wtorek, 1 grudnia 2020

Olbrzym Leon Grabowski w Łodzi.

"Panorama", rok 1933.

Wiosną 1933 roku do Łodzi przybył Leon Grabowski. Nie byłoby pewnie w tej wizycie nic dziwnego, gdyby nie to, że ten 25-letni mężczyzna miał dwa metry i 25 centymetrów wzrostu. Olbrzym, górnik ze Śląska, przyjechał, by wziąć udział w turnieju zapaśniczym. Odbywał się on w cyrku sportowym, który rozbito przy ul. Nawrot 61.
Kilku jego przeciwników wyniesiono z ringu nieprzytomnych zdławionych przez niego „podwójnym Nelsonem”
- rozpisywała się łódzka prasa.
Leonek Grabowski, jak go pieszczotliwie nazywano, zamieszkał w Łodzi w hotelu „Savoy”. Użalano się, że co noc musi tęsknie patrzeć na wygodne, miękkie łóżko.
- On się w nim zmieścić nie może - wyjaśniali dziennikarze. - Nasz Longinus musi spać na kozetce z nogami opartymi na daleko odsuniętych krzesłach. Nie może też jeździć taksówką, bo czy deszcz czy mróz musi kazać opuścić budę. A i tak głowa wystaje mu ponad dach auta.
Zauważano, że Leonek, jak na siłacza przystało, miał wielki apetyt. Na śniadanie wypijał litr mleka, zjadał kilkanaście bułek.
Przed kilku dnia zaobserwowano Grabowskiego w jednej z łódzkich restauracji. Zjadł cztery talerze zupy i trzy wieprzowe kotlety, półmisek jarzynek. A wcześniej na przystawkę pół chleba
- pisał „Express Wieczorny Ilustrowany”.

"Express Niedzielny Ilustrowany", rok 1933.

Łodzianie lubili oglądać siłaczy. Między innymi podczas zapaśniczych walk. Leon Grabowski miał ponad dwa metry wzrostu. Jego wizyta w Łodzi wzbudziła wielką sensację.
Podobno właściciel restauracji udzielił mu dużego rabatu. Jednocześnie zaprosił na kolejny - tym razem darmowy - obiad. Postawił jednak warunek.
- Wcześniej musimy ogłosić w gazetach, o której pan jada! - tak brzmiał warunek. Leonek odmówił. Tłumaczono to tym, że nie lubi rozgłosu, jest zażenowany swoim wzrostem i apetytem.
- Trzeba widzieć jak chodzi po ulicach! - pisano w gazetach. - Mimo woli przygina się w kolanach, jakby chciał się zmniejszyć i dorównać normalnym ludziom. Drażnią go też pytania przechodniów typu: Panie Grabowski czy tam w górze jest ciepło czy zimno?
Na co dzień olbrzymowi Grabowskiemu nie brakowało problemów. Buty musiał stalować u szewca w Rybniku. Nosił bowiem rozmiar 58! W sklepie nie mógł kupić rękawiczek, bo żaden nie miał numeru 17. Ale Leonek miał swoje marzenia.
"...Przede wszystkim chciałbym się ożenić, najlepiej z łodzianką! I to filigranową, malutką, bym mógł nosić ją na rękach. Niestety żadna nie chce się ze mną umówić na randkę. Wstydzą się spotykać z takim olbrzymem!"
- zdradzał swoje marzenia dziennikarzom z Łodzi...

"Echo", rok 1935.

źródło: 
"Nasza Historia", Anna Gronczewska.
Fot. ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
Przeczytaj jeszcze w baedekerze:

piątek, 27 listopada 2020

Koniak Szustowa, czyli... czym raczyli się dawni łodzianie 😋

 
"Rozwój", rok 1910.

Reklamy koniaku Szustowa w łódzkim „Rozwoju” ... Koniak Szustowa był bardzo chętnie pijany w Łodzi na przełomie wieków, szeroko reklamowany w łódzkiej prasie – często z humorem. Przyznam, że … dowcip tych starych reklam skłonił mnie kiedyś do poszukiwań innych humorystycznych publikacji z tego okresu. Co bawiło i z czego śmiali się ówcześni łodzianie?… Będzie jeszcze o łódzkim humorze, na pewno :-)

"Rozwój", rok 1910.

Szustow– odmiana koniaku produkowana w Odessie przez rodzinę Szustowów- klimat wybrzeży Morza Czarnego nadaje się znakomicie do upraw winorośli. Warunki te wykorzystał pod koniec XIX wieku Nikołaj Szustow, pochodzący ze starej rodzinykupieckiej zamieszkującej w Odessie. Otworzył fabrykę koniaku i wódki (1899), której wyroby sprzedawano w charakterystycznych butelkach o kształcie siedzącego niedźwiedzia (wcześniej fabrykę zlokalizowaną w lokalnej twierdzy prowadził Ormianin, Nerses Tairian). Z czasem destylarnie otwarto również w Moskwie oraz na terenie Armenii. W 1910 roku, podczas światowego konkursu degustacyjnego w Paryżu, koniak Szustowów zdobył pierwszą nagrodę, wyprzedzając rodzime trunki francuskie.
W 1912 Nikołaj Szustow junior przygotował koniak z plastrem cytryny carowi Mikołajowi II, co ten ocenił bardzo wysoko. Ten sposób serwowania rozpowszechnił się pod nazwą „nikołaszka”w restauracjach całej Europy. Przed I wojną światową Szustowowie opanowali około 30% rosyjskiego rynku koniaku. Zamawiali go między innymi car Mikołaj II, Winston Churchill oraz Agatha Christie. Po śmierci Nikołaja interes przejęli jego synowie - Nikołaj Szustow Junior i Leontij Szustow. Kres fabryce przyniosły rządy bolszewickie. Fabrykę znacjonalizowano, a część stuletniego koniaku rozkazano przerobić na… spirytus! Po upadku komunizmu produkcję wznowiono. Otwarto również Muzeum Koniaku Rodziny Szustowów.


W Łodzi
na przełomie wieków XIX/XX koniak firmy Szustowa był podawany w eleganckich restauracjach i hotelach.

"Rozwój", rok 1913.

Reklamy koniaków Szustowa wyszukał baedeker łódzki w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.