sobota, 22 września 2012

Łódź, ulica Północna 39 (Ochronka dla Dziewcząt Wyznania Mojżeszowego)

Sierociniec Hertzów i żłobek Gminy Wyznaniowej - jego początki sięgają 1883 roku, gdy Dozór Bożniczy zwrócił się do Łódzkiej Powiatowej Rady Opieki Społecznej z prośbą o wsparcie starań o założenie ochronki dla dzieci żydowskich.
Z inicjatywą wystąpiła grupa pań - żon najzamożniejszych przemysłowców i kupców, wśród nich Anna Hertz, Rozalia Rosenblatt i wdowa Ernestyna Ginsberg. Środki na działalność przekazali fabrykanci, między innymi Szaja Rosenblatt. Ochronka została otwarta w 1885 roku przy ulicy Gdańskiej 15. 

"Dziennik Łódzki", rok 1885.

Dziesięć lat później zaczęto zabiegać o plac pod nowy budynek. Miasto przekazało teren w doskonałym miejscu, przy parku Helenów.

Jednodniówka "Dzień ubogich w Łodzi", 17 września 1911 roku.

Budynek stanął w 1901 roku dzięki dotacji Jakuba i Anny Hertzów i miał nosić ich imię. Był przeznaczony dla 300 dziewcząt wyznania mojżeszowego. Autorem projektu był "nadworny" architekt Poznańskich Adolf Seligson (Zeligson). Następnie pełnił on również rolę kierownika budowy.
Gmach otrzymał skromną neorenesansową fasadę. W środku był bardzo funkcjonalny.
 Pod gzymsem wieńczącym fronton budynku umieszczono napis (po rosyjsku i po polsku): "Ochronka dla dziewcząt. Dar Jakuba i Anny małżonków Hertz".

Jednodniówka "Dzień ubogich w Łodzi", 17 września 1911 roku.

Już w 1902 roku ochronka rozpoczęła działalność.

"Rozwój", rok 1907.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy 1913.

W listopadzie 1920 roku budynek został zarekwirowany na cele umieszczonego tu szpitala wojskowego. Od 1927 roku gmina żydowska ponownie objęła budynek i do wybuchu II wojny światowej mieścił się tu dom dla sierot i żłobek Gminy Wyznaniowej Żydowskiej założony przez Towarzystwo Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej.

"Nowa Panorama", dodatek niedzielny "Ilustrowanej Republiki", rok 1928.

"Głos Poranny", rok 1933.

Podczas okupacji Niemcy również przeznaczyli obiekt na szpital.

1940-1944

Po wyzwoleniu w budynku mieściły się instytucje MSW, aż do 2003 roku, kiedy budynek przekazano pierwotnym właścicielom, czyli gminie żydowskiej. Od niej, w 2004 roku, całą nieruchomość nabyła na swoją siedzibę Łódzka Okręgowa Izba Inżynierów Budownictwa. Po przeprowadzeniu gruntownego remontu budynek do dziś jest użytkowany przez tą organizację.

2012. Fot. Monika Czechowicz
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi

źródła:
Kazimierz Badziak, Jacek Walicki. Żydowskie organizacje społeczne w Łodzi (do 1939 roku).
Joanna Podolska. Spacerownik. Łódź żydowska.

piątek, 21 września 2012

"Kokolobolo" – czyli opowieść o legendarnych przestępcach z Bałut

Znany reżyser Jacek Głomb reżyseruje w łódzkim Teatrze Nowym "Kokolobolo" - spektakl o Ślepym Maksie, Szai Magnacie i Fajwelu Buciku, legendarnych przestępcach przedwojennych Bałut. Premiera 22 września.

- To modelowy przypadek teatru opowieści - mówi Jacek Głomb, reżyser, który zasłynął realizacjami teatralnymi w Legnicy. - Tworzymy historię z życiorysów naszych bohaterów, ale nie przygotowujemy dokumentu, bo teatr jest przecież od legend i mitologii. Rzecz dzieje się od lat 20 do 1945 roku, narratorem jest Żyd Wieczny Tułacz. Maks, Szaja i Fajwel rywalizują ze sobą, co jest zwykłym zjawiskiem nie tylko w świecie przestępczym, ale także wśród polityków. Drugi chce zostać pierwszym, a trzeci chociaż drugim.

Bohaterowie widowiska to postacie autentyczne, bohaterowie kronik policyjnych 
w przedwojennej prasie. Arnold Mostowicz poświęcił im esej "Prawdziwy koniec łódzkiej dintojry" w książce "Żółta gwiazda i czerwony krzyż": "Czy wie pan, czym były przed wojną łódzkie Bałuty? To była mieszanina nędzy i przestępstwa. Za parę groszy można tu było wszystko kupić: nóż sprężynowy, brylantowy pierścionek rodziny carskiej, dziewczynę, maść na odciski, życzliwość urzędnika i sumienie policjanta...." - pisał Mostowicz.
- Jaki był Ślepy Maks? Są cztery sprzeczne relacje i tylko dwa zdjęcia - śmieje się reżyser. - Budujemy postacie biorąc jak najwięcej z osobowości grających je aktorów. Mam poczucie, że to spektakl patriotyczny, zawierający w sobie łódzkość, choć my jesteśmy "barbarzyńcami w ogrodzie", bo przyjechaliśmy z Legnicy.
Maksa Borensztajna zwanego Ślepym Maksem gra Paweł Audykowski, Szaję Zylberszaca zwanego Magnatem, "najmocniejszą pięścią Łodzi" - Bartek Turzyński, a Fajwela Bucika - Michał Bieliński.
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Przedstawienie ma tytuł "Kokolobolo" - jak knajpa na rogu Pomorskiej i Wschodniej, w której rezydował Ślepy Maks i gdzie zabił swego rywala Balbermana. Dramat "Kokolobolo" napisał - na zamówienie Teatru Nowego w Łodzi - Robert Urbański.
- To łódzka "Opera za trzy grosze" i część tradycji, o której zapominamy - tłumaczy Zdzisław Jaskuła, dyrektor Nowego. - Jest coś niesamowitego w tym, że losy postaci ze świata przestępczego mają w tle holokaust.
- Wchodzenie w przestrzenie wojny i getta bardzo dużo kosztuje w sensie emocjonalnym - opowiada Jacek Głomb. - Będę szczęśliwy, jeśli nam się uda nie tylko bawić widzów, ale też wywołać wzruszenie. Uważam, że bez wzruszenia teatr nie będzie ważny.
W przedstawieniu występuje 13 aktorów plus czterech zdolnych studentów Szkoły Filmowej.
Próba spektaklu Kokolobolo w Teatrze Nowym w reż. Jacka Głomba (Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta)
"Ilustrowana Republika", rok 1931.
(zbiory WBP)
źródło: 
cjg.gazeta.pl - Marzena Bomanowska

czwartek, 20 września 2012