sobota, 11 marca 2017

Hiszpańska paella i angielskie ciasta, czyli biesiada w Before Food Market.


Piotrkowska 217, wieczór.
Właśnie w ten weekend przypada żydowskie święto Purim. W BEFORE Food Market rozpoczęła się w piątek PURYMOWA NOC (zobacz TUTAJ), która będzie jeszcze trwała do dzisiaj… No cóż, jak powiedzieli gospodarze: jedni mają post, a inni karnawał… 


Baedeker postanowił obchodzić Purim w BEFORE Food Market. I chociaż idea miejsca, to … BEFORE, czyli że można tu wstąpić na przekąskę czy drinka przed… imprezowaniem w łódzkich pubach – to  baedeker zajrzał do BEFORE…. i już tu został tego wieczoru.


Idea światowych food marketów wyewoluowała z tradycyjnych targów miejskich – tworzonych przez pasjonatów i lokalnych producentów, których usługi i produkty – w dobie globalizacji – stały się coraz bardziej ekskluzywne. Wszystkie światowe markety usytuowane są w ważnych dla lokalnej społeczności miejscach, wnętrzach z historią i duszą ( niejednokrotnie zabytkowych i stanowiących architektoniczną atrakcję turystyczną.


Łódzki Food Market zajmuje  budynki wzniesione w latach 80. XIX wieku dla Józefa Johna, fabrykanta maszyn, pędni i właściciela odlewni. Tutaj w 1911 roku odlano dzwon „Zygmunt” dla łódzkiej katedry. Zakład powstał w 1867 roku i zajmował teren ciągnący się do ulicy Wólczańskiej. Plac przy Piotrkowskiej 217 to miejsce po budynku administracyjnym fabryki Johna.


Food Markety wpisały się w światowy trend gastronomiczny stając się komplementarnymi miejscami łączącymi gastronomię, kulturę i rozrywkę. Miejscami topowymi i modnymi, współtworzonymi przez wybitnych szefów kuchni i pasjonatów gotowania. Food Market to połączenie dwóch nurtów: street food i slow food – pełnowartościowe dania, wytworzone z wyselekcjonowanych produktów, serwowane w formie dań degustacyjnych, czy przekąsek finger food – łatwych i szybkich do konsumpcji.


Before Food Market w Łodzi to idealne miejsce na spotkanie po pracy ze znajomymi, czy propozycja na dobry „before” przed wieczornym wypadem do klubu. Baedeker spotkał wczoraj przyjaciół właśnie w Before Food Market – znali to miejsce przede mną…


I było wyjątkowo.
A co czyni Food Market wyjątkowym?

Kilka lub kilkanaście mini-restauracji w jednym miejscu


Kuchnie całego świata
(od hiszpańskiej aż po Indie, czy Daleki Wschód) – każda przygotowana przez innego, wyspecjalizowanego restauratora.


Brak obsługi kelnerskiej
- goście mają okazję bezpośrednio porozmawiać z szefem kuchni przygotowującym danie, mogą poznać historię powstania dania i jego składniki.

Wspólne stoły, tzw. commontables
Miejsca integrujące gości, pozwalające na wspólne biesiadowanie.

Menu uzupełnione o menu degustacyjne
Umożliwia to zamówienie dowolnej liczby wybranych przez siebie dań w małych porcjach u każdego z restauratorów. Wówczas łatwiej podjąć decyzję, każda taka porcja kosztuje tutaj 5 złotych.

Nietypowe połączenie klubu i restauracji
Nie jest to ani typowa restauracja, ani klub. Można posłuchać muzyki na żywo, czy DJ, ale i pokosztować ogromnej ilości różnorodnych przysmaków z różnych stron świata.

Połączenie nurtu street food i slow food
Pełnowartościowe dania według autorskich receptur, najwyższa jakość produktów, oryginalność – serwowana w prosty sposób, łatwy do szybkiej konsumpcji.


W Before Food Market menu jest bardzo zróżnicowane, każdy z restauratorów reprezentuje odmienną, oryginalną kuchnię z innego zakątka świata: węgierskie langosze, tybetańskie pierożki, hiszpańskie paella i tapas, turecka baklava, holenderskie frytki, sushi, kuchnia łódzka z elementami kuchni historycznej, alzackie podpłomyki, włoska pizza, czekoladowe Brownie, kuchnia indyjska…. i wiele innych.


Oczywiście także wyspa barowa z doskonałym wyborem drinków, shotów i mocnych alkoholi…


…. i profesjonalne doradztwo i dobór win.

Smaki Before Food Market:

STREFA HISZPAŃSKA/MOJO PICON 

STREFA AMERYKAŃSKA/ JACK BURGER

STREFA KUCHNI ŻYDOWSKIEJ/ CHALLAH DELI
STREFA ORIENTU/OTTOMAŃSKA POKUSA
STREFA JAPONII/NEKKO SUSHI
STREFA TYBETAŃSKA/ MOMO SMAK
STREFA INDYJSKA/ GANESH
STREFA WŁOSKA/ HAPPY PIZZA
STREFA HOLENDERSKA/ PATAT&MORE
STREFA WĘGIERSKA/ TRADITIONAL HUNGARIAN
STREFA KAW I HERBAT/ COPHI

STREFA ALZACKA/ FLAMMKUCHEN

STREFA BBQ/ B.B. KINGS

STREFA HOLENDERSKA/ PAT&MORE

STREFA BROWNIE/ KURO NEKO BROWNIE

STREFA SANDWICZ/KIEŁBASKOWO MARKET

STREFA ŁÓDZKA/ KRUCJATA SMAKIEM


Dzisiaj, w sobotę - specjalny finał:    
Tańca z Syjonu będzie uczył Dawid Gurfinkiel, znany z organizacji HaMakom i nie tylko.
Zagra Paweł Strzelec.


START: piątek 10.03, godz. 17:00
ZAKOŃCZENIE: sobota, godz. 23:45.


Before Food Market
Każdy czwartek, piątek i sobota/ strefa Piotrkowska 217


Fot. Monika Czechowicz

piątek, 10 marca 2017

„Tam, gdzie pachnie żywicą” – fotografia Janusza Połoma.



W Galerii Imaginarium Łódzkiego Domu Kultury 4 marca 2017 roku  miał miejsce wernisaż wystawy Janusza Połomy zatytułowanej "Tam, gdzie pachnie żywicą".



O swojej twórczości i kulisach powstawania zdjęć pisze sam fotograf:
Zdjęcie drogi prowadzącej do lasu zrobiłem z okna mojego pokoju-pracowni. Jest to najspokojniejsze miejsce w całym domu, sprzyja skupieniu i kontemplacji. Dobrze się tu pracuje... Zza biurka, przez okno, widzę ogród, drzewa stojące wzdłuż granicy posesji, łąki sąsiada, a dalej, na horyzoncie, ciemniejącą ścianę lasu. Zimą, gdy pojawia się szadź, pasmo lasu skrzy się srebrzystą bielą. Droga do lasu przechodzi obok mojego domu. Latem, gdy jest sucho, lub zimą, gdy przymarznie, jeżdżę nią do tzw. "szesnastki", szosy biegnącej od wschodniej granicy aż za Wisłę w pobliżu Grudziądza. W dzieciństwie i młodości tą drogą chodziłem z Ojcem na polowania. To dzięki Ojcu – myśliwemu – poznałem las...


... Gdy otrzymałem w prezencie aparat fotograficzny, właśnie las stał się dla mnie jednym z głównych tematów, motywów, które fotografowałem w młodości. Patrząc na otaczające mnie drzewa, uczyłem się światła przenikającego przez konary, rytmów, w jakie formowały się pnie starodrzewu, zachwycałem się bajkowością leśnego strumienia płynącego w wąwozie...



