wtorek, 24 września 2013

MURALE ŁÓDZKIE. WYSZYŃSKIEGO 80.


Ukończony został mural na Retkini przy ulicy Wyszyńskiego, niedaleko Pałacu Młodzieży.
Jest dziełem chilijskiego artysty INTI, autora malowidła na kamienicy przy skrzyżowaniu Struga/Strzelców Kaniowskich.


INTI to street artysta pochodzący z Chile obecnie mieszkający i pracujący w Paryżu. Elementem wyróżniającym jego uliczne kompozycje jest zamalowywanie całej płaszczyzny elewacji, na której tworzy mural. W jego obrazach najczęściej pojawia się wyobrażenie enigmatycznej postaci – „podróżnika”, przedstawionego na kontrastującym, jednolitym tle. Twórczość Chilijczyka związana jest bezpośrednio z folklorem Ameryki Południowej, a w same prace nasycone są bogatą symboliką zaczerpniętą z wierzeń i przekazów rdzennych mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Charakterystycznym dla Inti jest wysoka dbałość i precyzyjność wykończenia poszczególnych elementów obrazów oraz żywa, ciepła kolorystyka.

 
Przy okazji:
Inti (mitologia inkaska):
Inti, zwany również Tayta Inti (Ojciec Słońce) oraz Apu Punchau (Przewodzący za Dnia) – inkaski bóg słońca, najwyższy w panteonie, syn boga stwórcy Wirakoczy i bogini morza Mamy Cochy, mąż i brat bogini księżyca Mamy Quilli (w innej wersji mitu małżonką Inti miała być bogini ziemi Pachamama), czczony pod postacią złotego dysku słonecznego ozdobionego męską twarzą. Kult Inti był najważniejszym, cieszącym się szczególnym poparciem królewskiej rodziny i arystokracji, państwowym kultem w Imperium Inków. Bóg ten uznawany był za protoplastę dynastii królewskiej oraz stwórcę i opiekuna ludu inkaskiego.
źródło: Wilkipedia 



Mural przy ulicy Wyszyńskiego nie wszystkim się podoba. I nie musi. Czytaj TUTAJ.


ŁÓDZKIE MURALE

fot. Monika Czechowicz


poniedziałek, 23 września 2013

Dlaczego Łódź, czyli... gdzie te rzeki?


Komu przyszło do głowy nazwać Łodzią wioskę, a później maleńkie miasteczko wśród borów? Tego nie potrafią do dzisiaj wyjaśnić najbardziej dociekliwi badacze. 
Powszechnie ta nazwa musi kojarzyć się z rodzajem statku poruszającego się po wodzie, co dodatkowo znajduje uzasadnienie w wizerunku łódki z wiosłem,  używanym od wieków w pieczęciach miasta. 
Szkopuł w tym, że na całym obszarze średniowiecznego miasteczka Łodzia nie można się doszukać akwenu, ani nawet strumienia, mogącego posłużyć do transportu wodnego. Brak także jakichkolwiek śladów w starych dokumentach i rejestrach, aby ktokolwiek z mieszkańców trudnił się szkutnictwem, czy choćby nawet ciesielstwem związanym z dłubaniem w pniach drzew najprostszych czółen.
Z racji braku źródeł historycznych, badacze przeszłości Łodzi wysnuli szereg hipotez mających uzasadnić pochodzenie dziwnej nazwy miasta. Istnieje hipoteza, uzasadniona szczegółowo w roku 1908 przez prof. J. K. Kochanowskiego. Według niego, nazwa ta pochodzi od herbu "Łodzia", godła rodu, który wydał wielu dostojników kalisko-poznańskich. Ten to ród - wg Kochanowskiego - niewątpliwie założył wszystkie Łodzie polskie (np. Łódź pod Stęszewem i Łódź w powiecie krobskim), a więc być może i Łódź pod Zgierzem, która później przybrała herb swoich założycieli.


Istnieje też hipoteza Andrzeja Zanda, z nieco późniejszego okresu, według której nazwa miasta jest pochodzenia topograficznego i wywodzi się od słowa "łoza", oznaczającego rodzaj wierzby krzaczastej rosnącej na podmokłych terenach. W średniowieczu słowo to brzmiało "łodzia".



Ponieważ w okolicach wsi Łodzia występowały, na obszarach nizinnych, błota i bagna, mogły tu rosnąć łozy - łodzie, od których wieś przyjęła nazwę.


Podmokłe tereny w rozlewisku Łagiewniczanki.

M. Baruch z kolei uważa, że nazwa Łódź pochodzi od imienia Włodzisława, osiadłego w tym rejonie. Imię to mogło przechodzić kolejne ewolucje i dojść do obecnej postaci.
Hipotezy Zanda i Barucha, nie wyjaśniają jednak pochodzenia łódki w herbie miasta, która została mocno osadzona w teorii heraldycznej prof. Kochanowskiego. Nowy kłopot bierze się stąd, że ród Łodziów pieczętował się herbem zawierającym wprawdzie wizerunek statku, lecz noszącym nazwę "Korab".
Przeciętny łodzianin wywodzi nazwę swego miasta od rzeki, nad którą miasto powstało. To skojarzenie podtrzymują niektóre encyklopedie i przewodniki, określające Łódź jako miasto położone nad rzeką Łódką...
Etymologia starych nazw geograficznych stanowi temat wielu badań nie tylko w przypadku Łodzi. Zajmują się nimi językoznawcy, historycy, heraldycy, geografowie. Często najpowszechniejsze stają się wyjaśnienia sięgające do starych legend: Kraków - od Kraka, Warszawa od Warsa i Sawy, Gniezno od gniazda itd.


Zabawną próbę stworzenia zupełnie nowej legendy, pióra anonimowego dziennikarza Gazety Łódzkiej opublikował ten dziennik w numerze 169 z dnia 21 lipca 2000 roku (s.2).
Fragment:
O łódzkich rzekach

Przed wiekami we wsi Łodzia
żył był sobie pewien młodzian,
co się ojcu niezbyt udał.
Nazywano go Maruda,
bowiem pracą się nie trudził,
tylko chodził i marudził
"Ja miałbym uprawiać rolę?!
Nie, rybakiem zostać wolę!"
Wsiadł do łodzi, sieć zarzucił,
ale wnet do brzegu wrócił.
"Nie, z tą rzeką nic nie wskóram!
To nie rzeka, tylko bzdura!"
(stąd się wzięła nazwa - Bzura)
A rzek było w okolicy,
tyle, że nikt by nie zliczył;
poszedł więc nad rzeczkę drugą,
postał chwilę niezadługą
i oświadczył: "Ta za krótka,
krótsza niźli moja łódka!"
(stąd się wzięła nazwa  - Łódka)
Zaś nad trzecią strugą orzekł:
"Co rusz z dna wystaje korzeń,
nie obłowię tutaj ja się!
(stąd się wzięła nazwa - Jasień)" (...)


Praprzodkiem miasta była wioska przycupnięta wśród borów, w rejonie dzisiejszych ulic Smugowej i Źródłowej, opodal bezimiennego strumienia, zwanego przez tubylców po prostu rzeką, a w późniejszych okresach Strugą, Starą Rzeką, Rzeką Starowiejską, Ostrogą. Dopiero w początkach wieku XIX rzeczułka ta nazwana została Łódką. Z tego wynika w sposób oczywisty, że to nie wieś i późniejsze miasto wzięły nazwę rzeczki, lecz odwrotnie, rzeczka wzięła nazwę od rozwijającego się miasta... (...)


Miasto rozbudowywało się na terenach stanowiących obszary źródłowe dwóch średnich rzek nizinnych środkowej Polski: Bzury (dorzecze Wisły) i Neru (dorzecze Odry), a także ich kilkunastu dopływów, małych rzek, strug i strumieni biorących także tu swój początek.



Obie te "prawdziwe rzeki" płyną w swoich górnych odcinkach w dzisiejszych granicach miasta i mogłyby z nim być bliżej związane. W okresie gdy Rajmund Rembieliński wizytował Łódź przedprzemysłową, Bzura płynęła jednak w odległości 5 km, a Ner w odległości 8 km od Rynku Starego Miasta i nikt wówczas nie przypuszczał, że niedługo można będzie mówić o Łodzi, leżącej nad Bzurą lub Nerem.



