wtorek, 9 grudnia 2014

W pogoni za potęgą, czyli… gdzie Polacy?


Inwestowanie, mnożenie kapitału, inwestowanie i… mnożenie kapitału – oto  siła napędowa rozwoju wczesnoprzemysłowej Łodzi. Znane są w tej materii poczynania niemieckich rodzin Scheiblerów, Grohmanów, Heinzlów (czytaj TUTAJ), Anstadtów (piwowarzy), Schweikertów (czytaj TUTAJ), czy depcących im po piętach żydowskich rodzin Poznańskich (czytaj TUTAJ), Silbersteinów, Eitingonów. 
Zygmunt Jarociński, Szaja Rosenblatt (czytaj TUTAJ) czy Jakub Kestenberg – fabrykanci, Maksymilian Goldfeder – bankier, to tylko niektórzy przedstawiciele burżuazji żydowskiej.
Polaków wśród wielkich fabrykantów łódzkich nie było - Aleksander Skrudziński, bracia Jan i Kazimierz Arkuszewscy, czy Antoni Urbanowski (czytaj TUTAJ) prowadzili niewielkie przedsiębiorstwa, których dochody nie sięgały nawet 100 000 rubli, Kazimierz Żukowski, Wacław Drozdowski, Konstanty Walczak czy Teodor Adamek mieli przedsiębiorstwa przynoszące znacznie mniejsze dochody. Wśród Rosjan znamy bodaj jedynego fabrykanta – Włodzimierza Stolarowa (czytaj TUTAJ), wśród Czechów Leona Plihala i Adolfa Horaka, Austriaków rodziny Jarischów i Richterów (czytaj TUTAJ), Szwed Carl Söderstrom, Belg Jules Varnhagen, Amerykanin Wiliam Lange – wszyscy oni nie wyszli poza sferę burżuazji drobnej i średniej. 
Wśród fabrykantów niemieckich i żydowskich byli milionerzy i multimilionerzy.


Zobacz jeszcze:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza