sobota, 21 lutego 2015

Bracia Adamowiczowie – lot przez Atlantyk i… wizyta w Łodzi.


W roku 1934 spore poruszenie wśród łodzian spowodowała wiadomość, że do Łodzi przybywają z krótką wizytą bracia Józef i Bolesław Adamowiczowie, Amerykanie polskiego pochodzenia, którzy właśnie wykonali zwycięski lot przez Atlantyk na samolocie „City of  Warsaw” .
Zdobywców Atlantyku powitały na lotnisku w Lublinku nieprzeliczone rzesze mieszkańców Łodzi i okolic.
Lotnicy bawili w Łodzi dwa dni. W czasie pobytu w mieście zwiedzili zakłady I. K. Poznańskiego.


Bracia Bolesław Adamowicz i Józef Adamowicz - amerykańscy przemysłowcy oraz lotnicy-amatorzy polskiego pochodzenia, wsławieni lotem przez Atlantyk w 1934 roku.


Urodzili się na Wileńszczyźnie we wsi Jankowszczyzna (Янкоўшчына) pow. wilejskiego, w ówczesnym zaborze rosyjskim. Za wzorem najstarszego brata Bronisława, przed I wojną światową wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Początkowo Józef pracował w cukrowni Arbockler Brothers, a młodszy Bolesław w fabryce sprężyn, a w końcu w tej samej cukrowni. W 1918 roku Bolesław i Józef Adamowiczowie, którzy w międzyczasie uprościli swoje imiona na Ben i Joe, z uzbieranych oszczędności założyli w Nowym Jorku własne przedsiębiorstwo w postaci niewielkiej wytwórni napojów chłodzących i gazowanych oraz wody sodowej. Po kilku latach, własna działalność ustawiła ich nieźle pod względem finansowym.
W 1928 roku po raz pierwszy w życiu bracia odbyli lot turystyczny małym samolotem w charakterze pasażerów i od tej pory zaczęła się ich fascynacja lotnictwem.  Za 3400 dolarów kupili własny dwupłatowy samolot szkolny Waco i ukończyli lekcje podstawowego pilotażu. Następnie zakupili samolot Waco z mocniejszym silnikiem Wright o mocy 165 KM.


Pod wpływem wyczynów lotniczych na świecie, w tym coraz liczniejszych przelotów nad Atlantykiem, szczególnie silnie działających na wyobraźnię, bracia zdecydowali podjąć wzorem Charlesa Lindbergha próbę przelotu nad Atlantykiem, wychodząc z założenia, że "jakiś Polak musi zwyciężyć ocean, bo nie może być Polak gorszy od Amerykanina, Francuza albo Duńczyka i Włocha". Na utwierdzenie w zamiarze wpłynęło dość przypadkowe zwycięstwo w konkursie samolotów turystycznych na lotnisku Floyd Bennett w maju 1932, gdzie dystans do pokonania wynosił jednak zaledwie 11 mil. Mimo to, obaj bracia byli amatorami w dziedzinie pilotażu, o niewielkim przygotowaniu teoretycznym.


W celu przelotu, bracia sprzedali stary samolot i zakupili za sumę 22 000 dolarów dalekodystansowy samolot J300 firmy Bellanca, napędzany silnikiem Wright o mocy 200 KM, o prędkości maksymalnej 209 km/h. Z wyposażenia, samolot posiadał jedynie żyrokompas, natomiast z powodu kurczących się oszczędności braci, nie posiadał radia ani automatycznego pilota. Samolot otrzymał wymalowane na kadłubie godło Orła Białego i angielską nazwę "City of Warsaw" oraz napis "New York - Warszawa". Gdy w sierpniu 1933 bracia dokonywali przelotu do planowanego miejsca startu, z Nowego Jorku na niewielkie lądowisko Harbour Grace na Nowej Fundlandii, pilot, któremu zlecili przeprowadzenie samolotu, uszkodził go podczas lądowania. Mimo to, bracia odremontowali samolot i postanowili podjąć próbę przelotu w następnym roku. Przymusową przerwę Bolesław Adamowicz wykorzystał na pogłębienie umiejętności z nawigacji lotniczej i zdanie egzaminu z lotów bez widoczności ziemi, zaledwie na kilka dni przed startem.

Przelot braci Adamowiczów nad Atlantykiem -  rok 1934.
Film nie przedstawia czynności samego przelotu, ale wizytę braci w Warszawie 2 lipca 1934 roku, już po swoim wielkim wyczynie. Szkoda, że nie powstał film o ich wizycie w Łodzi...

