niedziela, 20 października 2019

Rezydencja Wschodnia. Anders Rönnlund - Oda Do Jeziorka Śmierci.


Anders Rönnlud urodził się w 1951 roku w Torshälla (Szwecja). Brał udział w wystawach indywidualnych i zbiorowych, między innymi w Galleri Fagerstedt, Uppsala Konstmuseum i Sӧdertälje Konsthal. Ponadto Rӧnnlund organizuje wystawy poza europejską sceną artystyczną na przykład w Kanaya Art Museum w Japonii, w Centroultural Metropolitano w Quito (Ekwador) lub w TCG Nordica w Kunming (Chiny).


W swojej praktyce artystycznej Anders Rönnlud zajmuje się fotografią i filmem, instalacją i rzeźbą, a także sztuką performance.


Wyprodukował między innymi dzieła sztuki publicznej w Uppsali i Hässleholm. Reprezentuje ją Agencja Sztuki Publicznej, Rada Hrabstwa Kopparberg i Uppsala, a także miasta Ludvika, Borlӓnge, Gӧteborg i Skellefteǻ.


Anders Rönnlud: 
Zaproszenie mnie do Galerii Wschodniej w ramach projektu A i R
– Rezydencje Artystyczne, posiadającej swoją siedzibę zaledwie kilka bloków od domu, w którym dorastała moja teściowa, Mira, jest jak zatoczenie koła. A koło to bardzo precyzyjny geometryczny kształt, który nie powstaje samoistnie. Jej opowieści były zdominowane przez wspomnienia lat trzydziestych, kiedy była dzieckiem i nastolatką, rzadziej o czasie spędzonym w getcie.
Po wojnie wyemigrowała do Szwecji, gdzie pracowała jako pisarka i tłumaczka polskiej literatury. Przez całe życie utrzymywała kontakt z Polską.
Moje własne kontakty były jednak nawiązywane innymi kanałami. Można by rzec, że brały się z przypadku. Albo z przeznaczenia. W 1991 roku miała miejsce moja pierwsza znacząca wystawa indywidualna w Uppsali. Waldemar Kopczyński ze Szczecina, który przewodził polsko-szwedzkiemu stowarzyszeniu zobaczywszy ją, zaprosił mnie do udziału w ekspozycji dzieł w dużej galerii
na samej górze Zamku Książąt Pomorskich. Kilka lat później moje prace były prezentowane obok dzieł moich przyjaciół w Muzeum Narodowym.
Jedną z tych wypraw do Polski, w 1992 roku, odbyłem razem z moją teściową, Mirą.
Podczas gdy ja wystawiałem w Szczecinie, ona składała wizytę przyjaciołom w Warszawie.
Potem odebrałem ją stamtąd i wspólnie udaliśmy się do Łodzi. Za wyjątkiem odrestaurowanego odcinka Piotrkowskiej w ścisłym otoczeniu Grand Hotelu, miasto było zrujnowane. Wypiliśmy wspólnie kawę w hotelowej kawiarni – tej samej, do której przychodziła z ojcem jako dziecko. Odwiedziliśmy dom, w którym spędziła dzieciństwo, aktualnie ośrodek badań asfaltu. Przemierzaliśmy ulice, które przemierzała kiedyś. Mijaliśmy miejsca, w których upływało jej życie w getcie, a także wstąpiliśmy na cmentarz żydowski. O ile pamiętam, ten jego zakątek,
w którym spoczywają jej rodzice był wyłączony z dostępu, porosły gąszczem traw i ostu. Później przebywałem jeszcze w Łodzi z moją rodziną, sadząc drzewa w Parku Ocalałych. Ostatnio, rok temu, odnaleźliśmy miejsce, w którym została pochowana jej matka – na krawędzi czegoś, co aktualnie jest trawiastym
pasem zieleni.
Mój kontakt z żywą Łodzią został nawiązany w Ekwadorze, gdzie wraz z artystą Tomaszem Matuszakiem pośród innych prezentowałem swoje prace w niedawno wyłączonym z użytku więzieniu. Wiosną 2017 roku zaprosił mnie na wystawę „CZYNNIK POBUDZAJĄCY SPURRING FACTORS” w działającej przy ASP Galerii Kobro. To właśnie wtedy zetknąłem się z Galerią Wschodnią.
Ale jak wiele innych osób kojarzę Łódź bardziej ze Szkołą Filmową niż z ASP.


