czwartek, 3 kwietnia 2014

Doktor Karol Jonscher - łódzki Judym?


O polskim obliczu miasta w międzynarodowym tyglu, jakim była Łódź XIX i XX wieku, decydowała w głównej mierze inteligencja. Ważną jej częścią byli nauczyciele, prawnicy, lekarze. W latach 60. XIX wieku lekarzy było zaledwie ośmiu. Kiedy w 1873 roku przybył tu na stałe Karol Jonscher, liczba ta zdążyła się już zwiększyć do kilkudziesięciu, ale i tak było to ciągle mało w stosunku do liczby ludności i do potrzeb mieszkańców. Kiedy w 1886 roku przyjechało do Łodzi dalszych trzech lekarzy, prasa uznała za zasadne odnotować ten niecodzienny fakt, wyrażając przy tym nadzieję, że będą oni konkurencją dla miejscowych znachorów. Nie dziwi obecność tych ostatnich jak i opłacalność tego rodzaju profesji przy ówczesnej sytuacji w dziedzinie pomocy medycznej. Narastającą skalą chorób zakaźnych i społecznych w mieście władza carska nie była bardzo zainteresowana, uważając kwestię zdrowia za prywatną sprawę Łodzian, tak więc na ochronę zdrowia i higienę nie dawały prawie nic. Niesienie pomocy potrzebującym i zapewnienie im opieki lekarskiej spadało wyłącznie na barki co światlejszych obywateli miasta. Kiedy Karol Jonscher osiedlił się w Łodzi, miasto było już niemałe, liczyło kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, ale nie miało kanalizacji, wodociągów, było nawiedzane przez różne epidemie i wykazywało fatalny stan zdrowotności. Każda inicjatywa dążąca do zmian na lepsze w tej dziedzinie była na wagę złota. Za sprawą doktora Jonschera tych inicjatyw było więcej.

dr Karol Jonscher

Karol Jonscher urodził się w Lublinie w 1850 roku. Jego ojciec był lubelskim pastorem, matka zaś, z domu Hovelka, pochodziła z rodu sławnego astronoma gdańskiego Jana Heweliusza. Szkołę średnią ukończył w Lublinie, studia medyczne w Warszawie, odbył potem praktykę lekarską w klinikach Paryża, Berlina i Wiednia. Do Lublina już nie wrócił, trafił do Łodzi, gdzie osiadł na stałe. Już od początku dał się poznać jako znakomity lekarz, a przy tym wyjątkowy działacz społeczny. Szybko przylgnął do niego przydomek "kwestarz". Wychodził z założenia, że wielki przemysł i wielkie fortuny nie mogą pozostawać obojętne na biedę i choroby szerzące się wokół.
Nawiązywał kontakty z przedstawicielami warstw posiadających i skłaniał ich do uczestnictwa w działalności charytatywnej i filantropijnej. To pukanie do każdych drzwi zaczęło wkrótce przynosić wymierne efekty, zwłaszcza w jego najbliższym otoczeniu. Karol Jonscher, chyba nie przez przypadek, został między innymi lekarzem domowym rodziny Scheiblera. Szybko udało mu się przekonać głowę rodu, że jak chce mieć lepsze wyniki produkcyjne, musi bardziej zadbać o swoich robotników.

Karol Wilhelm Scheibler

Na dobry początek udało mu się otworzyć przy fabryce pierwszą w Łodzi Kasę Chorych i ambulatorium dla robotników. Była to przymiarka do dzieła o wiele większego - stworzenia szpitala z prawdziwego zdarzenia dla robotników i ich rodzin. Pomysł ten udało się Karolowi Jonscherowi w pełni zrealizować. Stało się to tuż po śmierci Karola Scheiblera. Spadkobiercy wielkiego przemysłowca nie stawiali przeszkód, tym bardziej, że wiernego sojusznika miał dr Jonscher w osobie Anny Scheibler, wdowy po fabrykancie.

Anna Scheibler

Szpital pod wezwaniem św. Anny przy ulicy Milionowej otworzono uroczyście w 1884 roku.


"Dziennik Łódzki", rok 1884.

"Dziennik Łódzki", rok 1884.


Był to obiekt od razu nowoczesny, początkowo liczył 50 łóżek na dwóch oddziałach: wewnętrznym i chirurgicznym, w jednym ze skrzydeł gmachu utworzono przytułek dla starych i niedołężnych robotników.

"Dziennik Łódzki", rok 1884.

