszki), szeroka arteria drogowa z pasem zieleni, mająca służyć – jak wskazywała jej nazwa – przede wszystkim spacerowiczom. 


Nie zyskała ona jednak uznania łodzian. Ponad cienistą zieleń i kojącą ciszę ulicy Spacerowej (zwanej też Promenadą) przedkładali oni ruch, gwar i hałas Piotrkowskiej.

Letni dzień na Promenadzie.

Zdarzało się jednak, że „Pietryna” pustoszała. Bywało tak w upalne dni, kiedy to z nagrzanej słońcem ulicy spacerowicze przenosili się do nielicznych w mieście ogrodów, zwłaszcza zaś do położonego w sercu Łodzi, w sąsiedztwie kościoła św. Krzyża, parku miejskiego, zwanego urzędowo Mikołajewskim, potocznie zaś – Świętokrzyskim (dzisiaj park im. Henryka Sienkiewicza).


"Łodzianka", kalendarz humorystyczny na rok 1903.


(…) Ale zamykanie parków o zmroku powodowało, że w godzinach wieczornych deptak na Piotrkowskiej znów był przepełniony młodzieżą płci obojga. Wieczorne spacery sprzyjały nawiązywaniu znajomości i przyjaźni, przechodzącej niekiedy w głębsze uczucia. Mówi o tym łódzka ballada: 

Na deptaku na „Pietrynie
zakochał się chłopak w dziewczynie.
Ona z Bałut on z Górniaka,
para kochanków z deptaka.
Przechadzają się beztrosko
swą ulubioną Piotrkowską.

Źródło:
Wacław Pawlak. Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego (NAC).
Fot. współczesne Monika Czechowicz

"Głos Poranny", rok 1929.

BAEDEKER POLECA:
Wacław Pawlak. Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.
Problem wykorzystania czasu wolnego od pracy przez mieszkańców dawnej Łodzi, czynnika, który wpływał w znacznym stopniu na kształtowanie się obyczajów ówczesnych łodzian, nie został dotąd szerzej omówionych w druku. Warto zatem było poświęcić temu zagadnieniu odrębną publikację.

Wacław Pawlak - dziennikarz, publicysta. Urodził sie w Łodzi w 1908 roku w rodzinie łódzkich włókniarzy. Po ukończeniu szkoły średniej pracował w instytucji samorządowej służby zdrowia. Większość okresu II wojny światowej spędził w Niemczech na robotach przymusowych. Po powrocie do kraju w 1945 roku zatrudnił się w łódzkim przemyśle włókienniczym jako ekonomista. Za uczestnictwo w odbudowie łódzkiego przemysłu oraz długoletnią działalność gospodarczą i społeczną został dwukrotnie nagrodzony odznaczeniami państwowymi.


1 komentarz:

  1. Piotrkowska? to nie tylko ulica, ale dla nas to dusza Łodzi. Właściwie wszystko było na Piotrkowskiej lub w jej cieniu. Jako 2-3 latek ze Skorupki z mamą do katedry... później do Makowskiej na ciacho a mamy dyskutowały o bardzo ważnych sprawach kiedy zima i gdzie latem. Później z Gdańskiej corso Kościuszki do Andrzeja przeciąć i Tuwima do Św. Krzyża (że Podniesienia zauważyłem dopiero przy bierzmowaniu) powrót już Piotrkowską przez Grandkę, Malinową lub Syrenę, a w przypadku wyjątkowe zatłoczenie Złota Sala... przed wyjściem zawsze znajomy kelner przynosił pudełko ciastek tortowych. Zakupy rodzinne na Piotrkowskiej z ulubionych n sklepach o ile się dało to w sklepach znajomych. W czasach Wielkiego Podrywu zasięg od Nawrotu a właściwie od 134 bo paru naszych tam mieszkało co Narutowicza. Każda brama była opita składkowym winem, większość wygodnych bram służyło do honorowych pojedynków gdzie jedynym odstępstwem było pudełko zapałek w pieści... zazwyczaj krew z nosa i poszarpana koszula. Były najazdy widzewiaków, chojniaków i chłopców ze złotego rogu, ale sprawy kończyły się po paru ciosach i wypiciu na zgodę patykiem pisanego- chodziło o możliwość wzajemnego rewizytowania na terenach podległych. Jakimś cudem zawsze któryś z nas miał chatę, a wystarczyło choćby na 2 godziny... dziewczyny zawsze były - tak jak chłopcy :) - okolice Renaty lub Egzotycznej. Były incydenty niedopuszczalne i kryminalne, ale to nie my! Za czasów Honoratki, 77 i SPATiFu Piotrkowska staje się ulicą, nie służy do spacerów, do giełd gdzie i kiedy. Powoli zamiera jej rola ogródka jordanowskiego dla pełnoletnich... przenieśliśmy się w lokale... aha! jeszcze Turystyczna w niedziele o 10. Następuje długoletni regres żeby ponownie rozkwitnąć. Pierwszy rozkwit zawdzięcza Tatarkównej... nie da rady! to jest temat rzeka, nie do opowiedzenia, można jedynie wspominać wyrywkowo. I znowu łezka w oku za sprawą Baedekera Łódzkiego... dziękuje w imieniu swoim jak i nieżyjących uczestników tej historii... na necie jest jeszcze nas sporo z tamtych roczników - z kraju i z poza

    OdpowiedzUsuń