Przez Łódź przechodzi główny wododział Wisła-Odra, który zaczyna się od wschodniej granicy miasta, na wysokości jej przecięcia z ulicą Mileszki, po czym skręca na zachód i biegnie przez Moskuliki, teren Bałut i Teofilowa, aby opuścić miasto przekraczając jego zachodnią granicę w rejonie ulicy Rąbieńskiej. Rzeki położone na północ od tej granicy, wraz z Bzurą płyną do Wisły. Również w dorzeczu Wisły leży wschodni fragment Łodzi (osady Nowosolna, Wiączyń i Andrzejów), ale wody łódzkie płyną do niej za pośrednictwem Pilicy.
Reszta terenu Łodzi prowadzi swoje wody w ogólnym kierunku południowo-zachodnim do Neru i dalej, przez Wartę do Odry.
Na wzniesieniu Stoków i w obrębie Wzgórz Łagiewnickich znajduje się węzeł wodny, w którym zbiegają się linie wododziałowe głównych rzek regionu. Tu biorą początek liczne strumienie i rzeczki, spływające promieniście ku Bzurze, Pilicy i Nerowi. Odśrodkowy układ sieci rzecznej uwarunkowany jest naturalną rzeźbą terenu, pełnego fałd, garbów i dolin i stwarza specyficzny, nie spotykany w innych miastach układ hydrograficzny.


Zanim którakolwiek z rzek zostanie zasilona dopływami i spotężnieje - już opuszcza granice miasta i staje się - jak np. Bzura - prawdziwą rzeką wiele kilometrów dalej...

Fot. Monika Czechowicz
źródło:

Waldemar Bieżanowski. Łódka i inne rzeki łódzkie.

niedziela, 22 września 2013

LITZMANNSTADT GETTO - sierpień, wrzesień 1940.

6 sierpnia
Ruszyła tzw. kuchnia dla inteligencji, przy ulicy Zgierskiej 41.

Ulica Zgierska 41, dzisiaj.

Kuchnia nr 2.
W baedekerze czytaj TUTAJ .

------------------------------------
12 sierpnia
W budynku przy ulicy Ciesielskiej 7 Chaim Mordechaj Rumkowski uruchomił Bank Skupu Wartościowych Przedmiotów i Odzieży. 


Ulica Ciesielska 7, dzisiaj.

Baczął działać już 12 sierpnia 1940 roku. W przeciwieństwie do Banku Emisyjnego, który zajmował się emisją pieniędzy gettowych (czytaj TUTAJ ), bank przy Ciesielskiej przede wszystkim skupował wartościowe przedmioty i pieniądze od mieszkańców zamkniętej dzielnicy. Za zagraniczne dewizy, złote monety, futra, pelisy, biżuterię, nawet obrazy i ubrania płacił markami gettowymi (tzw. "rumkami" bądź "chaimkami"), które nie miały żadnej wartości poza granicami getta.

Marki gettowe, popularnie zwane "rumkami" bądź "chaimkami"

Przełożony Starszeństwa Żydów przekazywał zagrabione mienie niemieckiemu zarządowi getta. Pieniądze, które miały być ekwiwalentem przejętych towarów (na ogół były wycenione dużo poniżej faktycznej wartości), były księgowane przez niemiecką administrację na specjalnym koncie - Ernahrungskonto nr 700, z którego środki miały być przeznaczone na wyżywienie dla getta. Ogromne wpływy banku pojawiły się po przybyciu do getta Żydów z Europy Zachodniej. W krótkim czasie zostali pozbawieni drogocennych przedmiotów i musieli sprzedawać nawet osobiste rzeczy.

 Ulica Ciesielska 7, dzisiaj.