... Zimą, zwłaszcza w pochmurne dni, fascynowała mnie graficzność ciemnych pni na tle śnieżnej bieli. Pogodne dni lśniły odbitym od śniegu światłem słońca wychodzącym zza drzew i świecącym wprost w oczy. No i te przepiękne płatki śnieżnego puchu strącanego podmuchem wiatru, skrzące się jak diamenty w ostrym słońcu... Już wtedy zdałem sobie sprawę, że fotografowanie Natury, "mojego lasu" jest zadaniem niezmiernie trudnym… Że jest to piękno nie do przekazania. Las nauczył mnie wsłuchiwać się w ciszę, a patrząc na wieloletnie sosny i świerki, nauczyłem się odczuwać czas i wsłuchiwać się w rytm wyznaczany przez naturę. Niekiedy, idąc wzdłuż wąwozu, na dnie którego płynął strumień, słuchając jego "szemrania", odczuwałem wszechobecność Boga w Naturze i w jakiś sposób stawałem się panteistą...


"Pejzaż młodości" przywitał mnie, gdy po wielu latach, w 2001 roku, powróciłem do rodzinnego domu. "Wizyta w lesie" była jedną z pierwszych, jakie odbyłem. Poszedłem przywitać się z drzewami, strumieniem, poczuć miękkość mchu pod stopami. Pierwsze wrażenie było takie, że w borze niewiele się zmieniło. Te same piękne, strzeliste sosny i świerki, mroczne mateczniki. Tylko zmurszałych, przewróconych przez wiatr lub schorowanych pni starych drzew namnożyło się w wąwozie… Ale strumień szemrał jak dawniej… Po pewnym czasie coś jednak mnie zaniepokoiło – nowe leśne drogi! Nie wiedziałem, dokąd prowadzą i dlaczego tyle ich jest. Wkrótce wszystko miało się wyjaśnić…


Otoczony ponownie Naturą postanowiłem zrealizować serię zdjęć z lasu. Tak jak go emocjonalnie odczuwam. Nie zależało mi na pokazaniu jego realnego piękna i starałem się unikać mimetyczności. Wiedziałem, że realistyczne fotografowanie piękna natury nie odzwierciedli stanów, jakie odczuwam, gdy kontempluję jej urodę. Zależało mi bardziej na przedstawieniu jej ulotnych widoków, niewytłumaczalnej tajemniczości... Interesowała mnie również zamknięta, drzemiąca w strzelistych pniach energia, która przy podmuchu wiatru zmieniała sosny w rozkołysane, podobne do łanów zboża, płynące fale. Odgłos trzeszczących pni słychać wówczas w całym lesie. Z kolei w bezwietrzne zimowe dni w środku lasu panuje absolutny bezruch i niczym niezmącona cisza. Te moje odczucia starałem się zobrazować. Zrealizowałem kilka takich prac, z czego trzy techniką emulsji na płótnie. Zatytułowałem je "Gesty na lesie".


W trakcie realizacji tego projektu, gdy fotografowałem w lesie, zaczęło do mnie dochodzić wycie motorowych pił. Miały one wyjątkowo nieprzyjemny, natrętny dźwięk. Stałem się świadkiem, jak pod ich "razami" zaczęły znikać całe połacie drzewostanów...



Na części ogołoconych przestrzeni powstaje, zaprojektowany na wyrost, węzeł drogowy, reszta wyrębów odbywa się dla pieniędzy – by pozyskać surowiec dla przemysłu. Długie, dorodne pnie z leśnych ostępów, niegdyś niedostępnych, wywożone są z lasu lorami. Masowość, skala zjawiska wzbudza mój sprzeciw. Czuję bezsilny gniew. Odnoszę wrażenie, że pasmo lasu, które fotografowałem we wszystkich porach roku, to samo, które obserwuję z okna domu, staje się coraz bardziej ażurowe i coraz trudniej zasłania wielką, spustoszoną przestrzeń, że coraz wyraźniej słyszę odgłosy samochodów jadących "szesnastką". Połacie wyciętego lasu to przygnębiający widok.


Moje cztery prace, które miały przedstawiać przeżywane przeze mnie piękno leśnych form, uduchowienie, mrok i tajemniczość boru, "przywdziałem" w czarny woal i nazwałem "pejzażem żałobnym". Postanowiłem pokazać, że tracimy światy, które nas inspirowały, że zabiera się nam prawo do życia w pięknie pejzażu. Że odchodzą światy, które nas uwznioślały i uszlachetniały i że nie ma konieczności, która by ten proces usprawiedliwiła. Od jazgotu pił i huku padających pni z lasu uciekają w panice i na oślep, nie wiadomo dokąd, zwierzęta, a także leśnice, laskowce, bugaje, szyszymory. Smętek zgubił drogę do piekła.