"Dziennik Łódzki", rok 1885.

"Dziennik Łódzki:, rok 1886.



Przed wybuchem I wojny światowej liczba łóżek wzrosła do 75. Zważywszy, że u Scheiblera pracowało ponad 5 tysięcy robotników, opieką lekarską objęto wraz z rodzinami w sumie 20 tysięcy osób.


Dla koordynacji działań w dziedzinie opieki medycznej powołano w mieście Towarzystwo Lekarskie. Karol Jonscher został początkowo wiceprezesem, a wkrótce prezesem Towarzystwa. Gromadzone systematycznie środki finansowe pozwalały na wiele trwałych jak i doraźnych przedsięwzięć, między innymi na organizowanie kolonii letnich dla dzieci ze środowisk robotniczych.
Istnieje wiele haseł wiążących się z historią Łodzi, znanych, a nie zawsze kojarzonych z konkretnymi ludźmi. Dobrym przykładem jest tu Karol Jonscher, który w powszechnym odczuciu na ogół kojarzy się tylko ze szpitalem przy Milionowej, tym czasem dr Jonscher był obecny, w sposób niezwykle twórczy, przy powstawaniu wielu innych placówek i instytucji, które w większości służą łodzianom do dziś. I tak, kiedy w 1876 roku powstawał Komitet Wspierania Biednych - pierwsza większa w Łodzi próba otoczenia opieką najbardziej potrzebujących, wśród jego założycieli figurował dr Jonscher. Działał też w trakcie przekształcania Komitetu Wspierania Biednych w Łódzkie Chrześcijańskie Towarzystwo Dobroczynności, które powołano do życia w 1886 roku.


Z jego inicjatywy zorganizowano przy Domu Schronienia (przytułek dla starców i kalek) przy ulicy Dzielnej (Collegium Anatomicum, dziś ulica Narutowicza) oddział szpitalny dla nerwowo i psychicznie chorych.


Dość szybko okazało się, że to nie wystarcza - osób wymagających tego rodzaju opieki lekarskiej było zdecydowanie więcej. Narodził się więc pomysł budowy szpitala dla psychicznie chorych. Powołano komitet budowy, a na jego czele stanął Karol Jonscher. Realizacja tej cennej inicjatywy była możliwa dzięki znaczącej pomocy przemysłowców, w której prym wiodła rodzina Geyerów. Większe kwoty przekazali na ten cel także Grohmanowie i Fryderyk Anstadt. Tak powstał szpital Kochanówka, otwarty w 1902 roku:


"Rozwój", rok 1900.

Niemal równolegle dr Jonscher zaangażował się w budowę szpitala pediatrycznego z prawdziwego zdarzenia.

Komitet budowlany szpitala św. Anny. 
"Goniec Łódzki", rok 1904.


Bezpośrednim impulsem był ból po śmierci pierworodnego syna dr Jonschera, 12-letniego Stefana. 

"Rozwój", rok 1900.

Inicjatywę wsparli od początku Geyerowie, przekazując na ten cel w kolejnych latach w sumie 45 tysięcy rubli. Gest Geyerów był zrozumiały. Karol Jonscher był spokrewniony z tą rodziną poprzez swą żonę Marię Adelę Weil. Jej siostry były żonami braci Geyerów (Ryszarda, Gustawa i Emila).


Ale trzeba było jeszcze jednej tragedii rodzinnej, ażeby idea szpitala została do końca zrealizowana. W tym czasie małżonkom Matyldzie i Edwardowi Herbstom (Matylda była córką Karola Scheiblera) zmarła nagle dziesięcioletnia córka Anna Maria (to jej imieniem został nazwany powstały szpital). Przejęci bólem rodzice także chcieli w jakiś godny sposób uczcić pamięć swego dziecka.

"Goniec Łódzki", rok 1904.

Pomysł szpitala dziecięcego, tak potrzebnego w robotniczej Łodzi, wydawał się najodpowiedniejszy. Herbstowie dołączyli więc do Karola Jonschera i przekazali na ten cel sumę niebagatelną - 200 tysięcy rubli.
Anna Maria Herbst. 
Jubilileuszowe wydanie "Lodzer Zeitung" 1863-1913.

Wspomniana rodzina Geyerów była od początku bez reszty oddana sprawie, na przykład Eugeniusz Geyer przewodniczył komitetowi budowy szpitala. Równolegle działał komitet zbierania ofiar, na którego czele stanął dr Jonscher i na początek, jakby na zachętę, ofiarował z własnej kieszeni 500 rubli. Jak się okazało, gest był niezwykle owocny i na budowę szpitala z różnych stron zaczęły płynąć tak potrzebne fundusze.
"Rozwój", rok 1908.


Jednodniówka "Dzień ubogich w Łodzi", 17 września 1911 roku.

Szpital został otwarty w 1905 roku, przyjął imię Anny Marii i ciągle się rozbudowywał, stając się wzorową placówką pediatryczną w Królestwie Polskim. Szpital istnieje do dziś, nosi imię Janusza Korczaka. 

"Rozwój", rok 1905.

Jednodniówka "Dzień ubogich w Łodzi", 17 września 1911 roku.

 "Goniec Łódzki", rok 1905.

"Rozwój", rok 1910.

 
"Rozwój", rok 1910.


"Panorama", dodatek niedzielny, rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1938.

"Łódź w Ilustracji", dodatek niedzielny "Kuriera Łódzkiego", rok 1930.

"Ilustrowana Republika", rok 1938.

Szpital został zmodernizowany, renowacji poddano elewacje. W 2014 roku zakończyła się rewitalizacja pięciu zabytkowych budynków. 

 Remont Ośrodka Pediatrycznego im. Janusza Korczka (dawniej szpital Anny Marii).

Trzy wielkie inwestycje - szpital przy ulicy Milionowej, szpital Kochanówka dla psychicznie chorych i szpital pediatryczny - to nie jest cały spadek jaki dr Jonscher zostawił Łodzi. Trzeba jeszcze wspomnieć o pogotowiu ratunkowym, bo i tu nie zabrakło Karola Jonschera.
W roku 1898, jako trzecie w Królestwie, zostało założone Towarzystwo Doraźnej Pomocy lekarskiej. Wśród założycieli, obok doktora Władysława Pinkusa, przemysłowca Alfreda Krusche i doktora Seweryna Sterlinga, znalazł się oczywiście i doktor Jonscher. Prezesem został Emil Geyer (ofiarował na cele Towarzystwa 4 tysiące rubli). Trzeba zaznaczyć, że sumy (różne - od 500 do 4000 rubli) płynęły także ze strony innych fabrykantów, między innymi od Kunitzera, Herbsta i Anny Scheibler. Rok później przy Towarzystwie zorganizowano stację pogotowia ratunkowego (wzorowano się na podobnej stacji działającej od dwóch lat w Warszawie). Na początku pogotowie dysponowało trzema (konnymi!) karetkami.

Emil Geyer  

                Siedziba pogotowia mieściła się przy ulicy Spacerowej 9 (dzisiaj al. Kościuszki). Po tej historycznej siedzibie dziś nie ma już śladu (rozebrano ją w 1973 roku). Zresztą nie za bardzo odpowiadała ona potrzebom pogotowia, dlatego kilka lat później stacja przeniosła się na ulicę Gdańską. Obecny adres pogotowia przy ulicy Sienkiewicza 137 jest aktualny od 1952 roku.

Łódź miała szczęście, że w tych trudnych latach na przełomie wieków działało na jej terenie dwóch tak znakomitych lekarzy i społeczników jak Seweryn Sterling i Karol Jonscher. Dzieliła ich różnica wieku, ale łączyła wspólna pasja, nic więc dziwnego, że musieli się spotkać i razem podejmować niełatwe często decyzje. Wspólnie więc walczyli o utworzenie w Łodzi i okolicy szpitali i sanatoriów dla chorych na gruźlicę. Podjęli też walkę z cholerą, bowiem przypadki także tej choroby przybierały postać epidemii. Kierowali więc pod adresem władz miasta apele o poprawę stanu sanitarnego, między innymi poprzez budowę wodociągów i kanalizacji, o wprowadzenie przymusowych bezpłatnych szczepień przeciw cholerze.

dr Seweryn Sterling 

Często porównuje się doktora Jonschera z doktorem Judymem, bohaterem Ludzi bezdomnych Stefana Żeromskiego. Chyba nie całkiem słusznie. Przede wszystkim Karol Jonscher założył rodzinę, dochował się też syna, znanego profesora pediatrii na Uniwersytecie Poznańskim. Poza tym rodzina mu nie przeszkadzała w działalności zawodowej i społecznej, odwrotnie - to, że Karol Jonscher "wżenił się", wszedł w sfery burżuazji łódzkiej, miało tylko dobre strony. Może ten fakt był podyktowany przez nadrzędne cele, jakie mu przyświecały? To, że znalazł żonę w tych sferach, że jej tam szukał, nie było przejawem miłości do kapitału i pomnożenia bogactwa. Mogła mu przyświecać raczej myśl, jak do tych kapitałów dotrzeć i obrócić je na szlachetne cele. Oczywiście nie ma żadnych dowodów, że taki był właśnie sposób rozumowania naszego doktora, ale podobne refleksje same się nasuwają. W każdym razie doktor Jonscher poruszał się swobodnie w kręgach łódzkiej burżuazji. Pozwalały mu na to koligacje rodzinne i pozycja, jaką sobie wypracował. Doprowadził do tego, że miał wszędzie drzwi otwarte. Temu doktorowi po prostu nie wypadało odmówić...
Tempo życia i ogrom obowiązków, stres związany z wykonywanym zawodem, ciągłe napięcia i brak czasu na troskę o swoje zdrowie, musiały zaważyć na kondycji doktora. Miał 57 lat, kiedy po powrocie do domu z kolejnej wizyty lekarskiej dopadł go nagły atak serca. Zmarł w 1907 roku w pełni sił twórczych.

"Rozwój", rok 1907.

Został pochowany na cmentarzu ewangelickim przy ulicy Ogrodowej w Łodzi.

"Rozwój", rok 1907.

"Rozwój", rok 1907.

"Rozwój", rok 1907.

"Rozwój", rok 1913.

W samym mieście jeden obiekt utrwala dla potomnych tę niezwykłą postać - od 1951 roku szpital przy ulicy Milionowej róg Przędzalnianej nosi imię doktora Karola Jonschera. Jego imię nadano także małej uliczce na Bałutach, przy ulicy Kolińskiego: 


"Rozwój", rok 1907.
Przeczytaj jeszcze:

źródło:
Leszek Skrzydło. Rody nie tylko fabrykanckie.

Fot. współczesne Monika Czechowicz
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi
i inn.

środa, 2 kwietnia 2014

APTEKA POD NIEDŹWIADKIEM



W Łodzi, przy ulicy Pomorskiej 91 znajduje się niepozorna apteka. 


Została otwarta w roku 1928 i do dzisiejszego dnia funkcjonuje. Charakterystycznym elementem dekoracyjnym jest wizerunek niedźwiadka umieszczony nad wejściem.


Według informacji z tablicy pamiątkowej umieszczonej na ścianie apteki, w latach 1945-1947 produkowano w niej materiały wybuchowe dla Sił Zbrojnych Polski Podziemnej.

Fot. Monika Czechowicz

wtorek, 1 kwietnia 2014

LITZMANNSTADT GETTO - PRAGNĘ ŻYĆ


„Żyjąc w piekle getta i patrząc na niewinną krew braci, postanowiłem myśli pojawiające się w mojej głowie przelać na papier. Pragnę choćby siłą, wyszarpnąć duszę przeklętego Litzmannstadt Getta z obrębów zimnych kleszczy, tchnąć życiem i trysnąć krwią żywą na papier, żeby przyszłym pokoleniom zostawić pamiątkę krwawych lat, odmętów rozpaczy, łez i krwi.
Trafnie mówią mieszkańcy getta, że nikt zamętu piekła nie opisze. Ale by choć częściowo, w odpowiedniej chwili przeprowadzić czytelnika powolnym krokiem, daję mu poznać rozpacz tchnącą z dramatycznych scen, przeplatając je śmiesznymi zawikłaniami nieporozumień. Głownie jednak chodzi mi o to, by wyrwać dzikie serce getta pulsujące wrzawą pracy, przeplatane mrokiem wysiedleń, opasane grozą chwili i niemocy. Pragnę trafić w sedno i wyrwać duszę getta chociażby ociekała krwią…”
Abram Cytryn. Pragnę żyć.