Zorganizowana minionego lata półroczna wystawa "Kobro & Strzemiński” w Moderna Museet w Malmö może przyczynić się do przybliżenia Szwedom i Szwedkom nieco więcej o Łodzi i Polsce. Instytut Polski w Sztokholmie także ma swój spory wkład w szerzenie w Szwecji wiedzy o kulturze i sztuce współczesnej Polski. Niektórzy z przyjaciół w moim rodzinnym mieście, Uppsali,
którzy stanowią grono artystyczne zajmujące się grafiką komputerową, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku – a być może i później – miewali kontakty, znajomych i wystawy w Łodzi. W trakcie trwania mojej własnej, w Szczecinie, we wczesnych latach dziewięćdziesiątych,
podczas której zaprezentowałem kilka prac z żywych roślin, widziałem w prasie polskie artystki i polskich artystów tworzących z trawy i roślin – byli tacy utalentowani i wielcy, że aż sam poczułem się całkowicie niezdolny do aktu twórczego i marginalny.
Moja rodzina ze strony mamy i taty pochodzi z Finlandii. Wiele w ich opowieściach jest odwołań do Rosji – zarówno rosyjskiej kultury, jak i nieustającego zagrożenia, którego była źródłem. Być może to ich historie nakreśliły mi – takie czy inne, prawdziwe czy nie – wyobrażenie „rosyjskiego” i dzięki nim nie byłem zaskoczony,
w odróżnieniu od całego szwedzkiego świata sztuki ogarniętego szokiem, kiedy rosyjski artysta Oleg Kulik, odgrywając psa, w trakcie wystawy pogryzł publiczność. Nie na niby, ale naprawdę. Nie w ramach dzieła teatralnego, a jako pies. Widywałem coś podobnego w polskich nagraniach video dokumentujących performensy. Nie przedstawiają gry, teatru, ale coś, co dzieje się
naprawdę i może iść do diabła. Wpłynęły na mnie. Nie silną ekspresją, lecz metodą.


Staram się nadawać moim instalacjom formę, dzięki której są sobą, a nie obrazem czegokolwiek innego czy tez aluzją do sztuki. Stanowią moją próbę odnalezienia tego oczywistego i niemożliwego „naprawdę”.


Galeria Wschodnia
Łódź, ul. Wschodnia 29/3

Fot. Monika Czechowicz

piątek, 18 października 2019

Jesień w Łagiewnikach 🍂


Stawy w Lesie Łagiewnickim przy ulicy Okólnej. Dawne tereny Juliusza Heinzla, barona von Hohenfels.

"Głos Poranny", rok 1936.
(zbiory WBP)
Fot. Monika Czechowicz

czwartek, 17 października 2019

lenno. fiszka akwizytora

myślisz, że mi się podoba, jak znika oddech i światło
doznaje epilepsji, emitując panteon z rozgrzanych
kamienic? Obustronnie

Włókiennicza odpada od siebie i strzępi się jak pasy
dartego samodziału. nadchodzą dwaj goście
zjarani z nudów,

a u wylotu na Wschodnią (Wschodnia to zajebiste
ciuchlandie) dwie gówniary w różowych koszulkach
lukają za nimi, jakby straciły wiarę w blanta,

browar i fiuta. więcej ciszy, a zostaniesz ekspresjonistą.
głowę opęta ci halo: z hiphopu, mord meneli i diagnoz
co bardziej światłych urzędników.

skwar, że po prawo brama wgłębia się ścianą z drzwiami
do komórki. drzwiami tak pięknymi, jak senna chata
albo fin de siècle.

i wytraca się ulica, ostre słońce, psie gówna, bez których
nie rozpoznałbyś miasta.

Przemysław Owczarek
(wiersz z wydanego w 2017 roku tomu "Jarzmo")

Fot. Monika Czechowicz