Tę nieco apokaliptyczną wizję starałem się przedstawić w trzech prezentowanych filmach: "Taki piękny lot", "Elegia" i "Na skraju".


Nie jestem katastrofistą ani zacietrzewionym greenpeace’owcem. Uważam jednak, że nie wszystko trzeba zmieniać i za wszelką cenę. I nie przekonają mnie leśnicy argumentujący, że zadrzewiają zręby. Te drzewka, które sadzą, nigdy nie dorosną do wieku ściętych poprzedników. Wcześniej padną ofiarą drzewnego przemysłu.
Prezentowana wystawa jest pożegnaniem otaczającego mnie (jeszcze) świata... Chwilą refleksji.
Janusz Połom


Janusz Połom

Absolwent Wydziału Operatorskiego i Realizacji Telewizyjnej oraz Wydziału Reżyserii PWSFTviT w Łodzi. Wykładowca, a latach 1981-1984 dziekan Wydziału Operatorskiego i Realizacji Telewizyjnej tejże uczelni. W latach 1971-1976 należał (wraz z Jerzym Robakowskim, Wojciechem Bruszewskim, Ryszardem Waśko, Andrzejem Różyckim i innymi) do Warsztatu Formy Filmowej przy PWSFTviT, w którym zrealizował film „Alfabet” i uczestniczył w przedsięwzięciach artystycznych grupy, w tym największym – „Akcja Warsztat”, zrealizowanym w 1975 roku w Muzeum Sztuki w Łodzi. Po ukończeniu studiów pracował jako operator filmowy w WFO i SMFF SE-MA-FOR, w którym zrealizował również kilka filmów krótkometrażowych jako reżyser.
Jako fotografik wystawiał swoje prace na Biennale de Paris w 1982 roku, a w 1983 uczestniczył, jako jeden z 75 artystów polskich XX wieku, w największej powojennej wystawie polskiej sztuki współczesnej „Présences Polonaises. L’art. vivant autor du Musée de Łódź” w Centrum Georges Pompidou w Paryżu. W roku 1986 wyemigrował do Kanady, a następnie do Meksyku, gdzie – do powrotu do Polski w 2001 roku – wykładał w Centro de  Capacitación Cinematogracica. Podczas pobytu w Meksyku zrealizował szereg wystaw indywidualnych, między innymi: w Centro Naciónal de las Artes, Casa de La Cultura Coyacan w 1998, Galerii „El Atrio” – w ramach Festiwalu Fotograficznego „Fotoseptiembre” w 1998 roku, w Montrealu w Galerii Entre-Cadre – w ramach miesiąca fotografii „Le mois de la foto”. 



Fot. Janusz Połom

Dwukrotnie, w latach 90. wystawiał swoje prace fotograficzne w Muzeum Kinematografii w Łodzi, a w 2000 roku – w Muzeum Miasta Łodzi. Ostatnio wystawiał indywidualnie między innymi w Muzeum Kinematografii w Łodzi, Galerii 2b w Warszawie (2012), Galerie im Rathaus w Wassenbergu (2014) i Galerii BWA w Olsztynie (2015).


Fot. Janusz Połom

W 2014 roku uczestniczył w wystawie kuratorskiej „Kosmos wzywa!” w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki. W 2016 roku prezentował multimedialną wystawę „Pejzaż w zagrożeniu” w BWA w Olsztynie i wydał monografię „Na 275. kilometrze”. Jest profesorem uniwersyteckim, wykłada fotografię w Instytucie Sztuk Pięknych na Wydziale Sztuki UMW.


 


„Tam, gdzie pachnie żywicą”
Janusz Połom
Wystawa czynna od 4 marca do 25 marca 2017 roku
Galeria Imaginarium
Łódzki Dom Kultury, ul. Trugutta 18. Łódź.




Źródła:
Redakcja SwiatObrazu.pl
Katalog wystawy Galeria Imaginarium
Fot. ze stron:
Galeria Imaginarium

Fot. z wystawy Monika Czechowicz