Obowiązek zgłaszania do skupu wszelkiego rodzaju futer został nałożony na mieszkańców obwieszczeniem pana prezesa nr 179 dnia 17 grudnia ub. r. Termin ustalony pierwotnie na dzień 1 stycznia br., wskutek nawału zgłoszeń, przedłużony został do 10 bm., przy czym po tym terminie, w myśl powyższego obwieszczenia, "wszelkie znajdujące się w posiadaniu osób prywatnych futra zostaną zarekwirowane". Prowadzenia akcji skupu futer powierzone zostało Bankowi Przełożonego Starszeństwa Żydów, mieszczącemu się przy Ciesielskiej. W terminie do dnia 10 bm. Bank wypłacił z tytułu zakupionych futer sumę 350 tys. mk, liczba sprzedawców osiągnęła 3500 (w przybliżeniu). [...] W dniu największego nasilenia prac przez ręce fachowych rzeczoznawców przewijało się przeszło 5 tys. sztuk.
(Kronika getta łódzkiego, 12 stycznia 1941)


Najbardziej niesamowita jest jednak wyprzedaż prowadzona przez tych, którzy sami są już sprzedani. takie groteskowe targowisko odbędzie się, być może, dopiero przy okazji następnego końca świata.
Prawie wszyscy trzymają w ręku jakieś ubranie lub buty. Albo sprzedają, albo dopiero co kupili [...] Do wyjazdu zostało niecałe 48 godzin. Miejscowi wiedzą o tym bardzo dobrze. Na gwałt potrzebują oferowanych przedmiotów, ponieważ przez dwa lata pobytu w getcie zostali kompletnie ograbieni. Łakną butów, ubrań, bielizny. Każdy walczy ze swoim sumieniem. Ale w pospiechu nie ma czasu na coś takiego jak wyrzuty sumienia. Ten idiotyczny pospiech sprawia, że ludzie stają się szabrownikami wbrew własnej woli.
Ci, których się wyrzuca, wiedzą o tym doskonale, ale na zgłębianie własnych uczuć nie mają czasu. Tempo jest szalone. Przecież można zabrać tylko 12,5 kg bagażu. Rachunek jest prosty: ciepły koc, ubranie, para butów i trochę bielizny. Jak dobrze pójdzie, jeszcze jakiś garnek i naczynie do picia i ustalona waga 12,5 kg jest prawie przekroczona. A więc: należy pozbyć się balastu i wymienić niepotrzebne przedmioty na prowiant na drogę. Hasło to jest prawem tej okrutnej chwili. [...]
Trzeba przyznać, iż skup centralny płaci nowo wsiedlonym lepsze ceny niż kto inny. Ludzie chętnie biorą tych ostatnich parę marek za resztkę swego dobytku.
Oskar Singer. Przemierzając szybkim krokiem getto.


Bank wydawał dokumenty zwalniające futra od obowiązku sprzedaży i załatwiał związane z akcją skupu futer formalności. Na razie skup innych przedmiotów jest wstrzymany do czasu skompletowania personelu rzeczoznawców branżowych. Bank przeprowadza inkaso należności od dłużników, znajdujących się w mieście (poza gettem) i w okolicy, na podstawie odpowiednich wniosków, wypłacając wpływy z tego tytułu odnośnym beneficjentom, przyjmuje do wymiany czeki, destrukty niemieckie, skupuje komisowo dewizy i waluty, załatwia wpływy na tzw. konto 700.
Kronika getta łódzkiego, 13 stycznia 1941.



Ewentualne przedmioty, które znajdują się w posiadaniu osób przeznaczonych do wysiedlenia, które należy zostawić na miejscu, mogą zostać wystawione na sprzedaż w moim Banku, Bleicherweg 7. Biuro Wysiedleń znajduje się przy Fischerstrasse 8. W biurze tym udziela się wszelkich informacji dotyczących tej sprawy i przyjmuje podania oraz reklamacje.
Chaim Mordechaj Rumkowski, Przełożony Starszeństwa Żydów.
-----------------------------------------------------------------------
18 września
Rozpoczęcie działalności sądu i prokuratury.
Czytaj w baedekerze TUTAJ .

Ulica Gnieźnieńska 20. Tutaj mieściła się prokuratura i sąd getta łódzkiego.

Zobacz jeszcze:
LITZMANNSTADT GETTO - ulica Zgierska
LITZAMNNSTADT GETTO - czerwiec, lipiec 1940 (Bank Emisyjny)

źródło:
Joanna Podolska. Litzmannstadt-Getto. Przewodnik po przeszłości.
Fot. współczesne Monika Czechowicz