ODEJDŹ

Nie oplataj mnie, śmierci! Pragnę żyć
Ciało me zmarło, lecz duch płonie
Nie chcę. Nie chcę tak młodo zginąć
Mogilnym zapachem od ciebie wionie
Odejdź, Luba Władczyni, w swoje zaświaty
Mam dwoje oczu, rąk, nóg - maro natrętna
Nie odchodzisz, gorzeją twoje jamy
Jesteś okropna i przedziwnie smętna
Twoje oczy są jak dwie plamy
Z nich pustka wyziera, co jęczy
Hipnotyzm, co duszę męczy
Nie wlepiaj twych otworów we mnie
Wejdź! wyniosła w bezdenną ciemnię
Pragnę żyć, choć połamane mam skrzydła
Choć mnie życie ujęło w okropne sidła
Nie nadeszła jeszcze chwila mego pożegnania
Tli się jeszcze we mnie iskra młodego trwania
Żarzy się we mnie ponure życie
Co przepływa niezmiennie i jednolicie

Wiersz pochodzi ze zbioru  twórczości Abrama Cytryna zebranej w książce „Pragnę żyć”, wydanej w 60 Rocznicę Likwidacji Litzmannstadt Getto. Łódź 2004. Coporight by Lucie Cytryn-Bieler.


Abram Cytryn urodził się l0 października 1927 roku w Łodzi, zginął w 1944 roku w Auschwitz. Jego rodzice byli właścicielami dwóch fabryk włókienniczych. Uczęszczał do szkoły Icchaka Kacenelsona (przeczytaj TUTAJ). Przeżył 17 lat...






Pierwszy wiersz napisał, gdy miał osiem lat. Był niewątpliwie nieprzeciętną indywidualnością, skoro już we wczesnym wieku nie tylko wiedział, lecz miał także odwagę mówić, że nie ma zamiaru zajmować się robieniem pieniędzy.
Pisanie było jego nieodpartą, wewnętrzną potrzebą i w nieludzkich warunkach getta poświęcał mu każdą wolną chwilę. Te swoje utwory, które uważał za najbardziej wartościowe, zabrał do Auschwitz, gdzie zaginęły. Wojnę przetrwały tylko pozostawione w getcie fragmenty wierszy i opowiadań. Na początku 1945 roku jego siostra Lucy Cytryn-Bialer, która jako jedyna z rodziny ocalała z Zagłady, odnalazła je w domu przy ulicy Starosikawskiej 14, w ostatnim miejscu zamieszkania Cytrynów w getcie. 
Z tych okruchów powstała we Francji książka Les cahiers d'Abram Cytryn. Recits du Ghetto de Łódź (Paris 1995), wydana przez wydawnictwo Albin Michel.
Całość dorobku, wszystkie uratowane od zagłady rękopisy Abrama Cytryna, znajdują się w muzeum Wiesenthal Center w Los Angeles. 


Na zdjęciu Abram Cytryn w 1931 roku w wieku 4 lat. Zdjęcie odnalezione w przedwojennym mieszkaniu przy ulicy 11 Listopada 49 w Łodzi.



W 1989 roku na prośbę pani Lucie Cytryn-Bialer Ewa Houee-Kubasiewicz zajęła się odczytaniem i przepisaniem utworów Abramka. Nie było to łatwe zadanie. Zeszyty ponad rok leżały bez żadnego zabezpieczenia w ostatnim mieszkaniu rodziny Cytrynów na terenie getta. Były wilgotne i zaatakowane pleśnią. Tekst pisany kopiowym ołówkiem po latach stał się w wielu miejscach nieczytelny.
Po zarchiwizowaniu utworów brata, pani Lucie Bialer zawozi Zeszyty osobiście do Kalifornii i przekazuje muzeum - Wiesenthal Center w Los Angeles. Pozostałe dokumenty przekazuje do Archiwum Yad Vashem w Jerozolimie, gdzie 14 maja 1994 roku otrzymuje odznaczenie EszeChail. Na tą wzruszającą uroczystość przybyli ze wszystkich stron świata nieliczni pozostali przy życiu członkowie rodziny Lucie oraz jej szkolne koleżanki.
W 2004 roku nakładem Yad Vashem w Izraelu ukazuje się hebrajskie wydanie Zeszytów Abramka... (z posłowia do książki "Pragnę żyć").


Fotografie: ulica Abrama Cytryna w Łodzi (droga prowadząca do Domu Pogrzebowego znajdującego się na terenie nowego cmentarza żydowskiego od ulicy Brackiej). Poniżej, domy przy ulicy Starosikawskiej, ostatni adres Abrama Cytryna w getcie:

Fot. Monika Czechowicz


źródła:
Abram Cytryn. Pragnę żyć.Warszawa 2004.
Lucie Cytryn-Bialer Dla Ciebie, Nelly. Abram Cytryn. Zeszyty, Oficyna Druków Niskonakładowych, Olsztyn 1988.
Ewa Houee-Kubasiewicz. Abram Cytryn. Pragnę żyć.