28 czerwca 1934 bracia wystartowali z lotniska Floyd Bennett Field koło Nowego Jorku do wysuniętego najbardziej na wschód lotniska Harbour Grace na Nowej Fundlandii; tym razem lecieli o własnych siłach i wylądowali bez kłopotów. Następnego dnia, 29 czerwca o godzinie 5 rano, bracia wystartowali do lotu przez Atlantyk, wpisujac w dzienniku pokładowym: "June 29. Take off 5 O’Clock From Harbour Grace for Warsaw, Poland"…
… Rankiem 30 czerwca po około 20 godzinach lotu ujrzeli brzeg Europy, lecz nie wiedzieli, gdzie dokładnie się znajdują. Ponieważ nadciągnęły chmury i mgła, bracia przez dalsze trzy godziny lecieli na wschód, bez widoczności ziemi, po czym zawrócili i przez godzinę lecieli w przeciwnym kierunku. Korzystając z polepszenia widoczności, a nie mogąc zlokalizować żadnego miasta, wylądowali na przygodnej małej łące, przeskakując stado krów - jak się okazało, koło miejscowości Fleury-sur-Orne w Normandii we Francji.
Bracia skorzystali z gościny Francuzów i spotkali się z przybyłym polskim attaché wojskowym, a następnego dnia po naprawie kółka ogonowego, które uległo lekkiemu uszkodzeniu podczas lądowania, bracia wystartowali do Paryża, gdzie ich przylot stał się już sensacją. Po zatankowaniu, bracia podjęli dalszy lot do Warszawy, lecz z powodu kończącego się paliwa, pomyliwszy położenie po drodze, lądowali w Niemczech niedaleko granicy z Polską. Z powodu konieczności naprawy podwozia, dopiero następnego dnia wystartowali do dalszego lotu, lecz na skutek pomylenia kursu wylądowali w Toruniu:

Bracia Adamowiczowie w lotniczych kombinezonach na toruńskim lotnisku tuż przed odlotem do Warszawy.

Ostatni odcinek do Warszawy bracia przebyli w towarzystwie pilota Aleksandra Onoszki, czuwającego nad prawidłowością nawigacji. Na lotnisku mokotowskim w Warszawie, samolot Adamowiczów wylądował około godziny 17, w honorowej eskorcie polskich myśliwców. Łącznie przelot z Nowego Jorku do Warszawy trwał cztery doby i jedenaście godzin.

Bracia Adamowiczowie (po bokach zdjęcia) podejmowani w Radzie Miejskiej w Warszawie, lipiec 1934.

W Warszawie bracia zostali powitani jako bohaterowie i podejmowani przez władze państwowe, w tym premiera Kozłowskiego oraz uhonorowani odznaczeniami. Otrzymali też honorowe odznaki pilotów wojskowych. Ich wyczyn szczególnie mocno wpływał na emocje przez fakt, że obaj bracia byli, jak to określano w publikacjach z tego okresu, zwykłymi "zjadaczami chleba", dwoma starszymi panami o pewnej skłonności do łysiny, o nieprzeciętnej tuszy i jowialnym wyglądzie businessmanów z działu gastronomicznego…
Byli drugimi Polakami, którzy przelecieli nad Atlantykiem, po Stanisławie Skarżyńskim (maj 1933), lecz pierwszymi, którzy przelecieli nad północnym Atlantykiem.
Po zakończeniu uroczystości na ich cześć, bracia sprzedali samolot Lidze Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwgazowej i powrócili statkiem do USA.

"Głos Poranny", rok 1934.

"Ilustrowana Republika", rok 1934.

Józef Adamowicz zmarł w listopadzie 1970, a Bolesław Adamowicz w czerwcu 1979 roku.

BAEDEKER POLECA:



Zofia Reklewska-Braun, Kazimierz Braun.
Bracia Adamowiczowie. Emigranci –lotnicy, pierwsi polscy zdobywcy północnego Atlantyku.
Rzeszów : Uniwersytet Rzeszowski, 2011


źródła:
 Zofia Reklewska-Braun, Kazimierz Braun "Bracia Adamowiczowie. Emigranci – lotnicy. Pierwsi polscy zdobywcy północnego Atlantyku".
Janusz Łukaszewicz: Szarża przez Atlantyk [w:] "Skrzydlata Polska".
Bohdan Arct. Rycerze Biało-Czerwonej Szachownicy.
Andrzej Przedpełski. Przez wielką wodę.
Wacław Sobol, Lotnicy z Bożej łaski [w:]Marian Romeyko (red), Polska lotnicza.

Zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe (audiovis.nac.gov.pl), PAT (kroniki Polskiej Agencji Telegraficznej - kopia Filmoteki Narodowej), plienosparnai.lt 

oraz ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

…. i na zakończenie trochę sensacji:

"Głos Poranny", rok 1935.
Przeczytaj w baedekerze:
NIEBO NAD ŁODZIĄ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz